[Powierzchnia] Śródmieście


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Przed Apokalipsą najbogatsza część miasta, wypełniona marketami, nowoczesnymi biurowcami i podłużnymi blokami mieszkalnymi. Dziś? Ponury cień samej siebie. Bezpośrednie sąsiedztwo z Zakładami Koksowniczymi dało się w znaki całej zabudowie, gdy na przemysłowe hale spadł deszcz kilkutonowych bomb. Kilka ładunków zboczyło z swej pierwotnej trajektorii, uderzając w Śródmieście. Siła eksplozji burzyła betonowe budynki niczym domki z kart. Wraz atakiem i walkami w mieście przyszły pożary, które strawiły to, co zdołało się uratować. Dzieło zniszczenia przypieczętowała okrutna, nuklearna zima i sam czas, który zabierał wraz z sobą zionącą pustką zabudowę. Smutnym symbolem destrukcji stał się niegdyś dumny pomnik Powstańca Śląskiego, wciąż górujący nad ruinami miasta. Starzy ludzie mówią, że Powstaniec upadnie dopiero wtedy, gdy nie pozostanie mu ani jeden Ślązak, którego mógłby bronić.

    Od północy Śródmieście graniczy z Sinym Lasem , od zachodu z ul. Góry Św. Anny i linią kolejową. Południową granicę wyznaczają ruiny Zakładów Koksowniczych, a wschodnią przejmowane przez roślinność budynki położone w pobliżu ulicy Elizy Orzeszkowej.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński
    Czy miasto, w którego każdym kącie czai się śmierć, dalej może być nazywane miastem? Brama odcinająca Perłę od Powierzchni została zamknięta z głośnym zgrzytem, a Szprycer znalazł się po jej drugiej stronie, na powierzchni. Gwardziści, wartujący w ziemiankach strzegących zejścia, posłali mu jedynie obojętne, choć lekko zaskoczone spojrzenia. Mariusz szybko ich minął i podążył w swoim kierunku, pozostawiając samotnego Powstańca, symbol utraconej przeszłości ludzkości, za swoimi plecami. Po kilku minutach minął skrzyżowanie z ulicą Filarskiego. Spopielony szkielet Centrum Zdrowia wbijał swe kikuty w zasnute ciężkimi chmurami niebo, jakby chcąc nakłuć je i wymieść znad powierzchni świata. W tym miejscu Woliński stawał przed wyborem. Dalszą drogę na nieprzebytą północ mógł prowadzić kilkoma drogami, ale w tej chwili te trzy wydawały się najbardziej sensowne. Idąc po wschodniej stronie miasta przedzielonego główną ulicą będzie szedł przez okolice ulicy Kościuszki i Korfantego. Była to najszybsza droga, ale także najbardziej niebezpieczna, bowiem z Sinego Lasu wyłaziło mnóstwo zmutowanego cholerstwa, które później lęgło się dawno rozszabrowanych budynkach. Druga opcja prowadziła przez zachód. Jeżeli Mariusz trzymałby się pobliża szosy, mógłby znacznie zmniejszyć szanse na spotkanie z mutantami, ale za to nadłożył by drogi i zapewne musiałby nocować gdzieś w okolicach Przedszkola - to miejsce nie cieszyło się dobrą sławą, a już na pewno nie jako nocleg. Z drugiej strony, jeżeli nie rozłoży podróży na dłuższy czas, to zmrok prawdopodobnie zastanie go w środku Sinego Lasu, a to równało się wyrokowi śmierci. Trzecia opcja była kompromisem - trzymanie się głównej szosy zapewniało średnie bezpieczeństwo, ale szybką podróż. No i w pobliżu znajdowała się stacja Szkolna, na której mężczyzna mógłby przenocować, jeżeli zaszłaby taka potrzeba.


  • Wrogie niebo Legion Dusz

    Jak zwykle wróżąc z lotu swojej plwociny, gęstości odchodów ptaków i długości zwisu jajec komendanta, ruszył ostatnią trasą. Złapał wygodniej włócznię i poszedł dość szybkim tempem, obierając najpierw kurs na Szkolną.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński
    Wszystko szło dobrze do momentu, gdy Szprycer znalazł się na wysokości dawnego supermarketu. Po drugiej stronie spękanej ulicy, na parkingu przed zrujnowanym budynkiem, trzy zaropiałe, zmutowane psy przypominające dobermany z karykaturalnie długimi i powykrzywianymi kłami. Właśnie szarpały jakąś niepokojąco wielką zdobycz, która rozmiarami przewyższała nawet żubry, jakie przed Apokalipsą można było spotkać na wschodzie Polski. Poza tym nie mogłeś wiele stwierdzić, bo mutant był już w stanie zaawansowanego rozkładu. Problem pojawił się w momencie, gdy jeden z psów oderwał uwagę od padliny i podniósł głowę, węsząc dookoła. Chwilę po nim pozostałe dwa również odeszły od truchła i zaczęły zbliżać się do jezdni. Mariusz wiedział, że jeszcze go nie zlokalizowały, ale na pewno czuły, że ktoś jest w pobliżu i prędzej czy później znajdą go. Około dwieście metrów dzieliło mężczyznę od ronda, skąd już niedaleko było do zejścia na Szkolną. Za to obok siebie miał spore, choć w dużej części zawalone blokowiska, straszące kaskadami gruzu i powykręcanymi prętami zbrojeniowymi.


  • Wrogie niebo Legion Dusz

    Jak typowy maratończyk linii metra, puścił się biegiem wprost do zaprzyjaźnionej stacji. W locie przerzucił włócznię na ramię i dorwał karabinku, od razu go naciągając i ładując. Sapiąc jak parowóz, zaczął już wyliczać, kogo będzie nawiedzać po nocach.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński
    Nagły ruch podziałał na psy niczym karmazynowa płachta na byka w corridzie. Rzuciły się do pogoni milisekundy po tym, jak Mariusz wybiegł. Mężczyzna jednak miał nad nimi sporą przewagę dystansu, ale ona zmniejszała się z każdą sekundą. Na wysokości dawnego sklepu hydraulicznego huk krwi w uszach Szprycera swoją donośnością zaczął przypominać walenie piętnastokilowego młota. W tym samym miejscu kątem oka dostrzegł, że jeden z psów, szybszy od pozostałej dwójki, był centymetry od złapania jego kostki ostrymi jak brzytwa kłami. Śrut siedział w zamku, wiatrówka była gotowa do strzału. Do zejścia pozostało koło 100 metrów - widział martwe, czarne rośliny spopielonego skweru, a nawet na sekundę dostrzegł wybrzuszenia w powierzchni ziemi - wartownicze ziemianki, strzegące schodów i wrót oddzielających stację od powierzchni. Nie mógł upewnić się czy rzeczywiście je widział i wzrok go nie mylił. Chwila zwolnienia równała się z chwilą, w której Łazik przypieczętowałby swój marny los.


  • Wrogie niebo Legion Dusz

    Bez patrzenia wyciągnął rękę za siebie i zwolnił sprężynę, mając nadzieję, że śrut wbije się psu w podniebienie. Od razu przeładował i mocniej zacisnął dłonie na drewnianych okładzinach.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński
    Czterdzieści metrów do zejścia. Nie miał pewności na to czy jego śrut zadziała tak jak na to liczył, ale zdawał się spełnić swoją misję - zmutowany pies zakwiczał i sekundę później potknął się o własne łapy, boleśnie upadając na szorstki asfalt. Kolejne dwa psy nie odpuszczały i wciąż goniły za Szprycerem. Trzydzieści metrów do zejścia. Gdy cały pościg minął zarośniętą skarłowaciałymi porostami wyspę dawnego ronda, rozległo się charakterystyczne “darcie” Burzy, dobiegające z okolic zejścia na pobliską stację. Stalowe kule ominęły biegnącego mężczyznę, uderzyły zaraz koło jednego z psów. Zaraz rozległa się druga seria. Ta była celniejsza, wbiła kilka kul w przednie łapy kundla i skutecznie położyła go na ziemię. Ostatni z mutantów nie przejął się śmiercią towarzyszy, a obrona Szkolnej nie mogła go dostać - pędził zaraz za Wolińskim, więc by go ustrzelić, musieliby ustrzelić także uciekającego. Dwadzieścia metrów do zejścia. Pies chwycił kłami nogawkę mężczyzny. Mariusz poleciał na glebę i przeszurał ramieniem po asfalcie, boleśnie obijając rękę. Drapieżnik prędzej pozbierał się po upadku i wybijając się na silnych kończynach, skoczył na Łazika. W tym samym momencie pędzona siłą sprężonego powietrza kula rozorała jego kufę, gardło i przednią część tułowia. Truchło mutanta spadło na pierś leżącego, oblewając go krwią martwego zwierzęcia.
    — Żyjesz?! Żyjesz tam?! — Rozległ się krzyk od strony ziemianek.


  • Wrogie niebo Legion Dusz

    Zmielił w ustach przekleństwo i zaczął się gramolić spod cielska, samemu przy okazji sprawdzając, czy ma w ciele dokładnie tyle samo otworów, co przed wyjściem na powierzchnię.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński
    Po chwili Szprycerowi udało się wydostać spod ociekającego krwią truchła mutanta. Gdy podniósł się, jego głowa szumiała niemiłosiernie, najwidoczniej miała większe problemy z dojściem do siebie po upadku niż reszta ciała Łazika. Mógł zauważyć kilka rzeczy. Pierwszą z nich było to, że jeden z psów, największy, stał na skraju ronda i niespokojnie przebierał w miejscu, nieustannie warcząc na mężczyznę. Z jego prawego oka sączyła się krew, innych ran nie było. To musiał być ten, którego postrzelił wiatrówką. Trzymał się dokładnie na granicy zasięgu Burz, wiedząc, że kilka kroków w kierunku niedoszłej zdobyczy mogło go zabić. Ostatni z kundli uciekał, kulejąc z podciągniętą pod siebie łapą. Kolejnym, co zauważył było to, że ktoś nieustannie krzyczał w jego kierunku.
    — Do cholery, chodź tutaj! Do padliny zlezie się całe cholerstwo z okolicy! —Wrzeszczał któryś z wartowników.


  • Wrogie niebo Legion Dusz

    - Chwila! Byłem trochę zajęty macaniem się z tą paskudą! - Sięgnął po maczetę i odrąbał kundlowi ogon. Dopiero potem ruszył na stanowiska wartownicze.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński
    Odcięcie ogona wcale nie było takie łatwe. Dzisiejsze psy były zbudowane o wiele silniej niż ich przedwojenni bracia, ich mięśnie były wytrzymałe, a kości grube i twarde. Niemniej po chwili Szprycer złapał zdobycz w swoją dłoń i mógł udać się w kierunku zejścia na stację. Defensywa Szkolnej w pewnym stopniu przypominała miniaturową wersję Perły - schody prowadzące do podziemnych peronów odgrodzono od powierzchni grubym murem. Przejścia na drugą stronę broniły stalowe wrota, upstrzone wgnieceniami oraz zadrapaniami. Po obu stronach zejścia wykopano proste ziemianki, z których wartownicy obserwowali okolicę i w razie czego - strzelali do wszystkiego co żywe i nie jest człowiekiem. Mężczyzna mógł zobaczyć mężczyznę, który wcześniej krzyczał do niego. Niewysoki wąsacz z nosem czerwonym jak burak posyłał mu wściekłe spojrzenie. Tymczasem do Mariusza odezwała się jedna z jego towarzyszek broni:
    — Zapukaj trzy razy po trzy i przeciągnij dłonią po metalu, wpuszczą Cię od razu do środka, Łaziku. — Młoda blondynka skinęła głową w kierunku zejścia.


  • Wrogie niebo Legion Dusz

    - Tak, dzięki… - Mruknął, nie bardzo zważając na gniew, jak się zdawało, dowódcy posterunku. Podszedł do bramy i wykonał uderzenia w umówionym sygnale, wciąż trzymając w garści ogon.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Mariusz “Szprycer” Woliński"
    Minęło kilka sekund i za wrotami rozległ się dźwięk odsuwanego rygla. Odźwierny pociągnął ciężką blachę, a ta zwróciła się ku wnętrzu zejścia, otwierając drogę dla Mariusza.
    Zmiana tematu, czekaj na post kontynuujący fabułę.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-16(Dzień 0)]

    Prowizoryczna gródź Perły zamknęła się za Maruderem w akompaniamencie skrzypienia starego metalu. Był na zewnątrz, jednak to wciąż było znajome “zewnątrz”. Schody w dół, zaczątki budowanego przez Dyktatora muru, dwie, potężne wieże wartownicze, z których na okolicę czujnym okiem spoglądali dobrze wyposażeni Gwardziści. W oddali, na lewo, zagospodarowane ruiny Domu Kultury i krzywe, prążkowane kominy dawnych Zakładów, z których niektóre do złudzenia przypominały ponure szubienice. Przed sobą miał ulicę, a za nią rozlatujące się fasady dawnych sklepów, kafejek i restauracji, o których opowiadał mu jego opiekun. Za jego plecami wznosił się monumentalny Powstaniec, od dziesiątek lat baczny na wyznaczonej mu pozycji i strzegący mieszkańców Perły, a przynajmniej tak mówili co bardziej przesądni. Spotkanie miało się odbyć w tym miejscu, ale o tak wczesnej porze jeszcze nie było tu nikogo.

    //Sugeruję poczekanie. Jako postać i jako gracz. //


  • Elarid

    Skoro miał czas to poświęcił go na oględziny okolicy, aby znaleźć sobie najlepszą pozycję do odpoczynku i przyglądania się tym terenom, oczekując na pojawienie się innych najemników, rządowych cyngli i samego konwoju, którego miał bronić.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    //Poczekamy na Kavalera.//


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-16(Dzień 0)]

    Czas uleciał, a w raz z nim zaczęli zbierać się rządowi łazicy. Od pierwszych porannych ptaszków, szczerze zaskoczonych tym, że ktoś stawił się na miejscu zbiórki przed nimi, po ostatnich ospalców, którzy swoimi ruchami dawali poznać, że podnieśli się z pryczy nie wcześniej niż kwadrans temu. Ta barwna zbieranina dzieliła się jeszcze bardziej. Widział tu kilka podekscytowanych i przerażonych piętnastek, to znaczy osób, które świeżo skończyły piętnaście lat, a więc weszły w “dorosłość” wedle zasad zdzieszowickiego metra. Znalazło się wielu “niedzielnych łazików”, czyli pijusów, narkomanów, bumelantów, którzy łazikostwo na rzecz państwa traktowali jedynie za łatwe źródło środków do dalszego marnowania się. Najwęższą grupę stanowili znani Maruderowi wyjadacze, doświadczeni mistrzowie łazikostwa. Niektórzy z nich byli świadkami pierwszych wyjść na powierzchnię i z powierzchnią wiązali się do dzisiaj, ale na stare lata, gdy ich wiedza nie wystarczała, by zastąpić sprawność, decydowali się na dołączenie do wypadów rządowych.

    Kilka minut później pojawiło się także kilku Gwardzistów, eskorta karawany.

    Upłynęła jeszcze minuta, a z ulicy Filarskiego rozbrzmiał znajomy rzęchot. Nadjechała zdezelowana furgonetka, ciągnąc za sobą dwie przyczepy. Całe nadwozie trzęsło się, z rury dął gęsty, srebrzanosmolisty dym, a siedzący w gnieździe Gwardzista w zrelaksowanej pozycji opierał się o jakiś dziwny, ogromny karabin, chyba automat, sądząc po wymiarach bębna nabojowego.

    Gardłowy krzyk dowodzącego całą akcją Szarogwardzisty poderwał wszystkich i zagonił do zebrania się przy pociągu drogowym.
    Wszystkich, oprócz Marudera. Drogę zastąpiło mu trzech żołnierzy. Pierwszy był niski i krępy, z świńską twarzą, ale palącymi płomieniem ślepkami. Drugi był wysoki, silnie zbudowany, ale jego muskulatura bardziej przypominała sumiennie praktykowane treningi, niż tępawą siłę. Za to trzeci był zupełnie młody, ścięty na jeża, niewysoki, ale wyższy od świńskiego ryjka. Po jego mimice można było wywnioskować, że nie jest stałym bywalcem na powierzchni.

    Świński ryjek wyciągnął jakąś kartkę i szybko odczytał, śmiejąc się przy tym pod nosem, po czym ponownie upchał do kieszeni.
    — …Obywatel Maruder? — Zapytał, próbując powstrzymać się od śmiechu.


  • Elarid

    - Dopiero co wyciągnęli Cię od cyca matki czy jesteś po prostu głupi? - odparł, a nim tamten mógł odpowiedzieć dodał: - Każdy bardziej rozgarnięty w metrze przynajmniej o mnie słyszał. Większość mnie zna. Żaden ze mnie nie kpi.
    Gdyby nie eskorta pozostałych i chęć otrzymania godziwego zarobku pewnie nie byłby takim miłym i ugodowym najemnikiem, ale dałby mu z miejsca w pysk, co powinno wystarczyć za potwierdzenie. Może i faktycznie zadzierał nosa, ale miał powód. Drugiego takiego najemnika nie było, odkąd stary umarł, a dopóki (jeśli) Maruder nie wyszkoli swojego następcy, tak jak sam został wyszkolony przez tamtego starca, to nie pojawi się kolejny.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-15(Dzień 0)]

    Świński ryjek spoważniał w mgnieniu oka, stojący obok niego Schwarzenegger tylko podniósł brew, a młody zachichotał pod nosem.
    — Oczywiście. — Mruknął Ryjek, którego opuścił pokłady śmiechu. Jego mięsista, pokryta szarą szczeciną twarz teraz nie przejawiała żadnych emocji, poza chłodem, jaki emanował w kierunku Marudera. — Dzisiaj obywatel Maruder nie pójdzie na zbiory rzepaku. Wracamy na stację, a stamtąd w dalszą drogę. Pytania? —


  • Elarid

    //To jest część zlecenia czy niezbyt, bo nie jestem pewien?//


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    // Nie, na pewno nie jest to coś, co robią rządowi Łazicy. O co może chodzić? Ja nie wiem, ale Świński Ryjek chyba wie. Dopytaj. //


  • Elarid

    - Tak. - odparł, krzyżując ręce na piersi. - Po co mam się tam udać?


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-15 (Dzień 0)]

    Pytanie przywróciło uśmiech na twarz Ryjka. Parabola. Wesoły, potem kamienny, teraz znowu głupawo zadowolony z siebie.
    — Otóż. — Świnka zaczął wyjaśnienia. — Sojusz Metra Zdzieszowickiego ma dla pana o wiele ważniejsze zadanie, niżeli prosty zbiór rzepaku. Czy jest panu znany Łazik o pseudonimie “Szprycer”?

    Oczywiście, w odmętach umysłu Marudera pływała ta ksywa. Gość był nieszczególnym Łazikiem, jakich wielu. Odróżniała go jedna, rzadko spotykana cecha; dezerter z Szarej Gwardii. Niewielu dezerterowało, a jeszcze mniejszej ilości udawało się to przeżyć. Zwykle tacy ludzie znikali i wszelki słuch po nich ginął, Szprycer nie stosował się do tej zasady.


  • Elarid

    Wzruszył zdawkowo ramionami.
    - Zależy. A jeśli nie zapłacicie mi tyle, żeby rzucił tę fuchę, to nie liczcie na jakąkolwiek pomoc z mojej strony.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-15 (Dzień 0)]

    — Czy dwukrotność sumy, jaką zebrałby pan babrząc dłonie w rzepaku, jest odpowiednią stawką? — Oczy Ryjka zabłysnęły, a głupi uśmiech na jego twarzy przeobraził się w uśmiech wręcz szelmowski.
    Z ulicy za ich plecami ruszyła kolumna rządowych Łazików, osłaniająca z wszystkich stron transportowy zaprzęg. Mieli przed sobą kilka godzin marszu, potem kilka kolejnych, spędzonych na wycinaniu bladożółtych roślin i wzajemnym chronieniu się przed drapieżnikami, a na koniec równie długą drogę powrotną. Szczęśliwej drogi, chłopaki.


  • Elarid

    - Żebyś wiedział, przystojniaku. - odparł, parskając śmiechem. - Co dokładnie mam zrobić?


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-15 (Dzień 0)]

    Ryjek przewrócił oczami.
    — To zależy. Czy obywatel ma przy sobie wszystko, co potrzebne na być może nawet kilka dni pobytu poza domem? Żywność zostanie zapewniona przez nas.


  • Elarid

    - Tak, tak. Przejdźmy do szczegółów. Mówił Ci ktoś kiedyś, że czas to pieniądz?


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-15 (Dzień 0)]

    Ryjek ponownie poczerwieniał, najwyraźniej te kilka minut rozmowy z Maruderem wystarczyły, by doprowadzić go do granic cierpliwości. Pewnie się polubią.
    — Więc obywatel pójdzie z nami. — Najstarszy skinął głową i ruszył w kierunku wrót, a Schwarzenegger i Jeżyk posłusznie pomaszerowali za nim. Najwidoczniej, potrzebowali najemnika do załatwienia czegoś w podziemnym mieście.


  • Elarid

    A więc ruszył, po drodze dyskretnie sięgając po miniaturą kuszę, na którą nałożył bełt i schował dyskretnie do obszernej kieszeni, chcąc być przygotowanym też na te mniej przyjemne alternatywy.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Maruder [T-14 (Dzień 0)]

    Alternatywa to dobra rzecz, zawsze nią była, a szczególnie teraz, w o wiele bardziej niepewnym, trudnym świecie.

    Ryjek kilkakrotnie uderzył knykciami o blachę wrót, wystukując pewnego rodzaju rytm. Niemalże od razu skrzypnęły i ciężkie żelastwo zaczęło się przesuwać, trzeszcząc w harmonii z sapaniem odźwiernego. Grupa zeszła do Perły.

    Kontynuacja pojawi się w temacie [Metro-Zdzieszowice] Perła


Log in to reply