Group Details

[Dark Dante] Stalowa Wola

  • RE: [Powierzchnia] Stare Miasto

    Feliks “Archont” Dunin [T- 4 (Wydarzenie)]

    Wnętrze pomieszczenia wyglądało na… niemalże nietknięte. Spomiędzy zasuniętych rolet przesączało się miękkie światło. W jego promieniach Archont dojrzał zaścielone łóżko. Widział wybrzuszenia na kołdrze, ale poza tym lekko podgryziony przez mole materiał wciąż równo pokrywał całą powierzchnię materaca. Z prawej strony dostrzegł meblościankę, niektóre szafki pozostawały otwarte, lecz głównie wychylały się z nich stosiki poskładanych ubrań. Dostrzegał także kilka oprawionych w ramki zdjęć stojących na regałach, szklane figurki i niewielką biblioteczkę zaraz na lewo od drzwi. Wszystko przykrywała potężna warstwa kurzu.

    posted in [Radiotelegrafista] Zdzieszowice
  • RE: [Metro-Zdzieszowice] Tunele

    // Hmm, ciekawe rozwiązanie. Możesz. //

    posted in [Radiotelegrafista] Zdzieszowice
  • RE: [Powierzchnia] Stare Osiedle

    - Niech nasram w worek i rozgniotę…
    Mariusz pozbierał szczękę z podłogi.
    - Czy widziałeś to samo, co ja? Skurwysyn myśli… Myśli, jebaniec! - Dopiero po chwili pacnął się dłonią w czoło - Czy ty masz pojęcie, coś ty zrobił?! My mieliśmy tylko iść do tej stacji, a nie wywoływać wojnę międzygatunkową!

    posted in [Radiotelegrafista] Zdzieszowice
  • RE: [Powierzchnia] Stare Osiedle

    Mariusz “Szprycer” Woliński

    — Dobra, dobra… Najwyżej będę na twoim sumieniu, a wtedy moja żona nie da Ci żyć. Ostrzegałem!
    Powiedziawszy to rozejrzał się niespokojnie i zaczął powoli wspinać się na wzniesienie. Miałkie podłoże osuwało się pod jego butami, zrywając cienką warstwę szaro-sinej roślinności wyrastającej na piasku, ale Seweryn nie robił sobie z tego zbyt wiele, ostrożnie pokonując metr po metrze. Po chwili dotarł do miejsca, gdzie przez łagodniejącą stromiznę wzgórza zaczął znikać z jego oczu, aż w końcu zupełnie zniknął, wchodząc w gąszcz zeschłych konarów i gałęzi. Jednak nie musiał czekać długo na jego powrót.
    — AAAAAAAAAAAAAA!
    Wrzeszczący dwumetrowiec sprintował w dół zbocza z prędkością zmutowanego ogara. Potknął się, koziołkował dwukrotnie, ale bez zatrzymania się nawet na sekundę znów poderwał się do biegu, finalnie docierając do kompana równocześnie z wyszarpnięciem scyzoryka z kieszeni.
    — Jezus Maria, BIEGNIJ! — Wysapał, patrząc na niego przerażonym wzrokiem.
    Zanim Mariusz zdążył spytać co go tak przeraziło, sam to dostrzegł.
    Na szycie zbocza stała kreatura. Humanoid, wzrostu około półtorej metra. Potężne, krępe ciało, zaś skóra brudnoczarna, pokryta konstelacjami brunatnych strupów i pęcherzy, które równomiernie pulsowały raz po raz w obrzydliwej harmonii. Zaś twarzy istoty… Zmarszczona, jakby spalona. Żarzyły się w niej dwa błyszczące punkty, oczy, głęboko osadzone w czaszce, przerażająco myślące. Usta były wysunięte do przodu, rozsadzone dwoma parami kłów sprawiających wrażenie o wiele, wiele za długich i grubych w porównaniu do gęby mutanta, nadając jej groteskowego wykrzywienia cierpiącego porońca napromieniowanej ewolucji.
    Najciekawsze jednak było to, co wystawało z ramienia istoty. Był to wbity niemalże po sam trzonek kilof Seweryna. Spod metalu wypływała rzadka krew, sącząc się obficie w dół torsu mutanta.
    Kreatura obdarzyła kompanów swoim wzrokiem, patrząc na nich jakby wyrażając coś, czego Mariusz nie mógł za nic odszyfrować. Po tym mutant odwrócił głowę by spojrzeć na kilof wbity w swoje ciało. Jednym ruchem dłoni wyszarpnął narzędzie, a z rany natychmiast trysnęła fontanna posoki. Mutant zdawał się nic z tego sobie nie robić. Rzucił kilof wprost pod nogi oniemiałego górnika i począł powoli odwracać się w stronę, z której przybył.

    posted in [Radiotelegrafista] Zdzieszowice
  • RE: Więzienie Kolonialne

    Choć była całkiem dumna z faktu, że Naczelnik przydzielił jej aż czterech strażników, to o wiele bardziej cieszyła się słysząc, jak lewus (czyli Carter, jak się okazuje) ich odsyła. To mogło znaczyć, że plan posuwał się do przodu, a być może nawet za niedługo przystąpią do jego realizacji.
    Bez żadnych oporów wykonała polecenie Cartera, równo maszerując do swojej celi.

    posted in Oskad
  • RE: Pustynia Śmierci

    —Cholera, teraz musiałbym szefowi przynieść jakąś perełkę… Wiem! — Pstryknął palcami. — Macie Haku? Chyba tak to się nazywało.

    posted in Pandemia
  • RE: Moskwa

    — Dalej czekamy i mamy nadzieję że nasi na czas przypuszczą kontratak i odbiją bunkier, nie zabijając nas po drodze. Chyba, że ty widzisz inne opcje.

    posted in Pandemia
  • RE: Strzaskana Skała

    — Czyli możemy obstawiać trzech biedaków siedzących w szopie i czekających na bycie upitraszonym. Teraz pomyśl: czy gdyby Ci nagle zaczęli uciekać, to wesoła kompania Dijranów wolałaby dalej podziwiać okolicę czy rzuciliby się do pościgu za obiadem, podwieczorkiem i kolacją?

    posted in Oskad