Malcolm Travis


  • Elarid

    Ano, ruszał, nikt nie musiał go tu zachęcać. Może i ciężarówka nigdzie nie pojedzie, ale chociaż tam powinni być względnie bezpieczni przed ostrzałem.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    //Przyznam szczerze, że mam problem z zapamiętaniem charakterów postaci i ich osobowości, więc jakby któraś mówiła lub reagowała tak samo jak inna, to wybacz.//

    Wbiegłeś do ciężarówki i tutaj raczej Ci nie grozi, ale warto się pochylić. Tak na wszelki wypadek.
    – Myślicie, że to ich jakaś pojebana pułapka? – zapytał Jack.
    – Tak, kurwa. Poświęciliby swoich ludzi, aby nas zajebać. – odpowiedział mu Jim na jego pytanie. – Prędzej to kto inny.


  • Elarid

    - Chuj mnie obchodzi, kto to jest, ja chcę tylko wyrwać się stąd i wrócić z jakąś bandą degeneratów, żeby im najebać tak z raz, ale dobrze. Damy radę odjechać? - zapytał, uprzednio pochylając się na tyle, aby nie dać się trafić. A przynajmniej taką miał nadzieję.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – Będziemy się bardzo wolno toczyć i jest ryzyko, że uszkodzimy koła. – oznajmił kierowca. – Ja to widzę tak: albo zostajemy tutaj i próbujemy się bronić, albo też zostajemy, ale poddajemy się.
    – On ma rację. – przyznał Jack. – Nie ma co ruszać. Tym ludziom, co strzelają, może chodzić tylko o tego Indiańca i jego przydupasów.


  • Elarid

    - Wypluj kurwa to słowo! Nie ma żadnego poddawania się, nie przed jakimiś chujoplątami! - odparł, co było wystarczającą odpowiedzią: Zostają i się bronią. Czekając na ruchy swoich oponentów, obserwował dyskretnie okolicę, tak żeby nikt mu łba nie odstrzelił.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – Ja po prostu nie chcę kurwa zdechnąć! Nie po to pozbywałem się martwych brudasów, nie po to paprałem się w gównie, aby teraz zgnić… – Jack zaprzestał mówić, ponieważ Rick uderzył go pięścią w pysk. – Kurwa, ja pierdolę… – wymamrotał z zaciśniętymi zębami Jack. – Chuj, niech wam będzie.
    A jeżeli o okolicy mowa, to widzisz jak kilkunastu ludzi na koniach cwałuje z kilku stron w waszym kierunku.


  • Elarid

    - Kawaleria przybyła. - mruknął pod nosem, dziwnie rozbawiony tym faktem. - Ja walę pierwszy, Wy po mnie, jasne? Ich jest za wielu, musimy albo się z nimi dogadać, albo wbić im nóż w plecy, jak nie będą się tego spodziewać. Dlatego uważajcie z palcami na spustach.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    Wszyscy przytaknęli i przygotowali to, co mają. Sześciu jeźdźców zbliżyło się do Humvee oraz do was, natomiast reszta zataczała szerokie koło wokół pojazdów. Ci, którzy się zbliżyli, zeszli ze swych rumaków i stanęli kilka metrów od ciężarówki z wycelowaną bronią w was oraz w tamtych drugich.
    – Wysiadać. – odezwał się jeden. Najprawdopodobniej kobieta, sądząc po głosie. Nawet nie wiesz, kto to powiedział, bo wszyscy są zamaskowani i ich budowy ciała nie zdradzają tego, jakiej płci są.


  • Elarid

    - Seksowny głosik. - odparł, wychylając się z pojazdu. - Po co mam wychodzić? Żebyście rozwalili mi łeb jak tamtemu? Ja nawet nie trzymałem z tymi fagasami, tylko przejeżdżałem przez ich terytorium.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – No i znowu ta sama gadka. Tłumaczenie tego, dlaczego powinniście wyjść. Bla, bla, bla… Wychodźcie, bo nie będę tu stać cały dzień w tym upale.


  • Elarid

    - Wyjdziemy, wyjdziemy, tylko powiedz nam, do cholery, o co tu chodzi, dobra?


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – Wyjdźcie to powiem.


  • Elarid

    Mógłby się z nią tak przekomarzać jeszcze dobrych kilka godzin, ale problem był taki, że to Malcolm i jego banda byli tutaj na straconej pozycji, z czego herszt doskonale zdawał sobie sprawę, ale nie chciał dać tego poznać po sobie i tamtym na zewnątrz. Jednak mus to mus, wolał wyjść i spróbować uratować skórę, niż zostać podziurawiony ołowiem razem z resztą, w środku ciężarówki.
    - Uwaga, wychodzimy! - krzyknął, aby nie było wątpliwości, i rzeczywiście wyszedł, z bronią gotową do strzału, choć nie celował z niej do nikogo, a przynajmniej na razie. - Chodźcie, chłopaki! - rzucił jeszcze przez ramię do pozostałych.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    Jeźdźcy obserwowali każdy wasz ruch i dalej mierzyli ze swoich pistoletów i karabinów.
    – No to teraz wasze gnaty na ziemię i na kolana. – powiedziała spokojnie i wyszła z rzędu. Teraz już wiesz, kto przemawia. Raczej. – I bez gwałtownych ruchów, bo wiadomo jak to się skończy, prawda?


  • Elarid

    - A jakieś “proszę”, “dziękuję” albo chociaż “pocałuj mnie w dupę”? - zapił Malcolm. - Przestań się ze mną droczyć, piękna, i daj nam pojechać w swoją stronę, a potem zabieraj swoich błyszczących chłopców i jedźcie we własną.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – No już, na kolana! – powiedziała podniesionym głosem. – Już!


  • Elarid

    - Mówił Ci ktoś, że wyglądasz uroczo, gdy się denerwujesz? - zapytał, starając się zbliżać do niej kilka centymetrów, bez żadnych widocznych czy gwałtownych ruchów, wciąż skracając dystans. Jakieś obszczymurki i pierwsza z brzegu siksa nie będą mówić mu, co ma robić, ale póki co chciał kupić czas sobie i reszcie, żeby móc odwrócić nieco układ sił.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    Przechyliła lekko głowę i się roześmiała.
    – Twój ojciec mi to mówił, kiedy się z nim pierdoliłam. – wycelowała z pistoletu wprost w Twoją twarz. – Na kolana.


  • Elarid

    - On to zawsze był pies na baby. - odparł i również się zaśmiał, schylając głowę i klękając. Ale w ostatniej chwili spróbował poderwać się i na nią rzucić, licząc na to, że zrobi to szybciej, niż ona zdąży wypalić z broni.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    Próba powalenia się powiodła, ale udało się jej wystrzelić z pistoletu, pewnie odruchowo, a Ty poczułeś ogromny ból w prawej łydce. Przynajmniej masz teraz nad nią przewagę, albowiem wypadł jej pistolet z dłoni, a Ty unieruchomiłeś jej ręce. Ale tylko nad nią, bo wszystkie lufy broni skupiły się na Tobie.
    – Puść ją! – wydarł się ktoś z tłumu, a następnie oddał strzał ostrzegawczy.


  • Elarid

    - Jeśli to zrobię, to mnie sprzątniesz, misiu. - odparł, nie był głupi, wczoraj też się nie urodził. Powoli wstał, podnosząc kobietę tak, aby osłaniała go swoim ciałem przed lufami tamtych, a później spróbował ją chwycić tak, aby jedną rękę unieruchomić jej obie za plecami, a drugą złapał ją za szyję. - Jeden ruch a skręcę Waszej dupie kark, jasne? Opuszczać gnaty, już!


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – Zauważ, że są jeszcze Twoi chłopcy i jeżeli mi się coś stanie to im też. Ugrzązłeś w bagnie, kochany. – odezwała się ta, którą unieruchomiłeś.


  • Elarid

    - Dlatego pozwolicie nam odjechać w spokoju, a jak będziemy odpowiednio daleko, co Cię wypuszczę i wszyscy będziemy zadowoleni. Nie sądzisz? A zanim zapytasz, czemu masz mi ufać: Nie masz, ale to najlepsza opcja, żeby nikt tu nie zginął. A ja nie mam ochoty mieć na głowie uzbrojonej bandy fagasów i jakiejś siksy, więc rozejdziemy się w pokoju. Brzmi jak plan, nie?


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    //Wybacz za spóźniony odpis na tej postaci.//

    – No to trochę sobie postoimy, bo przebiliśmy wam kilka opon w tym blachosmrodzie. A właściwie to ja przebiłam.


  • Elarid

    - Mamy zapasowe koła, moi ludzie je zmienią i wtedy odjedziemy. - odparł, a choć wciąż z nią rozmawiał, starał się też mieć na oku jej podwładnych oraz ją samą, był ciągle czujny, żeby nagle nie próbowała mu się wyrwać albo coś.


  • Terrible stench Soviet Dust Mistrz Gry

    – Możemy dalej grać na czas, a Ty będziesz krwawił. – sądząc po jej tonie głosu, rozbawił ją fakt, że Cię postrzeliła. – Weźmiecie mnie, moi ludzie wezmą jednego z was i potem się zobaczy.


  • Elarid

    - To za mało, żeby mnie zabić, piękna… Ale dobra, wymienimy się. Tylko najpierw niech moi ludzie naprawią pojazd. Zgoda?


Log in to reply