Taylor Tower


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    • Tak? - zapytał poważny jak zawsze w takich sytuacjach Brian, stając przed biurkiem Davida.

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • Mamy problem. - odparł krótko, co było tylko wstępem, i wskazał mu na jedno z wolnych krzeseł. - Ktoś dobrał się do naszych informacji o handlu zwierzętami, destabilizuje nasz kapitał i zagraża firmie. Nie po to moje interesy są nielegalne, żeby ktoś rozniósł informacje o nich po całej prasie. Masz się dowiedzieć kto to, ale nie podejmuj innych działań. Gdy nabierzesz pewności lub chociaż podejrzeń, od razu zamelduj mi o wszystkim, chcę mieć teczkę tego człowieka, lub ludzi, bo tego nie można wykluczyć, natychmiast.
      Gdy to powiedział, powtórzył mu dokładnie to, o czym poinformowali go Fred McGuff i Victor Bart.

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    • Rozumiem, wszystkim się zajmę - odrzekł Brian i kiwnął głową, a w jego oczach odbił się zaledwie cień jakby… troski? Może zaniepokojenia? Ciężko było stwierdzić. Młody mężczyzna nie ruszył się z miejsca, czekając na dalsze instrukcje.
    • Nie za ciekawie to wygląda… - podjął po chwili. - Czy sądzisz, że to coś poważnego?

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • Szpiegostwo przemysłowe jest stare jak świat i o ile nie powinienem się tym przejmować, bo w oczach mieszkańców Gotham jestem krystalicznie czystym obywatelem, to nie muszę Ci przypominać na czym tak jak, jak i cała moja rodzina, zbudowała swoje imperium? No właśnie… Nic nie może wypłynąć. Ani nikt.

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    • Oczywiście. Potrzebujesz czegoś jeszcze, czy mam zaczynać niezwłocznie?

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • Zabieraj się do pracy i daj znać, gdy dowiesz się czegoś. - odparł, odprawiając go i ponownie rzucając okiem na zegarek, aby sprawdzić ile czasu zostało mu do spotkania z szefem swoich najemników.

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Była godzina 17:35, miał więc pięćdziesiąt pięć minut.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    W takim razie zapalił kolejne cygaro i zabrał się do papierkowej roboty, a więc czytania i podpisywania dokumentów, odpisywania i czytania maili, tak służbowych jak i prywatnych, krótkich spacerów po biurze, aby rozprostować kości, i tak dalej, byleby tylko zabić czas w jakiś produktywny sposób.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    W końcu nadeszła godzina 18:30 i punktualnie zjawił się Dyer. Sekretarka wpuściła go. Wszedł do gabinetu, ubrany w służbowy garnitur i przywitał się.

    • Dzień dobry, panie Talor. Prosiłem o spotkanie.

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • Dobrze wiesz, że Tobie bym nie odmówił. - odparł, ściskając mu dłoń. Liczył na to, że twardy najemnik odbierze jego wypowiedź tak, jak zamierzał, czyli jako przejaw wzajemnej lojalności, zaufania i przyjaźni, a nie strachu przed jednookim drabem. - Siadaj i przejdź do rzeczy.

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Steven Dyer poczekał, aż szef usiądzie i dopiero później sztywno usiadł na krześle. Rzeczywiście przeszedł natychmiast do rzeczy.

    • Sprawa jest poważna, panie Taylor. Otóż od dwudziestu godzin nie mam kontaktu ze swoimi ludźmi w Iraku. Wie pan, ta misja ochroniarska. Coś poszło nie tak i w zasadzie to nie wiem, czy po prostu padł przekaźnik, czy wszyscy nie żyją. Dlatego chciałem prosić o pozwolenie na sprawdzenie tego osobiście. Moi ludzie tutaj zaczynają się już niepokoić i sami rwą się, żeby polecieć do Iraku. Bo wie pan, panie Taylor, procedury mówią, żeby zgłaszali status co sześć godzin, a jeśli nie będzie trzech zgłoszeń pod rząd, mamy sprawdzić, czy nic im nie jest.

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • Doskonale to rozumiem i mam nadzieję, że to tylko problemy natury technicznej i wszyscy żyją. - odparł, składając dłonie w piramidkę. - Ale czy procedury mówią o tym, abyś to koniecznie Ty tam poleciał, stary przyjacielu? Obawiam się, że przez te niepokoje w mieście będę potrzebować Cię właśnie na miejscu, tak jak Twoi ludzie. Nie chcę przez to powiedzieć, że tamtych w Iraku należy spisać na straty. Po prostu wolałbym, aby udał się tam jakiś Twój doświadczony i zaufany podwładny, jeśli będzie to możliwe.

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    • Rozumiem, panie Taylor. Jednak… - najemnik zawiesił głos - …problem w tym, że mój najbardziej zaufany człowiek dowodził właśnie tą misją w Iraku. Dominic Grez nalegał, by jechać, ponieważ biznesmen, którego mieliśmy chronić zobowiązał się bardzo dużo zapłacić, ze względu na duże niebezpieczeństwo warunków, w jakich przyjdzie pracować. Co prawda, mam tu jeszcze na miejscu dwóch albo trzech dobrych ludzi. Przyszedłem jednak prosić o pozwolenie na udanie się tam na maksymalnie trzy dni, w ten weekend. Wróciłbym jak najszybciej i oczywiście powiadomił pana niezwłocznie o sytuacji, jaką tam zastanę.
      Oczywiście może się pan nie zgodzić. Wtedy wyślę jednego z moich pozostałych sierżantów.

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • No dobrze. - skapitulował w końcu David. - Ale pamiętaj o rutynowych raportach i spróbuj zająć się tym rzeczywiście jak najszybciej, bo naprawdę mogę potrzebować niedługo nie tylko Ciebie, ale i większości Twoich ludzi.

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Najemnik przez kilka sekund wpatrywał się w przełożonego beznamiętnym wzrokiem. Davidowi przyszło do głowy, że może się waha. Ale w końcu mężczyzna się odezwał:

    • Rozumiem… Bardzo dziękuję, panie Taylor, wrócę jak najszybciej. - Dłuższa chwila przerwy. - To naprawdę niepodobne do Dominica… Ta cała sytuacja. Będę raportował.
      Kiedy David odprawił Stevena, ten odszedł sztywnym, wojskowym krokiem i zniknął za drzwiami do gabinetu.

    Wideokonferencja, nie wiedzieć czemu, strasznie się Davidowi dłużyła. Kiedy wreszcie wyłączył kamerę i monitor, rozsiadł się w fotelu nieco wygodniej. Nareszcie, koniec na dzisiaj. Wypadałoby pojechać już do domu, zobaczyć się z Christine i…
    Nagle do pokoju ktoś zapukał.

    • David? - Alison uchyliła drzwi i zajrzała do środka. - Kazałam Catherine iść już do domu. Nie wyglądała na zbyt wypoczętą. Ale podała mi to. - Uniosła pojedynczą kartkę A4, żeby David mógł ją zobaczyć. - Wysłała ci to też na maila. To o tym Marshallu.

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    Skinął głową i zaprosił ją, aby weszła do środka, samemu odbierając od niej papierzyska, aby je przejrzeć. Teoretycznie mógłby zamknąć cały interes, ale chciał na to rzucić okiem teraz, gdy jeszcze jego mózg będzie pracował na najwyższych obrotach, i dopiero potem, po ciepłym posiłku, ciepłej kąpieli i chwili odpoczynku przejrzeć to w wersji elektronicznej w domu. Zresztą, zawsze gdy o tej porze widywał którąkolwiek ze swoich sekretarek, chęć na powrót do domu automatycznie znikała.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Alison oparła się o prawe ramię Davida. Czuł zapach jej perfum.

    • Skończyłeś na dzisiaj? - szepnęła mu prosto do ucha.
      Próbując się skupić, wpatrywał się w kartkę.
      Widniało na niej tylko parę zdań.
      “Marshall jest prawdopodobnie odpowiedzialny za niesprawiedliwą eksmisję i wyburzenie kamienic” i kilka innych tego typu krzywdzących zwykłych mieszkańców przekrętów. Były tam szczegóły. Dość… bezwzględne. Oprócz tego:
      “Marshall jest niegodnym współpracy osobnikiem, który wystawi cię przy pierwszej lepszej okazji”
      “Marshall jest nieuchwytny”.

    “Niczym śliska ropucha” - taka myśl sama się Davidowi nasunęła. Obrzydliwa, gruba ropucha, której wszystko ujdzie płazem.
    Czego on mógł chcieć od Davida?

    • David… Nie możesz przeczytać tego w domu? - szepnęła znowu Alison.

  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    • A gdybym mógł? - odparł, odkładając teczkę na biurko, żeby móc objąć ją w talii i usadzić sobie na kolanach. - To co wtedy miałbym w grafiku?

  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Alison była, jak zwykle, bardzo namiętna. Ale cóż, zakochana kobieta to najlepsza kochanka. W końcu jednak przyjemne chwile się skończyły i oboje musieli wrócić do domów. David oczywiście pamiętał dokładnie, by w jakiś sposób usunąć z siebie zapach perfum Alison.

    Kiedy wrócił, Christine jeszcze nie spała. Pokazała mu nowy żyrandol, który kupiła chyba w celu zrobienia mu niespodzianki. W dalszym ciągu zachowywała się dokładnie tak, jakby nie wiedziała o romansach Davida, zresztą najprawdopodobniej tak właśnie było.
    Przed położeniem się do łóżka, zajrzał jeszcze do pokoju Shirley. Zachowywała się zwyczajnie. Może aż zbyt zwyczajnie. Davida naszła dziwna ochota, by popytać o typowo rodzicielskie sprawy. A może jednak lepiej nie psuć młodzieży humoru i po prostu wyspać się przed jutrzejszym dniem?


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    //Przenosimy do wilii mojej postaci? Pytam, bo się trochę pogubiłem.//


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    //kurde sorry XD tak tak, odpisuj już tam//
    /głupi Baturaj/


  • Mistrz Gry

    //hop hop//

    Był czwartek następnego tygodnia, kwadrans po teoretycznym zakończeniu pracy. David siedział przy swoim biurku, pogrążony w wątpliwościach i obawach. Do spotkania z tym chamem Marshallem został tydzień, ale nie to było największym zmartwieniem biznesmena.
    Po pierwsze: Steven nie wrócił z wyjazdu. Nie było z nim kontaktu już od czterech dni, od niedzieli. Wysłana w poniedziałek na polecenie Davida ekipa przeszukiwała teren, a to, co znalazła, nie nastrajało nikogo optymizmem. Jedno z miejsc, które odwiedzał biznesmen ochraniany przez ekipę podwładnego Stevena – Dominica, spłonęło dokładnie w dniu, w którym Dominic przestał nawiązywać kontakt z tutejszą bazą. Natomiast nigdzie nie było widać śladów najemników, a co dopiero jakichkolwiek ciał. W pożarze zginęło tylko kilkoro cywili.
    Po drugie: do tej pory nic nie udało się ustalić w sprawie sprawcy sabotażu w firmie. Straty w dochodach pozostawały niezmienione, czego można się było spodziewać po jedynie tygodniu, ale Davidowi nie dawało to spokoju.
    Po trzecie: Shirley zaczęła dziwnie się zachowywać, doszło nawet do wymknięcia się ze szkoły i powrotu dopiero po północy, a rozmowa z nią nie dała żadnych rezultatów.

    Zdecydował, że musi to wszystko dogłębnie przemyśleć i dlatego został chwilę za biurkiem, mimo że Christine czekała na niego w domu.


  • Elarid

    Westchnął i zapalił cygaro, zaciągając się dymem. W chwilach takich jak te rozumiał swoją córkę i żonę, też chciałby zostawić miasto za sobą, zwłaszcza to miasto, może nawet nielegalne interesy, a później przenieść się w jakieś bezpieczniejsze i spokojniejsze miejsce. Problem w tym, że już nie mógł. Lub jeszcze nie mógł, to zależy. Dyer był kimś, w intuicję i zdolności David wierzył. Jednookim Diabłem nie przezywano go bez powodu, a choć sprawa wydawała się nieciekawa, to nie mógł zrobić wiele. Sprawdził jedynie czy ma jakieś kontakty w tamtych okolicach lub znajdą się ludzie, którzy powęszą tam za odpowiednią sumą. No i zlecił kilku najemnikom z ekipy poszukiwawczej zostać i kontynuować poszukiwania szefa i reszty zaginionych. Sięgnął po telefon i wezwał do siebie Floresa, a oczekując na jego przybycie zastanowił się nad sprawą córki. W duchu modlił się o to, żeby to była po prostu jakaś impreza albo chłopak, z którym się sekretnie umawia. Zastanawiał się też jak wywinęła wszystkich swoich ochroniarzy, ale nie winił jej za to, rozumiał, że to ją może przytłoczyć, choć obstawa była niezbędna. I z tego powodu, że to właśnie Gotham, musiał ukrócić takie eskapady, wyłącznie dla jej bezpieczeństwa.


  • Mistrz Gry

    Jeden z najemników z ekipy poszukiwawczej okazał się przeszkolony w nawiązywaniu kontaktu z miejscową ludnością, toteż od razu zajął się rozpuszczaniem wici. Grupa miała informować Davida o swoich poczynaniach.
    Shirley za to sprawiała wrażenie, że po prostu poznała kogoś. Mężczyzna ani jego żona nie mieli za to pojęcia, czy to tylko jakiś chłopak, czy może jakaś grupa.
    Flores pojawił się bardzo szybko.
    – Wzywałeś mnie?


  • Elarid

    - Tak. - przyznał i wskazał mu miejsce. - Ustaliliśmy coś w sprawie tego kreta w naszej firmie?
    //Za ile dni w świecie gry moja postać ma spotkać się z tym Marshallem czy jak on się tam zwał?//


Log in to reply