Dixon Dock


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - Piwo, tylko że mniejsze. - odparł i zapłacił za nią i za siebie. Później ruszył do jednego z wolnych stolików i usiadł plecami do ściany.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Za małe piwo barman chciał trzy dolce, ale to wcale nie dziwota - portowe ceny. Jenny usiadła naprzeciwko i ukradkiem obejrzała się za siebie przez ramię, raz lewej, raz z prawej strony, tak jak to robią na filmach. Chyba obserwowała całe otoczenie, żeby zapamiętać jego rozkład i zachować czujność.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - W takich lokalach zawsze siadaj plecami do ściany. - złajał ją cicho, aby nikt inny go nie usłyszał, po czym sam zaczął przyglądać się zarówno temu miejscu, szukając przykładowo jakichś dodatkowych czy ukrytych wejść do innych pomieszczeń, oraz jego klienteli.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Za ladą po lewej stronie tylnej ściany było przejście do kuchni. Tam z pewnością było jakieś wyjście na tyły, tak mówiło doświadczenie Louisa. Większość gęb w lokalu już dawno zapomniała o ich dwójce, ale w pewnej chwili Louis dostrzegł, a właściwie najpierw wyczuł, że ktoś mu się przygląda. W kącie bliżej drzwi wejściowych, po ich lewej stronie (patrząc z perspektywy policjanta) siedział jakiś koleś w kapturze i sącząc piwko, przyglądał się wszystkim, sprawiając wrażenie znudzonego. Ale instynkt Louisa, wyrobiony latami doświadczenia powiedział mu, że na ich dwójce mężczyzna zawiesza wzrok zawsze odrobinę dłużej lub krócej, co było oznaką, iż to oni są głównym źródłem jego zainteresowania. Przynajmniej w tej chwili.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    Udawał, że nie widzi jego wzroku i zaczął rozmawiać z Jenny o pierdołach, aby jak najlepiej wpaść w swoją rolę. Kontynuował, dopóki nie opróżnił kufla. Wtedy wstał i udał się do barmana, aby poprosić go o dolewkę.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Jenny starała się jak mogła i Louis musiał przyznać, że całkiem nieźle wypada w roli… młodszej siostry, którą brat-pracownik na kontenerowcu zabrał do baru. Z przekąsem pomyślał, że dużo lepsza, bo mniej rzucająca się w oczy byłaby przykrywka ku*wy, albo chociaż lubieżnej dziewczyny, ale czego tu oczekiwać od młodej partnerki…
    Barman wlał do jego kufla kolejną porcję i wystawił rękę po pieniądze.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    Położył na blacie odpowiednią sumę, aby zapłacić za piwo, a później dołożył drugie tyle, kładąc je w zasięgu swoich rąk, ale tak, żeby barman je widział. Wskazał na nie dyskretnie, później na mężczyznę, który wcześniej mu się przyglądał i zagadnął konspiracyjnym szeptem:
    - Ten gość jest jakiś podchwytliwy, ciągle się na mnie gapi. Znasz go?


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    - Nie mam pojęcia, o czym pan mówi - odparł flegmatycznie barman, a jego brwi jeszcze bardziej się obniżyły, ukazując znudzenie bądź zirytowanie. Nawet nie spojrzał na pieniądze Louisa.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - No to niezły z Ciebie barman, że nie znasz nawet własnych klientów. - odburknął, wzruszając ramionami. - Jesteś pewien, że go nie znasz? - dodał, ponownie podbijając stawkę o kilka zielonych.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Barman przewrócił oczami.
    - No dobra, jest uprzywilejowanym gościem lokalu. Ma prawo patrzeć na kogo chce ile tylko chce, okej?


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - Od patrzenia jeszcze nikt w mordę nie dostał. - odparł, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że kłamie, i licząc, że barman to zrozumie. - A co sprawia, że jest taki uprzywilejowany?


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    - To, że jest znajomym znajomego znajomego, kolego - odparł barman. Jednak jego głos nie był już taki znudzony. Można by za to pomyśleć, że zirytowany. A może… lekko przestraszony? - Wiesz, jak to jest. Na układy nie ma rady. Chce pan rozmawiać z szefem, czy jak?


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - Niekoniecznie, nie chcę poruszać wyższej instancji. Ale tylko lojalnie ostrzegam, że nie znam ani jego, ani jego znajomych, i w razie czego to oni mu nie pomogą. A chyba obaj chcemy uniknąć burdy w tym barze, co nie?


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    - Jasne, jasne - barman sprawiał wrażenie, jakby chciał jak najszybciej zakończyć dyskusję. - A teraz zamawia pan coś jeszcze? Bo tylko zajmujecie miejsce zapracowanym ludziom, którzy serio chcą odpocząć.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - A kto powiedział, że ja nie jestem zapracowany? - fuknął, ale zamówił kolejne piwo i odszedł z powrotem do stolika, przy którym zajmował wcześniej miejsce.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    - Ta, ta, dobra - odpalił barman, podając mu piwo i zbywając machnięciem ręki.
    Jednak Louis nie był głupi. Kiedy odwrócił się, by odejść, obejrzał się dyskretnie przez ramię, i proszę: barman powiedział coś cicho do tego samego gościa, któremu wcześniej nie podobał się podniesiony głos mężczyzny, a ten w odpowiedzi skinął głową. Wtedy Louis musiał z powrotem odwrócić głowę. Kiedy siadał z powrotem na przeciwko Jenny, zobaczył, że ten sam koleś właśnie wychodzi.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - Młoda, zaczekaj chwilę, i wyjdź za nim. Obserwuj, gdzie idzie, ale go nie możesz go śledzić, czekaj z tym na mnie. - powiedział szeptem do Jenny, licząc na to, że inni go nie usłyszą. Gdyby wyszedł teraz, od razu, bez wypicia piwa, to każdy schlany jełop w tej melinie domyśliłby się, że coś tu nie gra. Dlatego musiał zaryzykować i odczekać jakiś czas, sącząc powoli piwo i korzystając z pomocy swojej partnerki.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Jenny posłusznie odczekała chwilę, sącząc swoje małe piwo. Kiedy doszła do połowy kufla nagle gwałtownie wstała i powiedziała podniesionym głosem:
    - Ty…! Ty draniu! Matka się o wszystkim dowie i… i zobaczysz…!
    Po czym obróciła się na pięcie i wyszła, nawet się nie oglądając. Na sekundę czy dwie większość głów spojrzała w tamtą stronę, po czym wróciła do drinków. Drzwi trzasnęły lekko o framugę, zamykając się pod wpływem mechanizmu sprężynowego.
    No, Louis był pod wrażeniem jej umiejętności aktorskich. Z tej strony jeszcze jej nie poznał.


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    Trzeba przyznać, że konkretnie mu zaimponowała. Niemniej, postanowił zagrać w jej gierkę i dopił pospiesznie piwo, a następnie wyszedł, mrucząc coś pod nosem. Starał się wyglądać na jak najbardziej wpienionego, co raczej nie powinno mu przychodzić z trudem.


  • Mistrz Gry

    avatar Baturaj Baturaj

    Znalazł Jenny sto metrów od baru, stojącą pod ścianą jakiegoś budynku. Niecierpliwiła się.
    - Zniknął w przestrzeni magazynowej. Chciałam go śledzić, ale zakazałeś… Teraz nie dowiemy się, do którego magazynu wlazł, tu są ich tysiące!


  • Mistrz Gry

    avatar Kuba1001 Kuba1001

    - Ku*wa. - mruknął, ale nie włożył w tego zbyt wiele emocji, przez tyle lat służby niejeden bandzior mu spie**olił, musiał zachować się jak profesjonalista. - Jak dobrze zapamiętałaś jego wygląd?


  • Mistrz Gry

    Jenny chwilę myślała.
    - Miał gruby kark… ale to przecież sam zobaczyłeś… Wysoki, barczysty… Prawie łysy… Aha - podniosła palec - Spodnie khaki i bluza z logiem Iron Maiden… Chyba… - Po chwili zreflektowała się. - No tak, dokładnie tak. No, nie był aż taki duży, przecież sam widziałeś… Ale barczysty koleś.


  • Elarid

    //Już miałem się upomnieć o odpis tutaj.//
    - Powinno wystarczyć. Chodź, w tym barze nie mamy już czego szukać, a przynajmniej nie teraz. - odparł i ruszył przed siebie, równie dobrze może teraz powłóczyć się trochę po okolicy i jej przyjrzeć.


  • Mistrz Gry

    Poszli więc. Dookoła nich wyrosła niezliczona ilość magazynów tworzących zagmatwany labirynt, w którym osobie która nigdy tu nie była trudno byłoby się odnaleźć. Przed niektórymi hangarami stały ciężarówki i półciężarówki, a w jednym z kilku miejsc do tego przeznaczonych stało kilka osobówek. Okolica wyglądała na wymarłą, ale raz na jakiś czas wrażenie to psuły grupki pracowników firm transportowych lub pojedyncza ciężarówka przemierzająca asfaltową nawierzchnię. To dlatego, że znajdowali się w miejscu oddalonym nieco od doków. Jeśli jednak poszliby sto pięćdziesiąt, może dwieście metrów w stronę brzegu, tam zobaczyliby tętniącą życiem strefę, gdzie w od 6:00 do 21:00 codziennie i nieprzerwanie odbywa się załadunek i rozładunek towarów.
    - Nie powinniśmy…? - zastanowiła się Jenny, ale zaraz umilkła. Chyba zdała sobie sprawę, że jeśli szukają czegokolwiek podejrzanego, to należało to robić właśnie tutaj. Przestępcy nie lubią tłoku.
    - To bez sensu - powiedziała Jenny. - Mamy nie zapuszczać się tu po zmroku, a tu przecież najciekawsze rzeczy dzieją się po zmroku, nosz kurczę. W sensie że najbardziej… tajne, ciemne interesy. Co my tu…
    Nagle intuicja Louisa podpowiedziała mu, że kilka kształtów, jakie widzi kątem oka między dwoma magazynami położonymi na uboczu oraz ton ich głosów może okazać się dobrym źródłem informacji. Wiedziony instynktem zechciał podsłuchać rozmowę. Jenny dalej szła obok niego, pomstując na sytuację w jakiej się oboje znaleźli.


  • Elarid

    Przyłożył jej dłoń do ust i spojrzał na nią, unosząc palec drugiej do ust.
    - Ciii. - powiedział krótko i wskazał jej, aby szła za nim, sam zaś skierował się w jakieś miejsce, z którego mógłby podsłuchać rozmowę, ale tak, aby nie być widocznym dla tych, którzy ją prowadzili.


  • Mistrz Gry

    - Jak kurwa poszczęściło? - Louis usłyszał gruby, przyciszony głos, gdy podszedł do wylotu alejki, skryty za rogiem magazynu. - Chcesz powiedzieć, że będą tu dzisiaj?
    Louis pamiętał, że zobaczył tam chyba trzech mężczyzn, typowych mieszkańców południowych dzielnic Gotham. Tacy głównie pracowali albo jako załadunkowi w dokach, magazynierzy, lub robotnicy, ale bardzo często była to tylko przykrywka dla dodatkowego źródła dochodu. Przestępczego oczywiście.
    - A słyszałeś o Ruskich? Robią coś dużego, więc chcą pewnie wykorzystać zamieszanie i tu przyleźć jak po swoje.
    - Niezbyt, kurwa, kusząca perspektywa. Nie teraz…
    - Wiem - przerwał trzeci głos, do tej pory milczący. - Wiemy to. Ale teraz trzeba po prostu coś z tym zrobić. Chodźcie z tym do Willa, mamy jeszcze do północy trochę czasu.
    Louis usłyszał, jak szykują się do wyjścia z ciasnej przestrzeni. Prosto na nich.


  • Elarid

    Usłyszał już sporo, ale i tak za mało, żeby wyjąć spluwę i ich zaaresztować, więc jak najszybciej skręcił w jakąś boczną uliczkę czy jakiekolwiek inne miejsce, gdzie go nie zobaczą, rzecz jasna ciągnąc za sobą Jenny.


  • Mistrz Gry

    Szybko skryli się za drugim rogiem magazynu. Teraz pozostało pytanie, czy wychodzący gangsterzy skręcą w lewo, czy w prawo. Jeśli w lewo - skierują się w stronę dwójki prewencjuszy i mogą ich zobaczyć, nabrać podejrzeń. Ale jeśli skręcą w prawo, oddalą się od policjantów.
    Jenny wstrzymała oddech. Nie było jak się ukryć. I było jasno.
    Mężczyźni skierowali się jednak w lewo. Spieszyło się im jednak i chyba nie dostrzegli przyklejonych do ściany magazynu dwóch osób. Kiedy odeszli odpowiednio daleko, Jenny powiedziała:
    - Partnerze… mówili coś o północy. Dajemy o tym znać komuś?


  • Elarid

    - Cichoooo. - zrugał ją, a nim odpowiedział, rozejrzał się uważnie po okolicy i nasłuchiwał jakiś czas. Nie mógł mieć pewności, że wszyscy bandyci, bo chyba tak może ich nazwać, się ulotnili. Dopiero po tym czasie ulotnił się z doków wraz z Jenny, aby nie byli podsłuchiwani czy podglądani. W pobliżu wejścia do doków zaczął szukać jakiegoś miejsca, gdzie będzie mógł spokojnie złożyć raport.


  • Mistrz Gry

    Szli między magazynami, starając się wyglądać zwyczajnie. Louisowi coś nie pasowało. Takie rzeczy… takie porachunki między gangami nie zdarzały się często na tym terenie. Nie w dokach. I nie między tak mało ważnymi gangami. Jeśli w ogóle można to nazwać pełnoprawnymi gangami. Jednak… ci ludzie zabili mu towarzysza.
    W pewnym momencie Louis usłyszał, jak jedzie za nimi samochód. Furgonetka. Biała, pobrudzona kurzem i błotem, klasyczny widok. Jednak… zdawało mu się że kierowca przygląda im się z czymś więcej niż tylko z ciekawością. Obok faceta siedział jeden pasażer. Furgonetka minęła ich, przejechała jeszcze dwadzieścia metrów, po czym zatrzymała się na poboczu. Byli jakieś sto metrów od wyjścia z obszaru magazynowego i to była praktycznie jedyna droga wyjścia. Jeśli nie chcieli biegać po dachach. Może samochód po prostu miał za zadanie przejąć bądź przekazać dostawę do magazynu, przy którym się zatrzymał?


  • Elarid

    Mając to na uwadze, nie siał jeszcze paniki przy młodej, ale i tak wsunął rękę pod kurtkę, tak aby wyglądało to w miarę naturalnie, a także pozwoliło w miarę szybko dobyć służbowego gnata. Szturchnął lekko Jenny, żeby pokazać jej, co robi, a później wskazać lekkim ruchem głowy na furgonetkę. Może i to nic, ale przezorny zawsze ubezpieczony.


  • Mistrz Gry

    - Przecież widzę… - szepnęła Jenny, która ze wszystkich sił starała się nie być spięta.
    Kiedy byli piętnaście metrów od furgonetki, nagle za plecami usłyszeli szybkie kroki i cichy, natarczywy głos:
    - Kim, do cholery, jesteście? - Louis rozpoznał jeden z głosów spod tamtego magazynu. Po krokach domyślał się, że nadbiegły jednak cztery osoby.


  • Elarid

    - A chuj Cię to obchodzi, złamasie? - odparł, odwracając się lekko na pięcie, tak aby stać do nich bokiem. Dzięki temu chciał ich mieć na oku, ale też móc w miarę niepostrzeżenie wyjąć broń i stanowić mniejszy cel w wypadku ewentualnej strzelaniny, co byłoby dość przydatne, biorąc pod uwagę, jak bardzo barczystym skurwielem jest. Od razu zdecydował się też na ostry ton, nie miał do czynienia z przyjemniaczkami i nie zamierzał też takiego przed nimi zgrywać. Chociaż, biorąc pod uwagę jego szorstki charakter, nie przychodziło mu to z szczególnym trudem. Przyjrzał się szybko swojemu rozmówcy i reszcie ludzi. - Niedawno co wróciłem do miasta, pracuję na tirach i wczoraj wróciłem z pierdolonego Dallas, to przyszedłem z siostrą, żeby spotkać się z bratem. A ten pewnie jak zwykle zachlał pałę dzień przed, zapomniał albo zaspał, bo go nie było. Dobrze, że dało się chociaż walnąć browca w tym Waszym barze, bez tego to bym ostro wkurwiony teraz chodził.


Log in to reply