Sprawy Wewnętrzne


  • Mistrz Gry

    W Onaliah musisz dbać nie tylko o kontakty z innymi państwami, ale i o swoich poddanych i doradców. W tym temacie możecie rozmawiać ze swoimi doradcami lub współrządzącymi w przypadku grania republiką. Możecie pytać ich o konkretne sprawy, prosić o radę i rozwiązywać ich spory, jednak wszelkie uzgodnione tu postanowienia należy zapisać w swojej turze. Czasami i oni będą mieli do ciebie jakąś sprawę lub prośbę, wtedy mogą poprosić cię o audiencje.

    Jeśli ktoś jest zainteresowany bardziej roleplayową rozgrywką, a mam nadzieje że większość z was jest, niech w pierwszym poście niech krótko opiszę swojego władce i ewentualnie wstawi grafikę jak sobie go wyobraża. Jeśli wolicie dostawać suche fakty, też nie ma problemu.



  • Sominescaria zawsze czuła się lepiej na ulicach miasta, niż wewnątrz pałacu, a teraz, dzięki festiwalowi, miała realną wymówkę, by wmieszać się w tłum na ulicach stolicy jak zwykła młoda dziewczyna, właściwie bez straży nie licząc jej brata. Tego dnia planowała bawić się wraz z innymi elfami, a równocześnie posłuchać, co ma do powiedzenia jej lud.


    Sominescaria, mimo świątecznego nastroju pamiętała jednak o obowiązkach władcy. Dlatego właśnie nie odwołała swojej regularnej narady że wszystkimi swoimi doradcami na początku każdego miesiąca, i oczekiwała już na nich wszystkich w swym gabinecie. Zwłaszcza, że w tym miesiącu miała zamiar zrobić więcej, niż jedynie standardowe spotkania i raporty. Nadchodzi czas zmian

    //Dwie oddzielne miejsca czasowe, jeśli pozwolisz, bo inaczej nigdy nie starcza na wszystko tury :v



  • Kurdiliat

    Ragnheidr po uroczystościach noworocznych, kiedy w końcu mógł odpocząć, udał się w miejsce z którym był już jako tako zaznajomiony, jednak za każdym razem niosło ze sobą dziwny powiew egzotyki, na ekskluzywny targ niewolników. Kiedy na zwykłych targach handlowano głównie ludzkimi niewolnikami, czasem krasnoludami, ryboludźmi, elfami czy koboldami, tak na ekskluzywnych można było dostać okazy rzadkie, wyjątkowe, zmutowane albo niezwykle utalentowane. Ceny były zaporowe, jednak dla kogoś posiadającego pół kontynentu, zupełnie nie straszne. W towarzystwie dwóch gwardzistów, wkroczył do sklepu, czekając na jakąś obsługę czy coś w podobie.


    Ragnheidr miał w dupie Boga. Kiedy inne rasy opływały w luksusach i żyły na ciepłej północy, lud, który on posiadł na własność dostał kawał lodu i garść suchej ziemi, pełen potworów. Gashaneta wolał myśleć o sobie jako jednym z tych potworów właśnie, ale potworów myślących. Właśnie przywdziewał zdobioną szatę jakiegoś biskupa tego śmiesznego kultu aniołka z mieczem, oczywiście z zaszytymi emblematami religijnymi. Wszedł na salę obrad jako ostatni, zajmując miejsce w szczycie stołu. Wszyscy powinni już tu być, przecież specjalnie spóźnił się 20 minut. Część z ludzi zasiadających przy stole była mu podległa z powodu zysków, część ze strachu, część z wierności, a pozostali z powodu autorytetu. - Szamanie. Myślałem dużo o wojnie. O tym jak miernoty umierają niby chwalebną śmiercią jako mięso armatnie. I o tym, jak prawdziwi wojownicy padają od zbłąkanych oszczepów. I o tym ilu wojowników traci plemię które podbijamy, takich, którzy mogliby się jeszcze przydać. I mnie to wkurwia. Chcę nekromantów. Chcę mieć armię kościanych marionetek bez duszy na moje rozkazy. Co na to Stwórca? - Ton Wodza był stanowczy, a określenie ich Boga, jako Stwórcy, pochodzi z południowych plemion, które uważają, iż ich Bóg ulepił ich z zimnego śniegu i swojej zakrzepłej krwi.


    Wódz był wkurwiony jak nigdy. Stał w pokoju swojego syna, z rózgą w ręku. Cały pokój był porozwieszany jakimiś obrazami czy innymi baldachimami, a przed nim, na jednym z tych fikuśnych północnych łóżek siedział jego syn, choć jeśli ktoś by go zobaczył, mógłby mieć wątpliwości, czy na pewno jest zwierzoczłowiekiem, wszak był dobrze obstrzyżony, okuty i miał wyszlifowane rogi. Jego oczy zdobiły okulary, podobne do tego, co noszą magowie w Akademii. - Znowu poszedłeś rzępolić na tym jebanym ustrojstwie, zamiast uczyć się walki! Jakbyś jeszcze robił coś pożytecznego w tym czasie, ale nie! Ja się wykrwawiam, zapewniam ci najlepszego nauczyciela, najlepsze warunki, najlepszą broń i partnerów sparingowych, a tobie nawet toporem nie chce się zamachnąć! Słyszałem, że znowu wypytywałeś niewolników o życie na północy… Co z ciebie będzie? Co ty kurwa niby będziesz robił w życiu? Walczyć nie umiesz, magia ci nie idzie, masz chorobę morską, nawet rzucać dobrze nie umiesz! Przynosisz wstyd mi i całemu państwu! - Zdzielił syna rózgą na odlew po klatce piersiowej.



  • // Sory za to, ale przez przypadek cytuj wcisnąłem, jurek.


  • Zorze Onaliah

    //Zacznij mi doradcami, bo dwa razy próbowałem i potrzebuję mieć kogoś do kogo mogę się zwracać. Ochodzi mnie tylko kwestia północnego sąsiada i jego duailizmu społeczności, a także potwierdzenie zakładania faktorii handlowych na każdej możliwej piędzi ziemi.//


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Nachthafeńska noworoczna impreza była jedną z ulubionych imprez Wolfganga przez to, że tak długo, jak jeszcze jest w mieście alkohol, tak długo trwa zabawa. A ten rum wymieszany z krwią, co przed chwilą wypił, smakował wyśmienicie. Było jednak kilka spraw, które trapiły Wolfganga.

    Najważniejszym problemem dla Króla-Kapitana była kwestia jego ojca. Staruszek dalej nie powrócił z Zamglonej Wyspy i trzeba będzie wkrótce wysłać misję ratunkową, którą Wolfgang najprawdopodobniej przeprowadzi osobiście. Liczył na to, że ojciec przynajmniej będzie żyć, a co się znajdzie na Zamglonej Wyspie, to cholera wie. Problem jego półrodzeństwa może być poważny, lecz Wolfgang uznał, iż jest gotów bronić swojego tronu Wysp Wampirzych przed tymi, których uważał za niegodnych. Elfy… Elfy z Dołu Vedarath mogą się okazać sporym problemem, jeśli zdecydują się kolonizować Południową Powiekę…

    …ale tymi problemami Wolfgang zajmie się po imprezie! Król-Kapitan rozejrzał się swoim jedynym okiem po pałacu królewskim w razie, gdyby coś niepokojącego się wydarzyło, lecz bardziej rozglądał się za Wielkimi Kapitanami, z którymi mógłby porozmawiać w trakcie uczty.


  • ŻBŻP

    Costalia, Arcyksiężna Sly Lumisianso
    Cicho westchnęła, wspominając pewną odległą myśl, wypowiedzianą przez kogoś, z kim już nigdy nie porozmawia. Jej ojciec. Mogła jedynie podejrzewać, że widział Costalię taką, jaką ona miała właśnie przed sobą. Teraz jednak, spoczywając gdzieś na dnie na Oceanie Znaków, zapewne nigdy nie zostanie pochowany tak, jak na to zasłużył.
    Przerywając te ponure myśli, będące tak skrajnie odmiennymi od obecnej sytuacji Costalii, odwróciła się i skierowała swój wzrok na swojego dowódcę straży. Asaradio, służył jej rodzinie od tylu lat, można było nawet uznać, że obdarzyła go pewnym zaufaniem, jakże cenną rzeczą, kiedy pozwala się, by ktoś znajdywał się za twoimi plecami.
    - Powiadom służbę, niech przygotują salę do wizyty książąt Costalii, dopiero jak wszystko będzie gotowe, to ich zaproście - rozkazała. - Szykuje się kilka istotnych spraw, z jakimi muszą się zeznajomić.
    ///Można od razu przewinąć do spotkania z nimi. Nic istotniejszego tutaj do roboty nie mam.///



  • Królowa Shaerra Eilmenor, Dól Vedarath

    Odeszła od okna, przez które obserwowała, jak młodzież bawi się na plaży. Faktycznie, ona sama dawno nie zaznała rozrywki innej, niż “rozrywki” pałacowe, tj. nudne uczty, spotykanie się z arystokratami i tym podobne. Gdy służka weszła i powiadomiła ją, że przybył powóz, Shaerra kazała jej wyjść, aby się przebrać. Zdjęła koszulę nocną, a na jej miejsce włożyła skromną, acz elegancką szafirową suknię bez dodatków. Idzie w końcu spotkać się z doradcami, a nie uczestniczyć w jakiejś państwowej uroczystości, żeby ubrać się w nie wiadomo jak królewski ubiór! Jako dodatek wybrała tylko naszyjnik z niewielkim diamentem. Gdy była gotowa opuściła swoją komnatę w pałacu zimowym, kierując się w stronę powozu. Gdy wsiadła, kazała ruszać do stolicy. Nie ma tu już nic do roboty, a tam czekają doradcy i przyszłość państwa.



  • Lord Imperator Vincent Lockhart
    Wychodząc z katedry czuł on znaczne niezadowolenie z braku kolejnej wizji. Otaczany jednak razem z matką przez swoich doradców, wiedział że los mimo wszystko coś dla niego przygotował. Ruszył wzdłuż ulic, i mimo że przemierzał z katedry do zamku niewielką drogę, widział że z krajem trzeba będzie coś zrobić. Nawet w bogatych dzielnicach było ponuro, a Vincent czuł, że na samej religii Crimetra dużo dłużej nie pociągnie. Po dojściu na zamek, bezgłośnie odgonił na chwilę obecną człowieka, niosącego wieści z innych krajów, a gdy doradcy się rozeszli, ruszył sam na najwyższy balkon, na którym mógł zobaczyć większość Hassen. Po dłuższej kontemplacji, wrócił do posłańców, i zaczął po kolei czytać, co też mają oni do powiedzenia…


  • Mistrz Gry

    Matka Lasu Sominescaria Alternovis

    Festyn był wyjątkowo bogaty w tym roku. Nie było miejsca w którym nie słychać było muzyki granych przez najróżniejszych grajków, a zapachy z licznych stoisk z jedzeniem bombardowały twoje nozdrza. Tu i ówdzie można było zgrać w różne gry festiwalowe, albo wziąć udział w zawodach. Druidzi zabawiali dzieci różnymi magicznymi sztuczkami, choć większą widownie zbiera jakiś adept piromancji, radośnie żonglujący płomieniami. Było tu coś dla każdego.


    Gdy wróciłaś z festynu, wszyscy już na ciebie czekali. Był tu twój ojciec jak i bliźniak. Dyskutowali o czymś, ale zamilkli i wstali kiedy weszłaś do sali narad. Podobnie zrobił Auslis Nevehalin - twój skarbnik i zarządca. Bardzo stary elf pamiętający jeszcze twojego dziadka, ale służbę zaczął u twojego ojca. Obok niego zasiadała Vinseshia Estelith, arcykapłanka kultu Volsteina w twoim państwie. Maska zakrywała jej twarz, ale nawet z nią promieniowała tajemniczym pięknem. Twojego szpiegmistrza - Nathasela, jako jedyny nie siedział przy stole. Zamiast tego obserwując przebieg rady z cienia, jak to miał w swoim dziwnym zwyczaju.

    Wielki Wódz Ragnheidr z Klanu Skarr
    Ciężko to było nazwać sklepem, wszak był to ogrodzony wysoką palisadą obóz na pograniczu miasta. Przy wejściu widziałeś okrągły plac, pośrodku którego było podwyższenie na które prowadził zakracony most. To właśnie na nim pokazywane były wyjątkowe towary podczas wielkich aukcji. Na razie nie widziałeś żadnych niewolników, wszak byli oni pewnie pochowani w podziemnych lochach. Nie musiałeś za to czekać na obsługę, wszak zaraz zobaczyłeś rozradowany pysk Ghumbhurga Siatoskoczka.
    - Czyżby i me gały mnie zawiodły, czy to sam Ghashanet odwiedził moje skromne emporium?
    Ghumbhurg był prawdziwą legendą w branży niewolniczej. Podobno jak miał pięć lat ogłuszył swojego ojca, wrzucił na wóz i sprzedał go jakimś przejezdnym północnikom za worek czekolady. Przez lata wyszkolił się w zawodzie i wyspecjalizował w polowaniu na wyjątkowe “okazy”. Podczas jednej z takich wypraw kula z crimetrańskiego działa trafiła go w dupę i pozbawiła czucia w nogach. Nie przerwało to bynajmniej jego kariery. Od tamtego incydentu przemieszcza się on przywiązany do brzucha wielkiego trolla o imieniu Naczul. Znasz się z Siatoskoczkiem od lat. Nauczył cię kiedyś paru sztuczek, a ty wspaniałomyślnie postanowiłeś nie ścinać go za jego niewyparzony język. Wśród zwierzoludzi można to uznać za swego rodzaju przyjaźń.


    Zgadza się, byli tutaj wszyscy. Dromar Czterorogi, którą to nazwę zyskał właśnie od nadmiarowego poroża. To dowódca twoich wojsk i jeden z niewielu wojowników z którym potyczka mogłaby być dla ciebie wyzwaniem. Miał futro czarne jak noc i mięśnie większe od głowy. Był kiedyś wodzem plemienia Trug, dopóki to nie zniknęło w tajemniczych okolicznościach. Sam Dromar nie chce o tym mówić, ale czujesz że okrywa go jakaś hańba. Dalej siedział Fustak Palacz, twój skarbnik… Kiedyś był niczym nie wyróżniającym się dowódcą małej bandy morskich rozbójników, dopóki nie postanowił się wybrać na Wyspy Wampirze, idąc logiką że najlepiej kraść od złodzieja. Wrócił po dziesięciu latach bez lewej ręki, z dziwnym akcentem, uzależnieniem od kieroniny i galeonem pełnym złota i niewolników. Przy okazji wykształcił się w “księgowości” czyli jakieś nauce skupiającej się na liczeniu łupów. Był tutaj też twój syn, z twojego rozkazu według którego powinien już się szkolić na wodza. Brakowało Izgruza z Martwej Puszczy który jeszcze nie wrócił z corocznego sabatu kriomantów na dalekim południu. No i był też on. Najbardziej odrażające stworzenie jakie w życiu widziałeś. Jedno oko miał całkiem białe, a drugiego nie miał w ogóle. Całe jego ciało było w bliznach których pochodzenia bałeś się znać. Obwieszony dziesiątkami odrażających amuletów i fetyszy, gdy tylko otwierał praktycznie bezzębną paszczę wylatywała z niej mucha. Usthgor Pradawny, twój szaman.
    - Wychował on nas na szampierzy i rozbójników, mój panie. - mówił niskim, zachrypłym głosem - Czym kradzież dusz będzie się różniła od kradzieży złota czy skór?


    Mirkorg starał się być dzielny, ale widziałeś strach w jego oczach. W jego ustach kłębiło się dużo słów, które zapewne mogłyby być jego ostatnimi. Długo starał się dobrać odpowiednie, aż się w końcu zdecydował.
    - M-magia akurat idzie mi dobrze! Spójrz! - wystawił ręce przed siebie i zaczął inkantować jakieś zaklęcie. I faktycznie, poczułeś jakiś chłód na futrze, kiedy stworzył w rękach dość sporą, lodową śnieżynkę.
    //Ile on właściwie ma lat?

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Był tutaj każdy kto tylko się liczył, ale przede wszystkim ci mało interesujący. To straszna zniewaga, nie przyjść na przyjecie u samego Króla, jednak niektórzy zawinęli się już po drugim świcie, uznając że wypełnili swój obowiązek. Na szczęście pozostali tutaj wszyscy członkowie twojej rady: Isabela Schusswaffen wyjątkowo piękna wampirzyca pełniąca rolę twojego kanclerza właśnie paliła kieroninę z salesiańskiego urządzenia zwanego “buago”. Dalej widziałeś Friedricha von Daskralda, twojego marszałka, trzymanego przez aż sześciu innych gości, próbujących zapobiec mordobiciu między nim, a twoim skarbnikiem Igorem Fraudem. Gdzieś indziej spostrzegłeś szpiegmistrzynię Ritę Homrighausen pijącą jakiś alkohol z pępka krasnoludzkiej prostytutki, a twój arcykapłan Markus von Lorynberg chyba właśnie usiłuje poświęcić jakiegoś przypadkowego gościa śpiącego na stole ku czci Samerlah. Na szczęście zamiast noża rytualnego ma drewnianą łyżkę, ale bez wątpienia nie można odmówić mu dewocji. Próba wyłudzenia od nich odpowiedzi na ważne państwowe kwestie, bez wątpienia będzie ciekawym doświadczeniem.

    Królowa Shaerra Eilmenor
    Podróż zajęła ci kilka godzin - do Habris Colnn dotarłaś późnym popołudniem. Miałaś chwilę na odpoczynek po długiej podróży, ale nie na tyle długą by faktycznie móc odpocząć. Bądź co bądź, korona wzywała. Na miejscu wszyscy na ciebie czekali. Był tam oczywiście twój wojowniczy stryj. Razem z nim siedział Queslin Kalharius, twój kanclerz. Bardzo stary elf, wszak swego czasu dowodził prywatną strażą twojej babki, zanim utrata dłoni przekreśliła jego wojskową karierę. Obok niego siedziała zarządczyni skarbu państwa, Cevala Elethrin i jej mąż, a twój szpiegmistrz Telaris. Służyli ci odkąd pamiętasz i zawsze spełniali się w swojej roli. Co innego można powiedzieć o arcykapłanie Hestlianie Milasilu. Wstąpił na to stanowisko raptem trzy miesiące temu, po śmierci twojego poprzedniego doradcy duchowego i jeszcze nie zdążył sprawdzić się w tej roli. Wszyscy czekali na to co masz im do powiedzenia.

    Lord Imperator Vincent Lockhart
    Naturalnie byli tutaj wszyscy, poza twoim arcykapłanem Nathanielem Sealem, który pozostał w katedrze w celu przygotowania wieczornej liturgii. Twoja matka Alice, twój dzielny generał i weteran wielu wojen Edmund Westpool, skarbnik Stuart Newton, oraz twoja niezawodna szpiegmistrzyni Elizabeth Mothwood. Nie wyglądali jakby mieli ci do przekazania jakieś niecierpiące zwłoki informacje.

    //Doradców masz tych samych co w poprzednim sezonie, Ether


  • ŻBŻP

    @Vader napisał w Sprawy Wewnętrzne:

    Costalia, Arcyksiężna Sly Lumisianso
    Cicho westchnęła, wspominając pewną odległą myśl, wypowiedzianą przez kogoś, z kim już nigdy nie porozmawia. Jej ojciec. Mogła jedynie podejrzewać, że widział Costalię taką, jaką ona miała właśnie przed sobą. Teraz jednak, spoczywając gdzieś na dnie na Oceanie Znaków, zapewne nigdy nie zostanie pochowany tak, jak na to zasłużył.
    Przerywając te ponure myśli, będące tak skrajnie odmiennymi od obecnej sytuacji Costalii, odwróciła się i skierowała swój wzrok na swojego dowódcę straży. Asaradio, służył jej rodzinie od tylu lat, można było nawet uznać, że obdarzyła go pewnym zaufaniem, jakże cenną rzeczą, kiedy pozwala się, by ktoś znajdywał się za twoimi plecami.
    -Powiadom służbę, niech przygotują salę do wizyty książąt Costalii, dopiero jak wszystko będzie gotowe, to ich zaproście - rozkazała. - Szykuje się kilka istotnych spraw, z jakimi muszą się zeznajomić.
    ///Można od razu przewinąć do spotkania z nimi. Nic istotniejszego tutaj do roboty nie mam.///



  • // Dajmy mu 14-15


  • Mistrz Gry

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    Ukłonił się i wyruszył wypełnić swój rozkaz. Po jakimś czasie wyruszyłaś do sali swojego pałacu, gdzie czekali na ciebie twoi ulubieni możnowładcy. Znałaś ich tak dobrze, że przedstawianie ich w tym momencie było zgoła zbędne. Dość powiedzieć że z zainteresowaniem oczekiwali tego co miałaś im do powiedzenia.


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Tak, zdecydowanie ciekawym doświadczeniem będzie próba wyłudzenia odpowiedzi od wszystkich członków rady, szczególnie patrząc na to, że impreza wciąż się nie skończyła. Uznał, że pierwszymi członkami rady, z którymi powinien porozmawiać, są marszałek von Daskrald i skarbnik Fraud, biorąc pod uwagę to, że miało między nimi dojść do mordobicia. Schował swoje ręce za plecami i ruszył w kierunku von Daskralda i Frauda, a gdy tam dotarł, położył jedną ze swoich rąk na ramieniu Frauda.
    - Panowie, cieszy mnie to, że dobrze się bawicie na uczcie. - odparł, początkowo sztucznie się uśmiechając, lecz chwilę później przybrał poważniejszą minę. - Chciałbym jednak wiedzieć jedną rzecz. Z jakiego, kurwa, powodu miało tu dojść do szarpaniny?
    W tym momencie spojrzał na gości trzymających von Daskralda, oczekując, iż może oni znają odpowiedź na pytanie Wolfganga.



  • Królowa Shaerra Eilmenor, Dól Vedarath

    Usiadła na krześle przygotowanym specjalnie dla niej. Poprawiła włosy, aby wyglądać gustowniej i zabrała głos. Głos taki sam, jak jej babki - spokojny i opanowany, acz władczy.
    - Zanim przejdę do spraw, które chciałabym przedstawić, chciałabym usłyszeć, czy są jakieś inne sprawy niecierpiące zwłoki, które pojawiły się podczas mojej nieobecności w stolicy? - zapytała wszystkich zebranych.



  • Wielka Rekrorka Morgana Vozeni

    Właśnie chwilę temu skończyła rozpisywać nowy plan dwa swych uczniów, nieco się przy tym gimnastykując. Coraz dziwniejsze przedmioty sobie wybierają, za niedługo stworzenie planu idealnego będzie chyba niemożliwe… Ale nie o tym chciała teraz myśleć. Do planu jeszcze wróci, by rzucić na niego okiem i wykluczyć ewentualne błędy. Teraz bardziej zależy jej na tym, by po tej zimowej przerwie rozruszać nieco laboratoria i naukowców. Kroczyła właśnie do sali, w której naradzała się ze swoimi rektorami, by przedyskutować z nimi dwie rzeczy. W ciągu ferii nieco myślała nad jednym ze swoich projektów, który mógłby pomóc spełnić jej cel. Właściwie to kilkoma, ale to drobnostka. Do tego też chciała by Dotenard rozwijał się dalej, najlepiej z pomocą innych państw, więc czemu by nie rozreklamować się jako centrum badawcze do wynajęcia? Powoli nawet myślała nad warunkami współpracy.


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso

    Przywitała się z nimi, po czym zajęła swoje miejsce. Znała ich, ich charaktery błyszczały w ich oczach, a wymagania, jakie oni mieli w stosunku do niej… no cóż. Na jej stanowisku nikt słaby nie przetrwałby nawet dwóch dni.
    - Nie wypada, bym trzymała was w niecierpliwości, dlatego pozwólcie, że przejdę do wieści - odparła, nalewając sobie kielich wina. - W najbliższym czasie będziemy zwiększać swoje wpływy w naszej okolicy, ale także na Oceanie Płaczących Oczu - zrobiła krótką przerwę, by następnie przejść do konkretów. - Po pierwsze, Skavilia najprawdopodobniej zgodzi się na sprzedaż prochu, broni palnej, a także na dostarczenie instruktorów, co na trwałe powinno dodać broń palną do costalijskiej armii i floty. Kolejną sprawą jest to, że Dól Vedarath i Wyspy Wampirze powierzą rozwiązanie ich sporu mediatorowi. Tym mediatorem będzie Costalia - Odetchnęła. - Zapowiada się, że w naszej okolicy też zrobi się bardzo ciekawie. Pojawiła się bowiem okazja do rozbioru dwóch państw, w czym możemy nieźle zyskać. Jednym z tych państw, które mogą niedługo przestać istnieć jest Tasaj, drugim natomiast jest Vasau.



  • - Co tam masz nowego na stancji? Szukam czegoś o dziwnych zdolnościach, wojów i kurew mam pod dostatkiem. - Odrzekł krótko. Nudziło mu się i chciał zobaczyć coś ciekawego, a niewolnicy często zaprawdę ciekawi są. Albo dobrze się dupczą. Jedno w dwóch albo dwa na raz.


    - Fustak, Mirkorg, wy zajmiecie się tą sprawą. Dam wam trochę kasy, rozpuścicie wieść w podziemiach północy, że przyjmiemy każdego nekromantę, który zgodzi się pode mną służyć. Damy im możliwość robienia eksperymentów, dostęp do trupów i złoto. - Wydał rozkaz. - A no i chcę sobie jebnąć złocone rogi. Niech biedaki wiedzą, że wódz ma pieniądze. -


    Wziął śnieżkę w dwa palce i zmiażdżył ją jeszcze w ręce młodzieńca. - Chuj. Jeśli dalej tu będziesz siedział, prędzej czy później ci pierdolnę, a z twoim stanem ciała, ni cholery tego nie wytrzymasz. Dostaniesz misję, będziesz prawą ręką jednego z moich zaufanych podwładnych. Będziecie kolonizować południe. Może tamtejsze mrozy, wieczna noc i bestie obudzą w tobie zwierzoludzką krew.


  • Mistrz Gry

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    - Ej mahdojefca poswiethchiał te mloj gfaleon tlo zjest kurwa plifzdostatakh e nhie logrhrent ofjerghny. - wymamrotał von Daskrald, co szybko zripostował Fraud:
    - Bho khua est! Naet a entk i z yum e poynesh! -
    Cokolwiek zarzucił mu Igor, wywołała jeszcze większą szamotaninę.

    Królowa Shaerra Eilmenor
    - Na szczęście nie, moja pani. Wampiry zdają się zbyt zajęte świętowaniem nowego roku, by nas nękać. - skomentował Kalharius.

    Wielka Rekrorka Morgana Vozeni
    Sala rektorska w Dotenardzie znajdowała się na najwyższym piętrze głównego budynku uniwersyteckiego, skąd z wielkiego okna udającego dzięki magii iluzji zegar, można było obserwować najważniejsze elementy dnia codziennego kampusu. Byli tam oczywiście wszyscy, punktualnie jak, omen nomen, w zegarku. Damien von Haselgrad, rektor katedry nauk ścisłych. Chudy wampir o długiej twarzy i wiecznie zmęczonym wyrazie twarzy. Penelopa di Ericci, tiefliżka, tym razem czerwona która to zastąpiła cię jako rektorka katedry nauk magicznych. Ritta Amelion, aasimarka będąca rektorką katedry nauk humanistycznych. Wykłada prawo i jej surowy, choć dość urodziwy wygląd zdaje się to potwierdzać. No i oczywiście Rehaskangrat Yghretsogronthosh, rektor katedry sztuki. Mimo gigantycznego ciała i złowrogiego wyglądu, jest on doprawdy do rany przyłóż. Wszyscy korzystali z oczekiwania na ciebie wypełniając jakieś papiery i twoje przyjście tylko trochę im przeszkodziło.

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    Recuzo prychnęła gdy powiedziałaś o mediacji w konflikcie między wyspiarzami.
    - Są łatwiejsze sposoby by splunąć sobie w twarz, na prawdę. Nawet jeśli ten ochlejmorda Wolfgang, lub ta wariatka Shaerra zgodzą się jakoś pogodzić, to ludzie jednych i drugich ich rozszarpią. Oboje są przekonani o swojej “wyższości” i nie pozwolą tak po prostu podzielić archipelagu.
    Natomiast kiedy w jednym zdaniu użyłaś słowa "rozbiór i “Vasau” rozbudził się Mirligiano, widocznie jeszcze wczorajszy, choć nie tak jak Tolini który wyglądał jakby był sprzed tygodnia.
    - Vosańskie psy! Chrzanić tasajczyków, to zabawni ludzie, choć ujeżdżają robale. Jeśli znalazłaś jakąś okazje by pozbyć się tej skazy z mapy, to trzeba ją wykorzystać!

    Wielki Wódz Ragnheidr z Klanu Skarr
    - Przyprowadźcie czterdziestkę trójkę i dziewiętnastkę. - zakrzyknął do swoich ludzi którzy ruszyli w stronę piwnic.
    - Niestety, ale nie udało mi się skombinować driady. - stwierdził, kiedy czekaliście na pokaz - Ona i tak by nie przeżyła w takim klimacie, jedyne co tutaj rośnie to liczba zgonów. Po chwili przyszły dwa okazy, a po numerkach przywiązanych do ich szyi rozpoznawałeś który jest który. “Czterdzieści trzy” to był gargulec, całkiem spory, w kształcie drakonoida w zbroi. Cały był związany, a trzymało go aż pięciu łowców, choć on sam zdawał się spokojny. “Dziewietnastką” okazała się natomiast elfka, choć przedziwna. Całe ręce i nogi miała dziwnie zrogowaciałe, jakby pokryte łuską. Była zakneblowana aż z trzech stron, a wszystkie palce na dłoniach miała oddzielnie związane. W oczach miała gniew z dużą dozą szaleństwa.
    - To druidka. Mag lasu, jeśli wolisz. Przywieźliśmy ją z bagien, kosztowała nas dużo nerwów i kilku dobrych chłopaków.


    - Mój panie, jeśli mogę. - wtrącił się Dromar - Po kiego panu armia umarlaków? Trupy śmierdzą, łatwo rozpadają się i ruszają się gorzej niż kulawy karzeł po ostaku. Jeden nasz chłopak jest wart więcej, niż setka takich kukiełek.


    Znowu chciał ci rzucić czymś w twarz, ale po raz kolejny się powstrzymał. Ze skwaszoną miną rzucił tylko cicho.
    - Dobrze…


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Chwycił Igora za gardło, aby ten nie spróbował się rzucić na Friedricha.
    - Nie obchodzi mnie, który z Waszych okrętów jest lepszy. Obchodzi mnie za to to, że za chwilę pozabijacie się, przez co nie będę miał ani marszałka, ani skarbnika. Zanim pozwolę Wam odejść, powiedzcie mi o stanie armii oraz o naszym budżecie. Gdy wytrzeźwiejecie, przyjdzie do mnie, jeżeli macie jakieś sugestie odnośnie działań wojskowych bądź rozporządzenia budżetu.


  • ŻBŻP

    Arcyksiężna Sly Lumisianso

    - Nie spodziewam się, że dojdzie tam do niemożliwego - Sly odparła Recuzo. - Nie zmienia to jednak tego, że wyraźnie możemy skorzystać w tej sytuacji.
    - Okazja jest - swoje następne słowa skierowała do Mirligiano - I obecnie można spodziewać się tego, że ją wykorzystamy. Żadnych przeciwwskazań w tej sytuacji nie ma na tę chwilę.



  • Królowa Shaerra Eilmenor, Dól Vedarath

    - To dobrze - powiedziała słysząc Kalhariusa - Co się zaś tyczy tego, co chcę Wam powiedzieć.
    Kaszlnęła dwa razy i przeszła do konkretów.
    - Po pierwsze została nam złożona oferta mediacji w konflikcie, który trwa między nami, a wampirami. Ofertę tę złożyła nam Arcyksiężna Sly Lumisianso z Costalii. Chcę się dowiedzieć, co o tym sądzicie, choć nie będę ukrywać, że ostateczna decyzja należy do mnie - tu zrobiła pauzę - Wiecie, że ma babka, królowa Shaerra I, posiadała talent do pokojowego rozwiązywania konfliktów. Odziedziczyłam to po niej i również pragnę rozwiązać ten konflikt pokojowo, aby nie wysyłać naszej młodzieży na śmierć.
    Tu zrobiła kolejną pauzę, aby zobaczyć jak jej doradcy zareagują na to, co właśnie powiedziała.
    - Drugą sprawą jest handel. Jak już zapewne wiecie będziemy zawierać układy handlowe z Wengatem. Greshatem, Viservanią oraz Hadarotem. To, czym będziemy handlować, pojawi się w Waszych notatkach. Oczywiście co się też tyczy handlu, rozpatrzę wszelkie Wasze propozycje dotyczące zwiększenia znaczenia naszego państwa w handlu międzynarodowym.
    - Trzecia sprawa, moim zdaniem najważniejsza, jest czymś, o czym myślałam jeszcze podczas pobytu w pałacu zimowym. Sprawą tą jest kolonizacja - pokazała na mapę znajdującą się na stole, a konkretnie na puste wyspy - Nie muszę chyba mówić na czym kolonizacja polega. Jak dobrze wiecie posiadamy możliwość powołania konkwistadorów, którzy się tym zajmują. Chcę jednak najpierw usłyszeć, co tym sądzicie.


  • Mistrz Gry

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    - Naha amja est hurwa naeepsa w aym oaaiaa. - powiedział dumnie marszałek
    - Oncy a e odka i um. - zarzucił ci skarbnik - po a em it.

    Arcyksiężna Sly Lumisianso
    - Bardziej zyskamy jak im się nie będzie powodzić. Jeszcze ich okręty pomyślą że będą w stanie konkurować z naszymi i wtedy dopiero będzie.
    - Chrzanić jakiś tam piratów. - skomentował Violante - Grunt że będzie w końcu okazja nakopać vosańczykom!

    Królowa Shaerra Eilmenor
    Na sam dźwięk słowa “mediacja” po sali przeszło kilka spojrzeń, a jak się okazało że chcesz dyskutować z wampirami, przerodziło się to w jawne oburzenie.
    - Droga pani, co też wygadujesz! - zakrzyknął twój skarbnik - Pokój? Z wampirami? Z tymi, tymi… kolonizatorami! To oburzające!
    - Muszę się zgodzić królowo. Nie może być mowy o pokoju z krwiopijcami. - dodał szpiegmistrz - Zbyt wiele krzywd poczyniły nam one przez lata swoich działań na wyspach. Pokój z nimi będzie jak splunięcie w twarz tysiącom ofiar i ich rodziną.
    - Pragnę zauważyć, że nie jesteśmy z nimi w stanie wojny. - wtrącił się twój stryj - Ale to prawda, nie ma w Dól Vederath elfa który wierzyłby w pokój. A odnośnie odzyskiwaniu wysp które nie są obecnie pod naszą kontrolą, to bez wątpienia wszyscy jesteśmy za. Choć pragnę przypomnieć, że od samego początku byłem przeciwny nazywania tych ludzi “konkwistadorami” a ich działania “kolonizacją”. Jak sama widzisz, źle się to kojarzy.


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    - Odprowadźcie tych panów. - zwrócił się do gości trzymających von Daskralda. - Najwidoczniej są oni za bardzo wstawieni i najlepiej by było, gdyby zgłosili się do mnie, kiedy będą trzeźwi. Chociaż i tak cieszy mnie opinia marszałka na temat naszej armii.
    Po tych słowach Wolfgang puścił Igora, a chwilę później udał się w stronę kanclerz Schusswaffen. Może tym razem będzie miał szansę porozmawiać w miarę normalnie, skoro jedyne, co na razie zrobił, to wysłuchał dwóch pijanych członków rady.


  • Arsyntia

    Hadarot, Barghan I Długobrody
    Oczekując na pojawienie się doradców, Barghan czytał starą kronikę spisaną jeszcze w złotej epoce dominacji krasnoludzkiej nad światem. Była to niejako pamiątka rodzinna, przekazywana z pokolenia na pokolenie a także jedyna rzecz, która została Barghanowi po Timblirze. Dalszą lekturę Barghanowi przerwało wkroczenie gwardzisty Kazaka.
    - Doradcy są już gotowi, mój imperatorze.
    Natychmiast odłożył kronikę na bok i udał się do pomieszczenia w którym odbędzie się narada.


  • Mistrz Gry

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Jeden z żołnierzy chciał ci zasalutować, ale wyrywający się marszałek skutecznie to utrudnił. Słyszałeś za sobą jakiś pijacki bełkot, kiedy zbliżyłeś się do Isabeli. Ta podniosła głowę, tylko po to byś mógł ujrzeć że całe jej białka zaszły fioletem. Tego się obawiałeś. To nie była kieriona, tyko zakha - roślina z Salesii. Palone suszone igiełki tej rośliny to popularny narkotyk. W małych ilościach odprężają i pozwalają zapomnieć o trudach dnia. W większych… cóż, nie wiadomo gdzie obecnie znajduje się dusza twojej kanclerz, ale możesz być pewien że jest daleko stąd.

    Barghan Długobrody
    Po chwili wparowali zamówieni przez ciebie doradcy. Nie byli to twoi przyjaciele, ale nie miałeś nikogo lepszego. Najpierw wszedł marszałek Gori Holdwar, pozbawiony lewego oka, lewej ręki i lewej nogi, twardy i zgryźliwy osobnik, wciąż próbuje pozbierać się po hańbie jaką przyniosła mu rewolucja w Wengacie. Po nim był zarządca Floring kor Gazet, stary ekonom od ponad siedemdziesięciu lat zajmujący się skarbcem imperium. Ciężko stwierdzić czy została mu jeszcze jakaś osobowość poza pracą. Zaraz za nim wszedł arcykapłan Dosag Norhard, bardzo żarliwy wyznawca Żniwiarki. Spód wielkiego szarego kaptura nie widać w zasadzie jego twarzy, jedynie długą siwą brodę. Ostatnia, choć nie najgorsza, zjawiła się kancelrz Halga Borgat, jedyna kobieta w twojej radzie, bo tylko ona była na tyle opanowana by być w stanie reprezentować interesy Haradotu. Na miejscu szpiegmistrza od dłuższej chwili jest wakat, jeszcze nie udało ci się znaleźć nikogo zaufanego.


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Cholera… Teraz to był niemalże pewien, że z żadnym ze swoich doradców nie przeprowadzi rozmowy ze względu na ich stan. Mógłby w sumie spróbować sprawdzić, co dzieje się z arcykapłanem, bo nieźle go w sumie rozbawiło to, że chciał kogoś złożyć w ofierze za pomocą łyżki. Wolfgang udał się więc w stronę Markusa.


  • Elarid

    Skavilia, Nadherszt Zoskrit Wybebeszony
    Uderzenie młota poderwało Nadherszta z jego miejsca o wiele skuteczniej niż lata temu zrobiłby to rozkaz jego dowódcy na polu bitwy. Nie tracąc czasu, skierował swoje kroki na spotkanie ze swoimi doradcami. Może Podhersztowie nie byli tak skorzy do działania jak on, ale na pewno bliżsi mu, niż Skaveni ze Szczurlamentu, a nie brakowało dziś spraw, które trzeba będzie omówić.


  • Mistrz Gry

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Cała jego gęsta broda była upaprana krwią, winem i wymiocinami, kiedy z jego ust padały coraz to kolejne wersy modlitwy. Mówił w samerliańskim, więc nie miałeś żadnych szans zrozumieć jego bełkotu. Co jakiś czas między wersami dźgał on łyżką jakiegoś wampira, który odpowiadał na to jęknięciami i przekleństwami. Rozpoznałeś w nim jednego z twoich pół-braci Saszę von Nachthafena. Tego akurat lubiłeś. Nie dlatego że był miły z charakteru, bo był strasznym gnojkiem. Jest on bowiem eunuchem. Podczas jednej z wypraw grabieżczych na Dól Vederath został schwytany przez miejscowy garnizon. A że został schwytany podczas usiłowania gwałtu na jednej z elfek, uznano że jedyną słuszną karą będzie ucięcie mu jajec jego własną szpadą. Nieostrą, na jego nieszczęście. Jako że nie mógł mieć dzieci, był zwolniony z kolejki do tronu.

    Nadherszt Zoskrit Wybebeszony
    Nie śpieszyło im się aż tak jak tobie, dlatego musiałeś na nich chwilę zaczekać. Jednakże w końcu wszyscy zebrali się w sali obrad i zasiedli na swoich miejscach. Przyherszt Wojskowy Waskit siedział z twojej lewej, był wysoki, umięśniony i czarny jak proch. Zawsze w karmazynowej zbroi. Mieliście okazję walczyć kilka razy ramię w ramię, przez co jest on ci tutaj najbliższą osobą. Dalej miejsce zajmował Przyherszt Naukowy Skola, druga po tobie najważniejsza osoba w państwie. Rektor Politechniki Skavilskiej, oraz wielki naukowiec, zawsze ubrany był w odzież ochronną i charakterystyczne gogle ochronne o zielonej barwie. Z lego lewej zasiadał Przyherszt Pieniężny Rewlis. Smukły, wysoki szczuroczłek z futrem w kolorze srebra. Jego klan kontroluje liczne kopalnie metali szlachetnych na północy, przez co sztuki handlu nauczył się zanim zaczął korzystać z toalety. Z twojej prawej natomiast siedział Przyherszt Dyplomatyczny Skalar. Z wyglądu szczególnie się nie wyróżniał, przeciętny wzrost, bure futro; wygląd szczura o którym łatwo zapomnieć. Był to celowy zabieg, ponieważ zajmował się on nie tylko sprawami jawnymi, ale i ukrytymi, służąc ci tak za kanclerza, jak i szpiegmistrza. Kiedy się zbierali, ty już pewnie wymyśliłeś co chcesz powiedzieć.


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Rzeczywiście, zabawna scena. Wolfgang zachichotał, obserwując akt “składania w ofierze” Saszy za pomocą łyżki. Cholera wie, jakie błogosławieństwo Markus mógłby uzyskać od Samerlah poprzez taką ofiarę, lecz niestety trzeba było mu przerwać rytuał. Wolfgang chwycił rękę Markusa, w której trzymana była łyżka.
    - Stój, Markus. To ten niegroźny. - odrzekł do arcykapłana.


  • Mistrz Gry

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Spojrzał na ciebie oczyma szaleńca. Nie byłeś pewien jaka używka przez niego przemawia, ale weszła bardzo mocno.
    - Khrólewska kref. Khrólewska kref to sbosób. Ylko ofiara z khrólewskiej khfi mozhe nas pszed nią ochalić!



  • Wielka Rekrorka Morgana Vozeni

    Weszła do sali niezwykle widowiskowo, otwierając drzwi machnięciem ręki, jeśli były oczywiście zamknięte. Zresztą robiła tak zawsze, więc nie powinno to nikogo zdziwić. Wkroczyła do środka, zajmując odpowiednia miejsce.
    - No, to jak minęła Wam ta zimowa przerwa? - Zapytała retorycznie, rozglądając się po zebranych, uśmiechając się przy tym. - Bo ja trochę pomyślałam i chciałabym nieco rozruszać nasze zaplecze naukowe, wiecie ruszyć na przód. Oprócz prowadzenia naszych projektów, zaoferujemy się światu, innym państwom i będziemy im pomagać przy ich badaniach. Oczywiście o ile ktoś się zgłosi i będzie płacić. A w sumie to czekajcie, myślałam nawet nad jakimiś umowami, chwilunia, zaraz Wam to wyświetlę, wraz z moim zamysłem na badanie. - Po czym, po wypowiedzeniu zaklęcia, przed rektorami pojawiły się kartki(ich treść dam na pw) z treścią, o której wcześniej wspomniała Morgana. - Myślę że tak będzie łatwiej, zawsze będziecie mogli zerknąć i powiedzieć, co konkretnie Wam nie pasuje. No, zapraszam do dyskusji.

    //Możliwe że będę lekko zmieniał jej charakter, by znaleźć ten idealny :v


  • Black Wonderland

    Sułtanka Alessandra von Düsternis
    Alessandra zapukała lekko w drzwi, po czym weszła po niezbyt długiej chwili. Nie przepadała za czekaniem, a Friedrich i tak w sumie nigdzie nie ucieknie. Weszła do pomieszczenia i cichutko prychnęła. Jej brat wpatrzony był w szachownicę. Przy poprzedniej rozmowie zrobiła mu stary kawał. Jeśli zdarzyło mu się odpłynąć, ukradkiem przestawiała jakąś figurę na planszy, najlepiej niezgodnie z zasadami jej ruchu. Friedrich lubił się upierać, że będzie wiedział, co zmieniła. Nie była przekonana, czy jeszcze nad tym myślał, czy może tylko się upewniał. Usiadła naprzeciw niego.
    — Coś ci sknociłam, braciszku?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Edaria Perlasis

    //Kontynuuję jakby turę

      Tak tak, pora wrócić do spraw ważniejszych. Tak po prawdzie ryboludzie bardziej ją drażnili niż straszyli, w końcu miała z nimi styczność bardzo długo - wie jak są słabi. Aczkolwiek jak widać, nie należy ich jednocześnie lekceważyć.
      Jak zwykle otwarła drzwi pałacu delikatnym prądem morskim, wpływając do środka. Od razu skierowała się do sali zebrań, otwierając tamte drzwi podobnie. Wpłynęła do pomieszczenia, gdzie najpewniej czekały już jej córki. Jeśli nie, poczekałaby na nie z zaczęciem:
       – No, moje kochane – omiotła salę spojrzeniem – jakieś pomysły jak się pozbyć tych… szkodników? Zarówno w kraju jak i poza nim. Przyjmę jedynie coś twórczego, bez żadnych “zwiększyć liczbę szpiegów!” czy “Zwerbować więcej wojska!” – Ponownie powodziła wzrokiem po zebranych, w oczekiwaniu na odpowiedź.



  • Lord Imperator Vincent Lockhart
    -Więc, widzę że żadnych spraw wymagających natychmiastowej interwencji nie ma. Możecie mówić, zaczynając od ciebie, matko, a kończąc na Elizabeth.
    Zezwolił Vincent, przy okazji obmyślając co dokładnie powinien on zrobić odnośnie generalnej ponurości Crimetry. Najlepiej byłoby wziąć przykład z innych Kardeliańskich państw, tylko w jaki sposób? W każdym razie, przestał na razie odpływać i skupił się na tym co mają jego doradcy do powiedzenia.



  • Królowa Shaerra Eilmenor, Dól Vedarath

    Popatrzyła na swoich doradców.
    - Doskonale rozumiem Wasze obawy i sprzeciw. Dobrze więc. Na chwilę obecną gotowa jestem odpuścić sobie ten temat, aby powrócić do niego, gdy otrzymamy nowe informacje. Tak jak mówiłam, jest to propozycja złożona przez Costalię i wszystko zależy od nas oraz od tego zapijaczonego wieprza… Eeee - spojrzała w sufit - Jak mu było? Friedrich? Nie, Wolfgang! Tak! - pstryknęła palcami. Mimo, iż chciała dążyć do tego, aby między elfami a wampirami zapanował względny spokój, to często zapominała, jak się nazywa ich obecny władca. Mało ją to obchodziło. Wszystkie wampiry były dla niej takie same, niezależnie czy na wyspach, czy na kontynencie.
    - Co się zaś tyczy, ekhem, kolonizacji - spojrzała ukradkiem na stryja - To proponuję na początek zająć się rzecz jasna wyspami nienależącymi obecnie do nikogo, aby ograniczyć krwiopijcom pole manewru.
    - Czy macie jeszcze jakieś propozycje dotyczące rozwoju handlu? - spojrzała przede wszystkim na swojego skarbnika.


  • Mistrz Gry

    Wielka Rektorka Morgana Vozeni
    Darkonoid chciał chyba nawet odpowiedzieć na twoje retoryczne pytanie, zdecydowanie nie znając jego retorycznego sensu, ale podsunięcie mu umowy prosto w twarz ucięło mu zdanie w ćwierć słowa.
    - Nie wiem czy zmiany w naszej poprzedniej umowie są konieczne. - skomentowała Ritta, przyglądając się umowie - Prawdę mówiąc nie dostrzegam żadnych różnic między tym co oferujemy od prawie zawsze. Może cena jest nieco mniejsza.

    Sułtanka Alessandra von Düsternis
    Wpatrywał się mocno skupiony w szachownicę, zdawał się cię nie zauważyć. Gdy znów chciałaś się wtrącić, odpowiedział.
    - Wszystko jest jak w najlepszym porządku. - mówił nie odrywając wzroku od planszy

    Boska Regentka Edaria Perlasis
    Na miejscu były już twoje córki i nie tylko te które wchodziły w skład rady. Na balkonach widokowych dostrzegałaś pozostałe księżniczki które obejmowały jakieś ważne stanowiska jak na przykład Nadinspektor Fenlię B. Isendalion, szefową twoich służb bezpieczeństwa.
    Przy stole natomiast “siedziały” cztery twoje starsze córki. Najstarszą była Aglintia Blodiloris, generał twoich wojsk. Ponura, prostolinijna, ze złocistymi łuskami i czarnymi włosami ściętymi na krótko. Ostatni raz bez zbroi widziałaś ją w jej 16 urodziny, zanim zaciągnęła się do wojska. Dalej siedziała Sesteria Dukalos, twoja skarbniczka o włosach w kolorze wodorostów i pasujących do nań łusek. Jak była dzieckiem zdecydowanie za dużo czasu spędzała buszując wśród monet w imperialnym skarbcu i miłość do pieniądza najwyraźniej jej została. Tuż obok zasiadała Malecia Seltinios. Przypominała ci siebie za młodu. Nie tylko dlatego że zdecydowanie wdała się w ciebie pod względem wyglądu, ale i charakteru. Była opanowana, miła i zafascynowana życiem na powierzchni. Kto wie, może jak przyjdzie co do czego to właśnie ją wytypujesz na swoją następczynie? Do tego czasu, zasiada ona w radzie jako kanclerz.
    Po twojej lewej natomiast swoje miejsce miała Chrysilda Olasris. Różniła się od innych twoich córek, ponieważ była Głębinową. Nigdy ci to jednak nie przeszkadzało, wszak zawsze kochałaś wszystkie swoje córki i mimo pomrukiwań innych twoich córek mianowałaś ją swoją szpiegmistrzynią, by jej naturalne talenty mogły się przydać wyższej sprawie.
    - Kiedy to najlepsza opcja, droga matko. - powiedziała Aglintia - Zorganizować masowy pobór i zwyczajnie wyrżnąć ich jak robactwo którym z resztą są.

    Lord Imperator Vincent Lockhart
    - Jak sam zauważyłeś, żadnych naglących spraw nie ma, mój synu. - powiedziała spokojnym głosem - Lordowie obserwują twoje poczynania z zaciekawieniem, więc dobrze żebyś szczegółowo planował swoje następne posunięcia.

    Królowa Shaerra Eilmenor
    - I tak uważam że jakiekolwiek paktowanie z nimi może nam tylko zaszkodzić. - skomentował na odchodne. - A co do handlu, ma królowa wolną rękę. Zalecam jednak nie próbować paktować z różnymi stronami konfliktu, bo może to źle wpłynąć na nasze relacje z obydwiema.
    - Zgadzam się. - powiedział stryj - Dobrym pomysłem będzie też jak najszybsze odbicie wysp, na chwilę obecną niczyich, tak jak sama zasugerowałaś.


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Niezbyt rozumiał to, o co właściwie chodziło arcykapłanowi. Pewnie to zwykłe brednie wynikające ze stanu arcykapłana. Należy natomiast pomóc Saszy, bo nawet jeśli jest on strasznym złamasem, to nie jest on zagrożeniem w kwestii sukcesji tronu.
    - Mówiłem, Markus, to ten niegroźny. Poświęcisz inną osobę z mojego półrodzeństwa, ale to w późniejszym czasie. - odpowiedział Markusowi, a następnie wyciągnął swoją drugą rękę w kierunku Saszy, aby pomóc mu wstać.



  • Lord Imperator Vincent Lockhart
    -Czasami trzeba zrobić krok do tyłu aby poczynić dwa do przodu, tylko ciekawe czy lordowie są w stanie to zrozumieć.
    Stwierdził, opierając swoją głowę o rękę, którą położył na oparciu swojego krzesła.
    -Edmundzie, jakieś wieści z granic? Jak sytuacja z Vasau?



  • Królowa Shaerra Eilmenor, Dól Vedarath

    Uśmiechnęła się bardzo lekko, niemal niezauważalnie. Spojrzała na stryja.
    - Czy w takim razie nasza armia jest gotowa podjąć się tego zadania? Nie ma żadnego problemu z ilością żołnierzy, okrętów czy zaopatrzenia?


  • Mistrz Gry

    Królowa Shaerra Eilmenor
    Sasza był już dawno poza momentem w którym byłby w stanie wstać.
    - To muszi być theraz! Nim Ona. Ona… - bełkotał dalej, lecz w pewnym momencie zrobił się zielony na twarzy, pomachał głową jak gołąb i zwymiotował prosto w twarz biednego kastrata, po czym spadł z ławy na zimną posadzkę. Dla niego trud już skończon.

    Lord Imperator Vincent Lockhart
    - Bez zmian mój panie. Na razie nie daliśmy nim żadnych powodów do niepokoju.

    Królowa Shaerra Eilmenor
    - Na pierwszy miesiąc powinno wystarczyć, ale dalsza ekspansja będzie wymagała o wiele większych nakładów zbrojeniowych


  • Black Wonderland

    Sułtanka Alessandra von Düsternis
    Pokiwała głową. Wiedziała swoje, ale postanowiła to pociągnąć nieco dłużej.
    — Dobrze cię widzieć. Chyba twój ruch, prawda? — Oblizała wargi. — Wyobraź sobie, że odezwała się do nas ta cała Arcyksiężna.


  • Soviet Dust Pandemia Arsyntia Metro 2035 Zorze Onaliah

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    Wolfgang przez chwilę powstrzymał się od śmiechu ze względu na absurd sytuacji, aczkolwiek już wiedział, że od arcykapłana nie dowie się niczego. Warto byłoby się jednak dowiedzieć czegoś od kastrata, bo on mógłby coś wiedzieć.
    - No, “braciszku”, to powiedz mi może kilka słów o tym, jak radzi sobie reszta naszego “rodzeństwa”. - odparł do Saszy.


  • Zorze Onaliah

    Doża Miracji, Estella Le Turnou.
    - Czas to pieniądz, więc streszczajmy się. Mam nadzieję, że wszyscy są zgodni co do wynajmu najemników i wyruszenia zdobycia każdej wolnej piędzi ziemi, by założyć tam faktorie według przesłanego wcześniej planu?

    - Dodatkowo kolejna, mniejsza sprawa. Myślę, że to czas, by pomóc naszemu północnemu sąsiadowi wyjść z mroków lasów i puszczy. Młode pokolenie błaga o zmianę. Przecież sama o tym wiem, bo i ja to czułam. Wesprzyjmy najbliższe nas prowincje, zanieśmy złoty kaganek cywilizacji i kultury w tę nieprzeniknioną ciemność. Młode pokolenie przecież tego żąda, bądźmy jego wybawcami. Tym samym należałoby nawiązać kontakt zarówno z oficjalnymi władcami Viridionu jak i przewodnikami “buntu”.



  • Wielka Rektorka Morgana Vozeni

    - Wiesz Ritto, warto czasem takie coś odświeżyć, w końcu w międzyczasie ktoś mógłby zauważyć jakieś niedoskonałości, czy inne luki, z których łatwo skorzystać. Jeśli nikt oprócz Ciebie nie ma nic do dodania, to chciałabym jeszcze wiedzieć, czy ktoś ma coś przeciwko mojemu zamysłowi. Tak, wiem że nie doprecyzowałam i że wydaje się to niemożliwe, ale uważam że dla tego typu rzeczy warto wydać trochę środków.



  • - Gargulca chyba odpuszczę. Nie da się tego wytresować. Za to elfka… Ile za nią chcesz?


    - Ale już takich 110 pokona jednego z naszych. I mogą służyć naszym za tarcze. Albo możemy od razu na polu bitwy wskrzeszać dopiero co poległych. Straty będą znacznie mniejsze, a wojownicy, za równo nasi jak i wroga, będą walczyć po naszej stronie


    - A teraz marsz spać. - Rzucił rózgą o ziemię, tak, że się złamała i wyszedł cały wkurwiony. Poszedł do swoim komnat, gdzie usiadł na łóżku, a niewolnice, w tym opiekunka haremu, zaczęły go masować. - Nie wiem co mam z tym szczylem zrobić… Tak się staram, a on mi co chwila pluje w twarz i boi się powiedzieć czego chce.



  • Królowa Shaerra Eilmenor, Dól Vedarath

    - Dobrze więc - złożyła ręce w pseudomądrą piramidkę - Przekaż więc proszę wszystkim swoim podkomendnym, aby przygotowali siebie i swoje oddziały.

    Przyjęła teraz bardziej wyluzowaną pozycję w na krześle.
    - Czy są jakieś nowe i interesujące wieści z kontynentu?


  • Mistrz Gry

    Sułtanka Alessandra von Düsternis
    - Ta? I co powiedziała? - miałaś wrażenie że mu zaraz żyłka na głowie pęknie.

    Król-Kapitan Wolfgang von Tolenberg
    - Uuueeegh… - stwierdził Sasza, być może nieświadomy wymiocin pokrywających jego twarz. A może był, zaczął żałośnie płakać. Z niego też już nic nie będzie.

    Doża Miracji, Estella Le Turnou
    - Oczywiście. - skomentowała Saledina - Nic nie jest lepszą inwestycja, niż nowe ziemie.


    - Nie przesadzajmy z tym “rozjaśnianiem mroków cywilizacji”. - powiedziała Hanao - Jednak Viridion to nie Stagnalion, mają jakąś kulturę i cywilizację.
    - Co nie zmienia faktu, że nie możemy czegoś dodać od siebie - sparował Skillet - Młode elfy zapewnią nam nowych klientów i jeszcze więcej siły roboczej, a tego nigdy nie jest za dużo!

    Wielka Rektorka Morgana Vozeni
    - Morgano, - zaczął Rehaskangrat - rozmawialiśmy już na ten temat i uważamy, oczywiście z całym szacunkiem, ale twoje zapędy w celu odnalezienia nieśmiertelności są…
    - Chore. - uciął wywód Damien - Żyje już prawie pięćset lat i od trzystu mam dość. W życiu wiecznym nie ma nic dobrego. A ci którzy go szukają, szukają własnej zguby.

    Wielki Wódz Ragnheidr z Klanu Skarr
    Rozłożył szeroko ręce, klasnął i zaczął je pocierać, wszystko to z głupim uśmieszkiem.
    - No. Jak dla starego przyjaciela i kochanego wodza… półtora.


    - To i tak wydaje się… niehonorowe. I zwyczajnie złe. - pokręcił głową w dezaprobacie.


    - To dziwne, bo przecież jesteś świetnym ojcem. - stwierdziła koboldzia niewolnica - Przecież nie bijesz go z nudów jak niektórzy, tylko wtedy jak sobie zasłuży!
    //Zacznij dodawać imię władcy do postów, bo nie chce mi się scrolować :V

    Królowa Shaerra Eilmenor
    Ukłonił się po czym wyszedł, w celu wypełnienia twoich rozkazów.

    - Na chwilę obecną nic godnego uwagi. - rzucił Telaris - Ale kto wie co przyniosą następne miesiące.



  • Wielki Wódz Ragnheidr z Klanu Skarr
    - Przyjacielu, popierdoliło ją, do tego jej magia jest tu bardzo mało użyteczna. Pewnie do tego, znając twoich chłoptasiów, używana. Siedemset. - Wódz rozpoczął targ. Kłócenie się o cenę było jednym ze zwyczajów na południu, oznaczało szacunek do sprzedającego, gdyż chciało się zdobyć jego towar za wszelką cenę.


    - Idąc tą logiką, kiromancja i wróżby też są niehonorowe. Bracie, honor skończył się lata temu, nawet Stwórca w nas go nie zaszczepił, to czysto nasz twór. I jak wszystko z czasem, przestaje być użyteczny. Nie zgrywaj świętego, wiem ile razy dodałeś szaleju do piwa twoich wrogów. A co do zła… Jest złe. I co z tego? Te psie syny z północy i tak uznają nas za wcielenie zła, a nasi rodacy nie patrzą na to z jakich metod korzystamy i tak będą stawiać opór. Kto nas osądzi? Bóg śmierci, który nie chce nawet spełniać modłów swojego ludu na tej ziemi? A może Stwórca, który porzucił nas lata temu? Zrozum, ten świat toczy zgnilizna, a my jesteśmy jeno zwierzem, który znalazł ten spleśniały owoc i chce pożreć go w całości z głodu. -


    - Mam nadzieje, że południe wyzwoli w nim moją krew… Czekam na jego przebudzenie. Chcę w końcu móc nazwać go synem z pełną dumą.



  • Lord Imperator Vincent Lockhart
    -Stuarcie, jakieś wymagające reakcji problemy w skarbcu?
    Vincenta zaczęło martwić to, że nic się nie dzieje, ale może to w sumie lepiej. Spokój jest wszak lepszy niż wszechobecny bałagan.


Log in to reply