[Deravierres] Sektor Velmer


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Sektor, noszący specyficzną nazwę, biorącą się od nazwiska dowódcy, który zajmuje się obroną tego regionu, obejmuje najbardziej nieprzyjazny teren do prowadzenia walk - na samym północnym zachodzie, wieczna, reliktowa puszcza, rosnąca na urodzajnej glebie, zamienia się w złowieszcze mokradło, pełne zdradliwych trzęsawisk i jezior o szarej, mulistej wodzie. Nawet sami byli mieszkańcy Puszczy Deravierrskiej unikali tego przerażającego obszaru, w obawie przed złymi siłami, wszak rejon ten uznaje się za zainfekowany przez magię, będący jednym z jej ostatnich posterunków, których nie zamierza oddać. Kiedy wojna zawitała na te ziemie, niesamowite legendy o złych istotach ożyły. Dziwacznie poskręcane drzewa, przypominające swoim kształtem powykręcane w niewyobrażalnych męczarniach postacie ludzkie, amorficzne widziadła, czające się w mroku zmalformowanej flory i inne straszliwe byty, kryjące się pod lustrem weneckim mulistej wody, która chroni je przed blaskiem światła, skąd bacznie obserwują działania wojenne swoimi pustymi ślepiami, są nieodłącznymi bywalcami tych topielisk. To wszystko przez prastarą magię, mającą swoje demonicznie korzenie głęboko pod powierzchnią żarłocznego błota. Zadanie fortyfikacji tego odpychającego obszaru spadło na barki Erhardta Velmera, który zarządził zaawansowane umocnienie pozycji i wytyczenie punktów obrony chwilę przed oficjalnym zakończeniem walk w euxperskiej Romandii, a po długim odstępie czasu, elitarne dywizje imperialne, świetnie zmotywowane błyskotliwymi zwycięstwami z wojskami Przymierza, znalazły się nagle w przemoczonym piekle - prócz prowizorycznych okopów, tworzących niezamierzone rowy melioracyjne, przez które przepływa masa lodowatej brudnej wody, zakopanych w połowie w błocie bunkrów, z których strzelają karabiny maszynowe i dobrze obmyślanych punktów oporu, położonych na martwym terenie, agresorzy muszą mierzyć się również ze złem, czającym się w prastarej, mulistej otchłani. Nikt chyba nie zliczy ciał żołnierzy, którzy wciąż pływają w topieliskach, martwi z powodu natury lub wciągnięci wgłąb bagiennych otchłani przez coś, co zdaje się przepływać przez tutejsze drzewa niczym krew.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Cisza. Martwa, niemożliwa do przerwania cisza była pierwszą rzeczą, która przywitała go po dotarciu na front i z ogładą ugościła go w zalanych zimną wodą okopach, której poziom sięgał kostek i nieubłaganie zalewał trzewiki. Monarcha wojny zazwyczaj ugaszczał nowych krwistą herbatą i spalonym do martwej czerni chlebem, śmierdzącym obrzydliwą mieszanką kordytu i spalonego mięsa. On nie został tak przyjęty. Jedyne, co otrzymał, to rozcieńczona mulistą wodą kawa, której przylepiająca się do łyżki ziemista breja była nie do wytrzymania. Żadnych strzałów, żadnych walk. Tylko cisza. I ocean błota o nieistniejącym dnie. Hans siedział w jednym z głębokich okopów, którym bliżej do miana rowów melioracyjnych niż do prawdziwych okopów - żołnierze, chcąc unikać kontaktu z wodnistym gruntem, który zdolny był pożerać wszystko, co tylko go dotknie, zmuszeni byli poruszać się po drewnianych kładkach, którymi również przystrojone były ich kwatery. Ściany okopu nie miały żadnych zabezpieczających je desek - nic nie było zdolne przeciwstawić się złośliwemu żywiołowi, któremu bliżej było do cieczy niż do ciała stałego. A do tego te wszystkie opowieści o duchach, mieszkających w zdeformowanych drzewach i demonach, czających się w okolicznych stawach. Wszystko wskazywało na to, że natrafił na bardzo ciekawy, a zarazem nudny odcinek frontu - Imperialiści na chwilę obecną nie podejmowali żadnych większych ofensyw w tym bagnistym terenie, a nawet nikt nie strzelał. Wszystko wskazywało na to, że się uspokoiło, przynajmniej na jakiś okres czasu. Hans przebywał na pierwszej linii dopiero od kilku dni i nie poznał zbyt wiele osobistości, które razem z nim dzieliły ten sam los. Zdążył jedynie pogadać z miejscowym kawalerem, Heinrichem, który na chwilę obecną cieszył się wolnym czasem grając w karty ze swoim starym przyjacielem, Reinhardtem, który z kolei był prostym Wiliżerem, zupełnie jak Hans. Nie zamienił z nim żadnego słowa. Był także gburowaty dowódca okopu, ale ciężko to nazwać znajomością - krótka, przelotna rozmowa, jakich tutaj wiele.



  • Hans
    Trzeba przyznać że Hans mocno zawiódł się zastaną na miejscu sytuacją. Z opowieści ojca i kilku książek o wojnach, które przeczytał, walka na froncie wyglądała zupełnie inaczej niż tu, nie mówiąc już o miejscach toczenia walk. Do tego czasu myślał, że trafi na otwartą przestrzeń w sam środek wymiany ogniowej i już przysłuży się zabójstwem kilku Imperialistów, będąc o krok bliżej pomszczenia dziadka. Zamiast ego trafił do dziwnej, nawiedzonej i strasznej dżungli! W dodatku od kiedy przybył, ani razu nie musiał na serio chwytać za broń i strzelać do zbliżających się wrogów! Cóż za rozczarowanie. Tyle dobrego, że jeszcze nie spotkał żadnej z tych przebrzydłych, krwiożerczych jaszczurek. Znaczy, tyle dobrego dla nich, bo dla Hansa byłby to jakiś sposób na rozładowanie rozpierającej go energii. Naprawdę biedak liczył na jakieś fajerwwerki, nie wiedząc jeszcze że po pierwszej, nieważne jak krótkiej bitwie, pozna koszmar wojny i będzie o takich chwilach jak ta marzyć. No, ale nie ma co się rozwodzić nad zaistniała beznadziejną sytuacją, lepiej chyba będzie ją zmienić lub uczynić bardziej interesującą. Ostrożnie podszedł do Heinricha, początkowo przypatrując się tylko ich grze, licząc że któryś z nich zwróci uwagę na Hansa. Rozmowa, nieważne jak nudna, będzie według młodzieńca i tak lepszym spędzeniem czasu, niż tępe wpatrywanie się we front i próba nie utonięcia w bagnie. Może oni uraczą go jakąś opowieścią z frontu, których tak bardzo uwielbiał słuchać od swego ojca. Najbardziej lubił te opisy uśmiercania tych Jaszczurów, chociaż jak tak teraz myśli, to chyba musiały być one mocno przesadzone…


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Dwaj mężczyźni w średnim wieku, na ironię, grali w wojnę. Wnioskując po grubości talii obu graczy, Reinhardt wyraźnie wygrywał, z czym się z resztą nie obnosił. Był skupiony na grze i nie zwracał uwagi na to, że wprawiał swojego starego przyjaciela w szewską pasję. Prawdopodobnie grali o jakieś okopowe fanty. Heinreich, czerwony jak burak ze zdenerwowania, klął siarczyście pod nosem i nie zwracał na młodzieńca uwagi i nie odzywał się, kiedy wygrał z Reinhardtem wojnę o dosyć sporą ilość kart, znacznie przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę. Parsknął śmiechem i uderzył pięścią w stół, po czym zwrócił się do Hansa:
    - Patrz, jak roluję tego starego dziada. Możesz się pożegnać ze smarem do rygla i racją żywnościową, Reini!



  • Hans
    Hans początkowo nie był jakoś zaciekawiony grą dwóch żołnierzy, zwłaszcza kiedy zobaczył, w co oni grają. Uważał wojnę za grę prostą, nudną i bardzo zależną od farta. W krótkim jednak czasie, jego zdanie diametralnie się zmieniło, kiedy z każdą chwilą coraz bardziej wsiąkał w grę, kibicując Heinreichowi. Kiedy zobaczył jak jego kompan niemal wygrywa, o mało nie zakrzykną z radości na całe gardło. Jak widać, ta prosta gra porwała niemal całe jego zainteresowanie, tak bardzo, że prawie by nie usłyszał słów samego Heinreicha.
    - Zniszcz go, zniszcz! - Zakrzyknął, wymachując przy tym pięścią w stronę poszkodowanego Reinhardta. Chęć usłyszenia opowieści, czy innych rzeczy o których jeszcze myślał jakiś czas temu odeszły w zapomnienie.



  • This post is deleted!

  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Nadmierna ekscytacja grą, która zależała jedynie od szczęścia, wyglądała dziecinnie. Ale Heinrich nie lubił przegrywać, nawet, jeżeli rozchodziło się o tak prostą i nudną grę, jaką była wojna. Jakież było jego zdziwienie, kiedy w przeciągu następnych kilku minut przegrał dwie wojny z rzędu i na sam koniec nie została mu żadna karta. Zaklął siarczyście pod nosem, kiedy jego oponent zachował względny spokój, nie zwracając uwagi na to, że jego twarz przybiera odcień buraka.
    - Rozliczymy się później - odrzekł Heinrichowi Reinhardt, po czym spojrzał pytającym wzrokiem na Hansa. - Co chcesz?



  • Hans
    Nie tylko Heinrich zdziwił się widząc ten nagły zwrot akcji. A Hans tak bardzo mu kibicował… Teraz było mu w zasadzie głupio, zwłaszcza biorąc pod uwagę że jego znajomy przegrał dwa razy z rzędu.
    - Podobnie jak i Wy panowie, próbuję zabić jakoś nudę, czekając na kilku Imperialnych do zabicia. - Odparł raczej szczerze, w końcu nie ma nic innego i ciekawego do roboty w tym miejscu. Dlaczego musiał zostać wysłany akurat na ten front? Jeśli taka sytuacja utrzyma się do końca wojny, to chyba jego najciekawszą opowieścią będzie ta gra karciana…


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Za niedługo się doczekasz - powiedział Reinhardt, wyciągając srebrzystego papierosa z kieszeni. - Po kilku dniach ciszy radiowej ponownie odezwało się “Nasze Radyjko”.
    “Nasze Radyjko” było niczym innym jak prześmiewczą nazwą dla armijnego kanału radiowego, który informował anschreickich żołnierzy na wszelkich liniach, o tym co się dzieje na froncie, a kolejne kilkunastominutowe audycje często świadczyły o otwarciu się bram piekieł. Bardzo możliwe, że było tak również i w tym przypadku.
    - Ta - bąknął Heinrich, układając karty w stos i chowając je do zielonego tekturowego opakowania. - Benkert ostro się ostatnio wkurwił i mówił, że Imperialiści przypuścili parę udanych ataków na nasze pozycje. I to dość niedaleko nas. Znając życie, poślą nas do przodu, żeby bronić tej spróchniałej chatki letniskowej albo kontratakować w jej kierunku.
    - To nie w jego typie.
    Heinrich wyprostował się nagle.
    - Co jest nie w jego typie?
    - Obrona. Benkert nigdy się nie “broni”. Można być pewnym, że albo wyda rozkaz kontrataku, albo odeśle nas na dawne pozycje. Tylko szkopuł leży w tym, że diabli wiedzą, kiedy to zrobi.



  • Hans
    Młodzieniec ucieszył się w duchu na wieść, że w końcu coś zaczyna się dziać niedaleko nich. W końcu będzie mógł przejść chrzest bojowy i się wykazać! Zmartwiłą go tylko wieść, że równie dobrze może zostać odesłany na tyły…
    - Może dla zabicia czasu poopowiadacie mi coś o tym Benkercie? - Zasugerował Hans. Bardzo lubił opowieści, liczył też że jego dwaj kompani będą lubić opowiadać i tak jakoś miło zleci im czas. Poszukał tylko jakiegoś siedzenia, na którym mógłby usiąść.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Młodzieniec omiótł wzrokiem część okopu, w której się znajdował i jedynymi krzesłami jakie udało mu się wypatrzeć, to te, na których akurat siedzieli. Do tego celu mógł wykorzystać jedną z drewnianych skrzyń, ale musiałby się pożegnać z jako taką wygodą i powitać zimne, gołe i twarde dechy. Reinhardt zgarbił się, zaciągnął się papierosem w srebrzystym papierku i wypuścił z ust szary dym, który prędko rozpłynął się w powietrzu, po czym rzekł:
    - Im mniej o nim wiesz, tym lepiej dla ciebie.
    - Nie ma co młodego straszyć - dodał Heinrich. - Skurwysyn jakich mało, dodatkowo matka go ponoć z domu wyrzuciła, bo go z roboty wyjebali. To się zakręcił taki burek dwa lata przed wojną pod centrum rekrutacyjnym i wzięli go do schroniska. I tak się nasz porucznik dorobił.
    - Ta, tylko żeby nikt mu nie doniósł, że “Kapral Heinrich Schulz znowu publicznie obraźliwie wyraża się na temat porucznika Benkerta”, bo ci zakręci cwela w betoniarce, jak kilkudziesięciu osobom wcześniej.
    - Zakręcić to on sobie może śmigłem na stole - parsknął po chwili śmiechem. - I tak go tutaj nie ma, i nie będzie. Krecik nie wyściubia nawet nosa ze swojego kopca, bo jeszcze by mu go odstrzelili.



  • Hans
    Młodzian w zasadzie czuł się nieco nieswojo podczas rozmowy dwóch żołnierzy. Najbardziej jednak poczuł się tak przy końcówce rozmowy, kiedy Ci przeszli na jakiś żołnierski slang? No, na pewno nie używali raczej normalnych określeń, ale by jakoś nie wyjść na głupiego lub nie spaść w ich oczach zwyczajnie udawał że wszystko rozumie kiwając głową, w zasadzie nie dodając od siebie żadnego komentarza. Zwyczajnie żaden nie przychodził mu na tę chwilę do głowy…


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Godzina szósta, czas jej pobudki. Wstała i nie spojrzała się na zegarek, jak pewnie większość osób. Doskonale wiedziała, że organizm nigdy jej nie zawodzi. Teraz zapewne było podobnie. Zaraz po tym wykonała szereg podstawowych czynności, jak poranna toaleta i ubranie munduru.
      Kiedy się upewniła, że ma wszystko przy sobie, wyszła z pokoju i ruszyła na zebranie. Na placu widziała, że kadra zbiera się na placu, więc zapewne niedługo będzie zbiórka i ewentualnie omówienie ataku na Imperium. Słyszała plotki paru innych żołnierzy na ten temat. Czekała na ten dzień - będzie mogła się w końcu wykazać.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Żołnierze jeszcze przez chwilę komentowali to, co działo się na froncie, nie szczędząc przy tym wulgarnych słów. Z ich rozmowy młodzieniec dowiedział się niewiele i było to mało interesujące, wszak przede wszystkim składało się z jadowitych uwag adresowanych do kadry oficerskiej, a później przeszło na coś znacznie ciekawszego - na ten odcinek lasu i tajemnice z nim związane.
    - Mam szczerą nadzieję, że następne rozkazy nie zastaną nas w nocy.
    - Czyżbyś się bał, Reini? - Heinrich parsknął śmiechem. - To prawdopodobnie takie same mity jak o tym duchu euxperskiego żołnierza, który w Bellewarde w porach wieczornych zwykł podchodzić do samotnych żołnierzy na warcie i prosić ich o szluga, a następnie, niezależnie od odpowiedzi, znikać.
    - Niby tak - zmieszał się. - Ale meldunki o tym, że niepochowane trupy w nocy od tak rozpływają się w powietrzu, a przesłanki, że kilka nocnych patroli w ogóle nie wróciło do macierzy nie wzięły się znikąd.
    - Pewnie Imperialiści. Swoją drogą, to ciekawe, co tam u tych pizdusiów. Jak kilka dni temu rozpoczęli ofensywę, to kompletnie się wykrwawili i od tamtego czasu nie ma po nich śladu. Jedynie ponoć okazjonalne starcia, które kończą się w oka mgnieniu.
    - Może się boją? - bąknął Reinhardt, z niepewnością w głosie.
    - Niby czego?
    - Tego bagna. To nie pierwszy raz, kiedy mimo dużych strat nadal napierdalali bardziej niż Benkert swoją żonę po pijaku. A teraz nagle cisza. Jakby wojna zamarła w miejscu.
    - Pierdolisz głupoty, Reinhardt. Pewnie szykują coś większego i nie chcą tego zjebać.
    - Możliwe, że tak jest. Ale obecność starożytnej, martwej magii w tym miejscu nadal mnie niepokoi…

    Ines
    Zbieranina żołnierzy ustawiła się w jednorzędowym szeregu, wyprostowani jak struna i czekający na rozkazy od przełożonych, którzy stali przed nimi dumnie, w paradnie wyglądających mundurach i czapkach z twardym daszkiem o krwistoczerwonych lamówkach. Żołnierze stali w bezruchu, i gdyby nie unoszące się delikatnie klatki piersiowe, można by pomyśleć, że cały okop składa się z armii kamiennych posągów. Do dostojnej tyraliery żywych rzeźb dołączyła również Ines. Padła komenda na odliczanie, która wykazała, że w całym okopie znajdowało się 50 ludzi, z kolei jej przypadł numer 47. Wysoki oficer o kruczoczarnych włosach i kilkudniowym zaroście, stanął metr przed nimi, badawczo świdrując ich wzrokiem, jakby miał nadzieję na poznanie najbardziej skrywanych sekretów, położonych w najgłębszych czeluściach duszy. Po chwili zaczął, cicho, jakby nieśmiało, a z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się rozkręcał:
    - Żołnierze - powiedział - wojska Imperium nocą przypuściły atak na jedną z wysuniętych pozycji, spychając nas wgłąb bagien i kompletnie odcięli posterunek von Tolendorfa, zamykając ponad dwie setki piechurów w śmiertelnym okrążeniu. Nasi bracia, nasze siostry, pod jego wodzą nadal opierają się nieprzyjaciołom, ale ich walka bez pomocy jest z góry skazana na porażkę. I to właśnie dzisiaj, z samego rana, przypuścimy szturm na nasze dawne linie i pomożemy odciętym jednostkom się utrzymać. Ansheer nigdy nie zostawia swoich! - wykrzyczał, dodając żołnierzom morale. - Po zebraniu się w oddziały, wychodzimy z okopu i idziemy na nowo zmienioną linię frontu. Będę walczył z wami, ramię w ramię! Razem na pewno uda się odepchnąć wroga i odzyskać utracone tereny! Wymarsz!

    Po krótkiej, jakby okiem mrugnąć, chwili, dowódcy danych oddziałów wyszli przed szereg, rozkazując, aby każdy z ich grupy ustawił się za nim. W tej plątaninie krzyków ciężko było cokolwiek zrozumieć, a wojskowi co i raz zrywali się z miejsca, ustawiając zaraz za elegancko umundurowanymi feldkomendantami.
    - Czterdziestki! - krzyczała jakaś oficer, usiłując przekrzyczeć się przez resztę. - Czterdziestki, do mnie!



  • Hans
    Hansowi zdecydowanie udzielił się niepokój Reinhardta. Może nawet nieco za bardzo, ponieważ jego ciało na wspomnienie o tych bagnach przeszły ciarki i pojawiła się do tego gęsia skórka. Oczywiście wspomnienia o duchu wcale go nie uspokoiły, mimo że był to zupełnie inny region niż ten, w którym się obecnie znajdują. Skoro tamto miejsce nie było tak przesiąknięte magią jak to, to co może się wydarzyć tu? Odpowiedź przyszła sama w następnej wypowiedzi jego kompana. Dreszcze ponownie nawiedziły jego ciało, może nawet intensywniej niż wcześniej. Szybko uciekła z niego jakakolwiek chęć walki, ale to może przez to że ma obecnie za dużo czasu na rozmyślania i za bardzo o tego typu głupotach rozmyśla. Cóż, to już jego wina, nikogo innego.
    - Podzielam zdanie Reinhardta - silił się na w miarę neutralny ton, próbując nie pokazywać że chwilę temu nawiedził go śmiertelny strach. - Naprawdę tego nie czujesz? - Zwrócił się do Heinricha. - Bo ja czuję to aż w kościach…


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    A więc jednak, będzie walka! Już ją palce świerzbiły na myśl o rzuceniu swoimi granatami! Nareszcie zobaczy ich działanie w boju! Do tego, miły bonus, nie będzie to ślepe natarcie, tylko szarża aby pomóc swoim! Dla niej lepiej, być może zyska ich szacunek, a nawet i pogłos, jeśli wykaże się czymś heroicznym, jak zmiecenie okopu jednym, celnym rzutem.
      Kiedy jej uszu dobiegło wołanie pani oficer, ruszyła tam jako jedna z pierwszych. Kiedy tylko się przed nią znalazła, zasalutowała i stanęła na baczność.
       – Numer czterdzieści siedem melduje się! – ryknęła, chcąc udawać tych krzykliwych ludzi, co zawsze głoszą jakieś płomienne przemowy, albo przemawiają do grup, jak ten przed chwilą. No i do tego musiała, aby jakkolwiek ją usłyszano…


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Heinrich nie stracił nic ze swojego sceptycyzmu i w ogóle nie przejął się tym, co mówili jego kompani i prędko zmienił temat:
    - Dziwy nie dziwy, mam robotę do zrobienia. Idę się przejść do magazynowego, może jakaś robota pomocnicza będzie, bo zaraz zapuszczę tu korzenie i umrę z nudów - po tych słowach wstał i poszedł w czeluść okopów, nie oglądając się za siebie.
    Reinhardt westchnął głośno, po czym rzucił na drewnianą kładkę niedopałek papierosa, którego zdeptał.
    - Straszna chujnia, nie ma nic roboty - powiedział, po czym wlepił badawczy wzrok w Hansa. - Chcesz jeszcze o czymś pogadać? Bo jak nie, to również idę do magazynowego. Ponoć czeka na mnie list i przydałoby mi się nieco rozprostować kości.

    Ines
    - Za mnie! - odkrzyknęła.
    Jednakże zanim zdążyła się ustawić, oficer kontynuował:
    - Wychodzić z okopów! Nie oddalajcie się zbytnio od dowódców swoich oddziałów i chodźcie za mną! Dalsze instrukcje przekażę później!



  • Hans
    Młodzieniec odprowadził Heinricha wzrokiem, dziwiąc się nieco jego podejściem do tego miejsca. Cóż, może jak Hans przeżyje nieco bitew, jego nastawienie również ulegnie zmianie? Chociaż z drugiej strony Reinhardt również obawia się tego miejsca, a również pewnie swoje w życiu widział…
    - Za bardzo nie mam o czym. I chętnie przeszedłbym się razem z Tobą do magazynowego, podobnie co Heinrich szuka nieco rozrywki… - Co prawda rozgrywka obu żołnierzy nieco mu jej dostarczyła, ale nie ciężko o ponowny nawrót znużenia, ciągłą ciszą na froncie. Co prawda coś tam zaczęło się ruszać, ale nie wiadomo kiedy ten ruch dotrze do nich… I nie wiadomo w jakiej postaci. Na ostatnią myśl Hansa przeszył lekki dreszcz.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - W takim razie trzymaj się za mną - odparł, ociężale wstając z krzesła. - I trzymaj głowę nisko. Może i okopy są głębokie, ale w niektórych miejscach poziom wykopania się zaniża, a cholera wie, czy gdzieś w pobliżu nie czyha jakiś imperialny snajper.



  • Hans
    Huh, wychodzi na to, że Reinhardt jest o wiele bardziej…zabobonny, ostrożny? niż spodziewał się tego Hans. Jednakże, by nie drażnić rozmówcy, ruszył za nim, w odpowiednich momentach zniżając głowę.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    – Tak jest! – wrzasnęła entuzjastycznie, aby każdy inny oddział widział jej zapał.
      Sprawdziła sprzęt ten ostatni raz, upewniła się co do naładowania karabinu, poprawiła mundur i ruszyła ku przeznaczeniu. Nie oddalała się zbytnio, nawet trzymała się tyłów. Karabin w gotowości, trzymany jedną ręką, druga przy torbie z samoróbkami i materiałami do nich. Rozglądała się na boki, przed siebie, nad oddziałem nawet za siebie, byleby wypatrzeć obce jej mundury, te szpetne ryje najeźdźców, ostrzec resztę przed rzezią, wykonać ten pierwszy ruch. Nie było to jej rolą, fakt; może byli tu lepsi, fakt; ale nie miała nic lepszego do roboty. Ta energia ją rozpierała, przepełniał ją młodzieńczy entuzjazm.
      Tyle czasu się na to szykowała, tyle czasu ćwiczyła, tyle czasu ślęczała znudzona w tych okopach.Wszystko dla tego jednego dnia, dla tej jednej chwili chwały, dla glorii jaką zostanie otoczona po wygranej wojnie. Chciała wysławić Graischtadtów, chciała wysławić siebie. Po to się zgłosiła, to był jej cel, jej przeznaczenie. Niby znała piekło wojny, ale… ona się nie da, nie jest z tych. Ma świadomość destruktywności tego sportu. Wierzy jednak, że potrzeba tu odpowiednich osób, przygotowań i szczęścia. Póki co miała wszystko.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    ///Odpis ma pewnie parę lub więcej błędów, bo pisałem go będąc ledwo żywym.///

    Hans
    W dalszej części wędrówki po krętym zalanym wodą okopie, bardziej przypominającym zdewastowany rów melioracyjny po bokach głównych dróg na wsiach, poziom faktycznie się zaniżał - cholera wie, czy charakterystyczne wyszczerbienia w ścianach fortyfikacji były od zawsze, czy może złośliwy bóg bagien zaczął działać. Schylił się więc, zgodnie z poleceniami Reinhardta, a dalsza wycieczka przebiegła bez żadnych problemów. Być może imperialny strzelec wyborowy nie był nimi zainteresowany lub nie było go w ogóle.

    Wchodząc do części w kształcie dużego półkola, przeznaczonego na magazyny, ujrzał Heinricha, który rozmawiał właśnie z magazynierem, ale był zbyt daleko, żeby cokolwiek usłyszeć, a ci, widząc zbliżającą się dwójkę, przerwali konwersację i udawali, jakby w ogóle nie miała ona miejsca. Heinrich bez żadnego słowa oddalił się nieco na tyły, gdy podstarzały człowiek odpowiedzialny za logistykę linii bez zwłoki wypalił:
    - Długo się jeszcze ten list ma ode mnie kisić?
    - Właśnie po niego przyszedłem - odrzekł niedbale, z widoczną niechęcią.
    - To świetnie - brudne dłonie magazynowego zanurkowały do głębokich kieszeni, skąd wyjęły pognieciony, w niektórych miejscach przemoczony list i czym prędzej podały go Reinhardtowi. - Już taki był. Poczta nie działa tutaj zbyt efektywnie, jeśli chodzi o zachowanie świstków w stanie nienaruszonym - oznajmił, obawiając się oskarżeń o nienależyte traktowanie pisemnej korespondencji z premedytacją.

    Wojskowy energicznie wyrwał go z łap niemłodego już mężczyzny, który bardzo szybko się oddalił się z miejsca zdarzenia, jakby sądził, że oddając mu ten list uruchomił zapalnik bomby, która miała wybuchnąć lada moment. Czytał go z widocznym przejęciem i co chwilę kręcił głową, od razu sygnalizując Hansowi, że naprawdę nie jest dobrze.
    - Cholera jasna… - bąknął tylko.

    Ines
    Przy obecnym terenie obserwacja nie miała aż tak dużego znaczenia, gdyż znajdowali się jeszcze na terenach znajdujących się w rękach Przymierza, przynajmniej na oficerskich mapach, choć nutka sceptycyzmu w kwestii bezpieczeństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, gdyż sama zauważyła, że niektórzy również czynią obserwacje, ze snajperską precyzją wertując gęsty odcinek lasu, przez który właśnie przechodzili. Gęste rzesze krzaczorów i monumentalne starożytne drzewa, ograniczające widoczność, skupiającą się i tak tylko na wiecznej zieleni czyniły to miejsce wręcz idealnym na zasadzkę, głównie z powodu ciemnozielonych mundurów Imperialistów, które w takim terenie spisywały się znakomicie. Choć gdyby zamierzali coś takiego, już pewnie zaczęliby strzelać. Mimo to nadal czuła na sobie czyiś wzrok i wydawało się jej, że z pobliskich krzaków ktoś co kilka sekund wystawia głowę, co kilka sekund później okazało się być najzwyklejszą w świecie iluzją optyczną, bo były to jedynie liście, muskane delikatnie lekkim wiatrem.

    W pewnym momencie pochód zatrzymał się, a oficer ponownie kazał żołnierzom zebrać się w krąg, po czym ponownie rozpoczął swoją tyradę, tym razem o ciszej i spokojniejszym tonem, który w dalszym ciągu wyrażał ekscytację tym, co stanie się już niebawem.
    - Za krótką chwilę znajdziemy się pod liniami Imperialistów - rzekł. - Ale zanim przejdziemy do pełnoprawnej operacji, musimy dokonać wstępnej penetracji frontu, zanim dojdzie do całkowitego przebicia. Według informacji zwiadowców, Imperialiści mocno osadzili się w niedalekiej sieci leśnych okopów, jakieś 400, może 500 metrów stąd na zachód od naszej obecnej pozycji. Drugą rzeczą, którą musimy się zająć, będzie strażnica, stanowiąca słabiej broniony punkt obserwacyjny Imperialowiku, plus minus pół kilometra na północ, niemalże prostoliniowo. Zajęcie zajętej przez wroga strażnicy ułatwi nam zadanie, bo jeżeli dobrze pójdzie - nie wystrzelą flar sygnałowych i nie wezwą wsparcia, w postaci żołnierzy z sieci okopów. Mają tam mniej żołnierzy, ale jest jeden szkopuł - wywiad donosi o bytności patroli zmechanizowanych, więc musimy być ostrożni. W przypadku ufortyfikowanej pozycji okopowej - mają tam masę żołnierzy i stanowisk ze statyczną bronią maszynową, ale wywiad donosi, że od strony rzeki całość jest mało broniona, w postaci dwóch okrojonych oddziałów rezerwowych, które nie mają ani jednego karabinu maszynowego, więc przedarcie się na tym punkcie powinno być łatwe. W razie wykonania naszych dwóch zadań, połączymy się radiowo ze sobą i z kwaterą główną, gdyż akcja ta doprowadzi do połączenia się z drugim plutonem, wysłanym z sąsiedniej linii. Dalsze instrukcje zostaną przekazane po wykonaniu operacji. Drużyny 1 i 2 - za mną, natomiast drużyny 3, 4 i 5 ruszają za Minverldtem - wskazał na wysokiego szczupłego oficera z dorodnym wąsem. - Który z kolei poprowadzi was okrężną drogą do rzeki. Słuchajcie się swoich dowódców, gdyż ci wyznaczą wam zadania, które macie wykonać. Naprzód!

    Na te słowa wszyscy z żołnierzy zerwali się na równe nogi i w luźnym szyku rozeszli się w wyznaczone strony, a droga, mimo, że była tą okrężną, nie była wcale taka długa - uwinęli się w raptem kilkanaście minut, jednakże, zamiast rozpocząć przez nią przeprawę, oficer rozkazał się nagle zatrzymać i paść na ziemię. Sam natomiast przykucnął przy jednym z większych kamieni, po czym spojrzał przez lornetkę, mówiąc po chwili cicho:
    - Imperialiści rozwinęli swoją linię obrony - wskazał palcem na porośnięte ciernistymi krzakami wzniesienie na drugim brzegu rzeki, gdzie faktycznie stało czterech Imperialistów, siedzących blisko stacjonarnego karabinu maszynowego. - Potrzebuję dwóch ludzi. Czy ktoś jest chętny?



  • Hans
    Młodzieńca bardzo zdziwiło zachowanie Heinricha, jednakże wierzył, że nie jest to nic złego, a… W sumie obecnie nie ma pomysłu co to innego mogłoby być, ale mniejsza o to. Młodzieńca bardzo zaniepokoiła również późniejsze zachowanie Reinhardta. Na pewno nie jest dobrze, a sądząc po zachowaniu magazyniera, pozostanie tu było jednak złym pomysłem, ale kto wie czy gorszym nie byłoby oddalenie się.
    - Co? - Rzucił, trochę z grzeczności, trochę z własnej ciekawości.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    A więc mają plan, dobry plan. Jej jednak bardziej imponuje wywiad i zwiad. Imperium naprawdę jest aż tak słabe, że bezproblemowo można było wyciągnąć aż takie luki? Co jest? Nie byli tego świadomi i nie próbowali tego nawet ukrywać? Eh, mniejsza, grunt że przez ich głupotę zwycięstwo może przyjść o wiele szybciej i prościej. Do tego sama będzie mogła się do niego przysłużyć, jednak przez wgląd na ilość drużyn jakie miały z nią pójść, to zadanie będzie ciężkie. Mimo to wolałaby jak najmniejszą ilość osób - mogą zabrać jej chwałę.
      Dalsza droga jej nie przeszkadzała, bo wiedziała że na miejscu będzie się dziać, otrzyma nagrodę za swą cierpliwość. Kiedy przywódca kazał paść, ta położyła się jako jedna z pierwszych, sztywno przylegając do podłoża, sięgając po broń. Odwlecze to jednak na później, a dokładniej na jakieś parę minut. Wyczuwała szansę, możliwość wykazania się. Będzie chętna na wszystko.
       – Zgłaszam się – zakomunikowała żywiołowo i z werwą, jakby nie brakło jej sił i entuzjazmu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - “W wyniku niskiej aktywności frontowej zluzowanie zostaje przesunięte o dwa tygodnie.” - wyczytał z kartki, po czym z agresją ją zmiął i wrzucił do kieszeni. - Co za pierdolenie! Zawsze na liniach trzymają nas po dwa, nigdy nie było inaczej. A teraz po całym jednym tygodniu będę musiał siedzieć jeszcze dwa. W papierach coś pozmieniali, banda pieprzonych biurokratów? A ilość żołdu pewnie będzie tak samo marna jak za stary termin.
    - Te, Reinhardt - zaczepił go Heinrich, który pojawił się znikąd. - Nie wściekaj się tak. Jest tu bardzo spokojnie, więc masz pewność, że do tego czasu nie odstrzelą ci łba. Jeżeli kojarzysz Dantunga, to wiesz, o co mi chodzi.
    - Taaa - służba w gorących sektorach nigdy nie należała do najprzyjemniejszych.
    - No i znalazłem nam robotę. Gnijemy w tych okopach, więc jakakolwiek czynność jest mile widziana, do tego za dodatkowe aktywności będą na nas lepiej patrzeć pod kątem awansu. Możemy jeszcze wziąć młodego, o ile by chciał - Heinrich spojrzał się na Hansa pytającym wzrokiem.
    - A co to za robota?
    - Idziemy na drugą linię i pomagamy przenieść rannych do głębszych punktów medycznych. Wczoraj wieczorem doszło do jakiejś wymiany ognia z Imperialistami, w której straciliśmy prawie dwa pełne oddziały. Długo w takim brudzie nie wytrzymają, a większość noszowych znajduje się na innych punktach i liniach. Wolą nie ryzykować i formują tymczasową grupę noszową, przynajmniej do momentu aż przestanie być tak spokojnie.

    Ines
    Kilka sekund po niej zgłosił się postawny mężczyzna z charakterystyczną szkarłatną opaską z groźnie szczerzącą się kredowobiałą czaszką, na której czole widniały inicjały “VK”. Oficer przywołał ich do siebie zamaszystym ruchem ręki, po czym zaczął:
    - Rzeka płynie bardzo łagodnie, ale nie jest płytka - sięga do pasa. Ale da się to obejść - wskazał palcem na leżące kilkadziesiąt metrów od nich zwalone grube drzewo, rozpłaszczone na całej szerokości rzeki, tworzące naturalny most. - Jedna osoba, trzymając gotowy do odbezpieczenia granat w ręku, przebiegnie przez to upadłe drzewo, upadnie centralnie pod wrogą pozycją i rzuci do nich granat. Druga natomiast będzie osłaniać pierwszą ogniem z karabinu powtarzalnego - wskazał na duży głaz leżący nieopodal. - Ta formacja skalna zapewni dobrą osłonę i kryjówkę. Po pierwszym strzale pewnie nawet się nie skapują, skąd ktoś do nich strzela. Kto z waszej dwójki umie celnie strzelać, a kto szybko biegać?
    Niezwłocznie odezwał się kawaler:
    - Nie należę do najszybszych osób, ale zostałem obdarzony celnym okiem.
    - Więc będziesz strzelcem. Jak dam ci znak dłonią, odstrzelisz Imperialistę najbliżej stojącego przy kaemie. Natomiast ty - spojrzał na nią. - Jak usłyszysz strzał, z całych sił biegniesz przez “most” i miotasz granatem prosto w ich broń maszynową. W razie przeszkód sam przyłączę się do zabawy. Teraz idźcie, jak najbliżej krzaków i miejcie głowy nisko. Jeżeli zauważą kogoś przedwcześnie, to cały atak będzie zagrożony. Wytężcie wzrok i nadstawiajcie uszu- innej formy sygnałów nie będzie.



  • Hans
    - Ależ oczywiście że pójdę, cokolwiek by jakoś urozmaicić sobie dzień - odparł, ciesząc się ze znalezionego zajęcia. Ta stagnacja powoli zaczyna być irytująca, Hans mógłby się założyć, że praktycznie każdy poparłby jego zdanie. Może nawet po drodze jego koledzy zechcą mu opowiedzieć o tym Dantungu lub zapoznać z jakimikolwiek znanymi wszystkim, oprócz nowych, przypadkami, zawsze to jakiś sposób na zabicie nudy.
    - Wyruszamy natychmiast? - Zapytał się, licząc że odpowiedź będzie pozytywna.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Co prawda nie dano jej dość do głosu, ale tyle dobrego, że udało się ustalić role bez sprzeczek. No i jej pozycja w tym planie jej odpowiadała - strzelać za dobrze nie umie, biegu może też i najlepszego nie ma, ale skoro mają swojego sokoła, to ona musi być gepardem i się mocno postarać. Właściwie najbardziej obawiała się samego dotarcia - niecelnego rzutu nie brała nawet pod uwagę.
      Po odsłuchaniu rozkazów kiwnęła głową i zaczęła kierować się do wskazanego krzaka, dość nisko. Na miejscu była gotowa do nagłego zerwania się do biegu. Czekała na sygnał, nie wychylając się.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Jak to mówi ślepy - nie widzę przeszkód - odrzekł żartobliwie Heinrich, podśmiewając się cicho pod nosem. - To niedaleko, ale przez to błocko może nam się trochę zejść.
    - Nadal nie postawili kładek?
    - Po cholerę mają stawiać kładki na pierwsze linie, w początkowej fazie bitwy? - Heinrich puknął się w czoło. - Pewnie postawią, ale nie teraz. Pamiętaj, że mimo wszystko to nie jest front statyczny i możliwość utracenia linii wraz z wyłożonymi markami na jej luksusy jest bardzo wysoka, a wojna pochłania pieniądze w ilościach hurtowych. Choćby mała bezpowrotna strata jest bolesna.

    Obaj mężczyźni ruszyli, natomiast Hans za nimi. Przez całą drogę po zabłoconych, ciasnych jak gorset transzejach, w których woda sięgała kostek, bezlitośnie zalewając wnętrza niedostatecznie wysokich butów, nadal ze sobą rozmawiali, a dzięki im rozmowom droga nie dłużyła się aż tak.
    - Słyszałeś o “Upiorach”? - zagaił Reinhardt.
    - Tak, średnio wierzę w te bajeczki o tutejszej magii.
    - Ale nie o takich.
    - To o jakich?
    - 742 Dywizja Piechoty “Fritz Berndorf”, zwana “Upiorami”.
    - Co jest w nich takiego ciekawego, że mnie o nich pytasz? Nigdy o nich nie słyszałem.
    - Nic dziwnego - oznajmił, wyjmując papierosa z kieszeni. - Dopiero zdobywają popularność, wysławili się w Fallernes, a teraz przenoszą ich do nas. Mówią, że to elita.
    - Sytuacja musi być patowa, jeśli wysyłają elitę na tak bierny odcinek frontu.
    - A cholera tam wie naszą generalicję - powiedział beznamiętne, podpalając papierosa zapalniczką. - Ale ponoć to ciekawe indywidua. W całej dywizji panuje kult przodków, nawiązania do dawnych symboli, a także wszechobecna atmosfera śmierci. O ile w całej naszej armii występuje jej symbolika, to nie w takich ilościach jak u nich - na hełmach i maskach przeciwgazowych kredą malują czaszki, co ma oznaczać ich zażyłość z jej metafizycznością. Ponoć modlą się przed każdą walką, przyjmując śmierć w otwarte ramiona. Swoją czy wroga - jest im to obojętne.
    - Doprawdy, ciekawi osobnicy.
    Rozmowa o niejakich “Upiorach” trwała aż do samego końca relokacji. Kiedy tylko zauważyli, że dochodzą pod okopy drugiej linii, natychmiastowo ucięli rozmowę nożyczkami i weszli na nią w ciszy.

    W okopie było znacznie czyściej niż w tym, w którym stacjonują - wody nie było prawie wcale, a błocko kleiło się mniej i buty aż tak się w nim nie zapadały. Część fortyfikacji, w której się znajdowali, miała kształt dużego półokręgu, rozdzielonego na samym środku kolistą kupą nieruszonej, zabitej dechami wilgotnej ziemi. Wydawało się, że między przerwami ciurkiem przepływa zabrudzona woda, która błyskawicznie mieszała się z ziemią. Faktycznie, nie były to zbyt optymalne warunki do trzymania rannych.
    - Gdzie są ci ranni? - zapytał Reinhardt.
    - W bunkrach - wskazał palcem na wysoki betonowy blok znacznie przewyższający okop. - Trzymanie rannych gdzie indziej prędko doprowadziłoby do ich śmierci, więc zajęli stanowiska karabinów maszynowych i wolnych wiliżerów. Na obecny moment i tak nikt nie atakuje. Chodźcie za mną.

    Heinrich poprowadził ich wewnątrz betonowego kloca, w którym od samego wejścia śmierdziało krwią i ziołowymi lekami przeciwbólowymi, których zapach wywoływał zawroty głowy. Kiedy weszli, przywitał ich widok pięciu osób leżących na improwizowanych legowiskach z koców, a jeden z nich był opatrywany przez felczerów. Stale powiększająca się pod nim plama krwi nie świadczyła dobrze. Ujrzał także krępego, niskiego oficera medycznego z białą opaską z czerwonym sakhrem, który błyskawicznie przywołał ich do siebie ruchem ręki.
    - Wy dwaj - wskazał na Heinricha i Reinhardta. - Przed bunkrem są nosze, weźcie je i bierzcie rannych po kolei, będziecie musieli przejść pod samą trzecią linię, gdzie odbierze ich inna grupa noszowa. Natomiast młody niech pomoże felczerom - rozkazał.



  • Hans
    Mimowolnie, Hans uśmiechnął się na żart Heinrichia, widać było, miał równie proste poczucie humoru co on. W sumie to przez całą drogę, młodzieniec zamiast próbować włączyć się do rozmowy, tylko się jej przysłuchiwał, bo w sumie nie wiedział za bardzo jak się włączyć. Na szczęście, obaj żołnierze nie rozmawiali o niczym nudnym, więc młodzian miał o czym słuchać przez całą drogę.
    Po drodze, Hans starał się unikać co większych kałuż, jeśli szerokość okopu pozwalała mu choć nieco zmodyfikować swą trasę. Na każdą wodę w bucie mruczał coś do siebie, niby przekleństwa, choć ciężko było zrozumieć, co miał konkretnie na myśli.
    Same “Upiory” mocno pobudziły Hansa, o podobnych oddziałach opowiadano czasem w rodzinie, ale nigdy o tak wyjątkowych, dziwnych i… Nierealnych? Ten cały kult przodków, te całe nawiązania do śmierci, mimo iż wydawało się to ciekawe, Hans niezbyt chciał wierzyć w istnienie takich ludzi. Ta, na pewno opowieści o nich są mocno przesadzone, zwłaszcza pod tym względem.
    Po usłyszeniu polecenia, mina Hansowi nieco zrzedła. Nie spodziewał się, że zamiast nosić rannych, będzie musiał ich opatrywać… Rzucił na nich wszystkich okiem i podszedł do tych, którzy wydawali się najbardziej potrzebować dodatkowej pary rąk. Zlustrował dokładniej rannego, po czym wypalił:
    - Jak się mogę przydać?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Imperialiści operujący przy stanowisku kaemu nie dostrzegli niczego, co bardziej niż zwykle zwróciłoby ich uwagę. Ot, przeciętna warta na flance. Cisza jak makiem zasiał, brak jakiegokolwiek żołnierza nieprzyjaciela w zasięgu wzroku. Człowiek aż sam chciałby funkcjonować w takim spokoju, jak ta czwórka, kiedy to frontową idyllę przerwał wystrzał z karabinu. Z karabinu położonego na przeciwnym brzegu rzeki. Ktoś z precyzją snajpera ululał do wiecznego snu imperialnego żołnierza sprawdzającego taśmę z amunicją, trafiając go prosto w sam środek czoła. Jego ciało w kilka chwil zwiotczało i oparło się o karabin maszynowy, w taki sposób, jakby znikąd dorwał go Piaskowy Dziadek i zesłał na niego twardy jak kamień sen. To był sygnał, na który właśnie czekała.

    Hans
    Ranny opatrywany przez trzech felczerów był młody - miał pewnie tyle samo lat co Hans, może trochę więcej. Jego nieostre rysy twarzy i modnie zaczesane na bok włosy wydawały mu się niedojrzałe, wyglądał na ucznia kończącego szkołę średnią, który postanowił pójść na front. Tak bardzo skojarzył mu się z nim samym. Był nieprzytomny - jego skóra przybrała trupioblady kolor, a jego oddech był płytki jak większość okopowych kałuż. Śmierć wyciągała po niego swoje kościste szpony, a trójca medyków usiłowała je odpędzić. Rosły mężczyzna o kwadratowej szczęce i krótkim blond zaroście usiłował zatrzymać krwotok z jego uda, ale ze znikomym skutkiem. Uciskał ranę, a między jego palcami płynęło coraz więcej krwi. Życie rozlewało się po podłodze w szaleńczym tempie, a kałuża jasnej cieczy stale zwiększała swoją objętość. Inna felczerka o krótkich, sięgających ramion ognistych włosach, zielonych dużych oczach i bardzo delikatnej, młodej twarzyczce stała wyprostowana a w prawej dłoni trzymała foliowy zbiornik z hemoglobiną, natomiast trzecia aplikowała młodzikowi jakiś przezroczysty lek w strzykawce, którą to wbiła w żyłę łokciową. Ta była nieco starsza od drugiej, rysy jej twarzy były ostrzejsze, a kręcone czarne jak smoła włosy sięgały jej bioder.
    - Roztwór na krzepliwość krwi podany - powiedziała beznamiętnie, jakby tego typu sytuacje były rutyną, do której zdążyła przywyknąć.

    Słysząc pytanie Hansa, odezwał się tamujący krwawienie wielkolud:
    - Na drewnianym stoliku po lewej leżą czyste bandaże i gaza. Podaj mi je, szybko! - polecił agresywnym tonem, a w jego głosie czuć było stres.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Teraz! Rzuciła się pędem, nie patrząc nawet na wroga, nie odwracając wzroku. Tylko przed siebie, byle prędko, do celu, do zwycięstwa! Jeśli słyszałaby świsty, pochyliłaby się nieco. Kiedy tylko znalazła się dostatecznie blisko, rzuciła swojego bydlaka do środka, aby ubić ich jak najwięcej, możliwie zniszczyć fortyfikację i samej nie oberwać. Potem rzuciła się gdzieś na ziemię i zatkała uszy. Za chwilę się zacznie!



  • Hans
    Młodzieniec szykował się psychicznie na tego typu widoki, w końcu już od dawna wiedział że chce na wojnę ruszyć, a w domu był raczony różnego rodzaju opowieściami. Cóż, dzisiaj Hans przekonał się, jak bardzo wszystkie opowieści i wyobrażenia, nie przygotowały go na to, co dzisiaj ujrzał. Może nie byłoby z tym tak źle, gdyby nie fakt, jak bardzo poszkodowany przypomina samego Hansa. Przez chwilę tak stał, przerażony widokiem, a jego umysł zaczęły nawiedzać najróżniejsze myśli. Przecież ten młodzieniec dobrze nie rozpoczął swego życia, a już teraz stoi na krawędzi śmierci, podobnie może wkrótce skończyć sam Hans. Tylko, czy poszkodowany był gotów oddać życie, prawdopodobnie podobnie co Hans? Tego póki co nie ma jak się dowiedzieć, ale może ten stan rzeczy zmienić. Chwilę po pytaniu, młodzian odciął się od świata, jednak szybko do rzeczywistości powrócił go głos mężczyzny, wyrywając go z tych wszystkich okropnych myśli. Szybko rzucił się w stronę stołka, zgarniając z niego wszystko, co na nim leżało, umieszczając to w rękach mężczyzny i czekając na dalsze polecenia czy instrukcje.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Zerwała się jak oparzona i migiem znalazła się na niestabilnie wyglądającym pniu drzewa, a biegnąc przez nie na złamanie karku, nie opuszczało jej wrażenie, że zbutwiała od wody kora i przegniła, nieznośnie cuchnąca wilgocią miazga drzewna puści pod jej ciężarem, a powstały rumor zwróci na nią uwagę kaemistów, którzy podziurawią ją jak sito. Myśli o tym odpuściły dopiero, gdy po kilku skokach znalazła się na brzegu. Kątem oka zauważyła, że jakiś wojskowy ściąga z broni bezwładnego trupa o twarzy tak bardzo zalanej krwią, że przybrała ona barwę silnego szkarłatu, a z daleka wydawało się, że jest ona pomalowana czerwoną farbą. Kolejny strzał ryjący w worku z piaskiem go od tego powstrzymał i odruchowo zanurkował głową za linię osłony, jednocześnie ściągając nadal ciepłe ciało z ich głównej formy obrony.

    Od defensywnego stanowiska dzieliło ją tylko kilkanaście metrów, a masywna wiązka granatów ciążyła w jej dłoni, sumiennie ciągnąc ją w dół. Metalowa klamra, którą spięte były ich walcowate główki, szczękała cicho, dając jej do zrozumienia, że oręż zagłady, który właśnie dzierży w dłoni, jest spragniony krwi i nie może się doczekać kontaktu z żywym mięsem. Przebiegła kilka metrów dalej, po czym dostrzegła, że zza worków z piaskiem powoli, jak peryskop łodzi podwodnej, wynurza się pomalowany na kolor jasnozielony hełm, a chwilę później patrzące wprost w nią z prymitywną wściekłością oczy. Czuła na sobie jego wzrok, czuła, jak z pożądaniem wpatrują się w nią puste oczodoły śmierci.

    Gotowy do puszczenia celnej serii w jej ciało, która rozdarłaby ją na strzępy, miał już pociągać za spust, kiedy to ponownie zza głazu odezwał się strzelec-duch, który trafił go w ramię, odrzucając lekko żołdaka w bok. Ines słyszała, jak ryknął z bólu. Po chwili zza osłony wychyliła się inna ciemnozielona postura, która tym razem oddała ślepy strzał w kierunku ukrytego za skałami żołnierza i dostrzegła biegnącą na ich pozycję kobietę z granatem. Wrogi sołdat ponownie się schylił i zniknął z jej pola widzenia, w celu odryglowania.

    Była dosłownie pod nimi. Błyskawicznie padła na ziemię i pociągnęła do siebie biały jak mleko sznurek, czemu towarzyszyło charakterystyczne kliknięcie. Dźwięk śmiertelnego odliczenia, sygnał przyciągający śmierć jak krew w wodzie rekiny. Cisnęła wiązką granatu z całej siły pod ostrym kątem, niczym moździerz, a dużo ważący kawał drewna i żelaza spadł na nich jak asteroid.
    - Ja pierdolę, granat! - usłyszała wykrzyczane w panice zdanie, kilka sekund przed eksplozją.

    Karabin maszynowy, jak i część worków z piaskiem zostały porwane w górę jak strzępy ubrań na wietrze, a do jej uszu dobiegł rozrywający bębenki uszne huk wybuchu, przez którego brutalną moc na chwilę straciła kontakt z rzeczywistością, a czas jakby uległ spowolnieniu, czuła się tak, jakby w ogóle nie należała do tego świata, ale to dziwaczne uczucie po chwili ustąpiło, ale nadal niemiłosiernie dzwoniło jej w uszach. Pozycja została prawie doszczętnie zniszczona. Leżąc, zobaczyła komendanta, który nieśmiało wychyla się z krzaków, a następnie kilkukrotnie machnął lekko bokiem otwartej broni, co oznaczało polecenie wdarcia się na pozycję, a raczej na jej szczątki i jej zajęcie.

    Hans
    Felczer, nie spuszczając wzroku z rannego i uciskania stale krwawiącej ranny, ponownie polecił:
    - Daj bandaże Heldze, klęczy obok mnie. Rozpakuj gazę, przybliż się do mnie i na mój znak, jak wezmę ręce, przyciśniesz gazę do rany. Rozumiesz?



  • Hans
    Młodzieniec prędko przystąpił do realizacji poleceń Felczera, natychmiast wręczając bandaże klęczącej obok bandaże, samemu rozpakowując pospiesznie gazę. Kiedy tylko mu się udało, opadł na podłogę, obok mężczyzny i czekał w gotowości na sygnał od niego.
    - Gotowy - odparł, wyczekując, cały spięty, sygnału od Felczera.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Przyciskaj! - niemalże ryknął, szybko odrywając trzęsące się zakrwawione z ręce od rany.
    Stale lejąca się krew, pozbawiona przeszkody blokującej jej śmiertelny rajd, wystrzeliła z rany jak wulkan, uwalniając na zewnątrz dziesiątki więzionych mililitrów hemoglobiny, które w szybkim tempie, niczym maratończycy, spłynęły po bladej skórze jak na spływie, dołączając do kałużowych zwycięzców.



  • Hans
    Natychmiast zbliżył swe ręce do rany, mocno na nią naciskając, przy okazji przymykając oczy, by widzieć jak najmniej tej rany. Cóż, bardzo interesujący i niezbyt miły początek z wojną, przynajmniej dla samego Hansa. W końcu, poznaje ją od chyba niezbyt właściwej strony, który w końcu żołnierz, jeszcze przed pierwszym starciem ochoczo szedłby w bój, kiedy chwilę temu opatrywał chyba jedną z paskudniejszych ran, jakie można dostać? Śmierć pacjenta na pewno sprawiłaby, że zerowe morale u takiego żołnierza to byłby pewnik.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Krwi lało się zbyt dużo, aby młodzieniec mógł ją zobaczyć. Mógł tylko ocenić, gdzie się znajduje, biorąc pod uwagę skąd stale przybywa lejącej się jasnoczerwonej juchy. Przyłożył ją szybko do miejsca gwałtownego krwotoku, po czym niejaka Helga beznamiętnie zaczęła obwiązywać miejsce rany wraz bandażem, na tyle ciasno, aby opatrunek przylegał jak najmocniej do rany, aby chociaż zminimalizować dalszy tragiczny w skutkach upływ krwi. W ciągu kilkunastu krótkich sekund, na oczach Hansa, biała jak mleko gaza przybrała kolor posoki. Wpatrywał się w nią tępo jeszcze przez chwilę, dopóki całkowicie nie przykryły jej bandaże, ratując jego oczy od tego widoku.
    - Trzeba go teraz jak najszybciej przetransportować do pełnoprawnego szpitala polowego - powiedział oficer medyczny podniosłym tonem. - Jego stan jest krytyczny i jeżeli dojdzie do kolejnego tak ostrego krwawienia, to pożegna się z tym światem.
    - Helgo, wypisz mu “bilet” z natychmiastowym poleceniem prześwietlenia lewego uda i dalszej transfuzji krwi - polecił felczer odrętwiałym głosem, stojąc do nich tyłem i wycierając zakrwawione ręce o szmatę, jakby obawiał się z ich strony ostracyzmu z powodu przejęcia się losem rannego.

    Kobieta wstała żywo i podeszła do niewielkiego stołka okupowanego przez wszelkie dokumenty i twarde zawieszki o różnych kolorach z wyznaczonym miejscem na wstępną diagnostykę i dalszymi poleceniami. Wzięła do ręki czerwoną zawieszkę i zaczęła na niej pisać czarnym jak noc flamastrem, który wyjęła z kieszeni.
    - Zawołaj tych dwóch zapasowych noszowych z zewnątrz - niski komendant zwrócił się wprost do Hansa, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Niech przetransportują go na drugą linię najszybciej, jak to tylko możliwe.



  • Hans
    Młodzieniec niby przygotowywał się do wojny psychicznie, niby o niej marzył, jednak nie spodziewał się, że zapozna się z nią od tej gorszej strony. Kiedy było po wszystkim, zresztą na razie, klęczał jeszcze chwilę, wpatrując się tępo w poszkodowanego, wciąż rozmyślając o tym, jakaż młoda to osoba. Po chwili w końcu podniósł się na nogi, spoglądając na swe, zapewne całe umazane w czerwieni, ręce, po czym drętwo i powoli wyszedł z namiotu, kiwając po drodze głową, że usłyszał słowa Felczera. Na zewnątrz rozglądnął się za Heinrichem i Reinhardtem, by następnie, już nieco szybciej i zdecydowanie normalniej do nich podejść.
    - W namiocie leży młody chłopak, z raną nogi, macie go jak najszybciej przenieść na drugą linię - mówił nieco martwym i pustym głosem, zapewne wciąż nieco zszokowany tym co widział, ale już mu to powoli przechodziło.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Właściwie nawet zaczęłaby się martwić tym jednym imperialistą co ją zauważył, ale strzelec dał jej na to za mało czasu. Jak to dobrze mieć wsparcie ogniowe… i wykonać całość bez wykrycia. Oj, jak oni się tam musieli zdziwić! Aż żałowała, że nie widziała ich min! Podniosła się, krzycząc zwycięsko i unosząc ręce do góry. Nie widziała sensu w dalszym zachowaniu ciszy, zapewne niemal każdy to słyszał… poza nią, przez pewien czas.
      Kiedy nacieszyła się z sukcesu, wzięła ponownie karabin i czekała na resztę drużyny, jak i na rozkazy. Przy okazji wypatrywała jakiegoś wsparcia nieprzyjaciela. Jak wspomniała wcześniej, pewnie każdy słyszał eksplozję, a wątpiła aby takie coś uszło bez echa w postaci paru żołnierzy na odstrzał.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Dobra, dawaj! - Heinrich ryknął do Reinhardta, po czym obaj szybko podnieśli leżące pod drewnianą ścianą okopu nosze ze zgniłozieloną płachtą i zniknęli za rogiem bunkra.
    Kiedy Hans sam miał zamiar tam wracać, usłyszał głośny świst, a na niebie pojawiła się krwawa łuna, która jeszcze długo trzymała się w powietrzu, leniwie opadając. Wystrzelił ją ktoś z pierwszej linii.
    - Alarm! Jesteśmy atakowani! - wykrzyknął ktoś z głębi okopu. - Wszyscy do zbiórki!

    Ines
    Pod wodzą komendanta, pierwsze grupki żołnierzy zaczęły szybko przemieszczać się na drugą stronę, nie obawiając się, że ktoś zacznie do nich strzelać z karabinu maszynowego. Wydawało się, że przez chwilę będzie jeszcze spokojnie, kiedy z krzaków oddalonych kilka metrów po jej prawej wychylił się zdziwiony żołnierz imperialny, zwabiony eksplozją. Rzucił okiem na to, co zostało z pozycji karabinu maszynowego. W oka mgnieniu cofnął się i ponownie zniknął za krzakami, uciekając. Nie dostrzegł jej, ale z całą pewnością ściągnie tutaj kolegów, którzy z całą pewnością nie są daleko.
    - Ktoś przeżył? - usłyszała za sobą oficera.



  • Hans
    Młodzieniec nieco spanikował widząc jak niebo pokrywa się czerwienią, chwycił mocno za broń i szybko udał się na miejsce zbiórki. Młodzieniec nie wiedział, czy się cieszyć że chwilę przed atakiem opuścił pierwszą linię, chociaż z drugiej strony, zostali tam jego towarzysze broni.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Ściskając mocniej karabin, przez jego palce przeszedł arktyczny chłód, który rozszedł się po całym ciele, przeszywając je aż do kości, ruchem okrężnym powracając do palców, trzymających zimne drewno karabinu. W przeciągu dwóch minut do zbiórki na samym środku okopu zebrało się razem z nim jakieś piętnaście osób, stojących na baczność w szeregu, nawet nie drgając, przez co przypominali kamienne posągi. To mało. To bardzo mało. Kiedy ustawił się po jednym brzegu, do jego uszu dobiegł oddalony ciągły terkot karabinu maszynowego i pojedyncze wystrzały. Wzdrygnął się. Nikt więcej już nie doszedł.
    - Przechodzimy na pierwszą linię - zaczął szybko wysoki oficer. - Nie wychylajcie się poza okopy i miejcie oczy dookoła głowy. Równie dobrze Imperialiści mogą już znajdować się na linii. Przejdźcie środkiem i zejdźcie do lewej odnogi. Dzięki temu znajdziemy się na flance i unikniemy wzięcia w kleszcze, o ile przeciwnik już tam jest.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Szlag. Naprawdę? Już wolałaby, aby ten gość ją zauważył… fart w niefarcie.
       – Z tych tu nikt, ale jeden z tyłu nas widział. Wbiegł w tamte krzaki, zaraz go dorwę – odpowiedziała szybko, zrywając się do biegu.
      Jeżeli nikt jej nie zatrzymał lub nie kazał, biegła dalej za podejrzanym. Starała się go dogonić za wszelką cenę, najlepiej na tym gruncie, gdzie będą sami, niż w akompaniamencie wrogich karabinów i pocisków. Nie próbowała celować w biegu, bo wiedziała że za dobra w tym nie jest, a sama czynność pewnie nie należy do najprostszych.



  • Hans
    Młodzian również nieruchomo stał na baczność, kątem oka szukając jeszcze kogoś, kto mógłby dołączyć się do zbiórki. Z czego wynikała tak mała liczba ludzi? Zbyt mało ludzi specjalizuje się w walce, stchórzyli i uciekli na tyły, czy może rannych jest tak wielu, że wpierw trzeba zajmować się nimi? Nie mniej, obserwował dookoła, do momentu aż oficer przestał wydawać polecenia. Teraz tylko czekał na wymarsz wojsk lub potwierdzenie otrzymania rozkazów i można ruszać na bój. Na pierwszy w życiu bój.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Oficer nie zdążył powiedzieć nic, kiedy zerwała się jak strzała, ale kątem oka zauważyła, że oficer daje ruch ręką do dalszego posunięcia się wprzód. Podczas biegu obecność mnogich zarośli, rosnących w nierównomiernych odstępach skutecznie ograniczała pole widzenia. Uciekinier mógł równie dobrze schować się za którymś z nich i spokojnie poczekać, aż go minie, a następnie pobiec dalej pod osłoną zielonego płaszcza. Biegła dalej, ale nie widziała nikogo. Zgubił ją, najpewniej w ogóle nie wiedząc, że ktoś go ściga.

    Hans
    Oficer sięgnął trzęsącą się ze strachu ręką po gwizdek i dmuchnął w niego z całych sił, dając wycisk płucom. Rozległ się nieprzyjemny dla uszu gwizd, oznaczający tylko jedno - naprzód!



  • Hans
    Żołnierz znowu ścisnął swą broń mocniej, licząc że doda mu to jakkolwiek otuchy. Pierwsza walka, pierwsze starcie, pierwsza potyczka. Jakby tego nie określić, Hans cały się stresował, może nie na tyle mocno by nie dać rady iść, ale z pewnością delikatnie trzęsły mu się ręce i nogi. Kiedy tylko usłyszał sygnał, ruszył w stronę miejsca, gdzie za niedługo przeleje swą pierwszą krew.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Przeprawa przez wypełnione po brzegi błotem głębokie rowy komunikacyjne, łączące ze sobą zalane mętną, brudną wodą linie okopów, nie była najprzyjemniejsza i przypominała odrażającą podróż po wnętrzu jelita grubego. W pośpiechu idący na linię żołnierze brodzili w przepastnym, przypominającym żarłoczne ruchome piaski błocku po pachy, kilkukrotnie nawet sam Hans wpadał w sidła tego bajora, zatapiając w nim swe nogi do połowy łydki. Zimna jak lód woda bez pardonu wlewała mu się do butów, nie szczędząc ani ciepłego, przyjemnego wnętrza obuwia, ani skarpet, zamieniając je w powodziowe więzienie, z którego nie można było się wydostać. Z każdym mozolnym krokiem symfonia wojny stawała się coraz głośniejsza, a serie z karabinu maszynowego, żnącego piechotę niczym zboże, mieszały się z hukami wystrzałów karabinów powtarzalnych i broni krótkiej oraz doprowadzającymi do szaleństwa eksplozjami granatów, tworząc śmiercionośny akord. Już niedługo.

    Żołnierze biegnący z odsieczą skręcili po raz kolejny w lewą stronę, co zrobił też Hans, a jego oczom ukazało się wejście do okopu, wokół którego nie było nikogo. Zrobili kilka kroków naprzód, kiedy to zza rogu wychyliła się postać w charakterystycznym ciemnozielonym mundurze i szarej papasze i krótkim karabinie dźwigniowym w szarych od wszechobecnego błocka dłoniach. Odwrócił się momentalnie w ich stronę, a jego wzrok ugrzązł na Hansie. Dostrzegł jego pełne przestrachu oczy, kiedy dostrzegł wrogich żołnierzy maszerujących wprost na niego. Ktoś wystrzelił w jego stronę, ale pocisk zrykoszetował od metalu, tworzącego ścianę fortyfikacji, dając mu czas na skrycie się.
    - Nadchodzą wraże posiłki! - wykrzyknął.

    - Rzut infiltracyjny! - rozkazał oficer, wyjmując zza pasa podłużny granat, swym kształtem przypominający tłuczek do ziemniaków. - Na moją komendę…
    Rzut infiltracyjny był niczym innym jak grupowym rzuceniem ręcznymi ładunkami wybuchowymi w tym samym momencie na pozycje przeciwnika. Oddział zatrzymał się, a czterech żołnierzy przed Hansem powtórzyło ruch feldkomendanta, wyjmując i zdejmując z ich spodu osłony, wypuszczając na wolność kredowobiały sznurek, gotowy do wyrwania i uruchomienia zapalnika.



  • Hans
    Młodzieńcowi długa i mozolna droga przez zabłocone okopy z pewnością była nie w smak, jednak o dziwo, mogła mieć jakieś swe pozytywne strony. W końcu skupiał całą swą uwagę na tym, by nie zapaść się pod ziemię, a to już coś lepszego niż skupianie się na ciągłym terkocie karabinów, a co za tym idzie, na nadchodzącej w jego stronę śmierci. Co prawda mógł wpaść raz czy dwa, pozbawiając się reszty komfortu w postaci suchej części garderoby, ale wciąż było to lepsze od tego co go czekało na końcu trasy, o czym zresztą nie myślał obecnie za bardzo. Szybko jednak się to zmieniło, kiedy tylko dotarł na miejsce.Sprawy przybrały dla młodzieńca jeszcze gorszy obrót. Tak jak na początku podróży myślał że będzie w stanie zabić, tak widok przerażonego żołnierza. W końcu aż do pewnego momentu każdy żołnierz widzi w swoim przeciwniku rozszalałe bestie rządne krwi, prawda? A taki widok kompletnie zaprzecza takiemu wizerunkowi… Na nieszczęście żołnierza, uprzedził on swoich ludzi, przez co Hans miał już nieco mniej oporów. Na rozkaż sięgnął po swój granat i przygotował go do odbezpieczenia i rzucenia.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Oficer w milczeniu wyrwał sznurek szybkim ruchem dłoni, po czym reszta żołdaków zrobiła to samo. Odczekał jednak sekundę czy dwie przed rzutem, zanim w końcu krzyknął:
    - Dalej, rzucać!
    Za jego samotnym, pojedynczym granatem, który bez pompy wpadł wprost do okopu, pofrunęło trio innych, które zniknęły za parapetem okopu, rażąc dotychczasowo bezpieczną strefę atakujących Imperialistów. Ktoś zaczął głośno wrzeszczeć z doskonale słyszalnym prymitywnym strachem, kiedy pierwsza eksplozja, a za nimi kolejne trzy, ucięły mu język, dusząc dalszą część krzyku wewnątrz trzewi i nim ktokolwiek zdążył zareagować, wprost do błotnistego wnętrza rowu poszybowało następne duo.


Log in to reply