Tereny zielone dookoła Akademii


  • Mistrz Gry

    Wszystko co znajduje się poza murami Akademii, jest niezabudowane oraz prawdopodobnie nie ulegnie to zmianie. Mieszkają tu przeróżne magiczne stwory takie jak Mgielnice, a czasami nawet się znajdzie jakąś wioska goblinów.
    image

    Max:
    Gregory na chwilę obecną patroluje tą część 
    terenów zielonych, którą można by bez problemu nazwać po prostu mokradłami. Wszędzie wilgoć, syf i Bóg wie co jeszcze. Otrzymał jedno, proste (proste jak się okazało tylko w wyjaśnaniu go komuś innemu...) zadanie. Miał mianowicie nawiązać kontakt z jakąś Mgielnicą, a następnie spróbować się z nią w miarę możliwości "zakolegować" aby mieć na bieżąco informacje na temat tego gdzie i jak można znaleźć smoki do wytępienia. Jak na razie jedyne co się Gregowi udało, to wdepnąć kilka razy w lepką niezidentyfikowaną substancję oraz prawie zgubić. A na pewno by się zgubił, gdyby nie to, że posiada kompas, którego igła zawsze wskazuję kierunek Akademii.

  • Mistrz Gry

    avatar maxmaxi123 maxmaxi123

    Piękny początek pracy, naprawdę. Nie dość, ze obecnie nie poluje na smoki, to i jeszcze łazi po cholernym bagnie. Umieją zachęcić nowych do swojej pracy. No dobrze, teoretycznie to monstrum którego szuka załatwi mu smoczyska do ubicia, ale… i tak nie tego się spodziewał, nie tego oczekiwał. Na co więc liczył? Na przyjemną pracę z dużą ilością czasu wolnego, okraszoną potyczkami z gadami. Brzmi jak marzenie, prawda? Tak to widział, tym dla niego była ta posada - marzeniem, ostatnią deską ratunku przed upokorzeniem, ale ostatecznie… nie skończył jakoś tragicznie. Mokradła zawsze lepsze od upokorzenia przed rodziną.
      Ale nie czas na rozmyślanie, pora się skupić na zadaniu. O ile dobrze pamiętał z zajęć, będzie miał większą szansę na znalezienie jej, jeśli się zgubi… to na cholerę mu ten kompas?! Rzucił go gdzieś obok, byle nie w jakieś błoto, koło drzewa.
       – Pilnuj go – polecił Alojzemu, wskazując przedmiot. – A ty chodź ze mną – nakazał chwilę po tym Ginger.
      Co chciał tym osiągnąć? Ano zgubić się, jak to wcześniej zostało powiedziane. Zaraz potem zaczął błądzić gdzieś po okolicy, bez konkretnego celu. Chodził niby beztrosko wokół pogwizdując. Starał się oddalić od tamtego miejsca, nie wpaść w coś, nie ugrzęznąć po drodze i, najważniejsze, nie trafić pod wrota tej piekielnej szkoły.
       – Znikaj, ale bądź też w okolicy, na wszelki wypadek – szepnął do pozostawionego przy sobie żywiołaka chwilę po tym, jak się oddalił. No, teraz już jest gotowy na poszukiwania. Kontynuował chodzenie czekając na pojawienie się potwora.


  • Mistrz Gry

    avatar Andrzej_Duda Andrzej_Duda

    No jeszcze sam fakt, że praca jest na mokradłach to już naprawdę jest pół biedy. Najgorsze jest to, że obecnie głównym elementem zadania jakie zostałe przydzielone Gregoremu jest to, że musi się “zakolegować” z demonicą… Z cholerną demonicą, która się żywi strachem i w skrajnych sytuacjach dosłownie pochłania w całości swoje ofiary! Ciekawe co za geniusz wpadł taki genialny pomysł, bo na pewno nie ktoś, kto uważał na przyzywaniu podczas lekcji o demonach. Ech… No po prostu szkoda gadać co chwilami zwierzchnicy każą robić swoim pracownikom. Ta misja to tylko niepotrzebne narażanie Alojzego i Ginger… Chyba w sumie jedynych osób, jakie naprawdę akceptują Gregorego takim jakim jest. Tylko trudno jest powiedzieć, czy z powodu zaklęcia przywiązania czy raczej ich charakteru… Co do kompasu, to jest chyba będzie bardziej przydatny już po misji aniżeli podczas jej trwania. W każdym razie, Alojzy bez słowa zbliżył się do kompasu i w bezruchu zaczął go czujnie pilnować, przy tym co chwilę rozglądając się dookoła, jakby chciał się upewnić, że nigdzie nie nadchodzi ktokolwiek, kto chciałby ukraść przedmiot, jakiego pilnować kazał mu jego pan. Wziął '“znikaj” chyba trochę zbyt dosłownie, ponieważ wprowadził się w stan pół przeźroczystości, odrzucacając ze swojego ciała większość budulców, ale jednocześnie mając je pod sobą, dzięki czemu w razie nagłej napaści ze strony kogokolwiek będzie mógł dość szybko i sprawnie powrócić do swojej potężnej postaci górnej części ciała mocarnie zbudowanego mężczyzny z kamienia, o czterech rękach, każda równie potężna.
    Ginger natomiast lekko ukłoniła swoją zwiewną sylwetkę, którą można opisać jako zgrabna kamienna kobieta lekko zlana ze swoją sukienką. Obu pomocników lekko niedorobionego łowcy smoków jest nie tylko to, że są demonami, ale także to, że ich ciała są zbudowane z kamieni połączonych pół widzialnym polem siłowym, które łaskocze w dotyku.
    -Oczywiście, panie Gregory. - odpowiedziała Ginger swoim dość niskim, ale jednocześnie łagodnym głosem, podążając za swoim przyzywaczem, który teraz próbuje zgubić się z własnej woli… Jakkolwiek głupio coś takiego brzmi.


  • Mistrz Gry

    avatar maxmaxi123 maxmaxi123

    Czy brzmi głupio czy nie, taką wybrał metodę, nie widząc na chwilę obecną lepszej. Szedł cały czas. Czasami stawał w miejscu, kręcił się chwilę, po czym maszerował dalej trochę chwiejnym krokiem. Oczywiście zachowywał umiar i nigdy nie kręcił się na tyle mocno, aby móc stawać w szranki z pijakiem w konkurencji “Kto się pierwszy wywali”. Robił to głównie po to, aby stracić orientację. Skręcał też nagle i w losowych momentach, czy to przed czy po obrotach.
      Parszywe zadanie, parszywy demon… On tutaj robi z siebie idiotę i ryzykuje życiem. Po co? Aby nawiązać kontakt z demonem co zabija zbłąkane dusze, by móc ubijać stworzenia, które dla reszty ludzi nie istnieją, na zlecenie magów z ich magicznej akademii. Cholera, chyba właśnie przekroczył poziom absurdu… A nie, jeszcze nie: Nie należy zapomnieć, że sam jest też łowcą tych stworzeń. Dobra, teraz już przekroczył.
       – Pomocy! – krzyczał zrezygnowany i znudzony – zgubiłem się! Nie wiem gdzie iść! Aaależ się boję…! Eh… – Chciał tym zabić nudę i bardziej zachęcić to paskudztwo. Może będzie dla niego smacznym kąskiem? Na to liczył, chociaż coś podświadomie mu mówiło, że to nieodpowiednie myślenie…


  • Mistrz Gry

    avatar Andrzej_Duda Andrzej_Duda

    Och, ależ należy jeszcze bardziej sprecyzować absurd tej sytuacji. Niedoszły amatorski Łowca Smoków żółtodziób (w tym przypadku można by go nazwać nawet bezdziobem) został wysłany przez zarząd Akademii czarodziejów do magicznego lasu nie mającego końca, aby mógł zaprzyjaźnić się z demonicą, która żywi się strachem zagubionych podróżników i w tym właśnie celu zachowuje się jak wariat, krzycząc, że się zgubił tuż po tym jak zdecydował “zgubić się z własnej woli”. Tak… To brzmi jak surrealizm w czystej postaci. W dodatku taki wyjątkowo w mocny surrealizm. Ale co poradzić? W tym świecie takie dziwactwa mogą tak gruntownie dziać się na porządku dziennym. Tia… Najbliższy czas w pracy to będzie bardzo, ale to bardzo ciekawy czas w pracy.
    Po chwili “błądzenia z własnej woli”, usłyszał… No cóż, tak jakby jednocześnie z tyłu, prawej i lewej, kobiecy, świszczący jak wiatr głos.
    -Hiii… Jesteś zabawny… Zabawnie się gubisz na siłę… Potrafisz coś jeszcze, śmiertelniku?


  • Mistrz Gry

    avatar maxmaxi123 maxmaxi123

    Jasna cholera! Udało się!.. Albo się nad nim zlitowała… Mniejsza. Ważne, że tu jest. Teraz tylko nawiązać kontakt i się zaznajomić. Ale jak może to osiągnąć? Robić z siebie idiotę, aby się przypodobać? Postawić na swoim i zrobić to siłą, a może spróbować perswazji? Żadna z tych opcji nie pasowała mu w pełni…
    - Umiem strzelać, walczyć ze smokami, znam się na magii - zaczął, nie próbując nawet rozglądać się za głosem, no bo po co szukać czegoś, co może być wszędzie? - A jak tam u Mgielnicy? Wiesz, co w trawie piszczy?


  • Mistrz Gry

    // Prosiłeś, żebym Ci przypomniał lokalizację Żywiołaków, a więc proszę bardzo. Alojzy pilnuje porzuconego w tyle kompasu, a Ginger podąża za nim, będąc trochę oddalona //
    Trudno powiedzieć… W końcu… No, nigdzie jednak nie ma zajęć pogawędek z cholernymi demonami! Jedyne co pozostaje to improwizacja i spróbowanie wszystkiego. W ostateczności ucieczka też nie wydaje się taka zła. Lepiej stracić pracę albo zaufanie pracodawców niż swoje życie.
    -Walczyć ze smokami… Fascynująąące… Ale czy… Jesteś w stanie rozprawić się z czymś, czego… Nie widzisz? - odpowiedział jednocześnie jedwabny i świszczący niczym wichura głos. Gregory ma wrażenie, jakby Mgielnica mówiła do niego ze wszystkich stron jednocześnie. Przeszedł go dreszcz na całym ciele i poczuł jakby go coś metaforycznie złapało za serce.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

       Ciekawe czy każda Mgielnica się tak zachowuje, czy zwyczajnie przegrał gadkę już na starcie i zwyczajnie będzie musiał walczyć. Tego to by nie chciał, chociażby przez retoryczne pytanie, jakie rzuciła. Nie próbował nawet sięgać po broń, dawać sobą znaku, że myśli że go zaatakuje. Może to jakoś, jakkolwiek, mu pomoże?
       – Nie muszę się rozprawiać z czymś, z czym chcę porozmawiać. To zwyczajnie będzie nieopłacalne. Jeżeli Cię to interesuje, to może nawiążemy współpracę? – rzucił w eter, bo tak naprawdę nie miał innej możliwości, a samo rozglądanie się uważał za głupie.


  • Mistrz Gry

    Trudno to powiedzieć. Zwłaszcza, że w podręcznikach i encyklopediach nie ma nic napisanego o tym jak rozmawiać z Mgielnicami, tylko to, że należy przed nimi po prostu uciekać. A to, czy bycie teraz pacyfistą się jakkolwiek opłaci… To się zobaczy.
    -Otóż to. Choć, ciekawe, że za rozprawienie się ze mną uznałeś pozbycie się mnie za pomocą przemocy… Dużo to o tobie świadczy. Rozpraw się ze mną za pomocą rozmowy… Jeśli to zrobisz, to… Powiedzmy, że zastanowię się nad współpracą z tobą… W tym, co masz aktualnie na myśli, a o czym nie mam tymczasowo pojęcia. A zatem… Pobawmy się tak jak to robiono w książkach, które mi kiedyś czytał mój stary przyjaciel z miejsca z którego przychodzisz… Zagadki! Pozwolisz mi zacząć, mój drogi? - zapytała się, To jak Gregory słyszał jej głos się wcale nie zmieniło, choć w jej ostatnich słowach można było wyraźnie usłyszeć rozbawienie. W co ta demonica do cholery pogrywa?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Cholera (w sumie podwójne, bo chętnie bym tu dał źle użyte łacińskie słowo, znaczące z grubsza “kurde”, ale to nie ta postać…), zrobiło się trochę groźnie. Skoro tak odczytała jego słowa, to ta znajomość będzie niezwykle delikatna i cienka. Tym bardziej, że nie przywykł tak zważać na słowa. Cóż, plus jest taki, że przynajmniej się doszlifuje w sztuce mediacji.
       – Zagadki? – spytał się retorycznie sam siebie, jakby chcąc się upewnić, czy dobrze zrozumiał. – Tak, Panie przodem, jak to my ludzie mamy w zwyczaju. – Właściwie to się ucieszył z tej sugestii - już wolał się napocić umysłowo niż fizycznie, chcąc trafić to diabelstwo, jakby się okazało, że nie ma żadnej możliwości rozmowy.


  • Mistrz Gry

    Problem w tej kwestii jest jednak taki, że jeśli zdenerwuje tą demonicę, to może mu się nie przydarzyć już więcej okazja, żeby wykorzystać tą całą sztukę mediacji, którą planuje teraz doszlifować. A dlaczego? Dlatego, że będzie zwłokami wyssanymi życia, leżącymi w lesie, ponieważ nie rozwiązał zagadki zadanej mu Mgielnicę! Lepiej jednakże jest mieć nadzieję na jakiś “pozytywniejszy” scenariusz rozwiązania tej całej sytuacji.
    -Och, jakże miło z twojej strony… Technicznie demony płci nie mają… Ale miło wiedzieć, że sprawiam wrażenie kobiety. - powiedziała, po czym Gregory usłyszał coś w rodzaju chrząknięcia, a następnie:
    Jedyny z swej rasy zdołał się ostać
    Mrokiem obwiana ta upiorna postać
    Iluzoryczne jest wszystko co robi
    Niby nie diabeł, a jednak ma rogi
    Wiele duszyczek już zdołał ogarnąć
    Lecz czy zdołasz jego imię odgadnąć?

    -Kategoria: znani magowie. - powiedziała mgielnica szeptem.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    //Krótko, ale jest!
      K*rwa, jakby nie mogła po ludzk… a nie, przecież nie jest człowiekiem, no tak. Ważne było to, że zna odpowiedź. Chwilę, długą, się nad tym głowił, ale olśniło go przy “Iluzorycznym”.
       – Drążący w umysłach? Jeżeli to faktycznie jego imię, to nie ma za grosz wyobraźni.


  • Mistrz Gry

    // No, ważne, że jest! //
    Mgielnica lekko się zaśmiała (chyba) po pół żarcie Gregora odnośnie potężnego nekromanty. Chyba się zaśmiała. Brzmiało to jakby ktoś w krótkich, sekundowych okresach z odstępami poddał drzewo działaniu potężnej wichury. Następnie powiedziała cicho, przy czym niedorobiony Łowca Smoków mógł poczuć lekkie muśnięcie na karku:
    -Dobrze, to prawda. A zatem… Nadeszła twoja kolej na zadanie mi zagadki, Mój Drogi…


Log in to reply