Sandy Island Town


  • Mistrz Gry

    Um… Biorąc pod uwagę te wszystkie dziwactwa, które sam Johnny razem przeżył z Alejandrą… Chyba najlepiej będzie mu to powiedzieć tak jak jest, bez prób wygładzenia jakichś szczegółów. Od początku do końca.
    -Tak? O co chodzi, Alejandro? - spytał się wyraźnie zatroskany Blaze.



  • -Cześć, Johnny. - rzuciła szybko, chcąc bez zbędnego owijania w bawełnę wyjaśnić mu całą sprawę - Jest pewna sprawa. Okazuje się, że ta robota z Wolverinem… znacznie się przedłuży. Okazało się, że jakiś ufolud, będący wrogiem X-menów, zmienia mutantów w dzieci, co sprawiło, że muszę teraz robić za niańkę dla dziecięcej wersji Omega Reda, bo on, w sensie ten dzieciak, się słucha tylko mnie, jednocześnie bojąc się Logana. Więc muszę robić mu za opiekunkę i cały czas przy nim siedzieć do czasu, gdy Wolverine nie znajdzie kogoś, kto wszystko to odkręci. Więc… przez pewien czas mnie nie będzie.


  • Mistrz Gry

    Dopiero kiedy Alejandra skończyła mówić, zorientowała się, jak naprawdę absurdalnie brzmiało to wszystko. Przez naprawdę dłuższą chwilę, Blaze nie odpowiedział jej niczego. Ale w końcu rzekł mocno zdezorientowany:
    -Alejandra… Um… Brałaś coś? Nie żebym Cię oskarżał, ale… Po prostu mi potwierdź, że jesteś trzeźwa, bo jakoś nie potrafię uwierzyć w to co mówisz.


  • Metro 2035

    // Ej, Andre? //


  • Mistrz Gry

    // Ależ zamieniam się w słuch.


  • Metro 2035

    // Możesz dodać w opisie miasteczeka, że jestem jego autorem? Mały szczegół, ale dla mnie ważny. //


  • Mistrz Gry

    // Ależ oczywiście.


  • Mistrz Gry

    // I już załatwione.


  • Metro 2035

    // Podziękować.



  • Można się było spodziewać po nim takiej reakcji. Ba, sama by się tak zapytała, jakby ktoś jej znajomy zaczął gadać takie kocopoły.
    -Chcesz, mogę ci dać Logana, to ci potwierdzi, że nic nie ćpałam. Nawet tego dziecięcego Omega Reda, jak trzeba. - rzuciła swoim charakterystycznym, pewnym siebie tonem.



  • Erine
    Oczywiście, że tak, przecież co innego by zjadła ?
    Po wypełnieniu tak mniej więcej 80% objętości miski płatkami zalewa je mlekiem. Reszta czynności jest raczej na tym punkcie oczywista, lecz rzecz jasna, Eri, będąc tą dziwaczką, z jakiegoś powodu zaczęła snuć jakieś dziwne fantazyje nad naczyniem z jej pokarmem… rzecz jasna, te fantazje były dziwne dla innych, a dla niej, były wręcz sprawą żywota i śmierci, tj. dlaczego urodziła się jako hybryda, czego ma takie a nie inne umiejętności, czy może usunąć (lub, przynajmniej, zmienić położenie lub kształt) klejnotu… oraz, kim tak naprawdę ona jest ?
    Te myśli już ją męczyły od dawna, lecz teraz… wręcz ją uderzyły ze zdwojoną siłą, i to chyba był dla niej (z jakiegoś całkowicie niezrozumiałego powodu) odpowiedni moment, aby nad nimi pomyśleć. Po zjedzeniu posiłku, wróciła ona do swojej jamy zwanej sypialnią, lecz coś ją zatrzymało przy lustrze znajdującym się w przedpokoju. Oczywiście, miało to związek z jej prawdziwą tożsamością jako hybrydy, lecz… coś tu jednak nie pasowało do reszty “wizji” jakie ona doznawała.
    Dynamizm. Abstrakcja.
    Tak, to były dobre słowa, które były zdolne opisać to, co ona widziała, to jak się “zmieniał” jej wygląd w zwierciadle można by było zwykłym ludzkim ślepiem nazwać wręcz tripem po środkach narkotyzujących, lecz… tak zawsze się jej działo, a ona, młoda dziewka, przecież by nie zażyła takich specyfików. Lecz, kończąc dygresję, to było… dziwne. Nie miała w swoim odbiciu żadnej określonej, jednolitej formy. Wszystko się zmieniało wręcz w tempie natychmiastowym, a te swoiste “wersje” białowłosej z powolna zaczęły odbiegać od początkowej normy jako “w praktyce Erine, tylko, że ciut dziwniejsza” do absolutnie niewyraźnego cienia, lecz tylko ta jedna sylwetka przykuła jej uwagę. Krwiste spojrzenie bez żadnego wyrazu jakich kolwiek emocji, włosy niebiańskiej barwy, skóra albinosa, rysy jej całkowicie nieznane, ogólnikowo wzrostem i jej aparycją to… coś wyglądało na kilka lat młodszą od niej samej.
    Patrząc na to, jaką formę Erine mogła przyjąć kiedy siły jej na to pozwalały, to ją wcale nie dziwiło, ba, nawet jej pierwotna aparycja ma dość osobliwy, jak na człowieka, kolor włosów (teoretycznie platynowy blond, w praktyce niby-biel). Tutaj chodziło jednak o coś innego, coś czego Erine nigdy nie czuła patrząc na reszte tych istot, będących niby-nią:
    Osobny byt.
    Reszta była tylko wariacją na temat jej istnienia, lecz wpatrywanie się w te nieziemskie ślepia było zupełnie nieznanym doświadczeniem. Jakbyś się czuł gdybyś zamiast swojego odbicia w lustrze zobaczyłyś inną istotę ludzką niż ty sam ? Dokładnie to było tutaj problemem. Nawet w tym chorym świecie, gdzie istnieją kosmici wywodzący swe ciała od kamieni szlachetnich i innych delikatnych piękności z gleby, a superbohaterowie są rzadko, ale jednak, widziani… to ten paradoks był całkowicie niewytłumaczalny.
    Kto to w ogóle był ? Co to miało znaczyć ? Czy miało to w jakimkolwiek pokręcony sposób Erine coś przekazać ?

    …i tak, po paru minutach orgazmu dla oczu, lustro stało się znów zwykłym utensyliem do zobaczenia odbicia ciała swego, a Erine, której jej oczy poniekąd już bolały od tegoż koszmaru wizualnego, wróciła do swojego pokoju. Pewnie na bank będzie miała sen z tym związany.


  • Mistrz Gry

    @Kaiserowsky
    //Uh, tak dla pewności, żyjesz jeszcze?//
    Woj:
    Johnny westchnął, najwidoczniej zaczynając wierzyć Alejandrze w te istne cuda wianki, jakie jej się przydarzyły.
    -… Nie trzeba. Nie mam powodów, żeby Ci nie wierzyć, chociaż sama przyznasz, że nikt normalny by nie uwierzył w to. Masz szczęście, że nie jestem normalny. Możesz mi zatem powiedzieć mniej więcej, kiedy mogę się spodziewać twojego powrotu z tej mutanckiej eskapady? - odpowiedział po chwili zamyślenia, mając w głosie lekkie zrezygnowanie.



  • -Nie wiem, Johnny. - odparła nieco zrezygnowana, wiedząc, co się święci - Na pewno trochę to zajmie, bo do czasu naprawy Omega Reda muszę być jego niańka, bo słucha tylko mnie, więc…


  • Mistrz Gry

    -Rozumiem… Tylko przekaż Loganowi, że jeśli nie wrócisz do mnie w jednym kawałku, to choćbym miał zaprzedać duszę Mefisto, dopilnuję tego, żeby zaciągnąć go żywcem do Piekła. - odpowiedział dość chłodno, jakby próbował ukryć wszelkie emocje z jego głosu.



  • -Dobrze, przekażę mu to. - odpowiedziała pewna siebie, mimo chłodnego i poważnego komentarza swojego mentora - Pamiętaj też, że sama mogę o siebie zadbać. W końcu, no wiesz, jestem dorosła, Ducha Zemsty nawet dobrze kontroluję, i w ogóle.


  • Mistrz Gry

    -Ta… - odpowiedział krótko, już słyszalnie nie taki pewny jej zdolności i zaradności, jak ona sama. Po chwili jednak dodał - Tylko nie przesadzaj z pewnością siebie. Może i dobrze kontrolujesz, ale beze mnie musisz polegać tylko i wyłącznie na tym, czego się sama do tej pory nauczyłeś i czego Cię nauczyłem. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę?



  • -Jestem tego świadoma. - odparł zdecydowanie - Dlatego nie będę się wpakować jakieś krzywe akcje, a na pewno nie będę odpie…
    Tu się powstrzymała, bo przypomniała sobie, że ma dzieciaka w pobliżu i, mimo wszystko, lepiej go nie demoralizować, nawet, jeśli koniec końców jest już i tak zdemoralizowanym do szpiku kości dorosłym psycholem.
    -…Nie będę odwalać jakichś głupot, plus będę trzymać się przy Loganie. Poza tym, jeśli dalej nie jesteś pewien, to możesz do mnie dzwonić i mnie wypytywać o wszystko, czy coś.


  • Mistrz Gry

    Cóż… Niezależnie od tego kim to “dziecko” kiedyś było, to lepiej dmuchać na zimne, nawet jeśli nie wiadomo, czy będzie dało się to odwrócić i na jakiej zasadzie to będzie działać. No, przy dzieciach się nie powinno przeklinać i tyle. I w ogóle lepiej zadbać o to, żeby mały Omega Red był dobrze traktowany.
    -… Jasne. Ufam Ci w tym przypadku. Będę dzwonił regularnie i przy okazji samemu starał się trochę ogarnąć sprawę Adama i jego planów. Masz coś jeszcze do powiedzenia, Alejandra? - dodał, starając się być tak opanowanym jak to możliwe.



  • -Też mi się tam trzymaj, Johnny. I tym bardziej uważaj na siebie, w końcu już no… nie masz dawnych nocy. - odpowiedziała z lekką nutą troskliwości w głosie, po czym dodała już nieco żartobliwie - A, i nie nagrzesz mi zbytnio po drodze, bo pożałujesz.


  • Mistrz Gry

    -No, no! Ty też lepiej się za bardzo z tym Loganem nie rozluźnij za bardzo. - również zażartował, po czym dodał poważniej, również z wyraźną nutą troskliwości - Również na siebie uważaj. Nawet bardziej ode mnie. No to… Cóż. do zobaczenia, Alejandro. Trzymam kciuki za cokolwiek, co macie zamiar zrobić.



  • -Dziękuję, Johnny… - odpowiedziała z nagłą nutą lekkiej… nostalgi w głosie, dobrze będąc świadoma tego, że po tej rozmowie będzie już zdania wyłącznie na siebie, jeśli chodzi o brzemię i powinność nadaną mu przez przyjęcie Ducha Zemsty, połączoną z rozwiązaniem problemu powstałego przez tego całego Mojo - Do zobaczenia, oby jak najszybciej.
    Po czym zaczekała, aż on sam się rozłączy. Jakoś… wolała, by to on to zrobił.


  • Mistrz Gry

    -Do zobaczenia, Alejandro. Wierzę w Ciebie. - odrzekł jej krótko Johnny. Po tym rozłączył się pierwszy. W jego głosie również była nostalgia. Mogła też poczuć, że z bólem serca pierwszy się rozłączył, ponieważ też by wolał, żeby to ona to zrobiła.
    -Wszystko już załatwione? - spytał się lekko zniecierpliwiony Logan, chcąc już ruszyć dalej i nie marnować czasu na sentymenty.



  • -Cholerny świat… - mruknęła do siebie, z dosyć zepsutym humorem po tej całej rozmowie, po czym chowając komórkę do kieszeni, odwróciła się do Logana - Ta… wszystko załatwione.
    Po czym powoli zaczęła iść do swojego motoru, przy okazji pokazując dzieciakowi gestem ręki, aby zaczął leźć za nią.
    -Przy okazji… - dodała jeszcze, starając się wysilić na szczyptę ikry sprzed rozmowy z Johnnym, gdy stanęła koło Logana - Blaze kazał mi ci przekazać, że będzie łomot, jak nie dojdę po wszystkim w jednym kawałku. Niby nie zamierzam się kroić, ale miałam to powiedzieć, więc mówię.
    I tak najpewniej wyszło to dosyć kwaśno i żałośnie, jak kujon próbujący udawać popularnego dzieciaka czy coś w tym stylu. Jeny - niby to tylko czasowe rozstanie, ale tak się do siebie wzajemnie przyzwyczaili, że to nawet trochę boli.


  • Mistrz Gry

    Odmłodzony Omega Red grzecznie za nią poszedł z obojętnym wyrazem twarzy, a po chwili oboje już stali przy motorze Alejandry.
    Natomiast Logan jedynie, jakby lekko drwiący parsknął pod nosem, po czym powiedział niezbyt wzruszony, ale nie lekceważąco, a wręcz przeciwnie, jakby lekko podprogowo chciał ją pocieszyć:
    -Wy się tam oboje nie martwcie. Ze mną to na pewno nie my będziemy krojeni. - po czym zasiadł na swoim motocyklu i go profesjonalnie odpalił.
    Ech. Coś w tym jest. W życiu by nie pomyślała, że tak się może przywiązać do kogoś, kogo tak niedawno poznała. I jeszcze w swoje urodziny, jak jej urządził małe przyjęcie… A szlag by to wszystko trafił.



  • Najlepiej teraz zwyczajnie skupić się na tym, co muszą teraz robić.
    -No, młody. Wskoczysz na motor czy ci pomóc? - zapytała Omega Reda, sama wsiadając na niego i przy okazji szukając za kaskiem. Choć akurat tym razem nie dla siebie, tylko dla swojego pasażera z przymusu. W końcu… ona to sobie może zrobić krzywdę czy zapłacić ten mandat za jeżdżenie bez niego, ale no młodego, nieważne kim jest technicznie tak serio, to już na coś zbytnio narazić nie może. Tym bardziej, że to zdecydowanie byłby grzech, którego na pewno musi się wystrzegać z tym, co ma w sobie.


Log in to reply