Magia Przestworzy oraz Pegaz



  • - Wiedziałeś, że gwiazdy płoną? Choć jest to dość specyficzny ogień, a do tego naprawdę gorący. Choć trochę ciężko nad nim panować. Jednak celu powinien dosięgnąć. - Przerwał widząc powrót technomaty. Ciekawe urządzenie. I do tego przydatne! W końcu coś mogą zdziałać przeciwko tym ich piorunom. Przez chwilę na dziwne zachowanie tego naukowca. Zaśmiał się i odwrócił z powrotem do Burga. - Ale mogę przy okazji ich natychmiast spopielić - Rzucił z głupawym uśmiechem.

    // Czy to dziwne, że dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że Owen jest właściwie bombą termojądrową? //



  • Tym razem Tarn czuł się jak Owen, czyli bezużyteczny. Niby to on jest kapitanem, ale wychodzi na to że stary Mag szybko przejął pałeczkę dowódcy, miejmy nadzieję, że tylko w tej potyczce. Więc w sumie Tarnowi nie pozostawało nic innego jak czekanie w gotowości na ewentualny rozwój wypadków.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – A jak u Ciebie z zasięgiem i kontrolą jego rozprowadzania z tej odległości do tamtego stateczka? – spytał się mag, w skupieniu obserwując niewielką łajbę naprzeciw nich.
      Pioruny w tym czasie przybrały na sile, jednakże każdy z nich był cały czas pochłaniany. Po pewnym czasie urządzenie zaczęło się dymić.
       – Niech to! – krzyknął technomanta, spoglądając na swoich towarzyszy. – Dalej ma limit mocy… chodźcie, będę je robić, a Wy przynosić. Ten odstawcie na bok, za chwilę wybuchnie. Jeżeli chcemy utrzymać tę barierę, trzeba będzie je dostarczać na bieżąco. – Nie czekając na słowa sprzeciwu, pochwały czy innego rodzaju obelgi lub komentarze, ruszył do Magii.
      Rozmowę podsłuchał Travers, który patrząc to na zaawansowany piorunochron, to na oddalającego się Turnsa, wpadł w swego rodzaju panikę. Kląc nieustannie pod nosem, zaczął popychać zbieracz w stronę granicy burty statku. Nikt go nie powstrzymywał - marynarze mieli co robić, załoganci Tarna była już w drodze, a reszta obserwowała powietrzne rewolucje. Najlepiej więc samemu się pospieszyć, bo nawet Tarn nie da rady gnomiej panice.



  • - Mniej więcej tak. - po tych słowach, nie dając nikomu czasu na reakcję, przywołał swój ogień i cisnął go w stronę przeciwnika. Później jedynie pchał go dalej aż do celu i pakował w niego więcej mocy. Jedna silna fala ognia… a może lepiej byłoby nazwać to strumieniem? Nawet gdy nie trafi ich bezpośrednio to wystarczy, że się zbliży, w końcu temperatura zrobi swoje. Zaśmiał się. - Nie trafiłem naszych przypadkiem?

    //

    Ciężko opisać jak ma wyglądać taki atak. Tak więc:



  • Tarn
    Widząc zachowanie gnoma, szybko przejął kontrolę nad urządzeniem, unosząc je wysoko do góry, najlepiej daleko od żagli, by ewentualny wybuch nie zranił ich statku. Przez kilka chwil nieco zmieniał wysokość na jaką unosi urządzenie, szukając takiej, na której utrzymanie urządzenia przychodziłoby mu z największą łatwością. Następnie, wciąż trzymając zużyty piorunochron w górze, pamiętając o nim i skupiając się na nim!, pobiegł za Turnsem. Jego magia na pewno przyda się przy szybkim transporcie tego ustrojstwa na pokład, a może nawet przyspieszy proces powstawania nowych.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Lubię ogień Owena.
      Kiedy ogień wystrzelił, mag złapał się za głowę.
       – Źle, kretynie! Chciałem tylk… – Nie dokończył, kiedy to z nieba w stronę szkunera pognała fala ognia. Potężna, niemalże oślepiająca, przyćmiewająca same słońce, skąd zadawała się pochodzić. Majestatyczna, wielka i jasna struga ognia, źródło samego słońca, jego ogień, płomień Czerwonego Kura.
      W odpowiedzi wróg próbował to zatrzymać wzmożeniem ulewy, piorunami lub silnymi wiatrami. Nadaremno, fala ciągle nacierała, niby pochłaniając wszelkie przeszkody. Drobne kropelki parowały przed zetknięciem, wiatr gnał od temperatury w górę, a pioruny były absorbowane i przepadały. Niespodziewanie, kiedy płomień był u celu, zgasł strasznie mocno, jakby coś go spłoszyło. Nie znaczy to, że statek nie ucierpiał - ogień ostał się głównie na żaglach i zaczął je powoli trawić. Nawet mimo nagłego spadku mocy, deszcz i wiatr dalej się go nie imały, a żagle powoli znikały. Statek zaczął też opadać, tracąc jedyną podporę, która trzymała go na górze.
       – Co za moc… – szepnął z podziwem Burg. – Nie próbuj tylko spalić ich wszystkich - nie chcemy aby się rozbił. Potem mi powiesz gdzie się tego nauczyłeś.
      Tuż przed oślepiającym błyskiem, Tarn zdążył unieść urządzenie. Nawet ruszył dalej, ale mimowolnie zatrzymał się w momencie błysku. Następnym co widział, był diabelski ogień z góry, mknący wprost do ich drobnego przeciwnika, odpierając każdą ustanowioną przez oponenta przeszkodę. Potem usłyszał jakiś brzęk za sobą. Po nim zaś koło niego, jak i wszystkich, zaczęły walić pioruny. Padały gdziekolwiek, chaotycznie, bez ładu i składu, słabsze od poprzednich, zupełnie jakby wróg w akcie desperacji chciał zabić największą ilość załogantów, niekoniecznie wybrane cele. Chociaż skoro tracił na wysokości, może ich już nie widział i nie wiedział gdzie uderzać? Nic ich też nie ściągało, więc najpewniej zniszczeniu uległ piorunochron i to właśnie go słyszał arystokrata. Na szczęście szybko znalazł się na pokładzie i wszedł do pracowni swojego technomanty. Nawet tu było słychać to nawalanie, ale jakby głośniej.
       – Co się tam k*rwa dzieje?! – wrzasnął do Tarna jeden z marynarzy licząc, że zna on sytuację na zewnątrz na tyle dobrze, aby móc ją opowiedzieć innym.



  • Tarn
    Szlachcic nie spodziewał się, że ktokolwiek może władać taką mocą, a zwłaszcza jakiś lichy, biedny ludzki najemnik. Coraz mniej dziwił go fakt, że zostali wynajęci do tej roboty, chociaż czy kapitan wiedział o tej potędze?
    - Zdaje się, że piorunochrony przydadzą się bardziej i prędzej niż się spodziewaliśmy - powiedział bardziej do ogółu, niż do tego załoganta. - Najemnik omal nie spalił wrogiego statku, Ci w odpowiedzi zaczęli zsyłać pioruny. - Dokończył, po czym zwrócił się konkretnie w stronę Turna. - Przydam Ci się na coś z moją magią?



  • Nie próbuj ich wszystkich spalić? Chyba zapomniał o tym. No cóż, ale przeciwnik pokonany.
    - Jak teraz zacznę coś robić, to tamten statek spłonie. Chyba, że mam ugasić im żagle?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – Pójdę po lunetę. Kiedy zobaczysz, że żagli jest strasznie mało, zatrzymaj go. Obecnie spowolnij ten proces – powiedział dość spokojnie, jakby te pioruny waliły gdzieś w oddali, a nie w statek na którym jest. Owen nie miał też problemu z usłyszeniem go, mimo hałasu jaki wywoływały błyskawice. Dostrzegł też, że żadna jeszcze nie walnęła koło niego. Zamiast tego wszystkie były w niewielkim wirze nad nim. – Nie stać mnie na taki jeden wielki, bo i tak samo złapanie pioruna jest wymagające. Nie ruszaj się tylko. – Znów go usłyszał, mimo że już się nieco oddalił.
       – Kiedy skończę, roznoś je po obu statkach. Na obecny moment weź te kawałki blachy – wskazał niewielką stertę koło Tarna – i daj je nad nas. Pewnie po pierwszych paru skapnie się skąd pochodzą te łapacze piorunów i skoncentruje się na nas.



  • Tarn
    W takim razie Tarn zgarnął magią metal i opuścił pomieszczenie. Pierwszym co zrobił po wyjściu na zewnątrz, było pozbycie się zepsutego piorunochrona, poprzez wyrzucenie go gdzieś daleko, byle nie w kierunku opadającego szkunera. Następnie umieścił metal wysoko nad pracownią i wrócił do załogantów. Zadanie nie było zbyt wymagające, zwłaszcza dla maga tak doświadczonego jak Tarn!



  • Spowolnij? Czyli lepiej poczeka, aż żagla będzie mało i wtedy zacznie dopiero działać. Ciekawe jak Burg sprawił, że jego głos stał się taki… donośny? Magia powietrza też to potrafi? I jakim cudem złapał te pioruny w powietrze? Zresztą nieważne, teraz ma zająć się przeciwnikiem, więc gdy uznał, że mają już wystarczająco mało żagla zgasił ogień go trawiący.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Wszystko poszło dość gładko i sprawnie, a metal póki co powstrzymuje walenie słabszych piorunów, nie cierpiąc przy tym jakoś bardzo. W czasie, kiedy wszedł, wszyscy już biegali dookoła. Czy to po części, czy do technomanty po porady, czy to sprzątając lub dokładając nowe rzeczy. Tarn pierwszy raz mógł podziwiać pracę Turna. Przed nim leżały losowo porozrzucane fragmenty i elementy urządzenia. Po chwili przyłożył do nich dłonie i zamknął oczy. Z początku nic się nie działo, lecz po chwili elementy zaczęły się ze sobą łączyć w całość, śrubki skręcać, inne części mocować bez kleju, a niektóre się nawet niewiele wyginały. Tak oto powstały pierwsze egzemplarze. Majtkowie szybko je chwycili i wybiegli, rozstawiając po okrętach. Po paru takich rundach, które miały przerwę paru sekund, burza na chwilę ustała. Oto potęga technomancji! Potem usłyszeli ogłuszający wręcz trzask nad nimi samymi, lecz… dalej żyli. Metal wytrzymał! Turn dostał jednak kolejne partie metalu, ot na wszelki.
      Dość ciężko było ocenić z tej odległości stosowną ilość żagla, zwłaszcza że Owen nie znał się na tego typu statkach i nie wiedział ile dla ich i tak małego masztu to “mało.” Ten jednak przestał gwałtownie opadać, kiedy płomienie zniknęły. Czarodziej w tym czasie podszedł z lunetą i spojrzał przez nią.
       – Dość nieźle Ci poszło. No, teraz tyl… – Nie dokończył, przeszkodził mu nagły trzask od strony magii, jednak nic poważnego się nie stało. – W co oni się tam bawią…? – szepnął, spoglądając na chwile w tamą stronę. – No, mniejsza – najwyraźniej szybko stracił zainteresowanie – mamy własne cele. Poszukaj jakiegoś długiego harpuna lub czegoś takiego, aby przyciągnąć nasz cel.



  • Ale podziałało? Podziałało. Więc, rozważanie nad znaczeniem “mało” nie będzie mu potrzebne. Kiedyś może do tego wróci, jak znowu będzie mu potrzebne.
    - Dobra, dobra. - Odwrócił się. - Sokół będzie najlepszy do strzału. Choć teraz pewnie i sam dałbym radę. - Dodał jeszcze odchodząc. Rozejrzał się czy jakiegoś harpuna nie ma w okolicy, a jeśli po drodze trafił na Aidana to przedstawił mu sytuację.



  • Tarn
    Kapitan natychmiast chwytał piorunochrony magią i rozstawiał je w przeróżnych miejscach statku, odciążając nieco załogę, w końcu w takim celu tu przybył. Kiedy było już po wszystkim, udał się do Pegaza, do Burga by sprawdzić jak idzie mu i najemnikom przechwytywanie wrogiego statku.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Tak, Sokół stał gdzieś przy burcie i w spokoju, przez niemal cały czas, obserwował niewielki szkuner, z butelką jakiegoś wina - którego jeszcze jakiś czas temu nie miał - popijając je od czasu do czasu. Kiedy Owen do niego podszedł, strzelec chciał coś powiedzieć, lecz czarodziej go uprzedził. Namyślał się, chłepcząc nieco trunku na poprawę myśli, jak to zazwyczaj mówił.
       – Więc mam strzelić harpunem w tamten szkuner? Hah! Wtedy to się dopiero zdziwi! Już teraz sra w gacie ze strachu! Chętnie to zobaczę. Chłopaczek zaczynał taki pewny siebie, a tu bum! nie spodziewa się tego! – Wziął znalezioną przez Owena wyrzutnię harpunów z załadowanym pociskiem. Wycelował nonszalancko w pokład wrogiego statku i od niechcenia nacisnął spust. Najwidoczniej pierwszy raz nim strzelał, bo odrzut dość mocno nim rzucił. Sam nawet zaklął, wyrażając z ekscytacją szacunek do mocy tego wariata.
      Harpun wbił się gładko w cel, jakby dzieląca ich odległość była tylko umowna. Marynarz obok nich, obserwujący zajście przez lornetkę, po początkowym osłupieniu szybko przejął wyrzutnię i zamontował ją na jakimś najbliższym dziale. Potem zszedł podpokład. Po chwili krzyków, może i bijatyki, cel momentalnie zaczął się przyciągać. Pioruny zniknęły, coś lekko szarpnęło Pegazem, ale udało się - cel złapany.
      Dzięki zaangażowaniu całej załogi Magii, pioruny przestały stanowić realne zagrożenie, co mocno podniosło morale (na tyle, że już teraz co niektórzy sobie z tego żartowali, jakby była to jakaś dawna i dość zabawna przygoda), a załogi wznowiły pracę. Było to widać chociażby po szykowaniu harpunów - oba statki nie były pod abordaże, co niszczenie, dlatego nie mieli bazowo zamontowanego odpowiedniego sprzętu. Pegaz jest jednak na tyle potężny, że można pozwolić sobie na chowanie w nim podobnego sprzętu na różne sytuacje i okoliczności.
       – Nie grzmi… – zauważył niepewnie, z dużą dozą nieufności, technomanta.
       – Kapitanie! – Do kajuty wpadł marynarz, krzycząc na całe gardło. – Nie grzmi! Burza powstrzymana! Wróg pojmany! No… prawie pojmany. Chyba pojmany… ale na pewno przyciągany!



  • Tarn
    Tarn na słowa jakiegoś marynarza, szybko opuścił pokój technomanty i udał się do Burga i drugich wynajętych najemników. Gdyby to było potrzebne, i kiedy jego załoga już by się tym zajęła, przy pomocy swej kuli wystrzeliłby dodatkowe harpuny.
    - Jak się sprawy mają? - Zagaił towarzystwo, nie zwracając się za bardzo do nikogo konkretnego.



  • To załatwione. Teraz niech sobie robią z tamtym statkiem co chcą, on swoje już zrobił.
    - Rybka złowiona i już nawet upieczona. - Odpowiedział na pytanie Tarna. - Chociaż nie wiem jak mocno oberwali. Ciężko powiedzieć z tej odległości.



  • //Ty specjalnie nazywasz go Tranem bo imię, czy tan nazwisko tak bardzo gówniane? :v //
    Kiwnął najemnikowi głową. Dobra, teraz pozostaje czekać i przekonać się, czemu magowi tak bardzo zależało na tym statku, w całości.



  • // Moja pamięć do imion tak działa, że nie działa. Po prostu nie sprawdziłem w czasie pisania posta i tak wyszło. //


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Nie tylko oni tyle czekali. Wszyscy przerwali swe prace i wyszli na pokład, aby zobaczyć co im zajęło tyle czasu. Nawet księgowy Tarna, który zdawał się odżywiać papierami i regenerować siły porządnie wypełnioną biurokracją. Pojawił się również Marthin, którego nie widzieli przez całą tę akcję. Kiedy statek w końcu uderzył o burtę, czarodziej powietrza wdmuchnął delikwenta na pokład. Ich utrapieniem, zmorą przynajmniej tej pół godziny życia, niszczycielem pobieraczy błyskawic, czy jak to obecnie nazywał Turns, okazał się dzieciak. Nastolatek, do tego, Jakby jeszcze było im mało szoków, miał kolczyk w uchu. Nie byle jaki! Skreślone godło rodu Vastiich, coś za co grozi kara śmierci. Jego czarne włosy opadały mu na jedno oko w nieładzie. Spoglądał na nich z lekkim strachem i przerażeniem, trochę się kuląc.
       – Co k*rwa?! – ryknął oburzony Travers. – To go się baliśmy?! To on jest tym groźnym…
       – Spokojnie – odparł mag, klęcząc przed dzieckiem. – Gdzie nauczyłeś się tej magii?
      Chłopiec nie odpowiedział. Nikt nic nie mówił, trwała cisza prawie absolutna. Prawie, bo jednak jakieś szepty były. Trudno je jednak zakwalifikować do jakichś większych rozmów. Ot, typowe szmery, którymi charakteryzowały się tłumy podczas komedii.
       – Zabrać go do mnie, niech chwilę ochłonie – polecił Graygon. Owen w tym czasie poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Był to George.
       – Chodź na bok, musimy pomówić.



  • Dzieciak? Sam był całkiem niezły w chyba podobnym wieku, ba nawet wioskę prawie przypadkiem zjarał, ale czy to nie aby przesada? Co on, zaczął się uczyć gdy miał roczek i od tego momentu z lekcji nie wychodził? I co to za znak na kolczyku? Rebeliant jakiś?
    Gdy poczuł dłoń na ramieniu odwrócił się bez słowa. Widząc Georga kiwnął jedynie głową i udał się za nim.



  • Tarn
    Szlachcic nie wkurzył się jakoś specjalnie, na widok dziecka. Mało tego, w głowie nawet zaświtała mu pewna myśl. Podszedł do maga, stanął obok niego i powiedział.
    - Może zwerbujemy go do siebie? Szkoda pozwolić, by ktoś taki się zmarnował, a jak widzę jego kolczyk, to nie pożyje za długo? - Spojrzał też przy tym na Marthina i jego ludzi, ciekaw kiedy i gdzie młodego zabiorą. Naprawdę mu zaimponował, zwłaszcza, że władał taką magią!


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Na miejscu czekała już reszta drużyny. Na uboczu, bez świadków.
       – Kiedy wy bawiliście się z tym dzieckiem, ja pozwoliłem obejrzeć sobie przewożony towar – zaczął spokojnie, jakby takie oględziny klienta były normalne. Jednak nie były. – Nie wiem co tam dokładnie jest, widziałem te generatory pary i sporo zbiorników z krwią. Na końcu były jednak żelazne drzwi. I tu wkraczacie Wy. Jeśli nie da się przez nie przejść, to je stopicie. – Tu już mówił bardziej do Sophie i Owena. – Ufam, że uda Wam się przedostać przez ochronę. Tylko uważajcie na faceta z młotem, jest o wiele bardziej czujny od reszty. My w tym czasie będziemy udawać, jakby nic się nie stało. A, jest to pod pokładem.
      Sophie tylko kiwnęła głową i już zaczęła schodzić schodami, które były niedaleko nich.
       – No właśnie to planowałem – odpowiedział wiekowy mag, obserwując niknący w kajucie kapitana pochód. – Ale wychodzi na to, że nic z tego…



  • Tarn
    - Najemnicy mają złodziejkę… - Zaproponował, również obserwując znikający z jego oczu pochód. Tak, zaproponował skoszystanie z usług złodziejki, nie jest to zbyt szlachetne i prawe, taki czym z pewnością zbrukałby jego nazwisko… Ale z drugiej strony, przecież teraz transportują pilnie strzeżony towar, którego najlepiej aby nikt nie poznał, czy okradanie takiego człowieka, z niesamowicie silnego Maga, to przestępstwo? - Ewentualnie mógłbym pójść i się z nim dogadać, w końcu jestem kapitanem statku, który ma mu pomóc w eskorcie - dodał jeszcze, po czym zwrócił się w stronę przyciągniętego szkunera i zakrzyknął głośno do swej załogi. - Skuć wszystkich żywych i przetransportować ich na mój pokład, podobnie zrobić z ich dobrami materialnymi, podejdę w wolnej chwili!



  • Nie spodobał mu się ten pomysł. Wszyscy tutaj już znają jego moc, więc będzie łatwo namierzyć sprawcę, a także nie uśmiechało mu się to wkradanie się. Do niego zawsze bardziej pasowało wbijanie się od frontu, niż ukrywanie w cieniu. Mimo tego ruszył za Sophie.
    - Joel nie byłby lepszy? Ja już na siebie zwróciłem sporą uwagę. - stwierdził gdy już z nią się zrównał.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – Ale nie ma innych żywych. – wzruszył rękoma jeden z załogantów Magii, wychodząc ze szkunera. – Tylko dobytek osobisty, ale go też zabierają. – Akurat za nim paru osiłków dźwigało walizki i niosło do kajuty kapitana.
       – Jak chcesz to idź, ją załatwiać ja muszę o czymś pomyśleć – powiedział mag i udał się na pokład Magii.
       – Nie wiem kto by był dobry a kto nie, ale George wie co robi. On zawsze wie co robi – odpowiedziała idąc przez podpokład.
      Początkowo nie spotkali nikogo i nic interesującego, poza generatorami o jakich wspomniał elf. Skąpo oświetlane przez wpadające z okien światło nie wyglądały aż tak imponująco jak tamten jeden i pewnie gdyby wcześniej nie widział go w pełnej krasie, nie wiedziałby nawet co to jest. Mało ich nie było, wręcz panował przesyt, licząc szybko wyszło więcej niż jest załogi. Na oko… Potem jednak, idąc głębiej, dostrzegli czterech ludzi. Nikt ich jeszcze nie widział, ale patrolowali teren. Uzbrojeni byli w proste karabiny, a ich ubiór to zbroja płytowa. Dość solidnie wykonana, tania na pewno nie była. Warto też dodać, że podobnych na pokładzie nie widział.
       – Rób to co ja – szepnęła Sophie, przekradając się bokiem, wyczekując odpowiednich momentów, aby bezszelestnie minąć strażników W jej ruchach nie brakło gracji, finezji i opanowania. Wpierw za jedną skrzynię, wyjrzenie - czysto - sus za szafkę, obejrzenie się po bokach, przejście na przykucu za kolejną skrzynię, potem pod stołem i jest. Oj tak, była dobra. Parę chwil i znalazła się po drugiej stronie. Teraz czas na Owena.



  • // Nie wiem czy mam pisać przejście każdej przeszkody z osobna, czy razem, więc dam w jednym poście //
    Ma robić tylko to co ona, tak? A to znaczy co, tak dokładniej? No dobra, po prostu spróbuję przejść niezauważony, tą samą trasą. Tak więc ustawił się za pierwszą skrzynią, wyjrzał kilka razy, aż w końcu, gdy był dostatecznie pewien powodzenia, przeszedł szybko za szafę. Rozejrzał się czy nikt nie zauważył tego przymknięcia i tak samo jak Sophie, przeszedł dalej. Na końcu przeczołgał się pod tym samym stołem, próbując nie robić zbytniego hałasu.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //A weź rzuć 4d10. Jestem ciekaw.



  • // Czas więc w końcu ogarnąć jak to działa


    Rzucanie kośćmi 1d4: [3]
    Razem: 3


  • // Jestem geniuszem prawda?


    Rzucanie kośćmi 4d10: [5, 4, 7, 7]
    Razem: 23


  • Tarn
    Niech to, czy ich pracodawca nie pozwala sobie teraz na zbyt wiele? W ogóle, czy on przysłużył się jakoś do walki ze szkunerem? A Tarn tak bardzo liczył na owocną współpracę… Ruszył więc na poszukiwania tej złodziejki, a gdyby nie dał rady jej znaleźć, za cel obrałby sobie kogokolwiek z tych najemników.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Przynajmniej wiesz jak rzucać.
      Owen już na początku się przekonał, że daleko mu do wprawy swe towarzyszki. Co prawda dość szybko znalazł się za skrzynią, ale nie był w stanie się zgiąć, aby schować za nią całego swojego ciała - była po prostu za mała. Na jego szczęście strażnicy się nie patrzyli w tym kierunku. Za szafkę też nie przeszedł jakoś dobrze, ale na szczęście nie wzbudził hałasu. Ba, ledwo co zdążył. Parę sekund opóźnienia i by wpadł. Dwie następne przeszkody ominął dość sprawnie, aż w końcu znalazł się obok Sophie.
      Stali w przejściu między pomieszczeniami, a raczej byli schowani przy ścianie. Kobieta pokazała magowi żelazne drzwi na końcu. Samo pomieszczenie również było większe, lecz tym razem znajdowały się tam głównie wszystkie inne bibeloty, byleby nie generatory. Było się za czym chować, prawda, ale straży naturalnie było więcej. Przy ich celu kręcił się również wspomniany wcześniej goryl z młotem.
       – Dobra, mam plan. Przekradniesz się tam – wskazała drabinę po ich prawej – i udasz, że zszedłeś tu z ciekawości. Ja będę się przekradać lewą stroną, obejdę tego typa i spróbuję z drzwiami. Jak się nie uda, to uszkodzę jeden z generatorów pary. Ty wtedy krzyknij, że biegniesz po wsparcie. Syki będą pewnie na tyle głośne, że nie usłyszą czy wychodzisz czy nie. Znajdziesz sobie potem jakąś kryjówkę. Co ty na to?
      Trasa którą musiałby przebyć Owen nie była jakoś wybitnie długa. Ot, parę skrzynek, stołów, szafek, kredensów i jedna lodówka przechylona w bok. Straż tam głównie stała i gawędziła, zapewne nie wierząc w możliwość włamu.
      Tarn nie miał szczęścia i nie znalazł nigdzie złodziejki, ale dostrzegł gdzieś przy poręczy ich strzelca. Popijał sobie jakiś trunek. W oko wpadł mu również ten elf, który przyniósł jeden z generatorów.



  • Tarn
    W sumie to nie pozostało mu za bardzo nic innego, oprócz pójścia i porozmawiania z kapitanem. Udał się więc w stronę strzelca.



  • Spojrzał na swoją trasę, po czym ponownie skierował swój wzrok na Sophie. Zrobił minę jakby chciał spytać, czy ta aby nie żartuje. Na pytanie odpowiedział jedynie kiwnięciem głowy. Ponownie przyjrzał się swojej trasie.
    - No to ruszam. - Rzucił jeszcze nim odszedł. Spojrzał na straże i wybierając jego zdaniem dogodny moment, spróbował przedostać się do drabiny. A gdy był na miejscu po prostu się o nią oparł i zaczął się rozglądać.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Na dogodny moment długo czekać nie musiał. Akurat stworzyła się taka pod dwoma stołami i za wspomnianą, pewnie już starą, lodówką. Kiedy znalazł się na pozycji, jak na zrządzenie losu musiał czekać dłużej na jakąkolwiek atencję, niż dostanie się pod drabinę. Jednak tu również nie musiał sporo kombinować, bowiem po paru minutach łaskawie ktoś go dostrzegł. Przyglądał się przez chwilę z niedowieżaniem, aby ostatecznie wycelować w niego broń i krzyknąć zdezorientowanym.
       – A ty tu skąd?! Kto tym razem nie zamknął tego cholernego włazu?!
      Te jakże bezsensowne i dość typowe w tym momencie słowa przyciągnęły sporą część straży. Głównie tych z okolicy i wszystkich na drodze Sophie. Nawet draba z młotem zwabił. Dziewczyna przebiegła bezszelestnie spirnetem i zaczęła coś majstrować przy drzwiach. Dała znak ręką, aby ciągnął dalej, odwracając się na chwilę w jego kierunku.
      Tymczasem na powierzchni, Sokół wyraźnie się ucieszył na widok kapitana Magii.
       – O! Czy to Pan… ee… – mężczyzna na chwilę się zamyślił. – Tran? Wielorybi, tak? Bardziej wolę rekini.



  • Podniósł ręce do góry. Udał zdziwienie tym, że strażnik tak po prostu skierował w niego broń.
    - Nie wiem kto go nie zamknął, ale ja tu tylko oglądam statek. Możecie opuścić broń? Trochę źle mi się rozmawia na spokojnie będąc na celowniku. - Bardziej niż na tym co mówił skupił się by nie patrzeć bezpośrednio w stronę Sophie, a jedynie zerkać kątem oka.



  • Tran
    Przeklęci mieszczanie, szacunku do szlachty ich nie nauczono… Chociaż patrząc na jego stan, nawet gdyby wiedział o dobrych manierach, pewnie nigdy by ich nie zastosował. Czemu trzymają tego nałogowego pijaka? A, bo to chyba najlepszy strzelec jakiego Tarn widział. Chyba tylko przez wzgląd na ten fakt, potraktuje go teraz łagodnie.
    - Nie wiesz gdzie rozeszli się Twoi towarzysze? Chciałbym porozmawiać z kimś kompetentnym od Was o tym co nas spotkało…


Log in to reply