Warsztat


  • Elarid Mistrz Gry

    Warsztat, znajdujący się tuż przy hangarze, cieszy się sporym zainteresowaniem, odkąd znudzeni właściciele statków powiedzieli sobie, że skoro i tak nie ma nic do roboty, to można zrobić przegląd. Praca wre.


  • Elarid Mistrz Gry

    @Wiewiur
    Dotarł na miejsce. Pośrodku błyszczał się dosyć spory, ale zabytkowo wyglądający silnik. Wokół niego uwijało się trochę ludzi, ale mógł rozróżnić spośród nich dwóch głównych mechaników.



  • Podszedł do jednego z nich.
    - Nie potrzeba Wam pomocy?


  • Elarid Mistrz Gry

    Jeden z nich podszedł bliżej i obrzucił Johna niewybrednym spojrzeniem.
    — A kto ty do cholery jesteś?



  • - Pracuję jako mechanik i miałem odwieźć klientowi pojazd, jednak tak się złożyło, że zatrzymałem się w tym uroczym przybytku. Strasznie mi się nudzi, to pomyślałem że może bym się tu przydał.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Licencję jakąś masz?



  • - Tak, tak, oczywiście, naturalnie. - Odparł i zaczął szukać swoich dokumentów, a w nich licencji. Oby tylko nie został okradziony przez tę barmankę…


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie, barmanka niczego mu nie odebrała, wszystko było na swoim miejscu.
    — Co tam znowu, Lambert?
    — Jakiś koło chce się do roboty wkręcić, Marco. Trza go najpierw prześwietlić.



  • Podał Lambertowi swoją licencję.
    - i Tak tymczasowo dopóki nie będę mógł wyruszyć dalej. Inaczej strasznie bym się tu zanudził…


  • Elarid Mistrz Gry

    Lambert burczał coś pod nosem, aż w końcu oddał mu licencję.
    — Niech ci będzie. Ręce do pracy zawsze są potrzebne. Nie jestem skory przyjmować ludzi z dupy, ale zróbmy wyjątek.



  • - Dzięki - odparł mu i rozejrzał się.- To od czego mam zacząć?


  • Elarid Mistrz Gry

    — Widziałeś może ten sterowcopodobny statek? To jest jego silnik, próbujemy dociec, co nawala. Miałeś z czymś takim doświadczenie?



  • - Nie bardzo, specjalizuję się w pojazdach osobowych, chociaż i tak chętnie rzucę okiem - odparł i podszedł do silnika by lepiej go zbadać i poszukać źródła problemu. Nie zdziwiłby się, gdyby nie dał sobie rady.


  • Elarid Mistrz Gry

    Silnik wyglądał na taki, co jest stanowczo za stary i przerabiany na siłę. Widać było ledwo trzymające się przewody i przetarte numery seryjne. Jak to w ogóle mogło wcześniej działać, nie wiadomo.



  • - Wy serio widzicie szansę w naprawieniu tego? - Odparł do pozostałych mechaników, dziwiąc się, że to rozleciało się dopiero teraz, a nie kilka lat wcześniej. Jakim cudem to wytrzymało tyle czasu?


  • Elarid Mistrz Gry

    — Ja nie widzę, ale Marco jest uparty jak osioł. Choćby miał wymienić wszystko, to będzie naprawiał.
    Wskazał na kolesia kręcącego się z drugiej strony.



  • - A kupienie nowego silnika nie wyjdzie taniej niż naprawa? No, chyba że chcesz by to działało nawet dzień i dać do tego same stare części, choć wątpię że klientowi się spodoba… - Zwrócił się do Marca.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Może i masz rację. Mam wrażenie, że to nie jest prawdziwy silnik. Z takim, jak sam powiedziałeś, daleko by nie dolecieli.



  • - Może tu masz rację, z tym silnikiem. Tylko po co mieliby dawać fałszywy? - Zaczął zastanawiać się głośno. W tym co powiedział Marco może być racja, tylko że po co?


  • Elarid Mistrz Gry

    — Jeśli to zabytek, to pewnie jest sporo warty. A odrestaurowanie podniosłoby cenę. Niejeden bogacz idzie teraz w retro.



  • John namyślił się chwilę. A gdyby tak wmówić tym ze sterowca że silnik został uszkodzony i samemu go sprzedać i odrestaurować?
    - W takim razie ile chcą Wam zapłacić go za przywrócenie do dawnej świetności? Wiecie, skoro można uznać to za zabytek, to chyba zwykła zapłata nie byłaby na miejscu.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Stary, nawet nie zaczynaj. — Nagle Lambert wyrósł pomiędzy nimi. — Żadne hajsiwo nie dorówna pracy, jaką ten pierdzielony pedant — tu wskazał Marco — włoży w to gówno.
    — To może sprawiać wrażenie nie warte swego, rozumiem twoje obawy-
    — Taaak? To czemu chcesz się za to brać?



  • - Panowie, panowie, a pieniądze ze sprzedaży tego też nie wystarczą? Możemy zwyczajnie powiedzieć że silnik był w takim stanie że się rozpadł albo coś.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Ja bym nie chciał, żebyśmy się za to brali w ogóle.
    — Może nie wymieniajmy wszystkiego? Powiemy, że nie posiadamy wszystkich części zamiennych. — Marco zaproponował kompromis.



  • - O to to - rzekł pokazując Marca. - To jest świetny pomysł.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Dobra, ale ja będę gadał, bo wy jesteście matoły. A teraz do roboty. — Lambert klasnął w ręce kilkukrotnie.
    — Nie jesteś tu szefem. — Marco prychnął i ruszył do pracy.



  • John nie odpowiedział nic i zwyczajnie również wziął się do pracy nad silnikiem.


  • Elarid Mistrz Gry

    W ten sposób prace może nie posuwały się w jakimś rekordowym tempie, jednak nie było źle. Pracując w ciszy po niedługim czasie cześć elementów została wymieniona.
    — No, to by było na tyle. Nie? — Lambert rozejrzał się po reszcie, jakby szukając potwierdzenia.



  • //Przepraszam za rzadsze odpisy, zwyczajnie głupio mi tak że tę naprawę ograniczyłem do jednego posta ;-; //
    - To co teraz? - Zapytał się John, to patrząc na Lamberta, to na Marca. Jeszcze nie wpadł na to, kto tu naprawdę rządzi…


  • Elarid Mistrz Gry

    — Teraz Lambert będzie robił zleceniodawcę w wała. Patrz i ucz się. — Marco roześmiał się z własnego żartu, po czym odszedł umyć ręce.

    //nie jesteś jedyny z rzadszymi opisami



  • Zwrócił swój wzrok ku Lambertowi. Nie chciał przegapić tego spektaklu.


  • Elarid Mistrz Gry

    W przeciwieństwie do Marca, który poszedł się umyć, Lambert jeszcze się trochę ubrudził. Następnie gwizdnął na kolesia stojącego przy sterowcu. Ten przyszedł od razu.
    — Witam ponownie. Jak Pan widzi, wygląda to o niebo lepiej, nieprawdaż? Udało się mi wymienić większość części, z wyłączeniem jednej czy dwóch, których nam niestety zabrakło. Z pewnością silnik jest bliski stanu bardzo dobrego i zobaczy jeszcze niejedną gwiazdę. — Lambert kłamał jak z nut, nie dając facetowi dojść do słowa.
    — No. No dobra. — Mężczyzna podrapał się po głowie po czym wyjął portfel. Znów się nieco strapił, po czym zapłacił. — Jakby co, nas tu nie było.
    Na zawołanie pojawiło się kilkoro androidów, które bez problemu podniosło i wyniosło wspólnymi siłami silnik.



  • John uśmiechnął się widząc tę scenę i ruszył w stronę Lamberta.
    - Jest jeszcze coś do roboty, czy mogę skoczyć się umyć? - Zwrócił się do niego, kiedy klient z androidami oddalili się na znaczną odległość.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Idź idź, na razie nic więcej dla ciebie nie ma.



  • W takim razie poszedł się umyć.


  • Elarid Mistrz Gry

    Udało mu się umyć. W tym czasie Marco zagonił kogoś do zamiatania, a sam poodkładał narzędzia. Lambert za to skądś wyjął talię kart i ją sobie tasował.



  • Zaintrygowany podszedł do Lamberta.
    - Kart w dzisiejszych czasach? - Zagadał do niego.


  • Elarid Mistrz Gry

    — Każdy z nas jest reliktem przeszłości na swój indywidualny sposób. Lepsze to niż pasjans na komputerze.



  • Wzruszył ramionami.
    - Ciekawe w jakim aspekcie ja jestem… - Zaczął się głośno zastanawiać. - Naprawdę mimo tak sporej ilości statków macie tak mało roboty?


  • Elarid Mistrz Gry

    — Robota jest zawsze. Ino pieniądze się na kontach nie zgadzają. Poza tym część ma nadzieję, że od razu wyjadą po otwarciu wrót.
    — Nie gwiazdorz, Lambert. Po prostu mamy przerwę.



  • Uśmiechnął się słysząc odpowiedź Marca.
    - A właśnie, nie wiecie kiedy otworzą te wrota? Miałem tu być tylko przejazdem…


  • Elarid Mistrz Gry

    — Kij wie. Wiesz, to poważna sprawa i muszą się tym dziadostwem zająć.



  • Zbliżył się nieznacznie do Marca/Lamberta(zależnie od tego, kto to powiedział).
    - A wiesz coś więcej o powodzie zatrzymania tych statków?


  • Elarid Mistrz Gry

    — A ty nie wiesz? — Lambert uniósł brwi i przerwał tasowanie. — A no tak, to pocztą pantoflową idzie.



  • - Po trafieniu tutaj większość czasu spędziłem w moim statku. Miałem też krótki kontakt z jakąś barmanka, ale nie była na tyle miła by mi powiedzieć… Więc?


  • Elarid Mistrz Gry

    — No ten, ktoś ze sztabu naukowego został zamordowany. Dość nieprzyjemna sprawa.



  • - Znawca i powód zabójstwa są rzecz jasna nieznane? Czy może jednak poczta pantoflowa i to wysnuła?


  • Elarid Mistrz Gry

    — No właśnie ciężko tak powiedzieć. Noah i ten martwy zawsze pracowali razem i się niczym nie wyróżniali, poza tym że snuli jakieś dzikie teorie na temat rządu. Ktoś twierdził, że to Noah zabił tego drugiego.



  • - Ugh, nieprzyjemna sprawa… A nad czym pracowali? Może morderstwo ma związek z ich pracami naukowymi?


  • Elarid Mistrz Gry

    — Jestem niemal pewien, że badali kamienie z pierścienia. Ale glowy nie dam.


Log in to reply