Państwa neutralne


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Państwa neutralne

    Spis państw, które dotychczasowo nie opowiedziały się po żadnej ze stron konfliktu, mimo położenia w Veleradzie.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Czarna Bandera

    Ideologia panująca: Anarchokapitalizm.
    Obecna głowa państwa: Teoretycznie Konsorcjum Pirackie.
    W praktyce Klika Blackmore’a.
    Data założenia państwa: 1904
    Waluta: Brak ustalonej.
    Liczba ludności: Brak danych.
    Religie w państwie: Brak danych, prawdopodobnie dominacja Inneryzmu.
    Charakter państwa: Bandycki.
    Gospodarka: Rybołówstwo, nielegalne obroty dobrami i handel bronią.
    Stolica: Brak.
    Historia: Czarna Bandera to to twór specyficzny, wszak nie jest on nawet uznawany na arenie międzynarodowej jako pełnoprawne państwo, północno-zachodnie Wyspy Wellingtona uznaje się po prostu za rejon zbuntowany. Jednak to, jak doszło do obecnego stanu, wymaga wyjaśnień.

    Wyspy Wellingtona, a obecnie Wolne Terytoria Pirackie, poprzednio były regionem kolonialnym należącym do wpierw jednego z pomniejszych księstw wysp północy, potem do Królestwa Zilean, a na samym końcu były regionem autonomicznym kontrolowanym przez Leder. Powody ich nagłego zerwania ze swoimi suwerenami są bardzo proste - nie odpowiadały im systemy rządów, a cła przez nich nakładane były w ich odczuciu zbyt wysokie, wszak cała ludność Wysp Wellingtona składała się z ubogich veleradzkich rybaków, którzy niekiedy przymierali głodem. Jednak rybacy nie byli sami na wyspie - poza nimi byli również pływający w pieniądzach windykatorzy, obdzierający rybaków ze wszystkich kosztowności i więźniowie, wszak jedna z wysepek była przeznaczona jako odcięte od reszty świata egzotyczne więzienie. Poza katorżniczą pracą i egzekucjami wykańczały ich także choroby i endemiczne drapieżniki, nie występujące w Veleradzie nigdzie indziej. Wśród tych więźniów wyrok odsiadywał niejaki Walter Blackmore - trzydziestoletni Lederczyk, wysłany na Wyspę Śmierci za napad z bronią w ręku i nielegalne posiadanie broni.

    Na wyspach wszystko toczyło się swoim tempem, dopóki Blackmore’owi i jego towarzyszom z więzienia nie udało się z niego zwiać. Do teraz nikt nie wie, jak udało im się to zrobić. Bardzo dobrze ukrywali się przed policją i zdobywali nowe wtyki, dzięki którym zachęcali miejscową ludność do zbrojnego powstania i wyrzucenia windykacyjnych pasożytów z wysp, ku prawdziwej wolności i niezależności. Zadziałało. 9 Sierpnia 1904 roku banda rozwścieczonych rybaków z Blackmore’em na czele rzuciła się szturmem na kwaterę gubernatorstwa lederskiego, po czym zdobyła ją bez większych przeszkód. Po trzech dniach rząd Lederu otrzymał wypowiedzenie posłuszeństwa, wraz z proklamacją Czarnej Bandery - państwa prawdziwie wolnego.

    Nikt nie wiedział, jak nowe antypaństwo miało wyglądać. Wiedział to jedynie Blackmore. Wyspy Wellingtona były jednym z rezerwowych punktów produkcji statków i okrętów, które po proklamacji nowego państwa stanowiły trzon gospodarki i wojska. I wtedy doszło do olśnienia - nawet przy zwiększonych wysiłkach każdego mieszkańca wysp, Czarna Bandera skazana była na ubóstwo. Ale co, gdyby nie utrzymywać się z rybactwa i sprzedaży jednostek morskich, tylko ponownie uruchomić lederskie fabryki militarne i rozpocząć w nich produkcję broni bez licencji, aby potem sprzedawać ją na czarnym rynku? Było to świetnym pomysłem i w krótkim czasie Czarnej Banderze udało się nieco wzbogacić. Ale to nadal było za mało. Przynajmniej do czasu, kiedy samozwańczego władcę wysp ponownie nie natchnęło - Czarna Bandera nie musi produkować, kiedy Czarna Bandera może po prostu kraść - koło Wysp Wellingtona rozciągał się jeden z głównych szlaków morskich do Veleradu.

    I to właśnie w ten sposób zaczęło się prawdziwe piractwo - z początku mała flota, pod jedną banderą, napadała na statki handlowe i cywilne, rabując lub żądając za nie okupu, aby się wzbogacić, kiedy to potem doszło do pełnych ataków na pomniejsze konwoje wojskowe, w celu zdobycia lepszego sprzętu i możliwych nowych “ochotników”. Nie wiadomo, jak dużą flotą obecnie dysponuje Czarna Bandera, ale mała to ona nie jest.

    W nowym państwie pirackim nie było prawa - był jedynie Kodeks Piracki, którego każdy musiał przestrzegać. Nikt nie był rozliczany za przestępstwa, jeżeli nie wydarzyły się one w granicach Wysp Wellingtona, dzięki czemu Czarna Bandera prędko stała się przystankiem dla wszelkiej maści bandytów uciekających przed prawem.

    Po latach okazało się także, że Czarna Bandera jest państwem w państwie - wielu kapitanów utworzyło swoje stronnictwa, często sobie wrogie i poza statkami spoza państwa pirackiego, rabują także samych siebie i często dochodzi między nimi do małych wojen. Wydawać by się mogło, że takie państewko prędko się rozpadnie - nic bardziej mylnego. Skłóceni kapitanowie mogą się ze sobą pogodzić, jeżeli grozi im jakaś inna obca siła, co już nieraz pokazywali.

    Poza tym mówi się, że część kapitanów Czarnej Bandery pertraktuje z Imperialistami, którzy oferują im okrągłe sumy za dalsze sabotowanie szlaku handlowego Zachodniego Veleradu, aby przechwytywali wszelkie konwoje z bronią i innym wsparciem materiałowym dla Przymierza, co sprawia, że piraci są solą ich solą w oku, którą z czasem będą chcieli usunąć.

    Do tego dochodzą jeszcze dwa zagrożenia - jedno z księstewek wysp północy, które dawno temu rządziło Wyspami Wellingtona, upomina się o swoje i wygląda na to, że prędzej czy później Czarna Bandera będzie zmuszona do prawdziwej formalnej wojny. Do tego dochodzi jeszcze enigmatyczny Kult Oceanu…


Log in to reply