Khuul


  • Mistrz Gry

    Mała, niewiele znacząca wioska rybacka, znajdująca się na północy wyspy. Mimo swojej niewielkiej wartości dla ogólnej ekonomii regionu i interesów poszczególnych Wielkich Rodów, Khuul nieustanie przyciąga w swoje włości rzesze uczonych i poszukiwaczy przygód najróżniejszego autoramentu. Ci pierwsi są najczęściej zainteresowani wyjątkowymi formacjami skalnymi, zwłaszcza gargantuicznym łukiem przechodzącym nad miejscowością, zaś uwaga tych drugich skierowana jest zarówno w stronę licznych w okolicy starożytnych ruin, jak i dokujących w porcie okrętów płynących na dziką, przepełnioną niebezpieczeństwami i dziką, norską ludnością wyspę Solstheim.


  • Mistrz Gry

    -Ejejej! Koleżko! Wstajemy! - donośny, jakby brzmiący w tle, głos karczmarza był pierwszą rzeczą, jaką Anrai usłyszał po przebudzeniu. A właściwie było jedyną rzeczą, jaka przebudziła go ze snu, w jakim zapadł po kolejnym, wieczornym maratonie raczenia się miodem i innymi trunkami w karczmie służącej mu także za miejsce noclegu.
    Drugą rzeczą, która na pewno mogła go rozbudzić, były mocne i zdecydowanie potrząsania.
    -Wstawaj, bo musisz za wczorajsze zapłacić!


  • Elarid

    Anrai
    -Che?A tak ile mam zapłacić?I mogę poprosić o jakieś jedzenie dla psa?


  • Mistrz Gry

    Kiedy to powiedział, karczmarz podniósł nieco jego głowę, by Anrai mógł lepiej spojrzeć na walające się po stole kufle i różnorakie butelki, niektóre częściowo pełne, inne już całkowicie opróżnione.
    -Dla sierściucha coś się znajdzie, ale za ten cały towar… - zaczął, by przerwać na chwilę i dodać zdecydowania - 75 septimów.


  • Elarid

    Anrai
    Na te słowa już bardziej się rozbudził i zaczął przeszukiwać sakiewkę w poszukiwaniu tych 75 Septimów i mu je podał a po tym jak da mu coś dla psa to już raczej sobie pójdzie.


  • Mistrz Gry

    Po chwili w sakiewce znalazł upragnione złote monety, zaś po podaniu karczmarz przez chwilę na nie spojrzał i oznajmił z lekką gburowatością w głosie:
    -Jak chcesz żarcie dla kundla, dorzuć mi jeszcze piątaka.


  • Elarid

    Anrai
    -Na Talosa…-wyciąga tego piątaka i mu podaje.Przez to że się upiłem muszę zrobić jakieś porządne zlecenie a jeszcze nie zapisałem się do gildii.Sprawdza w co jest ubrany i czy ma miecz


  • Mistrz Gry

    Po otrzymaniu dodatkowej należności, szynkarz niemo podziękował skinienem głowy, po czym bez zbędnego narzekania czy uwag zaczął powoli sprzątać jego stolik z butelek. Równie spokojnie przebiegły oględziny Anraia co do stanu własnego ekwipunku, gdyż na czas jego snu nic mu nie zginęło, nawet cenny, stahlrimowy miecz.


  • Elarid

    Anrai
    To się nazywają porządni ludzie…a raczej elfy…nie ważne , w skyrim już by mu wszystko podpierdolili.Ale by nie chwalić dnia przed zachodem słońca sprawdza czy to ten sam miecz czyli sprawdza czy jest zaklęty.


  • Mistrz Gry

    Na całe szczęście dla norskiego poszukiwacza przygód, miecz po wyciągnięciu z pochwy nadal skrzył się lekkim, lodowatym pyłkiem i buchało mrozem, co nie tylko potwierdzało obecność zaklętego efektu, ale także wzbudziło także niemałe zainteresowanie pozostałych, nielicznych gości gospody, którzy przebywali w niej o tej porze.
    W międzyczasie karczmarz pozbierał większość kufli i odszedł, zostawiając Anraia z własnymi myślami i wielce zadziwonymi Dunmerami.


  • Mistrz Gry

    @Kubeł1001
    Wulfgar
    Słony zapach morza i przybrzeżnej okolicy, odgłosy fal uderzających metodycznie o burty drakkara, dźwięki budzącego się do życia portu znajdującego się nieopodal oraz iście rubaszny gwar przygotowującej statek do ewentualnego rejsu załogi - te doznania składały się na obraz sytuacji Czarnego Jarla, kiedy to, jak co rano, postanowił zrobić obchód swego okrętu, sprawdzając jego obecny stan i nabić rozumu do głowy tym członkom kompanii, którym nie praca czy chociaż treningi walki, a dziewki, miód, nadchodzące swawole w karczmie i opieprzanie się zaprzątały ich myśli.
    Jak na razie, żadna taka konieczność nie miała miejsca, a sam Wulfgar mógł z satysfakcją przypomnieć sobie, że hednak jego kompania to dobre chłopaki są.


  • Elarid

    //Po prostu Wulfgar, bez tego “d” na końcu.//
    Pewnie, że dobre chłopaki, bo i jego chłopaki. A gdy tak pomyślał o miodzie, dziewkach i karczmach, to aż chciał przez chwilę wziąć dzień wolnego, ale tylko przez chwilę, był w końcu człowiekiem morza, zawsze bardziej ciągnęło go tam, niż na ląd, więc nie tylko pilnował innych, aby zajmowali się czymś produktywnym, ale i sam wziął się za jakąś robotę, chcąc przyspieszyć opuszczenie nadbrzeża.


  • Mistrz Gry

    Poszukując odpowiedniego zajęcia dla samego siebie, po chwili znalazł coś, co nie tylko pozwoliłoby mu w jakiś sposób zabić czas, ale też wystarczająco dobrze pokazać, że na okręcie tego typu naprawdę trzeba wiedzieć, co i jak ktoś powinien robić. Szybko znalazł to potencjalne zajęcie w osobie gołowąsa Sindriego, częściej zwanego przez resztę załogi “Szczeniakiem” - najmłodszego spośród jego bandy, który siedział oparty o solidny, utwardzony reling drakkara i ostrzył osełką broń swoją oraz tę należącą do towarzyszy. A właściwie robił to tylko w teorii, gdyż tak nędznie posługiwał się tą osełką, że prędzej bardziej tępił ten oręż aniżeli go ostrzył.
    Chyba będzie trzeba go profilaktycznie opieprzyć i pokazać, jak to właściwie się robi, zanim ta niemota narobi więcej szkód.


  • Elarid

    Zaczął od standardowego zdzielenie go z otwartej dłoni przez łeb, choć włożył w to minimum siły, nie chciał za bardzo go uszkodzić.
    - No i co Ty robisz, jełopie? - zapytał, ale nim Szczeniak zdążył odpowiedzieć, wziął do ręki swoją osełkę i najbliższą broń, a potem pokazał mu, jak to się robi. - Ma być tak, dobrze i ostro. Bo jak nie to będzie dupa, gdy machniesz toporem i nawet komuś głowy z barków nie zdejmiesz, jasne?


  • Mistrz Gry

    -T-tak, Jarlu… - odparł nieco przestraszony taką reakcją swojego przywódcy, starając się to jednak ukryć najlepiej, jak tylko potrafił - Pojmuję. Już nie będę.
    Po czym raptownie i nadzwyczaj szybko, jakby całym sobą chciał udowodnić zrozumienie nauczki, wziął inny, leżący pod jego nogami miecz, po czym nawet pewnym ruchem chwycił osełkę swą nieco wątłą, jak na Norda, dłonią, by przystąpić do ostrzenia metodą pokazaną mu przez Wulfgara.
    Ostrzenia, które już po krótkim czasie dało wraźnie kepsze efekty niż wcześniejsze, nieudalne próby Szczeniaka.


  • Elarid

    //Ja wziąłem do tej lekcji swoją osełkę, którą mam wpisaną do ekwipunku, przecież napisałem “wziął do ręki swoją osełkę”.//


  • Mistrz Gry

    //Mój błąd wynikający z niedokładnego przeczytania tekstu. Teraz jest już poprawione.//


  • Elarid

    Skoro to miał z głowy, to wznowił obchód po okręcie.
    //Jak nie masz nic ciekawego do zrobienia, to przewijaj do tego rejsu, ochrzanianie głąbów jest fajne, ale w końcu nudzi.//


  • Mistrz Gry

    Kontynuując swój obchód, Wulfgar mógł obserwować zwyczajnie dzień pracy na drakkarze, w której członkowie jego wiernej, zahartowanej latami wspólnych przygód załogi - przygotowywanie żagli, skręcanie zapasowych lin, impregnowanie wioseł wraz z ich naprawą, a także, jeśli było na to miejsce lub czas, treningi własnych zdolności fechtunku oraz walki. To wszystko, w połączeniu z okazjonalnymi żartami czy obecnym tu i tam bumelanctwem, składającej się na obraz jego własnych kompanów przygotowując się do kolejnego rejsu. Rejsu, który niedługo na pewno będzie miał miejsce, tego Czarny Jarl może być pewien.
    Nawet w sytuacji, kiedy rozmyślania i przeczucia o pewności rozwiewa Arbjorn Giętki - rosły, brodaty, znany z niebywałej elastyczności swych ramion i równie niebywałej siły w nich obecnych, który podszedł w pobliże swego szefa i rzucił swym charakterystycznym, tubalnym, trochę oschłym, tonem głosu:
    -Jarlu, jakiś Elf do ciebie. Z robotą na morzu ponoć, a cały czas zrzędzi, że chce gadać z tobą osobiście. Chętnie z chłopakami bym mu przyjebał, ale jak to jednak dobra fucha jest…


  • Elarid

    - Jak nie, to możecie mu przyjebać. - odparł, kładąc mu dłoń na ramieniu. Ruszył na ląd, bo to gdzieś na nadbrzeżu spodziewał się tego upierdliwego Elfa.


  • Mistrz Gry

    Arbjorn skinął głową na znak zrozumienia, przepuszczając szefa i dając mu swobodnie przejść z drakkaru na ląd. Na ląd, na którym spokojnie, z założonymi rękami i nadzwyczajną pewnością siebie czekał na niego dobrze mu znany, choć niekonieczne jego załodze, Relam Anirith, zwany w hermetycznym półświatku Camonna Tong pod przezwiskiem “Cukrownika”:

    To nadzwyczaj dziwaczny pseudonim wynikał z prostego faktu, że ten nadmiernie pewny siebie, ocierający się o przysłowiowe wyżej sranie, niż dupy posiadanie, Mroczny Elf pełniący wątpliwie zaszczytną funkcję nowego szefa kanału przemytu khajiickiego narkotyku, zwanego księżycowym cukrem, i innych luksusowych dóbr, z Elsweyr i reszty Cesarstwa na Vvardenfell. A skoro wąsaty dupek jego pokroju osobiście pofatygował się z własnej bazy operacyjnej w Hla Oad leżącej na drugim końcu wyspy aż tutaj, to można z czystym sumieniem przewidywać, że robota może być ważna i dobrze płatna.
    -Ach! - wykrzyknął westchnienie w swojej dziwacznej i irytującej manierze - Jak dobrze, że wyszedłeś mi na spotkanie, bo twoi chłopcy zaczynali na mnie dziwnie łypać! Jesteś pewien, że na pewno lubią kobiety?


  • Elarid

    - Po prostu dawno nie ścięli komuś łba, żeby powiesić go na dziobie naszego drakkara, a taki wątły cherlak jak Ty nadaje się w sam raz. - odparł i zarechotał. - No, gadaj, czego chcesz, bo mi się śpieszy,


  • Mistrz Gry

    -O, mamy żartownisia. - odparł z przekąsem, jednocześnie przewracając oczami - Jednak to, do czego będę cię potrzebował, będzie wymagała czegoś więcej niż ostrego języka. Na pewno wiesz, jak ważne dla Camonna Tong są moje szlaki przemytnicze przechodzące przez Hla Oad, czyż nie?


  • Elarid

    Anrai
    Skina głowę w wręcz geście przeprosin wkłada miecz do pochwy by usiąść i czekać na jedzenie dla swojego psa


  • Elarid

    - Mówiłem, że mi się śpieszy, więc przejdź do rzeczy, Elfie. Zbyt długo pracuję dla tej frakcji, żebym tego nie wiedział.


Log in to reply