Felucia


  • Mistrz Gry

    Przykład planety, na której dobitnie widać, co by się stało, gdyby zostawić naturę w spokoju, by ta miała miliony lat na ewolucję. Sama planeta jest niegościnna, ze względu na to, że większość flory i fauny chce Cię zabić. W czasie wojen klonów stoczono tu kilka bitew, jednak niezbyt wielkich, a same siły po zwycięstwie się wycofały. Obecnie jest to ostatnie miejsce, o którym ktoś by pomyślał, że że może ukrywać się tu Jedi.



  • Mistrzyni Shaak Ti otworzyła właz ciasnej kapsuły i, zabierając ze sobą swój skromny ekwipunek, składający się głównie z prowiantu, miecza i sprzętu surwiwalowego, postawiła swoje stopy na tej dzikiej, naturalnej planecie. Z jednej strony zdawała sobie sprawę że przetrwanie tu nie będzie łatwe, ale mimo to czuła się, jakby właśnie wróciła do domu, po ponad rocznej ucieczce. Ruszyła w kierunku jakiegoś wyżej położonego miejsca, by zorientować się w sytuacji.


  • Mistrz Gry

    Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła się mistrzyni w oczy, a raczej nos, był niesamowity zapach stęchlizny. Krótkie podążanie za źródłem zapachu pokazało, co było jego przyczyną: na wpół zgniłe zwłoki Rankora. Sądzac po rozmiarach i wielkości rogó, musiał być to naprawdę stary osobnik, możliwe że przywódca stada. Dalsze badanie wzrokiem ujawniło, że jest to jakieś cmentarzysko Rankorów. Najparwdopodobniej w pobliżu mogą kręcić się jacyś padlinożercy. Wędrując dalej dało się słyszeć jakieś głosy… Metaliczne. Droidy bojowe? Prawdopodobnie
    -… zwłoka nie będzie tolerowana.
    -Ale panie komandorze, od kilku dni nie mieliśmy ładowanych akumulatorów, musimy się podładować…
    -Grah, zgoda, ale tylko na pół godziny, nie więcej. - dało się wyczuć zniecierpliwienie i lekką dozę desperacji. Był to też głos, który od dawna nie było dane słychać, jednak nie do końca wiadomo, kto. Na pewno jest to mężczyzna, jednak odgłos jakby maski tłumił dźwięk. Dało się od niego czuć… Mrok, ale też i światło.
    -Dzię, znaczy rozkaz rozkaz. - i dało się słyszeć charakterystyczny tupot.



  • O, do ciężkiej…
    Jedi zaczęła kląć w myślach, droidy i jakieś istoty rozumne to ostatnie czego się tu spodziewała. Właściwie powinna udać się jak najdalej od źródła głosu, ale nierozsądnym byłoby z własnej woli pozbawiać się informacji. Na początku zadbała o maskowanie, zarówno w mocy, duchowe, jak i takie zwykłe fizyczne, a następnie ruszyła, chcąc zakraść się do nie do końca nieznajomego


  • Mistrz Gry

    Bycie togrutanką, urodzoną myśliwą dało o sobie znać, kiedy w miarę szybko udało się dostosować do otaczających ją warunków naturalnych. Gdy już dotarła do miejsca, zauważyła starą Separatystyczną barkę rozładunkową, taką, jakich wiele dostarczało droidy na pola bitew. Wyglądało na to, że zaczęli fortyfikować pozycję, jakby spodziewając się ataku.Widać było wiele B1, kilka B2 oraz Droidek oraz sporadycznie pary droidów-komandosów. W jednym miejscu siedział jegomość w czarnej szacie i z maską na twarzy. Maska nosiła znamiona walki i wyglądała, jakby zdarto ją Mando z hełmu. Wielce to jest niepokojące.



  • Instynkt powinien ją w tym momencie pokierować do ucieczki, jednak przegrał sromotnie z ciekawością, która mogła uratować życie w przyszłości, chociaż chwilowo narażała Togrutankę na niebezpieczeństwo. Jedi spróbowała zakraść się w najlepszy punkt obserwacyjny i lepiej dowiedzieć się o co chodzi w tym całym zamieszaniu, jeśli nie nadarzy się lepsza okazja to poprzez obserwację, bo raczej nieskutecznym byłoby przesłuchiwanie droida


  • Mistrz Gry

    Gdy już wdrapała się, z jej perspektywy wyglądało to na jakiś stary posterunek, który postaowiono odnowić Stacje ładowania, lądowisko prowizoryczne… Słowem, staroć. Jegomość w szacie przy pasie z kolei miał dwa miecze świetlne, nie sposób pomylić… Jednak nie może dostrzec, cyz sa podwójne czy pojedyncze ze względu na dosyć sporą odległość.



  • //wbrew mojej częstotliwości podoba mi się ten PBF i zamierzam tu grać//

    Postanowiła poczekać na rozwój sytuacji, maskując się przy tym w swoim punkcie obserwacyjnym


Log in to reply