Sprawy wewnętrzne


  • Mistrz Gry

    W Onaliah musisz dbać nie tylko o kontakty z innymi państwami, ale i o swoich poddanych i doradców. W tym temacie możecie rozmawiać ze swoimi doradcami lub współrządzącymi w przypadku grania republiką. Możecie pytać ich o konkretne sprawy, prosić o radę i rozwiązywać ich spory, jednak wszelkie uzgodnione tu postanowienia należy zapisać w swojej turze. Czasami i oni będą mieli do ciebie jakąś sprawę lub prośbę, wtedy mogą poprosić cię o audiencje.

    Jeśli ktoś jest zainteresowany bardziej roleplayową rozgrywką, a mam nadzieje że większość z was jest, niech w pierwszym poście niech krótko opiszę swojego władce i ewentualnie wstawi grafikę jak sobie go wyobraża. Jeśli wolicie dostawać suche fakty, też nie ma problemu.



  • Bestia jest wyjątkiem wśród populacji zwierzoludzi i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Podczas porodu rozerwał matką dosłownie od środka, wychodząc przez brzuch, co spowodowało jej zgon w męczarniach. Dodatkowo, już od urodzenia posiadał rogi, a co ważniejsze, miał ich dwie pary, co było tak ekstremalnie rzadkie wśród zwierzoludzi, że nawet nie było na to legendy czy przypowieści. Gdy ojciec przyprowadził go do kapłana, wedle tradycji, dziesięć dni po porodzie, by ten dostał wróżbę, mężczyzna po dotknięciu dziecka sam złożył się w ofierze, śmiejąc się jak opętany. Valhajajmar od dziecka rozwijał się szybciej we wszystkich aspektach niż jego bracia: był silniejszy, bardziej masywny, bardziej inteligentny i łatwiej uczył się walczyć. Dodatkowa para rogów tylko dodawała mu prestiżu. Dalej było standardowo, wyzwanie ojca na pojedynek o władzę, zeżarcie jego serca po wygranej, gwałt na starszej siostrze i długie podboje. Pod jego szałem bitewnym i zmyślną taktyką klękali kolejni wodzowie, aż sam, nei wiedząc kiedy, otrzymał tytuł Wielkiego Wodza. Od tego czasu ekspansja szła jeszcze lepiej. Po kilku latach ustabilizował władzę i zwolnił trochę. Czemu to uczynił? Czyżby Bestia chciał sięgnąć zachłanną łapą na północ? A może chce rzucić wyzwanie Najsilniejszemu Bogów i ruszy na szaleńczą wyprawę w coraz zimniejsze ziemie południa? To wie tylko Wielki Wódz. A może nawet i on nie wie.
    text alternatywny



  • Siedziałem w sali tronowej, tam, gdzie każdy władca powinien siedzieć. Najnowszy podarek z jakiejś odległej krainy, której nazwy prawdopodobnie nie umiałbym wymówić, a co dopiero zapamiętać siedział na podłodze i opierał głowę o moje nogi. W jednej ręce trzymałem kielich najlepszego wina, a w drugiej, między palcami przekładałem złotą monetę. Przyjrzałem się jej. To ona zbudowała wszystko co mnie tutaj otacza. I to jej moc odróżnia nas od dawnych wrogów z południa.
    Dlaczego niby to urodzenie, a nie zasługi miałoby dawać władzę? Artystokracja… a tfu.
    Lecz to właśnie z tego powodu znajduję się na tym miejscu. Mój ojciec po którym przejąłem imię przyniósł Miracji wielkie bogactwo. A gdy zmogła go starość chciał odejść w cień, a mnie, za zgodą całej rady ustawić na tronie jako swoją marionetkę. Cóż, plany staruszka zepsuła jego nieplanowana śmierć. Już od jakiegoś czasu władam, lecz jedynie kontynuuję rządy moich poprzedników.
    Spojrzałem na wielką mapę powieszoną na najbliższej ścianie. Moją uwagę przykuły niezdobyte wyspy na wschodzie. Nadszedł czas moich własych rządów.


  • Mistrz Gry

    //Miło że już wstawiliście swoje postacie, ale czy możecie uprzejmie poczekać na turę : V



  • //Miło, że na, a tfu, jeja działało to bez rozpoczęcia.
    https://grupy.jeja.pl/topic,67604,sprawy-wewnetrzne.html


  • Mistrz Gry

    //No właśnie trochę nie do końca. Historię zaczynałem prowadzić dopiero po pierwszej turze



  • // Postać może być, ja do tury z RP mogę poczekać. Oczywiście jak jakieś niewolnice dostanę w gratisie czy coś.


  • ŻBŻP

    Sly z rodziny Lumisianso to przykład kobiety, która nie załamuje się w gwałtownych sytuacjach i potrafi dokończyć sprawy nawet pomimo wszelakich przeciwności. Władzę przejęła ze względu na ojca, który miał zostać władcą Costalii, jednakże zginął podczas bitwy morskiej. Jego ostatnim życzeniem, przekazanym przez admirała floty Costalii było to, żeby to Sly w jego imieniu przejęła władzę nad narodem. I tak się też stało, dzięki pomyślnemu głosowaniu i wyjątkowej jednomyślności rodzin. Chociaż zawdzięczała to wielkiemu bohaterowi, którym był jej ojciec, to nie zamierza pasożytować na swoim nazwisku. Niezameżna, nauczyła się magii ognia, oraz zaangażowała się w sztuki walki sztyletami i nożami, w wielu dziedzinach osiągając wysoki poziom zaawansowania. Nie jest wojowniczką, lecz wydaje się, że dostała od ojca dar większy niż bogactwo - zdolność do dobrego rządzenia i dowodzenia swoimi poddanymi. Czy jest to prawda? Wszystko się wyjaśni w ciągu najbliższych wydarzeń.
    text alternatywny



  • Martinus Dominus

    text alternatywny


  • Wiek Pary

    Wielki wódz Mah’siatel
    d7eyd1u-3d69b9ab-f815-48bc-ae2d-50c7de4fe7b0.jpg

    Ojciec Mah;siatela był mądrym królem dlatego gdy jego syn ukończył 15 lat ten wysłał go w świat by jego syn zdobył wiedzę. Dzięki czemu młody książę zdobył wiedzę niezbędną do sprawnego rządzenia krajem. Jednak nawet w obliczu mnogości zagranicznych kultur nie popadł on w dekadencję a wręcz umocnił się w wierze w swoje bóstwa. Mimo, że znajdą się współplemieńcy których łuki strzelają celniej lub nogi biegają szybciej, to lotność jego umysłu i spryt a przez to i charyzma wyróżniają go z tłumu.


  • Elarid

    Sułtan Qalawun al-Mukhif zasiadał na tronie od dawna, a jako jedyny pierworodny swego ojca nie miał żadnych problemów z przejęciem władzy po jego śmierci. Nie był on jednak podobny do ojca. Choć cieszyły go fizyczne uciechy, tak jak jego poprzednik utrzymywał wielki harem, najlepsze winiarnie w kraju, osobistą stajnię z doskonałymi rumakami czy otaczające pałac ogrody, których samo utrzymanie w pustynnym klimacie było niesamowitym wydatkiem, a co dopiero zakup i sprowadzenie z odległych krain różnych roślin, krzewów i drzew, to jednak marzył o czymś zupełnie innym. Nie traktował władzy jako przyjemności, ale jako obowiązek. Wpłynęło na to pewnie jego dzieciństwo, wysłuchiwanie opowieści swojego dziadka, gdy ten jeszcze żył, oraz opasłe tomy kronik o pożółkłych stronach, gdzie zapisane były lata Złotego Wieku Neroshary, kiedy ponoć ziemie ówczesnych sułtanów sięgały o wiele dalej, niż obecnie, targ niewolników w stolicy, El Tarish, był największy na świecie, a rdzeniem armii byli Nieśmiertelni, których to oddziałów było dziesięć setek, a w każdym po tysiąc wojów. Lata te jednak dawno minęły. Ale czemu miałyby nie powrócić? Czemu obecny sułtan nie mógłby mieć listy pseudonimów tak długiej, że do jej zapisania potrzebna była rolka pergaminu sięgająca ziemi, jak jeden z jego przodków, który zapoczątkował Złoty Wiek, Settra Niezwyciężony? A choć problemy, choćby sąsiadów czy kwestii wyboru nowej wiary, piętrzyły się na sułtanie już teraz, to dodawał on sobie sił tym, że jego poprzednicy musieli mierzyć się z o wiele większymi trudnościami i zwyciężali, więc czemu on nie miałby dać rady? Z tą myślą w głowie opuścił salę tronową i udał się do położonego obok pomieszczenia, gdzie już czekali jego doradcy. Sułtan wciąż był tylko człowiekiem, a że nie mógł tego zmienić, musiał się spieszyć, aby jego wielkie plany nie umarły wraz z nim.
    d5u686h-6ddc621a-e0d4-4410-9568-048eea3db965.jpg



  • Bestia siedział na swoim wykutym w kamieniu tronie obłożonym futrem. Pił jakiś krasnoludzki bimber podarowany mu kiedyś przez jednego z renegatów, proszącego o wybaczenie. I tak nadział go na pal, tak jak innych mu podobnych. Jakieś niewolnice kuliły się u jego nóg chcąc mu się przymilić. Gdy jedna już zbliżała się do jego krocza, mocno pchnął ją stopą, odganiając. Odsunęła się na jakiś metr i zaczęła kłaniać się przepraszająco. Były już zużyte, każdą z nich miał kilka miesięcy. Nie widział w ich oczach tej pięknej desperacji, braku nadziei i wewnętrznego rozbicia. Te pogodziły się już ze swoim losem i zaczęły nawet z niego czerpać radość, niewolnicy Wielkiego Wodza są ustanowieni w sumie tylko trochę niżej niż rzemieślnicy. Dla części z nich to nawet awans społeczny. Czekał na swoją Radę. Z wodzami rozmówi się później… Świeca się wypaliła, powinni już być…



  • Wolne Miasto Miracji

    - Witajcie, moi drodzy! Wybaczcie, że oderwałem Was od spraw życia codziennego, lecz nadszedł wielki dzień. Chciałbym z Wami omówić najbliższy plan działania. Przygotowałem kilka kwestii, które wymagają pilnego rozpatrzenia. Mam nadzieję, że dotychczas godnie spełniałem obowiązki następcy i starałem się utrzymać w ryzach to, co pozostawił mój poprzednik. Lecz uważam, iż nadszedł czas, aby przeprowadzić ekspansję. Wyszkoleni konkwistadorzy i okręty już czekają, aby je wysłać, tak samo jak niezdobyte lądy.
    Dodatkowo nasz skarbiec wręcz pęka w szwach! Oczywistym jest, że w pierwszej kolejności powinniśmy ulepszyć wydobycie surowców, lecz patrząc na to co dzieje się na arenie międzynarodowej - powinniśmy przyjrzeć się bliżej i zgłosić z naszym złotem do zwaśnionych stron i wybrać tę, która odda nam w dwójnasób.
    Następnie chciałbym zaproponować pewnym państwom takim jak Viridion zaproponować wykup prowincji. Wraz z objęciem władzy przez nowego władce może on być bardziej chętny niż poprzednik, a zastrzyk złota na pewno pomoże go przekonać, a nam zwróci się w ciągu jednego kwartału.
    Na koniec chciałbym zapytać o Wasze pomysły na poprawę sytuacji życia w mieście, aby zwiększyć zadowolenie poszczególnych warstw społecznych.


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    Takie okazje jak te były najlepszym testem do sprawdzenia, jak blisko była właśnie do tych ostrzy, a zarazem mogła sprawić, że jeszcze nie nadszedł na nią czas. Zwłaszcza dzisiaj, gdyż miała, przynajmniej według niej, do przekazania coś, co powinno zainteresować każdego z nich, łącznie i z osobna. Korzystając z chwili przerwy pomiędzy rozmowami, rozpoczęła nowy wątek.
    -Mam wam coś do przekazania - powiedziała, próbując zwrócić na siebie uwagę. - Costalia wyruszy na wojnę.


  • Elarid

    Jak to już wcześniej narrator ładnie opisał, Sułtan właśnie wchodził do pałacu. Zebranych w sali narad przywitał lekkim skinieniem głowy, patrząc każdemu w oczy przez krótką chwilę.
    - Nim przejdę do palących kwestii, chcę najpierw wiedzieć, czy wydarzyło się coś ciekawego od naszego ostatniego posiedzenia.
    //Post na otwarcie, bo chcę poznać swoich doradców. Zwłaszcza wezyra. Później przejdę już do konkretów.//


  • Mistrz Gry

    Wielki Wódz Vilhajajmur "Bestia"
    Drzwi do sali otworzyły się, a zimne powietrze zatrzęsło ogniem w paleniskach. Do sali zaczęli schodzić się twoi doradcy, na których widok niewolnice ukradkiem wycofały się wgłąb pałacu. Czterech ich było, jeden brzydszy od drugiego. Na czele szedł Wielki Szaman Frahtus Astrolog, nazwany tak ponieważ potrafi wyczytać przyszłość z gwiazd. Zawsze przygarbiony, chowający swoje paskudne oblicze i połamane rogi pod brudnym kapturem i wspierający się na lasce udekorowanej dziesiątkami medalików i fetyszy. Dalej szedł Todrunk Czarny Młot, byk dorównujący ci wielkością mięśni i rogów, z futrem w kolorze słomy. Nie był jednak dla ciebie zagrożeniem, wszak to twój brat krwi, z którym splądrowałeś dziesiątki wiosek. Tylko jemu ufasz wystarczająco, by powierzyć mu w opiekę twoje armie. Tuż za nim człapał nie kto inny jak sam Makkafi Wielorybojebca. Jego tytuł mówił o nim w zasadzie wszystko co powinieneś wiedzieć. Był raczej gruby jak na standardy plemienne, ale jego rogi był wyjątkowo długie i na dodatek wyróżniał się niebywałym sprytem. Nikt na Kurdilianie nie zna się na finansach tak jak on. Uznałeś że lepiej trzymać go blisko niż daleko. Ostatni do sali wszedł Istgatr Śnieżny Demon. Nie wiesz czy to przez jego nienaturalne blizny których nie mogło zadać śmiertelne stworzenie rozpostarte na jego idealnie białym futrze, czy przez jego mroczny intelekt i postawę osoby która wie o wiele więcej niż przeciętny śmiertelnik, ale jego obecność zawsze wzbudzała w tobie niepokój. W twojej radzie piastuje on stanowisko szpiegmistrza, oraz kanclerza od czasu gdy poprzedniego spaliłeś na stosie za dobieranie się do twoich niewolnic.
    Drzwi zamknęły się za nim, a Frahtus i podniósł nieco głowę, odsłaniając kawałek swojej zdeformowanej twarzy i zapytał złowrogim głosem.
    - Wzywałeś, o najpotężniejszy?

    Doża Atlas III d’Anconia
    - Gdyby chodziło o jakąś kolonię na zachodzie czy zdobycz wojenną, może i udałoby się coś ugrać, ale mówimy tu o terenach które należą do nich od tysiącleci. - skomentowała twój pomysł Hanao. - Szanse na to że się zgodzą są minimalne.
    - No własnie, nie lepiej stworzyć coś nowego, coś własnego? - zapytała Saledina - Wiele wysp jest wciąż dziewiczych, tak na Archipelagu Krwawiącego Oka, jak i na Łzach. Lepiej je zająć zanim ktoś inny się o nie upomni.
    - I wejść między wódkę a zakąskę Dól Vederath i Wyspom Wampirzym? Wyborny pomysł doprawdy. - odparł Skillet, raczej sarkastycznie. - Powinniśmy w pierwszej kolejności ulepszyć handel, żeby surowce zaczęły spływać w jakiś konkretnych ilościach.
    Emreis nie odezwał się, po cichu analizując rozmowę.

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    W sali zapanowało chwilowe poruszenie. Wszyscy, za wyjątkiem odurzonego narkotykiem Essy, spojrzeli najpierw po sobie, a potem na ciebie. Nawet Mirligiano i Recuzo przerwali swój pojedynek na gniewne spojrzenia by zwrócić je w twoim kierunku. A można w nich było dostrzec coś poza zainteresowaniem; żądzę krwi. Pierwszy odezwał się Lucius, uprzednio odkładając sztućce, poprawiając kołnierz oraz okulary.
    - A z kim, droga Arcyksiężno?

    Sułtan Qalawun al-Mukhif
    Przy stole zasiadała czwórka osób, tajemniczych jak ziemie które ich wydały. W centrum siedział wezyr Raffaj, wysoki smukły człowiek ubrany w czarne szaty, z wyglądu łudząco przypominał kobrę. Spełniał on obowiązki kanclerza, oraz odpowiadał za badanie pustyni. Dalej siedział Kali al-Ibidi, twój generał. To stary i doświadczony żołnierz, urodzony w namiocie po środku niczego, do wszystkiego doszedł samemu, tylko dzięki sprytowi i sile mięśni. Obok swoje miejsce miał Absul Zuniadd, młody przedstawiciel jednego z bardziej wpływowych rodów Neroshary. Nim objął funkcje twojego skarbnika, zwiedził on kawał świata, a sztuki handlu uczył się od samego Emreisa von Emhyra. Niemal nie zauważyłeś Elif Turkiid, twojej szpiegmistrzyni. Miałeś do niej mieszane uczucia, głównie dlatego że nie była człowiekiem, tylko wampirem i do tego kobietą. Zawsze ubrana w ciemne szaty które odsłaniały jedynie oczy i dłonie. To ona odpowiedziała na twoje pytanie.
    - Wygląda na to że sułtan Akeshary postanowił zainwestować w badanie jego części pustyni. Mamy doniesienia o wielu poszukiwaczach przygód i archeologach, przybywających do Wustengradu na jego prośbę.


  • Elarid

    - Nic dziwnego, te tereny, podobnie jak nasze, muszą skrywać wspaniałe skarby. Pomyślcie tylko o zagrzebanych w piasku piramidach, pałacach i świątyniach… Oraz o sekretach i skarbach, które będą skrywać. Dlatego badanie pustyni musi być dla nas priorytetem, zajmą się tym Szakale, ci awanturnicy sprofanowaliby każdy grób i ściągnęli na siebie każdą starożytną klątwę, jeśli miałoby im to przynieść zyski. Masz co do tego jakieś uwagi, mój wezyrze?
    //A gdzie papuga wezyra?//


  • Mistrz Gry

    - Jedynie tyle, że osobiście chciałbym poprowadzić przebiegiem prac.- odpowiedział niskim, bardzo męskim głosem. W tym momencie przez otwartą okiennicę wleciała papuga o czerwonych skrzydłach i białym łbie i usiadła na ramieniu wezyra. - Chcę mieć pewność że nie dojdzie do żadnej… Samowolki.


  • Wiek Pary

    Mah’siatel zebrał swoich doradców, lud całego plemienia i posłańców obwieszczając im że ma do ogłoszenia wielka wiadomość. Okryty mrokiem nocy rozświetlonej ogniskami przy, których współplemieńcy żywiołowo rozmawiali stanął na podwyższenie, czekając aż wszyscy go zobaczą. Głosy cichły do szmerów szeptu, aż umilkły całkowicie. Młody wódz cierpliwie zaczekał na ta ciszę, a nawet odrobinę ją przeciągnął by wzbudzić w widzach uczcicie ciekawości i podnieść napięcie. Powoli podnosząc głos zaczął swą przemowę. - Ludu Stagalionu od zawsze byliśmy skromnym narodem, pragnęliśmy jedynie pokoju i niezawisłości. Nawet gdy inne elfy uciekły od naszych stwórców w pogoni za “zyskiem”. - Podkreślając te słowo wyrazem obrzydzeniem i pogardy. - My zostaliśmy wierni naszym tradycjom, albowiem jedynie stateczność i pokora jest drogą Elfa. Jednakże nasze bagna nie pozostaną nieskażone na zawsze, na niebo wystąpiły barwne zorze nieznane dotąd na tych ziemiach, wieszczowie są zgodnie nadchodzi Sha’alea, czas zmian. I my musimy do tych zmian urosnąć, albowiem tak jak w naturze, to co nie dostosowuje się nie może przetrwać. Tak jak przystosowaliśmy się do bagien nie porzucając ideałów, tak i będziemy gotowi na Sha’alea nie porzuciwszy naszych ideałów. Niech wieszczowie rozniosą wieść po całych bagnach. - Uniósł rękę podnosząc głos praktycznie do krzyku. - Nadchodzi Sha’alea, a my nie zamierzamy stać obojętnie!-



  • //Sorki, pomysł o wykupie prowincji opierał się głównie o Maksa, który miał przedstawiać stronę młodszego pokolenia, więc dałoby się go przekonać. Ale niestety spierdolił, więc zaprzestaję i poczekam, aż Bulwa coś podbije i od niego wykupię.

    - Dziękuję moja droga - uśmiechnąłem się. - Dokładnie o to mi chodziło. Jak już wcześniej powiedziałem, zarówno konkwistadorzy jak i okręty są już gotowe, aby wyruszyć.Myślałem o wysłaniu czterech ekspedycji; na Saidę, Ochilysse, Samtrę i Indasię (4 najbliższe białe), aby ocenić, która może dać nam największy przychód. Zakupiłbym dodatkowo siedem Pians do ochrony już istniejących Brygów, ale to już mniej interesujące szczegóły. Ważniejszym jest, iż to właśnie ekspansja przyniesie nam tak chciany przez Ciebie, mój przyjacielu, rozwój handlu. Nowe egzotyczne towary, zwierzęta, niewolnicy!
    Dodatkowo, pomysł włączenia się do tańca wraz z naszymi przyjaciółmi ze wschodu nie jest taki zły. Jak wcześniej wspomniałem, warto byłoby wysłuchać obu stron, lecz osobiście uważam, że bliższe naszym sercom (i kiesom!) byłoby Dól Vederath. Taki sojusznik z pewnością pomógłby naszym interesom na wyspach, a i łatwiej zdesdabilizować drugą stronę. Wystarczy znaleźć jednego z bękartów, a wiadomo, że jest ich tylu, że wystarczy rzucić kamieniem i w jakiegoś się trafi, lekko go wypromować i już Wampiry mają drugi front, nasz Samozwaniec armię, na którą nie wydamy nawet złamanego miedziaka, a i mnogość szumowin i reszty tałatajstwa zniknie z naszych ulic zachęcona łupami.
    Ale to plany na przyszłość, uważam, że już teraz możemy wysłać pierwsze ekspedycje, a większość funduszy przeznaczyć na zwiększenie wydobycia surowców.


  • Mistrz Gry

    Wielki wódz Mah’siatel
    Tłum krzyknął razem z tobą, poderwany przez inspirującą przemowę. Jednak twoje oczy dostrzegły kilku nieprzekonanych, grupę dyletantów których okrzyki pełne pasji nie przekonają do zmian.
    - A czymże ma być ta Sha’alea? - zapytała pewna kobieta z serca tłumu, a wszystkie oczy obróciły się ku niej. Jej wiek to dla ciebie zagadka, choć raczej nie ma więcej niż 700 lat. Ma na sobie szaty szamanki, skromne i użyteczne.
    - Jeśli nie mamy stać, tam gdzie staliśmy od tysiąc leci, to gdzie pójdziemy? Do miast ze stali i ognia? Ku słonej wodzie i kamiennym lasom?

    Doża Atlas III d’Anconia
    - Niewolnictwo jest tu nielegalne. - rzucił cicho wampir, popijając wino(?) z kielicha którego wcześniej nie zauważyłeś.
    - Koncepcja wydane się solidna, choć otwarty konflikt to zbyt duże ryzyko. - mówiła syrena. - Irytowanie sąsiadów dla zysku to jedno, ale nikt nie chce się wdawać w konflikt. Lepiej poprzestać na cichym wspieraniu jednej ze stron, tak aby nasz udział pozostał niezauważony.
    - A gdzie popłynie nasza pierwsza ekspedycja? - spytała elfka. - Skoro chcemy angażować się w konflikt na archipelagu, nawet niejawnie, dobrze zająć tam przyczółek. Najefektywniej będzie kolonizować dwie wyspy na raz.


  • Wiek Pary

    - Tak jak lasy dają nam życie, tak i my musimy dawać życie nowym lasom, rozpoczniemy wielki rozrost a tych którzy odeszli od pradawnych bogów zaczniemy nauczać właściwej drogi.



  • - Wszystko może się jeszcze zmienić - uśmiechnąłem się. - Słyszałem, że jasyr to całkiem dochodowy biznes.
    - Ciche wspieranie i agitacja. A Samozwaniec zanim wyruszy błąkać się będzie po wielu państewkach szukając wsparcia. Tak, jak kilku już czyni. Dodatkowo nie Miracja go wesprze, a podstawiony słup.
    Co do wysp myślałem o Saidei i Indasii. Pierwsza, ze względu na to, iż jest najbliższa, druga jest dalej od konfliktu, a i jej wielkość wygląda na o wiele bardziej obiecującą.
    Dodatkowo moglibyśmy zgłosić się do elfów w sprawie sąsiadujących z nami Złych Ziem. Zapewne będzie zależeć im na ich podbiciu, a my nie będziemy mieć z nich żadnych rozsądnych korzyści jeśli byśmy je zdobyli, więc może na drodze dyplomacji uda nam się odsprzedać prawa do nich, aby w jakikolwiek sposób zarobić. Nie odmawia się, kiedy pieniądz woła, nawet w tak błachej sprawie.



  • Nadherszt Srevl Białolicy
    Srevl to syn poprzedniego Nadherszta Skabili. Z pośród pięciu innych dzieci, Srevl przeżył jedyny. Kiedy zaczął wchodzić w dorosłość, jego ojczyste państwo przestało go już tak zachwycać. Znał bardzo dobrze szczurzą społeczność, wiedział o ich zachowaniach i róznych tradycjach. Pragnął czegoś nowego, świeżego. I wtedy właśnie rozpoczęło się jego zainteresowanie innymi państwami Onaliah. Najpierw byli to jego sąsiedzi, z czasem jednak to zaciekawienie przeistaczało się w pasję, a obecnie jest to już prawie uzależnienie, czy inna choroba. Kiedy Srevl wszedł już w dorosłość, jego ojciec zafundował mu podróż po wszystkich krajach Onaliah. Niestety, wycieczka nie doszła do końca, bowiem ojciec Srevla w tym czasie zmarł ze starości, przed śmiercią jeszcze oddając głos na swego syna. Większość Szczurlamentu poparła tę kandydaturę i tak oto Białolicy był zmuszony do powrotu do swojego kraju. Przez lata jego wolny czas zajmowało zarządzanie państwem, jednak niedawno zrobiło się jakoś spokojniej i szczur chciał sprowadzić kulturę Onaliah do siebie, poczynając od tej chyba najpowszechniejszej, czyli ludzkiej. Swój przydomek zawdzięcza sobie temu, że cała jego głowa pokryta jest białą sierścią, mimo że w jego rodzinie od dawna nie było nikogo z podobnym umaszczeniem. Reszta ciała jest czarna. W dodatku Nadherszt jest wyjątkowo niski jak na Skavena, w wyprostowaniu liczy sobie zaledwie 150 centymetrów!

    ***

    Mania Srevla na punkcie obcych kultur zaczyna powoli zmierzać na niezbyt dobre tory. Dzisiaj na spotkanie Trójkątnego Stołu przyszedł ubrany tak, jak wyobraża sobie ludzi. Ciasno zawiązana, dusząca wręcz muszka, frak o który potykał się niemalże co krok. Byłyby też jakieś buty, niestety, pazury i niezbyt ludzki kształt nóg uniemożliwiły mu dostąpienie tego zaszczytu. Jednak nawet wtedy godność, wyższość, czy inne podobne poczucia swojej godności nie schodziły z jego pyska, nawet kiedy wywrócił się jak długi w połowie swojej drogi. Tak, w jego głowie pewnie musiał wyglądać niezwykle dostojnie i elegancko, czyli tak jak widzi niemalże wszystkie pozostałe rasy Onaliah. Szkoda jednak, że prawdopodobnie w oczach innych wygląda jak wariat. Po dosyć długim i koślawym marszu, Srevl w końcu dotarł szczęśliwie na swoje miejsce, nie wybijając sobie przy tym zębów, tym samym rozpoczynając obrady. Po zajęciu miejsca, od razu przeszedł do konkretów.
    - Panowie bracia!, nie zamierzam przeciągać i od razu zapytam się Was o najważniejszą moim zdaniem rzecz, jaką poruszymy na dzisiejszym zebraniu. Ostatnio po głowie chodzi mi jedna, może ryzykowna, myśl. Może w końcu czas zacząć badać ziemie leżące na zachód od nas i dokończyć naszą wojnę z tymi podrzędnymi Skavenami? Weźmiemy sojusz, pakt o nieagresji, czy inne rozejmy z południowymi sąsiadami i skupimy się na eksploracji zachodu. Co Wy na to, Panowie Bracia? - Na szczęście Srevl nie próbował jeszcze naśladować mowy innych ras, jednak krążą plotki, że zakupił sobie książkę do nauki języka ludzkiego…


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Ah, jak to dobrze jest czasami się popluskać w wodzie… pomyślała Edaria, Boska Renegatka, władczyni syren, siedząc w wannie w pustej i suchej komnacie. Nie żałowała tego, a nawet polubiła. Nie wiedziała jak to jest odbierać wodę w ten inny sposób, nigdy nie była w jakichś basenach. Odświeżające doświadczenie, w sam raz aby się zrelaksować w takie dni jak ten. Co prawda w pomieszczeniu panowała wielka wilgoć, ale jej to nie przeszkadzało. Samo to pomieszczenie było jednym z jej wymysłów. Ciekawiła ją ta odmienność powierzchniowców, wszak ich style życia tak bardzo się różnią. Wiedziała też, że była jedną z niewielu Boskich Renegatek, które tak ochoczo rozmawiały z tymi chłopami nad nimi. Skoro oboje czczą to samo bóstwo, to czemu mają być gorsi?
       Wypoczynek przerwało jednak pukanie do drzwi. Otworzyła je syrenia służka, nie wchodząc do środka, wolała pozostać w tej ścianie wody, jaka nagle wychynęła zza drzwi, nie wlewając się do środka. Uwielbiała swoją magię i jej potęgę, mogła dzięki temu bez strachu czynić podobne rzeczy.
       – Córki Boskiej oczekują już przy kaplicy. Powiem, że ich matka za chwilę do nich dołączy – powiedziała i zamknęła drzwi, jakby to była norma. No, w zasadzie była…
      Pora więc przełożyć relaks na kiedy indziej, obowiązki znów ją dosięgły. Wyszła z wanny, a potem na korytarz, znów zyskując swój ogon. Płynęła przez podwodne korytarze swojego ukochanego pałacu. To piękno, to bogactwo, ten przepych… kochała to. Niewątpliwie dotarła do okrągłego stołu jako ostatnia. Teraz tylko wysłuchać ewentualnego narzekania i można zaczynać. Zajęła swoje miejsce.


  • Elarid

    //Gulasz, ale Ty żeś mnie zaimponował w tej chwili.//
    - Cieszę się, że mogę powierzyć to komuś kompetentnemu… A teraz kolejna ważna kwestia: W naszym kraju Volstein i Kardelian mają równe wpływy wśród wiernych, a nam pozostaje się określić, które bóstwo uważamy za dominujące. Jednak nie sądzę, aby trzeba było się z tym śpieszyć, możemy zaczekać miesiąc lub dwa, teraz za to chciałbym poznać Wasze opinie na ten temat.


  • Przełom [PBF] Prolog

    //Czy jestem leniwą bulwą, że praktycznie skopiowałem? Być może.//

    Someniscaria Artelnowis
    Wiesz, może i jest młoda, ale jestem z naszej Somi nie tylko dumny, ja ją podziwiam
    Jokit Artelnowis w rozmowie z żoną po przekazaniu korony

    Gdy jest się długowiecznym jak elf, a na barkach dźwiga się odpowiedzialność jak imperator, to nic dziwnego, że trudno wytrzymać na tronie całe życie. Abdykacje są więc wśród elfów dość powszechne. Poprzedni Ojciec Lasu, Yowit Artelnowis, nie był tu wyjątkiem. Gdy jednak chciał przekazać koronę najstarszej córce, Cassarivani Alternovis, ta stanowczo odmówiła, mówiąc, że jej przyszłością będzie magia natury, w której wkrótce ma szansę osiągnąć mistrzostwo. W ten sposób korona przypadła młodszej córce, w wieku studenckim, Someniscarii. Trzy lata temu, gdy Yowit zstępował z tronu by zająć zaszczytne miejsce pierwszego doradcy bał się, że dziewczyna nie podoła tak wielkiej odpowiedzialności. Ten czas wystarczył, by gruntownie zmieniła jego nastawienie - jej skupienie, spokój i rozsądek zrobił na nim ogromne wrażenie

    To, że jestem na raz matką i dziewicą to pryszcz. Większym osiąnięciem jest fakt że jestem studentką i dziewicą.
    Aktualna Matka Lasu Someniscaria Artelnowis w rozmowie z siostrą

    Gdy Someniscaria przejmowała tron wiodła barwne życie studentki sztuki na uniwersytecie w stolicy, pozostając nierozpoznaną pod zmienionym nazwiskiem Fistia Wetrioweria. Choć wymagało to ogromnego wysiłku, po pierwszym półroczu panowania wróciła do studiów i bogatego życia towarzyskiego akademika. Bardzo niewielu wie o tym, że Matka Lasu ma tak dobre informacje o środowisku akademickim, bo zna je od podszewki i jest jego aktywną członkinią
    Młoda władczyni przez swe niezbyt długie panowanie dała się poznać jako charyzmatyczna, rozsądna władczyni, mądra, inteligentna i dosyć sprawiedliwa. Nie jest to co prawda umysł ścisły ani wyjątkowo sprawna fizycznie wojowniczka, a przemoc ją brzydzi, ale nie to jest chyba najważniejsze w rządzeniu państwem. Someniscaria jest za to wrażliwą artystką i świetną mówczynią, a jej serdeczny i nieszczególnie podniosły sposób bycia szybko zjednuje jej do siebie ludzi. Mimo pewnego sentymentalizmu i romantycznej wrażliwości jest odważna, pewa siebie, rozsądna, a gdy nie ma wyboru uparta
    image

    Sominescaria nie lubiła olbrzymiej sali tronowej swego pałacu, nigdy nie potrafiła poczuć się tam pewnie, mając nieustanne wrażenie że na tronie wygląda przez kontrast dziecinnie i niepoważnie. Kiedy więc nie przyjmowała oficjalnych gości wolała raczej rozwiązywać problemy państwa ze swojego gabinetu, znacznie mniejszego, nie tak ozdobnego i praktyczniejsze go pomieszczenia w głębi pałacu. Tego wieczoru również w nim siedziała, wprowadzając poprawki do swoich notatek dotyczących tego, co chce powiedzieć swoim doradcom, których zaprosiła na obrady. Pierwsza zaproszona grupa to oczywiście jej ojciec pełniący rolę jej pierwszego doradcy i prawej ręki oraz skarbnik, powinni już właściwie tu przybyć. Oby się nie spóźnili, bo zaledwie za godzinę na audiencję umówieni byli arcymag, arcyrektor i arcykapłan, potem po kolejnej półgodzinie jej dowódca wojsk a po kolejnych piętnastu minutach szpiegmistrz. Harmonogram wieczoru był więc napięty, a wszelkie opóźnienia mogły go przeciążyć, młoda elfka czekała więc na swych rozmówców, z niecierpliwością stukając palcami o blat biurka.


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    - Tutaj, panie Verezzo, zaczyna się dyskusja - odpowiedziała. - Vasau to pierwsza opcja, która nas interesuje, raczej z oczywistych powodów. Jednakże tutaj poczekałabym jeszcze trochę czasu, by polepszyć naszą armię. Zwłaszcza, że udało się zakupić proch od Skavenów, przez co niedługo zobaczymy na polu walki również i ten wynalazek. Zupełnie inną opcją jest Wolania - kontynuowała. - Zajmując tamte tereny możemy utworzyć nowe, korzystniejsze dla nas szlaki handlowe, a na dodatek będziemy trzymali wojnę wystarczająco od nas daleko, by nie przeszkadzało to naszym przyszłym gościom.



  • - Wojna, ot co. Usiądźcie. - Polecił ruszając przy tym ręką w odpowiednim geście. - Istgatr, powiedz mi, z jakimi renegatami aktualnie sąsiadujemy. Kogo musimy zaatakować, a kogo wystarczy zastraszyć by dołączył. - Dał polecenie białemu. Niepokój nie oznacza strach, dalej był jego poddanym i przy okazji towarzyszem. - Z tobą Todrunku będę musiał przedyskutować taktykę na walkę z tymi, których będziemy musieli zlikwidować. - Ogłosił dopijając krasnoludzki sikacz. - Wielki Szamanie, do ciebie mam inną prośbę. Jesteś za równo Kiromantą, jak i kapłanem naszego boga, przynajmniej z tego co wiem. Jest to prawdą? - Upewnił się, choć znał odpowiedź.


  • Mistrz Gry

    Wielki wódz Mah’siatel
    - A więc chcesz wodzu byśmy ruszyli na świętą wojnę? Przeciwko tym który odwrócili się od drzew?
    zapytała, jednak odpowiedzi udzieliła sobie sama. - Tak, to najwyższa pora byśmy ukarali niewiernych którzy porzucili święte lasy i uciekli na wzgórza jak szczury czy karły!
    - Na pohybel Devioncel! - krzyknął jakiś mężczyzna z tłumu, a ludzie zaczęli skandować razem z nim.

    Doża Atlas III d’Anconia
    - Złych ziem? - zapytał skonfundowany Skarikk. - Ach, zapewne chodzi ci Dziki Las na północy. Nie są to Złe Ziemie, po prostu niebezpieczne. Żyje na nich szalona driada Nyrisa która ogłosiła się “Świętą Imperatorką” tego regionu. Nie stanowi dla nas zagrożenia, ale rozsądnie będzie się jej pozbyć.
    - A więc postanowione? Saida i Indasia, na dobry początek. - upewniła się Quendolain. - Jak tylko tu skończymy narady od razu się za to zabiorę, choć… czy Ochilysse nie będzie bezpieczniejszym wyborem. - wskazała na mapę świata wiszącą na ścianie. - Ochilysse jest na uboczu, a Saida wygląda jak kawałek dobrego mięsa leżącego między dwoma wściekłymi psami.

    Nadherszt Srevl Białolicy
    Czterech twoich doradców było, więc mieli zdecydowaną przewagę liczebną. Przyherszt Wojskowy Waskit siedział z twojej lewej, był wysoki, umięśniony i czarny jak proch. Zawsze w karmazynowej zbroi, która pomimo nieco chaotycznego wyglądu była bardzo skuteczna. Dalej miejsce zajmował Przyherszt Naukowy Skola, druga po tobie najważniejsza osoba w państwie. Rektor Politechniki Skavilskiej, oraz wielki naukowiec, zawsze ubrany był w odzież ochronną i charakterystyczne gogle ochronne o zielonej barwie. Z lego lewej zasiadał Przyherszt Pieniężny Rewlis. Smukły, wysoki szczuroczłek z futrem w kolorze srebra. Jego klan kontroluje liczne kopalnie metali szlachetnych na północy, przez co sztuki handlu nauczył się zanim zaczął korzystać z toalety. Z twojej prawej natomiast siedział Przyherszt Dyplomatyczny Skalar. Z wyglądu szczególnie się nie wyróżniał, przeciętny wzrost, bure futro; wygląd człowieka o którym łatwo zapomnieć. Był to celowy zabieg, ponieważ zajmował się on nie tylko sprawami jawnymi, ale i ukrytymi, służąc ci tak za kanclerza, jak i szpiegmistrza. On pierwszy zareagował na twój pomysł.
    - Och tak, to zdecydowanie najwyższa pora odzyskać zapomniane skarby Skavenhalli. Jestem pewien że nikt w Szczurlamenice nie będzie oponował, mój panie.

    //Ludzki jest językiem uniwersalnym, ponieważ jest najprymitywniejszy i łatwy do wymówienia przez wszystkie rasy. Domyślnie znają go wszyscy władcy.

    Boska Renegatka Edaria
    Na miejscu były już twoje córki i nie tylko te które wchodziły w skład rady. Na balkonach widokowych dostrzegałaś pozostałe księżniczki które obejmowały jakieś ważne stanowiska jak na przykład Nadinspektor Fenlię B. Isendalion, szefową twoich służb bezpieczeństwa.
    Przy stole natomiast “siedziały” cztery twoje starsze córki. Najstarszą była Aglintia Blodiloris, generał twoich wojsk. Ponura, prostolinijna, ze złocistymi łuskami i czarnymi włosami ściętymi na krótko. Ostatni raz bez zbroi widziałaś ją w jej 16 urodziny, zanim zaciągnęła się do wojska. Dalej siedziała Sesteria Dukalos, twoja skarbniczka o włosach w kolorze wodorostów i pasujących do nań łusek. Jak była dzieckiem zdecydowanie za dużo czasu spędzała buszując wśród monet w imperialnym skarbcu i miłość do pieniądza najwyraźniej jej została. Tuż obok zasiadała Malecia Seltinios. Przypominała ci siebie za młodu. Nie tylko dlatego że zdecydowanie wdała się w ciebie pod względem wyglądu, ale i charakteru. Była opanowana, miła i zafascynowana życiem na powierzchni. Kto wie, może jak przyjdzie co do czego to właśnie ją wytypujesz na swoją następczynie? Do tego czasu, zasiada ona w radzie jako kanclerz.
    Po twojej lewej natomiast swoje miejsce miała Chrysilda Olasris. Różniła się od innych twoich córek, ponieważ była Głębinową. Nigdy ci to jednak nie przeszkadzało, wszak zawsze kochałaś wszystkie swoje córki i mimo pomrukiwań innych twoich córek mianowałaś ją swoją szpiegmistrzynią, by jej naturalne talenty mogły się przydać wyższej sprawie.
    Wszystkie ukłoniły się gdy tylko wpłynęłaś do sali i z zaciekawieniem czekały na to co im powiesz.

    Sułtan Qalawun al-Mukhif
    - Strata czasu, mój panie. - odpowiedział ci Raffaj. - Niech prości ludzie budują sobie kościoły i kaplice gdzie chcą i kogo chcą. Korona powinna zostawić sprawy boskie bogom.
    - Bredzisz wezyrze. - stwierdził Kali. - Królowie są królami z bożej łaski i powinni oddawać im za to cześć. Jako człowiek miecza wznoszę swe modlitwy ku Kardelianowi, by ten prowadził mój miecz w serca bezbożników, i tobie mój sułtanie zalecam to samo.
    - Ha, jakież to głupie. - parsknął Zuniadd. - Machań prosto bułatem potrafi byle żebrak którego się do tego przyuczy. Spryt natomiast nie tak łatwo zyskać. Wiedza nie równa się intelektowi, mój panie. To pierwsze możesz zyskać dzięki księgą, to drugie dzięki błogosławieństwu. Błogosławieństwu Vosteina.
    - Sugerujesz że nasz sułtan jest głupi?
    - Sugeruje że dodatkowa wiedza bardzej mu się przyda, bo od dźgania kijami pustynnych skorpionów ma takich dzikusów jak ty!
    - Odszczekaj to!
    Zaczęli się kłócić, nie pierwszy nie ostatni raz. Podczas kiedy wezyr próbował ich uspokoić, dostrzegłeś znużenie w oczach Elif. Jako wampir powinna oponować za Volsteinem, jednak zdawała się nie być do tego zupełnie przekonana.

    Matka Lasu Someniscaria Artelnowis
    Nie byłaś w stanie rozróżnić kroków, gdyż przyszyli tłumem. Pierwszy wszedł twój ojciec, który powitał cię ciepłym uśmiechem. Zaraz za nim szła arcykapłanka Lyshelia Faminne, kobieta tyle piękna, co tajemnicza. Zawsze nosiła kaptur dokładnie zasłaniający jej twarz. Dalej byli bracia bliźniacy Fealan i Usthan Q’lithum, pierwszy był twoim marszałkiem, drugi zarządcą. Role kanclerza przejął twój ojciec. Niestety nie wszyscy mogli się zjawić, twój mistrz szpiegów był na tajnej misji u jednego z twoich sąsiadów, a arcymag i rektor zajmowali się jakąś niecierpiącą zwłoki sprawą na uniwersytecie. Wszyscy już przy wejściu ukłonili ci się nisko i zasiedli na swoich miejscach, czekając na to co masz im do powiedzenia.

    Arcyksiężna Sly Lumisiano
    - Nareszcie! - rzuciła Recuzo. - Już sama miałam proponować byśmy kupili proch, ile można strzelać ze skorpionów!
    - Wolania brzmi obiecująco, ale jest pewien problem. - zauważyła Lessalina. Nie wiem czy zauważyłaś moja droga, ale nie mamy z nimi granicy lądowej. Co nam po szlakach handlowych skoro i tak będziemy musieli je spławiać Aurorą, którą kontroluje Dedosan? Nie mówiąc już o problemach jakie mogą i będą nam sprawiać Krokanie.
    - Tja, to już chyba najlepiej nakopać Vasau. - rzucił Mirligiano. - Należy się głupim kundlom. Ot tak, za wszystko!

    Wielki Wódz Vilhajajmur "Bestia"
    - Nie ma tam nikogo kogo imię jest coś warte, mój panie. - odpowiedział ponurym, nieco ironicznym głosem. - Wystarczy że wyrżniemy plemię Brudnokopytnych, o tu, na wybrzeżu. - wskazał na mapę. - Jakiś tysiąc, może dwa wojowników. Drugie tyle kobiet i dzieci. Jeśli zetniemy wszystkich, pozostałym plemionom w okolicy zmiękną kolana.
    - Och tak, tak jestem mój panie. - rzekł ochrypłym i obleśnym głosem. - Czego ci potrzeba?


  • Wiek Pary

    Mah’siatel poczekał aż tłum ucuchnie, wdzieranie się w słowa w tym momencie byłoby bezcelowe. - Drzewa rosną powoli i dlatego rosną takie wielkie, cierpliwość jest kluczem do zwycięstwa. Wojna to nie jedyna droga do lepszego jutra dlatego bądzcie cierpliwi. Najpierw pomóżmy w inny sposób urosnąć w wierze, naszym braciom. - Po chwili ciszy wskazał na kobietę - A co do ciebie, masz pasję potrzebuje takich ludzi, chciałbym porozmawiać z tobą później na osobności. -



  • - Rozsądnie byłoby się Jej pozbyć. Rozsądniej - nie naszymi rękoma. Najrozsądniej - gdybyśmy jeszcze na tym zarobili.

    - Tak, masz rację- zwróciłem się do elfki. Ochilysse zamiast Saide… co byśmy bez Ciebie zrobili - skinąłem lekko głową.
    - Jestem pewien, że decyzja o ekspansji to najlepsza, którą możemy podjąć. A im więcej wyślemy na początek, tym szybciej na niej zarobimy. Może bylibyście zainteresowani wspomożeniem ekspedycji swoimi prywatnymi flotyllami?

    - Chciałbym poinformować Was (a bardziej pochwalić się) jeszcze o lukracyjnej umowie, którą podpisałem z naszym zachodnim sąsiadem na okres pięciu miesięcy. Czysty zarobek wynosi 20%. Uważam, że mogą stać się naszym cennym sojusznikiem w przyszłości.
    A skoro o sąsiadach mowa, mielibyście jakieś uwagi? Pewnym jest, iż zwiększenie naszej obrony będzie na korzyść nam wszystkim, a nawet jeśli nie ma żadnego zagrożenia z zewnątrz, przełoży się to na bezpieczeństwo wewnętrzne, lecz nie jest to najpilniejsza sprawa. Dlatego na początek przeznaczyłbym niewielką kwotę na wspomożenie milicji obywatelskiej.

    - A także czy Wy chcielibyście poruszyć jakieś kwestie?



  • // To uznajmy że tego nie było :v //
    Nadherszt Srevl Białolicy
    - Rad jestem słysząc Twe słowa Skalarze. A co o tym pomyśle sądzi reszta? Najbardziej interesuje mnie Twoje zdanie, Waskicie, wszak Ty z nas wszystkich najlepiej znasz się na sprawach dotyczących wojskowości. - Dodał, podpierając swoją głowę na splecionych rękach, ustawionych wcześniej na stole. Podpatrzył jak robią to inni i jak przy tym świetnie i mądrze wyglądają! Oprócz tego chciałby przedyskutować rzecz badań, jednak nie jest jeszcze pewien czy porozmawiać o tym ze Skolą na osobności, czy tutaj…



  • - Więc wyrżniemy wszystkich, a kobiety i dzieci poślemy do pracy w kamieniołomach. - Uśmiechnął się okrutnie brzęcząc kielichem. - Wielki Szamanie, od dziś będziesz miał zaszczyt uczyć mnie za równo sztuki kapłańskiej, jak i magicznej. Doszedłem do poziomu, w którym dalsze szkolenie w walce będzie trudniejsze i musi poczekać, a bycie wszechstronnym zawsze zatrważało przeciwników. - Wygłosił, jakby robił szamanowi przysługę, a nie nakładał na niego obowiązek. - Co mówi niebo? - Spytał sugerując, że chodzi o wróżby.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Boska Renegatka Edaria
      Tak, kochała je wszystkie i pokocha każdą następną. Miłości nigdy za wiele! No, chyba że jesteś ryboludziem, tym to kij w oko.
       – Jak się ma sprawa z wojną, moja droga Aglintio? A ty, droga Chrysildo, wypatrzyłaś jakichś ryboludzi gdzieś niedaleko? Albo twoi ludzie? I właściwie, moje drogie córeczki, macie jakieś sugestie, a propos szybkiego zakończenia tego śmiesznego buntu? – Tu już wyraźnie spojrzała po wszytskich.


  • Elarid

    Sułtan Qalawun al-Mukhif
    Pozwolił im się wyszumieć jeszcze przez chwilę, a potem uniósł dłoń, co zwykle wystarczało, aby przerwali swoje kłótnie.
    - Wystarczy. Wypowiedzieliście się, a ja wezmę zdanie każdego z Was pod uwagę, gdy podejmę decyzję. A Ty, co o tym sądzisz? - zapytał, ostatnie zdanie kierując do swojej szpiegmistrzyni. - Volstein to główne bóstwo Wampirów, prawda? To nie Ty powinnaś mnie najbardziej przekonywać, abym wprowadził Nerosharę w strefę jego wpływów?


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    -Nadal to rozważam - odparła. - Jeżeli jesteście bardziej zainteresowani podbojem Vasau, to i tam możemy skierować nasze wojska. Obecnie jednak jestem skłonna wysłać wojska w celu zdobycia ziem na Lisim Ogonie, oraz przyczółków na wyspach Samtra i Indasia - kontynuowała. - Jak oceniacie ten pomysł?


  • Mistrz Gry

    Wielki wódz Mah’siatel
    Kiwnęła głową, na znak że zrozumiała. Po kilku chwilach tłum się rozszedł wypełniony nienawiścią do wysokich elfów. Znaczy się, większą niż normalnie. Gdy plac nieco opustoszał podeszła do ciebie szamanka. Teraz zauważyłeś że była wyjątkowo urodziwa, a w oczach miała jakąś dzikość której nie miałeś okazji wcześniej ujrzeć.

    Doża Atlas III d’Anconia
    - Interesy z bagniakami mogą być ryzykowne, Atlasie. To bądź co bądź dzikusy. - skomentowała syrena.
    - A ja tam ich lubię. - rzucił Skillet. - Mają fascynującą kulturę która nie zmieniła się niemal od tysiąca lat. W dodatku, ryby szeptają że szykują się na wojnę z Devioncel. Moglibyśmy dzięki temu sporo zyskać, a przez sporo rozumiem działki w górze Katriony.
    - Czekaj moment - wtrąciła się elfka. - ryby szeptają?
    - No tak. Bo wiesz, mieszkamy przy rzece gdzie jest dużo ryb i…
    - Okej, nieważne.

    Saledina uśmiechnęła się ciepło gdy ją pochwaliłeś, ale gdy wspomniałeś o korzystaniu z własnych flot… wypuściła powietrze przez zęby i odwróciła wzrok, von Emhyr zakrztusił się winem, Skarikk zaczął intensywnie drapać się za uchem patrząc się w dół, a Hanao głębiej zanurzyła się w swojej aquasferze. Po chwili skaven rzucił dość ostentacyjnie.
    - Och, to już południe. Na cycki Zadżumionej zupełnie zapomniałem że ma dziś ten, no… występ. Tak! I nie chcę się na niego spóźnić więc może lepiej już pójdę.
    Zdrapał się z krzesła i pędem ruszył ku wyjściu, a pozostali poszli w ślad za nim, rzucając najróżniejsze wymówki aż zostałeś sam w sali.

    Nadherszt Srevl Białolicy
    - Jeśli chodzi po prostu o wysłanie ludzi do przekopywania starych tuneli to nie ma problemu, poślemy niewolników, choć dobrze by było zorganizować jakiś profesjonalistów. - stwierdził i podrapał się z tyłu głowy. - nie jestem przekonany co do tego pomysłu. W końcu Zadżumiona zawaliła te tunele z konkretnego powodu,
    - Chrzanisz Waskit! - zakrzyknął Skola. - Wiesz ile technologii, ile skarbów, ile wiedzy zostało tam zakopane? To nasz obowiązek by je wydobyć, bogowie nie mają tu nic do gadania.
    Generał nie odezwał się, tylko cicho zaklną pod nosem.

    Wielki Wódz Vilhajajmur "Bestia"
    - Och, to dla mnie zaszczy mój panie. Od zawsze widziałem w tobie potencjał, tak. Proszę za mną. - powiedział cicho rechocząc i udał się ku wyjściu. Gdy już wszyscy byliście na zewnątrz rozpostarło się przed wami nocne niebo zasiane gęsto milionem gwiazd - prawdziwe piękno Kurdiliatu.
    - Spójrzcie. - wskazał na jakąś konstelację. - Widzicie? Kosa Balrahima ścięła właśnie drugą z ryb! Za dwie pełnie skrzyżuje się z Krwawiącym Mieczem a to oznacza czas wojny! - naturalnie nie widziałeś tego. Gdybyś widział nie potrzebowałbyś wróżbity. - Jednak strzeż się mój panie, bo gdy miecz odpuści, Kosa wejdzie pod gardło Barana, a wtedy żaden rogacz nie powinien walczyć.

    Boska Renegatka Edaria
    - Wyrżnąć ich wszystkich. - rzuciła chłodno i niepokojąco twoja generał. - Zdecydowane natarcie na wielu frontach, przytłoczymy ich ilością i doświadczeniem i zanim się obejdą będziemy nimi karmić morskie smoki.
    - Jest łatwiejszy sposób. - stwierdziła szpiegmistrzyni. Jej głos był specyficzny, ponieważ zawsze odbijał się echem, a ona sama zawsze sprawiała wrażenie jakby była tu tylko częściowo. - Wystarczy porwać ich wodza Um’bhlgla Om’saltalakalanaha i ściąć go publicznie. Wtedy stracą cały animusz i podbicie ich będzie nad zwyczaj proste.
    - Siostry, przerażacie mnie. - rzuciła Malecia. - Czy musimy być aż tak brutalne? Nie możemy tego rozwiązać w sposób bardziej… cywilizowany?
    - Nie bądź dzieckiem. - skarciła ją Blodiloris - To zwierzęta, a nimi nie da się inaczej.

    Arcyksiężna Sly Lumisiano
    - Dobry pomysł, lepiej szybko zająć tę dżunglę zanim di Dalimori rozciągnie swoje blade łapska aż pod nasze granice. - pochwaliła cię di Flamencio.
    - Ciekawe o czym śnią białe tieflingi… - rzucił Tolini, jakby w półśnie.
    - Pewnie o piekielnych owcach. - odpowiedział mu Verezzo, jako jedyny zajmujący się swoim posiłkiem.

    //%(#ff2600)[Mała prośba, czy możecie dopisywać imiona i tytuły swoich władców tak jak ja to robię? Nieco przyśpieszyłoby to moją pracę. Z góry dziękuje



  • Nadherszt Srevl Białolicy
    Srevl nie przejmował się aż tak bardzo Zadżumioną, nie kiedy to na świecie jest wielu innych równie ciekawych i wspaniałych Bogów co ona! Wkrótce i im poświęci nieco swojej uwagi, pieniędzy i potu niewolników, by wybudować im kapliczki czy coś. Sprowadzanie wielkiego świata do siebie jest takie fascynujące!
    - Proszę o spokój, Panowie Bracia - odrzekł, na wszelki wypadek uspokajając szczury, zanim ktoś jeszcze chciałby włączyć się do dyskusji i bardziej wszystkich podjudzić. - Rozumiem Twoje obawy Waskicie, jednak dopóki nie spróbujemy, nie przekonamy się czy Zadżumiona nie zmieniła swego zdania. Na chwilę obecną wyślemy tam Niewolników i zrekrutujemy trochę armii, gdyby miały się tam czaić jakieś potwory czy inne straszydła. No i brak posiadania tego co mieliśmy niegdyś jest takie uciążliwe… - Odparł i namyślił się chwilę. - Właśnie! Skoro już jesteśmy przy tym co utraciliśmy…Panowie Bracia, nie uważacie że moglibyśmy spróbować odtworzyć to co zostało tam pogrzebane przy pomocy nauki? - Na chwilę na tym poprzestał, i tak sądził że możliwa wrzawa jaka by wybuchła, skutecznie uniemożliwiłaby mu dokończenie wypowiedzi i lepsze przedstawienie swego planu.


  • Elarid

    //Daj odpis następnym razem.//


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Boska Renegatka Edaria
       – Moja droga, naprawdę sądzisz, że porwanie ich wodza będzie takie proste? – spytała się, robiąc krótką pauzę, a potem ciągnęła dalej. – Czego Ci potrzeba? A ty, droga Malecio, musisz zrozumieć, że czasami nie da się cywilizowanie. Oni też mogli w bardziej cywilizowany sposób zareagować na to. Gdyby poszli chociażby jakichś marszów pokojowych, to może nie dyskutowałybyśmy tutaj jak szybo z nimi skończyć. Ba, może nawet teraz byłoby podpisywanie stworzenia ich państwa lennego. Ale sami wybrali taką drogę, wiedza z kim walczą i znają konsekwencje, a do tego sami brutalnie wyrżnęli nasze siostry. Jest takie powiedzenie - oculus pro oculo, dentem pro dente. Skoro oni nie byli jakoś mili, to my nie mamy podstaw by być. A co do wojny i, to pomysł walki na wielu frontach wydaje mi się dobry, ale to później. Obecnie sugeruję atak w jedno miejsce i zwiad w inne, aby wiedzieć ile sił rzucają na obronę i jak liczne będzie ich wojsko na pozostałych ziemiach podczas potyczek. Będziemy wybierać najsłabiej zaludnione regiony, aby odcinać ich od pieniędzy. Zyskamy w ten sposób czas na to, aby porwać wodza. Ewentualnie potem pójdziemy na walkę na wiele frontów, kiedy będą osłabieni i możliwie zmęczeni bieganiem od jednej wyspy do drugiej.


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    -Dobrze. Czyli to postanowione? - Zapytała. - Jeżeli tak, to pora zastanowić się, jakich sił będziemy potrzebowali do realizacji naszych celów. Zacznijmy od floty - zwróciła się do swojej admirał. - Pani Recuzo? Ile okrętów chciałaby pani widzieć we flocie Costalii, nie licząc transportowców?


  • Mistrz Gry

    Sułtan Qalawun al-Mukhif
    Spojrzała na ciebie swoimi oczyma o barwie mahoniu. Było w nich coś… tajemniczego, żeby nie powiedzieć nienaturalnego. Jakby wiedziała o czymś przerastającym proste sprawki jakie są tu omawiane. Na dźwięk twojego pytania rozsiadła się wygodniej i założyła nogę na nogę.
    - Uważam że Sułtan, tak jak każdy w Nerosharze, ma prawo czcić kogo chce i nie musi z tej racji odpowiadać przed nikim.

    Nadherszt Srevl Białolicy
    - Mój panie, próbuje każdego dnia by uzyskać choćby namiastkę tego co straciliśmy. - rzekł Skola po czym wstał i podszedł do okna by dodać sobie samemu dramaturgii. - Jednak wszystko zawsze idzie na marne. Wieki badań, tysiące eksperymentów, litry krwi, potu i łez… tego nie można tak po prostu napisać od początku. Nie za życia jednego skavena.

    Boska Renegatka Edaria
    Dziewczyna posmutniała nieco i odwróciła wzrok.
    - Kwestia odpowiedniego przygotowania, finansowania, planowania i szczypty szczęścia. - Odparła Olasris nieco obojętnie. - Nie sugeruje że jest to proste, ale nie jest to niemożliwe. Kwestia wiary.
    - Daruj sobie lampeczko. - rzuciła Aglintia - Wojna to wojna. Jeśli taka jest wola matki, to zaczniemy po kolei. Sugeruje za pierwszy cel obrać kilka wysp w północnej części Archipelagu Basalion.

    Arcyksiężna Sly Lumisiano
    Ta z szerokim uśmiechem wskazała na okno za tobą. Rozciągał się z niego bardzo przyjemny widok na gwarny port w Porte Angolini.
    - Tyle, żebym nie widziała stąd wody.


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    Pokiwała głową w zamyśleniu.
    - Dobrze… Na pełną rozpiskę, ile okrętów jakiego typu, masz sporo czasu, bo najpierw trzeba na stałe umieścić armaty w nich. Z kolei co do wojska - zwróciła się w stronę generała. - Panie Mirligiano? Ile tysięcy żołnierzy chciałby pan widzieć w armii?



  • Doża Atlas III d’Anconia
    - Saledino, poczekaj proszę. Jest jeszcze coś o czym chciałem z Tobą porozmawiać.


  • Mistrz Gry

    Doża Atlas III d’Anconia
    Zatrzymała się w pól drogi, pozwalając reszcie na ewakuacje, niczym bohaterka.
    - Tak? - zapytała nieco zaskoczona.


  • Elarid

    Sułtan Qalawun al-Mukhif
    Uśmiechnął się pod nosem i skinął głową. Tak jak się spodziewał, ktoś zajmujący się szpiegostwem nie zdradzi mu wprost tego, co myśli.
    - Doskonale. Jednakże, kwestia wiary, jaka jest tą główną religią kraju, na dłuższą metę nie może być omijana. Muszę wybrać, bo kwestią czasu jest, aż Neroshara ruszy na wojnę, a atakowanie braci w wierze sprowadzi na nas gniew bóstw i krajów będących współwyznawcami. Choćby z tego powodu wybór Volsteina wydaje się lepszy, przynajmniej z punktu widzenia dobra państwa.


  • ŻBŻP

    ///Ja poczekam, nic ważnego się nie dzieje.///


  • Mistrz Gry

    Sułtan Qalawun al-Mukhif
    - A wtedy możemy tylko czekać aż wszyscy pozamieniamy się w wampiry, albo co gorsza, elfy. - prychnął al-Ibidi. - Kapłani Kardeliana mogą wspomóc naszych żołnierzy w bitwie swoimi potężnymi czarami. No i nie musimy przecież rozwijać się na zachód. Zjednoczenie Akinu powinno być piorytetem w tworzeniu nowego imperium.
    - Daruj sobie to gadanie żołnierzyku, nikt nie korzysta z kapłanów podczas bitew. - prychnął skarbnik. - A nawet jeśli, to nasza armia nie potrzebuje magików by wygrywać wojny. Jesteśmy dość kompetentni.



  • Doża Atlas III d’Anconia
    - Miałbym co do Ciebie pewne plany, moja droga - spojrzałem w Jej rubinowe oczy. - Wydaje mi się, że, nie tylko z racji wieku, jesteś najbliższą mi osobą w Radzie. Z tego właśnie powodu liczyłem, iż poprzesz mnie w moim planie ekspansji. Mógłbym zapytać dlaczego nie chcesz otrzymać personalnych korzyści z wysłania własnej floty? Dodatkowo chciałbym zapytać czy miałabyś jakąś sprawę, w której to ja mógłbym pomóc?

    //Zrób mi proszę jakąś personal mission z gatunku Poznaj Drużynę czy inną Załogę, bo nie mam nic do przedyskutowania, a chciałbym się jeszcze pobawić.//


Log in to reply