Biuro Amelii Lacroix


  • Mistrz Gry

    Skromnie, acz schludnie urządzony gabinet służący zarówno jako amalgamat sekretariatu i swoistego dziekanatu, w którym niepodzielnie panuje ciesząca się ambiwaletną opinią wśtód uczniów Amelia Lacroix. W pomieszczeniu tym, oprócz wszystkich mebli i elementów potrzebnych do pracy biurowej, znajduje się także dosyć niecodzienna rzecz - wmurowana w ścianę i zazwyczaj ukryta za obrazem japliczka poświęcona Lordom Demonów, któremych ,pani z dziekanatu" czci.
    image

    -No i na miejscu, Izabelo - pomyślała uradowana Madame, stając pod niewyróżniającymi się drzwiami ,dziekanatu" jej bliskiej przyjaciółki, jednocześnie zastanawiając się, co teraz ,droga Amelia" w nim porabia.
    -Sądząc po tej ciszy, na pewno nie suszy głowy uczniowy za brak odpowiednich papierzysk i formularzy. - rozważyła, podchodząc bliżej dzrwi, odstawiając na chwilę wciąż trzymany w dłoniach parasol i poprawiając się tu i ówdzie, by po chwili kilkukrotnie i w dosyć delikatny sposób zapukać do drzwi.


  • Mistrz Gry

    Hm… To, że wnioskując po odgłosach, a raczej ich braku, można stwierdzić, że w gabinecie Amelii nie ma żadnego ucznia wcale nie znaczy, że Lacroix nie jest teraz zajęta. W końcu, równie dobrze mogła dostać dużo papierkowej roboty, która jest czasami nawet gorsza od trochę mało domyślnych i irytujących studentów Akademii.
    -Proszę wejść. - Izabela usłyszała dość oschły i lekko zirytowany ton głosu swojej przyjaciółki, dobiegający ze środka pomieszczenia.



  • -O, ho. Na pewno papierkowa robota. - skomentowała w duchu, słysząc niezbyt zadowolony ton swej koleżanki, po czym spokojnym ruchem otworzyła drzwi.
    -Witaj, Amelio. Mam nadzieję, że bardzo ci nie przeszjadzam? - rzekła spokojnym, sympatycznym tonem, przechodząc przez drzwi i rozglądając się po dziekanacie, szukając wzrokiem swojej zapracowanej przyjaciółki.


  • Mistrz Gry

    -Obawiam się, że przeszkadasz… - odpowiedziała pasywno-agresywnie, nie odrywając wzroku od jednego z wielu dokumentów z dwóch stosów, jakie ma obecnie na biurku. Dopiero po chwili podniosła znad nich głowę i zobaczyła kto ją właściwie odwiedził. Wtedy dużo łagodniejszym tonem rzekła:
    -Och, to ty, Izabelo. Przepraszam. Jestem strzępkiem nerwów przez te papierzyska. Tyle ostatnio nowych uczniów tu dołączyło, że już mnie skręca jak myślę o tych wszystkich tępakach, którzy nie dadzą mi spokoju.



  • -“Ms. Lacroix at its finest”, jakby to powiedziała młodzież - rzuciła w duchu, komentując standardowe i okryte niesławą pośród uczniów podejście Amelii do wszelakich spraw urzędów i kontaktów z petentami najróżniejszego autoramentu. Mimo wszystko, Izabela się takiemu podejściu zbytnie nie dziwi - sama pewnie stałaby się podobnie zgryźliwa przy tak stresującej pracy.
    -Ależ nic się nie stało, Amelio. - odpowiedziała ze szczerą kurtuazją, przysiadając się na krześle przeznaczonym dla interesantów - Ja już wykonałam swe obowiązki i chciałam złożyć ci wizytę, ale teraz… wolałabym ci pomóc. Razem będzie szybciej, a do tego raźniej.


  • Mistrz Gry

    Precyzyjniej mówiąc, nie sama ta praca jest taka stresująca, ale stresujące są niektóre rodzaje osób, z którymi zdecydowanie za często się w tej pracy spotyka. Ale nie ma co się rozdrabniać, teraz najważniejsze jest pomóc swojej dobrej przyjaciółce w rozwiązaniu problemu z taką nieziemską ilością papierologii powstałej w wyniku masywnego napływu nowych uczniów. Aż ciekawe jest, skąd się ich tylu wzięło, tak można by powiedzieć, znikąd? Wcześniej nowi uczniowie przybywali do Akademii raczej w regularnych ilościach.
    -Naprawdę? Byłoby świetnie, Izabelo. Z chęcią przyjmę twoją pomóc. Otóż, już Ci wszystko wyjaśniam. To wszystko to są dokumenty przekazane nam przez Rekruterów, dotyczące potencjalnych nowych uczniów. Moim… Właściwie, teraz naszym zadaniem jest przejrzenie ich oraz ocenienie, czy uczeń nadaje się do zrekrutowania. Odesłaniem ich tego zajmę się już ja. - odpowiedziała wyraźnie zadowolona z tego, że otrzymała propozycję pomocy.



  • Jest to naprawdę zastanawiająca dla Izabeli kwestia, patrząc na prosty fakt, że pracuje w tym miejscu już od dłuższego czasu, a do tej pory nigdy nie spotkała się z takim natłokiem nowych uczniów. Może Rekruterzy wytworzyli skuteczniejsze metody pozyskiwania uczniów? Albo więcej osób zaczęła zgłaszać się na magiczną edukację z własnej woli? Przyczyn może być nadzwyczaj wiele, jednak nie one są teraz najważniejsze. Teraz najważniejszą rzeczą dla Madame Karsch jest wspomóc przyjaciółkę w potrzebie.
    -W takim razie, czas zakasać rękawy. - odpowiedziała wesoło i z przekonaniem - Wszak bez pracy nie ma kołaczy, czyż nie?


  • Mistrz Gry

    Powodem tego zjawiska może być również to, że wręcz przeciwnie, efektywność Rekruterów spadła, przez co papierzyska zamiast docierać do Amelii stopniowo, zwaliły jej się na głowę wszystkie na raz. Choć fakt, lepiej nie tracić czasu na bezsensowne przemyślenia, tylko zabierać się do roboty.
    // Papers Please: Magic Edition //
    -Ależ oczywiście… - odpowiedziała z dość dużym znudzeniem Lacroix, po czym wróciła do swojej pracy, lecz najpierw wskazała Izabeli dość wysoką kupę papierów, które ma zacząć sprawdzać.



  • Nie tracąc już czasu na czcze rozważania, Izabela rozsiadła się wygodniej na siedzeniu przeznaczonym pierwotnie dla petentów pani dziekan, by chyżym, zdradzającym nadludzką koordynację i refleks, ruchem zabrać plik dokumentów, aby z należytą uwagą go przejrzeć.


  • Mistrz Gry

    Sędziwe, lecz jednocześnie młode oczy Madame Karsch ujrzały to, czego z resztą się mogła spodziewać. Masa spiętych zszywaczem dokumentów rekrutacyjnych dla poszczególnych studentów. Jedyne, co zwróciło jej wyjątkową uwagę to jedna, pojedyncza karta na samym wierzchu, nosząca na dole pieczątkę ArcyMaga. Jest to dosyć ciekawe, bo oznacza, że ten nowy uczeń został przyjęty z powodu odgórnej rekomendacji albo innej nadzwyczajnej sytuacji.


Log in to reply