Magia Przestworzy oraz Pegaz



  • // Czas więc w końcu ogarnąć jak to działa


    Rzucanie kośćmi 1d4: [3]
    Razem: 3


  • // Jestem geniuszem prawda?


    Rzucanie kośćmi 4d10: [5, 4, 7, 7]
    Razem: 23


  • Tarn
    Niech to, czy ich pracodawca nie pozwala sobie teraz na zbyt wiele? W ogóle, czy on przysłużył się jakoś do walki ze szkunerem? A Tarn tak bardzo liczył na owocną współpracę… Ruszył więc na poszukiwania tej złodziejki, a gdyby nie dał rady jej znaleźć, za cel obrałby sobie kogokolwiek z tych najemników.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Przynajmniej wiesz jak rzucać.
      Owen już na początku się przekonał, że daleko mu do wprawy swe towarzyszki. Co prawda dość szybko znalazł się za skrzynią, ale nie był w stanie się zgiąć, aby schować za nią całego swojego ciała - była po prostu za mała. Na jego szczęście strażnicy się nie patrzyli w tym kierunku. Za szafkę też nie przeszedł jakoś dobrze, ale na szczęście nie wzbudził hałasu. Ba, ledwo co zdążył. Parę sekund opóźnienia i by wpadł. Dwie następne przeszkody ominął dość sprawnie, aż w końcu znalazł się obok Sophie.
      Stali w przejściu między pomieszczeniami, a raczej byli schowani przy ścianie. Kobieta pokazała magowi żelazne drzwi na końcu. Samo pomieszczenie również było większe, lecz tym razem znajdowały się tam głównie wszystkie inne bibeloty, byleby nie generatory. Było się za czym chować, prawda, ale straży naturalnie było więcej. Przy ich celu kręcił się również wspomniany wcześniej goryl z młotem.
       – Dobra, mam plan. Przekradniesz się tam – wskazała drabinę po ich prawej – i udasz, że zszedłeś tu z ciekawości. Ja będę się przekradać lewą stroną, obejdę tego typa i spróbuję z drzwiami. Jak się nie uda, to uszkodzę jeden z generatorów pary. Ty wtedy krzyknij, że biegniesz po wsparcie. Syki będą pewnie na tyle głośne, że nie usłyszą czy wychodzisz czy nie. Znajdziesz sobie potem jakąś kryjówkę. Co ty na to?
      Trasa którą musiałby przebyć Owen nie była jakoś wybitnie długa. Ot, parę skrzynek, stołów, szafek, kredensów i jedna lodówka przechylona w bok. Straż tam głównie stała i gawędziła, zapewne nie wierząc w możliwość włamu.
      Tarn nie miał szczęścia i nie znalazł nigdzie złodziejki, ale dostrzegł gdzieś przy poręczy ich strzelca. Popijał sobie jakiś trunek. W oko wpadł mu również ten elf, który przyniósł jeden z generatorów.



  • Tarn
    W sumie to nie pozostało mu za bardzo nic innego, oprócz pójścia i porozmawiania z kapitanem. Udał się więc w stronę strzelca.



  • Spojrzał na swoją trasę, po czym ponownie skierował swój wzrok na Sophie. Zrobił minę jakby chciał spytać, czy ta aby nie żartuje. Na pytanie odpowiedział jedynie kiwnięciem głowy. Ponownie przyjrzał się swojej trasie.
    - No to ruszam. - Rzucił jeszcze nim odszedł. Spojrzał na straże i wybierając jego zdaniem dogodny moment, spróbował przedostać się do drabiny. A gdy był na miejscu po prostu się o nią oparł i zaczął się rozglądać.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

      Na dogodny moment długo czekać nie musiał. Akurat stworzyła się taka pod dwoma stołami i za wspomnianą, pewnie już starą, lodówką. Kiedy znalazł się na pozycji, jak na zrządzenie losu musiał czekać dłużej na jakąkolwiek atencję, niż dostanie się pod drabinę. Jednak tu również nie musiał sporo kombinować, bowiem po paru minutach łaskawie ktoś go dostrzegł. Przyglądał się przez chwilę z niedowieżaniem, aby ostatecznie wycelować w niego broń i krzyknąć zdezorientowanym.
       – A ty tu skąd?! Kto tym razem nie zamknął tego cholernego włazu?!
      Te jakże bezsensowne i dość typowe w tym momencie słowa przyciągnęły sporą część straży. Głównie tych z okolicy i wszystkich na drodze Sophie. Nawet draba z młotem zwabił. Dziewczyna przebiegła bezszelestnie spirnetem i zaczęła coś majstrować przy drzwiach. Dała znak ręką, aby ciągnął dalej, odwracając się na chwilę w jego kierunku.
      Tymczasem na powierzchni, Sokół wyraźnie się ucieszył na widok kapitana Magii.
       – O! Czy to Pan… ee… – mężczyzna na chwilę się zamyślił. – Tran? Wielorybi, tak? Bardziej wolę rekini.



  • Podniósł ręce do góry. Udał zdziwienie tym, że strażnik tak po prostu skierował w niego broń.
    - Nie wiem kto go nie zamknął, ale ja tu tylko oglądam statek. Możecie opuścić broń? Trochę źle mi się rozmawia na spokojnie będąc na celowniku. - Bardziej niż na tym co mówił skupił się by nie patrzeć bezpośrednio w stronę Sophie, a jedynie zerkać kątem oka.



  • Tran
    Przeklęci mieszczanie, szacunku do szlachty ich nie nauczono… Chociaż patrząc na jego stan, nawet gdyby wiedział o dobrych manierach, pewnie nigdy by ich nie zastosował. Czemu trzymają tego nałogowego pijaka? A, bo to chyba najlepszy strzelec jakiego Tarn widział. Chyba tylko przez wzgląd na ten fakt, potraktuje go teraz łagodnie.
    - Nie wiesz gdzie rozeszli się Twoi towarzysze? Chciałbym porozmawiać z kimś kompetentnym od Was o tym co nas spotkało…


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

      Zamiast opuścić, wycelowali w niego z muszkietów, karabinów i kordelasów. Mężczyzna z młotem podszedł bliżej i dopiero gdy dał znak ręką, opuścili bronie.]
       – Daję Ci trzy sekundy – powiedział ze spokojem, ale i siłą w głosie, ignorując słowa Owena. Mimowolnie poczuł jak jest świdrowany przez jego spojrzenie pełne gniewu i chęci mordu. Przerażające, jak taka osoba mogła wysławiać się z takim stoicyzmem.
      Sophie słysząc draba, odwróciła się na chwilę w kierunku Owena, pokazując dziesięć palców. “Dziesięć sekund”.
      Sokół zaśmiał się słysząc “kompetentny”.
       – O? Więc ja Ci nie wyglądam na komptnego? – spytał z uśmiechem, ale po chwili odchrząknął. – Nasz mag poszedł do kapitana, tam go poszukaj. – Dodał, tym razem z większym spokojem i bez błędów.

    //Wybacz jeśli kłóci się to z poprzednimi odpisami, zmiana planów…



  • // Wiewiór wpisujemy 17 kwietnia jako święto, Max powrócił do GM’owania. //

    Dziesięć sekund? Czyli musi zyskać siedem, bo trzy już dostał od tego draba. Tak więc wykorzystał je by wspiąć się po drabinie o jeden lub dwa stopnie. Odwrócił się ponownie do tych ludzi i z zakłopotaną miną przeczesał włosy.
    - Cóż prawda jest taka, że się zgubiłem. Wiecie słaba orientacja w terenie, dodatkowo co chwila mi się kręci w głowię przez ten lot. Nawet nie wiem jaką drogą tu trafiłem.



  • //Ja wpiszę inną datę na święto, bo w sumie miał wrócić kiedy indziej do gmowania :v //
    Tran
    Cóż za zabawny i elokwentny człowiek. Prychnął w myślach na jego głupie pytanie i czekał aż ten przejdzie do konkretów, co zrobił w miarę szybko. Spodziewał się, że poprzedzi to zamaszysty ruchem flaszki do swoich ust. Cóż, jednak potrafi powiedzieć coś normalnego i sensownego. Nie zaszczycił go żadnym gestem wyrażającym wdzięczność i ruszył we wskazanym kierunku.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Tu byłoby serduszko, gdyby nie zmieniona klawiatura
    Cholera, takiego opisu tych sekund to się nie spodziewałem. Wiesz, bardziej w głowie miałem te takie filmowe, ale coś wymyślę.
       –
      I cała dramatyczność się ulotniła, kiedy Owen postąpił wbrew zachowaniom typowych bohaterów licznych książek przygodowych. Olbrzyma pewnie też to nieco zdziwiło, bo przez chwilę milczał nieco zdziwiony. Mimo wszystko chwycił jednak za młot, a na jego twarzy ponownie zagościł spokój.
       – To spierd*laj w poskokach póki możesz – odparł jedynie, równie oschle i zimno co poprzednio. Teraz jednak nie było już tego stoicyzmu. Chyba tracił cierpliwość, a szkoda, bo zostało mu pięć sekund. Niby niewiele, ale jak wiadomo, czas jest względny.
       – Bogacze – rzucił na koniec do siebie, biorąc kolejny łyk z butelki.
      Prędko znalazł się przed wejściem do kajuty kapitana. Czemu przed, a nie wewnątrz? Zatrzymało go dwóch marynarzy, blokując wejście skrzyżowaniem karabinów.
       – Kapitan obecnie nie przyjmuje gości. Proszę przyjść później – powiedział spokojnie jeden z nich.



  • Tran
    Nie przywykł do bycia traktowanym jak zwykły człowiek, mocno więc się zdziwił tym nagłym zatrzymaniem. Po chwili jednak zdziwienie ustąpiło irytacji, kiedy już przyswoił sobie to, że potraktowano go jak zwykłego “gościa”.
    - Panowie chyba nie wiedzą z kim mają do czynienia, ale mogę Wam wybaczyć ten błąd - odparł i zechciał ruszyć do środka.



  • // A właściwie co by zrobił ktoś z książek przygodowych?

    Jakoś nie uśmiechało mu się obrywać, ale skoro musi, to jeszcze trochę poirytuje tego człowieka.
    - I mam się znowu zgubić i znowu wleź w jakieś dziwne miejsce? Chociaż powiedz którędy mam iść!


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Tu mi bardziej chodziło o ten moment, kiedy bohater podczas tego odliczania gada i dalej próbuje przekonać czy szuka sposobu na przechytrzenie, bez wykonania polecenia. Czyli w skrócie - nie zachowywał się sztampowo. Chociaż w sumie robi to teraz…

      Natrafił na opór w postaci karabinów, którymi nieco go odepchnęli.
       – Zdajemy sobie sprawę, drugi kapitanie, ale rozkaz to rozkaz. Proszę poczekać na swoją kolej – rzucił mocniej ten sam strażnik co poprzednio. Po chwili jednak westchnął. – Ale jest Pan też kapitanem tej drugiej łajby, a ja zasłużonym marynarzem. Szanuję każdą pomoc w przestworzach, zwłaszcza tę praktyczną a on za mało mi płaci, abym jej nie uszanował i teraz. Jest tylne wejście, niestrzeżone. Prowadzi co prawda pod pokład, ale jest tam przejście do kajuty.
      Owen jednak nie miał tak łatwo. Wojownik nacisnął jakiś przycisk na młocie. Coś kliknęło. Dwa obuchy (no, tak to się nie nazywa, chodzi mi o to czym się uderza młotem) zaczęły się rozsuwać.
       – Nawet mnie nie wkurw*aj – rzucił jedynie. Jeszcze trzy sekundy!



  • //Tak, to obuch.

    Owen uznał, że spełni tylko jedną z jego próśb, a że ta o wyjście była wcześniejsza…
    - No dobra, dobra. - zaczął znów się wspinać po drabinie. - Jak znowu się zgubię, gdzie nie powinienem to powiem, że koleś z mechanicznym młotem uznał, że lepiej pozwolić komuś snuć się niż podać drogę. Może jak kogoś jeszcze spotkam to będzie odpowiedzialny - Zaczął gadać jakby do siebie, choć na tyle głośno by słyszał go tamten facet, a może i także kilka osób obok.



  • Tran wielorybi
    Już miał chwycić za swą broń//nie pamiętam czy jakąś ma i nie chce mi się sprawdzać, może później jak Ty będziesz odpisywać :v // i pokazać temu niedorajdzie, że nie powinno się go traktować w ten sposób. Gniew jednak szybko opuścił jego ciało, kiedy to strażnik wyraźnie odpuścił i powiedział mu o tylnym wejściu. Bardzo dobrze, że ten parobek w końcu zmądrzał, ciekawe tylko, czy mówił prawdę. Odszedł od strażników i poszedł na około szukać tylnego wejścia, rzucając mu tylko lekko rozgniewane spojrzenie. Jakby nie mógł powiedzieć o nim od razu, tylko musiał podnieść swe ego przeciwstawiając się komuś wspaniałemu i wysoko postawionemu. Niech się cieszy, że trafił na Tarna, który potraktował jego wybryk łaskawie i chwilowo mu odpuści.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

      Kiedy Owen zaczął się wspinać, mięśniak znów coś nacisnął w młocie, którego wszystkie elementy zaczęły wracać na właściwe miejsce. Sophie to wystarczyło, aby złamać zamek, wejść do środka i zamknąć za sobą drzwi. Owen mógł w tym czasie pójść szukać George’a, aby zdać mu raport z wydarzeń.
      Nie da się ukryć, że Tarn faktycznie był łagodniejszy od części swej załogi, ale żaden i tak nie był takim furiatem, aby zadzierać z załogą innego okrętu, który w końcu współpracuje z jego chlebodawcą. Pewnie samo to, że robią to za pieniądze starczył, bo jednak ważnym jest aby nie stracić źródła dochodów.
      Tylne wejście znalazł łatwo. Wokół nie było nikogo, więc mógł wejść jak do siebie.



  • Nie udało się zdenerwować tamtego jeszcze bardziej, Sophie przedostała się do środka, a on i tak nie przyda się tutaj na nic więcej. Zostało tylko wrócić, tylko tu jest jeden problem, a mianowicie czy wie którędy? Licząc, że jego orientacja w terenie nie jest jednak tak bardzo słaba, jak o tym przed chwilą mówił, obrał kierunek w w którym, jak sądził, jest wyjście.



  • Tarn
    No proszę, jednak mówił prawdę. Czasem jednak opłaca się słuchać tego gminu. Rozglądnął się jeszcze, by upewnić się że nikt go nie obserwuje i ruszył tym wejściem do środka.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

      Raczej łatwo się zorientuje. Wyszedł tuż za jakimiś skrzyniami w innej, już nie tak strzeżonej ładowni. Widział nawet schody prowadzące na zewnątrz. Nie było nikogo w okolicy i lepiej, aby tak pozostało dopóki nie wyjdzie.
      Po otwarciu, Tarn drzwi znalazł się na korytarzu. Przestronnym i zawalonym różnymi bibelotami. Nie było żadnych odnóg czy drzwi, tylko droga prosto aż do przejścia do gabinetu. No i słyszał rozmowę kapitana ze swoim magiem - Burgem.
       – Czyli chcesz mi powiedzieć, że ten mały nie potrafi kontrolować pogody – mówił mag, najpewniej zbierając uzyskane informacje w całość – a ta burza to zwyczajnie bardzo rzadki przypadek Inteligentnego Sztormu, pozostałości po legendarnych żywiołakach powietrza?
       – Tak – odpowiedział pewnie kapitan.
       – I wiesz to, bo masz znajomych meteorologów, którzy maniakalnie interesują się podobnymi przypadkami?
       – Tak.
      Krótka cisza.
       – To czemu się zakończyła wraz z jego unieszkodliwieniem? – Pytał dalej Burg.
       – Wychodzi na to, że ten jeden, konkretny Sztorm upodobał sobie tego chłopca. W końcu to inteligentne burze, może widziała w nim swojego syna? I odpuściła, bo wiedziała że już go nie odzyska?
      Krótka cisza.
       – Sądzisz, że jestem aż tak głupi? – Głos maga wskazywał na mocne zniecierpliwienie. Niecodziennością było widzieć go w takim stanie.
       – Sądzę, że powinien Pan bardziej ufać opinii kogoś, kto coś o tym wie. Ja dowody na swoją tezę mam, Pan na swoją - niekoniecznie.



  • // Ta burza mogła zawsze odpuścić bo się wygotowała //

    Wyjście? Jest. Ludzie w okolicy? Nie ma. Tyle wystarczyło Owenowi by ruszyć prosto w kierunku schodów.



  • //14 dni, nie tak źle :v //
    Tran
    No cóż, nie pozostało mu nic innego, jak ruszyć tym korytarzem przed siebie. Oczywiście podczas jego spaceru, rozmowa trwała sobie w najlepsze. Może i by ją przerwał, gdyby nie dotarł do drzwi w tak interesującym momencie. Inteligentne Sztormy? Czego to ten motłoch nie wymyśli. Oj, Kapitan spadł teraz w jego mniemaniu stosunkowo nisko. Stał teraz pod drzwiami, czekając na dalszy przebieg rozmowy, nie chciał w końcu przerywać w tak interesującym momencie.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

       – Proszę bardzo, czekam na te “Argumenty” – powiedział czarodziej, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo. Najpewniej usiadł na kanapie.
       – Powinien Pan wiedzieć, że modele StormFly są stworzone do ucieczek przed burzami. Tylko trzy razy StormFly’om nie udało się przed nimi umknąć. Wszystkie trzy natrafiły na Inteligentne Burze. Ot, wypadek lotu Tria-Fieldrose był spowodowany przez takową. Sami ocaleni mówili, że burza wzięła się znikąd i ich prześladowała, nawet po wzmocnieniu prędkości, i odpuściła dopiero po katastrofie. Inny przypadek? Nieżyjący już, wybitny meteorolog, Jimmy Stravons, mówił o tym zjawisku. Mam w swojej skromnej biblioteczce wszystkie jego publikacje, potrafił pisać z pasją. Sztormy i huragany męczyły jego rodzinne miasteczko Twinsis po jego morderstwie we własnym domu, do czasu pogrzebu. Wtedy też spadł bardzo obfity deszcz, a przypomnę, że Twinsis leży na pustyni.
       – StormFly’e miały słabe płótno na szkielecie, który również nie był najlepszy, dla zwiększenia prędkości, więc wystarczył zazwyczaj jeden piorun aby sterowiec padł, bo jak dobrze pan podkreślił, one miały im umykać, nie czekać aż się skończą. Do dziś naukowcy nie określili co było prawdziwą przyczyną tego incydentu, a to co Pan mówi to jedna z hipotez, dodam że własna, a nie jakiegoś naukowca. – zaczął niemal od razu. – Jimmy był uznawany za szaleńca, więc nie uznaję żadnej z jego książek czy publikacji za warte uwagi, a jego słowa nie są godne choćby chwili namysłu. Sezon burzowy po prostu pokrył się ze wzmożoną aktywnością meteorologiczną na tamtym obszarze. Było to wiadome parę dni przed tragedią. Skoro miasteczko było na pustyni, to należy się cieszyć z takiej obfitości, a nie przypisywać mu nie wiadomo jakich zasług…
       – Zdaje się, że mamy gościa – wtrącił się niespodziewanie .Marthin
      Kiedy Owen wyszedł, poczuł za sobą czyjąś obecność.
       – Gdzie Sophie? – spytał się George.


Log in to reply