Pustynia Śmierci


  • Terrible stench Soviet Dust

    — Zawodnik zdechnie na ringu lub skończy z obitym ryjem, a łowca dostanie w dupę na zewnątrz. Chujowo to może wyglądać, ale i tak się tam przejdę i dowiem się więcej o tej robocie, dzięki za info.
    Dobra, teraz pora poszukać tej Jenny i dopytać się o robotę. Korytarzem do końca, a tam będzie kilku drabów, których nie powinien przegapić. Łatwizna, oby tylko nie pomylił tej Jenny i tych goryli z innymi białasami.


  • Metro 2035

    – No dobra, skoro tak mówisz. – Wzruszył ramionami i ustawił się na scenie. Po raz ostatni poprawił naciąg strun i zaczął grać. Zaczął od prostych kawałków, przechodząc do coraz trudniejszych chwytów.


  • Elarid Mistrz Gry

    Zohan:
    Wzruszył ramionami, jemu było pewnie wszystko jedno, ale życzył ci zdawkowego “powodzenia”. Barman poprowadził cię jak po sznurku, bez trudu odnalazłeś odpowiednie miejsce, a dokładniej metalowe drzwi pilnowane przez dwóch rosłych skurwieli. Jeden był niższy o głowę od swojego kompana, ale szerszy w barach, uzbrojony w strzelbę stojącą przy nodze, długi nóż za pasem, kastety i pistolet w kaburze przy pasie. Drugi dysponował parą rewolwerów i parą pistoletów oraz opartym o bark obrzynem i toporkiem przy pasie.
    - Do szefowej? - zapytał ten pierwszy. - Jeśli tak, broń zostawiasz tu. Całą.
    Radio:
    I grałeś, a po jakichś dwóch kwadransach, gdy na dobre wbiłeś się w rytm, do baru wszedł mężczyzna. To, że był wysoki, chudy, blady i z powodzeniem mógłby zagrać główną rolę w jakimś horrorze o wampirach, już samo w sobie przyciągało uwagę. Jednak fakt, że miał na sobie porządne pantofle, kapelusz i kompletny garnitur, do tego wszystko niemalże nowe i czyste. Bez słowa usiadł przy stoliku w rogu i zaczął palić papierosa, a ty od razu wiedziałeś, że to musi być ktoś od tego Włocha, nikt inny tutaj nie byłby tak dobrze ubrany.


  • Metro 2035

    Dice spojrzał w jego kierunku. On miał być jego szansą, tak? W takim razie zamierzał dopiąć wszystkiego, by jej nie zaprzepaścić. Dobra, kundlu. Zagramy sobie.

    Z tą myślą kołatającą się w głowie, chwycił gitarę ciaśniej i zaczął grać jeden z swoich ulubionych, choć najbardziej skomplikowanych kawałków.


  • Elarid Mistrz Gry

    Początkowo niemrawo, później coraz lepiej, pod sam koniec byłeś samym bogiem i szatanem gitary w jednym. Gość zdawał się jednak tego nie zauważać, mina jego szczurzej gęby była wciąż taka sama. Dopiero po chwili zrozumiałeś, że poszło ci tak dobrze, jak myślałeś, albo i lepiej, bo Hugh, choć próbował, nie był w stanie całkowicie ukryć podziwu, jaki wzbudziła w nim twoja gra, a zrzędliwy barman nie okazał jej do tej pory ani razu. Mężczyzna w garniturze skinął na niego, porozmawiali przez chwilę, a później Hugh podszedł do ciebie, poklepał po ramieniu i dał znać, że tamten wzywa cię do stolika.


  • Metro 2035

    Dice skinął szefowi głową i podszedł do garniaka. Niepewnie odsunął dłonią krzesło dla siebie, cały czas obserwując emocje faceta.


  • Elarid Mistrz Gry

    Dobrym pytaniem byłoby czy je w ogóle ma. Wyraz jego twarzy zupełnie się nie zmienił od chwili, gdy wszedł do baru, nawet podczas słów, które wypowiedział:
    - Niech pan pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się Giacomo De Rossi, reprezentuję tu interesy Arcado Venutiego, nieformalnego władcy Las Vegas. Zakładam, że nigdy pan tam nie był? Szkoda, szkoda… Miasto nie odzyskało jeszcze dawnej chwały, ale w porównaniu z ruinami tego, co zostało z Los Angeles, Waszyngtonu czy innych miast jest najbliższe temu, czym była niegdyś cywilizacja. Cywilizacja, aby się rozwijać, potrzebuje rozrywki. Może walki dzikich bestii i niewiele więcej okrzesanych gladiatorów są wystarczające tu, na pustkowiu, ale tam trzeba czegoś więcej. Ludzie pana Venutiego przemierzają Amerykę w poszukiwaniu artystów, mogących zapewnić coś więcej publice w Vegas. Ufam, że byłby pan jednym z nich.
    Na koniec swojego wywodu wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki pozłacaną papierośnicę, wyjął z niej papierosa, a z kieszeni zapalniczkę. Zapaliwszy, wydmuchał kłąb dymu i podsunął ci oba te przedmioty na stół.


  • Metro 2035

    Dice skinął głową i ochoczo wyciągnął jednego z nich, po czym zapalił i zaciągnął się dymem. Może i betonowa twarz Giacomo była z lekka straszna, ale trzeba było przyznać, że facet miał klasę.

    — Ja też ufam, że byłbym, bo to wszystko brzmi to bardzo dobrze, tylko… czy siedzi tutaj jakiś haczyk? — Mimo wszystko Włoch nie wzbudzał w nim zaufania.


  • Elarid Mistrz Gry

    - To zależy co rozumie pan przez haczyk. - odparł, wypuszczając kolejny kłąb dymu. - Dobre mieszkanie w okolicy oczyszczonej z bandytów, Zombie i innego świństwa? Ciepła, bieżąca woda, świeże jedzenie, czysta pościel? Kobiety do towarzystwa? Darmowe instrumenty i inne akcesoria? Godziwa zapłata? Ulgi w sklepach i kasynach? Jeśli tak, to haczyków jest mnóstwo. A poza tym jest jeden inny: być wiernym swojemu pracodawcy i nie bruździć jego interesom, ot co. To chyba niewielka cena za życie takie, jakie mieli ludzie przed apokalipsą, i to o wiele lepsze, niż większość zwykłych ludzi?


  • Metro 2035

    Dice się lekko zmieszał.
    — Nie ma o czym gadać, na pewno. — Pokiwał głową, stukając wskazując palcem o blat. — Kiedy miałbym wyjechać do Las Vegas?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Razem ze mną i moimi ludźmi, najlepiej jeszcze dziś. Opcjonalnie za kilka dni, gdy pan Venuti przyśle inny transport.


  • Metro 2035

    Młodzieniec spojrzał na Włocha, po czym przeniósł wzrok na Hugh’a. Czy będzie czuł się, zostawiając szefa tak szybko? Może. Czy gdyby został, żałowałby swojej decyzji? Cholernie mocno. Dlatego wybór był dla niego prosty. Żegnaj Gniazdo Tułacza, witaj Las Vegas!
    — Mogę jechać już dzisiaj. — Odpowiedział.


  • Elarid Mistrz Gry

    Pokiwał głową i schował na miejsce papierośnicę i zapalniczkę.
    - Moi ludzie przyjdą tu za kilka godzin, bądź gotów do tego czasu. - odparł i wstał, na zakończenie rozmów wyciągając do ciebie bladą dłoń.


  • Metro 2035

    Uśmiechnął się niemrawo i uścisnął ją. Włoch wywoływał w nim pewną niezręczność.


  • Elarid Mistrz Gry

    Skinął ci głową na pożegnanie i opuścił lokal.
    - Karierowicz. - prychnął tylko pod nosem stary barman, pozamiatał resztki papierosów i wrócił do swojej roboty.


  • Metro 2035

    — Popatrz na to z mojej strony. — Dice poobracał papierosa między palcami. — Wiesze ile czasu spędziłem na tej pustyni, nie wiedząc kiedy coś zjem, wypiję albo dostanę kulkę w łeb? Za dużo. Przychodzę tutaj i jest dobrze, jedzenie, praca, gitara gra. A potem dowiaduję się, że dostanę po mordzie, bo nie rzuciłem w jakiegoś fagasa krzesłem. W Vegas będę mógł zacząć na nowo! Zero kaleczenia sobie palców na strunach, wokół ludzie myślący na podobnych falach, komfort. Wiesz, wydaje mi się, że to jest po prostu trochę życiowej sprawiedliwości. Los uśmiecha się do D-Kinga! — Zaśmiał się wesoło i zaciągnął papierosem.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie skomentował tego, ale chyba się cieszył. Nie byłeś tylko pewien czy twoim szczęściem, czy z tego, że w końcu będzie mieć cię z głowy.
    - Dobra, dobra, to idź się przygotować, gwiazdo estrady.


  • Metro 2035

    Skinął głową i udał się do swojego pokoju. Miał na tyle szczęścia, że nie zdążył się tutaj zadomowić, a tym bardziej obkupić. Miało niewiele manatków. Wszystko spakował tak, jak tu przybył.


  • Elarid Mistrz Gry

    Rzeczywiście, nie zajęło ci to wiele czasu, masz więc jeszcze możliwość czymś się zająć lub zwyczajnie odpocząć.
    //Jeśli nie masz ochoty nic robić, to po prostu napisz, że odpoczywał, i przeskoczymy trochę z akcją.//


  • Metro 2035

    Odpoczywał.

    // Jedziemy prosto do Kac Vegas, kotku. //


  • Elarid Mistrz Gry

    To, czym miałeś się udać do Vegas przypominało solidny wojskowy konwój, który stanowiły cztery Humvee, z czego jeden miał granatnik automatyczny, drugi wyrzutnię przeciwpancernych pocisków kierowanych, a dwa kolejne wielkokalibrowe karabiny maszynowe, a także dwa cywilne pojazdy, jednak wyposażone w karabiny maszynowe i dodatkowe opancerzenie, każdy przewożący osiemnastu najemników. Ty zaś podróżowałeś innym opancerzonym samochodem, choć bez żadnego uzbrojenia, który jechał w środku kolumny. Tak opancerzony pojazd byłby pewnie spartańsko urządzony, ale okazało się, że wnętrze jest czyste i wygodne, fotele wyposażone w ogrzewanie, klimatyzację i funkcję masażu, był też niewielki telewizor, choć odtwarzał tylko kilkanaście nagranych na płyty filmów, lodówka z przekąskami, winem i szampanem, popielniczka wraz z kompletem cygar i papierosów i inne luksusy, z których mogłeś korzystać, zasiadając wraz z Włochem na tylnej kanapie. Z przodu siedział najemnik, a za kółkiem szofer, z którego też był kawał draba. Nie minęło wiele czasu, aż konwój opuścił Gniazdo Tułacza, udając się do Las Vegas przez Pustynię Śmierci.
    //Nie planuję absolutnie nic po drodze, więc zmiana tematu. Zacznę, gdy będziesz na miejscu.//


  • Terrible stench Soviet Dust

    @Kubeł1001 napisał w Pustynia Śmierci:

    Zohan:
    Wzruszył ramionami, jemu było pewnie wszystko jedno, ale życzył ci zdawkowego “powodzenia”. Barman poprowadził cię jak po sznurku, bez trudu odnalazłeś odpowiednie miejsce, a dokładniej metalowe drzwi pilnowane przez dwóch rosłych skurwieli. Jeden był niższy o głowę od swojego kompana, ale szerszy w barach, uzbrojony w strzelbę stojącą przy nodze, długi nóż za pasem, kastety i pistolet w kaburze przy pasie. Drugi dysponował parą rewolwerów i parą pistoletów oraz opartym o bark obrzynem i toporkiem przy pasie.

    • Do szefowej? - zapytał ten pierwszy. - Jeśli tak, broń zostawiasz tu. Całą.

    — Ehe, do szefowej. — odparł i zza paska spodni wyjął glocka, nóż i chwilę temu zakupionego tomahawka. — Jeżeli coś z tego zginie, ktoś coś zajebie, to się wkurwię.


  • Elarid Mistrz Gry

    Tamten parsknął śmiechem, zdając sobie sprawę z tego, że zabiłby cię choćby i bez użycia broni i nawet by się przy tym nie spocił, a tak się mu przynajmniej wydawało. Tak czy siak, po zdaniu broni i dodatkowym przeszukaniu, gdybyś jednak chciał wnieść coś niepostrzeżenie, wszedłeś do środka. Tak jak mówił barman, było to biuro, choć nie tylko: poza szafkami na dokumenty i biurkiem z zeszytami, ołówkami, długopisami i maszyną do pisania stało tu też sporych rozmiarów łóżko, a dalej były kolejne drzwi, prowadzące zapewne do kuchni czy innej łazienki. Pokój był dobrze oświetlony i ozdobiony łbami czy skórami zwierząt i Mutantów, z czego niektóre widziałeś w życiu po raz pierwszy tu, wiszące na ścianie. Czerwona Jenny siedziała na łóżku i wstała, gdy tylko wszedłeś do środka. Jak wskazuje jej przydomek, miała długie do łopatek, intensywnie rude włosy. Nie wyglądała jak na kogoś, kto prowadzi tak brutalny biznes, spodziewałbyś się raczej kobiety, która bez trudu pokonałaby cię w siłowaniu się na rękę, ona zaś miała około metra siedemdziesiąt wzrostu, zgrabne ciało o talii osy, obfitym biuście, długich nogach i kształtnych pośladkach oraz nieumalowaną, choć niezwykle przyjemną dla oka, twarz z niebieskimi, sarnimi oczyma i pełnymi ustami. Wyglądała na jakieś dwadzieścia kilka lat, może trzydzieści. I śmiało mogłeś powiedzieć, że to najlepsza laska jaką w życiu spotkałeś, przynajmniej po apokalipsie, jakby wszystkie inne pierwsze padły ofiarą Zombie.
    - Nie znam cię. - rzuciła na przywitanie, krzyżując ręce na piersi. - Jestem Czerwona Jenny, ale możesz mówić mi po prostu Jenny. Kim jesteś i czego tu szukasz?


  • Terrible stench Soviet Dust

    — Joshua, ale większość mówi na mnie po prostu Josh. — przedstawił się. — Szukam roboty i tutaj mnie odesłali, tutaj do ciebie.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Arena potrzebuje krwi. Ja potrzebuję krwi. Widzowie potrzebują krwi. Więc potrzebujemy też ciebie. Nie mam zbyt szerokiej oferty pracy, właściwie tylko dwie: abyś walczył dla mnie na arenie lub zdobywał dla mnie bestie, które będą walczyć.


Log in to reply