Wschodnia Dzicz


  • Elarid Mistrz Gry

    Ogólnie pojęte tereny na wschodzie, poza ostatnimi osadami i posterunkami granicznymi Imperium. To nie tereny kompletnie dzikie, ale widać, że dalece ustępują tym, które już jakiś czas znajdują się we władaniu Rectinów, próżno tu bowiem szukać akweduktów, cyrków czy aren do walk gladiatorów, zamiast brukowanych dróg występują udeptane szlaki i trakty, a miasta i fortece nie są zbudowane z marmuru, ale drewna i ziemi, podobnie jak co ważniejsze grody i wszystkie inne osady. Tereny te są porośnięte w znacznej części, niemal trzech czwartych, wielkimi lasami, borami i puszczami, dostarczającymi ich mieszkańcom skór, mięsa, drewna, ziół, miodu i wielu innych ważnych surowców. Wschodnią Dzicz zamieszkują przede wszystkim Uflarowie. Część z nich osiadła tu już przed wiekami, to do nich należy najwięcej miast, wiosek, grodów i władzy, inni posiadają tylko ułamek potęgi, bo zamieszkali tu niedawno, przed kilkoma dekadami, a niektórzy nie mają do powiedzenia nic, to przede wszystkim mieszkający w obozowiskach gdzieś w lasach i na łąkach podróżnicy z odległych wschodnich rubieży kontynentu, czasem wyłącznie wojownicy, czasem z żonami, dziećmi i dobytkiem, szukający łupów, chwały, niewolników lub miejsca do osiedlenia się. Rectini zapuszczają się tu rzadko, jeśli już to w charakterze jeńców, częściej czynią to mieszkający na pograniczu Dutreini, wybierający się w dzicz w celu przeprowadzaniu zwiadu, sabotażu, dywersji, szpiegowania czy skrytobójstwa, ale wielu równie chętnie korzysta z okazji, aby pohandlować ze swymi odległymi kuzynami bądź wynająć najemników pośród wykluczonych ze społeczności bandytów, świętokradców i wygnańców.



  • Złoty Smok Batu cierpiał właśnie z powodu niewyobrażalnej nudy. Gdy Meng She obiecał im kilka dni temu, że jeśli wyruszą do Wschodniej Dziczy to czeka ich dość ryzykowna, jednak niezwykle dobrze płatna praca, Batu przygotował się mentalnie na tydzień pełen bitew, pod którego koniec miałby tyle złota, ile by tylko zapragnął. Tymczasem ostatnie kilka dni spędzili po prostu jadąc konno wyznaczonym przez swego dowódcę szlakiem i gawędząc między sobą. Innym wojom taki stan rzeczy wydawał się nie przeszkadzać, a wręcz przeciwnie, przywitali oni przyjemną podróż z otwartymi ramionami po tym, jak Meng She nastawił ich mentalnie na niebezpieczne oraz ryzykowne bitwy. Batu nie był jednak byle jakim bandytą, walka była dla niego tak ważna, jak dla normalnego człowieka woda czy powietrze, a w tym momencie cierpiał poważnie z powodu jej braku.
    Czasami Meng She wysyłał pojedyńczych ludzi w celu poszukiwania zwierzyny lub na zwyczajne zwiady po okolicy. Batu początkowo zobaczył w tym sposób na częściowe zaspokojenie swej żądzy krwi, jednak jego prośba o dołączenie do jakiejkolwiek z grup została odrzucona, gdyż ich przywódca-idiota uznał Batu za “zbyt głośnego dla tak niezwykle ważnego zadania”. Złoty Smok musiał zaspokajać więc swą nudę czymś innym. Aktualnie na przykład rozglądał się czujnie po okolicy licząc na to, że na horyzoncie pojawi się nagle jakiś wrogi oddział. Albo, że jakaś zagubiona strzała nagle trafi przez przypadek tego debila Meng She w łeb.
    Raz na jakiś czas sprawdzał też stan swoich koni. Aktualnie siedział na grzbiecie Głaza a Skała, niosący na swych plecach złożony namiot, i Kamyk, którego grzbiet był wolny od jakiegokolwiek niepotrzebnego balastu, gdyż koń ten musiał być stale gotowy do walki, szli wiernie za nim. Konie Batu słyneły z całkiem krótkiego żywota, czego powodem była główna waleczna natura ich właściciela, ale nie zmieniało to faktu, że troszczył się on o nie nie mniej, niż jakikolwiek inny Asken.

    //Czemu zrzuciłeś na mnie pisanie posta startowego. Tyle godzin główkowania a efekt końcowy wciąż sprawia, że mam ochotę utopić się w jakiejś kałuży.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Bo w moich PBF’ach to gracz zawsze zaczyna pierwszym postem.//
    Co by dużo nie mówić, podróż przez wielkie puszcze i bory była czymś, co większości stepowych wojowników zawsze się podobało, rzadko kiedy macie okazję zobaczyć w swojej ojczyźnie jakiekolwiek lasy, a jeśli już, to niewielkie i zwykle karłowate, te tutaj drzewa są tak wielkie, że dorównują swymi rozmiarami Twojej ambicji oraz ego. Jeśli zaś chodzi o nudę, to niewiele możesz na nią poradzić. Dopiero po jakimś czasie odkryliście odpowiednio dużą polanę, gdzie dowódca polecił rozbić obóz, wysyłając kolejnych zwiadowców, ponowie pomijając Ciebie, ku Twemu rozżaleniu.



  • Głupi Meng She. Niech ci jego zwiadowcy zostaną zaatakowani przez tygrysa czy innego niedźwiedzia i wtedy zobaczą, jaki przydatny byłby im wielki, potężny wojownik taki jak Złoty Smok Batu.
    Mężczyzna zaczął rozglądać się po powoli powstającym obozie i spróbował odszukać wśród innych bandytów swego prawie-przyjaciela Fanga. Gdy już go ujrzał, podjechał do niego zmuszając swego konia do wolnego galopu.
    -Ej Mangusta! Nudzi mi się! Zrób coś śmiesznego - rozkazał mu, w tym samym momencie uderzając go dla żartu otwartą dłonią w plecy.


  • Elarid Mistrz Gry

    Ten spojrzał na Ciebie groźnie, mrużąc oczy, a jego dłoń powędrowała ku zakrzywionej szabli, którą trzymał w pochwie przy pasie, choć nie miał zamiaru jej wyciągnąć.
    - A Tobie co? - prychnął, powstrzymując się przed jakąś obelgą. - Nudzisz się?



  • -Ano nudzę. Podróż była za spokojna. Sokół obiecał dużo niebezpieczeństw a tutaj gówno, jedziemy powoli przez las i nic się nie dzieje. Dlatego tyż chcę, żebyś powiedział coś śmiesznego czy co ty tam umiesz - powiedział Batu, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech ukazujący całemu światu żółte zęby mężczyzny.
    Nie był obojętny na niemą groźbę Fanga. Odpowiedział na nią układając swą własnę rękę na głowicy rękojeści wiszącego u pasa przerośniętego miecza i nachylając się lekko w siodle, jakby miał zaraz rzucić się do ataku. Sam w sumie nie był pewien, co miał zamiar tutaj osiągnąć, ale powinno być dość zabawnie niezależnie od kierunku, w jakim podąży ta rozmowa.


  • Elarid Mistrz Gry

    - A kto powiedział, że mamy siedzieć tu i się nudzić? - zapytał, również się lekko uśmiechając. Najwidoczniej miał jakiś chytry plan, który zamierzał wprowadzić w życie, aby dostarczyć Tobie, i może też sobie, nieco rzeczywistej rozrywki, a przy okazji sprawić, że nie będzie musiał się wydurniać dla Twojej uciechy.



  • Na twarzy Batu pojawił się na chwilę zdezorientowany wyraz, jakby mężczyzna w pełni nie rozumiał, o czym mówi jego towarzysz. Dopiero po chwili na jego twarz powrócił ten sam szeroki uśmiech, co wcześniej.
    -Ha! Widzisz Fang? Właśnie dlatego przyszedłem do ciebie! Ty zawsze masz jakiś dobry pomysł! - Batu pochylił się w stronę swego rozmówcy a jego głos stał się nieco cichszy - Więc jaki chytry plan siedzi w tej twojej główce Mangusta, he?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Rozejrzyj się: Widzisz gdzieś szefa? Albo czujne warty? - zapytał, a Ty nie musiałeś tego robić, aby poznać odpowiedź, na ziemiach Uflarów wciąż czuliście się jak u siebie, napadaliście bowiem głównie na ich wroga, a gdy już zdarzyło się Wam zaatakować plemię wschodnich barbarzyńców, to zmienialiście trasę marszu na Imperium na tyle, aby nie było ryzyka, że znów ich spotkacie, stąd brak szczególnej czujności, nikt nie obawiał się ataku, zresztą słusznie. - Co z tego, że nie wybrał nas na zwiad? Sami możemy się na niego udać, a to, co znajdziemy, możemy równie dobrze zachować dla siebie.



  • Mimo prostoty tego planu (jeśli można go w ogóle nazwać planem, gdyż opiera się on na zwykłym wyjściu z obozu bez mówienia nikomu), Batu nawet wcześniej o nim nie pomyślał. Nie miał on najmniejszego problemu z łamaniem rozkazów Meng She, sam robił to nawet dość często, po prostu był zbyt głupi, by wpaść samemu na to, że nikt go nie powstrzyma od wyjścia z obozu.
    -Mangusta ty to jednak masz łeb! Czasami to sobie nawet myślę, że może byłbyś mądrzejszym przywódcą od tego błazna Meng She. To co, przywiązę tylko gdzieś konie, żebym nie musiał ich ciągnąć za sobą i idziemy? - rozejrzał się po okolicy szukając jakiegoś drzewa stojącego dość blisko końca polany, na której rozbili obóz.


  • Elarid Mistrz Gry

    Odnalazłeś je bez trudu i równie łatwo przywiązałeś doń konie. Mangusta zrobił podobnie, choć w innym miejscu, również gotowy do wyruszenia. Widzący Wasze działania kompani nie zwrócili na to specjalnej uwagi.



  • Po zejściu z konia Batu rozejrzał się jeszcze szybko po obozie, jakby sprawdzając, czy na pewno nikt go nie zobaczył. Zauważając, że nikt nie zwraca na niego uwagi, uśmiechnął się do Mangusty po czym zaczął oddalać się od obozu dość wolnym krokiem, by jego towarzysz mógł z łatwością dogonić go w lesie. Jedna z jego rąk spoczywała na rękojeści spoczywającego u jego boku Wdowotwórcy. Nie dlatego, że bał się jakiegoś ataku, ale dlatego, że uważał, iż wygląda niezwykle groźnie i dostojnie z ręką na mieczu.
    -Ej Mangusta. A ci całi Ulfarowie czy jak im tam mają w swoich lasach niedźwiedzie albo tygrysy? Bo tak sobie myślę, że fajnie byłoby sobie z takim powalczyć czy co - powiedział rozglądając się spokojnie po okolicy, nie tyle szukając zagrożeń, co po prostu podziwiając otaczającą go przyrodę. Całkiem ładna okolica na legendarną walkę z jakąś dziką bestią.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Niedźwiedzie, tak. - potwierdził Twój kompan, więc chociaż tyle, bo na tygrysy nie masz chyba co liczyć. - I wilki. I to jest Twój plan? Znaleźć jakiegoś wielkiego zwierza i go zabić?


Log in to reply