Magia Przestworzy oraz Pegaz


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Dwa dumne statki powietrzne, jeden większy od drugiego, drugi wspanialszy od pierwszego. Nawzajem się uzupełniają i tworzą spójną całość – jakby ich spotkanie to była tylko kwestia czasu.
       W pełni magiczny, bojowy, lekki i zwrotny statek o dumnej nazwie „Magia Przestworzy”, dowodzony przez bogatego arystokratę Tarna Toena. Sama łajba różniła się od innych nie tylko zasilaniem na magię, bo to w teorii już dawno mają Niebiańscy, ale też i tym, że wyglądał przy tym jak typowy statek! Biały balon, przywiązany do statku i dumnie wznoszący się, krył w sobie tajemnicę. Nie był zasilany na zwykły gaz, o nie. We wnętrzu znajdowały się specjalnie sproszkowane drobinki kryształu magicznego, który służył za napęd całości – przesuwały również statek we wszystkich kierunkach. Było to konieczne przez wieczne, dodatkowe obciążenie spowodowane wielkim, czerwono-niebieskim kryształem ukrytym wewnątrz pokładu. To on spajał to wszystko i nadawał sens tej budowie. To on był połączony z resztą elementów, to dzięki niemu Tarn mógł kierować całością, zmniejszając zapotrzebowanie na tego typu personel i wykorzystując wolne miejsce na zatrudnienie innych wojowników. Konstruktor, przez pełne umagicznienie maszyny, mógł pozwolić sobie na mnogość bocznych żagli, których sterowność w zwykłych warunkach nie byłaby taka pewna, ale tu magia to rozwiąże. To głównie dzięki nim Magia była o wiele zwrotniejsza od innych modeli, a magiczny balon nadawał niezwykłego pędu.
      Jednak całość nie była dość spora, ale, znowu, ze względu na niezwykłość, można było sobie pozwolić na więcej sprzętu, jak na rozmiary. Rdzeń stanowiły działa tylko i wyłącznie na magiczne pociski. Były tu zapalające, mrożące, trujące, ziemne (twardsze) oraz powietrze (szybkie). Posiadacz kontrolującego kryształu mógł również decydować o obrocie dział, jednak i tak celowniczy byli tu jakkolwiek potrzebni, nie wspominając o ładujących. Poza artylerią, na pokładzie swoje miejsce znalazły magiczne karabiny maszynowe, prujące jeszcze szybciej i jeszcze lepiej od normalnych odpowiedników. W tym wypadku amunicją były skruszone magiczne kryształy.

    Uzbrojenie Magii:

    Broń Ilość Lokalizacja Rola
    Działa Magiczne 2 000 1 000 na burtach, 500 na rufie i dziobie Podstawowa artyleria, posiada wiele rodzajów amunicji
    Magiczne Karabiny Maszynowe 1 500 750 na burtach Ostrzał i masakracja wrogich załogantów oraz

    Art, na którym wzorowałem Magię

    „Pegaz” z kolei, jak zostało przedstawione na początku, był dość spory. Do tego i stary. Jest to były liniowiec, którego postanowiono przerobić na statek powietrzny. Było tu jednak coś podejrzanego. Nie miał na sobie żadnych odznaczeń producenta, namiaru na firmę, inżyniera który go skonstruował, ani tablicy przynależnej do Imperium. Innymi słowy, był to z pozoru piracki, nielegalny statek. Jednak nawet fałszywki mu brakowało, jakby nie próbował się kryć. No i nawet takie szuje potrafią docenić czyjś kunszt i nie kryć się z autorem. Jednak, wracając na mnie podejrzane tory. Balon miał wepchnięty pod pokład, przez co wyglądał jak latający statek. Dość spore, wielomasztowe żagle, nadające dobrą, nawet jak na liniowce, prędkość w powietrzu. Brak mu jednak było bocznych żagli. Za skręcanie odpowiadał ster na rufie, przerobiony na drobny żagielek. Tyle. Skręcał więc nieporadnie, długo i wolno, a przeciwnik mógł z łatwością przewidzieć jego ruchy. Jednak, jak wiadomo, to co wolne i nieporadne, jest też wytrzymałe. W pełni metalowe poszycie, a pod tym jeszcze drewna – istny pancernik niebios.
      W wypadku uzbrojenia, tutaj też wykorzystano potencjał. Wiele dział, z czego parę jakby ulepszonych, nieznanych nigdzie indziej, rozmieszczonych głównie pod pokładem, gdzie kiedyś stały armaty. Na samym pokładzie zaś są wspomniane wcześniej te dziwne, niespotykane. To taka hybryda wież, ale z jedną lufą i budową typowego działa na sterowce. Na pewno mogły się obracać i strzelać serią pocisków, jak karabiny maszynowe. Kapitan, pytany o nazwę lub pochodzenie, zawsze z dumą odpowiada „broń eksperymentalna”.

    Uzbrojenie Pegaza

    Broń Ilość Lokalizacja Rola
    Działa Artyleryjskie 4 000 2 000 na burtach, 1 000 na rufie i dziobie Podstawowa artyleria
    Karabiny Maszynowe 2 000 1 000 na burtach Ostrzał i masakracja wrogich załogantów
    Broń Eksperymentalna 4 Po 2 na burtę Niszczenie i uszkadzanie sterowca oraz załogi

    Art, na którym wzorowałem Pegaza. Podpokład jest na pewno większy, aby pomieścić balon


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //To ja to zostawię, jako taka ściąga dla mnie, a może i dla Was :V
    Tarn Toenn - postać bro
    Grent - przydupas
    Turns -technomanta z fetyszem do tego statku
    Layla - jedyna babka, zwinna strzelczyni
    Burg - mag ognia i powietrza

    Owen - postać Psychopaty
    George - elf
    Zardzewiały Joe - rdzewieje broń, nieznany powód bankructwa
    Aidan “Pijany Sokół”
    Sophie
    Travers - gnom

    Wszyscy siedzieli. Wszyscy ważni, oczywiście, bo reszta załogi robiła swoje, czy to myjąc pokład, wypatrując zagrożenia, uszczuplając zapasy, albo zajmując się sobą. Wracając jednak do bohaterów tej opowieści. Siedzieli w kajucie kapitana Pegaza, niejakiego Marthina Graugona, aby się ze sobą lepiej zapoznać, z racji możliwej, długiej współpracy. W ciasnym kole, na wygodnych kanapach, była cała jedna ekipa najemników oraz wybrani ludzie z drugiej, którzy według Marthina mogli się przydać.
      George znajdował się gdzieś z boku, ale sam Owen ledwo co pamiętał że tam jest, a co dopiero reszta. Sokół rozglądał się za jakimś alkoholem; Joel siedział spokojnie; Sophie mierzyła się na spojrzenia z inną kobietą tych z magicznego statku; a gnom przysuwał się do kapitana, jakby chciał go okraść.
       Grent siedział koło swego kapitana; Turns kręcił głową, rozglądając się po wnętrzu; Layla rzucała mściwe spojrzenie drugiej kobiecie obecnej w pomieszczeniu; a Burg wyglądał na nieobecnego.
      W pomieszczeniu trwała cisza, mimo że już jakiś czas tu byli. Wszyscy czekali na kapitana - w końcu to było pewne że przemówi. Ich pragnienia się spełniły. Marthin wstał, chrząkając przy tym.
       – A więc – zaczął dość pewnie i spokojnie, poprawiając okulary – skoro mamy ze sobą spędzić szmat czasu, to musimy się lepiej poznać. Proponuję więc krótką zabawę ze szkół. Każdy opowie coś o sobie. Ja zacznę. Jestem Marthin Graugon, kapitan “Pegaza”. Na ogół jestem badaczem, i mogę Wam zdradzić tylko tyle, że ładunkiem jest cel moich badań. Głownie zajmuję się biologią wspomaganą technomancją. Próbuję stworzyć nowy gatunek zwierzęcia hodowlanego, idealnego dla ludzi, aby nie musieli już męczyć tych dzikich zwierząt i zwolnili trochę przestrzeni pod uprawy lub fabryki. Owy gatunek miałby być hodowany tylko w laboratoriach w mieście. Nie jestem wybuchowy, rzadko się złoszczę, według załogantów bywam dosyć chłodny. Mam analityczny umysł. A teraz Wy. Może wpierw mój mały przyjaciel? – Zwrócił głowę w stronę Traversa, który był tuż przy kieszeni. Wyglądał na wyraźnie zakłopotanego.
       – Ymmm. no… Travers jestem. Gnom, który umie o siebie zadbać nawet w Trii! No, to tyle – skończył dość szybko. Obecnie przyszła kolej na Tarna.

    //Psychopata: jeśli chcesz, możesz opisać jego przemyślenia, zachowania albo co tam chcesz, albo poczekać aż bro odpisze i kolejka dotrze do ciebie. i uwzględnić to z opowiedzeniem.



  • Tarn
    Szlachcic omal nie roześmiał się słysząc o propozycji kapitana. Niby po co spoufalać się z bandą najemników, którzy zapewne gdyby nie pieniądze, nie wyśmialiby gospodarza? Eh, czasem próba udawania miłego, bo w końcu tego wymaga praca, jest dla Tarna trudna. Starał się nie pokazać po sobie co myśli o całym zajściu, a zwłaszcza o gnomie, którym chyba gardzi najbardziej z tych wszystkich łotrów. Jeszcze ten kurdupel śmiał próbować okraść kapitana, aż dziwne że nikt nie chce mu udzielić małej lekcji latania… Nie mniej, po chwili arystokrata wstał i przedstawił się.
    - Witam państwa serdecznie, jestem Tarn Toenn, kapitan “Magii Przestworzy”, niezwykle bogaty arystokrata, który opanował magię Stali, obieżyświat, który nie jedno widział i ujrzę znowu. Oczywiście, wiąże się to również z niemałą wiedzą geograficzną - odparł tonem nadętego bufona, po czym, jak przykładny arystokrata, usiadł. Oczywiście ta hołota nie zasługiwała na żadne ukłony z jego strony, niech nie myślą sobie że już stawia ich na równi ze sobą… A zwłaszcza tym dziwakiem, który wyraźnie rozglądał się nie za tym, czym powinien. Chyba jedyne co nie wywoływało w nim negatywnych odczuć, był pojedynek wzrokowy obu kobiet, który w zasadzie go zaciekawił, nie mógł doczekać się dalszego przebiegu!



  • // Ale wiesz, że nigdy nie lubiłem swojego nicku na jeja? //

    Owen natomiast nie czuł się rozbawiony tym dziwnym i nawet śmiesznym pomysłem kapitana, ponieważ jego głowę zaprzątało przygnębienie, a może nawet i obawa, na myśl o czekającym go w najbliższym czasie locie oraz wszelkimi dolegliwościami spowodowanymi przez chorobę lokomocyjną, które lada moment zaczną go nękać. Dlatego właśnie prawie nic nie zapamiętał z przemowy kapitana, a na te kilka zdań wypowiedzianych przez Traversa nie zwrócił nawet uwagi. Z tego lekkiego odrętwienia obudził się dopiero jakoś w połowie wypowiedzi kapitana drugiego sterowca statku. Właściwie po co zleceniodawcy aż dwa? Zresztą, to nie jego sprawa, więc może dowiedzieć się tego później, a teraz czas wykonać to dziwne polecenie kapitana. Wstał szybko i uśmiechnął się.
    - Owen Chadwick. Mag ognia. Póki współpracujemy możecie liczyć na moją pomoc o każdej porze dnia i nocy. - rzucił wskazując na siebie kciukiem, po czym usiadł.

    // Na świecie jest znany raczej pod pseudonimem. Nie dość, że nie jasno to napisałem to jeszcze było dawno, więc tak dla przypomnienia.//


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    W sumie… mało kto się przejął Tarnem. Jego załoga w końcu go znała, a spośród ludzi na Pegazie nie wywarło to jakoś wrażenia. Ba, George nawet się na niego nie spojrzał, ale sam Tarn najbardziej ze wszystkich nie widział jego obecności. Zaś wypowiedź Owena wywarła na ludziach z Magii już lepsze wrażenie. Pewnie cieszyli się z tego, że przynajmniej on nie chce stawiać na rywalizację, tylko współpracę, jak być powinno. Dalej w kolejce był Grent.
       – Grent Herg, przyboczny swojego kapitana, Tarna. Nie widzę w żadnym z Was wrogów i liczę na wzajemne zaufanie, a może i dłuższą znajomość lub więcej wspólnych zleceń, jeśli będzie nam się razem dobrze pracować. Zapraszam w każdym razie na Nasz statek, jedyny w pełni magiczny. Mogę oprowadzić, nie jest skomplikowany w konstrukcji. – Potem byli następni…
       – Turn Freght. Jedyny prawdziwy inżynier, mechanik i gość od sprzętu na magii umiejący w technomancję. Reszta to tylko jakieś płotki, które nie potrafią obchodzić się z Nią należycie. Jeżeli coś zrobicie mojemu skarbowi, uduszę was rurami tej rudery, czy co tam ma to zacofane gówno w którym siedzimy.
       – Layla Jasrent. Uwielbiam brawurę i jak coś się dzieje. Nie potrafię usiedzieć w miejscu, a kiedy się nudzę, sama szukam zabawy. Jeśli komuś zepsuje się rewolwer, służę naprawą i daniem zapasowego - mam ich całkiem sporo.
       – Burg Jatren. Pogodny mag operujący naturalnymi dziedzinami, wychowany przez elfy, pewnie jak obecny tu Owen. Znam pokaźny wachlarz sztuczek z magii ognia i powietrza. Mogę też kogoś podszkolić w tych wspaniałych dziedzinach, jakby była potrzeba. Jestem stary i doświadczony – Uśmiechnął się, zapewne zapominając o tym, że ledwie jeden procent ludzi w ogóle może się nauczyć jego magii, a elfy w podobnym miejscu nie są za częstym widokiem.
       – Joel, znany również jako zardzewiały Joe. Opanowałem magię niszczenia żelaza do perfekcji, gorzej z samą magią żelaza .Czasami nawet sam tego nie kontroluję, ale spokojnie, to głównie w ferworze walki. I… i… no, tyle.
       – Pijany Sokół. Jeden z najlepszych strzelców, jakich spłodził Nasz wspaniały kraj. Koneser wódek, piw, whiskey i innych napojów wysokoprocentowych. Zająłem drugie miejsce w Vaastiijskim turnieju Picia. Byłoby i pierwsze, ale nie chciałem zawieść przeciwnika. Bardzo pragnął tej wygranej, a widziałem że już ledwo stoi, to odpuściłem poddając się. Dziesięć tysięcy i tak wpadło, więc nie żałuję.
       – Sophie Grey. Wyśmienita złodziejka, która nie ma sobie równych. Gdyby mi się chciało, już dawno nie mielibyście tych swoich błyskotek i biżuterii, a może i czegoś więcej, więc radzę ze mną nie zaczynać. Wielu biedniejszych obecnie stróżów prawa to potwierdzi.
      Kiedy miał się odezwać George, coś mocno zakołysało statkiem. Travers spadł z kanapy i przeturlał się przez pomieszczenie, a reszta ledwo co usiedziała. Chwila spokoju i kolejny mocny impet, który tak jak poprzedni, nie został poprzedzony dźwiękiem zdzierania blachy z balonu, pęknięcia drewna lub innego dźwięku niszczenia. Do kajuty wpadł jeden z majtków.
       – Kapitanie! Burza! Straszliwa! Pierwszy raz od trzydziestu lat widzę coś takiego! A zresztą, niech sam kapitan oceni w drodze do schronu.
       – Koniec spotkania w takim razie. Możecie się rozejść i jeśli chcecie, przeczekać burzę z nami.



  • Owen nie zwrócił większej uwagi na Grenta i Turna, w końcu nie czuł nigdy jakiejś pasji do statków powietrznych, jedynie był zadowolony z przyjaznego tonu wypowiedzi tego pierwszego. Podczas gdy Layla się przedstawiała zaczął się zastanawiać kiedy zacznie konkurować z Grey* albo Aidanem. Zainteresował się natomiast drugim magiem ognia, w końcu nie często spotyka się dwóch takich ludzi. Będzie musiał z nim pogadać. Później wrócił do przyzwyczajenia się do przebywania na pokładzie, co brutalnie przerwał mu ten wstrząs, a potem całe jego staranie dobił kolejny. Cały dyskont, którego Owen próbował się pozbyć wcześniej powrócił, a do tego jeszcze przyszedł majtek z mało przyjemną informacją. Burza! Czymś jeszcze ten dzień spróbuję go trafić? Spojrzał na pozostałych ze swojej grupy, nie wiedząc co właściwie zrobić.

    *Jak się jej imię odmienia? Albo czy w ogóle się odmienia?



  • Tarn
    Na prezentację swojej załogi jakoś specjalnie nie zareagował, w końcu trochę już z nimi podróżuje. Zamiast tego, obserwował najemników, ciekaw ich reakcji. Robił to głównie dlatego, że siedzenie i słuchanie nie należy według niego do zbyt pasjonujących czynności, zwłaszcza wśród tej całej hołoty najemniczej… Kiedy tylko przyszła kolej przedstawienia się najemników, już pierwsza osoba go zainteresowała. Doprawdy, chyba pierwszy raz spotyka tak ciekawie utalentowaną osobę. Następny najemnik również go nie zawiódł. Ta banda wydaje się bardziej różnorodna i utalentowana, niż podejrzewał na pierwszy rzut oka. Co wcale nie znaczy że nagle przestanie w nich widzieć tłuszczę, szanujmy się! Jego niezwykle ciekawe rozmyślania przerwało mocne uderzenie, co oczywiście nieco go zirytowało. Kto śmiał mu prze… Kolejne mocne uderzenie. Do diaska! Wstał z kanapy i od razu zwrócił się w stronę swych załogantów, a konkretnie do do jednego.
    - Burg, zechciałbyś już teraz zaprezentować swe umiejętności? - Zwrócił się, na tyle spokojnie na ile mógł, w stronę swego maga. Wierzył, że jego magia powietrza jakkolwiek będzie mogła pomóc w opanowaniu burzy.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Nie odmienia się. Sophie i Grey w każdym przypadku.
      George siedział chwilę spokojnie. Owen mógł być pewien, że burza go nawet nie ruszyła. Po chwili wstał i podszedł do swoich dość pewnym krokiem, jakby obecna sytuacja działa się gdzieś z boku, czego nie można powiedzieć o zbierającym się Traversie i innych członkach bandy. Poza Aidenem. Ten dalej patrzył na półki, szukając alkoholu.
       – To nie jest zwykła burza… – mruknął elf do pozostałych kompanów. – Uważajcie na siebie i trzymajcie się maga Magii. On z pewnością wie co robić.
       – Oczywiście, kapitanie – odpowiedział Tarnowi Burg w tym samym czasie i wyszedł na zewnątrz ze spokojem, niby nie czując lęku.
      Po wyjściu, Kura i kapitana Magii od razu uderzył mocny wiatr. Resztę w sumie też, ale nie oni są tu na tyle ważni, aby o nich wspominać. W dali dostrzegli… niewielki statek. Nie byle jaki - zwykły szkuner niby nieprzystosowany do powietrznych żeglug, wiele takich widuje się na morzu. Mag w spokoju wyciągnął ręce przed siebie i… wiatr ustał. Nie wiało, nie targało, nie rzucało wszystkim wokoło. Burza jednak trwała dalej i deszcz zdecydowanie nie zelżał, dalej mocząc ubrania załogi. Gdzieniegdzie grzmiały pioruny, a chmury wokół się nie rozjaśniły. Burg zaczął poruszać rękoma, zbierając wokół powietrze.
       – Nie strzelajcie i chrońcie mnie! Potrzebuję czasu! – krzyknął jeszcze i miotnął skoncentrowanym powietrzem w niewielką łajbę.
      Wiatr po opuszczeniu pokładu i znalezieniu się w bezpiecznej odległości od statków, zamienił się w dużą trąbę powietrzną, mknącą do celu, który aż tak blisko nie był. Koło maga uderzył piorun, niezbyt szkodliwy, ale z pewnością chybiony. Załoga nie była w stanie sporo zdziałać w jego obronie, w końcu to nie oni byli najbliżej.
    //Tak, wiem że nawet jak coś takiego uderzy koło to wyrządza krzywdę lub jakiś efekt, ale przez jakąś sytuację się do tego zraziłem i tutaj, jak i w innych moich światach, to tak nie działa - musi być bezpośrednie trafienie.



  • // Mokro, piorun i nikogo nie popieściło? //

    To nie jest zwykła burza? To co niby ją wywołało? Chyba nie ma magi, która by takie coś zrobiła… chyba że technomacja.
    Po wyjściu właściwie nie miał co robić, skoro Borg i tak już wszystko załatwił, tak więc stał tylko i przyglądał się całej tej scenie. Niby mógłby dodać tej burzy trochę słońca, ale był bardziej ciekaw działań tamtego maga. Chyba nawet zapomniał, że jest na pokładzie statku. Gdy tamten wydał polecenie zaczął się do niego zbliżać.
    - To wystarczy?



  • //Złe wspomnienia :v //
    Tarn
    Tarn chyba nigdy nie przestanie podziwiać swego towarzysza, a konkretnie jego biegłości w posługiwaniu się magią. Oczywiście, stara się tego nie okazywać, przyznanie się do zazdrości uważałby wręcz za poniżenie! W końcu to wstyd by arystokrata, tak bogaty jak on, zazdrościł komuś czegokolwiek… Nie mniej na polecenie Maga zareagował dosyć szybko, biorąc pod swe władanie najbliższy metal, mogący jakkolwiek przyciągnąć pioruny. Następnie wyrwał go i umieścił nad głową Burga, dosyć wysoko, formułując z niego okrągły dysk w kilkoma wypustkami przy brzegach, mający imitować piorunochron i ściągać na siebie wyładowania elektryczne. Następnie odprowadził z dysku długie pręty, które zamocował w metalu, izolującym uderzenia piorunów. No co, na pewno magia stali musiała mieć jakieś nauki o metalach i ich rodzajach… Miał nadzieję, że jakkolwiek jego plan zadziała i się powiedzie.
    //Też jestem w tej kwestii niedoedukowany :v //


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Ironia, bo już drugi raz zapomniałem uwzględnić wodę przy walnięciu piorunem. Ale teraz mam na to lepsze wyjaśnienie.
      Trąba gnała do celu dość szybko, przybierając na masie. Gdzieś w połowie drogi zderzyła się z… innym cyklonem, pędzącym od strony szkunera. Oba się wyzerowały i zniknęły. Ludzie na Magii i Pegazie nie odczuli żadnych skutków tak olbrzymich zabaw powietrzem, podobnie jak ich statki. Mag wziął oddech i przeszedł do kolejnego ataku. Tym razem posłał szybki, mknący jak strzała, pocisk przypominając przytoczoną strzałę. Leciał wprost w żagle niewielkiego szkunera. Nie poprzestał jednak na pojedynczym zaklęciu. W mig za pociskiem poszły trzy niewielkie wiry powietrzne stworzone z burzowych chmur. Sztorm trochę ustał, opady nieco straciły na sile, ale dalej na części horyzontu majaczyły czarne chmurzyska.
      Po stworzeniu przez Tarna piorunochronu z fragmentu Magii, od razu pojawiła się okazja aby go przetestował. Chwilę po umieszczeniu go nad czarodziejem, piorun uderzył z góry, jakby właśnie chciał walnąć w głowę Burga. Stojący na drodze kawałek metalu zdążył go powstrzymać, jednak ku zaskoczeniu samego kapitana magicznego statku, nie podziałało to zgodnie z prawami fizyki, albo przynajmniej z jego wyobrażeniami. Błyskawica zdeformowała piorunochron, nagrzewając go do niewyobrażalnej temperatury i nie przeskoczyła dalej -reszta konstrukcji nie została naruszona.
       – To nie jest zwyczajna burza! – krzyknął Marthin. – Pioruny nie zachowują się naturalnie! Są przez coś kontrolowane! Jak widzieliście, ich celem jest Burg, więc musimy osłaniać bezpośrednio go!



  • Owen patrzył z zaciekawieniem na lot trąby do celu, a później z lekkim zawodem na odparcie ataku. Wygląda na to, że przeciwnicy również władają magią powietrza, co trochę utrudni zadanie. Zaczął się zastanawiać, dlaczego Burg ponownie spróbował magi powietrza, zamiast spróbować czegoś nowego. Piorun uderzył gdy właśnie miał o tym powiedzieć magowi. Cofnął się o krok i spojrzał na piorunochron. W mordę, jak się nie pośpieszą to skończą tak samo. Nawet nie mają jak się inaczej bronić, niż stawiać kolejne piorunochrony. a to znowu uszkadza statek… co właściwie oznaczałoby, że będą musieli wylądować, więc nawet dobrze. Owen skarcił się w myślach za ostatnią myśl. Nie czas na to, trzeba działać.
    - Dlaczego nie uderzymy w nich ogniem? - Zabytał Burga, jednocześnie oceniając jak daleko znajduję się ich przeciwnik.

    // Tak sobie pomyślałem, że właściwie to magia elektryczności byłaby dobrym uzupełnieniem sztucznej magii. No chyba że nie mamy jeszcze prądu. //



  • Tarn
    Tarn to ma dopiero szczęście. Nie dość, że jest arystokratą z jedynym w pełni Magicznym statkiem, z niecodzienną załogą, to jeszcze współpracuje z równie nietypowymi najemnika, walcząc przeciwko niezwykłej załodze zwykłego szkunera. Obawiał się jak przebiegnie reszta podróży, skoro już na starcie napotkali takie przeszkody…
    Arystokrata zaczął się gorączkowo zastanawiać jak ochronić Burga, przy okazji patrząc co robi reszta jego załogi.
    - Turn do cholery, nie masz żadnego pomysłu jak skontrować te zasrane pioruny? - Krzyknął do swego technomanty, w międzyczasie próbując przywrócić piorunochron do jakiejkolwiek formy. Odwrócił go słabiej poranioną stroną do góry, wciąż trzymając go nad głową. Liczył że taka prowizorka poradzi sobie z jeszcze jednym uderzeniem, nie chciał bowiem kompletnie rozbierać swego statku by chronić maga…
    Tarna też w sumie ciekawiłą ta sama rzecz co Owena, jednakże on nie zamierzał podawać w wątpliwości słów swego towarzysza. Niby to Tarn jest tu kapitanem, ale nie musi się na wszystkim znać, skoro doświadczony, wiekowy czarodziej mówi by nie atakować, to najwyraźniej zna się na rzeczy.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Gdyby była, to dałbym magię prądu. Teraz w sumie trochę żałuję że jej nie ma, bo nawet mam już jej działanie w głowie.
      Kiedy wietrzny strzał był już blisko celu, miał sięgnąć żagli, wielki podmuch powietrza wokół latającego stateczku zmiótł go całkowicie. Co się zaś tyczy wirów, również zostały przegnane, a wraz z nimi większa część burzy. Potem mag zebrał resztę chmur w okolicy i wytworzył z nich tarczę, odgradzającą ich statki od szkunera. Burza przeszła, przestało siąpić, nie musieli już się przekrzykiwać.
       – No, mamy chwilę spokoju – mruknął do siebie Burg, a potem przeniósł wzrok na Owena. – Szkoda byłoby stracić tan cenny nabytek. A zresztą, zrozumiesz jak zgarniemy załogę. Zmień odrobinę kurs – polecił kapitanowi Pegaza. Ten bez słowa sprzeciwu szybko pobiegł do sternika.
       – Już coś mam, za chwilę wrócę – odparł Turns do swojego kapitana i pobiegł wprost do Magii.
      George tym czasem wrócił z niewielkim generatorem pary. Nikt nie zauważył jego nagłego zniknięcia, natomiast każdy widzi jego powrót. Włączył ustrojstwo, które z sykiem zaczęło działać. Na początku jak zwykle buchnęło olbrzymią ilością gorącej, gęstej pary, aby potem już wypuszczać mniejsze, bezpieczniejsze dawki. Elf zaczął rozprowadzać mgiełkę wokół okrętów, tworząc w ten sposób wielką zasłonę z mgły.
       – Mądrze, mądrze – pochwalił George’a starszy mag. – Kiedy upora się z moją tarczą, nie będzie mógł rozsunąć mgły ze sztucznie stworzonej pary. Jednak i to nie jest pewne, bo jak tylko się kapnie co to, pewnie w mig znajdzie sposób. A, tylko pamiętaj aby trzymać te obłoki daleko od nas - generatory pary mają tendencję do wypuszczania wilgotnych chmurek. Szkoda gdyby usmażył nas wszystkich od razu. – Nie zdziwił się jednak elfem znającym ten rodzaj magii. Właściwie, jego reakcja jest nawet typowa - zwyczajny elf nigdy nie wszedłby na statek powietrzny.



  • // Można zrobić, że to dopiero co się pojawiło i nie jest popularne, czy też nawet szerzej znane.

    Tak jak teraz patrzę, to niby gram człowiekiem, ale ukazuje się coraz więcej cech podobnych do elfów. Tamta rasa nie weszłaby na statek powietrzny, a Owen też nie przepada za tym środkiem transportu. //

    - Czuję się trochę bezużyteczny. - Powiedział do siebie. I nawet miał w tym trochę racji, ponieważ skoro nie mógł zrobić tego co zazwyczaj by już dawno zrobił, to jest rzucić się do ataku, to nie mógł nic innego zdziałać. Czyli kolejny raz powrót do bezczynnego stania i patrzenia jak to się wszystko wkoło ładnie dzieje. Widząc brak reakcji Burga na działania Gregora zaczął się zastanawiać ile ten człowiek musiał widzieć… a może żył jeszcze dłużej na prowincji lub odludziu niż Owen i dalej nie pamięta wszystkich zasad tego ludzkiego świata? Spojrzał ponownie nadal nad tym rozmyślając na Burga. - Wszystko dobrze. Ale co dalej?



  • //Aaaaa, wybacz tak długi brak odpisów ;-; //
    Tarn
    W sumie to na chwilę obecną Tarn, podobnie co Owem i pewnie zdecydowana większość załogi, nie miał co robić, w związku z czym udał się za swoim technomantą, a może na coś mu się przyda.
    Szlachcic był pod wrażeniem… Znaczy, zadziwił się… Też nie… Pochwalił! działanie… George’a, tak mu chyba było. W końcu Ci najemnicy na coś się przydali.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //To ogromne uproszczenie z tym, że nie wejdą, ale pasujące do świata. I w sumie nie weszliby, bo nie byłoby ich stać… 🤔 Ale powodów jest wiele, w tym przekonania kulturowe.

    A co do prądu, to mam pomysł. Potrzebuję tylko pomocnika naukowca. Ważne, aby sam naukowiec nie był opisany w towarzyszach, bo mam już jego charakter

    – Teraz myślę, jak go tu zaatakować… Jaki jest twój ogień?
      Niestety, ale Turn nie mógł dogonić swojego technomanty - biegł zadziwiająco szybko. Nie było to jednak jakąś większą stratą, bowiem wrócił równie prędko, a może i szybciej. W ręku trzymał jakieś małe ustrojstwo, pewnie jedno z tych eksperymentalnych, które tworzy w przerwach między obchodami Magii. Postawił go koło Burga i włączył.
       – Oto ulepszony piorunochron - dosłownie zbiera pioruny i je neutralizuje! Z nim nawet te dziwne nie mają szans!
      Potem, jak na zawołanie, pojawiła się okazja, aby to sprawdzić - nadciągnęła kolejna burza. Czarne chmury szybko zebrały się nad statkami. Znów zaczęło siąpić i padać, przemoknięte ubrania ponownie zaczęły pęcznieć od wody. Nadleciał też piorun, prosto w maga. Nim go jednak dotknął, zwrócił się w stronę urządzenia, uderzając w nie. Nie wyglądało na to, aby maszynie stała się krzywda. Ba, zaczęła nawet intensywniej pracować i wypuszczać więcej pary.
       – Działa! Działa! – krzyczał uradowany technomanta, jakby był jakimś szalonym naukowcem wyjętym z książek. Wychodzi na to, że ten aspekt jednak nie był przerysowany.



  • - Wiedziałeś, że gwiazdy płoną? Choć jest to dość specyficzny ogień, a do tego naprawdę gorący. Choć trochę ciężko nad nim panować. Jednak celu powinien dosięgnąć. - Przerwał widząc powrót technomaty. Ciekawe urządzenie. I do tego przydatne! W końcu coś mogą zdziałać przeciwko tym ich piorunom. Przez chwilę na dziwne zachowanie tego naukowca. Zaśmiał się i odwrócił z powrotem do Burga. - Ale mogę przy okazji ich natychmiast spopielić - Rzucił z głupawym uśmiechem.

    // Czy to dziwne, że dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że Owen jest właściwie bombą termojądrową? //



  • Tym razem Tarn czuł się jak Owen, czyli bezużyteczny. Niby to on jest kapitanem, ale wychodzi na to że stary Mag szybko przejął pałeczkę dowódcy, miejmy nadzieję, że tylko w tej potyczce. Więc w sumie Tarnowi nie pozostawało nic innego jak czekanie w gotowości na ewentualny rozwój wypadków.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – A jak u Ciebie z zasięgiem i kontrolą jego rozprowadzania z tej odległości do tamtego stateczka? – spytał się mag, w skupieniu obserwując niewielką łajbę naprzeciw nich.
      Pioruny w tym czasie przybrały na sile, jednakże każdy z nich był cały czas pochłaniany. Po pewnym czasie urządzenie zaczęło się dymić.
       – Niech to! – krzyknął technomanta, spoglądając na swoich towarzyszy. – Dalej ma limit mocy… chodźcie, będę je robić, a Wy przynosić. Ten odstawcie na bok, za chwilę wybuchnie. Jeżeli chcemy utrzymać tę barierę, trzeba będzie je dostarczać na bieżąco. – Nie czekając na słowa sprzeciwu, pochwały czy innego rodzaju obelgi lub komentarze, ruszył do Magii.
      Rozmowę podsłuchał Travers, który patrząc to na zaawansowany piorunochron, to na oddalającego się Turnsa, wpadł w swego rodzaju panikę. Kląc nieustannie pod nosem, zaczął popychać zbieracz w stronę granicy burty statku. Nikt go nie powstrzymywał - marynarze mieli co robić, załoganci Tarna była już w drodze, a reszta obserwowała powietrzne rewolucje. Najlepiej więc samemu się pospieszyć, bo nawet Tarn nie da rady gnomiej panice.



  • - Mniej więcej tak. - po tych słowach, nie dając nikomu czasu na reakcję, przywołał swój ogień i cisnął go w stronę przeciwnika. Później jedynie pchał go dalej aż do celu i pakował w niego więcej mocy. Jedna silna fala ognia… a może lepiej byłoby nazwać to strumieniem? Nawet gdy nie trafi ich bezpośrednio to wystarczy, że się zbliży, w końcu temperatura zrobi swoje. Zaśmiał się. - Nie trafiłem naszych przypadkiem?

    //

    Ciężko opisać jak ma wyglądać taki atak. Tak więc:



  • Tarn
    Widząc zachowanie gnoma, szybko przejął kontrolę nad urządzeniem, unosząc je wysoko do góry, najlepiej daleko od żagli, by ewentualny wybuch nie zranił ich statku. Przez kilka chwil nieco zmieniał wysokość na jaką unosi urządzenie, szukając takiej, na której utrzymanie urządzenia przychodziłoby mu z największą łatwością. Następnie, wciąż trzymając zużyty piorunochron w górze, pamiętając o nim i skupiając się na nim!, pobiegł za Turnsem. Jego magia na pewno przyda się przy szybkim transporcie tego ustrojstwa na pokład, a może nawet przyspieszy proces powstawania nowych.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Lubię ogień Owena.
      Kiedy ogień wystrzelił, mag złapał się za głowę.
       – Źle, kretynie! Chciałem tylk… – Nie dokończył, kiedy to z nieba w stronę szkunera pognała fala ognia. Potężna, niemalże oślepiająca, przyćmiewająca same słońce, skąd zadawała się pochodzić. Majestatyczna, wielka i jasna struga ognia, źródło samego słońca, jego ogień, płomień Czerwonego Kura.
      W odpowiedzi wróg próbował to zatrzymać wzmożeniem ulewy, piorunami lub silnymi wiatrami. Nadaremno, fala ciągle nacierała, niby pochłaniając wszelkie przeszkody. Drobne kropelki parowały przed zetknięciem, wiatr gnał od temperatury w górę, a pioruny były absorbowane i przepadały. Niespodziewanie, kiedy płomień był u celu, zgasł strasznie mocno, jakby coś go spłoszyło. Nie znaczy to, że statek nie ucierpiał - ogień ostał się głównie na żaglach i zaczął je powoli trawić. Nawet mimo nagłego spadku mocy, deszcz i wiatr dalej się go nie imały, a żagle powoli znikały. Statek zaczął też opadać, tracąc jedyną podporę, która trzymała go na górze.
       – Co za moc… – szepnął z podziwem Burg. – Nie próbuj tylko spalić ich wszystkich - nie chcemy aby się rozbił. Potem mi powiesz gdzie się tego nauczyłeś.
      Tuż przed oślepiającym błyskiem, Tarn zdążył unieść urządzenie. Nawet ruszył dalej, ale mimowolnie zatrzymał się w momencie błysku. Następnym co widział, był diabelski ogień z góry, mknący wprost do ich drobnego przeciwnika, odpierając każdą ustanowioną przez oponenta przeszkodę. Potem usłyszał jakiś brzęk za sobą. Po nim zaś koło niego, jak i wszystkich, zaczęły walić pioruny. Padały gdziekolwiek, chaotycznie, bez ładu i składu, słabsze od poprzednich, zupełnie jakby wróg w akcie desperacji chciał zabić największą ilość załogantów, niekoniecznie wybrane cele. Chociaż skoro tracił na wysokości, może ich już nie widział i nie wiedział gdzie uderzać? Nic ich też nie ściągało, więc najpewniej zniszczeniu uległ piorunochron i to właśnie go słyszał arystokrata. Na szczęście szybko znalazł się na pokładzie i wszedł do pracowni swojego technomanty. Nawet tu było słychać to nawalanie, ale jakby głośniej.
       – Co się tam k*rwa dzieje?! – wrzasnął do Tarna jeden z marynarzy licząc, że zna on sytuację na zewnątrz na tyle dobrze, aby móc ją opowiedzieć innym.



  • Tarn
    Szlachcic nie spodziewał się, że ktokolwiek może władać taką mocą, a zwłaszcza jakiś lichy, biedny ludzki najemnik. Coraz mniej dziwił go fakt, że zostali wynajęci do tej roboty, chociaż czy kapitan wiedział o tej potędze?
    - Zdaje się, że piorunochrony przydadzą się bardziej i prędzej niż się spodziewaliśmy - powiedział bardziej do ogółu, niż do tego załoganta. - Najemnik omal nie spalił wrogiego statku, Ci w odpowiedzi zaczęli zsyłać pioruny. - Dokończył, po czym zwrócił się konkretnie w stronę Turna. - Przydam Ci się na coś z moją magią?



  • Nie próbuj ich wszystkich spalić? Chyba zapomniał o tym. No cóż, ale przeciwnik pokonany.
    - Jak teraz zacznę coś robić, to tamten statek spłonie. Chyba, że mam ugasić im żagle?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – Pójdę po lunetę. Kiedy zobaczysz, że żagli jest strasznie mało, zatrzymaj go. Obecnie spowolnij ten proces – powiedział dość spokojnie, jakby te pioruny waliły gdzieś w oddali, a nie w statek na którym jest. Owen nie miał też problemu z usłyszeniem go, mimo hałasu jaki wywoływały błyskawice. Dostrzegł też, że żadna jeszcze nie walnęła koło niego. Zamiast tego wszystkie były w niewielkim wirze nad nim. – Nie stać mnie na taki jeden wielki, bo i tak samo złapanie pioruna jest wymagające. Nie ruszaj się tylko. – Znów go usłyszał, mimo że już się nieco oddalił.
       – Kiedy skończę, roznoś je po obu statkach. Na obecny moment weź te kawałki blachy – wskazał niewielką stertę koło Tarna – i daj je nad nas. Pewnie po pierwszych paru skapnie się skąd pochodzą te łapacze piorunów i skoncentruje się na nas.



  • Tarn
    W takim razie Tarn zgarnął magią metal i opuścił pomieszczenie. Pierwszym co zrobił po wyjściu na zewnątrz, było pozbycie się zepsutego piorunochrona, poprzez wyrzucenie go gdzieś daleko, byle nie w kierunku opadającego szkunera. Następnie umieścił metal wysoko nad pracownią i wrócił do załogantów. Zadanie nie było zbyt wymagające, zwłaszcza dla maga tak doświadczonego jak Tarn!



  • Spowolnij? Czyli lepiej poczeka, aż żagla będzie mało i wtedy zacznie dopiero działać. Ciekawe jak Burg sprawił, że jego głos stał się taki… donośny? Magia powietrza też to potrafi? I jakim cudem złapał te pioruny w powietrze? Zresztą nieważne, teraz ma zająć się przeciwnikiem, więc gdy uznał, że mają już wystarczająco mało żagla zgasił ogień go trawiący.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Wszystko poszło dość gładko i sprawnie, a metal póki co powstrzymuje walenie słabszych piorunów, nie cierpiąc przy tym jakoś bardzo. W czasie, kiedy wszedł, wszyscy już biegali dookoła. Czy to po części, czy do technomanty po porady, czy to sprzątając lub dokładając nowe rzeczy. Tarn pierwszy raz mógł podziwiać pracę Turna. Przed nim leżały losowo porozrzucane fragmenty i elementy urządzenia. Po chwili przyłożył do nich dłonie i zamknął oczy. Z początku nic się nie działo, lecz po chwili elementy zaczęły się ze sobą łączyć w całość, śrubki skręcać, inne części mocować bez kleju, a niektóre się nawet niewiele wyginały. Tak oto powstały pierwsze egzemplarze. Majtkowie szybko je chwycili i wybiegli, rozstawiając po okrętach. Po paru takich rundach, które miały przerwę paru sekund, burza na chwilę ustała. Oto potęga technomancji! Potem usłyszeli ogłuszający wręcz trzask nad nimi samymi, lecz… dalej żyli. Metal wytrzymał! Turn dostał jednak kolejne partie metalu, ot na wszelki.
      Dość ciężko było ocenić z tej odległości stosowną ilość żagla, zwłaszcza że Owen nie znał się na tego typu statkach i nie wiedział ile dla ich i tak małego masztu to “mało.” Ten jednak przestał gwałtownie opadać, kiedy płomienie zniknęły. Czarodziej w tym czasie podszedł z lunetą i spojrzał przez nią.
       – Dość nieźle Ci poszło. No, teraz tyl… – Nie dokończył, przeszkodził mu nagły trzask od strony magii, jednak nic poważnego się nie stało. – W co oni się tam bawią…? – szepnął, spoglądając na chwile w tamą stronę. – No, mniejsza – najwyraźniej szybko stracił zainteresowanie – mamy własne cele. Poszukaj jakiegoś długiego harpuna lub czegoś takiego, aby przyciągnąć nasz cel.



  • Ale podziałało? Podziałało. Więc, rozważanie nad znaczeniem “mało” nie będzie mu potrzebne. Kiedyś może do tego wróci, jak znowu będzie mu potrzebne.
    - Dobra, dobra. - Odwrócił się. - Sokół będzie najlepszy do strzału. Choć teraz pewnie i sam dałbym radę. - Dodał jeszcze odchodząc. Rozejrzał się czy jakiegoś harpuna nie ma w okolicy, a jeśli po drodze trafił na Aidana to przedstawił mu sytuację.



  • Tarn
    Kapitan natychmiast chwytał piorunochrony magią i rozstawiał je w przeróżnych miejscach statku, odciążając nieco załogę, w końcu w takim celu tu przybył. Kiedy było już po wszystkim, udał się do Pegaza, do Burga by sprawdzić jak idzie mu i najemnikom przechwytywanie wrogiego statku.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Tak, Sokół stał gdzieś przy burcie i w spokoju, przez niemal cały czas, obserwował niewielki szkuner, z butelką jakiegoś wina - którego jeszcze jakiś czas temu nie miał - popijając je od czasu do czasu. Kiedy Owen do niego podszedł, strzelec chciał coś powiedzieć, lecz czarodziej go uprzedził. Namyślał się, chłepcząc nieco trunku na poprawę myśli, jak to zazwyczaj mówił.
       – Więc mam strzelić harpunem w tamten szkuner? Hah! Wtedy to się dopiero zdziwi! Już teraz sra w gacie ze strachu! Chętnie to zobaczę. Chłopaczek zaczynał taki pewny siebie, a tu bum! nie spodziewa się tego! – Wziął znalezioną przez Owena wyrzutnię harpunów z załadowanym pociskiem. Wycelował nonszalancko w pokład wrogiego statku i od niechcenia nacisnął spust. Najwidoczniej pierwszy raz nim strzelał, bo odrzut dość mocno nim rzucił. Sam nawet zaklął, wyrażając z ekscytacją szacunek do mocy tego wariata.
      Harpun wbił się gładko w cel, jakby dzieląca ich odległość była tylko umowna. Marynarz obok nich, obserwujący zajście przez lornetkę, po początkowym osłupieniu szybko przejął wyrzutnię i zamontował ją na jakimś najbliższym dziale. Potem zszedł podpokład. Po chwili krzyków, może i bijatyki, cel momentalnie zaczął się przyciągać. Pioruny zniknęły, coś lekko szarpnęło Pegazem, ale udało się - cel złapany.
      Dzięki zaangażowaniu całej załogi Magii, pioruny przestały stanowić realne zagrożenie, co mocno podniosło morale (na tyle, że już teraz co niektórzy sobie z tego żartowali, jakby była to jakaś dawna i dość zabawna przygoda), a załogi wznowiły pracę. Było to widać chociażby po szykowaniu harpunów - oba statki nie były pod abordaże, co niszczenie, dlatego nie mieli bazowo zamontowanego odpowiedniego sprzętu. Pegaz jest jednak na tyle potężny, że można pozwolić sobie na chowanie w nim podobnego sprzętu na różne sytuacje i okoliczności.
       – Nie grzmi… – zauważył niepewnie, z dużą dozą nieufności, technomanta.
       – Kapitanie! – Do kajuty wpadł marynarz, krzycząc na całe gardło. – Nie grzmi! Burza powstrzymana! Wróg pojmany! No… prawie pojmany. Chyba pojmany… ale na pewno przyciągany!



  • Tarn
    Tarn na słowa jakiegoś marynarza, szybko opuścił pokój technomanty i udał się do Burga i drugich wynajętych najemników. Gdyby to było potrzebne, i kiedy jego załoga już by się tym zajęła, przy pomocy swej kuli wystrzeliłby dodatkowe harpuny.
    - Jak się sprawy mają? - Zagaił towarzystwo, nie zwracając się za bardzo do nikogo konkretnego.



  • To załatwione. Teraz niech sobie robią z tamtym statkiem co chcą, on swoje już zrobił.
    - Rybka złowiona i już nawet upieczona. - Odpowiedział na pytanie Tarna. - Chociaż nie wiem jak mocno oberwali. Ciężko powiedzieć z tej odległości.



  • //Ty specjalnie nazywasz go Tranem bo imię, czy tan nazwisko tak bardzo gówniane? :v //
    Kiwnął najemnikowi głową. Dobra, teraz pozostaje czekać i przekonać się, czemu magowi tak bardzo zależało na tym statku, w całości.



  • // Moja pamięć do imion tak działa, że nie działa. Po prostu nie sprawdziłem w czasie pisania posta i tak wyszło. //


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Nie tylko oni tyle czekali. Wszyscy przerwali swe prace i wyszli na pokład, aby zobaczyć co im zajęło tyle czasu. Nawet księgowy Tarna, który zdawał się odżywiać papierami i regenerować siły porządnie wypełnioną biurokracją. Pojawił się również Marthin, którego nie widzieli przez całą tę akcję. Kiedy statek w końcu uderzył o burtę, czarodziej powietrza wdmuchnął delikwenta na pokład. Ich utrapieniem, zmorą przynajmniej tej pół godziny życia, niszczycielem pobieraczy błyskawic, czy jak to obecnie nazywał Turns, okazał się dzieciak. Nastolatek, do tego, Jakby jeszcze było im mało szoków, miał kolczyk w uchu. Nie byle jaki! Skreślone godło rodu Vastiich, coś za co grozi kara śmierci. Jego czarne włosy opadały mu na jedno oko w nieładzie. Spoglądał na nich z lekkim strachem i przerażeniem, trochę się kuląc.
       – Co k*rwa?! – ryknął oburzony Travers. – To go się baliśmy?! To on jest tym groźnym…
       – Spokojnie – odparł mag, klęcząc przed dzieckiem. – Gdzie nauczyłeś się tej magii?
      Chłopiec nie odpowiedział. Nikt nic nie mówił, trwała cisza prawie absolutna. Prawie, bo jednak jakieś szepty były. Trudno je jednak zakwalifikować do jakichś większych rozmów. Ot, typowe szmery, którymi charakteryzowały się tłumy podczas komedii.
       – Zabrać go do mnie, niech chwilę ochłonie – polecił Graygon. Owen w tym czasie poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Był to George.
       – Chodź na bok, musimy pomówić.



  • Dzieciak? Sam był całkiem niezły w chyba podobnym wieku, ba nawet wioskę prawie przypadkiem zjarał, ale czy to nie aby przesada? Co on, zaczął się uczyć gdy miał roczek i od tego momentu z lekcji nie wychodził? I co to za znak na kolczyku? Rebeliant jakiś?
    Gdy poczuł dłoń na ramieniu odwrócił się bez słowa. Widząc Georga kiwnął jedynie głową i udał się za nim.



  • Tarn
    Szlachcic nie wkurzył się jakoś specjalnie, na widok dziecka. Mało tego, w głowie nawet zaświtała mu pewna myśl. Podszedł do maga, stanął obok niego i powiedział.
    - Może zwerbujemy go do siebie? Szkoda pozwolić, by ktoś taki się zmarnował, a jak widzę jego kolczyk, to nie pożyje za długo? - Spojrzał też przy tym na Marthina i jego ludzi, ciekaw kiedy i gdzie młodego zabiorą. Naprawdę mu zaimponował, zwłaszcza, że władał taką magią!


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Na miejscu czekała już reszta drużyny. Na uboczu, bez świadków.
       – Kiedy wy bawiliście się z tym dzieckiem, ja pozwoliłem obejrzeć sobie przewożony towar – zaczął spokojnie, jakby takie oględziny klienta były normalne. Jednak nie były. – Nie wiem co tam dokładnie jest, widziałem te generatory pary i sporo zbiorników z krwią. Na końcu były jednak żelazne drzwi. I tu wkraczacie Wy. Jeśli nie da się przez nie przejść, to je stopicie. – Tu już mówił bardziej do Sophie i Owena. – Ufam, że uda Wam się przedostać przez ochronę. Tylko uważajcie na faceta z młotem, jest o wiele bardziej czujny od reszty. My w tym czasie będziemy udawać, jakby nic się nie stało. A, jest to pod pokładem.
      Sophie tylko kiwnęła głową i już zaczęła schodzić schodami, które były niedaleko nich.
       – No właśnie to planowałem – odpowiedział wiekowy mag, obserwując niknący w kajucie kapitana pochód. – Ale wychodzi na to, że nic z tego…



  • Tarn
    - Najemnicy mają złodziejkę… - Zaproponował, również obserwując znikający z jego oczu pochód. Tak, zaproponował skoszystanie z usług złodziejki, nie jest to zbyt szlachetne i prawe, taki czym z pewnością zbrukałby jego nazwisko… Ale z drugiej strony, przecież teraz transportują pilnie strzeżony towar, którego najlepiej aby nikt nie poznał, czy okradanie takiego człowieka, z niesamowicie silnego Maga, to przestępstwo? - Ewentualnie mógłbym pójść i się z nim dogadać, w końcu jestem kapitanem statku, który ma mu pomóc w eskorcie - dodał jeszcze, po czym zwrócił się w stronę przyciągniętego szkunera i zakrzyknął głośno do swej załogi. - Skuć wszystkich żywych i przetransportować ich na mój pokład, podobnie zrobić z ich dobrami materialnymi, podejdę w wolnej chwili!



  • Nie spodobał mu się ten pomysł. Wszyscy tutaj już znają jego moc, więc będzie łatwo namierzyć sprawcę, a także nie uśmiechało mu się to wkradanie się. Do niego zawsze bardziej pasowało wbijanie się od frontu, niż ukrywanie w cieniu. Mimo tego ruszył za Sophie.
    - Joel nie byłby lepszy? Ja już na siebie zwróciłem sporą uwagę. - stwierdził gdy już z nią się zrównał.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – Ale nie ma innych żywych. – wzruszył rękoma jeden z załogantów Magii, wychodząc ze szkunera. – Tylko dobytek osobisty, ale go też zabierają. – Akurat za nim paru osiłków dźwigało walizki i niosło do kajuty kapitana.
       – Jak chcesz to idź, ją załatwiać ja muszę o czymś pomyśleć – powiedział mag i udał się na pokład Magii.
       – Nie wiem kto by był dobry a kto nie, ale George wie co robi. On zawsze wie co robi – odpowiedziała idąc przez podpokład.
      Początkowo nie spotkali nikogo i nic interesującego, poza generatorami o jakich wspomniał elf. Skąpo oświetlane przez wpadające z okien światło nie wyglądały aż tak imponująco jak tamten jeden i pewnie gdyby wcześniej nie widział go w pełnej krasie, nie wiedziałby nawet co to jest. Mało ich nie było, wręcz panował przesyt, licząc szybko wyszło więcej niż jest załogi. Na oko… Potem jednak, idąc głębiej, dostrzegli czterech ludzi. Nikt ich jeszcze nie widział, ale patrolowali teren. Uzbrojeni byli w proste karabiny, a ich ubiór to zbroja płytowa. Dość solidnie wykonana, tania na pewno nie była. Warto też dodać, że podobnych na pokładzie nie widział.
       – Rób to co ja – szepnęła Sophie, przekradając się bokiem, wyczekując odpowiednich momentów, aby bezszelestnie minąć strażników W jej ruchach nie brakło gracji, finezji i opanowania. Wpierw za jedną skrzynię, wyjrzenie - czysto - sus za szafkę, obejrzenie się po bokach, przejście na przykucu za kolejną skrzynię, potem pod stołem i jest. Oj tak, była dobra. Parę chwil i znalazła się po drugiej stronie. Teraz czas na Owena.



  • // Nie wiem czy mam pisać przejście każdej przeszkody z osobna, czy razem, więc dam w jednym poście //
    Ma robić tylko to co ona, tak? A to znaczy co, tak dokładniej? No dobra, po prostu spróbuję przejść niezauważony, tą samą trasą. Tak więc ustawił się za pierwszą skrzynią, wyjrzał kilka razy, aż w końcu, gdy był dostatecznie pewien powodzenia, przeszedł szybko za szafę. Rozejrzał się czy nikt nie zauważył tego przymknięcia i tak samo jak Sophie, przeszedł dalej. Na końcu przeczołgał się pod tym samym stołem, próbując nie robić zbytniego hałasu.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //A weź rzuć 4d10. Jestem ciekaw.



  • // Czas więc w końcu ogarnąć jak to działa


    Rzucanie kośćmi 1d4: [3]
    Razem: 3


  • // Jestem geniuszem prawda?


    Rzucanie kośćmi 4d10: [5, 4, 7, 7]
    Razem: 23


  • Tarn
    Niech to, czy ich pracodawca nie pozwala sobie teraz na zbyt wiele? W ogóle, czy on przysłużył się jakoś do walki ze szkunerem? A Tarn tak bardzo liczył na owocną współpracę… Ruszył więc na poszukiwania tej złodziejki, a gdyby nie dał rady jej znaleźć, za cel obrałby sobie kogokolwiek z tych najemników.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Przynajmniej wiesz jak rzucać.
      Owen już na początku się przekonał, że daleko mu do wprawy swe towarzyszki. Co prawda dość szybko znalazł się za skrzynią, ale nie był w stanie się zgiąć, aby schować za nią całego swojego ciała - była po prostu za mała. Na jego szczęście strażnicy się nie patrzyli w tym kierunku. Za szafkę też nie przeszedł jakoś dobrze, ale na szczęście nie wzbudził hałasu. Ba, ledwo co zdążył. Parę sekund opóźnienia i by wpadł. Dwie następne przeszkody ominął dość sprawnie, aż w końcu znalazł się obok Sophie.
      Stali w przejściu między pomieszczeniami, a raczej byli schowani przy ścianie. Kobieta pokazała magowi żelazne drzwi na końcu. Samo pomieszczenie również było większe, lecz tym razem znajdowały się tam głównie wszystkie inne bibeloty, byleby nie generatory. Było się za czym chować, prawda, ale straży naturalnie było więcej. Przy ich celu kręcił się również wspomniany wcześniej goryl z młotem.
       – Dobra, mam plan. Przekradniesz się tam – wskazała drabinę po ich prawej – i udasz, że zszedłeś tu z ciekawości. Ja będę się przekradać lewą stroną, obejdę tego typa i spróbuję z drzwiami. Jak się nie uda, to uszkodzę jeden z generatorów pary. Ty wtedy krzyknij, że biegniesz po wsparcie. Syki będą pewnie na tyle głośne, że nie usłyszą czy wychodzisz czy nie. Znajdziesz sobie potem jakąś kryjówkę. Co ty na to?
      Trasa którą musiałby przebyć Owen nie była jakoś wybitnie długa. Ot, parę skrzynek, stołów, szafek, kredensów i jedna lodówka przechylona w bok. Straż tam głównie stała i gawędziła, zapewne nie wierząc w możliwość włamu.
      Tarn nie miał szczęścia i nie znalazł nigdzie złodziejki, ale dostrzegł gdzieś przy poręczy ich strzelca. Popijał sobie jakiś trunek. W oko wpadł mu również ten elf, który przyniósł jeden z generatorów.



  • Tarn
    W sumie to nie pozostało mu za bardzo nic innego, oprócz pójścia i porozmawiania z kapitanem. Udał się więc w stronę strzelca.


Log in to reply