Kryjówka Szalonego Naukowca


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Nieznana siedziba szalonego naukowca, który stoi na przekór innym sobie podobnym. Mimo to nie ma jednak aż tak złych warunków, jak może się wydawać. Obszerny, nawet ZA bardzo, kompleks budynków zawiera te wszystkie niezbędne sale, gabinety i inne pokoje, jakie ma niemal każde laboratorium, szpital (zwykły lub psychiatryczny), a nawet i restauracja. Wszystko trzyma się kupy, jest logicznie poukładane (pomieszczenie do prześwietleń koło pomieszczenia testującego lekarstwa na złamania, na przykład) oraz proste w przejściach. Białe, bezpłciowe, krótkie korytarze bez mebli są świetnym i niezastąpionym łącznikiem a ich pustka przykrywa wszelki brak umiejętności wystroju wnętrz właściciela. Znajduje się też tu jeden pokój główny, w centrum, okrążony sypialniami, których jest w sumie trzydzieści, mimo skromnego składu, są one jednak na przyszłość, a konkretniej cytując “Kiedy świat pozna mój geniusz, sami będą się tu zjeżdżać!”.
      Ze względu na spore rozmiary i braki w kadrach, niemal całość stoi brudna (głównie te niewykorzystywane pomieszczenia, czyli faktycznie spory kawał [aż ZA spory]). Jednak tam, gdzie ma być czysto, jest. Sterylnie, niepokojąco precyzyjnie poukładanie oraz biało. Lokator zdecydowanie uwielbia biel. Mimo to, jeden pokój wyróżnia się na tle reszty, tak zwany “Wielki Pokój”. To tam Szalony Naukowiec trzyma swe dziecię, swą przepustkę do sławy i uznania. Póki co widział go tylko on, ale za niedługo ma się to zmienić. Chociaż i tak wiadome, że nie jest biały. Sam raz to nawet powiedział.
      Lokalizacja jest nieznana, ale można znaleźć pewne tropy prowadzące do pasma gór Drana. Między innymi absurdalnie duża ilość posrebrzanych sprzętów jak na takiego naukowca. Z budową tego ośrodka zbiegł się też duży kryzys srebra w rzeczonej okolicy. No i, najważniejsze, tam gdzie nie ma zabudowy, znaleźć można litą skałę. Ba, nawet jeden pokój drugiej i jedynej poza Naukowcem lokatorki ma niewielką szparę, niby okno na świat. Widać z niego dolinę z dość sporej wysokości. Niestety osoba, która wie o tej dziurze i może przez nią zagląda, kompletnie nie zna nazwy tamtego miejsca. Jest to Dolina Krzepy i gdyby o tym wiedziała, byłaby pewna położenia w Paśmie Drana. Jednak na obecny moment lokalizacja pozostaje nieznana.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    //Tego naukowca chyba też polubię.
      Był ranek, promienie z naturalnego okienka przyjemnie pieściły blady policzek Keiry, Słyszała cichy, odprężający świergot ptaków - jej naturalny budzik. Delikatne i subtelne nudy nie wyrywały ze snu, wręcz pozwalały stopniowo się z nim rozstawać, pomagać wrócić do rzeczywistości i dokończyć śnienie, bez poczucia nagłej zmiany rzeczywistości i mętliku w głowie. Z tym jednak, że asystentka na ogół snów nie miała. Pojawiały się dopiero nad ranem i sama ich obecność zwiastowała poranek. Dziś nie było inaczej.
      Na obecny moment śniła, że jest w jakimś laboratorium. Innym niż to, jakby jej bliższym. Wyglądała na świat zza szkła, obserwując rozmawiających ludzi w białych kitlach. Różniły się one detalami od tych, które znała, ale biel była tak samo nieskazitelna. Nie słyszała o czym dokładnie mówią, ale w pewnym momencie ktoś na nią spojrzał, podszedł do niewielkiego urządzenia i…
       – Keira! – wydarł się Davis, wpadając do pokoju. – Wstawaj! Dziś wielki dzień!
      Ptaki się spłoszyły, sen odleciał, słońce zaczęło drażnić, a ona sama otworzyła oczy. Musiała je mieć przymknięte przez poranne promienie, które zdążyły już dosięgnąć oczu. Nagle coś jej przysłoniło wzrok. Pachniało chemią z wczorajszych wieczornych testów. Czyżby fartuch?
       – No, załóż na siebie coś przyzwoitego, widzimy się przed Wielkim Pokojem. Do zoba! – Wyszedł tak szybko jak wszedł, zostawiając dziewczynę z nieładem. I rzuconym cuchnącym fartuchem na twarzy.



  • Keira podniosła się i zdięła fartuch z twarzy. Kiedyś nauczy go zostawiać rzeczy w porządku. Tylko najpierw musiałaby go złapać nim ten wybiegnie z jej pokoju, a to jakimś cudem jest raczej niemożliwe nawet dla niej. Rano chyba nikt nie byłby do tego zdolny. Westchnęła i zaczęła się ubierać, przy okazji wspominając dzisiejszy sen. Czym mogło być tamto laboratorium? Wspomnieniem? Kreacją jej umysłu? Dlaczego widziała tam świat zza szkła? Co chciał powiedzieć tamten człowiek?
    - To nic nie da. - Stwierdziła sięgając po swój kapelusz. W końcu i tak zadawanie pytań nie przyniesie nic, skoro nie pamięta się odpowiedzi. W takim razie gdy była już gotowa udała się przed Wielki Pokój.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Trasę znała niemal na pamięć, bo mimo że nic nie robiła w tamtym pokoju i go nie widziała, to często była koło niego. Przemierzała te same białe, puste i wyczyszczone korytarze… ale coś było nie tak. Miała drogę tak mocno zakodowaną, że dopiero po pewnym czasie się zorientowała, że wokół panują ciemności, poza paroma lampami naftowymi, dającymi niewielkie, ale wystarczające światło. To nie pierwszy raz, chociaż każdy taki był niepokojący - znaczyło to nie zapłacenie rachunków za świecące kryształy i generatory pary. Ostatnio dochodziło do tego coraz częściej, a poczucie obserwowania, na jakie skarżył się Davis, wraz z tym przyrostem takich przypadków nasuwa na myśl bardziej wymyślne powody, niż zwykłe przegapienie terminu.
       – Ja im dam! – Usłyszała, kiedy się wychodziła z ostatniego korytarza, do równie posępnie oświetlonego pomieszczenia. Mimo ukazania się Davisowi, ten dalej głosił swoją tyradę. Serio, kręcąc się w kółko minął ją wzrokiem. – Ja im dam! Ja im pokażę! Udowodnię im, że prąd jest możliwy! Że de Petru nie stworzył wcale takiej fikcji naukowej! Ta przyszłość jest możliwa, a ja będę jej prekurso…o. Keira, hej. Już przyszłaś? – Jego ton zmienił się nagle, z szalonego i obłędnego, na spokojny i niewinny. – Widzę, że jesteś odpowiednio ubrana. Będziesz właśnie pierwszym świadkiem tego wielkiego odkrycia! Super, co nie? No, a teraz właź. – Nie dając czasu na odpowiedź lub jakąkolwiek reakcję, otworzył ciężkie, srebrne drzwi, będące odzwierciedleniem tych bankowych, które miała w głowie, nie wiedząc czemu. Ze środka wychynęła ciężka i zimna para, momentalnie opadając na ziemię i zalewając Keirę przyjemnym chłodem. – Niezły bajer, co? Kosztował mnie dość sporo, więc mam nadzieję że na innych też wywrze takie wrażenie jak na Tobie.



  • Spojrzała w głąb Wielkiego Pokoju. Nie zdziwiła jej ta próba stworzenia efektownego wejścia do tego pokoju, właściwie bardziej zdziwiłaby się gdyby Devis urządził tutaj wszystko normalnie.
    - Możesz przestać prowadzić te szalone monologi kiedy jesteś sam. To niepokojące - Zrobiła kilka kroków wgłąb - Przepływ ładunków jest możliwy. Potrzeba tylko źródła. To własnie zobaczę, gdy ta mgła opadnie?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – To objaw mojego geniuszu! W książkach de Petru każdy światły umysł jest geniuszem! – krzyknął triumfalnie. Sama Keira może i nie czytała jego książek, ale dość sporo o nich słyszała, chcąc nie chcąc, właśnie od Davisa. Tam szalone jednostki zazwyczaj były też mądre. Może się więc wydawać, że jej opiekun jest żywcem wyjęty ze stron prozy de Petra.
      Kiedy dziewczyna weszła głębiej, poczuła narastający chłód, a mgła wcale nie opadała, wręcz jej przybywało. Na pytanie, mężczyzna się zaśmiał. Pierwszy raz był on tak upiorny, a efekt potęgowała przysłaniająca go mgła. Widziała przed sobą jego sylwetkę, mimo że nawet nie wchodził do środka.
       – Zobaczysz coś więcej! Zobaczysz przyszłość, Keira! Jako jedna z pierwszych! Udowodnię, że de Petru nie wyssał tego z palca…
      Keira jednak mimowolnie mogła przestać go słuchać, bo efektowne wejście nagle się rozpłynęło, a asystentka stała przed nieznanym jej, imponującym urządzeniem. Wielka, metalowa puszka, z mnóstwem wgłębień, wypukłości, zaworów, śrub, różnych mierzy jakichś nowych jednostek i tym podobnych urządzeń, o których często słyszała od naukowca. Do tego rury prowadzące w górę, do kuli przymocowanej na suficie. Tym razem całość była wykonana z metalu, który pierwszy raz widziała, brązowego, lśniącego. Widać jednak, że pomalowano to farbą aby sprawiało wrażenie starszego niż jest. Koło była też wajcha, masywna, jedyna na całe ustrojstwo. Davisa nie było w okolicy.
       – Oddaję Ci tą przyjemność! Za twe zasługi! – zakrzyknął nagle podekscytowany zza jej pleców.



  • Drgnęła mimochodem. Gdy ktoś krzyknie za plecami to ciężko tak nie zareagować. Zrobiła pół kroku w przód, tylko po to by cofnąć się po chwili namysłu i uderzyć Davisa łokciem gdzieś w okolice mostka, oczywiście nie na tyle mocno by złamać mu żebro, ale wystarczająco by zapamiętał, że tak się do ludzi nie podchodzi.
    - Wybacz, taki odruch. Nie strasz tak ludzi. - Skłamała perfidnie, w końcu odruch nie następuje po zauważalnej chwili zastanowienia. Zbliżyła się do wajchy. - Nie powinniśmy być w metalowej klatce? Tak na wypadek jakiegoś większego przebicia. - Zapytała kładąc na niej rękę. Jeszcze raz spojrzała na naukowca i uznając, że Davis i tak nie wprowadzi jakichkolwiek środków bezpieczeństwa, uruchomiła maszynę. Swoją drogą, ciekawe co to robi, nie licząc generowania prądu oczywiście.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Kiedy się zbliżała, Davis na pewno nie odczytywał je zamiarów. Kiedy się cofnęła, ułatwił nawet jej zadanie podchodząc, jakby chciał się spytać czy coś się stało. Po ciosie jęknął głucho i uklęknął na jednym kolanie, trzymając się jeszcze ręką ściany. Chciał też coś powiedzieć, ale nie dość, że Keira zabrała głos, to jeszcze włączyła maszynę i… się zadziało.
      Wpierw coś syknęło na dole, niby pociąg rusza z peronu, potem uleciało trochę tej dziwnej pary, właśnie z wnętrza maszyny, jakby Davis już wcześniej ją włączył tylko po to. Następnie coś zaczęło się podgrzewać na dole i bulgotać, a termometr skoczył na absurdalnie wysoką temperaturę, która do tej pory widniała na nim jako piękna ozdoba i pokazanie, że wymaga takich a nie innych liczb bo to tak nowoczesna i przełomowa rzecz jest. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek się to przyda… Dalej, dźwięk jakby syczenia pędził w górę. Całe ustrojstwo zaczęło się trząść, a inne wskaźniki wariowały. Keira nie była w stanie stwierdzić co to znaczy, bo większość z nich widziała pierwszy raz. Ciśnienie wysokie, stężone mocniej niż przy maszynie parowej. Potem z kuli nad urządzeniem wyszły dziwne niby kolce z innymi, mniejszymi kulami na końcu. Całość rozpoczęła obroty, a generator trząsł się jeszcze mocniej. Jeden piorun strzelił koło kobiety z głośnym trzaskiem zostawiając czarne i emanujące ciepłem niewielkie wgłębienie, drugi niedaleko naukowca, przebijając ścianę. Góra się mocno iskrzyła, błyskawice przebiegały po całości konstrukcji, jak wijące się elektryczne węże broniące swojego terenu. Para buchała, pioruny leciały, zniszczenia i ciepło rosły. Nie wyszło, można pomyśleć. Wtem, nastał spokój, wszystko się uspokoiło i… zapaliło się światło. Samo z siebie. Cyferki i liczniki zatrzymały się na niskich wartościach i tylko czasami podrygiwały wyżej. Davis przestał się osłaniać i wstał, nie czując już bólu od ciosu. Rozglądnął się zdumiony.
       – Keira! To działa! Udało nam się! – krzyknął rozentuzjazmowany i rzucił się na dziewczynę, chcąc ją mocno uściskać. Jednak czy po tym wszystkim, czy po tych paru walniętych koło niej błyskawicach i całym tym spektaklu, podzielała jego radość?



  • Jednak przydałaby się metalowa klatka. Spokojnie patrzyła jak maszyna się rozkręca, zastanawiając się czy aby na pewno te wszystkie odczyty powinny być takie wysokie. Z zamyślenia wyrwał ją piorun. Odwróciła się do naukowca w momencie, w którym nastąpiło kolejne wyładowanie. Dziura w ścianie? Jaką to ma moc? Skoro niszczy tak mury, to lepiej nie myśleć co byłoby z człowiekiem. Davis znowu przesadził. Stworzył generator i nie pomyślał co dalej z tym prądem zrobić. Przyglądała się bezczynnie kolejnym błyskom, aż w końcu zapaliło się światło. Zamrugała kilka razy. Rozejrzała się równie zdumiona co sam konstruktor maszyny. Jakim cudem dopiero teraz? Odwróciła się do naukowca, gdy ten wykrzyczał swoją radość i dała się uściskać. Tak po prostu, bez żadnej reakcji ze swojej strony.
    - Potrzebujemy uziemienia, albo murarza na stały etat.

    // W sumie Davis to Tesla tego świata. Tylko dziwactwa ma trochę inne. //


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – Tak tak, to się załatwi, kiedy tylko to opchniemy! Jak sądzisz, na ile wycenić patent? Dwadzieścia tysięcy dolarów? Nie, nie, to za mało. Ten nicpoń Figelon wziął pięćdziesiąt za wiertło dentystyczne… O! Sto! Ale nie, chwila! To rewolucyjna maszyna! Sam pociąg do dziś ustawia tych co przy nim majstrowali. Chwila! No tak! Przecież ktoś inny może to zacząć rozwijać! A wtedy, jeżeli zrobi coś lepszego, zostanę zapominany! Trzeba więc wiedzieć, komu to sprzedać. Może von Bilkowi? Hmmm. nie, oddał plany podpasek jakiemuś żulowi Dridemu, czy innemu Umbowi. Znasz jakiegoś zaufanego przedsiębiorcę? Nie! Wiem! Wiem! Sami nimi będziemy, tak! Prąd ma starczyć na o wiele dłużej niż para! To MY będziemy mieć ich w szachu!
      Nim zdążył ciągnąć swój wywód dalej, usłyszeli otwierające się drzwi. Do środka weszło łącznie trzech ludzi: dwóch bladych z czerwonymi oczyma podobnymi do Keiry oraz elegancko ubrany, młody mężczyzna. Stukał o ziemię laską tak białą, jak jego garnitur. Przystanął w pewnej odległości, poprawił fioletowy krawat i oparł się na lasce, postukując nią od czasu do czasu.
       – Proszę proszę… – zaczął spokojnie i z podziwem, rozglądając się wokół. – Wreszcie Ci się udało…
       – Keira, broń mnie! – jęknął naukowiec, chowając się za swą asystentką.

    //Hm, w sumie mogę mu dać manię do gołębi :V

    A, tu masz jego wygląd:



  • Z jego gadki przyswoiła do wiadomości tylko tyle, że nic więcej nie zaplanował. W skrócie nie wie co ma zrobić. Ale tym trzeba będzie zająć się później, a konkretnie jak tych trzech panów sobie odejdzie. Najlepiej w zaświaty.
    - Kto to? I możesz jeszcze raz wywołać te błyskawice? - Szepnęła do Davisa, jednocześnie sięgając po szable. Odwróciła się do człowieka w bieli. Jego będzie trzeba zabić najpierw. Choć pozostali też są ciekawi. Trzeba będzie jednego z nich przepytać- Domyślam się po co tu jesteś, jednak nie możemy Ci tego oddać. Jest szansa na rozmowę, czy jednak zapłaciłeś tym gorylom od zadania?

    // Gołębie to tylko wierzchołek jego dziwactw

    Edison się zjawił. //


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    – Nie znam gościa, i żeby je wywołać musiałbym raz jeszcze to włączyć, co wymaga dwóch pociągnięć – szepnął Davis. W tym czasie mężczyzna się zaśmiał.
       – Zawsze możemy ugadać cenę. Zależy nam tak naprawdę na prądzie, ale to akurat wiesz. To jaką drogą go pozyskamy i na jakich warunkach… zależy od Was. No, sama oceń na ile możecie się cenić w obecnej sytuacji. – Zaśmiał się raz jeszcze, a jego przydupasi uważnie się jej przyglądali, zbywając doktora. Jak widać, oddał jej inicjatywę.



  • - Działaj durniu. Nie zwracają na ciebie uwagi. - Syknęła groźnie do naukowca. Jeśli już będzie musiała ich pokonać to coś musi przewrócić szale na jej korzyść. A na pewno nastanie ciemności, a później pojawienie się niszczycielskich piorunów było by tym czymś aż nadto. Rozpoznanie też jest przydatne, co właśnie czynili przeciwnicy. Tak więc Keira również uważnie im się przyjrzała, poszukując broni, oceniając ich potencjalne zdolności. Odezwała się dopiero po dłuższym czasie milczenia. Czas był teraz ważny, a ciszą również można go kupić. - Sądzę, że raczej nie chce pan dużo zapłacić, a niskiej ceny niestety nie mogę podać. Nikt by nie uwierzył, że coś co zostało kupione po kosztach może być rewolucyjne. Szczególnie, że samo pojęcie prądu jest dla wielu największą abstrakcją. To byłoby nie korzystne dla obu stron.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Naukowiec ledwo co się ruszył, a został zatrzymany. Też dlatego, że jeden z drabów wyciągnął dłoń przed siebie. Mężczyzna pomiędzy nimi zaśmiał się.
       – I dalej będzie abstrakcyjne. Chcemy to kupić dla siebie, nie dla świata. Wiemy, że jest to rewolucyjny wynalazek, więc zależy nam na jak najpóźniejszym wycieku do przestrzeni publicznej. Oferujemy przeżycie, kontynuowanie badań oraz nasze wsparcie. Mamy w swoich szeregach paru geniuszy, w tym między innymi mnie. Będziemy też płacić wszelkie rachunki oraz rzeczywiście uczynimy to miejsce niedostępnym dla reszty. Nie wymagamy też zbyt wiele - jedynie zdradzenie nam sekretu tego urządzenia.To jak będzie? Dogadamy się z Panią i Pani asystentem? – przy ostatnim pytaniu wyszczerzył się w kierunku Davisa, jakby wiedział że jest inaczej, ale chciałby go w jakiś sposób wyśmiać.



  • Obejrzała się na Davisa. Jakim cudem został tak zatrzymany? Nie miał chyba przy sobie wystarczająco metalu, nie oplotły go chyba żadne kajdany. Więc jak? Jakaś nowa magia?
    - Co się stało? - Spytała naukowca, przy okazji ignorując na chwilę tamtych. Zaraz jednak się opamiętała i znowu stanęła twarzą do przeciwnika. Trzeba będzie wymyślić co innego, skoro Davis został zablokowany. Tylko co? Raczej szarża na niego odpada, bo zostanie zatrzymana, ucieczka nie wyjdzie z tego samego powodu. Na przypadek nie ma co liczyć. W mordę, same złe opcje.
    - Opóźnienie rozwoju świata? Zagrożenie imperium? Zbudowanie utopii tylko dla wybranych? Co zamierza Pan tym osiągnąć? Jakoś nie mogę zrozumieć co Panem kieruje. - Spytała zastanawiając się kim jest ten człowiek. Ma kilku geniuszy, sam też się nim nazywa, a także wygląda na to, że jest raczej bogaty. Ten facet zaczynał już ją irytować, choć jej twarz jeszcze tego nie ukazała. - I jeśli chciałby Pan poznać to urządzenie to radzę nas nie zabijać. Przyznam się, że mamy tendencje do nie robienia notatek, a sama rozbiórka maszyny też niewiele da. Nad czym Pan pracuje z gronem swoich naukowców?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Mężczyzna znów się zaśmiał, podchodząc bliżej.
       – Nie zamierzam Was zabijać. Zobacz, Pani asystent dalej żyje, mimo podjęcia lekkomyślnej, głupiej i zapewne opłakanej w skutkach decyzji. Mogłem go posłać do piachu jednym ruchem ręki. Ba, mogę to zrobić i teraz. Ale tego nie robię, bo wierzę że dojdziemy do consensusu. No i też wiem, że nie robicie zapisków. Sprytne, musicie żyć, bo jesteście jedyną skarbnicą tej wiedzy, ale też Wasza śmierć będzie tragiczniejsza dla świata. – Tu znów się zaśmiał, tym razem ciszej.
       – A poza tym, to jeszcze nie współpracujemy. Na pytania czas przyjdzie później. Więc? Akceptujecie nasze warunki? A może macie jakieś obiekcje? Coś zmienić? Dodać?



  • Opłakana sytuacja, może zaatakować tego mężczyznę, ale wtedy tamci dwaj raczej nie pozostawią ich przy życiu. Zerknęła pytająco na Davisa, bezgłośnie pytając “co robić”. To jego dzieło, niech coś w końcu powie!
    - Chcę wyłączne prawo do konstruowania generatora. I pracowników też sobie będę dobierać sama. Nie przyjmę tu nikogo, kogo osobiście nie sprawdzę. - Zaczęła wymieniać warunki również podchodząc krok bliżej. Teraz będzie miała łatwiej go ciąć. - Jednak to nie tylko moja praca. Mój asystent też powinien mieć coś do powiedzenia. - Teraz liczyła na odpowiedź naukowca na jej wcześniejsze nieme pytanie. Była gotowa do ataku.


Log in to reply