[Deravierres] Sektor Velmer



  • Hans
    Natychmiast zbliżył swe ręce do rany, mocno na nią naciskając, przy okazji przymykając oczy, by widzieć jak najmniej tej rany. Cóż, bardzo interesujący i niezbyt miły początek z wojną, przynajmniej dla samego Hansa. W końcu, poznaje ją od chyba niezbyt właściwej strony, który w końcu żołnierz, jeszcze przed pierwszym starciem ochoczo szedłby w bój, kiedy chwilę temu opatrywał chyba jedną z paskudniejszych ran, jakie można dostać? Śmierć pacjenta na pewno sprawiłaby, że zerowe morale u takiego żołnierza to byłby pewnik.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Krwi lało się zbyt dużo, aby młodzieniec mógł ją zobaczyć. Mógł tylko ocenić, gdzie się znajduje, biorąc pod uwagę skąd stale przybywa lejącej się jasnoczerwonej juchy. Przyłożył ją szybko do miejsca gwałtownego krwotoku, po czym niejaka Helga beznamiętnie zaczęła obwiązywać miejsce rany wraz bandażem, na tyle ciasno, aby opatrunek przylegał jak najmocniej do rany, aby chociaż zminimalizować dalszy tragiczny w skutkach upływ krwi. W ciągu kilkunastu krótkich sekund, na oczach Hansa, biała jak mleko gaza przybrała kolor posoki. Wpatrywał się w nią tępo jeszcze przez chwilę, dopóki całkowicie nie przykryły jej bandaże, ratując jego oczy od tego widoku.
    - Trzeba go teraz jak najszybciej przetransportować do pełnoprawnego szpitala polowego - powiedział oficer medyczny podniosłym tonem. - Jego stan jest krytyczny i jeżeli dojdzie do kolejnego tak ostrego krwawienia, to pożegna się z tym światem.
    - Helgo, wypisz mu “bilet” z natychmiastowym poleceniem prześwietlenia lewego uda i dalszej transfuzji krwi - polecił felczer odrętwiałym głosem, stojąc do nich tyłem i wycierając zakrwawione ręce o szmatę, jakby obawiał się z ich strony ostracyzmu z powodu przejęcia się losem rannego.

    Kobieta wstała żywo i podeszła do niewielkiego stołka okupowanego przez wszelkie dokumenty i twarde zawieszki o różnych kolorach z wyznaczonym miejscem na wstępną diagnostykę i dalszymi poleceniami. Wzięła do ręki czerwoną zawieszkę i zaczęła na niej pisać czarnym jak noc flamastrem, który wyjęła z kieszeni.
    - Zawołaj tych dwóch zapasowych noszowych z zewnątrz - niski komendant zwrócił się wprost do Hansa, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Niech przetransportują go na drugą linię najszybciej, jak to tylko możliwe.



  • Hans
    Młodzieniec niby przygotowywał się do wojny psychicznie, niby o niej marzył, jednak nie spodziewał się, że zapozna się z nią od tej gorszej strony. Kiedy było po wszystkim, zresztą na razie, klęczał jeszcze chwilę, wpatrując się tępo w poszkodowanego, wciąż rozmyślając o tym, jakaż młoda to osoba. Po chwili w końcu podniósł się na nogi, spoglądając na swe, zapewne całe umazane w czerwieni, ręce, po czym drętwo i powoli wyszedł z namiotu, kiwając po drodze głową, że usłyszał słowa Felczera. Na zewnątrz rozglądnął się za Heinrichem i Reinhardtem, by następnie, już nieco szybciej i zdecydowanie normalniej do nich podejść.
    - W namiocie leży młody chłopak, z raną nogi, macie go jak najszybciej przenieść na drugą linię - mówił nieco martwym i pustym głosem, zapewne wciąż nieco zszokowany tym co widział, ale już mu to powoli przechodziło.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Właściwie nawet zaczęłaby się martwić tym jednym imperialistą co ją zauważył, ale strzelec dał jej na to za mało czasu. Jak to dobrze mieć wsparcie ogniowe… i wykonać całość bez wykrycia. Oj, jak oni się tam musieli zdziwić! Aż żałowała, że nie widziała ich min! Podniosła się, krzycząc zwycięsko i unosząc ręce do góry. Nie widziała sensu w dalszym zachowaniu ciszy, zapewne niemal każdy to słyszał… poza nią, przez pewien czas.
      Kiedy nacieszyła się z sukcesu, wzięła ponownie karabin i czekała na resztę drużyny, jak i na rozkazy. Przy okazji wypatrywała jakiegoś wsparcia nieprzyjaciela. Jak wspomniała wcześniej, pewnie każdy słyszał eksplozję, a wątpiła aby takie coś uszło bez echa w postaci paru żołnierzy na odstrzał.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Dobra, dawaj! - Heinrich ryknął do Reinhardta, po czym obaj szybko podnieśli leżące pod drewnianą ścianą okopu nosze ze zgniłozieloną płachtą i zniknęli za rogiem bunkra.
    Kiedy Hans sam miał zamiar tam wracać, usłyszał głośny świst, a na niebie pojawiła się krwawa łuna, która jeszcze długo trzymała się w powietrzu, leniwie opadając. Wystrzelił ją ktoś z pierwszej linii.
    - Alarm! Jesteśmy atakowani! - wykrzyknął ktoś z głębi okopu. - Wszyscy do zbiórki!

    Ines
    Pod wodzą komendanta, pierwsze grupki żołnierzy zaczęły szybko przemieszczać się na drugą stronę, nie obawiając się, że ktoś zacznie do nich strzelać z karabinu maszynowego. Wydawało się, że przez chwilę będzie jeszcze spokojnie, kiedy z krzaków oddalonych kilka metrów po jej prawej wychylił się zdziwiony żołnierz imperialny, zwabiony eksplozją. Rzucił okiem na to, co zostało z pozycji karabinu maszynowego. W oka mgnieniu cofnął się i ponownie zniknął za krzakami, uciekając. Nie dostrzegł jej, ale z całą pewnością ściągnie tutaj kolegów, którzy z całą pewnością nie są daleko.
    - Ktoś przeżył? - usłyszała za sobą oficera.



  • Hans
    Młodzieniec nieco spanikował widząc jak niebo pokrywa się czerwienią, chwycił mocno za broń i szybko udał się na miejsce zbiórki. Młodzieniec nie wiedział, czy się cieszyć że chwilę przed atakiem opuścił pierwszą linię, chociaż z drugiej strony, zostali tam jego towarzysze broni.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Ściskając mocniej karabin, przez jego palce przeszedł arktyczny chłód, który rozszedł się po całym ciele, przeszywając je aż do kości, ruchem okrężnym powracając do palców, trzymających zimne drewno karabinu. W przeciągu dwóch minut do zbiórki na samym środku okopu zebrało się razem z nim jakieś piętnaście osób, stojących na baczność w szeregu, nawet nie drgając, przez co przypominali kamienne posągi. To mało. To bardzo mało. Kiedy ustawił się po jednym brzegu, do jego uszu dobiegł oddalony ciągły terkot karabinu maszynowego i pojedyncze wystrzały. Wzdrygnął się. Nikt więcej już nie doszedł.
    - Przechodzimy na pierwszą linię - zaczął szybko wysoki oficer. - Nie wychylajcie się poza okopy i miejcie oczy dookoła głowy. Równie dobrze Imperialiści mogą już znajdować się na linii. Przejdźcie środkiem i zejdźcie do lewej odnogi. Dzięki temu znajdziemy się na flance i unikniemy wzięcia w kleszcze, o ile przeciwnik już tam jest.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Szlag. Naprawdę? Już wolałaby, aby ten gość ją zauważył… fart w niefarcie.
       – Z tych tu nikt, ale jeden z tyłu nas widział. Wbiegł w tamte krzaki, zaraz go dorwę – odpowiedziała szybko, zrywając się do biegu.
      Jeżeli nikt jej nie zatrzymał lub nie kazał, biegła dalej za podejrzanym. Starała się go dogonić za wszelką cenę, najlepiej na tym gruncie, gdzie będą sami, niż w akompaniamencie wrogich karabinów i pocisków. Nie próbowała celować w biegu, bo wiedziała że za dobra w tym nie jest, a sama czynność pewnie nie należy do najprostszych.



  • Hans
    Młodzian również nieruchomo stał na baczność, kątem oka szukając jeszcze kogoś, kto mógłby dołączyć się do zbiórki. Z czego wynikała tak mała liczba ludzi? Zbyt mało ludzi specjalizuje się w walce, stchórzyli i uciekli na tyły, czy może rannych jest tak wielu, że wpierw trzeba zajmować się nimi? Nie mniej, obserwował dookoła, do momentu aż oficer przestał wydawać polecenia. Teraz tylko czekał na wymarsz wojsk lub potwierdzenie otrzymania rozkazów i można ruszać na bój. Na pierwszy w życiu bój.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Oficer nie zdążył powiedzieć nic, kiedy zerwała się jak strzała, ale kątem oka zauważyła, że oficer daje ruch ręką do dalszego posunięcia się wprzód. Podczas biegu obecność mnogich zarośli, rosnących w nierównomiernych odstępach skutecznie ograniczała pole widzenia. Uciekinier mógł równie dobrze schować się za którymś z nich i spokojnie poczekać, aż go minie, a następnie pobiec dalej pod osłoną zielonego płaszcza. Biegła dalej, ale nie widziała nikogo. Zgubił ją, najpewniej w ogóle nie wiedząc, że ktoś go ściga.

    Hans
    Oficer sięgnął trzęsącą się ze strachu ręką po gwizdek i dmuchnął w niego z całych sił, dając wycisk płucom. Rozległ się nieprzyjemny dla uszu gwizd, oznaczający tylko jedno - naprzód!



  • Hans
    Żołnierz znowu ścisnął swą broń mocniej, licząc że doda mu to jakkolwiek otuchy. Pierwsza walka, pierwsze starcie, pierwsza potyczka. Jakby tego nie określić, Hans cały się stresował, może nie na tyle mocno by nie dać rady iść, ale z pewnością delikatnie trzęsły mu się ręce i nogi. Kiedy tylko usłyszał sygnał, ruszył w stronę miejsca, gdzie za niedługo przeleje swą pierwszą krew.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Przeprawa przez wypełnione po brzegi błotem głębokie rowy komunikacyjne, łączące ze sobą zalane mętną, brudną wodą linie okopów, nie była najprzyjemniejsza i przypominała odrażającą podróż po wnętrzu jelita grubego. W pośpiechu idący na linię żołnierze brodzili w przepastnym, przypominającym żarłoczne ruchome piaski błocku po pachy, kilkukrotnie nawet sam Hans wpadał w sidła tego bajora, zatapiając w nim swe nogi do połowy łydki. Zimna jak lód woda bez pardonu wlewała mu się do butów, nie szczędząc ani ciepłego, przyjemnego wnętrza obuwia, ani skarpet, zamieniając je w powodziowe więzienie, z którego nie można było się wydostać. Z każdym mozolnym krokiem symfonia wojny stawała się coraz głośniejsza, a serie z karabinu maszynowego, żnącego piechotę niczym zboże, mieszały się z hukami wystrzałów karabinów powtarzalnych i broni krótkiej oraz doprowadzającymi do szaleństwa eksplozjami granatów, tworząc śmiercionośny akord. Już niedługo.

    Żołnierze biegnący z odsieczą skręcili po raz kolejny w lewą stronę, co zrobił też Hans, a jego oczom ukazało się wejście do okopu, wokół którego nie było nikogo. Zrobili kilka kroków naprzód, kiedy to zza rogu wychyliła się postać w charakterystycznym ciemnozielonym mundurze i szarej papasze i krótkim karabinie dźwigniowym w szarych od wszechobecnego błocka dłoniach. Odwrócił się momentalnie w ich stronę, a jego wzrok ugrzązł na Hansie. Dostrzegł jego pełne przestrachu oczy, kiedy dostrzegł wrogich żołnierzy maszerujących wprost na niego. Ktoś wystrzelił w jego stronę, ale pocisk zrykoszetował od metalu, tworzącego ścianę fortyfikacji, dając mu czas na skrycie się.
    - Nadchodzą wraże posiłki! - wykrzyknął.

    - Rzut infiltracyjny! - rozkazał oficer, wyjmując zza pasa podłużny granat, swym kształtem przypominający tłuczek do ziemniaków. - Na moją komendę…
    Rzut infiltracyjny był niczym innym jak grupowym rzuceniem ręcznymi ładunkami wybuchowymi w tym samym momencie na pozycje przeciwnika. Oddział zatrzymał się, a czterech żołnierzy przed Hansem powtórzyło ruch feldkomendanta, wyjmując i zdejmując z ich spodu osłony, wypuszczając na wolność kredowobiały sznurek, gotowy do wyrwania i uruchomienia zapalnika.



  • Hans
    Młodzieńcowi długa i mozolna droga przez zabłocone okopy z pewnością była nie w smak, jednak o dziwo, mogła mieć jakieś swe pozytywne strony. W końcu skupiał całą swą uwagę na tym, by nie zapaść się pod ziemię, a to już coś lepszego niż skupianie się na ciągłym terkocie karabinów, a co za tym idzie, na nadchodzącej w jego stronę śmierci. Co prawda mógł wpaść raz czy dwa, pozbawiając się reszty komfortu w postaci suchej części garderoby, ale wciąż było to lepsze od tego co go czekało na końcu trasy, o czym zresztą nie myślał obecnie za bardzo. Szybko jednak się to zmieniło, kiedy tylko dotarł na miejsce.Sprawy przybrały dla młodzieńca jeszcze gorszy obrót. Tak jak na początku podróży myślał że będzie w stanie zabić, tak widok przerażonego żołnierza. W końcu aż do pewnego momentu każdy żołnierz widzi w swoim przeciwniku rozszalałe bestie rządne krwi, prawda? A taki widok kompletnie zaprzecza takiemu wizerunkowi… Na nieszczęście żołnierza, uprzedził on swoich ludzi, przez co Hans miał już nieco mniej oporów. Na rozkaż sięgnął po swój granat i przygotował go do odbezpieczenia i rzucenia.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Oficer w milczeniu wyrwał sznurek szybkim ruchem dłoni, po czym reszta żołdaków zrobiła to samo. Odczekał jednak sekundę czy dwie przed rzutem, zanim w końcu krzyknął:
    - Dalej, rzucać!
    Za jego samotnym, pojedynczym granatem, który bez pompy wpadł wprost do okopu, pofrunęło trio innych, które zniknęły za parapetem okopu, rażąc dotychczasowo bezpieczną strefę atakujących Imperialistów. Ktoś zaczął głośno wrzeszczeć z doskonale słyszalnym prymitywnym strachem, kiedy pierwsza eksplozja, a za nimi kolejne trzy, ucięły mu język, dusząc dalszą część krzyku wewnątrz trzewi i nim ktokolwiek zdążył zareagować, wprost do błotnistego wnętrza rowu poszybowało następne duo.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Cholera, nie może sobie pozwolić na błąd, nie teraz. Przystanęła, wytężając zmysły. Nie były jej atutem, fakt, ale jednak w takiej gęstwinie nie trzeba się starać, aby wydawać jakieś głośne szelesty i liczyła, że natura stanie po właściwej stronie barykady, czyli tej Anschreitu.
      Sięgnęła również po karabin, dość ostrożnie, sprawdzając stan magazynku. No dalej, wychodź wychodź, podły Imperialisto… jeśli nic by nie usłyszała, nawet najmniejszego szmeru liści, ruszyłaby ostrożnie dalej, stale nasłuchując, samej zważając na kroki. Bywa narwana, racja, postąpiła lekkomyślnie zrywając się w tę pogoń, racja, ale potrafi się jednak opanować, kiedy w grę wchodzi możliwość popełnienia jakiegokolwiek błędu i zawiedzenia jej kraju. Taka sytuacja była na przykład teraz.



  • Hans
    Nie ma co zwlekać. Chwilę po okrzyku oficera, również wyrwał sznurek ze swojego granatu, czekając kilka sekund, z perspektywy Hansa, trwających typową całą wieczność. Dopiero kiedy ujrzał dwa kolejne granaty, dorzucił do nich swój, w końcu nie ma czasu do stracenia. Zaraz po rzucie, chwycił w swe wciąż trzęsące się ręce karabin, czekając na dalsze rozkazy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Zielone ściany krzaków poruszały się łagodnie, smagane delikatnymi powiewami chłodnego wiosennego wiatru, który lekko świszczał w uszach, w akompaniamencie bicia jej serca. Na tron ponownie wspięła się martwa cisza, jeszcze parę chwil temu zrzucona z niego przez ogromny hałas zakończonego w oka mgnieniu starcia z Imperialistami. Chyba naprawdę ją zgubił. Albo tylko czeka na odpowiedni moment, jak cierpliwy drapieżnik. Obserwuje ją zza któregoś krzaka, nie spuszczając z niej wzroku choćby na ułamek sekundy i rzuci się na nią jak wygłodniały zwierz, kiedy tylko spostrzeże, że poczuła się zbyt bezpiecznie i wystawiła się na atak. A któż wie, co się stanie, gdy dojdzie do takiej sytuacji. Imperialiści mieli, mimo wszystko, dobrą renomę, jeśli chodzi o zachowanie się żołnierzy. Najpoważniejszymi zbrodniami, jakie popełnili, były serie skoordynowanych działań rabunkowych na rolniczych terenach Hellere, które zostały porwane w złodziejski wir na ponad tydzień. Ale któż wie, czy wojskowy, za którym rzuciła się w pogoń, nie był podłym odstępem od poprawnie zachowujących się Imperialistów? Czy nie był tym przysłowiowym wilkiem w owczej skórze, wykonanej z raportów o rycerskości Imperialowiku, a kiedy uda mu się ją podejść, zabije ją z zimną krwią albo zrobi coś jeszcze gorszego? Coś po chwili wyrwało ją z postawy godnej łowczego. Chyba dostrzegła jakiś gwałtowny ruch za grupą krzaków po jej prawej stronie…

    Hans
    I młody rzucił swym granatem, który nie poleciał już tak finezyjnie jak poprzednie, dwukrotnie ociężale odbijając się od parapetu, jakby do trzonka przywiązane były dwie ciężkie cegły i ślamazarnie się przeturlał, po czym wybuchł prawie równomiernie z resztą, nawet nie wpadając do wnętrza okopu.
    - Do ataku! - ryknął groźnie oficer, rzucając się naprzód z pistoletem, kiedy reszta oddziału zrobiła to samo.

    Oficer zastopował gwałtownie przy samym wejściu, wpuszczając dwóch innych żołdaków, wchodząc dopiero za ich plecami, rozpoczynając wymianę ognia z Imperialistami, którzy jakkolwiek uniknęli niszczycielskiej siły rażenia granatów trzonkowych, kierując się na lewą stronę okopu, ignorując prawą.



  • Hans
    No cóż, młodzieniec starał się nie przejmować swoim słabym rzutem, z pewnością jeszcze nabierze wprawy! Oby były te następne razy, bo trochę głupio ginąć zaraz po tak marnym rzucie bez szansy na poprawę, choćby dla swojej własnej satysfakcji. Z tych jakże ciekawych, pasjonujących rozmyślań, dziwne że w ogniu wojny miał na nie w ogóle czas, ale cóż, mózg ludzki zdolny jest do wielkich rzeczy, wyrwał go okrzyk oficera. Szybko powrócił do tej ponurej rzeczywistości. Ponownie, setny już chyba raz, ach cudownie będzie wyglądać wnętrze jego dłoni po bitwie, ścisnął swą broń i ruszył do okopu za pozostałymi, zachowując czujność i na jakikolwiek widok żywego przeciwnika otwierając ogień. Starał się wyłączyć myślenie o tym że są to ludzie, tak będzie łatwiej jeśli jakaś kula sięgnie celu kiedy ten będzie jeszcze żywy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Wpadł do okopu jak bomba, od razu odbijając w lewo, za resztą. Przed nim wbiegło dwóch żołnierzy, którzy na jego oczach zostali w kilka sekund ścięci przez ustanowiony na podłodze imperialny rkm, którego operator leżał na samym środku, skutecznie przyszpilając atakujących. Jeden z nieszczęśników został prawie przecięty wpół, a jego ziemistoszara kurtka polowa intensywnie zaczęła się czerwienić w okolicach przeszytego przez kilka rozpędzonych kawałków metalu podbrzusza. Drugi natomiast padł na bezwładnie na twarz jak worek cegieł, a pod jego torsem zaczął tworzyć się staw gorącej krwi, mieszającej się z mętną wodą. Hans pewnie skończyłby ponownie, gdyby nie atak wręcz jednego z żołnierzy, kryjącego się za wcięciem, który wbił leżącemu statycznie jak kłoda Imperialiście nóż w skroń, nim ten w ogóle zdążył drugi raz pociągnąć za spust, posyłając kolejną serię, po czym ponownie skrył się w głębi wcięcia, przylegając do niego plecami.

    Skraj lewej części okopu wyglądał jak wymyślna sala tortur, która już skończyła z kilkoma klientami, pozostawiając ich w przerażającym stanie, jak i nią samą. Przez kilkukrotne, anihilujące życie eksplozje granatów ściany rozpadły się w proch, odsłaniając w pół płynną, mulistą ziemię, która zdawała się przechylać do jego wnętrza, usiłując pogrzebać je w błocie. Na pozostałościach kładek leżały szczątki desek, przypominające teraz połamane sztachety, aż szare od nieciekawej zawartości tutejszego bajora. Jeżeli deski nie zostały rozerwane, to wyglądały teraz jak jeże, ze sterczącymi z nich odłamkami. W kącie leżały porozwalane krzesła i przełamany na środku stół. Jedną nienaruszoną częścią były charakterystyczne wcięcia po bokach, stanowiące prowizoryczne osłony, umożliwiające ataki z zaskoczenia na adwersarzy wewnątrz. Jednak to niegdysiejsza część żywa była najgorsza.

    Za zabitym klingą operatorem erkaemu leżało kilka innych zwłok, z czego większość była poszatkowana jak na tarce - na schodku strzelniczym leżał trup w ciemnozielonym płaszczu z dziurą na samym środku klatki piersiowej wielkości pięści dorosłego człowieka, z poplamioną posoką szarą papachą, która zasłoniła zmarłemu patrzące w otchłań oczy. W prawej dłoni wciąż trzymał swój karabin dźwigniowy, którego nie puścił nawet wtedy, gdy jego serce i żebra zostały przeżarte przez kawał żelaza. Na kładce leżał wojskowy bez głowy, z którego szyi nadal lała się jasna jucha, lejąca się wprost w kałużę, kiedy po jego boku na wznak leżało ciało kobiety bez połowy twarzy. Prawa strona trzewioczaszki po prostu zniknęła, razem z nosem i gałką oczną. Jedynym, do złudzenia żywym okiem zdawała się wpatrywać wprost w Hansa. Na jej nogach zalegał sołdat pozbawiony obu nóg na wysokości kolan. Strzępy jego spodni były czerwone od krwi.

    Gdy Hans ujrzał niesamowicie brutalne skutki rzutu infiltracyjnego, poczuł okropny ucisk w żołądku, kuląc się pod jego naporem. Czuł, jak wymiociny podchodzą mu do gardła, kiedy dostrzegł imperialnego żołnierza, wychylającego się zza ściany. Chwycił karabin mocniej i spróbował pozbyć się obezwładniającego uczucia, unosząc go i przyłożył do ramienia, oddając strzał.

    Wróg od razu skrył się za nią ponownie, aczkolwiek Hans widział, jak z czubka jego głowy odlatuje charakterystyczna imperialna czapka z daszkiem, która uniosła się kilka metrów w górę, jakby miała skrzydła i zniknęła z jego pola widzenia. Wtem usłyszał:
    - Schroń się za wcięciem, a nie stoisz na samym środku!


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Miło, że natura była tu nieskalana wojną i walkami, ale obecnie wolałaby spaloną i gołą glebę, łatwiej o odstrzelenie uciekiniera. No, w dosłownie obecnej sytuacji to ona byłaby na odstrzał, ale chyba wiadomo o co chodzi…
      Na Stwórcę! Skup się, Ines! Nie daj się rozproszyć, nie daj się zajść! Broń w gotowości, wycelowana przed siebie, załadowana. Oglądaj się we wszystkie strony, stąpaj cicho, nasłuchuj. Cholerny, partyzantki mu się zachciało. Nie przyjmowała w ogóle do świadomości faktu, że mógł zwyczajnie uciec. O nie. Pół biedy, że to nie wydaje się możliwe dla imperialnych, bardziej ją obchodzi jej własna duma. Sama się na niego rzuciła, wzięła go na siebie i co? Nic! I to jest problem! Nic, do cholery! Łazi tu i łazi, jak durna celując w puste krzaki. Może czas sobie dar…
      Zaraz, co to? Ruch? Oooo, zaczyna robić się ciekawie! Nie wypali jednak od razu. Nie chodzi tu o zerową dokładność strzału, co możliwość zranienia lub chociaż oddania strzału w kierunku sojusznika, co wydawało jej się o wiele gorsze, niż wpadnięcie w zasadzkę. Wtedy by przynajmniej umarła, a tak to żyłaby z tą hańbą. Z tego powodu ostrożnie podchodziła do miejsca ruchu, uważając na co stąpa. Rzecz jasna miała tam wycelowany karabin z palcem na spuście. Starała się podejść z takiej strony, aby mniej więcej zobaczyć kto mógł się tam poruszyć. Patrzyła też czasami w kierunku możliwej dalszej drogi owego ruchu, jakby chciał ją zaskoczyć.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Dziewicze zarośla zaszeleściły głośno, jakby próbowały ją przed czymś ostrzec. Imperialista ewidentnie kopał sobie grób hałasem i chyba zdawał sobie z tego sprawę. Przez chwilę wyglądało to tak, jakby specjalnie chciał zwrócić jej uwagę, bo czeka, ukryty jak skrytobójca, a za plecami ma gromadkę swoich dzielnych kolegów, których zdążył ostrzec, a teraz wszyscy mają ją na muszce. Krzaki ponowiły swój skryty apel, kiedy jakiś ciemnozielony kształt wychylił się lekko spomiędzy nich.

    Z roślinnej peleryny coś wychyliło swój długi pysk, do złudzenia przypominający krokodyli, z obnażonymi, przypominającymi stożki ostrymi jak brzytwa zębami. Stworzenie zrobiło dwa kroki do przodu, przy pomocy swoich długich, umięśnionych czteropalczastych łap, zakończonych długimi pazurami, odsłaniając smukłe ciało i trzy rzędy stojących na baczność kostnych wyrostków, długich na jakieś dziesięć centymetrów i przypominających żywe ciernie. Istota zatrzymała się nagle, widząc, jak coś pojawiło się na jego drodze. Ines poczuła na sobie nieprzyjemny wzrok dużych błyszczących, bladożółtych gadzich ślepi, przypominających tarcze księżyca z czarnymi bruzdami na środku. Stworzenie na czterech nogach było niewiele niższe od niej. Gdyby nagle ustało na tylnych, z łatwością osiągnęłoby prawie trzy metry.

    Zwierzę wydało jej się dziwnie znajome. Cholera, to symarys! Lądowo-wodny drapieżnik podobny nieco do krokodyla. Widywała takie na zdjęciach, a teraz ta zwinna bestia wyrosła zupełnie znikąd i stała teraz kilka kroków przed nią, nie ruszając się, jakby zamieniła się w kamień. Drapieżnik obserwował ją uważnie, ale nie atakował. Stwórca wie, czy ocenia swoje szanse, czy liczy na to, że zejdzie mu z drogi. Symarysy rzadko rzucają się na ludzi. Muszą być albo bardzo głodne, albo ktoś nieproszony wszedł na ich teren i zignorował ostrzeżenia. Ten jednak nie wyglądał na rozjuszonego, ale obnażone zęby, odrywające pokaźne kawały mięsa jednym kłapnięciem i miażdżące kości jak cienkie patyki nie wyglądały zachęcająco.



  • Hans

    Z pewnością widok nie był dla młodzieńca jednym z tych przyjemniejszych, zresztą świadczy chyba o tym to jak zareagowało na to jego ciało, które też go omal nie zabiło, wystawiając go na wrogi ostrzał. Na szczęście zdążył w porę zareagować i odeprzeć przeciwnika, ale nie wątpił w to, że odparł go na krótko. Szybko wykonał wydane mu polecenie, przylegając do najbliższego niego wcięcia, jeśli oczywiście jakieś znajdowało się w jego polu widzenia.
    Dobra, jest już bezpieczny, więc w końcu jego mózg może zacząć analizować ujrzany wcześniej obraz, w końcu wcześniej nie miał na to czasu, bo był za bardzo skupiony na przetrwaniu, ocierając się przy tym o śmierć. I dopiero teraz, we w miarę bezpiecznym miejscu, doszło do niego, jaką masakrę ujrzał. Co prawda mógłby to jeszcze jakoś znieść, uspokajając się myślą, że przecież Ci ludzie nie wahaliby się robić z niego podobną sieczkę, o czym przekonał się już dwukrotnie w tym okopie. Ale najgorsze jego było to jedno oko patrzące się wprost na niego, zupełnie tak jakby to on zabił, w co mocno wątpił. I chyba to ono będzie jego koszmarem przez najbliższe noce, jeśli w ogóle dane mu będzie zasnąć, w co w obecnej sytuacji wątpił.
    Teraz pozostało mu oczekiwać dalszych ruchów, zarówno sojuszników jak i wrogów.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Hans wpadł do wcięcia, w którym schronił się nożownik, ciągle ukradkiem wystawiający głowę zza osłony. Poza nim był jeszcze oficer, który jeszcze kilka minut temu dzielnie prowadził ich do walki, a teraz leżał, zdruzgotany pod ścianą. Czerwonymi od krwi silnie drgającymi dłońmi trzymał się za prawą stronę klatki piersiowej. Dyszał ciężko, a zaczerpnięcie kolejnego oddechu sprawiało mu ból. Jego twarz, wykrzywiona przez więzy cierpienia, była biała jak ściana.
    - Sanitariusza… - wycharczał nieprzytomnie, coraz mocniej uciskając zranione miejsce. - Sanitariusza…

    Do okopu wpadła kolejna część na szybko zwołanej drużyny uderzeniowej, która, wnioskując po niedalekich wystrzałach i krzykach, wpadła w sam środek imperialnej odsieczy z prawej części okopu. Głuche odgłosy kul rwących deski i potępieńcze krzyki rozniosły się migiem po okopie, trafiając wprost do jego uszu. Wtem do tego samego wcięcia wpadł inny sołdat i wnet przykleił się do ściany, pod którą siedział ranny feldkomendant, ale klej przestał działać, gdy tylko usłyszał jego świszczący oddech i zobaczył w jakim jest stanie. Po chwili Hans dostrzegł kolejną dwójkę, która wpadła do wcięcia położonego po drugiej stronie. Jeden nie zdążył skryć się w porę i oberwał w ramię. Szkarłat bryznął na ścianę, zostawiając na niej podłużną plamę, jak za pociągnięciem malarskiego pędzla. Upadł na deski, wrzeszcząc opętańczo, kiedy drugi wciągnął go za nogi do wnętrza kryjówki.

    - Wzięli nas w dwa ognie! - powiedział niewyraźnie żołnierz, który przed chwilą wpadł we wnękę. - Reszta jest nadal w okopie komunikacyjnym, Imperialiści nie pozwalają im się wbić!
    - Cholera… - wysapał posępnie nożownik. - Zbyt wielu Imperialistów się tutaj wdarło. Trzeba przebić się dalej. Zostań z oficerem. - rozkazał mu, po czym spojrzał się na Hansa. - Masz jeszcze jeszcze jakiś granat?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    A więc tam się kryjesz podły imperialisto? Niech no tylko cię kropn… Chwila, co on tak głośno? Czyżby zasadzka? Hmm… szkoda, że nie wie jak są tu rozłożone ich posterunki… chociaż czy naprawdę byłby w stanie tak bezszelestnie się zakraść wraz z jakąś grupą na jedną, samotną dziewczynę? I skąd by wiedział, że tu jest, skoro poruszała się tak samo jak on? Coś tu nie gra…
      To coś w krzakach najpewniej wyczuło podejrzliwość dziewczyny, bo postanowiło wyskoczyć z krzaków. Do tego, jak się szybko okazało, nie było to byle co. No no, nie spodziewała się, że w wojsku są też praktyki przyrodnicze… Żałowała, że nie wiedziała jakoś wybitnie wiele o symarysach - dodatkowa wiedza bardzo by jej pomogła w tej sytuacji. No dobra, pozostaje więc improwizorka.
      Oczywiście kiedy wyskoczył, wycelowała w niego odruchowo, ale teraz zjechała trochę na bok. Niezbyt daleko oczywiście, żeby w razie czego wykonać krótki ruch ręką i strzelić. Wycofywała się ostrożnie przodem do stworzenia, we wspomnianej wcześniej pozycji licząc, że taktyka jak na psy zadziała. Miała nadzieję, że nie weszła za głęboko na jego teren, a wszelkie pogonienia z jego strony będą subtelniejsze i możliwie nie do pomylenia z próbą ataku… Ciekawe ile pocisków położy to monstrum…



  • Hans
    Tyle się zadziało w tej jednej chwili, że zanim Hans w ogóle przysporzył zaistniałą sytuację, ta natychmiast się zmieniała, ciężko więc mówić o jakiejkolwiek reakcji z jego strony, przynajmniej na początku… Co i rusz ktoś wpadał we wcięcia, całkowicie odmieniając jego pogląd na zaistniałą sytuację, utrudniając mu jakiekolwiek podjęcie działania. Ale po kolei, jak nie reakcje, to można zawsze przedstawić myśli na zaistniałe sytuacje, prawda?

    Młodzian od razu po skryciu się, nieco pożałował obranej kryjówki, kiedy ujrzał kogoś zdecydowanie bardziej doświadczonego od niego, kto właśnie umierał, w tym zdawałoby się, bezpiecznym miejscu. Zdecydowanie jego morale poszybowały skutecznie w dół, zwłaszcza, że nie miał czasu nawet na pomoc oficerowi, bo do okopu wdarli się kolejni goście, przynosząc ze sobą jedynie potępieńcze krzyki i jęki, czyli nic dobrego i szczególnie miłego dla początkującego żołnierza, kto wie czy nawet dla tych nieco bardziej doświadczonych? Czy mogło być coś jeszcze gorszego, co równie skutecznie zaatakowałoby jego ducha walki?

    Zdecydowanie! W końcu nie ma nic lepszego, niż dwóch żołnierzy, jeden ucieka, a drugi obrywa i musi być wciągany, prawda? Jedynie po to, by nauczyć Hansa jaka to ruletka panuje w tym cudownym środowisku. Zwłaszcza, że przecież z nim równie dobrze mogło być podobnie. Zależy to w końcu tylko i wyłącznie od szczęścia, z rzadka od umiejętności. Do takich zresztą wniosków zaczął dochodzić młody żołnierz. Żołdak, który wybrał zdecydowanie najbardziej pechowe miejsce na odpoczynek, co prawda nie wyglądał źle, ale przyniósł ze sobą niezbyt radosne wieści… No cóż, nie było to nic dobrego.

    W odpowiedzi na pytanie nożownika, jego twarz wykrzywiła się w przerażeniu, w końcu nie miał żadnego… Ale szybko rzucił się w stronę oficera, by przeszukać i jego. Zważywszy na jego stan, nie zrobiłby z niego zbytniego użytku…
    - Jeszcze nie - odparł tylko, podczas nurkowania w stronę ciała. Że też sam wyposażył się tylko w jeden… Liczył że chociaż oficer lepiej się wyposażył na ewentualny bój.


Log in to reply