[Deravierres] Awangarda


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Mianem “Awangardy” określa się w Deravierres przedsionek i kilka pierwszych linii obronnych na samym początku puszczy, składające się z kilku linii w pośpiechu wykopanych płytkich okopów, niemających nawet drewnianego obicia ścian i kilku innych prowizorycznych pozycji ogniowych. Nikogo więc nie dziwi fakt, że prawie cała Awangarda padła w ciągu czterech dni i większość jej obszaru kontroluje Imperialowik, usiłujący przebić się dalej, do głębiej położonych sektorów obronnych. Jednakże takie było jej zadanie - nie miała zatrzymać całego Imperialnego natarcia, a je przetrzymać i zmusić do podzielenia atakujących dywizji, co z resztą zrobiła. W jej wyniku ofensywa nie posuwa się w jednej linii, w jednej gigantycznej ofensywie, a ma obecnie formę nierównomiernych podchodów i nieregularnych starć o zazwyczaj małej wielkości, choć zdarzają się i dłuższe wymiany ognia. O ile Awangarda została uznana za zdobytą, to nadal dochodzi tutaj do walk, wszak armia anschreicka stara się kontratakować.


  • Elarid

    Nazar odetchnął głęboko. Ach, nie ma to jak woń błota, krwi i niemytych ciał o poranku. Zapach prawdziwych okopów. Korzystając z tego, że zdołał przygotować się na kilka minut przed zbiórką oddziału, sprawdził jeszcze raz ekwipunek i zapalił papierosa. Zaciągając się dymem, obserwował przedpole jednego ze zdobytych okopów, gdzie obecnie stacjonowali. Nie żeby chciał wypatrzeć coś szczególnego, ale jedna para oczu więcej może podobno zrobić różnicę.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Widział tylko same wysokie drzewa, których kora naznaczona była wojennymi tatuażami po kulach karabinowych. Pole wyglądało na czyste, no, jest czyste, jeżeli nie liczyć podziurawionych jak sito zwłok żołnierzy, będącymi ofiarami ciężkiego karabinu maszynowego. Leżały tam tak od kilku godzin i nie zapowiadało się, że ktoś będzie ryzykował kulkę od snajpera i po nie pójdzie, a imperialni inteligenci z Czerwonego Wera byli wystarczająco zajęci jeszcze żywymi rannymi, którymi wypadałoby się zająć, zanim zacznie się zbierać trupy, którym i tak wszystko jedno, a tych, w ciągu ostatnich kilku dni się znacznie namnożyło, a wszędobylski upał pomagał im dawać o sobie znać za pomocą słodkiego zapachu zgnilizny. Typowy zapaszek w czasie wojny. Nazar miał małe szczęście, że akurat stacjonował w lesie, którego zielone korony chroniły stacjonujących w nim żołnierzy przed lejącym się z nieba żarem.

    Gdy skończył palić, do jego uszu dobiegł charakterystyczny, świszczący dźwięk oficerskiego gwizdka, mający swoje źródło gdzieś w trzewiach zdobytego okopu.


  • Elarid

    W takim razie pospiesznie rzucił niedopałek na ziemie i zdeptał go, tak dla pewności, gdyby błoto nie wystarczyło. Później udał się na miejsce zbiórki swojego oddziału.c


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Wszyscy rezydenci zdobycznego okopu zebrali się na samym jego środku, odbyło się wielkie liczenie szczurów odliczanie, w celu sprawdzenia, czy aby na pewno wszyscy żołnierze siedzą na swoich pozycjach i się nie opieprzają, co, nawet na oczach samego Nazara, robili nieraz, za co zawsze otrzymywali naganę, przy całym składzie oddziału. Rozrywające bębenki ryki rozwścieczonego komisarza i liczne, aczkolwiek skazane na niepowodzenie próby wytłumaczenia się winowajców, tworzyły cyrk, w którym nikt się nie śmiał. Ale dzisiaj, aż dziwnie, nikt nie popełnił tak bardzo tępionego tutaj grzechu lenistwa, dzięki czemu wszyscy uniknęli słuchania kazania, a takich sytuacji było tutaj jak na lekarstwo. Po nudnych jak flaki z olejem procedurach, wąsaty oficer pozwolił się rozejść, o dziwo, nie wydając żadnych rozkazów. Przynajmniej na moment obecny.


  • Elarid

    //Kocham za wielkie liczenie szczurów.//
    I to rzeczywiście było dziwne. Zwykle człowiek musi zapierdalać jak mały samochodzik i nie ma nawet czasu pomyśleć o tym, co chciałby robić, gdy będzie mieć wolne. A gdy już dostanie chwilę oddechu, okaże się, że przez to nie ma pomysłu, co ze sobą zrobić. Nazar rzecz jasna miał pełno pomysłów, choćby jakiś ciepły prysznic, solidny, ciepły posiłek i przynajmniej dwucyfrowa liczba oznaczająca liczbę przespanych godzin. No, ale na to nie ma raczej co liczyć, więc wrócił do wpatrywania się w ziemię niczyją i rozmyślania nad sensem życia, rzucając okiem na to, co robi reszta.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Lecimy lecimy nie śpimy///
    Po długim pobycie na froncie każdy żąda chwili spokoju, choćby kilkunastu minut przerwy od świszczących nad głową kul i rozrywających bębenki uszne eksplozji, posyłających na wszystkie strony świata rzesze metalowych drzazg, zamieniając wszystkie istoty żywe w makabryczne jeże. Taka chwila właśnie nastała. Mimo braku hałasu i wykrzykiwanych w stresie i paraliżującym przestrachu wulgaryzmów, w okopie nadal było żywo - niektórzy żołnierze wypełniali swoje codzienne obowiązki, inni pomagali spoconym zaopatrzeniowcom, którzy dźwigali ciężkie graty i przenosili je do obskurnego magazynu wykopanego w ziemi, gdzieś jakaś grupa opowiadała sobie żarty, akcentując koniec każdych gromkim śmiechem, a jeszcze inni, tacy jak Nazar, wpatrywali się w siną dal, a ich oczy spoczęły na możliwych do dostrzeżenia ludzkim okiem krańcach martwego lasu.

    Po nagłym zastopowaniu działań ofensywnych, życie zanikło całkowicie - leśna orkiestra w postaci ptaków nie grała żadnych koncertów a reszta zwierząt lądowych albo zaszyła się w mrocznych norach, albo uciekła wgłąb lasu, tam, gdzie obecność wojny już nie będzie wielkim problemem. Tylko wiatr świszczał w gałęziach pradawnych drzew, śpiewając elegie. I trupy. Wszędzie trupy. W czasach zakrojonych akcji, kiedy coś się chociaż dzieje, ich obecność aż tak bardzo nie rzuca się w oczy, a jeżeli już, to mało kto na to żywo reaguje, jakby były niewidzialne. Ale kiedy wojna zostaje zdetronizowana przez spokój, żołnierskie szczątki zrzucają z siebie pokrwawione peleryny niewidzialności, dając o sobie znać, tak samo widokowo, jak i zapachowo, ciężko dając zmysłowi węchu i zszarganej psychice w kość.

    Nazar mógłby dalej rozmyślać nad sensem i kruchością życia, nad niemożliwością ucieczki przed skostniałymi szponami śmierci, kiedy to bez ostrzeżenia do jego uszu wdarł się charakterystyczny świst przecinanego powietrza i po chwili coś ciężkiego przeleciało mu nad głową, niemalże trafiając go w czoło. Świszczący obiekt wbił się w deski okopu z hałaśliwym dźwiękiem rozrąbywanego drewna. Nazar usłyszał agresywne syczenie, jakby koło jego nóg wił się jadowity wąż, któremu to nogi żołnierza zatarasowały drogę i dawał mu chwilę na zejście z niej, zanim gad śmiertelnie go ukąsi. Wtem ktoś wydarł się na całe gardło:
    - Gaz!


  • Elarid

    //Może jednak trzy krótkie odpisy, a nie jeden wielki? Pirat milczy już od dawna, a o Wilkołaku to nawet nie wspomnę.//
    Od razu założył maskę i filtr, robiąc to jednocześnie szybko, zanim gaz zacznie działać, a przy tym na tyle dokładnie, aby nie mieć później żadnej nieprzyjemnej niespodzianki, gdyby maska jednak zawiodła. Później rozejrzał się po przedpolu, wypatrując wrogów atakujących lub szykujących się do ataku wraz z atakiem gazami bojowymi.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Pisałem ci przecież, że wilkołaka ruszę dopiero, gdy skończę armię belgavarską.///
    Mężczyzna bezzwłocznie naciągnął kawał śnieżnobiałej gumy na głowę, a do jego nozdrzy od razu wdarł się nieznośny zapach kauczuku, który opanował jego zmysł węchu niczym armia imperialna większość granic Belgavaru w pierwszych dniach wojny. Zawsze lepiej jest mieć nos zapełniony jej smrodem, niż wonnej śmierci, która w niektórych odmianach potrafiła pachnieć bardzo ładnie, jak skoszona trawa. Dla wielu nieszczęśników była to ostatnia rzecz, jaką kiedykolwiek poczuli. Gruba powłoka TLR-15 zadziałała prawie niczym zatyczki do uszu, niemal kompletnie zagłuszając wszelkie dźwięki otoczenia, jak wykrzykiwane w pośpiechu wulgaryzmy, rozkazy i przerażające syczenie kostuchy, która właśnie wydostawała się ze swojego metalowego więzienia. Przez chwilę słyszał tylko swój miarowy oddech oraz bicie serca, które z każdą sekundą waliło coraz mocniej. Poczuł się dziwnie, jakby kompletnie wyizolowany od świata. Jakby siedział w bańce swojej imaginacji, stworzonej przez maskę przeciwgazową, a jakikolwiek kontakt ze rzeczywistością miał tylko poprzez przytłumione dźwięki, gdyż nawet i widoczność została mu odebrana przez gęstą chmurę powietrznego jadu. Nie widział kompletnie nic oprócz śmiercionośnej mgły, która skutecznie zamaskowała ruchy wrogich wojsk, o ile jakiekolwiek tam były.

    Reszta żołnierzy, podobnie jak on sam, zajęła swoje pozycje i w niepewności czekała na wroga, mierząc karabinami w niemożliwą do przewertowana na wylot otchłań, która przybrała soczyście zielony kolor, jakby sama kończąca się wiosna stała się częścią wojny, tak samo śmiertelną jak reszta. Jednakże nikt nie atakował, po chwili nawet nikt nic już nie krzyczał. Cisza całkowicie przejęła kontrolę, a Nazar słyszał tylko krew pulsującą mu w skroniach. Aż nagle, ze stanu odcięcia ze światem realnym, do całkowitej trzeźwości wyrwała go głośna eksplozja, która rozdarła chmurę ciężkiego gazu i posłała na wszystkie strony odłamki, tnące wszystko, co tylko stanie im na trajektorii lotu. Usłyszał głośny świst nad swoją głową, jakby właśnie przeleciał nad nią sporych gabarytów odłamek. Po chwili usłyszał kolejną, kolejną i kolejną, każdą coraz bliżej, a cisza ponownie ustąpiła - do jego uszu wtargnęły wulgaryzmy i krzyki rannych, tak głośne, jakby niezamierzone zatyczki do uszu przestały istnieć.


  • Elarid

    //Pirat.//


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    ///Żołnierz.///


  • Elarid

    Nie był medykiem, nie mógł im pomóc, a jeśli już, to tylko poprzez strzelanie do nacierających wrogów. Tak czy siak, nie było sensu, aby stał tu jak ostatni debil i czekał, aż jego poszatkują odłamki. Pobiegł okopem jak najdalej od ostrzeliwanych pozycji, wciąż próbując wypatrzyć jakiegoś wroga.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Wypatrzenie kogokolwiek przez gęstą chmurę wonnej śmierci, jeszcze podczas bycia ostrzeliwanym przez artylerię, było prawie niemożliwe, a widoczność na dwa i pół metra przed nim nie poprawiała tego stanu, a kiedy pocisk artyleryjski wybuchł koło jego głowy, prawie zwalając go na kolana, było wiadome, że ucieczka z linii jest niemożliwa. Pozostawało tylko się schować. Ale gdzie, kiedy nawet płaskie ściany okopu są ledwo widoczne?


  • Elarid

    Na pewno nie tu, gdzie stał. Ruszył okopem w prawo, przesuwając się powoli, wytężając wzrok i macając wokół, aby nie przegapić wejścia do ewentualnej kryjówki.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Pierwszą kryjówką, jaka przyszła mu do głowy, była ziemianka - jeżeli udałoby mu się wedrzeć do jej środka, to bez mała udałoby mu się przetrwać niszczycielską kanonadę bez uszczerbku na zdrowiu, przynajmniej fizycznym. Artyleria nie przestawała strzelać, a nieustający, ciągnący się wiecznie huk pocisków ryjących w ziemi, wyrywających starożytne drzewa, pamiętające jeszcze czasy Stworzenia, wraz z korzeniami, rąbiąc je i zamieniając w drzazgi z większą skutecznością niż cała firma papiernicza. Na jego oczach jakaś większa gałąź wpadła niczym bomba do okopu, ale nie miał problemów z jej przeskoczeniem. Najgorsze było znalezienie cichej przystani podczas szalejącego sztormu.

    Przyssał się do ściany okopu jak pijawka i macał szorstkie deski okopu z nadzieją, że w końcu natrafi na pionowe przerwy między nimi, co definitywnie będzie świadczyć o drzwiach do ziemianki. W fortyfikacji panował istny tumult - cały las wylewał się do środka niby powódź, a na żołnierzy, poza metalowym deszczem śmierci, spadały jeszcze długie jak ludzkie przedramię ostre drzazgi, tak samo niebezpieczne jak odłamki, a jeszcze gorsze w skutkach. Przesuwał się i macał, jak niewidomy, ale nie był w stanie wyczuć żadnych ułożonych pionowo przerw, kiedy to nagle przez zabójczą mgłę ujrzał charakterystyczny metalowy daszek, obwarowany workami z piaskiem i umocniony drewnianymi belami, wewnętrznie wbudowany do okopu. Baldach przeciwartyleryjski, upragniony azyl i tylko kilka kroków dalej.


  • Elarid

    Odpuścił sobie szukanie drogi dotykiem i zerwał się do biegu, chcąc jak najszybciej dostać się do bezpiecznej kryjówki, a po otwarciu drzwi od razu zamknąć je za sobą i choć na chwilę odciąć się od panującego na zewnątrz piekła.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Widząc schronienie, żołnierz biegł na złamanie karku, ignorując szalejący wokół niego żywioł ciężkiej nawały artyleryjskiej i tak szybko, jak tylko mógł, wdarł się do schronu, z impetem zatrzaskując za sobą drzwi, a wszelkie wybuchy siejące szrapnele jak ziarno z zewnątrz wydawały się być przytłumione, jakby znajdował się w całkowicie bezpiecznej i wolnej od śmierci bańce. Pod egidą baldachu przeciwartyleryjskiego schroniło się również około dwunastu innych żołnierzy, z czego większość z nich po prostu czekała, aż to szaleństwo się skończy, zachowując przy tym spokój i zimną krew. Jednak dla kilku ostrzał okazał się być niezwykle stresujący.

    Ktoś siedział pod ścianą, skulony jak zbity pies, zakrywając uszy dłońmi, aby tylko nie słyszeć piekielnego zamętu, jaki właśnie dzieje się poza schronieniem, a jeszcze inni od nadmiaru stresu, który przepełniał ich przemęczone umysły, kręcili koła.
    - Komandir, co mamy teraz zrobić? - zapytał jeden z młodszych żołnierzy.
    - Czekamy - odpowiedział oficer beznamiętnie, przyjmując obojętną postawę, a w jego głosie nie słychać było żadnego stresu czy strachu.


  • Elarid

    I to był plan. Ściągnął na chwilę maskę przeciwgazową, aby odetchnąć i odsapnąć, a potem wziął się za konserwację broni, w razie gdyby do środka naleciała ziemia, podczas ostrzału, albo inne świństwo.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Artyleria wytrwale ostrzeliwała imperialne pozycje obronne, nie robiąc większych szkód żołnierzom skrytych pod żelaznym przeciwodłamkowym parasolem baldachu. W trakcie kolejnych dłużących się w nieskończoność minut nikt nie wpadł do fortyfikacji, co świadczyło o tym, że ocalali znaleźli sobie inne miejsca, gdzie mogliby się skryć lub w najgorszym przypadku, przez który aż włos się jeżył na plecach, a między kręgosłupem jak wąż pełzał nieprzyjemny dreszcz - wszyscy poza nimi nie żyją i są ostatnimi obrońcami. Są pechową, roztrzęsioną trzynastką, która nigdy w życiu nie zatrzymałaby znakomitego, z matematyczną precyzją przeprowadzonego kontraataku wojsk anschreickich. A na taki właśnie się zapowiadał - kompletnie zaskoczyli ich tą artylerią, a otoczenie w postaci wysokich drzew zamieniło ochronę przed odłamkami artyleryjskimi w strefę śmierci. Do tego doszła również gęsty jad roznoszący się w powietrzu. Ciekawe, ilu żołnierzy zginęło przez to, że w wyniku znacznie obniżonej widoczności nie zdążyli znaleźć schronienia na czas, kiedy z niezaburzoną wizją zrobiliby to bezproblemowo.

    Mijały kolejne minuty, a artyleria waliła na zewnątrz w najlepsze, jakby wróg chciał zrównać z ziemią całą linię frontu, nie bacząc na starodawny las, który jeszcze półtora roku temu uważali za miejsce objęte krajową ochroną. Teraz to miejsce wojny, a wszelkie zasady podczas jej panowania przestały obowiązywać. Liczyła się tylko brutalna siła i niszczenie wroga wszelkimi dostępnymi środkami.

    Wraz z dłuższym odstępem czasu, eksplozje zaczęły powoli cichnąć, aż kompletnie przestały się odzywać. Zapanowała wówczas grobowa cisza, jeszcze gorsza w skutkach dla zszarganej nerwami psychiki niż czas ostrzału, gdyż w mózgu pojawił się impuls. Oznaczający strach przed niewiadomą. Komisarz wstał, po czym obojętnie zarządził:
    - Maski na twarz i wychodzimy, ruchy!


  • Elarid

    Cisza już dawno nie dawała Nazarowi upragnionego spokoju, sprawiała jedynie, że był on bardziej niespokojny. Czas spędzony na froncie bardziej przyzwyczaił go do huku ostrzału artyleryjskiego czy szczekania broni maszynowej, do jęków rannych i umierających, do dźwięku gwizdka i wykrzyczanych przez oficera komend, niż do błogiej ciszy. Dlatego wizję wyjścia na zewnątrz i stawienia czoła wrogowi powitał z niemałą radością, zakładając na twarz maskę i wychodząc ze swoją bronią na zewnątrz.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Kiedy wyszedł spod parasola przeciwartyleryjskiego, który wykonał swoją robotę bardzo dobrze, dzielnie wytrzymując bombardowanie, dostrzegł, że… Nic nie dostrzegł. Chmura trujących oparów wciąż wisiała w okopie jak tragiczne fatum nad nieszczęśnikiem. Pole widzenia nie istniało. Kiedy spojrzał w dół nie mógł choćby dostrzec swoich własnych stóp, które kończyły się kilka centymetrów poniżej kolan, jak za sprawą magicznej sztuczki. Reszta żołnierzy szła gęsiego za nim, rozglądając się paranoicznie. Pod jego nogami coś nieprzyjemnie trzaskało, najpewniej pozostałości gałęzi wysokich drzew, które w oka mgnieniu zamieniły się w trociny. Ale poza ich intensywnym łamaniem się pod naporem ludzkiego ciężaru, którego chrupiący dźwięk przypominał odgłos brutalnie gruchotanych kości, nie było słychać zupełnie nic. Tylko głośny szum krwi w skroniach i jego własny spokojny, miarowy oddech, kiedy to nagle kątem oka dostrzegł jakiś ruch, jakby ktoś właśnie przeszedł niemalże przed jego schronioną za grubym kawałem gumy twarzą.


  • Elarid

    Dał reszcie znak gestem, aby się zatrzymali, a sam przyjrzał się kształtowi, jednocześnie celując doń ze swojej broni. Nie chciał zabić przypadkowego żołnierza ze swojej jednostki, ale jeśli będzie musiał, to zastosuje się do zasady, aby najpierw strzelać, a dopiero potem pytać. I opcjonalnie żałować.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Tajemniczy kształt w śmiertelnej mgle rozpłynął się w niej, zanim Nazar w ogóle zdołał unieść karabin i skierować jego zimną, oczekującą na bitewne rozgrzanie lufę w jego stronę. Po chwili ktoś coś wściekle krzyknął, a bębenki uszne Nazara rozdarła niemal jednoczesna salwa z karabinów powtarzalnych, dochodząca z drugiego krańca okopu, dodatkowo oddalona przez grubą warstwę gumy. Wtem z tyłu rozległ się ogłuszający wrzask:
    - Granat! Padnij!


  • Elarid

    A więc padł na ziemię, uprzednio odbiegając jeszcze kilka metrów, jak najdalej od źródła głosu i domniemanego granatu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Imperialista rzucił się gwałtownie na ziemię, znikając niczym cyrkowy magik w najgęstszej połaci gazu, znajdującej się właśnie w okolicach nóg. Sprawca krótkiego zamieszania wydał z siebie głośny, ogłuszający ryk i rozpadł się na małe kawałeczki jak zrzucone z półki naczynie z porcelany, śląc degenerujące ciało odłamki we wszystkie strony świata niczym listy. Nad głową przeleciały mu gorące od eksplozji metalowe drzazgi, które głośno wbiły się w deski okopu. Nazar nie był adresatem wybuchowego nadawcy, ale na tym się nie skończyło. Po krótkiej chwili usłyszał wystrzał i coś z zawrotną prędkością przecięło mu pełne trującego gazu powietrze nad głową. Przez jego pozycję w gęstej jak mleko lotnej truciźnie, która ani trochę nie zrzedła nie był w stanie dostrzec nawet najbardziej rozmazanych konturów sylwetek.


  • Elarid

    Licząc na to, że jest równie niewidoczny dla tamtych, jak i oni dla niego, począł się od razu cofać, wciąż leżąc, aby stanowić mniejszy i trudniejszy do wykrycia cel, szukając lepszej pozycji do obrony, opcjonalnie innych żołnierzy ze swojej jednostki lub w ogóle walczących po jego stronie.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Imperialista usiłował pełzać niczym wąż, trzymając głowę nisko jak tylko się da. Kule gęsto śmigały w powietrzu, z głuchym odgłosem wbijając się w zmasakrowane ostrzałem artyleryjskim i granatami ściany, a następne odgłosy wystrzałów zdawały się do niego zbliżać lub to on sam zbliżał się do nich, czołgając się w gazowej ślepocie, kiedy coś stale łomotało po jego prawej. Po chwili ktoś upadł centralnie przed jego zakrytą przez maskę przeciwgazową twarzą, trąc plecami o gładką deskę, po czym bez ostrzeżenia został dźgnięty bagnetem prosto w klatkę piersiową i zwalił się na bok, przeraźliwie rzężąc.
    - Wyrąbują nas tutaj! - usłyszał za sobą. - Do tyłu, do tyłu!


  • Elarid

    Oczywiste, że takiej komendy nie mógł dać żaden z atakujących, więc ruszył w kierunku tychże okrzyków, licząc na ponowne połączenie z resztą oddziału lub chociaż kimkolwiek w tym samym mundurze, co on.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Odgłosy walki wręcz wciąż nie ustawały, a kiedy się podniósł, dostrzegł kilka rozmazanych, widmowych sylwetek, które zdawały tańczyć ze sobą parami. Był to balet śmierci, jedna osoba z pary na sam koniec musiała skończyć bez głowy. Jeden z gazowych duchów dźgnął swojego fantomowego partnera bagnetem, inny przejechał mu z całej siły saperką po twarzoczaszce, rozrywając skórę i mięśnie tak samo skutecznie jak maskę przeciwgazową, a najmniej widoczna mara dokonała swego żywota ze skręconym karkiem. Upiory były jednak zbyt zajęte sobą, aby jakkolwiek zareagować na wyrośnięcie kolejnego z podłogi. Opuścił tę część, starając się nie wpaść na żadną ze zjaw, by nie przerwać ich krwawych godów.

    Im dalej szedł, tym gaz zdawał się rzednąć. Przez środek przebiegł nagle Imperialista z granatem w ręku, który bezpardonowo odbezpieczył i rzucił w kierunku gęstej chmury. Zauważył go.
    - To pan, podoficerze? - wybełkotał ledwo słyszalnie.


  • Elarid

    Skinął głową.
    - Kapral Nazar Rykow. Gdzie reszta?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Pewnie zginęli - wymamrotał cicho, po czym dodał - albo uciekli. I w naszym przypadku proponuję to samo.
    Żołnierz cofnął się kilka kroków w tył, nie spuszczając z Nazara ukrytych za twardymi szkłami oczu.
    - Można się wrócić na tyły - powiedział po chwili, znacznie wyraźniej, jakby pozbył się guli, która tkwiła w jego gardle jak kawałek ości nieopatrznie połkniętej z rybim mięsem. - W razie czego mogę poprowadzić.


  • Elarid

    - Nie, dopóki ta pozycja nie zostanie uznana za straconą przez wyższą instancję. - odparł. Nie żeby śpieszno mu było umierać, był członkiem elitarnych wojsk Imperium, wymagano od niego więcej, wierzył w sprawę, za którą walczył, a jego oddział zwykł ruszać do ataku pierwszy i wycofywać się ostatni, więc nie w smak było mu porzucenie tych pozycji, które wciąż można było bronić, opóźnić wroga i go nadszarpnąć, a dopiero potem się wycofać. - Czyli mnie. Jeszcze nie pora na odwrót, żołnierzu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Mimo, że kawał śnieżnej gumy zakrywał mu twarz, słysząc to, nie wyglądał na zadowolonego. Oczyma wyobraźni Nazar widział, jak w opozycji do koloru maski przeciwgazowej, facjata za nią robiła się czerwona jak cegła.
    - Przecież my tutaj zginiemy! - burzył się, znacznie zawyżając tłumiony przez ochronę przed gazem spanikowany głos.
    Żołnierz chciał coś jeszcze powiedzieć, kiedy jego iście defetystyczna skarga, od której uszy patriotów więdły, została przerwana miażdżące natężenie decybeli, powstałych w wyniku jakiejś eksplozji w części okopu za jego plecami. Nazar był jeszcze w stanie usłyszeć jakieś siarczyste bluzgi, kiedy to dostrzegł, że Imperialista cofa się coraz bardziej.


  • Elarid

    - Niech Cię szlag! - krzyknął, choć wątpił, żeby go usłyszał. - Jeśli wróg Cię nie zabiję, to ja to zrobię! Nie licz na łagodną karę i pluton egzekucyjny, będziesz zdychać powoli, jak każdy tchórz!
    Chciał się wyżyć, dlatego do niego nie strzelał, jeszcze mógłby za to beknąć. Niech idzie, Nazar go kiedyś dopadnie. Teraz ruszył w kierunku ostatniej bitwy, nie było czasu do stracenia, gdy kilku wrogów wciąż można było zabić.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Tchórzliwy żołnierz rozpłynął się w oparach, a bluzgi i okazjonalne strzały stawały się coraz głośniejsze. Z rozrzedzonej gazowej chmury wychyliło się kilku żołnierzy w ciemnozielonych mundurach i białych maskach przeciwgazowych, z czego jeden z nich nosił charakterystyczną oficerską czapkę z twardym czarnym denkiem i dwoma ciemnoniebieskimi rombami na ciemnofioletowych pagonach, okalanych złotymi tasiemkami.
    - Wycofujemy się! - ryknął podczas wymijania oficer, a kawał gumy na twarzy ani trochę nie ściszył jego donośnego komunikatu.


  • Elarid

    Oficerska szarża dodawała mu powagi na tyle, żeby Nazar nie zareagował odpowiednio ostro, tak jak wcześniej.
    - Kto wydał taki rozkaz? Czy tej pozycji nie da się już utrzymać?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Postój tu chwilę, to zaraz zobaczysz! - ryknął na odchodne, nie oglądając się nawet za siebie i zniknął za jednym z najbliższych zakrętów, kierując się prosto do wyjścia z tej pułapki.
    Nazar usłyszał głośny świst, kiedy coś z lewej odnogi okopu buchnęło kopcącym czerwonożółtym ogniem, przylepiającym się do okopowych desek.


  • Elarid

    Kolejny odpowiedni argument, który sprawił, że Nazar rzeczywiście ruszył biegiem za tamtymi, uznając porażkę, ale i poprzysięgając, że tu jeszcze wróci.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Po chwili i on zniknął za zakrętem, który okazał się być drogą wiodącą do wyzwolenia z pierwszej linii. I ścieżką do obserwacji, co z lasem zrobiła nagła nawała. Rozbite, rozkawałkowane drzewa leżały zwalone na cuchnącej prochem ziemi, a ich szczątki przypominały zdewastowane konstrukcje wsporcze do prowadzenia przewodów linii napowietrznych, aniżeli obiekty stworzone przez naturę. Niektóre z nich zostały wyrwane z korzeniami, zaś inne nadal dzielnie trzymały się w gruncie, ale już bez swoich rozłożystych zielonych koron. Głębokie leje artyleryjskie, z których nadal unosił się czarny dym, w połączeniu z metrami kwadratowymi wypalonej trawy i zniszczonych drzew tworzyły martwy, obcy krajobraz, jakby nie z tej planety. Pomyśleć, że jeszcze pół godziny temu ten pozbawiony jakiegokolwiek życia kawałek był gęsto zamieszkany przez liczne skupiska traw i naturalne wieżowce z żywego drewna i łagodnie zielonych liści…

    Niektórych upadłych drzew można było użyć jako całkiem porządnej osłony, która w połączeniu z mnogimi dziurami po bombach, tworzyła martwy obszar stronniczy atakującym. Nazar dostrzegł uciekającą w popłochu grupę obrońców, którzy jak na złamanie karku pędzili do głębiej położonych linii, by powiadomić ich o nagłym ataku, ale duszący, czarny jak smoła dym unoszący się nad w pośpiechu wykopanymi przez frontowców płytkimi rowami przeciwodłamkowymi wskazywał, że doskonale o tym wiedzą. Dobrze znana mu symfonia wojny okalała go całkowicie. Świetnie słyszał nieustający terkot kilku karabinów maszynowych, prujących kulami gdzieś w oddali i dogrywające eksplozje granatów. Wszechobecny rumor tylko utwierdzał go w przekonaniu, że to nie jest zwykły atak.

    Zmasakrowana, porozrzucana po całym polu, jak poćwiartowana ofiara seryjnego mordercy, natura stanowiła barierę, przez którą ciężko było przejść. Połamane gałęzie może i nie wydawały się najgroźniejszymi przeszkodami, ale gdyby ktoś na nie upadł, nadziałby się na nie jak na włócznię. Aczkolwiek nie miał z nimi żadnego zbyt bliskiego spotkania, jednak te charakterystyczne ciernie rozerwały mu prawy rękaw, gdy przeczołgiwał się pod wyrwanym z gleby dębem. Przebiegł kawałek slalomem, omijając puste w środku pnie, wpadał i wychodził z kilku kolejnych lejów i omal nie wszedł na w połowie zanurzony w ziemi niewybuch, ale ostatecznie udało mu się doczłapać do jednego silniej ufortyfikowanych posterunków, które jakoś przetrwały bombardowanie.

    Ów punkt obronny miał formę zamkniętego okopu w kształcie koła, z wbudowanym na środku niemal nietkniętym blaszanym baldachem przeciwartyleryjskim i dwoma uszkodzonymi ciężkimi karabinami maszynowymi, których wygięte lufy wciąż były skierowane przed siebie. Jednakże Wnętrze zagłębienia, podobnie jak na pierwszej linii, tonęło w gałęziach i połowicznie zwęglonym igliwiu. Zszedł do niego i spostrzegł, że obrońcy wyparowali. Był tutaj zupełnie sam.


  • Elarid

    Spędził chwilę na tym, aby odsapnąć, a później naładować broń i ocenić, czy może pozbyć się już maski przeciwgazowej. Mógłby się tutaj dłużej bronić, więc postanowił sprawdzić, czy któryś z karabinów maszynowych działa.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Karabin nie wymagał przeładowania. Wyglądało również na to, że gęsta, wręcz możliwa do cięcia nożem, chmura trujących oparów nie pokryła całego obszaru - w końcu pas ziemi, przez który przeszedł miał czyste powietrze, podobnie jak i ta porzucona(?) pozycja. Ale gdy wyściubiał lekko nos zza parapet okopu, widział, że dalej położone tereny, jak i część znacznie dalej położonej drugiej linii, nie miały tyle szczęścia i gaz wciąż nie uległ tam rozrzedzeniu. Skala zniszczeń i rozległość mgły śmierci wskazywały na to, że nawet cały sektor mógł ulec ostrzałowi.

    Natomiast karabiny maszynowe zaliczyły bardzo bliskie spotkanie z eksplozjami - jednemu w ogóle brakowało tylnej części, a lufa drugiego była tak mocno wykrzywiona, że równie dobrze mogłaby służyć jako drogowskaz. Nadają się one co najwyżej na złom.


  • Elarid

    Obrona tej pozycji bez broni maszynowej raczej nie da wiele, więc jak najszybciej ruszył w dalszą drogę do własnych pozycji, ciesząc się tylko z tego, że nic nie wpadnie w ręce wroga.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Drugi pas ziemi był mniej zniszczony niż pierwszy, ale wciąż był cmentarzem natury. Z tą różnicą, że jej szczątków, jak i kraterów, było mniej. Ogólnie tą zdewastowaną połać ziemi można przyrównać do pozaszkolnego toru przeszkód - pełno czołgania się, przeskakiwania, wpadania do dziur i omijania co gorszych barier, które wydłużyłyby czas jego pokonania.

    Dość mocno zmęczył się przemarszem i mógłby mieć spory problem, gdyby przez całą drogę ktoś do niego strzelał. Gdy w końcu wyszedł z blokujących wizję zwalonych drzew i gałęzi, byłby bardzo łatwym celem. Ale nikt nie strzelał. To w sumie tylko pokazuje, że zawsze mogło być gorzej. Od razu po jego przejściu skierował się do prostego rowu przeciwodłamkowego, którego prawy bok zwieńczony był sporej wielkości kraterem po wybuchu, który nadał całej pozaliniowej fortyfikacji iście zdewastowany wygląd. Wskoczył do środka. Rów nie był w żadnym aspekcie imponujący - by uchronić swoje ciało przed kulami i wzrokiem wroga, należało cały czas chodzić pochylonym do przodu i z lekko ugiętymi kolanami, nie miał żadnego wewnętrznego obicia, całość stanowiła wilgotna ziemia, która tylko czekała, by dostać się do otwartych ran, a jedyną formą sztucznej osłony były hałdy na parapecie, wykonane z samotnej linii worków z piaskiem z wąskimi lukami, które stanowiły wyszczególnione pozycje strzeleckie. Mimo kiepskich warunków sanitarnych i obronnych fortyfikacji, Nazar napotkał w końcu jakieś żywe dusze, które nie pałały ani żądzą ucieczki, ani palącą chęcią przemienienia go w sito.

    Jeden z żołnierzy siedział oparty o ziemną ścianę, opatrywany przez sanitariusza, który w pośpiechu bandażował mu lewe ramię. Oprócz nich było tutaj siedmiu żołnierzy uzbrojonych w karabiny powtarzalne Szczerniakowa M1891, którzy przez chwilę wpatrywali się w niego w milczeniu, by po kilkunastu dłużących się sekundach powrócić do obserwacji przedpola. Odezwał się tylko jeden:
    - Jak wygląda sytuacja na pierwszej linii?


  • Elarid

    - Aktualnie to jest pierwsza linia. - mruknął pod nosem. - Wszystko, co było dalej, zniszczył ostrzał artyleryjski i gaz bojowy, a wszędzie roi się od żołnierzy wroga. Nasi albo uciekli, albo zginęli.
    //Pirat? Wilkołak? Cokolwiek?//


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Żołnierz pokręcił głową z niedowierzaniem.
    - Tego nawet nie da się nawet nazwać linią - skwitował. - Mieliśmy być odwodem tej pełnoprawnej, ale zaskoczył nas ostrzał. Jeden z pocisków pierdolnął w rów i straciłem radiotelegrafistę. Odłamek poharatał mu rękę a drugi rozwalił radio. Gdyby nie miał go na plecach, to pewnie już by nie żył. Tak czy siak, jesteśmy odcięci od dalszych linii obrony i nie ma chuja, że przetrzymamy tutaj jakikolwiek atak. Musimy się wycofać głębiej.

    Jeszcze za nim wojskowy skończył, Nazar usłyszał charakterystyczny świst pocisku artyleryjskiego przecinającego powietrze - kilka z nich zaryło w przedpole i uwolniło mlecznobiały dym, który zasłonił sporą część obszaru.
    - Musimy się wycofać - powtórzył jak mantrę, która jeszcze przez chwilę brzmiała Nazarowi w głowie.


  • Elarid

    - Daj mi dwóch swoich ludzi. Zostanę z nimi i będziemy osłaniać Wasz odwrót. Potem sami się wycofamy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Tamarkin, Gniazew! - skrzyknął dwóch żołnierzy, którzy opuścili swoje pozycje. Przed dowódcą rowu stanęli dwaj niewysocy, szczupli mężczyźni. Jeden z nich dzierżył karabin Szczerniakowa, natomiast drugi dźwigniówkę od Helthera. - Razem z ocalałym z linii pierwszej będziecie osłaniać nasz odwrót, wycofacie się dopiero po nas. Zrozumiano?

    Żołnierze spojrzeli na siebie w milczeniu, po czym posłusznie pokiwali głowami, jakby mentalnie nastawili się na to, co za chwilę ich czeka. I na to, że wykonując ten rozkaz mogą nie wrócić w jednym kawałku.
    - Oddział, wycofujemy się! - rozkazał.
    Przez chwilę wewnątrz fortyfikacji zapanowało poruszenie, a jeszcze później była ona prawie pusta. Dwaj strzelcy ustawili się po jego bokach, oczekując na instrukcje od samego Nazara i przeciwnika, który lada moment może wyłonić się z zasłony dymnej.

    Żołdak po jego lewej co jakiś czas wychylał głowę zza parapetu, po chwili ją chowając, jak kret.
    - Dziwne, wciąż nie wyłażą - skomentował.
    - Nie wystawiaj tak swojego pustego łba, Rodion, bo nawet się nie obejrzysz, a będziesz po drugiej stronie! - skarcił go kolega z oddziału.
    - Nie bój żaby, Daniła! Na moje oko to strzelają całkiem chujowo.
    - Żebyś się z czasem nie zdziwił.
    Rodion tylko ignorancko machnął ręką.

    Wychylił się jeszcze kilka razy, ale nic nie mówił, co wskazywało na to, że faktycznie żaden anschreicki szczur nie próbował atakować, gdy nagle wyłonił się lekko i gwałtownie ją opuścił, przyklejając się do ścianki.
    - Ktoś się przemieszcza po prawej, koło drzew bez koron - powiedział z powagą.


  • Elarid

    - Strzelamy na mój rozkaz. - odparł i odwrócił się jeszcze do tego po lewej: - Obserwuj drugą stronę, żeby nas nie zaszli.
    Następnie przygotował się do walki, odetchnął głębiej kilka razy i wycelował swoją broń tam, gdzie mieli zbliżać się wrodzy żołnierze, starając się ocenić odległość i to, czy naprawdę są oni oponentami, zawsze mogli to być jacyś maruderzy z ich armii.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Żołnierz burknął coś pod nosem i przesunął się nieco w lewo, by mieć lepszy widok na flankę. Nazar nieznacznie wychylił się za parapet, uważnie monitorując tonące w szczątkach zniszczonej roślinności rozległe przedpole. Nic nie dostrzegł, nawet przy wspomnianym przez strzelca skupisku drzew pozbawionych możliwości pobierania materii nieorganicznej, nieuchronnie skazanych na zagładę. Czyżby coś mu się przewidziało? Frontowy stres potrafi płatać nieśmieszne figle, zamieniając leżącą na ziemi gałąź w czołgającego się strzelca, z lufą skierowaną wprost w twoją stronę. Kątem oka zarejestrował jakiś ruch, gdy nagle spod jednego z pni wypełzła jakaś sylwetka w barwie polowej szarości, która nagle wstała i pędem rzuciła się do najbliższego z kraterów, na oko jakieś 75 metrów od ich aktualnej pozycji. Czyli jednak kogoś zauważył i bynajmniej nie był to żart zszarganego wojenną presją umysłu.
    - Na razie nikogo nie widzę - oznajmił wojskowy po lewej.


  • Elarid

    //Jestem już teraz w stanie ocenić czy to moi lub wrogowie?//


Log in to reply