Popielna Grań



  • Ruszyli od razu do pałacu. Przed przekroczeniem jego wrót, obtoczył go wzorkiem, nie należał do najbrzydszych miejsc, spędził tu dobry czas. Teraz wraca z misji jako bohater. I tak też otworzył wrota, z szumem, krocząc dumnie, na przedzie hordy demonów niosącej dary, po bokach mając swój oddział. Nie odezwał się jednak, to gospodarz miał przywilej powitać ludzi do niego przychodzących. Sendemir czekał jeno, gotowy się ukłonić.


  • Elarid Mistrz Gry

    To, co od razu rzucało się w oczy, to pustki w pałacu, a wcześniej też w miasteczku, przez które przejeżdżaliście. Nie były to tereny szczególnie ludne, ale zawsze krzątali się tu jacyś Upadli, niewolnicy czy pomniejsze Demony, teraz jednak było tu o wiele puściej. Tym, co jednak dziwiło jeszcze bardziej, była obecność drowskich żołnierzy, w liczbie około setki, którym towarzyszył o połowę mniej liczny zastęp kuszników oraz dwóch budzących podziw, nawet wobec Ciebie, wojowników, być może samą gwardię władcy Mrocznych Elfów, Malekitha. Ci dwaj stali na warcie przed samymi wrotami pałacu, pozostali ustawieni byli w kilku równych szeregach na dziedzińcu nieopodal, wszyscy zamaskowani, milczący, ale na pewno nie umknęło im Wasze przybycie.



  • - Poselstwo? Kuźwa, ciekawie się zaczyna robić. - Powiedział pod nosem z uśmiechem. Albo poselstwo, albo wspólna kampania wojenna, jemu to obojętne, choć chciałby sobie gdzieś przez tydzień po leżeć i poobijać się. - Dobra gawiedzi, zawrzeć jadaczki, jak się któryś odezwie podczas rozmowy, przykuje język o łańcucha uprzęży mojego konia i będzie za nim biegał, bo inaczej go straci. Macie prawo się odezwać tylko gdy wydarzy się coś na prawdę ważnego. Poza tym, zejść na ziemię, siedzenie wierzchem podczas rozmowy z kimś stojącym jest niegrzeczne. Bądźcie uważni, może się okazać, że to nie są przyjaciele, ale jest na to mała szansa. - Wydał szybkie polecenia swoim najbliższym podkomendnym i zszedł ze swojego wierzchowca. Trzymając go za wodze, podszedł pewnie do dwóch wojowników. Wykonał głęboki ukłon, wręcz teatralny, zgodnie z etykietą demoniczną, choć z lekkimi naleciałościami gryfonów, w końcu kiedyś nim był. - Moja godność Sendemir dziesięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąty drugi, Pierwszy Kompanii Popielnej Grani, pokorny sługa Pani Azer`Khalit, świeżo upieczony czempion Trzewi, weteran wojenny. Mogę dowiedzieć się, co w mieście mojej właścicielki robią siły Drowów? - Przedstawił się całkowicie, nie pominął nawet numeru identyfikacyjnego.


  • Elarid Mistrz Gry

    Żołnierze stali tak, jak do tej pory, w równym szeregu, zwarci i milczący. Obaj Gwardziści skrzyżowali swoje długie włócznie, zagradzając Ci drogę do pałacu Twojej pani.
    - Nie obchodzi nas, kim jesteś, ani jak wiele osiągnąłeś, Demonie. - odparł jeden z nich, z widoczną pogardą wymawiając ostatnie słowo. Nie chodziło jednak o to, że gardził Demonami, wręcz przeciwnie, gardził Tobą, bo byłeś Upadłym, wedle niego ledwie marionetką w dłoniach o wiele silniejszych i potężniejszych istot. - Nasz pan, Książę-Admirał Halekoth Viernen nie życzy sobie, by ktokolwiek mu przeszkadzał.



  • Jak miło musi być będąc nieświadomym tego, że obrażając mnie, obraża też siebie. Czym tak na prawdę się różni ode mnie? Tylko tym, że moja wierność jest i fizyczna i mentalna, a jego tylko mentalna. Jest z marynarki, pewnie za dobrze nie idzie mu walka na lądzie, woli statki. Ale ja jestem lekko osłabiony po podróży, do tego, ze zniszczonym wyposażeniem. - Za pięć lat będziesz inaczej szczekał, długouchy psie. - Splunął po czym odszedł, uważny jednak, by nie zostać zaatakowanym w plecy. - Jakiś Halekoth Viernen wizytuje u naszej Pani i nie można im przeszkadzać. - Odrzekł z pogardą patrząc na długouchego. Lubił mroczne elfy, ale one jego już średnio. Spróbował porozumieć się telepatycznie, albo dać jakikolwiek inny mentalny znak obecności swej Pani. Skoro mogła ich karać i nagradzać na odległość, to coś takiego też powinno być możliwe.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Zdanie, które do niego wypowiadasz, zaczyna się od początku wiadomości czy dopiero od fragmentu o długouchym psie?//



  • …od “za pięć lat” i kończy się na długouchym psie


  • Elarid Mistrz Gry

    Strażnicy w żaden sposób nie zareagowali, podobnie jak Twoi podwładni, ciekawi tego, co wyniknie z przybycia Mrocznych Elfów, oraz obawiający się ewentualnej kary za podpadnięcie gościom ich Pani. Tobie zaś udało się nawiązać telepatyczny kontakt, ale tylko na chwilę, później został on urwany. Cokolwiek działo się w środku pałacu,Twoja pani nie chciała, aby jej w tym przeszkadzano i pozostaje Ci liczyć, że zostaniesz przez nią zaproszony do środka, gdzie uzyskasz wyjaśnienia, tak szybko, jak to tylko możliwe.



  • Pozostaje mu czekać. Rozkazał swoim ludziom rozbić obóz, mógłby niby pozwolić im na wałęsanie się po mieście, ale potem cięzko by było ich zebrać z powrotem. Czekając tak, spojrzał na Leari. - Co powiesz na mały trening? Może i znamy magię w teorii na tym samym poziomie, ale mogę nauczyć cię kilku sztuczek, których u nikogo innego nie opanujesz. Na przykład efektowności, która jest niezbędna w przypadkach pojedynków. - Zaproponował na rozluźnienie atmosfery i zabicie czasu.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Nie wydaje mi się, żebyś był w stanie nauczyć mnie wiele więcej, niż już umiem. - odparła z kpiącym uśmieszkiem. - To, że każdy Upadły ma naturalne predyspozycje do władania Magią Ognia nie oznacza od razu, że musi uczyć tego innych. Nawet jeśli jesteś oficjalnie moim dowódcą.
    Cóż, nic dziwnego, wszyscy Upadli byli ambitni, butni i pewni siebie, a po zwycięstwie na arenie, z której jako jedyna, poza Tobą, rzecz jasna, wyszła o własnych siłach ta pycha wzrosła jeszcze bardziej.



  • - W takim razie, zadam ci dwa pytania, które jakże wykształcona osoba powinna uznać za kpiące. Czym jest temperatura i jakie ma właściwości względem materii? Na czym tak na prawdę polega magia ognia w swych pierwotnych założeniach? - Zapytał z szyderczym uśmiechem. Sam by nigdy nie przytoczył teorii atomów i tego czym jest magia, gdyby uczył jej się tylko praktycznie, na szczęście miał wykształcenie jeszcze ze starego życia. Z tego co zauważył, to nawet demony tego nie wiedzą, albo po prostu nie przekazują tej wiedzy Upadłym. Odpowiedź jest prosta, temperatura to siła i prędkość materii lub jej drgań wewnątrz obiektu i siłą oddziaływania między ciałami o przeciwnym jej spektrum. Magia ognia polega na wprawianiu powietrza lub many w przypadku próżni do drgań, a następnie rozpoczynanie zapłonu many pomiędzy drganiami. To teoria akademicka wykładana u Gryfitów, a przynajmniej tak ją pamięta.


  • Elarid Mistrz Gry

    Prychnęła pod nosem, nie udzielając żadnej odpowiedzi.
    - Zadaj to pytanie jakiemuś Orkowi na Dzikich Polach, może zanudzisz go na śmierć albo rozkojarzysz na tyle, że zdążę spopielić jego cielsko. - powiedziała wreszcie, udowadniając tym samym, że nic nie robi sobie z wykładanej przez Ciebie teorii, uważając ją za bezużyteczną podczas prawdziwej bitwy.



  • - Więc jesteś tępą dzidą bez szkoły. - Odrzekł z uśmieszkiem. - Zacznijmy od absolutnych podstaw. Cała materia wokół ciebie złożona jest z atomów. Jak do tego doszliśmy? Pewien pfu! człowiek Zaczął dzielić rzeczy na pół, czekając aż dojdzie do najmniejszej możliwej cząstki. Z czasem okazało się, że nie może tego zrobić przez brak narzędzi, ale w teorii, taki element, którego nie da się już podzielić, nazywamy atomem. Poza tym w świecie są jeszcze energie, prawa i reguły, ale one są w modelu magicznym zbędne, wszystkie poza jedną. Maną. Mana potrafi w pewnym stopniu zastąpić wszelką materię, imitując jej właściwości lub na nią oddziaływać i rezonuje z naszymi umysłami, pozwalając nam kształtować rzeczywistość. To obsługiwanie się maną nazywamy magią. - Dał jej krótki i bardzo uproszczony model magiczny. Takiego uczy się piętnastolatków. - Temperatura to prędkość z jaką poruszają się atomy wewnątrz obiektów. Dwa ciała przekazują ją sobie, aż dojdzie do momentu całkowitej równowagi, gdzie ich temperatury będą równe. Dlatego ogrzany kamień traci z czasem ciepło, oddaje je po prostu powietrzu, które przekazuje je w nie dalej, aż będzie to nic nieznaczące. Ale co to znaczy dla magii ognia? Magia ognia opiera się głównie na spalaniu materii, czyli procesie w którym temperatura jest tak duża, że obiekty się utleniają. Potrzebne do tego są dwie rzeczy, powietrze i paliwo. Magia ognia opiera się na generowaniu many jako paliwa i jej właściwości tak, by zapaliła się od razu po uformowaniu w formie gazowej. Czasem, gdy panuje próżnia, na przykład w czasie walki z magiem powietrza, musisz także zastąpić powietrze maną, gdyż inaczej nie dojdzie do zapłonu. Wielu zbyt pysznych magów o tym zapomina i zdycha w walce z byle człowiekiem wiedzącym jak działa świat. Posiadając tą wiedzę, dowiedziałaś się, że przy odpowiednim skupieniu i wyćwiczeniu, ogień możesz zapalić WSZĘDZIE, nawet pod wodą. Na podstawie tych teorii + podstaw alchemii, jesteś w stanie opanować najcięższe techniki, w tym eksplozję wody. - Mówił z coraz większym zdenerwowaniem. Starał się wyprzeć tej głupiej wrodzonej dumy, był jeno narzędziem w rękach swej Pani, więc musiał mieć jako taki szacunek do świata, który przecież też miał się stać jej własnością. - Moim zadaniem jest wyszkolić was tak, by nasza Pani miała z was jak największy pożytek, więc usiądź na dupie i słuchaj, albo poznasz mój gniew i będziesz tu siedziała nie przez chęci, a przez brak nóg! - Wydarł się na nią, w końcu był dowódcą, musiał wymuszać takie rzeczy. Powinna spijać każdego jego słowo, albo przynajmniej udawać, że to robi, żeby dawać przykład reszcie.


  • Elarid Mistrz Gry

    Melechis opanował do perfekcji, innych rozmówców naprawdę by zmylił i rzeczywiście mogliby oni uważać, że nie tylko Cię słucha, ale nawet czyni to z zainteresowaniem. Niestety, w praktyce był od tego daleki, jedynie udawał, aby nie narazić się na Twój gniew. Larah natomiast nie miał zamiaru Cię słuchać, jego dawne orcze ja było w nim zbyt silne, prawdopodobnie nawet wola jakiegokolwiek Demona nie byłaby w stanie zmusić go do nauki czy uważnego słuchania, był zwyczajnie głupi, ale mogłeś mu to wybaczyć. Leari zaś podczas Twojego wykładu ziewnęła ostentacyjnie kilka razy, dopiero po tym, jak się na nią wydarłeś mina jej nieco zrzedła i spuściła głowę w geście pokory, nie miałeś jednak pojęcia, w jakim stopniu był on szczery, a w jakim podyktowany strachem czy potrzebą chwilowego uznania Twoich racji. Każdy Upadły był ambitny. Wszyscy widzieli się na Twoim miejscu, zwłaszcza Melechis, a ostatnio i Leari. Być może nawet Larah marzył o czymś takim?



  • Prychnął tylko i machnął ręką na znak tego, że odpuszcza jej grzechy. - Melechis, słyszałem, że miałeś szansę na zostanie Heroldem. Jakim cudem żeś tu trafił? - W trakcie zadawania pytania wykonał kilka prostych kata włócznią na rozgrzewkę. Z czasem przechodził do coraz bardziej wymyślnych ruchów, w tym podbić na włóczni czy kopów z wymachem czy ataków spod kolana, jednak gotów był słuchać historii swego podwładnego. Robił to nie tylko w ramach treningu, chciał też rozładować emocje spowodowane podważeniem jego autorytetu najpierw przez mrocznego elfa, a teraz przez jego własną podwładną, a przede wszystkim zdziwić trochę swoich ludzi i Mroczne elfy. Ponieważ różnił się trochę od reszty Upadłych. Zazwyczaj rytuał przemiany pozbawiał cię większości wspomnień, zostawiając tylko te najbardziej zakorzenione. Sendemir pamiętał więcej, niż to, co go deklaruje i wpłynęło na jego wygląd. Nie wyglądał tak fantazyjnie jak reszta przemienionych przez Demony, w drużynie najpewniej tylko Learii mogła się pochwalić mniejszym stopniem przemiany. Pierwszy Kompanii pamiętał rodzaje formacji, style walki, strategie, taktyki i teorie, których został nauczony za swojego pierwszego życia. Najpierw zaprezentował typową walkę włócznią Upadłych w formie kata oficjalnego, nie stosowanego w walce. Bardzo dziką, nastawioną na brutalność i efektywność, ale zapewniającą mniejszą dozę obrony. Potem dodał do swego ćwiczenia magię ognia, przedłużającym tym samym dźgnięcia i zostawiając zakrzywienie powietrze za wymachami. Potem zgasił ogień i zupełnie zmienił styl, przeszedł do Kata gryfitów, używanego jako pokazówka jego zakonu. Precyzja, szlachectwo i dostojność, idealne wyważenie pomiędzy obroną, atakiem i unikiem, ale brak sztuczek czy brudnych zagrań. Gdyby dalej władał magią metalu mógłby… Nie ma co myśleć o takiej herezji, to nie wróci i jest niegodne. Następnie dodał do tego stylu ogień, pokazując płonące koła w jakie zmienia się obracająca włócznią, kule ognia wychodzące z prostego sztychu, czysty i piękny pokaz siły. Następnie ponownie zgasił ogień i zaprezentował połączenie obu stylów, coś co wychodziło mu nadal średnio, więc zostawał przy podstawach. Jednak było to piękne. Jeśli pierwszy styl można nazwać wężem, gdyż był podstępny i zły, reprezentował podziemie, a drugi orłem, gdyż był czymś wyższym, dostojnym i “dobrym”, to do tego pasuje najbardziej połączenie tych obu, smok. A teraz smok zionie. Dodał ogień do swych ataków. Potem zaczął płynnie przechodzić z formy płonącego węża do ognistego orła, jako przejścia używając smoka właśnie, aż poczuł zmęczenie. Jako tło, słuchał historii swego pokomendnego.


  • Elarid Mistrz Gry

    Ten jednak milczał, odpowiadając dopiero wtedy, gdy skończyłeś swoje sztuczki:
    - Zabiłem nie tego co trzeba. - odparł, zadziwiająco krótko i widać, że raczej wiele więcej z niego już nie wyciągniesz. Tymczasem drzwi do pałacu się otworzyły i pojawił się w nich jeden z Impów służących Twej pani, mówiący coś do jednego z gwardzistów Drowów, a ten z kolei skinął na Ciebie, abyś podszedł.



  • Schował włócznie i podszedł do nich. - Jakie są rozkazy? - Spytał patrząc drowowi prosto w oczy.


  • Elarid Mistrz Gry

    Prosto w przyłbicę hełmu tak dokładnie, ale miałeś przeczucie, że akurat tacy wojownicy jak oni wytrzymaliby wzrok niejednego Demona, nie mówiąc o Upadłych. Niemniej, tym razem nie byli oni już tacy butni jak ostatnio, ten zapytany odparł tylko krótko:
    - Możesz wejść i wziąć udział w naradzie. - powiedział i rzucił okiem na Twój orszak. - Sam.



  • Bez powiadamiania swoich, ruszył do środka. Gdy tylko zobaczył swoją Panią, wręcz padł na kolana, ale się nie odezwał. Przywilej powitania należy do właściciela domu.


  • Elarid Mistrz Gry

    Spotkałeś ją w sali tronowej, jak lubiła nazywać to pomieszczenie. Wszystko wręcz biło tu w oczy od przepychu i luksusu: Futra i skóry dzikich zwierząt, wojenne lub łowieckie trofea w postaci wiszących na ścianie łbów zwierząt, potworów i przedstawicieli różnych ras, wspaniałe dywany i arrasy, płaskorzeźby, marmurowe kolumny, wszystko skrzące się od złota, srebra, bursztynu i cennych klejnotów. Poza tronem, również wspaniale zdobionym i złoconym, znajdował się tutaj niewielki stół i kilka krzeseł, służących przeprowadzaniu rozmów z najbliższymi zausznikami lub najważniejszymi gośćmi. Poza swą panią zastałeś tu jeszcze Elfkę, niewolnicę, przez wymieranie jej rasy bardzo drogi i luksusowy towar, oraz dwóch Mrocznych Elfów. Pierwszy z nich był kosarzem z osławionych Czarnych Ark, o których nawet tu słyszeliście, o czym dobitnie świadczył jego specyficzny pancerz. Drugi również miał dość ciekawą zbroję, ale w przeciwieństwie do swego kompana to on musiał być tym wysoko postawionym szlachcicem. Owszem, również był ogorzały od słonej wody, słońca i wiatru, z licznymi bliznami, śladami po walce, ale sama jego postawa, sposób poruszania się, siedzenia czy nawet mowa zdradzały, że do swojego tytułu nie dostał się tylko dzięki umiejętnościom i odwadze w boju, ale też rodzinnym koneksjom.
    - Wstań, Sendemirze. - powiedziała do Ciebie Twoja pani, a później wskazała kolejno najpierw na szlachcica, później drugiego Drowa: - To nasi nowi sojusznicy, Książę-Admirał, Halekoth Viernen i jego najbardziej zaufany porucznik, Vertekt Ostrze Pogardy. Przybyli tu omówić z nami pewne interesy, co do których niezbędna będzie nam Twoja wiedza i rada.



  • - Będę służył najlepiej jak tylko się da w celu rozwiania wszystkich wątpliwości. - Odrzekł wstając z kolan. Poszukał miejsca dla siebie przy ów stole, a jeśli nie było żadnego oznaczonego, stanął obok tronu swej Pani, jak zazwyczaj. Czekał jak rozwiną się sprawy.


  • Elarid Mistrz Gry

    Ona siedziała na tronie, Mroczne Elfy zaś stały bądź przechadzały się to tu, to tam, widocznie nie mogąc usiedzieć w miejscu.
    - Jak dobrze pamiętasz swoje dawne życie? - zagadnęła Cię Demonica, co zawsze przywoływało wspomnienia. Nie żeby szczególnie było Ci żal tamtego życia, teraz pamiętałeś dawnego siebie jako kogoś innego, wspomnienia też przeżywałeś z perspektywy osoby stojącej obok. No i z roku na rok było ich w Twojej głowie coraz mniej…



  • - Dużo jak na Upadłego, ale nie są to ogromne ilości danych. Pamiętam najważniejsze momenty od 11 roku życia i jako tak całokształt, z wieloma wyjątkami w stronę za równo niepamięci jak i pamięci. Poza tym, nie odczuwam już emocji we wspomnieniach, jestem tam obserwatorem. - Odpowedział zgodnie z prawdą, zastanawiając się, co elfy i jego Pani planują. Czyżby atak na gryfitów?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Słyszałeś kiedyś o twierdzy, którą Twoi dawni pobratymcy nazywali Światłem Świtu? - zapytała, a Ty przypomniałeś sobie jedynie pogłoski, wychowywałeś się z dala od morza, gdzie ta forteca była umieszczona, jako jedna z niewielu poza państwem Stalowych, choć uznająca jego jurysdykcję i walcząca przeciwko Demonom.



  • - Terytorium Stalowych poza macierzą, morskie. Stawia nam zacięcie opór. Jest silnie broniona. Więcej nie wiem, mieszkałem z dala od wody, moja Pani. - Odrzekł przedstawiając całą swą wiedzę.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Szkoda, bo to właśnie będzie Wasz cel. A dokładniej skarby znajdujące się w jego wnętrzu i więzień skryty w mrokach tamtejszych lochów.



  • - Wyruszamy od razu czy dostaniemy trochę czasu na odnowienie? Na arenie straciłem zbroję, włócznię i jednego idiotę, który nie słuchał rozkazów, to jest Keriona. Reszta albo już zdrowa, albo lekko ranna. - Podzielił się swoimi problemami. Szczerze nie obchodził go cel, mógłby nawet wybrać się na misję do stolicy Stalowych. Był wojskowym, nie ważne jaki był cel, musiał doprowadzić go do spełniania za wszelką cenę. A z takimi lukami w sile, raczej tego nie widzi.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Nie obchodzi mnie jego los, liczy się to, że jest martwy i przez to w żaden sposób nie może się nam przysłużyć ani odpokutować za swoje winy. Los pozostałych też mnie nie obchodzi, bo nie wezmą udziału w tej misji, wyruszysz tam sam, z kilkoma zaledwie Demonami, które mają posłużyć Ci w charakterze dywersji, oraz tymi tutaj Drowami i ich ludźmi. Wyruszysz natychmiast, chyba że potrzeba Ci nowego oręża lub czegokolwiek innego, odpoczniesz na pokładzie Czarnej Arki Viernena. Zrozumiałeś?



  • - Twoje życzenie, choć dopiero wypowiedziane, może już zostać uznane za spełnione. Ale nowym orężem i zbroją nie pogardzę. - Odrzekł służalczym tonem.


  • Elarid Mistrz Gry

    Skinęła głową i odwróciła od Ciebie wzrok, co oznacza, że możesz odejść, ale równie dobrze zadać jakieś pytanie bądź porozmawiać z tymi Mrocznymi Elfami, na które, chcąc czy nie, będziesz skazany przez kilka najbliższych miesięcy, jeśli zsumować cały czas, jaki potrzebny jest na dotarcie do najbliższego portu, gdzie przybił ich okręt, dostanie się do fortecy Gryfów, powrót do portu, a później tutaj. Nikt rzecz jasna nie zmusza Cię, abyś zaczął ich szanować, jednak im lepiej będziecie się znać, tym większe szanse na to, że wszyscy osiągnięcie cele, których pragniecie.



  • Nie potrzebował nauczyć się szanować mroczne elfy, bo już jako tako to robił. Kilka razy walczył razem z nimi na froncie, do tego mieli magię, której Sendemir, nawet jako człowiek, pożądał. Może jego Pani będzie łaskawa i da mu możliwość nauczenia się jej? Może da się przemienić jakoś organizm Upadłego, by i Magię Mroku mógł obsługiwać? Podszedł do Elfów. - Moja godność Sendemir dziesięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąty drugi, Pierwszy Kompanii Popielnej Grani, pokorny sługa Pani Azer`Khalit, świeżo upieczony czempion Trzewi, weteran wojenny. - Przedstawił się zgodnie z wyrobioną przez lata formułką, miłym i ciepłym głosem, jakby przyjaznym. - Jak walczycie, z jakiej broni korzystacie, jakiej taktyki używacie i kto dokładnie będzie naszym przeciwnikiem? Wywiad donosił jaki rodzaj sił przeważa w jednostce? Musze odpowiednio dobrać grot i rodzaj włóczni ze względu na rodzaj pancerza. To samo z tarczą. - Dodał natychmiastowo głosem przenikliwym i zimnym jak lód. Był weteranem, wolał się odpowiednio przygotować.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Walka nie będzie Twoim zadaniem. - odparł Książę-Admirał, który, w przeciwieństwie do Ciebie, nawet nie próbował udawać ciepła czy przyjaznych zamiarów. W jego mniemaniu łączyły Was zapewne jedynie interesy. - A przynajmniej nie z szeregowymi pachołkami, którymi zajmą się moi korsarze i żołnierze. Tak jak splądrowaniem skarbca. Ty masz jedynie wyciągnąć z wilgotnych lochów kogoś, na kim widocznie zależy Twojej pani.



  • - Liczę na owocną współpracę. Teraz jak i prawdopodobnie w przyszłości. - Odrzekł i ruszył uklęknąć przed swą Panią. - Pani, wiem iż to nie takt… Ale jest to związane z misją, na którą mnie posyłasz. Chciałbym odebrać nagrodę obiecaną mi przed wyjazdem. - Wygłosił płaszcząc się. Miał na nią pomysł i pomógłby mu znacznie nie tylko w tej misji, ale i w ogóle życia.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Skąd pomysł, że masz wyższą pozycję? On chciał Ci powiedzieć, że jesteś tylko trepem, który ma wejść, wyciągnąć kogoś stamtąd i wyjść, a nie uświadomić Cię, że jesteś jakąś szychą.//



  • // 😞 Czekam aż będę mógł się wywyższać… A teraz edit.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Gwarantuję, że po tej misji na pewno będziesz mógł kimś pomiatać. Tylko od Ciebie i od podjętych wyborów zależy, jak wiele osób to będzie. Szanujmy się, tylko Ty tu grasz, muszę Ci się jakoś zrewanżować, że w ogóle masz ochotę.//
    Zaskoczyłeś ją tym, a to zaskoczenie oraz obecność tutaj osób postronnych sprawiły, że uśmiechnęła się do Ciebie, najwidoczniej przychylając się do prośby.
    - A jakiej to nagrody pragniesz, Sendemirze? - zapytała, przechodząc wokół Ciebie, mówiąc to głosem, który przyspieszył Ci nieco bicie serca.



  • // Serio tylko ja tu gram? xD Nawet nie zauważyłem//
    - Myślałem o tym w trakcie drogi, analizując walkę z Trzewi. To co poszło dobrze i to co poszło gorzej. Najbardziej przydałby mi się magiczny artefakt, bransoleta, która w zamian za odrobinę energii użytkownika generuje zbroję o wytrzymałości pełnej zbroi łuskowej z pełną skórznią, włócznię i tarczę. Mana zużywana by była tylko do przyzywania i odsyłania ekwipunku, albo najważniejszej funkcji, czyli naprawy. Naprawa korzystałaby z energii magicznej, ale pozwalałaby na natychmiastową rekonstrukcję strzaskanej tarczy czy naostrzenie stępionej włóczni. Dodatkowo poszczególne elementy tego “Etherycznego ekwipunku” można by wzywać i odsyłać niezależnie od siebie, na przykład tylko tarczę, tylko włócznią i tak dalej. Przyzwanie i odesłanie trwałoby jakieś pół minuty na całość, na poszczególne elementy odpowiednio krócej. Oczywiście artefakt byłby przypisany do mnie by zapobiec kradzieży. Jakby doszła do tego jeszcze opcja modyfikacji długości włóczni i tarczy, zostałbym prawdziwie pobłogosławiony. - Piękny umysł z Sendemira z głowy wyrecytował wszystkie specyfikacje tego, co chciał otrzymać, nadal klęcząc.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Był ktoś i dostał bana, Antek zrobił postać i jej nie ruszył, Radio obiecał Krasnala, ale nie zrobił, Vader kiedyś odpisywał, ale teraz nie ma czasu, a Ether porzucił tak ze trzy postaci, które zrobił jako pierwszy.//
    - Czy nie sądzisz, że prosisz o wiele? - zapytała, a to, że nie odrzuciła Twej prośby od razu oznacza, że jest w stanie stworzyć lub zdobyć coś takiego.



  • Milczał przez chwilę, myśląc co powiedzieć. - Nieostrzony miecz z czasem rdzewieje. Chcę tylko upewnić się, że z czasem będę bardziej użyteczny dla Pani. - Odrzekł zgodnie z prawdą.
    // Ten typ, co dostał bana to było multi Czerwonki/Izy/chuj wie kogo jeszcze


  • Elarid Mistrz Gry

    //Ta, to akurat wiem.//
    Pokiwała głową i lekko się uśmiechnęła.
    - Wybierz dowolny oręż ze zbrojowni, abyś nie musiał polegać tylko na swojej nagrodzie, a potem przyjdź po nią, nim wyruszycie w podróż.



  • - Jesteś zbyt łaskawa dla tak niskiej istoty jak ja. - Pokłonił się jeszcze mocniej, przyciskając czołem do posadzki, po czym wstał i ruszył do zbrojowni, by wybrać coś.


  • Elarid Mistrz Gry

    Do porachunków z sąsiednimi Demonami, obrony włości przed ewentualnym wypadem Leśnej Straży czy wreszcie w wypadku podjęcia wyprawy przeciwko ludziom, Wampirom, Elfom czy Krasnoludom - Popielna Grań posiadała okazałą zbrojownię, gdzie kowale, tak ludzie, jak i Demony, składali swoje wyroby. Zakon Gryfa miał lepsze, dobrze o tym pamiętałeś, Krasnoludy i część Wampirów również, ale i tak był to porządny oręż, w którym mogłeś do woli przebierać, były tam rozmaite zbroje, elementy pancerzy, hełmy, kolczugi oraz broń biała wszelkiej maści.



  • Wziął krótki miecz, krótką włócznię i jakiś puklerz, najlepiej stalowy. Sztylet też przyda się.


  • Elarid Mistrz Gry

    Odnalazłeś to wszystko bez trudu, ponownie wyekwipowany, jak na najlepszego wojownika w Popielnej Grani przystało. Jesteś już gotowy do drogi, o tak nieistotne rzeczy jak prowiant czy wierzchowiec zadbają inni, od Ciebie zależy, czy udasz się od razu do swej Pani po nagrodę, porozmawiasz jeszcze z innymi Nadludźmi czy zrobisz cokolwiek innego.



  • Poszedł do swoich przydupasów łamane na podwładnych. - Wyruszam na misję, nie będzie mnie kilka miesięcy. Dbajcie o Popielną Grań i dawajcie z siebie wszystko. - Wyrzekł do całej czwórki.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Co za misja? - zapytał Melechis. - I czemu tylko Ty?



  • - Dużo mrocznych elfów, Stalowych i wody. Do tego wrócę z kimś. Tyle mogę ci powiedzieć, by nie zdradzić tajemnicy służbowej. A wyruszam tylko ja, bo to cholernie niebezpieczne, Pani najpewniej nie chce was narażać, jako nowicjuszy. - Wyrzekł kolorując rzeczywistość, po czym uznając, że wypełnił swój obowiązek informacyjny wobec podwładnych i ruszył do swej Pani. by odebrać nagrodę.


Log in to reply