Przewodnik po Imperium Republikańskim Vaastii pióra Erda Trianspringa


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary Mistrz Gry

    Wstęp

      Witam. Nazywam się Erd Trianspring i jestem znanym podróżnikiem. Zwiedziłem Nasze wspaniałe Imperium wzdłuż i wszerz, aby móc potem wszystko spisać w jednym przewodniku. Tak, właśnie w tym, który obecnie czytasz. Warto dodać, że w porównaniu do innych pisarzy nie zamierzam słodzić naszemu władcy i opiszę całą prawdę, bez ogródek i upiększaczy. A musicie wiedzieć, że świat wcale nie wygląda tak, jak nam, arystokracji, to opisują. To tyle, pora przejść do meritum!

    Spis Treści

      Aaa jednak nie, zagalopowałem się trochę, zapominając o innej ważnej rzeczy. Z jakiegoś powodu, prototypowe przerzucanie głowy czytelnika do wybranej strony nie działa najlepiej z tym stylem graficznym, jaki sobie wybrałem, więc pod spodem będą akceptowane przez to ustrojstwo nagłówki. Tak na wszelki dodaję, aby potem dziwów i niesprzyjających recenzji nie było. Starałem się też jakoś nie rozdrabniać, bo wiem jak Wy nie lubicie zbyt dużego kombinowania i podziałów…

    Rasy

      Jak większość z Was pewnie wie, w Imperium Vaastii nie żyją tylko i wyłącznie ludzie. Jest to fakt znany nie od dziś i mam nadzieję, że Was nie przeceniam początkowym stwierdzeniem. W tym dziale postaram się przedstawić wszystkie rasy rozumne, z jakimi się zetknąłem. Dodam też, że czasami pozwolę pisać moim znajomym informacje dostępne tylko dla wybranych, gdyż nie chcą aby inni, zwykli ludzie, mogli się o tym dowiedzieć. Mi to lotto, byleby przewodnik był pełny! No i będę miał informację, których inni, przeklęci pisarze nie będą posiadać! To, że nie dla każdego to szczegół, w reklamie się o tym nie wspomni i będzie dobrze

    Ludzie

    Ogólnie

      Ludzi chyba nie trzeba przedstawiać. Jedna z najludniejszych ras świata, posiadająca talent magiczny, a do tego wiele ważnych dla świata osób, jak chociażby wynalazcy. W Imperium jednak nie stanowią przeważającej większości, tym bardziej po połączeniu. Do tego porzucili talent do magii naturalnej na rzecz sztucznej. Potem się wyjaśni.

    Społeczeństwo

      Człowiek może być tak naprawdę kim chce A to, że ogranicza się to do najbogatszych, to nie mój problem. Jako chłop ciężko wzbić się na wyżyny, jednak występuje tu pewna zależność, bo ze szczytu łatwo spaść w dół, co wedle pospólstwa jest dość uczciwe. Spotkało to mojego drogiego przyjaciela, Zachariasza Drenga, ale nie o nim teraz. Ludzie też, niezależnie od miejsca zamieszkania, ściśle przestrzegają hierarchii i pozycji społecznych. Dziękuję. Już się bałem, że to tylko wymysł nas, Stolicowych.

    Wygląd

      Jaki człowiek jest, każdy widzi. Od blondynów, przez rudzielców po szatynów. Posiadamy najbardziej zróżnicowaną budowę ze wszystkich. Chociaż, jak ja ironię, czasami zdarzy nam się kogoś z kimś pomylić Przepraszam, Amando, ona naprawdę wyglądała jak Ty… No i miała tak samo wredny charakter

    Występowanie

      Zanim przyczepi się do mnie instytut “Animal x Human”, wyjaśnię. Mi też się nie podoba to określenie, ale trzeba przyznać, że jest dość trafne.
      Ludzie mogą żyć w większości klimatów. Od wschodnich pustyń gdzie prym wiodą czarni, aż po północne porty i archipelagi. Ba, nawet moja droga i niezwykle urodziwa przyjaciółka, Maria Angers, widziała ponoć żółtych ludzi! No ale nie występują oni u nas, więc nas to nie obchodzi. Skupmy się tylko na białej supremacji.

    Elfy

    Ogólnie

      To właśnie oni zajmują podium najludniejszej rasy. Jak wiadomo, elfy są długowieczne, ale do wieku 20 lat starzeją się jak ludzie. Potem zatrzymują się na tym wieku i dalszy proces starzenia pojawia się w okolicach 80 lat, aby potem znów jak u ludzi zestarzeć się i umrzeć w wieku 200 lat. Mało który elf dobił do tej liczby. I dobrze. Wyglądają wtedy, dosłownie, jak chodzący worek zmarszczek. Brrr, do dziś żałuję, że widziałem kogoś takiego. Chociaż bez tej wiedzy nie miałbym pełnego wglądu na Vaastii… Zwyczajnie doliczę dolara więcej za każdy egzemplarz jako rekompensatę. Te, to jest myśl!
      Jako jedyni potrafią w magię naturalną, czego nie chcą w żaden sposób porzucić. Podobnie jak i tradycji. Są całościowo niechętnie nastawieni na postęp i ze skrzywieniem patrzyli się na mój sprzęt. No, oczywiście są wyjątki, jak wszędzie w sumie…

    Społeczeństwo

      Zostało już o tym powiedziane trochę wyżej, jednak tu dopełnię. Elfy stanowią główny człon rasowy Imperium, czym się aż tak nie szczycą. Ich niechęć jest jednak w miarę umiarkowana. Nie napadają na pociągi, albo nie chcą wypowiedzieć otwarcie wojny, co już jest dobre. No, tylko bojkoty pod fabrykami buchającymi kłębami czarnego, duszącego dymu w ich wioski trochę uwiera, ale wystarczy jeden mech, aby ich przepędzić Do tego nie musi być sprawny.
      Nie jest też tak, że są zadowolone ze swojego losu, jak to podaje prasa. Większości przeszkadza arystokracja, która szczególnie sobie z nich drwi. Pociągi i wszelkie maszyny wyprowadzają ich z równowagi, głównie ten hałas Chociaż nie wiem o co im chodzi, toć to ciche jest…. Elfie miasta można najprościej porównać do średniowiecznych, zacofanych i brudnych. No, może bez ostatniego, tym się zajmują, żartobliwie nazwani, druidzi - elfy jedzące śmierci ze śmietników i resztki z restauracji. Mówią, że w ten sposób chcą ocalić ten glob przed upadkiem, poprzez duże nagromadzenie odpadów gdzieś w lasach, rzekach, czy innym, masowym śmietniku hołoty. Tak, dobre czytacie - jedzą śmieci, aby się nie zmarnowały i nie poszły do wyrzucenia. Na szczęście ta zaraza rośnie tylko wśród nich, więc my, ludzie, jesteśmy bezpieczni.
      Jednak te pijawki nie odrzucają całego dorobku technologii, o nie. Zdzierżą szpitale i pomoc medyczną. Do tego wśród nich, jak a ironię, jest wielu przodujących lekarzy. Nie jest to fair, patrząc na to że wybierają aspekty naszego świata, które im pasują, a które nie, ale nic na to nie poradzę. Do tego głoszą wszem i wobec, że są przeciw postępowi. Dla mnie to jawna hipokryzja… Nie pogardzą też golemem, jeśli jakiegoś dostaną.
      Istnieją też elfie rody, bo jednak ktoś musi tymi stricte elfimi wioskami rządzić. Nie są one tak bogate lub dostojne jak arystokracja Triijska, ale w tabeli najbogatszych figurują dość wysoko. Nikt nie wie czemu, ale jest to podejrzane i przypisuje się im konszachty z jakimiś nieczystymi siłami. Takie elfy są bardziej skore na przyjęcie nowości, ale też nie w nadmiernej ilości. Są również średnio szanowani przez swoich, ze względu na zbyt wysoki stopień zamożności i nie ukrywanie go.

    Wygląd

      Kolejna rzecz, niewymagająca rozpisania. Typowy elf to blondyn o delikatnych rysach, łagodnej cerze, długich uszach i jasnej karnacji. Tak wygląda niemal każdy elf. Ja nie wiem jak oni się rozróżniają… Jednak wśród nich mogą zdarzyć się wyjątki. Wiecie zapewne, jak wygląda człowiek albinos? Elfy tak określają czarnego elfa, z ciemnymi włosami. Wedle ich przesądów są to mroczne elfy, które kiedyś tam będą rządzić tym światem i opanują mroczną magię. Hah. Zabawne, prawda? Ten, kto to wymyślił naczytał się za dużo książek fantastycznych… Chociaż jeden, którego spotkałem był naprawdę mroczy, brrr. Może jest w tym ziarnko prawdy…?

    Wstępowanie

      Jak była mowa wcześniej, mają własne miasta, wsie i nieliczni nawet dworki. Uprzedzając pytania - nie, nie żyją w lasach. To tylko mit, który się szerzy, aby wyśmiać ich przywiązanie do minionej epoki. Są to w pełni zurbanizowane osoby. Mają miasta niemal wszędzie i stanowią główny trzon miasteczek Imperium, tych mieszanych. Żyją jednak w zgodzie z ludźmi, ale takie miejscowości wyglądają dość… dziwnie. Ot, hybryda większych włości z ich zacofanym stylem. Nie polecam.
      Poza tym, w większych miastach mają wytyczone getta, gdzie mogą poczuć się jak u siebie. Nie są też niczym ograniczani, tylko zmuszani mieszkać tam. Elf żyjący z człowiekiem poza gettem płaci tylko większy podatek, tyle. A, no i nie mogą ich opuszczać, chyba że ze specjalną przepustką. Dla mnie to jest dość w porządku układ, lecz tu znów, skarżą się na to i tu prasa znów kłamie w kwestii spokoju i braku zamieszek w takich miejscach. Nie pasuje im też wyraźny, wręcz krzyczący podział. Pragną równości. Nie zapominajmy jednak, że jednocześnie też narzekają na niuanse technologicznie. Chyba nigdy nie zrozumiem elfów…

    Gnomy

    Ogólnie

      Gnomy to dość specyficzne stworzenia. Niby często widziane w miastach w roli sług, ale posiadające korzenie gdzieś indziej, poza stolicą. Uczy się nas, że żyją w skrajnej biedzie i tylko te mądre ratują się przychodząc tu, gdzie mogą żyć w lepszych warunkach niż u siebie. Błąd. No, żyją w biedzie tylko jako górnicy, ale nie są to jakieś chatki na poziomie epoki kamienia, Zwykłe, małe, zacofane wioseczki. No bez przesady. Do tego zazwyczaj są tam w miarę szczęśliwi. Dopóki nie nawiedzi ich poborca Ale tak ma każdy
      Do tego, zauważyłem że wykształciły jakby pseudo magię… nie można nią tego nazwać, bo to tylko ruchy głazami, niczym innym, ale oni z dumą nazywają to magią skał. Imponujące…
      Żyją dość krótko, bo ledwo 60 lat. Porównując do ludzi, pełnoletność to u nich 30-stka, więc połowa życia. Do tego czasu są jeszcze traktowani jako dzieci, mimo zmian w wyglądzie. Sądzę, że granica jest taka a nie inna, bo zazwyczaj gnomy po 30 roku życia już nie marzą o ucieczce do miasta.

    Społeczeństwo

      Jak wiecie, gnomy dzielą się na te miejskie i wiejskie. Zacznę od tych pierwszych. Żyją w miastach jako sługusi, tani robole, albo, ze względu na swoje rozmiary, jako pupilki konduktorów i spece od lokomotyw. Nie mają łatwego życia i są często ofiarą żartów przez swe rozmiary, jednak mimo wzrostu, mają krzepę i to się liczy. Gnomi tragarz, ochroniarz, ogrodnik, nimi się to wszystko rozwiązuje. Oczywiście na niektórych polach ustępują golemom, jednak i tak są wszechstronni, jeżeli chodzi o użyteczność. W parze z tym nie idzie godziwa zapłata. Możni często tłumaczą to tym, że nie muszą wydawać aż tyle na jedzenie i inne rzeczy, bo w końcu są mniejsi to i mniej potrzebują. Poniekąd to prawda, bo nie potrzebują tyle aż ludzie, ale o suchym chlebie i wodzie to nawet najwytrwalszy nie pociągnie długo…
      Ci wiejscy zaś, prawdziwi, podobnie jak elfy, są tradycjonalistami nielubiącymi zmian. Żyją, pracują i giną masowo w kopalniach. Ot, typowy górniczy żywot, ale bardziej. Niechętnie patrzą na młodych, pełnych wigoru, krzepy i nadziei, migrujących do miast, ale co poradzić? Powstrzymywać nie będą, jeśli chcą sczeznąć jako nic nie warte sługi, proszę bardzo, ich wybór. Rodzice ich nie przyjmą.
      Właściwie, to jest dość duży problem tej rasy - wzajemna nienawiść miejskich do wiejskich. Jedni nie znoszą drugich za ucieczkę, a drudzy pierwszych bo tak trzeba i nie przyznają się, że żałują tej decyzji. A nawet jeśli, to wiedzą że nim im to nie da.

    Wygląd

      Na początek banał - gnomy są niskie. Maksymalnie dorastają do półtora metra, ale to wyjątki wyjątków. Typowy rozmiar to granica pomiędzy 100 a 120 cm. Mają zazwyczaj jasne lub ciemne włosy, ale rzadko kiedy są na jednym z krańców tej osi, to jest mają blond lub czarne, a nie ze środka. Głównie są rudzielcami lub szatynami. Krzepę, jak wspomniałem, mają niemałą. Mimo niewielkich rozmiarów, to gnom nawet bez ćwiczeń może unieść tyle co typowy ludzki kulturysta. Wytrzymali już nie są, co nawet mają większą wrażliwość i łatwiejszą łamliwość kości, ze względu na małe ciałka. Zdecydowaną większość u nich stanowią mięśnie. Miękkie, ale dalej.

    Występowanie

      Właściwie dodaję to, bo trzeba czymś zapełnić ten fajnie brzmiący punkt. Omówiłem to wyżej, więc tu przypomnę" żyją w wioskach przy kopalniach lub górach, albo w stolicy w ogrodach c’y tam domach arystokracji, czasami w mieszkaniach wynajmowanych przez ich panów. wielu też sypia na ulicach lub pod mostami.

    Niebiańscy

    Ogólnie

      Opis tej rasy warto zacząć od dawki historii, bo nie każdy może ich kojarzyć. Kiedyś, w dawnych ciemnych wiekach, mieli oni skrzydła i władali magią światła. Żyli wysoko na niebie, w królestwie niebiańskim, skąd pochodzili. Niestety, przez pewne incydenty których nie chcą zdradzić, utracili skrzydła, a ich podniebne miasta spadły na ziemię jako deszcze meteorów, do tego stracili magię światła. Niedobitki musiały żyć na ziemi wraz z ludźmi. Do czasu. Parę ładnych lat temu, dzięki eksperymentom z magią, stworzyli coś, co nazwali technomancją. Z jej pomocą unieśli jedno z miast, tworząc nową fortecę. Póki co jedyną. Tam znów żyją z dala od ludzi, rozwijając się w spokoju, jednak nie są już taką potęgą co kiedyś i zdecydowanie do tego nie dążą.
      To oni stworzyli sterowce i podzielili się z nimi ludźmi. Właściwie utrzymują z nami tylko kontakty handlowe i turystyczne, dzieląc się technologią za technologię. Nie da się ukryć, że są prekursorami technomancji i wszystko u nich jest tym zasilane. My co prawda też to mamy, ale w ograniczonym spektrum, chociaż to się ciągle zmienia!
      Dożywają do tysiąca lat. Są wiecznie młodzi. Wiek pełny osiągają w wieku 5 lat, a potem, wyglądając jak młody człowiek, żyją do 900 lat. Ostatnia setka to u nich zmiany w ciele, aby przez końcowe dziesięć lat wyglądać już jak staruch, co dawno powinien gryźć glebę.

    Społeczeństwo

      Dalej są do nas niezbyt przychylnie nastawieni. Można nawet rzec, że z grzeczności nie zerwali z nami kontaktów. Nie mają jakichś hierarchii. U nich każdy jest równy, poza Radą Siedmiorga, która sprawuje tam władzę. No, może nie do końca nie są równi… Wybiera się ich co siedem lat. Każdy może się zgłosić i całe społeczeństwo głosuje na siedem osób. Ci z najwyższym wynikiem stają się nową Radą. Zazwyczaj Rada wybiera jakieś funkcje. Ot, przykłady. Członek Rozwoju, Członek Wojny i tak dalej. To mówi wszystkim innym, w co chce iść ogólnie Rada i do kogo się zgłosić w sprawie danej dziedziny. Mieszkańcy mogą nanieść poprawki i skargi, jeśli uznają jedną dziedzinę Członka za bezużyteczną. Wtedy odbywa się debata od której zależą losy funkcji i sprawującego ją członka Rady. Właściwie, wtedy wiele zależy od przebiegu debaty, bo może się to różnie skończyć.
      Paru Niebiańskich zdecydowało się ponownie zejść na ziemię, aby pomagać nam w rozwoju. Lądują też statki turystyczne i vice versa Swoją drogą, polecam linie lotnicze “Fly&Lay”. Bardzo miła i przyjemna obsługa, a do tego tania. Trasy mają też krajobrazowe, więc nie jest się skazanym na podziwianie zniszczonych technologią lasów.
      Niestety, jest też i zła strona. Wielu z nich zostaje podniebnymi piratami, plądrującymi i napadającymi na statki lub bombardującymi z nieba miasta. Jest to problem i nasz i ich. Nasz, bo my cierpimy, ich bo cierpi ich reputacja. Obecnie jest powoływany szwadron Policji Niebios do zwalczania tych szkodników.

    Wygląd

      Mają najczęściej szarą skórę i jednokolorowe oczy, bez podziału na białka, źrenice czy tęczówki. Nie mają już żadnych skrzydeł. Są wysocy i chudzi, ale też przy tym szybcy i zwinni Nie podlegają jakoś prawu grawitacji, co daje im możliwość wyższych skoków lub szerszych uników. Nie mogą tego kontrolować, więc muszą być przy tym ostrożni. Efekt ten nie występuje w ich mieście, co tylko na naszej ziemi. Wracając na chwilę do skóry. Poza szarym kolorem, zdarzają się odcienie jasne lub ciemne, ale nie jak u ludzi. Typowe kolory sięgają od bieli do czerni, czystych, bez brązu i kremowego. Weźcie jakąkolwiek paletę od malarza ze wszystkimi odcieniami czerni i bieli - ta-dam! macie na widoku wszystkie cery Niebiańskich!

    Występowanie

      Wiadomo, że w swojej fortecy lub w Stolicy. Nic ponadto. No, czasami jakaś wieś, ale to wyjątki wyjątków. Ew. przystanki dla statków jako obsługa.

    Golemy

    Ogólnie

      Jak doskonale wiecie, golemy powstały dzięki technomancji. Są zasilane z pomocą magicznych kryształów i się wyłączają, kiedy zostaną zużyte. Nie wiem jak opracowuje się kryształy, a żaden technomant nie chciał mi tego zdradzić. Nawet piękna Elizabeth Reac. Żałuję mocno, bo niestety mój przewodnik będzie uboższy o jakąś dawkę wiedzy, ale rekompensują to inne informacje, jakie dostałem.
      Warto też zaznaczyć jeden istotny szczegół, o którym pewnie większość co bogatszych zapomniała. Golemy mają samoświadomość. No, mogą mieć. Jest tego parę odmian. Od taką typowych ludzi, do maszyn mających zaprogramowane tylko parę poleceń. Z czego jak wiadomo, im mądrzejszy tym trudniej je zrobić, więc są i droższe. A takie z magią to w ogóle rarytas dostępny głównie dla armii ze zniżką.

    Społeczeństwo

      Jak wiadomo, istnieją wolno żyjące golemy zwolnione ze służby. Pracują jak pobratymcy, ale za opłatą. Nikt nie postawi się komuś takiemu, więc na wszelki wypadek dostają nawet więcej niż ludzie, albo niż zasługują. To chyba jedyna tak szanowana rasa w naszym Imperium.
      Do tego wraz z inteligencją dochodzi też kwestia miłości. Zdarzały się jakieś związki z ludźmi, ale… tylko w komediach lub tanich romansidłach. Jednak nie wykluczone, że istnieją i u nas, ale zwyczajnie się kryją z przestrachu, co na to społeczeństwo. I się im nie dziwię. Sam w pierwszej kolejności porównałbym ich do Izdora i Eufebii, albo Triana i Diany.
      Jednak gdzie one pracują? Zazwyczaj jako osiłki na bramkach w jakichś klubach, albo pracownicy budowy, dźwigający ciężkie, baaaardzo ciężkie przedmioty. Są też często ochroną co bogatszych, tudzież tragarzami do wynajęcia. Ostatnio coraz więcej się ich widzi na budowach zamiast ludzi. Nie dziwota, tani w utrzymaniu. Kupisz raz i starczy Ci na wiele lat. Tylko kryształy kupować co miesiąc i tyle, ale to niewielki wydatek, porównując do zysków. Ludzie przez to się pieklą, a bezrobocie rośnie, podobnie jak i zatrudnienie w fabrykach…

    Wygląd

      I oto nasza pierwsza rasa, która nie ma aż tak bardzo sprecyzowanego wyglądu! Golemy są różne, zależne odo widzimisię twórcy chociaż realnie od zamawiającego, bo potrzebuje na przykład siłacza, a nie jakiejś żywej, abstrakcyjnej rzeźby. Materiały też są różne. Od drewnianych, po stalowe, skończywszy na kryształowych. Mogą wyglądać jak ludzie, karykatury, konie lub podobne dziwa. Nie da się więcej napisać, bo nie będę chyba wymieniać wszystkich możliwych kombinacji, prawda?

    Występowanie

      Łatwo się domyślić, że tylko w Trii. W bogatszych dzielnicach. Nigdy nie widziałem żadnego poza. No, chyba że załadowanego na wóz, albo w wojsku

    Homunkulusy

      Tu nie będzie zwykłego opisu, jak to było w poprzednich. Jest to bowiem część przeznaczona dla wybranych. Ale spokojnie, zapewnił mnie, że i my niebawem poznamy tę rasę, więc nie ma tego złego. Co prawda sam nie wiem co ona potrafi, ale pewnie będzie fajna!

      Pisarz zapewnił mnie, że ta książka dotrze do każdego zakątku państwa, więc pomyślałem, że to dobry sposób na podzielenie się z Wami moim odkryciem. Przepraszam też za moją nierozwagę. Rzadko kiedy zdarzają się osoby na tyle ciekawskie i głupie, że wchodzą do czyjejś pracowni jak do siebie…
      Ale do rzeczy. Opracowałem rasę sztucznych ludzi. Są oni szybsi, wytrzymalsi, zwinniejsi i ogólnie lepsi od nas. Do tego potrafią władać magią, którą opiszę później, bo tak trzeba. Inaczej też nie pozwoliłby mi tego pisać. Skąd on wie jeszcze o magii? To długa historia, którą wolę zostawić dla siebie…
      Ale na szczęście moja dzieci są posłuszne swoim panom i można ograniczyć ich wolę jak się chce. Od bezmyślnych goryli, do taktyków. Planuję zrobić dwa warianty. Jedni będą zupełnie jak ludzie i zostaną naszymi szpiegami w terenie. Drudzy będą zaś głupsi, ale też i lepsi od pierwszego typu, na wszelki jakby się zbuntowali. Właściwie to też przemyślałem. Udało mi się pozyskać pomiarowce wojska i je mocno przerobiłem. Z ich pomocą będziemy mogli śledzić ruchy naszych nowych ludzi.
      Ich dużą wadą jest to, jak mocno się wyróżniają z tłumu. Są bladzi, mają taki sam kolor włosów i czerwone oczy. Nie wiem jak można modyfikować ich wygląd w zarodku, ale już po stworzeniu, z pomocą specjalnych specyfików, można zmienić ich aparycję na maksymalnie miesiąc, na jaką się chce, w tym też na gnoma. Zalecam jednak stosować je dla specjalnych agentów. Są drogie w produkcji i ciężkie do stworzenia samemu. Obecnie mam materiały na jednego takiego. Poniżej przesyłam wszystkie informacje o ich tworzeniu. Niech żyje Wolność Słowa.
    Niżej znajduje się długi tekst, napisany w dziwnym, nieznanym języku. Da się jednak wychwycić z niego parę słów. Chociażby to, że homunkulusy trzeba z początku trzymać w probówkach, a potem w specjalnych dużych słojach

    Magia

      Ah, mój ulubiony dział, niezbadany tak dokładnie przez nas. Magia jest obecna wszędzie, nauczyć się jej może każdy i specyfika jej działania nie jest znana. Przyjmuje się, że jest i tyle. Do tego użytkownik magii nigdy się nie męczy. Może czarować ile chce. Z tego też względu większość zabójczych i destrukcyjnych zaklęć została zakazana i zapomniana. Magię dzielmy na dwa rodzaje, ze względu na pochodzenie. Naturalna i Sztuczna.
      W skład Naturalnej wchodzą magie Ognia, Ziemi, Wody oraz Powietrza. Nauczyć jej się mogą elfy, ponieważ nigdy jej nie odrzucili. Magia Naturalna jest jej pierwotnym rodzajem, która była dostępna też dla ludzi, jednak odrzucili ją dla Sztucznej. Znaczy to też, przykładowo że ogień powstały przez człowieka (chociażby w miotaczach) nie będzie możliwy do kontroli przez maga ognia, ale naturalny lub taki który sam zrobi, już tak.
      Jednak, jeżeli człowiek nie pobrudzi swych rąk magią sztuczną, ma szansę na nauki naturalnej. Kłóci się to trochę z tym co napisałem powyżej, ale tam określiłem to ogólnie, a tu wdaję się w mniej znane szczegóły. Co prawda głównie u elfów oraz przez ludzi nie będzie jakoś lepiej postrzegany (a już na pewno przez magów), tak jest to możliwe, ale i czasochłonne. Przez to, że gatunek ludzki głównie używa Sztucznej, ludzie mają do niej naturalne predyspozycje. W Naturalnej mogą dorównać elfowi, ale zajmie im to więcej czasu. Nie wyklucza się też istnienia utalentowanych w tym ludzi, trzeba jednak pamiętać że szansa na pojawienie się takiego jest dośc mała.
      Zaś Sztuczną tworzą magia: Żelaza, Stali, Pary oraz Prochu. Magia Sztuczna została wybrana przez ludzi miast naturalnej. Sztuczna znaczy to tyle, co tkanie wytworów człowieka. Znaczy to, że taki mag stali żelaza nie może czarować rud tego minerału, ale jego wytwory owszem.
      Elf, który nie przyjął Naturalnej, również może nauczyć się Sztucznej. Wiąże się to ze zdradą swojej rasy i zmuszeniem zamieszkania z ludźmi, ale i tak są tacy, co to zrobią. Elfy mają wrodzoną predyspozycję do Naturalnej, więc nauka Sztucznej zajmie im więcej czasu i będzie ich dużo kosztować, bo jednak magowie chcą mieć wynagrodzoną stratę w reputacji za te nauki.
      zacznijmy dzielenie magii od naturalnej.

    Magia Naturalna

    Magia Ognia

      Często mówi się, że to pierwotna moc. Nie dziwota. W końcu jest niekontrolowanym żywiołem i niszczycielskim dla człowieka po dziś dzień. Mag Ognia jest zdolny władać nad wszystkimi jego źródłami. Zapalać je, zgaszać, podżegać i tym podobne. Może też kontrolować na przykład pożary, aby móc je nakierować jak chce, tudzież zgasić, jeżeli akurat ma dobre serduszko.
      Jednak jest też w stanie samoistnie tworzyć ogień. Tu sprawa ma się lepiej, bo jak jako tako właściwości naturalnego zmienić nie może, tak tu jest spora dowolność. Od barwy, przez wielkość aż po dodatkowe efekty, jeżeli jest wprawny. Z tego powodu na samym początku uczy się wpierw władania nad naturą - aby był w stanie poznać ten żywioł lepiej, zrozumieć jego działanie. Bez tego ognie stworzone przez nich samych dość często są chaotyczne, zbliżone do pierwotnego.
      Przy pierwszym samoistnym stworzeniu płomienia, ten zostanie z nim na zawsze. Jak zrobiłeś błękitny, zamrażający duży strumień, to jest twój ogień. Co prawda potem mogą je zmieniać i nie są skazani tylko na jeden rodzaj, jednak wymaga to lat nauki, a później też i skupienia. Do tego warto zaznaczyć, że nie mogą zamieniać niezrobionego przez nich ognia na swój - on zostaje taki jaki był, nawet jeśli będą go kontrolować.

    Magia Wody

      Woda to z pozoru nieokiełznany żywioł. Człowiek poskromił go niedawno, tworząc specjalne tamy i systemy przeciwpowodziowe. Nie jest już tak straszna, straciła na autorytecie i dzikości. To nie ogień, przy którego nauce trzeba znać moc żywiołu. U Wody jest to niepotrzebne. Chociaż już dla zasady z początku uczy się korzystania z żywiołu w naturze. Mogą ją pobierać ze wszystkich naturalnych zbiorników. Te jednak zanikają ze względu na kwaśne deszcze, które nie służą magii wody. Pojawiają się teorie, że kwaśne deszcze noszą ze sobą technologię, więc dlatego magowie natury nie mogą jej używać. Co prawda jest to uproszczone, ale każdemu to starczy i nikt już nie chce tego tematu poruszać.
      Magowie Wody są też w stanie samodzielnie tworzyć wodę. Nie jest to tak banalne jak w wypadku Ognia, ale też się da. Wszelka pobrana woda ze źródeł niewidocznych (w wilgotnym powietrzu, z roślin, etc) jest wodą maga, ale musi być na neutralnym gruncie. Potem wyjaśnię. Pobrane płyny zmieniają barwę i też właściwości, ale całość jest ograniczona przez pewien przedział. Może to być bardziej lód, wrzątek, czasami i lawa oraz kwas. Każde z tego ma inny kolor i, jak można się domyślać, właściwości.
      Też objawia się przy pierwszym pobraniu, jednak nie zawsze przy pobieraniu można na nią trafić. Własna woda maga pojawi się zawsze z neutralnych źródeł, jak wspomniałem wcześniej. Jeśli pobierze wodę z bagna, to może być ona trującym kwasem, a jeśli z drzewa przy wulkanie, trafi się lawa. Z lodowca lód, z kaktusa wrzątek i tak dalej. Ogólnie, sama woda zależy od tego, gdzie naturalnie występuje roślina z której się pobiera, albo z terenu wokół którego się jest. Tak, znaczy to że elf hodujący kaktusa może poparzyć kogoś wrzątkiem. Rzecz jasna już woda z jeziora, powietrza w mieście, etc. będzie wodą maga. Tak gwoli przypomnienia dla jasności.

    Magia Ziemi

      Ziemia to ciekawy przypadek. Jest na tyle rozbudowana, że ciężko znaleźć jej pierwotny aspekt oraz stwierdzić czy ludzie ją opanowali. Ogólnie się przyjęło, że samo budowanie kopalni i uprawa roślin się pod to zalicza, czyli obecnie jest to najbezpieczniejszy i najbardziej uczłowieczony żywioł.
      Jednak tutaj jego specyfikacje się nie kończą. Nie da się bowiem stworzyć własnej ziemi. Z tego powodu nauka władania na żywiołem w naturze jest też końcową nauką, nie ma nic własnego. Rekompensuje to pewna cecha, jakiej brak innym żywiołom - zabawa strukturą. Nie da się wodą, ogniem lub powietrzem ustalić, czy tkająca rzecz ma być twarda, miękka, gąbczasta lub jakaś inna. Mag ziemi może nawet z błota zrobić twardą ścianę, a skałę zamienić w coś z rodzaju cieczy. Co niektórzy nazywają to transmutacją, ale wiadomym jest że wymarła ona już dawno. Może jednak są to jej resztki?
      Warto też dodać, że ten żywioł jako jedyny, do niedawna, sprawdzał się w roli urbanizacji. Wprawny mag ziemi może nawet, z trudem, tkać drewno i manipulować nim. Z tego też powodu zawód tkaczy drewna był kiedyś bardzo opłacalny i drogi. Dziś jest on na wymarciu, a osoby znające tę sztukę nie określa się już magami ziemi, co drewna. Ponoć nie mając co robić, rozwinęli ją na zupełnie inny poziom. Służą oni elfom, budując dla nich nowe miasta i naprawiając zniszczenia za darmo. Oczywiście cieszą się sporym szacunkiem wieśniaków i zawsze, jak się taki znajdzie, jest to sensacja na łamy światowych gazet. Oczywiście według nich.

    Magia Powietrza

      Kolejny nieokiełznany żywioł. Co prawda jest dosłownie wszędzie, ale mowa tu o jego bardziej ekstremalnych formach. Wichury, tornada, trąby powietrzne… to wszystko nadaje gorszy wymiar, niż ogniowi. Jest jednak jednocześnie kontrolowany i to lepiej niż inne. Da się w jego wypadku ustawić wszystko, aby było pod kontrolą.
      Nauka dzikiej natury powietrza to dziecinna igraszka, dlatego opanowanie jego naturalnego aspektu jest takie szybkie. Do tego każdy wytworzony podmuch to tak naprawdę dzikie powietrze wprawione w ruch. Czym więc ta magia różni się od innych? Tutaj jest zupełnie inaczej w wypadku swojego żywioły, bo owszem, da się wytworzyć powietrze, ale w innej formie… Rozchodzi się tu o broń z powietrza. Jak się można domyślać, każdy ma swoją, ale i tak dość często się powtarzają, jednak dość wprawny mag może mieć pod sobą aż trzy różne formy broni. Spektrum ogranicza się do tej średniowiecznej, więc takiego kordelasa lub karabinu nie da się zrobić.
      Ważny jest też wpływ otoczenia. Broń robi się tylko z pobliskiego powietrza. Więc jeśli będzie ono zwykłe, nie będzie widoczne dla wroga, z dymu będzie widoczne jak na tacy, ale może dusić, z chmury gazu truć i tak dalej. Oczywiście oręż jest ostry jak cholera i twardy. Należy pamiętać, że dym z maszyny lub gaz bojowy się nie liczą, co niejednokrotnie przeszkadzało czarodziejom…

    Magia Sztuczna

    Magia Żelaza i Stali

      Zapewne czytając ten przewodnik pomyślałeś “Czym, u licha, może się różnić magia żelaza i stali? Na kaj się tak rozdrabniać? Toć to prawie to samo…”. No, dobrze pomyślałeś - to niemal to samo, dlatego są pod jednym tematem. Różnica polega na tym, że jedna jest dostępna tylko dla arystokracji, a druga dla reszty chłopstwa. Jeżeli jako członek innej grupy niż arystokracja zostaniesz przyłapany na tkaniu stali, pójdziesz siedzieć.
      Obie magie, jak można się domyślić, pozwalają na zabawę metalami. Żelaza ogranicza się jedynie do tytułowego metalu, zaś w wypadku stali jest to dowolny metal. Czemu nie nazwano tego magią metalów? Aby podkreślić wyższość nad słabszym braciszkiem. Wszak stal jest droższa od żelaza.
      Obie magie pozwalają dowolnie naginać wspomniane metale. Mona z nimi robić c się chce - zmieniać w broń, tarczę, płyn. Ba, nawet z niewielkiej kulki takiego brązu, wprawiony mag stali zrobi małego konika, ze wszystkimi szczegółami.

    Magia Pary

      Tutaj już różnic klasowych nie ma. Warto zaś dodać, że jest ona uczona głównie konduktorów, ale nie broni się jej uczyć innym. Chociaż nauka jest droga i swoje zastosowanie ma przede wszystkim przy parowych maszyneriach, więc niezbyt warto poświęcać na nią czas, jeżeli nie jesteś jakimś pracownikiem.
      Magia pozwala na dowolne manipulowanie parą koło siebie. Czy to jest w postaci gazu, czy za rurą. Rób z nią co chcesz: podnoś ciśnienie, uspokajaj, zmieniaj kierunek. Ba, nawet możesz decydować czy ma być gorąca czy zimna. Można też ją skroplić, ale efektu nie da się już odwrócić.
      Ze względu na możliwość łatwego sabotażu, wszelkie sztuczki zdolne zniszczyć maszynerię zostały zakazane i z reguły się ich nie uczy. Jak jakieś ustrojstwo zostanie zniszczone, w pierwszej kolejności obarcza się za nie pobliskich magów pary. Pech, ale to koszt nauki tej magii - nieufność wobec speców od technologii, kiedy coś nie pójdzie po ich myśli.

    Magia Prochu

      Dość ciekawa dziedzina magii, wyróżniająca się na tle reszty chociażby swoimi ograniczonymi zdolnościami kontroli. Owszem, kontroluje proch strzelniczy, ale nie może z nim robić co chce, czyli taka przykładowa zamiana w maczugę w ogóle nie wchodzi w grę. Mimo to, można pobawić się poziomem mocy. W skrócie: nawet jak masz małą garstkę, po odpowiednim opanowaniu magii, może ona mieć siłę rażenia równej całej beczce. Nie można jednak zwiększać w nieskończoność i każda ilość ma swój limit. Nie tyczy się to zmniejszania mocy wybuchu, czyli w tym wypadku można sprawić, że cała beczka nawet się nie zapali, jakby zamókł. Wracając zaś do mocy kontroli. Nie można zrobić tej maczugi, ale kontrolować dalej się da. Musi być jednak w formie sypkiej, nawet mocno ściśniętej. Zalecana opcja kontroli to ta zbliżona do magii wody. Z co ciekawszych, dodatkowych bajerów, dochodzi kontrolowanie na zasięg. Znaczy to tyle, że nie musisz widzieć prochu, jakim chcesz manipulować, wystarczy że się łapie w zasięg. Dlatego też dość popularnym jest wysadzanie broni oponentów. Jeden taki mag jest w stanie wykluczyć tak z walki jedną brygadę strzelecką. Nie można też zapomnieć o możliwości zapalenia i wysadzenia go w swoim zasięgu. No chyba, że się do tego nie nadaje, chociażby przez całkowite zmniejszenie jego mocy…
      Do wad zalicza się brak walki w zwarciu. Prawda, da się rzucić prochem w nacierającego, drącego się wojaka i go nawet wysadzić, ale do poważniejszych eksplozji trzeba skupienia i pewnego czasu, a na polu walki adrenalina robi swoje i ostatecznie eksplozja nie zawsze jest tak destrukcyjna, jak chce mag. Z wiadomych przyczyn forma sypka wyklucza obronę i atak. Do tego, taki mag jest całkowicie bezbronny wobec wojaka bez broni palnej. Oczywiście, każdy mag nosi ze sobą trochę prochu, ale jak się skończy, to mogiła, a ta magia jest dość zasobożerna, nie to co taka Stal, która się nie zużywa podczas walki.
      Magia ta, mimo że brzmi fajnie, ma pewne ograniczone spektrum. Jest to stricte magia wojskowa i stworzona głównie pod to. Można się jej jednak uczyć w szkołach, a na kierunku wojskowym jest nawet wymaganym przedmiotem, ale tak samych z siebie takich magów nie jest jakoś wiele. Z tą magią Imperium wiąże swoją przyszłość, a za parę lat być może pojawi się pierwszy, pełnoprawny oddział magów. Obecnie są to pojedyncze jednostki, których zdolności bojowe dalej się testuje na polach treningowych i w warunkach bojowych.

    Reszta Magii

      Tu umieszczę wszelkie inne rodzaje magii, które nie mają przypisania. Będzie to ta domniemana magia gnomów oraz ta mojego tajemniczego przyjaciela.

    Magia Skał

      Niezbyt imponujący rodzaj czarowania. Ciężko go nawet nazwać magią, ale dobrze, skoro gnomy chcą, to dostaną. Polega ona na ruszaniu skałami. Tylko nimi, bez błota, ziemi czy czegoś innego. Zwykłe kopalniane skały. Bardzo przydatna do drążenia tuneli i przenoszenia kamienia budulcowego. Nic ponadto.

    Magia Krwi
      Oto co też odkryłem przy okazji stworzenia homukulusów. Potrafią oni tę właśnie magię. Polega ona na dowolnej manipulacji krwią. Czy to jej wyssanie przez skórę, czy nawet władanie ofiarą, aż przez zatrzymanie akcji serca. Mogą też tamować krwotoki lub zwiększać jej ciśnienie. Jest to według mnie najbardziej wszechstronny żywioł. Samą krwią poza organizmem włada się jak wodą, jednak, jak będą chcieli aby zaschła, robi się z tego niezwykle twardy materiał, a używanie przypomina wtedy magię ziemi. Z tego też względu posiadają bronie właśnie z niej. Zawsze można też kogoś pozbawić czucia odcinając dopływ tego płynu do dowolnego fragmentu ciała. Doprawdy, bardzo potężne, a ograniczeniem jest tylko wyobraźnia tych stworzeń. Oczywiście dałem gorylom możliwość władania osoczem tych homunkulusów w terenie. Mam też specjalne szczepionki. Krwi z tym czymś w sobie nie są w stanie kontrolować. Posłałem już do Was po jednym takim homunkulusie wraz ze szczepionką.
      Liczę, że zrobicie z tego użytek. Ja już kończę, muszę się w końcu przygotować.
    Niech żyje Wolność Słowa, K.

    Technomancja

      Ni to magia, ni to technologia, więc będzie mieć tu swój osobny dział. Mówienie o tym nowym dziwie warto zacząć od początków tego, czyli od Niebiańskich. Odkryli jakieś 50 lat temu specjalny rodzaj magii, pozwalający wpływać na rzeczy martwe, a do tego nie jest on przypisany do żadnego z wcześniejszych kierunków. Doskonalili swe dziecię przez jakieś dziesięć lat, nim nie osiągnęli w nim mistrzostwa. Wtedy postanowili ją wykorzystać do ponownego wzbicia się na wyżyny. Od tego czasu dali ją też ludziom z Imperium, w zamian za trzymanie ich u siebie przez ten cały czas.
      Technomacja posiada dwa nurty, które oczywiście mogą koegzystować z sobą, ale różnice między nimi są zbyt widoczne, aby jakoś tego nie oddzielić. A jest to tak zwana manipulacja konstruktami i magiczne kryształy.
      Manipulacja to coś na pozór magii żelaza i stali. Tu też można dowolnie manipulować i zmieniać kształty obiektów. Ważne jednak, że tyczy się to jedynie przetworzonych rzeczy - metale, śruby, drewno, wykładzina, ubiór i tym podobne. Mag może z nimi robić co chce i kształtować bez ograniczeń. W wypadku ludzi ogranicza się to do małych rzeczy, więc technomag maszyny z tego nie złoży, co innego przygotowanie elementów i potem skręcenie, ale zawsze jest to dłuższe od złożenia od podstaw.
      “Ale zaraz, gdzie tu trudność? Na cholerę musi to robić wyspecjalizowana osoba? Toć takie samo ustrojstwo poskłada mój syn po roku studiów Stali”. Mylisz się, mój drogi. Tu trzeba też znać się na tym. Bez dokładnych śrub, kołowrotków i odpowiedniego umiejscowienia całość pójdzie kaput. Technomadzy się tego uczą i mają wliczone w studia, a twój syneczek będzie musiał sobie poradzić z tym na własną rękę.
      Druga kwestia, to wspomniane kryształy. To nic innego, jak magia w najczystszej postaci, przelana przez technomaga w tę formę. Znane są trzy typy:

    • Kryształ Mocy - Są to najpopularniejsze rodzaje i jednocześnie najprostsze do zrobienia. Niebiańscy określają to mianem baterii i nie ma się co im dziwić. Potrafią zasilić wybrane rzeczy, z odpowiednio przygotowanym wnętrzem. Wtedy się wkłada jeden kryształ i… działa! Samo z siebie! Z tą różnicą, że nie są one na zawsze. Niebiańascy potrafią zrobić takie maksymalnie do roku działania, a ludzie do miesiąca. Trzeba je wtedy wymienić. Nie muszę dodawać, że bez nich wszelkie golemy są martwe? O! No tak! Do tego intensywnie świecą na niebieski kolor. Im ciemniejsze, tym mniej mocy w nich jeszcze zostało.
    • Kryształ Magii - Nazwa to na pierwszy rzut oka masło maślane i niepotrzebne podkreślanie właściwości, ale… na lepszą nikt nie wpadł. Są jakieś autorskie, ale je lepiej dla dobra Waszych oczu pominę. Kryształy Magii to dość ciekawy przypadek. Są bardziej zaawansowane od poprzednich, ale przy tym bardziej pożądane. Pozwalają one trzymającemu je władać magią! Ale jest haczyk! Tylko i wyłącznie magią wlewającego moc (poza technomancją). Oznacza to, że technomag znający też magię pary, stworzy kryształ tylko z nią. Jest jednak specjalna maszyna powalająca przelewać magię innych osób. Często płaci się za tym elfom, które nie mają nic przeciwko, a chcą zarobić. Kryształy te działają tez w sprzęcie, po odpowiednim zainstalowaniu ze wszystkimi przewodami. Z tego powodu często golemy mają i kryształy mocy i magii. Nie wiadomo jak to jest z Niebiaśnikimi. Ich w żaden sposób nie interesują inne rodzaje magii. Kolor kryształu zależy od magii. Czerwony to ogień, żółty powietrze i tak dalej. Więcej rodzajów, to i większy miks.
    • Kryształ Wykrywania - Najmłodszy rodzaj, opanowany póki co jedynie przez parę osób. Pozwalają one na wykrywanie jaką kto włada magią. Obecnie montuje się w je specjalnych skanerach. Kryształy są przezroczyste. Jak ktoś je weźmie lub zostanie przeskanowany, to zmienią kolor na odpowiadający rodzajowi magii (kolory jak wyżej, czyli czerwony ogień i tak dalej), ale jak ktoś nie zna żadnej, zwyczajnie nic się nie zmieni. Są to pierwsze w pełni odkryte przez ludzi Kryształy, z czego też tylko oni z nich korzystają.
        Tak jeszcze dodam, że rodzajów jest więcej, ale są rzadsze i może też droższe. Nie brakuje też specjalnie robionych podróbek.

    Hierarchia

    Hierarchia

      Pozycja to rzecz święta w Imperium i każdy przyzna rację. Nie znaczy to, że nie można skakać między klasami. Są one dość elastyczne i głównymi miarami są majątek i rasa. Czyli z arystokraty można stać się biedakiem i na odwrót. Chyba jednak nie trzeba tłumaczyć, ze taki gnom może jedynie pomarzyć o przejęciu fabryki, racja? Na początek przedstawię jednak tabelę obrazującą różnicę w hierarchii między Stolicą a resztą, przy czym pozycje tam pokazane będą reprezentować, jaką taki gnom ma władzę tu i komu się równa pod tym względem w stolicy. Ze względu większego rozdrobienia w Stolicy, niektóre rubryki z reszty mogą pozostać puste. Później zacznę od najwyższej i im niżej, tym mniej warte do obrony żyjątka, łącząc dwa światy w ogólną tabelę z opisami klas, bo i tak jedna nie jest az tak równa drugiej, jak to widać.
    Uwaga! - Golemy są poza tą skalą, ponieważ u nich bardzo wiele zależy od twórców i nie muszą zarabiać, więc mona je przypisać w klasie do swoich panów. Wyjątkiem są wolne golemy, które wykupiły wolność i żyją jak zwykli ludzie.

    Reszta Imperium Stolica
    Rodzina Królewska aka imperatorska
    Rząd aka dawni władcy
    Arystokracja
    Technomanci
    Wynalazcy
    Inżynierowie
    Możnowładcy Ziemscy Magowie i Niebiańscy
    Wieśniacy i Mieszczanie Stolicowi i Wolne Golemy
    Robotnicy
    Gnomy Słuące
    Elfy Wieśniacy Stolicowi
    Gnomy Wiejskie Gnomy Stolicowe

    Rodzina Królewska aka imperatorska

      O to osoby, bez których nasze kochane Imperium nie byłoby takie, jakie jest dziś! To oni swoją kapitulacją 45 lat temu zapewnili szansę przeżycia ideałom Rewolucji oraz połączenie się wszystkich państw w tego kolosa na glinianych nogach! Mają nieograniczoną władzę i w teorii stoją ponad arystokracją, której mogą wydawać polecenia. Praktycznie jednak taki mony może zaszantażować i wyłączyć jakąś z fabryk, jeżeli nie spodoa mu się rozkaz kogoś z góry. Tak więc naprawdę rodzina ta, mimo swego stopnia, tak naprawdę nie rządzi tym krajem, tylko co najwyżej udaje, że tak jest.

    Rząd aka dawni władcy

      Sama nawa mówi o tym, kogo będziemy mogli naleźć w tej grupie.Są to członkowie rodzin królewskich, który obecnie wchodzą w skład rządu, a niegdyś cieszyli się samotnymi rządami nad o wiele mniejszą i łatwiejszą do kontrolowania populacją. Są oni dość bogaci i wysoko postawieni, a do tego mają prawo nietykalności, jak i dowolnej rekwiryzacji dóbr, jeżeli uznają to a słuszne lub potrzebne. Są dość nieliczni, ale razem jest ich więcej niż rodziny panującej.

    Arystokracja

      W końcu! Kulminacja! Główna gwiazda dzisiejszego świata! Osoby, be których nic nie jest dziś możliwe! To oni nadają pęd temu wszystkiemu, to oni są portfelami setek osób, to oni mają największy głos, to oni rządzą światem! Proszę państwa, oto arystokracja! Elita elit, błękitna krew, jedyni mogący opanować magię stali! Budżety niektórych przekraczają skarbiec królewski! Jednak, ta posada nie jest wieczna. Łatwo z niej spaść na sam dół i ciężko się podnieść Mój znajomy, pan Richards Holkon wydał wszystko na sierociniec i mimo początkowej sławy, szybko musiał żebrać na cokolwiek i wtedy każdy zapomniał o jego geście. Głupiec…. Tak naprawdę mało kto może się tu dostać, a do tej pory udało się to tylko pięciu rodom, każdy robił to inaczej. Arystokracja jako jedyna może posiadać swoje prywatne gnomy i rozkazywać innym, oczywiście poza rodzinami królewskimi.

    Technomanci

      Kim są nie trzeba tłumaczyć, wyjaśnione to ostało w innym punkcie, my się tu skupimy na tym, jak bardo są poważani. Jest to jeden z najwyższych szczebli w tej drabinie, czwarty. Technomanci są nawet bardziej poważani od wynalazców. I dobre. Tu nie ma miejsca na oszustów lub naciągaczy. To jest ciężka praca, respekt, odpowiedzialność i duże pieniądze. To oni są głównymi architektami, przewodniczącymi ważnych projektów. To oni rozkazują innym, to oni są przyszłością. Jest ich niewielu, ale wystarczająco na całą stolicę. Mają nawet wpływ na arystokrację a szczególnie na córki bogatych lordów, czego nie ma prawa posiadać każdy.

    Wynalazcy

      Kiedyś to kurde było. Kiedyś to były czasy. Albert Greed, Horacy Tous, William Backle, ojcowie Rewolucji Parowej. Wynalazłeś nowy rodzaj silnika parowego? Brawo! Jesteś wynalazcą. Zaś dziś… odkryłeś automatyczny podajnik jedzenia lub drzwiczki dla psa?! Brawo! Jesteś wynalazcą! To już nie te same czasy… Obecnie może być nim każdy, kto umie wcisnąć dowolny kicz, nieważne co to jest lub jak bardzo jest potrzebne. A jednak, są oni szanowani. Ludzie widzą ich jako przyszłość tego świata, wyznaczycieli nowych kierunków, przyszłą elitę tego świata. Mają oni naprawdę wiele praw i dostaną każde pieniądze, jeżeli ma to im pomóc w dokończeniu swoich dzieł. Mają też co lepsze mieszkania. Szkoda, że ich wynalazki są róne, a jakakolwiek zabawa z chemią kończy się pożarem, ale cóż począć? Witaj nowa rzeczywistości!

    Inżynierowie

      I tu się zaczynają schody… No bo jak wiadomo, inżynier to zawód, więc trafiają tu ludzie z różnych grup i tylko, jeśli pracują w tym zawodzie, to i są w tej grupie. Jak już nie będą, to hopsiup, przepisanie do odpowiedniej. Inżynierowie często posiadają magię (niektórzy nawet [ci lepsi] za pozwoleniem mogą zgłębiać tajniki magii stali, aby z jej pomocą nadzorować bezpieczeństwo. Takich jest jednak około piętnastu na całą stolicę). Zarobki mają całkiem dobre, do tego zabronione jest ich krzywdzenie, bo obecnie to jedna z najważniejszych prac w nowym społeczeństwie.

    Magowie i Niebiańscy

      To nie jest wcale tak, że jako jedyni mogą czarować. Zwyczajnie ich stać na to i… głównie to wyróżnia tę grupę od tych niżej. To tu pojawiają się pierwsi czarodzieje, bo mogą pozwolić na nauki. Nie znaczy to, że muszą z tego korzystać. Dlatego inaczej nazywa się to bogatszą wersją mieszczaństwa, ale nie na tyle, aby awansować do arystokracji. Samo “prawo” do nauki magii nie znaczy, że mogą czarować stal. No i wielu z nich często podejmuje się prac konduktorów lub nadzorców przy budowach, ze względu na studia w kierunku magicznym. Niebiańscy zaś tu są, bo jednak muszą mieć swoje miejsce, mimo że u siebie każdy każdemu równy. Zazwyczaj zarabiają dość sporo, to i są tu przypisani.

    Możnowładcy Ziemscy

      Ich pozycja zmalała względem dawnych czasów, ale mimo to nie da się im odmówić zachowania dość wysokiego miejsca. Są to wszelcy burmistrzowie, wójtowie lub ostatki szlachty. Zazwyczaj rządzą oni jakąś ziemią, z której mają nie małe zarobki, które jednak maleją z roku na rok, a coraz więcej z nich jest wcielana w służbę arystokracji, która powoli zajmuje ich miejsce. Są zazwyczaj dość majętni, zwłaszcza jak na swoje otoczenie, ale względem tych bogatszych ze stolicy jakoś fenomenalnie nie wypadają. Część pluje na nowe czasy i próbuje z tym walczyć, ale zdecydowana większość już się z tym pogodziła i ustawia życie swoim dzieciom, może nie jako możnowładcy, ale pozycja poborcy i zarządcy ziem nie wydaje się taka zła. Ot, szczebelek niżej, a do tego niewidoczny, wymyślony w ich głowach. Obowiązują ich takie same prawa jak zwykłych obywateli, ale mogą tez wydawać nowe dekrety obwiązujące tylko na swoich ziemiach.

    Stolicowi i Wolne Golemy

       Druga, zaraz po robotnikach, najliczniejsza grupa Trii. Są to zwykli mieszkańcy, nie wyróżniający się niczym szczególnym na tle reszty. Kelnerzy, kucharze, portierzy, drobni przedsiębiorcy, handlarze nieruchomościami, hydraulicy, fryzjerzy, sprzątacze, nauczyciele i reszta tego wszystkiego. Z zarobków najczęściej starczy im na podstawowe utrzymanie i jeszcze trochę zostanie, a z oszczędności większość z nich dość szybko kupi mieszkanie lub dom. Ciężko określić minimalne płace, ale mało kogo stać na willę, a nawet jeśli to awansuje kastę wyżej, do magów. Stoją pod możnowładcami, ale część z nich może stawać w szranki, jeżeli chodzi o średni miesięczny dochód. Nie są doceniani i ich prawa nie różnią się czymś od innych: wolność głosu, prawo do ochrony, posiadania majątku inne te dziwne wymysły tej Rewolucji Wolności. Do tego w tej samej klasie są też tak zwane “Wolne Golemy”, które to wykupiły wolność, nie służą już nikomu i mogą zacząć zarabiać. Do tego, im większy i groźniejszy golem, a do tego posiadający kryształy Magii, tym więcej posiada praw.

    Robotnicy

      Ahh… trzon główny stolicy, podpora przemysłu, bezimienni bohaterowie dzisiejszego świata. Tak nikt nich nie określa, ale wypadałoby. To oni harują za niską kasę w fabrykach, gdzie bhp jest tylko w mokrych snach niepoprawnych idealistów. To oni wstają wcześnie rano (dla arystokracji 4 nad ranem to jeszcze środek nocy!) i robią do 22, aby potem iść spać i powtórzyć cykl. Czasami zarobki te są niższe niż gnomów, ale to w gorszych miesiącach. To, że są nad wieśniakami to zasługa mieszkania w Trii, a nie przy niej. Znajdą się i tacy z okolicznych wsi, ale to nie jest zbyt częste. Jest to te najliczniejsza klasa, ale też posiadająca prawa, jako zadośćuczynienie za zarobki i ciężką pracę. Mają prawo do trzech przerw po 15 minut w czasie dnia. Dostają specjalne bony na darmowy obiad w jakiejkolwiek restauracji , barze czy czymś takim i kucharz musi mu go zrobić w maksymalnie pięć minut (z tego powodu już wcześniej pytają się ich co by chcieli i szykują gotowe na cały dzień, aby być zawsze gotowym). Jest też wiele knajp przy fabrykach, aby nie musieli chodzić. Poza tym mają zniżkę na podstawowe produkty spożywcze - a 50%.

    Wieśniacy Stolicowi

      Śmieszne, że chłop jest nad innym chłopem, prawda? A jeszcze lepsze jest to, że chłop chłopowi nierówny, chociaż kiedyś wszyscy byli tak samo nisko. Ta grupa ma taką pozycję, bo jako jedyni uprawiają nowoczesne rolnictwo na całego w wioskach pod miastem. To oni są trzonem przemysłu Trii. Mimo swej przewagi nad innymi, to i tak są na samym dole lokalnej drabiny. Oczywiście wśród ludzi. Do tego zarabiają dosyć sporo, ale główny rdzeń wydatków idzie na zadbanie o ten cały hałasujący sprzęt.

    Wieśniacy i mieszczanie

      Kto by pomyślał, że te klasy kiedykolwiek w historii znajdą się tak bardzo na równi z sobą i e będą aż tak wysoko? Dziś liczy się Tria, a reszta to miły dodatek generujący rzeczy potrzebne tym ważniejszym stolicowym lub mieszkańcom poza nią. Ich bogactwa są różne, od biedy aż po średnie majątki, czasami lepsze od mieszkańców stolicy (oczywiście mowa o biedniejszych, a nie statystycznie typowym). Sprawa ma się jasno: dopóki robić coś pożytecznego, możesz zostać. Jak zaczniesz udawać arystokratę i będziesz grzać dupę gdzieś w łóżku, to na ścięcie. Serio, mają oni mniejsze prawa od elfów i bardziej są traktowani jak woły robocze. Chociaż nie ma się co dziwić. W końcu to do nich zawitała rewolucja i wiecznie syczące paskudztwa, nie do elfów. Są wyżej głównie przez rewolucję i fakt bycia ludźmi. No i bogaci mieszkańcy te ich ratują.

    Gnomy Służące

      To już ostatnia, tak samo nisko, grupa gnomów. Jak widać, żadna z nich nie załapała się nawet do wieśniaków i mieszczan, ale ci byli dość blisko. Ci jednak nie bez powodu są tak wysoko. To jedni z największych szczęśliwców wśród gnomów, bo oto mogą służyć arystokracji. Jako lokaje, błazny, tragarze, ogrodnicy lub karki do ochrony. W zamian mogą spać u nich za darmo (co prawda w zdecydowanej większości są to stajnie, piwnice, strychy lub inne niezbyt luksusowe miejscówki, ale przynajmniej pewne i chociaż czasami wygodne). Nie dostają jednak za to żadnej zapłaty i często żywią się resztkami psiego jedzenia, albo uczt, które wpierw przechodzą przez pyski wspomnianych wcześniej zwierząt i gnom dostaje wtedy ochłapy ochłapów. Dość często są poniżane i nie brane na poważnie, ale ryzyko ich śmierci jest drastycznie niskie (z powodu jakichś wypadków, bo procent samobójstw jak na złość bogatym jest irytująco wysoki w tej klasie).

    Elfy

      Tu też niewiele trzeba tłumaczyć. To taki chłopski odpowiednik, ale gorszy, bo niższej klasy i celowo zacofany. Żyją w wioskach lub swoich miastach, albo w gettach. Zależnie od miejsca zamieszkania traktuje się je inaczej, jednak każdy jest maksymalnie niezbyt zamożny i nie ma między nimi aż takiej różnicy, więc postanowiono tu się nie rozdrabniać. Najgorzej mają te w gettach, bo to zwyczajnie wycinki ludzkich miast o największym stopniu zaniedbania, których przeznaczenie na takie coś nie uderzy jakoś bardzo w gospodarkę lub dobro ludzi, dlatego udostępniono je im. Najlepiej jest żyć wraz z innymi w miastach w spokoju. Serio. U siebie nie są w żaden sposób nękani, co najwyżej szykanowani przez prostaczków. Podobno wzrosła u nich umieralność przez toksyczne wyziewy z fabryk. Ja tam nie czuję się słabiej, a to że od paru dni boli mnie głowa i żołądek, to inna kwestia. Od poziomu z gnomami ratuje ich to, że nie są tak bardzo słabo, strachliwi i mają silną wolę. Nawet byliby na równi z ludźmi, gdyby nie chęć pozostania w stagnacji.

    Gnomy Stolicowe

      Prawda, że na początku wygląda to dość śmiesznie? Jedne gnomy nad drugimi, mimo że to ci pierwsi zaczynają ten spis. Ale tak się jednak losy potoczyły, że bardziej szanuje się targających wszystko mikrusów, niż ważniejszy produkujący podstawowe wartości człon. Jednak nie znaczy to, że mają jakoś lepiej lepiej. Tak naprawdę są oni nad tymi innymi gnomami, ale też nie są nawet nad wieśniakami. Ta klasa jest tak naprawdę najbiedniejsza w stolicy i to im się zleca najgorszą robotę. Noszenie jakichś pierdół, budowlankę, albo pomoc kolejarzom, głównie poprzez wchodzenie do małych przestrzeni i naprawę. Często kończy się to śmiercią, chociażby przez brak przeszkolenia w kwestii tego, co można dotykać a co nie. Z tego mimo wszystko są najlepsze zarobki spośród wszystkich zawodów dostępnych dla tej klasy. Tak, nawet gnomi budowlaniec zarabia mniej. Często mieszkają na ulicy lub słabych, rozpadających się hotelach czy motelach, które przyjmą kogokolwiek za jakąkolwiek pensję, byleby wyrobić normę klientów i dalej prowadzić swoją działalność. Czasami też dla żartów meneli i bezdomnych przypisuje się do tej kasty, bo nie mają swojego miejsca w społeczeństwie.

    Gnom Wiejski

      Tu rzecz ma się chyba jasno. Biedacy żyjący gdzieś na peryferiach cywilizacji, zmuszeni do prac w kopalniach, aby się utrzymać. Najczęściej nie posiadają własnej waluty i są czymś w rodzaju wspólnoty. Zazwyczaj ich wioskami rządzi jakiś człowiek ze swoją świtą. Nie mają żadnych praw i są często zdani na łaskę swego pana. Z czego ten ich pan niekoniecznie musi być nie wiadomo kim. Nawet jakiś bandzior, który wybił poprzednich właścicieli i podpisał stosowne umowy się tym zajmuje. Tutaj naprawdę mało kto patrzy, z kim handlu i od kogo skupuje węgiel lub inne minerały.

    Państwa Wewnętrzne

      Tu znajdzie się spis niegdysiejszych sąsiadów Vaastii, którzy obecnie są częścią tego Imperium. Dam nowe flagi, wyjaśniając jak wyglądały przed paktem, przedstawię pokrótce historię, klimat, tereny, obecnego władcę i jego nastawienie do fuzji. Nie zawsze będą one przychylne, ale w końcu chcę pokazać prawdę.

    Imperium Vaastii
    Dawniej Imperium Vaastii

       Jak można się domyślić, jest to człon i serce naszego kochanego, nowoczesnego kraju. Każdy z Was wie, że nazwa pochodzi od dynastii panujące, Vaastiich, którzy rządzili tymi ziemiami od pokoleń, dbając o obywateli, rozwój i dzięki takim gwiazdom, jak Henyrk VII, Charles XI Pogodny czy Ian IV Gromowładny, Nasz kraj stał się potęgą. Nie można też zapominać o rycerstwie, z których najbardziej pamiętnym jest Richard z Livingstone, dzięki któremu Imperium wygrało bitwę pod Halsing i mogło poszczycić się Tym, co Wypędził Innowierców z kontynentu, a sam papież nadał Nam tytuł Imperium, z którym dumnie obnosimy się do dziś. Podobnie jak z rodową lilią, będącą symbolem Naszej potęgi!
      Nie od dziś wiadomo, że Vaastii jest znane z urodziwych łąk, chwalonych w niejednym poemacie, nawet obcokrajowców. Do tego mamy proste lasy i niewiele gór, przec co musieliśmy sprowadzać węgiel od sąsiadów. Ale porty na północy i handel rzeczny zrobiły swoje. Poza tym, drewno z Naszych Vaastiijskich świerków do dziś jest znane i cenione przez wszystkich. No i to o nas się mówi, że u nas jest tak spokojnie, bez żadnych burz, upalnych dni lub mroźnych zim. Chociaż ostatnio coś duszno się robi, a same deszcze są jakieś podejrzane…
      Warto też powiedzieć parę słów o Imperatorze Alexandrze II Uległym, który ma już swoje lata. Przydomek zyskał ulegając rewolucjonistom a młodu i ostał do dziś, a do tego jest niezwykle trafny i pasuje do całości jego rządów. Alexander w żaden sposób się nie stawia i nie sprzeciwia. Rządzi, bo dostał tron, taka prawda. Jego jedyny sukces to niewchodzenie w drogę Rewolucji i patrzenie, jak się rozwija. Co prawda nie ma silnej władzy i mało kogo obchodzi, ale hej! przynajmniej żyje dostatnie!

    Dystrykt Wewnętrzny Hungrowowski
    Dawniej Królestwo Hungrowskie

      Dawniej jedno z licznych i wygasających na tym świecie królestw, dziś jeden z elementów składowych nowoczesnego kraju, a jeszcze wcześniej najbardziej zorganizowane i najpotężniejsze państwo plemienne, jakie kiedykolwiek istniało. Historia tego królestwa jest uboga w zmiany, ale bogata w dominację lokalną i od zawsze była godnym konkurentem dla Vaastii pod wieloma względami. Oba państwa zaczynały jak każdy - zbitka plemion pod przywództwem jednej osoby. Oba tak samo rosły w siłę i awansowały w podobnym czasie: księstwo, królestwo i… tu się rozbiega, bo z tekstu wyżej można się dowiedzieć skąd Vaastii zdobyło ten tytuł. I tu ciekawostka" Hungrowie te mogli wziąć udział w bitwie, ale uznali to za samobójstwo. Jak widać, warto byłoby zginąć za tak zaszczytny tytuł. Jeszcze przed przyłączeniem, podczas Rewolucji Wolności, państwo to było drugim krajem, gdzie hasła tego przedsięwzięcia. Jak łatwo można się domyślić, lud chciał ścięcia władzy, jeżeli ten nie przyłączy kraju do Imperium. Z początku zostali wyśmiani, a sama pacyfikacja rewolucjonistów przebiegała sprawnie. Potem jednak wproszyło się Imperium i… wszystko się zmieniło. Pojmali monarchę i siłą stał zmuszony do podpisania paktu o przyłączeniu, mając głowę pod gilotyną. Tak oto Królestwo Hungrowskie stało się Dysktryktem Wewnętrznym Vaastii.
      Hungrowie równie posiadają urokliwe równiny, ale wiadomym jest, że nie dorastają tym naszym do pięt. Lasów jest tu jednak więcej, ale za niedługo się to zmieni, bo nowy browar upatrzył sobie tutejsze tereny na siedzibę główną. A szkoda, mam tylko nadzieję że tutejszy gatunek Jelenia Rogatkowego przetrwa. Żyje tylko w tych lasach, a do tego jego drobne poroże jest jednym ’ najładniejszych, szkoda było stracić takie zwierzę. Właściwie, ostatnio ogólnie coś umiera więcej gatunków zwierząt. Ciekawe czemu…
      Sam Król Ludwik IV Krzywoprzysięgły, albo krócej Kłamca, to już wiekowy starzec. Nic więc dziwnego, że cały czas narzeka na zmiany jakie zaszły. Nie jest zadowolony, że jego obywatelami mogą rządzić też inny i nazywa to niewolnictwem. Jest też za większą autonomią dla państw członkowskich. Niemal każdy, kto się liczy, czeka tylko na jego śmierć. Być może dziedzic będzie lepiej się sprawował na tej funkcji…

    Dystrykt Wewnętrzny Mounrice
    Dawniej Królestwo Stanowe Mounrice

      Ten dystrykt był kiedyś jednym z najciekawszych państw jakie istniały, ale Vaastii obecnie dzierży ten tytuł. Ale tu, jak w innych Dystryktach, zacznę od początku. Mounrice’owie to plemię dzikusów żyjących na pustyni. Ich państwo jest dość młode, a do tego przez swoje pokojowe usposobienie mogli sobie pozwolić na wizyty jakichś mędrców czy innych uczonych, skąd zdobywali wiedzę. Kiedy w końcu byli na tyle silni, aby awansować w hierarchii państw, chcieli się czymś wyróżniać. Chcieli przyjąć ideologię niejakiego Fildora Stana, który to wierzył, że idealny kraj to taki, który pozwala na indywidualność i niewielką autonomię poszczególnych regionów. Z tego powodu nazwali się Królestwem Stanowym, a ich duży jak na początki kraj został podzielony na Stany. W każdym z nich odpowiedni władcy mogli wyznaczać własne prawa, wydawać sądy i powoływać odpowiednie instytucje. Innymi słowy, byli władcami podporządkowanymi innemu, który to miał większą władzę i wyznaczał główne prawo, które inni mogli u siebie zmieniać za pozwoleniem. Niestety, system na dłuższą metę się nie sprawdzał i inni stanowcy, jak to ich nazwano, chcieli coraz więcej. W pewnym momencie został tak naprawdę jeden stan, a reszta rozbiła się na inne państwa, które szybko zniknęły. Główny człon po swojej porażce stał się małym i spokojnym tworem, który nie chciał waśni. Widząc okazję do przyłączenia się i zyskania protektorat, połączyli się z Vaastii tamtego dnia.
      Jak zostało wspomniane, tereny Mounrice’ów to w dużej mierze pustynie i prerie. Są jednak pełne ropy i innych minerałów, jak złota i z tego powodu szybko stali się kolejnym zapleczem przemysłowym swojego nowego kraju. Żyją tu niespotykane zwierzęta, które oczywiście uciekają przed rewolucją. Głupcy. Czemu zwierzęta tak bardzo boją się zmian i postępu? Nie lepiej byłoby im żyć w klatkach lub w ciasnych rezerwacjach, gdzie nie muszą walczyć o życie? Nigdy nie zrozumiem zwierząt… Ale, sama populacja ludzi jest tu dość nikła, większość stanowią pracownicy, którzy dojeżdżają tu koleją. Władza jednak chce to zmienić i powoli rusza projekt ponownego zdobycia tych ziem.
    Sam Król Jerry Mounrice jest dość spokojny. Nie ma swojego zdania, nie kłóci się i nie wszczyna niepotrzebnych burd. Wymarzony członek Rządu! Jednak troszczy się też o swoje niegdysiejsze ziemie i wyszedł z inicjatywą ich ponownego zasiedlenia, zaraz po tym, jak pierwotni mieszkańcy uciekli do miast i lepszego życia.

    Dystrykt Wewnętrzny Leandry
    Dawniej Cesarstwo Leandryjskie

      Cesarstwo Leandryjskie niepodzielnie rządziło w rejonie od wielu setek lat. Nawet kiedy pojawiły się inne państwa, jak prosperujące Vaastii, to i tak byli do przodu. Pierwsze na świecie możliwe Cesarstwo, które utrzymało ten tytuł przez cały czas swego istnienia. To u nich wynaleziono większość technologii z dawnych lat. To oni Przodowali w technologii gospodarce, handlu i innych dziedzinach. Nawet wtedy, kiedy Vaasti stało się Imperium, zrucili im rękawiczkę i zaczęli wyścig brojeń. Jeden od drugiego wykradał wynalazki, obaj wpadali na podobne pomysły, a granicach były mocne spięcia, dochodziło nawet do niewielkich potyczek, aby wypróbować jakieś nowe cudo. Stan ten się zmienił wraz z rozpoczęciem rewolucji. Tamtejszy Cesarz uznał, że nie ma sensu dalej toczyć tej zimnej wojny, kiedy to mogą się połączyć i wspólnie pchać świat ku przyszłości. Zaraz potem obaj obywatele szybko porzucili dawne waśnie. Mimo, że propaganda obu z nich była niezwykle skuteczna. Na tyle, że do dziś co niektórzy mają Leandryjczyków za wysłanników diabła zacofania, a przypomnę, że przestano twego nauczać w szkołach 50 lat temu. I nie mówię tu o tym, że wierzą w to tylko staruszki…
      Cesarstwo upstrzone jest w najróżniejsze góry: od klasycznych, przez kręcone aż po wklęsłe. To u nich żyje ponad połowa populacji gnomów w Imperium, a one same stanowią w całym kraju 1/3 całości. Między szczytami znajduje się wiele malowniczych dolin, jezior i rzek, a plemiona góralskie wiodą prym w rozwoju upadającej kultury regionalnej. Można rzec, że jest to ostatni bastion poczucia regionalnego w całym Imperium. Jednak, poza tymi dwoma niedogodnościami, samo społeczeństwo jest dosyć mądre, a d tego są jednymi ze światowych producentów węgla, kamieni szlachetnych, żelaza, stali i innych minerałów górskich. Z tego też powodu tutejsze szczyty zdobią nie tylko zaśmiecone schroniska lub sklepy z pamiątkami, ale też nowy, imponujący typ kopalni odgórnych, które przewiercają się od góry, aż do wnętrza i na boki, penetrując całą górę, zostawiając skorupę i niepotrzebny kamień, wybierając to co najlepsze. Te same machiny znajdują też zastosowanie w baaardzo głębokich kopalniach, które jednak już aż tak nie szpecą okolic.
      Sam cesarz, Izydor II Wielki, bardzo się cieszy z tego wszystkiego. Rządzi już po zjednoczeniu, Objął tron rok po przyłączeniu i ludzie chcieli, aby został ostatnim. Czyli jego syn będzie miał jakiś tam tytuł… Wymyśli się, kiedy będzie trzeba. Bardzo mu pasuje fakt, że nie musi sam zarządzać tym molochem, a jego decyzje nie spoczywają tylko na jego barkach. Nie wie jak to jest samodzielnie sprawować rządy i nawet nie chce wiedzieć. Tak jak jest mu pasuje. Może całe dnie zajmować się sobą, tylko czasami tam jeździ na obrady i podpisuje jakieś tam papierki.

    Dystrykt Wewnętrzny Chriński
    Dawniej Zakon Chriński

       Dawniej dumny Zakon, jeden z krzewicieli specjalnego odłamu, który został wykreślony ze spisu heretyckiego wraz z paroma innymi odłamami, zaraz po zezwoleniu na dowolną interpretację Pisma. Wierzą oni w nadejście wybrańca, który odmieni świat na lepsze. Ale od początku. Twórcą tego odłamu jest Jan Christ, a sama nazwa wywodzi się od jego nazwiska. Przez swój talent mówcy zjednał sobie spore grono osób. Na tyle duże, że zainteresowała się nim inkwizycja. Walki trwały przez wiele lat, a wierni się nie poddawali. Chriścianie cały czas się twardo trzymali, nawet po śmierci swojego przywódcy. Kres temu położyło uprzednio wspomniane uznanie. Ba, nawet dostali jako zadośćuczynienie tereny od Vaastii na swój zakon. Kres istnienia Zakony przyszły wraz z propozycją zjednoczenia. Postrzegali oni Imperatora jako tego wybrańca. Ochoczo więc się przyłączyli. I tu zaczyna się najciekawsza część. Zakon musiał zostać przekazany komuś innemu, bo Mistrz wywodził się z mieszczaństwa, więc nie miał królewskiej krwi. Na jego miejsce wszedł jakiś tam szlachcic. I tak się tam w zakonie żyło/ Ludzie jednak coraz bardziej zaczęli twierdzić, że ta religia im nic nie dała, a ich wybraniec miast naprawiać świata, tylko bardziej go psuje. To sprawiło, że ziemie tego dystryktu są najbardziej ateistycznymi, a nawet anty religijnymi w całym Imperium. Tamtejsi ludzie twierdzą, że religia nie przynosi nic poza cierpieniem i pustą wiarą w nie wiadomo co. Szkoda że ich słów nikt nie słyszy, bo tu niemal każdy to ateista.
      Tereny Zakonu były jednymi z bogatszych w zasoby. To oraz bycie na granicy z dzikimi plemionami sprawiło, że tereny te są chętnie odwiedzane przez zapaleńców dawnego świata. Sporo tu zamków, kultura rycerska dalej jest jakoś żywa, a społeczeństwo chętni wykorzystuje to wszystko do tworzenia miejsc turystycznych. Ponadto, pancerze z tego obszaru są cenione na całym kontynencie.
      Sam obecny władca, czyli Książę Vincent Demagog, jest miłośnikiem tych klimatów i tego miejsca. Dba o to, aby nie podupadło tu nic z dawnych lat, rozwijając jednocześnie współczesne gałęzie przemysłu. Poznałem go osobiście i muszę przyznać, że pod jego rządami faktycznie czuć tu tę magiczną atmosferę. Do tego u niego elfy mają się bardzo dobrze, a sama magia nie jest tylko postrzegana jako relikt przeszłości, ale też coś, co może zrobić wrażenie na innych. Stara się jednocześnie rządzić na dawną modłę, ale jak wiadomo, sam zamysł rządu średnio mu na to umożliwia. Chociaż i tak przez zapomnienie stolicowych o tych terenach, przymykają oko na jego “wybryki”.

    Państwa Sąsiednie

      Warto mieć jeszcze na uwadze sąsiadów. Co prawda nie należą oni do naszego kraju, ale z pewnych powodów wolę je tu umieścić… Opiszę krótko historię, obecny stan i relacje z Vaastii.

    Imperium Rodens

      Potężne Imperium, jedno z nowszych. Pojawiło się zaraz po anarchii obecnej w tym kraju po którymś już zamachu na władcy. Ale po kolei. Ten kra wystartował z pozycji księstwa, jak część z Nas. Tu różnica jest taka, że bardzo długi czas nim zostało i nagle, ni z gruszki ni pietruszki, Bam! Imperium! A do tego jeszcze po zamachu! I tu pytanie" Skąd?! Nikt nigdy nie awansował tak szybko! Ano przez władcę. Zaraz po objęciu rządów wprowadził kluczowe reformy wojskowe i zaczął podbijać okoliczne kraje. To on zajął część stanów Mounrice’a. Do tego mu się przyfarciło i zdobywał te kluczowe gospodarcze rejony.
      Obecnie jest to moloch pragnący być członkiem rewolucji i rozwoju. Ale co na to nasza mądra? Przyłącz się, a jak nie, to NIE! I jak widać, nie przyłączyło się. Obecnie nasze relacje są strasznie napięte i do tego mamy ponoć u siebie ich szpiegów. Niby ukradli podstawowe informacje o jakimś starszym modelu silnika, ale to starczyło arystokracji, aby zrobić awanturę. Szkoda tylko, że tak beztrosko grożą i kłócą się z krajem, który ma sprawdzoną i solidną armię, a do tego może atakować bez obaw, że połowa jednostek wybuchnie gdzieś po drodze…

    Księstwa Prondskie

      Niegdyś dumne i rozbite Królestwo Prondskie, dziś pogrążone rozbiciem i wojną domową księstwa, próbujące się pojednać na jakikolwiek czas. Wszystko zaczęło się od źle zrozumiane testamentu władcy, który ro rozdzielił ziemie na wszystkich swoich synów, wedle nowego systemu. Nikt dziś nie wie jaki był pierwotny przekaz, bo dokument zaginął, ale pewnym jest, że nie miał doprowadzić do wojny i niejasności w podziale. Mleko się wylało i było za późno na rozwodzenie się nad tym. Wojny trwały długo i obecnie przetrwały tylko trzy księstwa.
      Niedawn jednak krążą pogłoski o tym, jakoby się zjednoczyli, aby oderwać od Vaastii przejęte ziemie. Tu znów pouczenie dla głupich? Vaastii, jak i inne kraje, korzystały sobie z wojen i rozbierali co słabsze księstwa, przyłączając je do siebie. Imperia wzięły najwięcej i to w nich wymierzają swój gniew. Obecnie ludy księstw grabią i niszczą granicę z Nami, ale Rząd coraz więcej mówi o tym, że wypowiedzą im wojnę, jeśli tego nie skończą. Odpowiedź drugiej strony pozostaje nieznana.

    Księstwo Konstantego

      Już spieszę nieukom z wyjaśnieniami, skąd u licha lilia Vaastiich we fladze jakiegoś obcego kraju. Otóż Konstanty jest bratem obecnego Imperatora, a więc ma ten sam herb. A skąd kraj? Ano nie zgodził się na tę rewolucję i nazwał swojego brata tchórze. Zabrał ze sobą wiernych sobie ludzi i innych przeciwników zmian i z odziedziczonych terenów utworzył kraj. Vaastii było wtedy na tyle słabe, że musiało się na to zgodzić.
      Dziś, mimo starości, zdołał zebrać dostatecznie potężne siły i obecnie grozi najazdem. Jego ludzie już patrolują granicę, a szpiedzy niby infiltrują nasze szeregi, ale nie wiem na ile to prawda. Wiem jedno, że lepiej się wyprowadzić z tamtych rejonów.

    Związek Handlowy Johryn

      Co prawda jest to morksi sąsiad, ale i tak warto o nim wspomnieć. Oto jedyny na tyle duży związek, że aż doczekał się własnego kraju. Przez to też często jest obiektem żartów, typu “Co ma na tyle gotówki, że aż może za nią wykupić ziemie pod kraj? Oczywiście nie jakiś z naszych bogaczy, co Związek Handlowy!”. Wiem, słaby, ale w portach robi furorę wśród co mniej przytomnych marynarzy. A wszystko zaczęło się od związku paru panów w Johrynie, dzisiejszej siedzibie. Okazało się, że mają niebywałą smykałkę do handlu, każdy w innej dziedzinie. Wkrótce rozwinęli się na cały świat, a ich majątek pozwolił na wykup paru ziemi. Z niego powstał ten oto kraj. Po dziś dzień potomkowie rodów kupieckich utrzymują to wszystko przy życiu.
      Jednak pojawiła się porządna konkurencja w handlu morskim, czyli ich koniku. Mowa tu o Vaastii, który dzięki zjednoczeniu zyskał więcej surowców na handel, a prototypy parostatków stanowią świetną i szybką alternatywę. Nic więc dziwnego, że ostatnio na morzach z nami rozstawiają coraz to więcej okrętów ze swej floty. Do tego ponoć dochodzi u ans do sabotaży parostatków. Oczywiście handlarze obarczają za to Związek, ale nie weim na ile to pewnik. Niby może to być prawda, ale też te nowe cudeńka nie są doskonałe…

    Imperium Gringes

      Pamiętacie, jak mówiłem o tych innowiercach, którzy zostali przepędzeni? Oni wrócili. Przedarli się tu, rosnąc po drodze do niespotykanie wielkich rozmiarów. Właśnie wchłonęli Królestwo Grogonu, które do niedawna z nami sąsiadowało. Do tego są też blisko Państwa Papieskiego. Ich szeregi zasilają liczne plemiona, każde inaczej wyposażone, z innymi dowódcami i strategami. Są tam konni łucznicy, niezwykle potężna ciężka piechota, strzelcy z bronią prochową, ludzie z pustyń, a nawet i ktoś z mroźnych krain się znajdzie! Wszyscy wierzą w religię Gringes, której sam nie znam.
      Papież wzywa Vaastii do ponownej wojny i powstrzymania tego zagrożenia. Nawet wysyła dofinansowania! A co się z nimi dzieje? Jedni mówią, że trafiają do prywatnych skarbów możnych, inni że przekupują nim Imperium, aby nie atakowało. Pewne jest, że nikt nie podejrzewa że idzie to na wojsko. Wizja przekupstwa też jest mało prawdopodobna, bo Gringes otwarcie mówi, że przybyło tu, by się zemścić. Już teraz zaczynają grabieżczy szturm na graniczne wioski, ale Rząd nic z tym nie robi. Nie wypowiada wojny, tylko się przygląda.

    Zakon Papieski

      Zakon z banalną i nudną nazwą, w porównaniu do takiego Zakonu Yfra, Tophosa lub Epidaria, ale nie znaczy to, że jest gorszy. Zakon ten istnieje od kiedy istnieje [Papie, czyli od stuleci. Przez długi czas byli jego prywatną armią w Świętym Mieście. Tam też mieli swoją siedzibę. Jednak wraz z rozwojem cywilizacji i kultury, pojawiały się herezje. Co prawda powstawały specjalne zakony i klasztory w walce z tym, ale to nie starczyło. Dostali więc ziemie na własność, aby w tamtym rejonie mierzyć się z tym złem. Co prawda, było to daleko od Papieża, ale jednocześnie dostali od Vaastii, na znak uch posłuszeństwa Papieżowi, najbardziej urodzajne ziemie. Z tym niezwykle dobrym startem urośli do potęgi. Mają jedną z najlepszych armii, a w funduszach lokują się na miejscu drugiego najbogatszego kraju na kontynencie.
      Obecnie relacje między nimi a Vaastii nie są jakoś ciekawe. Ze względu na ateistyczny charakter, Imperium domaga się ponownego włączenia swoich ziem. No i sam Zakon coś tam ćwierkał o wyplewieniu tego siedliska zła, jakim stały się terenu Wewnętrznego Dystryktu Chrińskiego.

    Dalszy ciąg to inne wgłębianie się w szczegóły tego świata, luźne dywagacje na wiele tematów i inne tematy, które nie mają aż tak wielkiego znaczenia. Ostatecznie ukazało się tylko dziesięć egzemplarzy, a pisarz zginął w pożarze dzień później, Nie miał u siebie nic łatwopalnego oraz system przeciwpożarowy pierwszy raz zawiódł. Nie znaleziono też nigdzie na rynku jakiegokolwiek egzemplarza.