Kroniki Elarid - O powstaniu ras, kontynentów i religii


  • Elarid Mistrz Gry

    Na początku był On. Sam, Jeden pośród Pustki. A Jego zwali Elivatarem. Był istotą dobrą, zrodzoną ze Światłości i życia. Elivatar postanowił zapełnić Pustkę. I tak stworzył Wymiar Śmiertelników. Dzieło swego umysłu i rąk. Była to tylko pusta, wypalona przez Słońce kula bez życia. I Elivatar starał się zapełnić ją życiem. Ale sam nie dał rady. Więc stworzył sobie pomocników. Nazwano ich Pradawnymi. Pradawnych było Dwunastu ‐ Aris,Turin, Gos, Czaker, Filt, Hamos, Mitter, Barus, X’ting, Loreg, Zark i Melkis.
    Każdy z nich włożył cząstkę siebie w stworzenie Wymiaru, który nazwali Elarid. Na cześć swego Pana i Stwórcy ‐ Elivatara.
    Aris stworzył powietrze i atmosferę dzięki czemu na Elarid przestały spływać zabójcze promienie i pojawił się życiodajny tlen. Turin stworzył góry i ukryte w nich nieprzebrane bogactwa. Gos wyrzeźbił cały świat według własnego upodobania i rad Elivatara. Czaker stworzył morza i jeziora, rzeki i bagna. Filt stworzył chmur, deszcz i inne opady spadające dotąd na ziemie Elarid. Hamos stworzył pierwsze zwierzęta. Mitter zasadził trawy, drzewa i krzewy. Barus stworzył żywioły ognia i elektryczności. X’ting stworzył alaniry. Loreg stworzył gwiazdy na niebie i Księżyc, aby nocą Elarid nie pozostawało w ciemności. Zark podzielił Elarid na trzy znane nam kontynenty. A Melkis zamiast pełnić rolę stwórcy jak inni Pradawni wolał niszczyć. I kiedy wszyscy Pradawni świętowali on ukradł żywioły ognia i elektryczności Barusowi i zesłał je na jeden z kontynentów. Ogień pochłonął zwierzęta, rośliny i wszelkie życie. I tak to miejsce stało się wyjałowioną pustynią i niczym innym. Za ten haniebny czyn trzej Pradawni ‐ rozwścieczony kradzieżą Barus, pełen temperamentu Turin i porywczy Czaker ‐ schwytali Melkisa. Rozpętała się wielka bitwa w wyniku, której część lądów zalało, a dwie części oddzieliły się na stałe od kontynentu. Melkisa wygnano na mały skrawek lądu, który stał się jego mrocznym sanktuarium gdzie knuł plany zemsty.
    Tymczasem Elivatar spojrzał na Elarid i stwierdził, że jest pusty mimo zwierząt i roślin. Postanowił stworzyć nowe istoty, mądrzejsze i stworzone do władania innymi. I tak po wielu próbach tchnął życie w ludzi. Tysiącami zesłał ich na Elarid, który zasiedlali. A Melkis zazdrosny o dzieło Elivatara porwał wielu ludzi i swymi zaklęciami zmieniał ich tak długo, aż stworzył nową rasę. Powstała w ten sposób rasa małych i słabych stworów o inteligencji nie ustępującej ludziom. Melkis uzbroił je i wysłał na ludzi lecz Ci wsparci przez Pradawnych z łatwością ich odparli. I tak Melkis nie zadowolony ze swych dzieł nazwał je Goblinami czyli Niosącymi hańbę. Zły ukarał Gobliny kolejnymi eksperymentami i stworzył kolejną rasę. Rasę wielkich i silnych wojowników nie wahających się zabijać ludzi. Lecz nie byli tak zmyślni jak Gobliny. Ale Ci spodobali się Melkisowi. Nazwał ich Orkami czyli okrutnymi. Tych także wysłał na ludzi i Ci lepiej się sprawili zabijając wielu ludzi. Lecz Pradawni swymi mocami odrzucili ich na powrót do Mrocznego Królestwa Melkisa.
    Po tych walkach ludziom żyło się dobrze w Verden czyli w żyznej krainie. Nie zasiedlili pustynnego piekła stworzonego przez Melkisa, które nazwali Nirgaldem. A ostatnia kraina była zbyt zimna i surowa. Nazwano ją Karak"Akes co znaczy Śnieg i Lód.
    Tymczasem gdy ludzie rośli w siłę i zasiedlali kolejne tereny inni Pradawni tworzyli nowe rasy. X’ting, który ukochał sobie alaniry i Magię, której stał się pierwszym użytkownikiem stworzył rasę małych istot w równym stopniu co on kochających Magię. Później przyjęli miano Wróżków. Turin natomiast stworzył swoją rasę krępych i silnych stworów żyjących w górach, którzy rozkochali się w górnictwie i alkoholu. Mitter, pan lasów, dał początek rasie miłujących naturę, wyniosłych stworzeń ‐ Elfów i Driad. Rasy Hobbitów, Łaków i Styriców stworzył Elivatar. Ale i Melkis nie próżnował. Wysyłał Orków z Mrocznego Królestwa do puszcz, borów i lasów i stamtąd dostarczali mu Elfy. Magia Melkisa zmieniła je w Mroczne Elfy, ale nie okazały mu się ślepo posłuszne jak Gobliny czy Orkowie i wkrótce zbiegli do Mrocznej Puszczy zrywając z Mrocznym Pradawnym wszelkie więzi. Kolejnym wytworem eksperymentów były Wampiry. Melkis stworzył ich Siedem i nazwał Pierwszymi. Lecz oni nie chcieli walczyć i udali się w osamotnienie nie podlegając niczyjej woli. Ostatnią rasą stworzoną przez Melkisa były Centaury, które stworzył z połączenia ludzi i koni. Ci stali mu się tak wierni jak Orkowie i Gobliny.
    Życie w Elarid rozkwitało. Wtedy twórca rasy Wróżków przewidział niecne zamiary Melkisa. Oderwał kolejne fragmenty z Verden i z pomocą Czakera wysłał je daleko na północ, gdzie osadzeni na nich Wróżkowie rozwijali się spokojnie i bez mrocznych wpływów Melkisa. Zark, który ukochał sobie jasne gwiazdy na niebie stworzył kolejną rasę, która również zakochała się w ich blasku. Byli to wężopodobni Nagowie.
    Kiedy Elarid wszedł w swój złoty okres wysłał niespodziewanie swe siły Goblinów, Orków i Centaurów, którzy zaatakowali Verden paląc, pustosząc i mordując. Ale Pradawni po raz kolejny i ostatni ich wyparli. Wtedy rozwścieczeni ciągłym zamiłowaniem do wojen wszystkich stworzonych ras Ruszyli do twierdzy Melkisa w Mrocznym Królestwie i pojmali go. Wtrącony został do wielkiego więzienia pod ziemią nazwanego przez proste istoty Podziemiem. Tam na straży postawiono kolejne potężne istoty, które miały pilnować Mrocznego Pradawnego. Byli to potężne Trolle i Ogry, a także zabójcze Wilkołaki. Ale najpotężniejsi spośród strażników byli Tytani. Przerastający wzrostem góry Turina władali każdym żywiołem Pradawnych i byli im lojalni. Lecz po wiekach służby ulegli cichym i mrocznym podszeptom Melkisa i zbuntowali się. Siedemdziesięciu dwóch Tytanów zaatakowało Pradawnych, którzy ulegali ich liczbie i sile. Wtedy wkroczył Elivatar niszcząc lub pozbawiając mocy wielu Tytanów. Nieliczni zdołali przetrwać i zesłano ich do Podziemi, do miejsca, którego wcześniej byli strażnikami.
    I tak Pradawni i Elivatar stworzyli nowy wymiar. Początkowo była tylko Pustka i Wymiar Śmiertelników, ale stworzyli sobie siedzibę ponad tymi wymiarami obserwując wszelkie zmagania śmiertelników i poczynania Demonów. Lecz postanowili nie wtrącać się w sprawy zwykłych istot. Mimo to stworzyli swych adiutantów na kształt Tytanów, lecz pozbawionych bojowych mocy i całkowicie lojalnych. Nazwano ich Marenami czyli podróżnikami. Czasem wysyłano ich do ludzi czy innych ras, lecz po kolejnej wojnie postanowili pozostawić swe twory same sobie. I tak Pradawni opuścili śmiertelników zaszywając się w swym wymiarze zwanym Koriwa co znaczy sanktuarium.
    I Pradawni od wieków nie pojawili się w Elarid. Lecz może niedługo się to zmieni?

    To historia opowiadająca w wielkim skrócie o powstaniu wszelkich ras, kontynentów, wysp i innych. Jeśli coś jest niejasne pytajcie na Czacie.


  • Elarid Mistrz Gry

    avatar Bilolus1 Bilolus1

    Historia rasy Krasnoludów, napisana przez mnie wraz z wsparciem i poprawkami Rafaela.

    <u>U zarania dziejów</u>
    Czas Pianobrody
    U zarania dziejów, gdy wszystkie rasy dopiero wyszły spod ręki swych stwórców, Krasnoludy ‐ podążając ku dziełu swego pana skierowały się w stronę gór które obudziły w nich wspomnienie
    i przedziwnie pobudziły ich wyobraźnie oraz plany na przyszłość. Inne rasy zagubione krążyły po świecie, a Krasnoludy znalazły swe miejsce. Miejsce wśród wysokich, trudno dostępnych szczytów, gdzie założyły pierwsze siedziby. Pierwszą namiastkę ojczyzny.
    Miejsca te nie przypominały znanych nam dzisiaj potężnych twierdz czy warownych miast. Były one mizernymi osadami złożonymi z drewnianych chatynek ‐ w centrum jednak zawsze znajdywał się wielki… baniak oraz prawdopodobnie najważniejsze dla mieszkańców miejsce, czyli oczywiście tawerna.
    Alkohol który tworzyły krasnoludy nie należał do trunków pierwszej jakości. Często brodaci bimbrownicy zbyt mocno rozwadniali alkohol, ale z upływem lat niewysoki lud zaczął doceniać te lepsze napoje, a gorsze kwitować niesmakiem i zawołaniami “co ty za szczyny mi tu kuwa podrzucasz chjoplaście ?”. Przez tą selekcję naturalną, sami o tym nie wiedząc wykreowali coś co teraz i od wieków jest ich dumą, własne ‐ najzajebistsze piwo. Czas ten nazwano “Pianobrody” lub “Tawerniany” ‐ ponieważ życie było proste i nie musiano się przejmować niczym prócz codziennych obowiązków. A wieczorny chłód i mrok rozjaśniał kufelek z przyjaciółmi.

    A wieczorny chłód i mrok rozjaśniał kufelek z przyjaciółmi.
    image

    Axer Wielki

    Lata mijały. Osady powoli zmieniały się w miasteczka, a te w miasta. Zaś największym z nich było Rangurmir, co w pradawnym języku krasnoludów znaczyło “Wichrowe Wzgórze”. Gromadząc wokół siebie tysiące brodaczy wraz z ich rodzinami, miasto to prosperowało w ogromnym bogactwie, wspierając armie innych ras w walce z Bogiem Mroku.
    Ich kuźnie wytwarzały oręż tak wspaniały, że ponoć kartka papieru rzucona na jego ostrze rozcinała się. W rękach wprawnych wojowników stawała się zaś koszmarem dla wroga. Sukces ten trwał, wzbogacając także sąsiednie klany oraz miasta. Lud Krasnoludów stał się najbogatszy na świecie. A to właśnie przykuło uwagę czegoś bardzo potężnego. Melkis. Plugawy Pradawny, który kroczył złą ścieżką. Twórca wszelkiego zła trapiącego Elarid. Dostrzegł on owe bogactwo. Kuźnie tworzące oręż dla jego wrogów. Postanowił uderzyć siłami swych orków, by zniszczyć główne miejsce logistyczne nieprzyjaciela. Jednak zmutowane sługi zawiodły, roztrzaskując się z impetem na tarczach i toporach brodatego ludu. Wysłał więc Melkis cwane gobliny, aby te przedostały się wprost do kuźni i zniszczyły je od środka. I to jednak się nie udało, a gobliny skończyły z gardłami rozszarpanymi przez stalowe bełty. Rozdrażniony Melkis sięgnął po ostateczny oręż w swym plugawym arsenale ‐ spaczone smoki, które poddały się jego wizji. Przewodził im Argumuld, co w języku krasnoludów znaczy “Płonąca Góra”. Smok ten był ponoć tak ogromny, że swym cieniem przyćmił całe miasto. A ognistym oddechem spopielał całe legiony wojowników. Jego pierś chroniona nieprzebijalnym pancerzem odbijała topory, bełty, a nawet pociski z lodu oraz balist, nic nie powstrzymało go przed wdarciem się do miasta i zamienieniem go w gruzowisko. Na Krasnoludy padł blady strach. Rangumir jednak długo nie pozostało samo, bowiem szybko dołączyły do niego inne miasta. Poproszono więc innych o wsparcie. Licznych ludzi, sąsiadujące elfy oraz inne rasy. Jednak wszyscy odmówili. Wszyscy okazali się zdrajcami. Kryjąc się za marnymi wymówkami zapomnieli o tych, którzy przez tyle lat ich zbroili. Jest to jeden z najważniejszych momentów w historii Elarid, gdyż wyjaśnia dlaczego Krasnoludy nie mają choćby krzty sympatii do przedstawicieli innych ras i zawsze odnoszą się do obcorasowców z zimnem w sercach. Wracając jednak do historii. Pozostałe wolne miasta oraz klany krasnoludów zebrały się w “Barmidogr”, czyli “Spoczynku Turina”, największej świątyni swego boga, aby prosić o pomoc. Ich wezwanie zostało wysłuchane ‐ potężna statua zasiadająca na tronie w owej świątyni nagle powstała, a topór który znajdował się w jej ręce zaiskrzył światłem oślepiającym wszystkich obecnych ‐ gdy ponownie odzyskali wzrok dostrzegli oni niepozornie wyglądający topór dwuręczny z materiału, który wyglądałby na złoto. W końcu ktoś odważny podniósł go, a wtedy okazał się on być lekki jak piórko. Jego ostrze ponoć potrafiło przecinać litą skałę jak masło. Jednakże legendom, jak to legendom. nigdy nie wolno wierzyć we wszystko co mówią.
    Owym krasnoludem, który uniósł niezwykły oręż był Axer, młody wojownik który jeszcze nie zyskał sobie imienia… A tak się złożyło, że nikt nawet nie miał zamiaru odmówić podążenia za nim ‐ dzierżył broń wykutą przez ich boga. Więc po prostu ku*wa nie mogli się z nim nie zgodzić!

    W zaledwie kilka dni rozniosły się wieści. Ze wszystkich stron przybyli odziani w pancerze wojowie zwiedzeni niezwykłymi słowami. Armia ta ponoć liczyła sobie sto tysięcy brodatych żołnierzy, a każdy z nich gotów by odbić to co się im należało. Gdy ruszyli nic nie było w stanie zatrzymać stalowego przypływu. Pierwsze miasta odbijali w zaledwie godziny. Przyszpilali smoki do ziemi, gdy ich wódz przebijał ich piersi boskim ostrzem. Argumuld jednak nie zląkł się i czekał opętany swą pychą. Krasnoludzka armia, teraz potężniejsza niż kiedykolwiek, zasilona nowymi oddziałami świeżo wyzwolonych, stanęła w końcu pod bramami Rangurmir. Zastała jednakże coś na co nikt nie był gotów. Spopielone ciała. Mury stopniałe od ognistego oddechu smoka. Widok splugawionej ojczyzny. Zaś sam plugawca ułożył się w samym środku pogorzeliska pełen dumy, pychy oraz pewności siebie. Przez dłuższą chwilę nikt nie miał odwagi się ruszyć, aż wreszcie Axer wystąpił z szeregu i wyciągnąwszy swą rękę z toporem wskazał na smoka. Zakrzyknął wtedy słowa, które przeszły do historii.
    “Ku wieczności! Ku chwale!Przyćmijmy wielkością nawet naszych przodków!”
    Ruszył. Za nim ruszyli starzy weterani. A chwilę potem cała armia jak jeden mąż rzuciła się ku bestii. Ledwo co pobrane żółtodzioby biegły ramię w ramie z wiarusami wznosząc okrzyk bojowy. Smok zaś na chwilę osłupiał, podniósł się zaraz i zionął płomieniem, który w ułamek sekundy zabił setki. Jednak przez jego ognisty oddech, ku jego zaskoczeniu…przeszli niemalże wszyscy.

    Przewodził im Argumuld, co w języku krasnoludów znaczy “Płonąca Góra”
    image

    Gdy zbliżyli się wystarczająco smok użył swego ogromnego ogona, wyrzucając w powietrze setki, jeśli nie tysiące wojowników, którzy roztrzaskali się o skały. Rozgorzała straszliwa walka gdzie topory pospolitych żołnierzy nic nie robiły wielkiej bestii, zaś ta poczuła słabość nieprzyjaciela. Smok stracił czujność, a brodaty lud właśnie na to liczył.
    Argumuld obniżył swą głowę nisko ku ziemi by spalić ognistym wyziewem wszystkich napastników. To była zbyt pochopna decyzja, bo wtedy też Axer wraz ze swymi sześcioma najbardziej zaufanymi towarzyszami wybiegł z tłumu. Oni uformowali przed nim schody ze swych tarcz, a on rozpędził się wyskakując wysoko w powietrze. Dosięgnął i rozszarpał swym toporem gardło smoka, który w agonalnym szale zaczął się rzucać i pluć wokół ogniem. Obficie lejąca się z rozerwanej tętnicy krew niemalże zatopiła krasnoludzką armię, a nim drgawki ustały Argumuld zabrał ze sobą wielu brodatych wojów. Jednak padł martwy! Zaś Axer ogłosił się Królem wszystkich krasnoludów, a jego poddani wiwatowali jego imię.
    W miejscu w którym zabito bestię Axer zbudował wielki pałac a w wokół niego wyrosło miasto które przyjęło imie swego władcy ‐ mówi się że po potyczce ze smokiem (w której udział wzięła prawie cała męska populacja krasnoludów) rasa ta zyskała swego rodzaju odporność na ogień i gorąco. Czy to przez krew w której chcąc czy nie chcąc zostali skąpani czy to przez piekielny ogień przez który przeszli…jedynie Durin wie


  • Elarid Mistrz Gry

    avatar Bilolus1 Bilolus1

    Czasy Wielkich Królów
    Lata mijały. Królestwo Axera rozkwitało. Jednak spowolnić upływu czasu się nie da, więc nadszedł moment, kiedy broda Króla posiwiała, a on sam osłabł. Tracił swą krzepę i mądrość nie mogąc nic na to poradzić. Mówi się, że w końcu pewnego razu, tuż po przebudzeniu, przywdział swój pancerz, złapał za topór Durina i opuścił miasto. Sam jeden, bez żadnej eskorty. Ciężko podpierając się na trzonie swej legendarnej broni udawał się w ostatnią wędrówkę życia. Ponoć gdy odchodził w góry widać było jak prostował swe stare plecy i dumnie odchodził w odmęty mgły. Tak przynajmniej powiadali strażnicy.
    Nigdy już potem nie widziano Axera, zwanego Smokobójcą ‐ największego z niewysokiego ludu. Chociaż chodzą słuchy, iż w czasach wielkiego trudu dla krasnoludzkiej rasy zjawia się on by obserwować walkę z mgły w którą odszedł. Stoi wtedy w swym zdobionym pancerzu pełen gotowości, aby wspomóc swych braci w najgorszym momencie. Aby dać im światło nadziei.

    Gdy Axer odszedł państwo powoli stoczyło się w anarchię. Dawni krasnoludzcy wodzowie, jak i ich następcy upomnieli się o swoje tytuły oraz bogactwa. Obietnicami ogromnych nagród wprost ze skarbców dawnych wojów skusili żołdaków. Dowódców mamili wizjami sławy oraz tytułów. Pożądanie zaślepiło miłość braterską. Polała się krew… Wojna domowa przyniosła tylko śmierć, cierpienie i zagładę. A wódz Krasnoludów nadal nie został wybrany. Sytuacja ta trwała przez wiele wieków, tak że nawet sam Axer powoli został zapomniany. Jego historia stała się mitem. Legendą, w którą nikt nie chciał już wierzyć…

    Jednak bieg dziejów zmienił pewien brodacz, zwany Magni Miedziobrody. Legenda Axera rozbudziła w jego sercu ogniste postanowienie. Postanowienia osiągnięcia czegoś wielkiego. Jego biedna familia żyjąca jedynie z małej kopalni stanie się czymś więcej. Gdy wyruszał on ze swego domu miał jedynie dwóch towarzyszy, żelazny pancerz i stary topór swego dziada.Sam wtedy nie uwierzyłby w to czego dokona pięć lat później, kiedy jego armia rozbijała swe namioty wokół Axer, serca państwa krasnoludów. Kiedy jego katapulty miotały swe pociski w stronę murów zwanych nieskruszalnymi. Kiedy jego wojowie stawali w formacjach, gotowi przedrzeć się przez otwory dokonane w obronie wroga. Kiedy on sam rozbijał swym toporem wrota prastarego pałacu. Kiedy odrąbywał głowę samozwańczego króla i zakładał jego koronę. Magni Miedziobrody, krasnolud znikąd… Nowy Król… Jego zwycięstwo było bezdyskusyjne. Wszyscy Baronowie i Książęta ugięli przed nim karki. Nieliczni oporni skończyli marnie przestając być zagrożeniem dla nowej dynastii.

    *Kiedy jego katapulty miotały swe pociski w stronę murów zwanych nieskruszalnymi. Kiedy jego wojowie stawali w formacjach, gotowi przedrzeć się przez otwory dokonane w obronie wroga. *
    image

    Zaś Dynastia Miedziobrodych okazała się dobrymi władcami. Rządzili oni nieprzerwanie prawie pięć tysięcy lat(!), zawsze pamiętając o swych korzeniach. Czy to rozwijając państwo, czy broniąc je przed najeźdźcami. Doprowadzili do jego rozkwitu. Ba, w czasach Miedziobrodych prawie każda góra w Elarid miała krasnoludzką siedzibę. Nawet te szczyty położone w Nilgradzie czy Karak’Akes zostały ujarzmione przez krzepki lud.Ostatnim władcą z owej dynastii był Oghoug zwany Orkobójcą. Za jego czasów przez cały świat przeszła seria potężnych trzęsień ziemi spowodowanych prawdopodobnie działalnością boga Mroku. Owe trzęsienia ziemi zrujnowały mury krasnoludzkich miast na powierzchni. Zaś aglomeracje podziemne zostały w znacznej mierze zawalone. Chwilę słabości wykorzystali najwięksi wrogowie brodatego ludu ‐ Orkowie i Gobliny. Ogromna Horda o rozmiarach wcześniej nigdy jeszcze niewidzianych wylała się jakby znikąd. Paląc, gw**cąc i rabując wytyczała swój złowrogi szlak mordu. Miasta w Karak’Akes przestały odpowiadać. Twierdze w Nilgardzie spotkała zagłada. Większość wojsk krasnoludzkich skoncentrowała się bliżej serca kraju co niestety osłabiło zewnętrzne tereny kraju. Sporo pozostawionych twierdz w Verden została najechana. Czy to przez Mroczne Elfy, czy nawet łasych na złoto ludzkich najemników.
    Z dawnego terytorium ostał się tylko niewielki fragment we wschodniej części Verden. Wszystko blisko Axer. Blisko zarzewia krasnoludzkiej ojczyzny. A w owym miejscu Oghoug Miedziobrody, nie posiadając jeszcze swego tytułu zbierał to co mu pozostało. Szykował ostatnią armię, od której wszystko miało zależeń. Nie było żadnych wojsk odwodowych, ani innych armii wsparcia. Porażka tej siły skończyłaby się zagładą całej rasy. Gdy przygotowania zostały zakończone Oghoug wystąpił wraz ze swą armią do walki. Do walnej bitwy z hordą. Gdy obie armie stanęły naprzeciwko siebie nietrudno było dostrzec widoczny kontrast. Jedna falowała niczym wzburzony ocean. Dziki, nieujarzmiony i ogromny. Druga stojąca dumnie niczym stalowa góra. Pełna dyscypliny, spokoju i rozwagi.
    Przez długą chwile nic się nie działo, a wtedy zabrzmiał róg wojenny krasnoludów. Zza ich szeregów wyleciały płonące pociski, bełty i wielkie kamienie, które zdziesiątkowały orków. Pozostali przy życiu dzicy wojownicy ruszyli do ataku by pomścić współbraci. Z impetem zderzyli się z wojskami krasnoludów.
    Bitwa trwała ponoć przez wiele dni, zaś sam władca krasnoludów stając w pierwszej linii osobiście zarżnął setki zielonoskórych wrogów. Walczył nawet śmiertelnie ranny goblińskim sztyletem. Walczył nawet rzucony na kolana przez wycieńczenie. Walczył nawet kiedy osunął się bez tchu na ziemię. Walczył już wtedy w sercach swych poddanych, którzy w furii zmietli z powierzchni ziemi resztę armii najeźdźców.

    Ponownie na górskie Królestwo spadł mrok, bowiem nie mieli oni nikogo kto zasiadłby na tronie miasta Axer…


  • Elarid Mistrz Gry

    avatar Bilolus1 Bilolus1

    Wiek Łez, i Era Tchórzy

    Era Tchórzy oczywiście nie była nazywana swym imieniem otwarcie, bowiem z każdym kolejnym władcą wiązano nadzieje powrotu do wielkości. Odbicia dawnych terenów, odbudowy zrujnowanych twierdz i odparcia wrogów. Oraz oczywiście odzyskania utraconej chwały. Jednak wraz ze śmiercią ostatniego Miedziobrodego, wraz z upadkiem krasnoludzkiej solidarności, cierpieniem i wojną w brodatym ludzie coś zgasło. Stał się on szorstki. Zamknięty. Cichy. Nie pragnąc niczego więcej niż trwania w gronie własnej rasy, bowiem po raz kolejny zostali zapomniani. Tym razem nie było wojny. Armia Oghouga zapłakała nad śmiercią swego wodza widząc jego poranione ciało i topór który kurczowo zacisnął w dłoni.
    Był to koniec pewnej epoki. Ciało bohaterskiego króla poniesiono na wyszczerbionych w bitwie tarczach. Poniesiono w towarzystwie całego ludu ‐ żałobników opłakujących swego władcę. A potem ostatni Miedzianobrody spoczął w świątyni Barmidogr. Mówi się że sam Durin zapłakał widząc swe dzieci w smutku.

    Poniesiono w towarzystwie całego ludu ‐ żałobników opłakujących swego władcę
    image

    Przez ponad sto lat Krasnoludy nie odważyły się wybrać żadnego władcy. Żadnej głowy, która mogłaby im przewodzić ścieżką godną ostatniego z rodu Miedziobrodych. A wiek ten nazwano Wiekiem Łez. Jednak każda grupa potrzebuje przewodnika, wodza który ich poprowadzi. Nie inaczej było z całym społeczeństwem brodaczy. Krasnoludy zebrały się w Axer, aby rozpocząć obrady na ów temat starając się odnaleźć rozwiązanie które przypasuje każdemu. Debata trwała wiele dni i nocy a jej skutek był mizerny ‐ wrócili do punktu wyjścia. Wreszcie padła propozycja, by wykorzystać nowo obmyśloną zasadę zwaną “Romarkarin” ‐ co oznacza “Śmiertelny Bój”. Owa zasada twierdziła że każdy Krasnolud który chce stać się Królem, musi pokonać innych pretendentów.
    Idea szalona, głupia i nierozsądna. Czyli typowa dla zdesperowanych Synów Gór. Większość zgodnie ją zaakceptowała. Krasnoludzka ojczyzna znów spłynęła bratnią krwią, jakby nie została nasycona przy ostatniej wojnie domowej. Ale pierwotny cel został osiągnięty. Żyw pozostał tylko jeden…Aoigni brzmiało jego imię, a swym zwycięstwem zasłużył sobie, aby historia zapamiętała go jako Aoigniego Bratobójcę. Bowiem tylko on pozostał na polu walki ze wszystkich, którzy pragnęli wieść Ludowi Gór. Tylko on udowodnił swój twardy niczym lita skała upór. Jego rządy trwały długo, a on sam trzymał kraj żelazną ręką. Nie odbudował zniszczonych miast. Nie odbijał dawnych terytoriów. Jednak jego autorytet i chciwość pozwalały mu urządzać huczne bankiety oraz turnieje. Gdy zmarł nikt nad nim nie płakał, a zmarł on z ręki młodego szlachcica, którego głupio wyzwał na pojedynek pełen wiary w swe zdolności. W swej bucie nie przywdział nawet pancerza, co go zgubiło. Ale z drugiej strony dało to Krasnoludom nowego władcę, Lundyka Zdrajcę. Swój przydomek “zawdzięczał” on swemu rozkazowi podczas jednej z prób odzyskania podziemnej twierdzy z rąk Skavenów, gdy zawalił się szyb, oddzielając go od części swej armii Lundyk po prostu zostawił towarzyszy na pewną śmierć, dając tym samym początek historii Szarych Krasnoludów

    • Lundyk po prostu zostawił towarzyszy na pewną śmierć, dając tym samym początek historii Szarych Krasnoludów*
      image

    Rządy Zdrajcy trwały długo, a gdy poczuł że korona poczyna mu ciążyć to przekazał swą władzę synowi. Bardryk Arogancki okazał się władcą niekompetentnym i zupełnie niestworzonym do nadanej mu roli. Jednak silna armia oraz prywatna straż przyboczna utrzymała go przy życiu długi czas. Wystarczająco długi, aby przetrwał do czasu Wojen Demonów. W nich wystawił on swoją armię, bo tego wymagały złowrogie czasy. Ale armia ta nie przypominała ona tego czym była przed wieki. Miast zahartowanych weteranów do boju ruszyły nieopierzone żółtodzioby nie pojmujące idei wojny. A wraz z nimi ruszył równie niedoświadczony Lundyk. Wielu z krasnoludów nigdy nie wróciło do domów jak i nie wrócił władca, którego ciała nigdy nie odnaleziono.
    Gdy doświadczeni wojną wrócili do domów zostali okrzyknięci Weteranami na cześć tego, iż przeżyli. Nie byli jednakże już dumni czy pełni zapału. Koszmar bitewnej zawieruchy zmienił ich i obdarł z ostatniej cząstki szlachetności. Nie byli już bowiem niezależni. Rządził nimi Książę wyznaczony przez Cesarza, przed którym musieli klęknąć. Książąt było wielu, ale kronikarze krasnoludzccy zgodnie opisywali ich jako tchórzy niegodnych zapamiętania. Wszystkich oprócz ostatniego ‐ Radagasta Krótkobrodego. Jednak o nim nie teraz, bowiem jego historia dotyczy bardziej przyszłości niż tego o czym mowa teraz.


  • Elarid Mistrz Gry

    avatar Bilolus1 Bilolus1

    Czasy Drugiego Królestwa
    Hej, młodzi! Polejcie piwa staremu Krasnoludowi! W gardle już mi zaschło od tych opowieści, a jeszcze nie skończyłem… Dziękuję, jurny chłopcze, niech moc Durina zawsze kieruje ostrzem twego topora. <Gulp> Na czym to ja… A tak! Wspomniany Książę Radagast Krótkobrody nie różnił się niczym od swych poprzedników. Lizał buty Cesarza, a niewiele brakowało by lizał mu zupełnie co innego. Usłużny kundel skrywał się w swym Pałacu. Miał on wieść długie życie nietykalnego Władcy Gór, marionetki którą zabawia się Cesarz. Radagast nie spodziewał się jednak że pewnego dnia z mgieł które otaczały jego pałac wyłoni się armia. A była to armia tajemnicza i równie tajemniczo potężna. Bramy krasnoludzkiej twierdzy zostały otwarte a z baszty nagle wystrzeliły krwistoczerwone pioruny masakrując wszystko co znalazło się na dziedzińcu. Lizidup Radagast wyraził swój strach w typowy dla szczurzych pomiotów jemu podobnych sposób, czyli uciekł. Wyrzekł się wszystkiego co posiadał byleby ocalić swe życie. Życie niewarte nawet funta kłaków. Był tchórzem i zginął jak tchórz. Kurczowo trzymający się nędznego żywota, gotowy poświęcić nawet honor. Jakże było mu ciężko pożegnać Elarid, gdy zobaczył Go przed sobą…

    Mówi się że po prostu pewnego dnia pojawił się przed bramami Axer. Nie wyróżniał się on od innych. Bo jak moje drogie dziatki Krasnolud może nie mieć brody? Albo czy widzieliście chudego Krasnoluda? Dlatego owy przybysz był po prostu brodatym, krępym rodakiem. Jednak jego głowę przyozdabiała korona, która chociaż nikomu nieznana to w niewyjaśniony sposób działała na wszystkich. Przepuszczono go do ratusza ‐ tak bowiem nazywano dawny pałac Axera. A po kilku godzinach stanął on przed tłumem który zebrał się na miejscu i zakrzyknął się Księciem. Akt dyktatorstwa, który jednak zyskał aprobatę brodatego ludu spragnionego wolności od cesarskiej zależności. Imię samozwańczego Księcia stało się wtedy znane, a brzmiało Gorin Żelazny Młot, choć dla niektórych kojarzył się jako rozbójnik, Baron.
    Chociaż entuzjastycznie przyjęty, to niewzbudzający zbyt wielkich nadziei. Wygrana Romarkarin coś znaczyła, ale to miał być dopiero początek.
    Krasnoludzi zyskali nowego Księcia, ale pytanie co na taki samozwańczy akt powiedziało Cesarstwo? Otóż… nic, gdyż wtedy miało mnóstwo problemów na głowie, zaś niewielki brodaty lud nie stanowił według strategów Cesarstwa najważniejszego tematu do rozważań. Jak bardzo się pomylili ma dopiero zaświadczyć historia.
    Książę Gorin wyczuł moment i rozpoczął podbój. Zajął wyspę, którą nazwał swym imieniem. Zebrał swój lud, połączył go w jedno ciało pełne miłości do współbraci. Zreformował armię i wygrał dwie wojny, których prawa wygrać nie mógł. Ale o tym, że taktycy i mędrcy na przewidywaniu przyszłości zbytnio się nie znają to mieliśmy już dowód wcześniej. A żaden z nich nie spodziewałby się choćby przez chwilę, iż Książę dokona coś czego od prawie dwóch wieków żaden inny przywódca Krasnoludów nie potrafił. Zyskał on zaufanie górskiego państwa i nie zmarnował go.

    Mówi się że po prostu pewnego dnia pojawił się przed bramami Axer.
    image

    Chociaż wielokrotnie zakrzykiwał, że ogłosi się Królem nikt z Cesarstwa nie brał jego słów na poważnie. Przecież czas mijał, a przyrzeczenie pozostawało bez pokrycia.
    A przynajmniej do czasu, gdy Gorin powrócił z największej ze swych batalii. Przejęcie Żelaznych Kuźni było czymś czego od dawien dawna potrzebował rozbity lud górskich wojowników. Dzień po którym nikt niczego się nie oczekiwał stał się dniem odrodzenia nowego krasnoludzkiego państwa. Gorin Żelazny Młot zakrzyknął się Królem, a krasnoludów ludem wolnym ‐ tym samym rozrywając traktaty z Cesarzem ostrzem krasnoludzkiego topora. Lud Gór stanął ponownie ramie w ramie. Potężny. Zjednoczony. Gotów do walki w imię Durina o to co zostało im odebrane. Oraz o to co im się należy.


  • Elarid Mistrz Gry

    avatar Bilolus1 Bilolus1

    <u>U zarania dziejów…</u>


  • Elarid Mistrz Gry

    avatar Bilolus1 Bilolus1

    .


Log in to reply