Statek Marra Agrata


  • Mistrz Gry

    Ukradziony wójtowi jednej z vorcellskich wsi wiekowy okręt transportowy, przeznaczony bardziej do prac rolniczych czy przewożenia różnorakich towarów niż kosmicznych eskapad. Ten posiadający podstawowy napęd pulsacyjny, okazjonalnie działający hipernapęd i kilka średniej jakości działek laserowych przeznaczonych do samoobrony statek stanowi podstawowy środek transportu dla cholerycznego psionika i jego pragnącej poznać kawałek Wszechświata kompanii.


  • Mistrz Gry

    -Na Boginie, mam cię już dosyć, jebana pierdoło! - nadzwyczaj niekojarzący się z analitycznym podejściem do świata krzyk irytacji Asrona znudził Marra z niezbyt spokojnego snu na podłej jakości pryczy we własnej kajucie. Jeśli “snem” można w ogóle nazwać płytkie drzemanie przy wtórze nieopodal dudniących silników
    pulsacyjnych statku.
    -Ale… no ale… - wytłumiony głos zazwyczaj wycofanego Opina dało się usłyszeć w oddali.
    -Ty mi tu nie “aluj”, tylko weź się garść, cioto! Do rodziny mu się zachciało… Szkoda, że po ponad tygodniu w kosmosie i jednym zaliczonym porcie kosmicznym!
    -Ale… no…
    -Daj mi już spokój! - warknął Asron, po czym do uszu Massra doszedł głuchy, miarowy stuk jego podkutych, roboczych butów.
    Nie ma co, dla Massra ten (prawdopobnie) dzień już naprawdę świetnie sie zaczyna. Ledwo co wstał, a jego koledzy, z którymi podróżuje po galaktyce, zdążyli już ze sobą podrzyć kotów. Ciekawe, co tam jeszcze los przyniesie temu świeżemu psionikowi, któremu to się podróżowania zachciało?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      A mógł to być piękny dzień. Mógł zostać obudzony i poinformowany o tym, że już zbliżają się do wuja; że w oddali majaczy jakiś wrak gotowy do przeszukania i zmienienia właściciela swoich kosztowności; że znaleźli jakąś babę do przywłaszczenia i akurat on ją dostanie, bo wpadł na to wszystko. Tak, tak byłoby lepiej, wtedy byłby spokojny, szczęśliwy, widziałby sens w tej wyprawie oraz nikt z tu obecnych nie dostałby niepotrzebnego guza. A tu, k*rwa, ta dwójka się kłóci już z samego rana! Chociaż tyle dobrego, że przynajmniej przestali. Przynajmniej na jakiś czas… chociaż jego samopoczucie będzie najpewniej koślawe już na resztę dnia.
      Podniósł się niemrawo z łóżka, przeciągając się. Od razu ruszył ku stanowisku pilota. Może tam znajdzie Reika i się okaże, że do celu już niedaleko? No hej, w końcu ten dzień nie może być tak zły tylko przez jego początek… prawda?


  • Mistrz Gry

    Piękny czy nie piękny, ważne, że przynajmniej miałby o wiele mniej powodów do bycia zawiedzionym przy użeraniu się z tą bandą kretynów, których głupoty nie usprawiedliwia nawet to, że jeden umie prowadzić statek, a drugi mógłby z zimną krwią zamordować Yapisa czy inną istotę rozumną. Naprawdę w środku korci go, by przywalić tej dwójce z psionicznej fali uderzeniowej czy czegoś takiego, jednak lepiej i rozsądniej zostawić użycie przemocy na wypadek rozwoju tej swary.
    Wychodząc ze swojej kajuty o standardach godnych kanciapy średnio opłacanego ciecia parkingu policyjnego, Marr mógł niczym niepokojony przejść obskurnymi, wąski korytarzami statku w stronę równie niewielkiego “mostka kapitańskiego”, będącego niewiele więcej niż dwoma niedbale zacerowanymi fotelami stojącymi naprzeciwko przyrządów kontrolnych, umieszczonych bezpośrednio przy wizjerach ukazujących upstrzoną migoczącymi gwiazdami przestrzeń kosmiczną.
    Po chwili zauważył Reika, na wpół pogardliwie zwanego przez niego samego Czerwonym 2:

    Siedział sobie spokojnie na fotelu pilota, wprawnie manipulując kontrolkami statku, kierując nim w milczeniu. Nawet zbytnio nie zauważył, że ktoś wszedł do środka przedziału pilota.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Podczas tej drogi już któryś raz sobie powtarzał, że jak tylko znajdą jakiś lepszy, jakkolwiek działający statek, to niezależnie od poziomu zniszczeń, wymienią go miast tego gruchota. Co go podkusiło, aby pytać się syna wójta o statek kosmiczny? Ah tak! Brak znajomości! Jak zwykle… przez to nawet porządnej ekipy nie mógł skombinować, chociaż z drugiej strony woli towarzystwo wiernych ziomków, niż jakichś tam nieważne jak lepszych, obcych typów. Chociaż wtedy to ich znałby lepiej…
      Nim jednak zdążył się przegrzać tymi myślami, wkroczył na niewiele lepszy mostek. Na szczęście drugiego czerwonego, był na miejscu. Ilekroć widział go przy pracy, zastanawiał się jakim cudem on to umie obsługiwać… Teraz nie było inaczej.
       – Daleko jeszcze do wuja, albo… czegokolwiek? – spytał się dość niepewnie, w sumie jak zwykle, kiedy miał do niego sprawę i akurat pracował. Brrr. Jak można aż tak w coś wsiąknąć, aby nie widzieć świata zewnętrznego…?

       No, w innym tego słowa znaczeniu.


  • Mistrz Gry

    Mimo wszystko, wciąż byłoby lepiej, gdyby ta ekipa “wiernych ziomków” miała lepszy sprzęt niż kilka broni ludzkiej produkcji na pociski nielaserowe i statek kosmiczny trzeciej świeżości. Ale, jak to mówi znane przysłowie, nie można mieć wszystkiego, a przynajmniej do momentu, kiedy się tego nie ukradnie.
    -E, niezbyt. - rzucił jakby od niechcenia, dalej prowadząc statek i nie zwracając na Marra zbytniej uwagi - Jeszcze z dwie jednostki astronomiczne i będziemy na granicy układy, a potem tylko jeden skok hipernapędem i jesteśmy u twojego wujka. No właśnie - weź pójdź do maszynowni, bo hipernapęd mógł się zepsuć.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Westchnął głośno i ruszył niechętnie w kierunku maszynowni. Niby dobrze, bo ma co robić i pewnie nikt z nich tam nie chodzi, to i mniejsza szansa że się wkurzy, ale jednak jeśli będzie to coś poważnego, to będą w dupie. Być może na długo. Bardzo długo. Niewyobrażalnie długo. Do tego wtedy poziom jego irytacji sięgnie zenitu, a tego nikt z tu obecnych by nie chciał, nawet jeśli obecnie twierdzą, że chcą.


  • Mistrz Gry

    Co jak co, ale każdy z jego doborowej inaczej załogi dokładnie wie, że lepiej nie wkurzać kogoś, kogo moce psioniczne nie są jeszcze wypracowane i w przypadku odpowiedniego wkurzenia mógłby pstryknięciem wyparować nawet cały statek. Dodatkowo, nawet maszyneria tego okrętu nawet w jakiś sposób to wie, gdyż od czasu wylatu z Vorcell wszystkie usterki były może nadzwyczaj częste, jednak nigdy nie były zbyt poważne i można je było w miarę szybko naprawić.
    Jak będzie teraz, Marr dowie się za chwilę, gdyż znalazł się tuż przed drzwiami maszynowni, do której nic, tylko wchodzić.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      
      Wychodzi więc na to, że roztacza wokół siebie tę aurę strachu, której nawet maszyny się boją. Cieszyło go to. No, już mniej te liczne usterki, ale to pewnie przez to, że lecą na jakimś gruchocie, a nie porządnej maszynie. Gdyby miał jakieś lepsze narzędzia lub jakoś większą wiedzę, zrobiłby z tego cudeńko na miarę wojskowych statków, jakie czasami widział na swojej ojczystej planecie.
      Wszedł do środka i skierował się od razu do hipernapędu. Po drodze doglądał innych ważnych urządzeń lub części, aby się upewnić że są sprawne i takie zostaną do końca dnia. Lubił majsterkować i nie miał na dziś planów, ale jednocześnie nie lubił naprawiać zepsutych rzeczy, kiedy nie powinny takie być, to jest jak są nowe lub jego. Co prawda ten statek to jakoby wyjątek, bo na takim relikcie wszystko będzie się psuć, ale tu w grę wchodzi to, że sam nie chciałby aby to się psuło i tak powinno zostać. No a do tego traktował to jako jego własność, nawet jeśli nią nie była w świetle prawa.


Log in to reply