Willa Davida Taylora


  • Mistrz Gry

    Położona na przedmieściach Gotham okazała rezydencja głowy firmy Taylor Transport and Communication, Davida Taylora.
    Jest to miejsce, w którym żyje jego rodzina, czyli żona i córka, a także on sam, gdy nie ma tak wielkiego natłoku obowiązków, aby musieć zostać w pracy, w swym wieżowcu, Taylor Tower, w centrum miasta.
    Willa jest okazała, bogato zdobiona, wykonana z wytrzymałych i kosztownych materiałów. W środku znajdują się różnorakie pomieszczenia: Zbrojownia, stołówka i kwatery najemników strzegących willi, gabinet głowy rodziny, wspólna sypialnia małżonków, pokój córki, trzy toalety, dwie kuchnie, dwie jadalnie, dwa salony, pralnia i tak dalej, i tak dalej.
    Do willi prowadzi brukowana ścieżka umiejscowiona pomiędzy rozległym pasem zieleni, czyli trawnikiem, otaczającym budynek z zewnątrz. Wokół znajdują się też stawy rybne, sady, park, basen, taras, ogrody i tak dalej. Poza tym całą willę otacza równie eleganckie, co praktyczne, metalowe ogrodzenie pod napięciem, którego naruszenie skutkuje włączeniem alarmu. Poza tym znajdują się tu prawie takie same zabezpieczenia jak w Taylor Tower, a więc: Hasła, zamki, blokady sterowane głosem, kamery widzące w noktowizji, termowizji i podczerwieni, alarmy, czujniki ruchu, skanery siatkówki, głosu i linii papilarnych oraz wiele, wiele innych, w końcu kto jak kto, ale David Taylor dba o życie, zdrowie i bezpieczeństwo swego domu oraz rodziny.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    Tak, to był rzeczywiście ten dzień, w którym miał wiele na głowie, był zmęczony i krótko mówiąc chciał już jedynie odpocząć. Jednak miał też bolesną świadomość, że przez wszystkie te obowiązki i tryb życia nie poświęca za wiele czasu córce. A powinien. Nie jest co prawda synem, a nie wiadomo, czy David się jeszcze takiego doczeka, ale i tak powinna być oswojona z wizją, że to wszystko będzie kiedyś jej. No i była jego córką, krwią z jego krwi, czy to nie był wystarczający powód, żeby poświęcić jej choć kilka minut?
    Zdecydowanie, dlatego zapukał do drzwi jej pokoju.


  • Mistrz Gry

    Usłyszał zaproszenie do wejścia.
    Shirley siedziała na łóżku, wpatrzona w ekran laptopa. Kiedy zobaczyła tatę, oderwała wzrok od urządzenia i uśmiechnęła się lekko.
    - Cześć - przywitała się.


  • Elarid

    //Brakowało mi tego PBF’a.//
    - Hej, córciu. - odparł, również się uśmiechając. - Nie jesteś zajęta?


  • Mistrz Gry

    - Nie… - Dziewczyna opuściła do połowy klapkę laptopa. - Nie za bardzo. Jak ci minął dzień?
    Wyglądała i zachowywała się jak na co dzień, ale David miał wrażenie, że jest czymś rozemocjonowana, ale nie chce pokazać tego na zewnątrz. Mogło to być złudzenie, a mógł być rodzicielski instynkt.


  • Elarid

    - Nic ciekawego. - odparł, wchodząc kilka kroków dalej wgłąb pokoju. - Kolejna sesja rady miejskiej, krótki wywiad, umowy i inne takie… Nic fascynującego, ale już przywykłem. A jak u Ciebie?


  • Mistrz Gry

    Shirley odłożyła laptopa na szafkę obok łóżka i zsunęła nogi na podłogę.
    - Wszystko okej… Sprawdzian przełożony, bo nauczycielka od matmy zachorowała, więc jeszcze go nie pisałam…


  • Elarid

    Cóż, sprawdzi to. Nie żeby jej nie ufał, bo ufał, ale lubił mieć rękę na pulsie w każdej sytuacji, nawet tak banalnej jak jakiś sprawdzian. Pokiwał głową, zachęcając ją, aby mówiła dalej.


  • Mistrz Gry

    - No a tak poza tym… - Dziewczyna wyglądała jakby chciała powiedzieć coś szczerze ale nie mogła, bo by wyszło niegrzecznie. - No poza tym to… No mam już trochę dość…


  • Elarid

    - Śmiało, wyrzuć to z siebie. Jeśli zdusisz to teraz, źle odbije się to w przyszłości, a mi możesz opowiedzieć wszystko. - powiedział i usiadł na łóżku obok niej. - Czego masz dość?


  • Mistrz Gry

    Shirley westchnęła z rezygnacją.
    - Mam dosyć tego miasta. Tutaj się nie da żyć. Nie mogę się ruszyć na ulicę bez twojego ochroniarza, jeśli nie idę w grupie zaufanych osób… Jaki to ma sens? Gotham to dziura.


  • Elarid

    Szczerze powiedziawszy, spodziewał się tego, że ma dość szkoły, jakiejś wrednej znajomej czy jakiegoś chłopaka, który nie zwraca na nią uwagi, a tu proszę…
    - Uwierz mi, że ja też nie przepadam za ich towarzystwem. Nie twierdzę, że ich nie lubię, no ale jak sympatyczni by nie byli, tak ciężko przywyknąć do posiadania kilku cieni w każdej chwili. Rozumiem Cię, skarbie i uwierz, że staram się zrobić jak najwięcej, aby to się zmieniło, aby to miasto wyszło wreszcie na prostą. Ale nawet ja nie zmienię Gotham sam, a tym bardziej od razu.
    //Tak z innej beczki: Kiedy jakieś wybory na prezydenta miasta czy coś?//


  • Mistrz Gry

    - Dobrze, tato… - powiedziała Shirley. Chyba chciała coś jeszcze dodać, ale się rozmyśliła. Podniosła znowu klapkę laptopa. - Wybacz, chyba powtórzę sobie jeszcze raz na ten sprawdzian. Wiesz, z matmy.
    //Spokojnie, na razie mam inne… plany//


  • Elarid

    - Pamiętaj, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. - powtórzył i wstał. - I o każdej porze. Zawsze. - dodał, opuszczając pokój. Później udał się na krótką przechadzkę po domu, zanim odpocznie, mógłby jeszcze pogadać z żoną, której też szukał w kolejnych pomieszczeniach budynku.


  • Mistrz Gry

    - Tak, tato, dzięki - odparła córka, kiedy David wychodził.
    Po drodze zerknął na nowy żyrandol. Był ładny. W stylu jego żony, którą znalazł po chwili w salonie, czytającą książkę w fotelu. Uśmiechnęła się.
    - Jak się podoba nowy żyrandol, kochanie?

    //zbliżamy się do kilkudniowego przeskoku czasowego. Jakby co//


  • Elarid

    //A można jakieś szczegóły na ten temat i z jakiej racji?//
    - A nie mówiłem, że masz wspaniały gust? - odparł, siadając w fotelu obok. - Jak minął Ci dziś dzień?


  • Mistrz Gry

    – Nieco męcząco, ale satysfakcjonująco. – Uśmiechnęła się. – Pomyślałam, że ta niespodzianka urozmaici nieco codzienną nudę. A jak u ciebie w pracy? Dziennikarze nie zadawali zbyt wiele głupich pytań?


  • Elarid

    –Podobno nie ma głupich pytań, a są tylko głupie odpowiedzi. Dzisiaj byli wyjątkowo łaskawi. Chyba się starzeję, bo już mnie tak nie oblegają, gdy wyjdę z firmy czy ratusza.
    //W razie jakbyś znów zniknął na kilka miesięcy czy coś, to przewijaj śmiało o te kilka dni, o czym wcześniej wspominałeś.//


  • Mistrz Gry

    – David… – zaczęła małżonka. Mężczyzna wyczuł, że trapi ją coś, ale chyba nic wielkiego. – Wydaje mi się, że… Inaczej. Czy obecny stan rzeczy z twoją pracą… to znaczy, wychodzenie wcześnie, wracanie późno, jest konieczny? Wydaje mi się, że Shirley ma pewne problemy wieku nastoletniego i lepiej byłoby, gdybyśmy jak najwięcej czasu spędzali razem, w domu. Dlatego chciałam spytać, czy nie mógłbyś chociaż lekko przeorganizować swoich zajęć? Może wracać wcześniej do domu?


  • Elarid

    - Rozmawiałem z nią. Wydawało się, że wszystko w porządku, ale widziałem, że próbuje coś ukryć, nie chce mi powiedzieć wszystkiego… Wiem, wiem. - powiedział i przetarł twarz dłonią. - Ta wieża stała się moim drugim domem… Złotą klatką. Pociesza mnie tylko to, że będąc tam, mogę zrobić coś nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla was. I może dla tego miasta. Ale Gotham nie było nigdy czymś, co ceniłem bardziej niż rodzinę. Tak samo jak wszystkie sprawy i interesy. Rzucę dziś na wszystko okiem i jutro spróbuję poprzekładać to, co się da, żeby od teraz jak najdłużej wracać do domu szybciej. Chwilowo mam trochę ważnych spraw na głowie. Na tyle ważnych, że nie mogę zabrać was nawet na krótkie wakacje, choćby w weekend, ale nie aż tak, żeby zarzynać się w biurze do późna.


  • Mistrz Gry

    Christine zrozumiała, jak zwykle. Albo przynajmniej takie odniósł wrażenie. Porozmawiali jeszcze chwilę o Shirley, nie dochodząc do żadnych wniosków poza “młodzieńczym czasem”, oraz o paru nieistotnych drobnostkach, po czym oboje udali się do sypialni. Narendra, jak zawsze, dyskretnie wycofał się do swojego pokoju.

    //hop hop//


Log in to reply