Czaty



  • Wziął klucz i poszedł do swojego pokoju, kierując się posiadanym numerem.


  • Elarid Mistrz Gry

    Szybko odnalazłeś swoje nowe lokum, które nie zachwycało, ale nie ma co się dziwić, sam zrezygnowałeś z wygód. Było tu jedno okno, które wychodziło na główną ulicę miasta. Sam pokój nie był klitką, ale i tak widywałeś większe. Mogłeś się tu jednak przejść i nie nabawić się klaustrofobii, nawet pomimo ilości mebli, które się tu znajdowały, a były to spore łóżko, stolik, dwa krzesła, szafka nocna i spory kufer. Uzupełniał to choćby świecznik na szafce, wiadro wody, misa, cebrzyk, kominek, zapas drewna i podpałki i tym podobne. Nic wielkiego, ale w sam raz, żeby odpocząć po długiej i męczącej podróży, zwłaszcza, że długo tu nie zabawisz.



  • Zdjął buty i marynarkę, a w koszuli rozpiął parę górnych guzików. Nalał wody do misy i zaczął przemywać nią twarz. Tego potrzebował, odrobina chłodnego orzeźwienia. Wyłożył się na łóżku i zaczął rozmyślać. Jego myśli spłynęły na wydarzenia ostatnich dni. Wątpliwości wywoływał poznany “Nathan”. Czuł, że gdyby tylko chciał zabiłby go tak jak innych i nikt by go za to nie pociągnął do odpowiedzialności. Ciekawe czy planuje coś tutaj robić poza zakupem Mivotów. Być może zlecono mu jakaś tajną misję i dlatego nie wtajemnicza go w wszystko? Cóż, teraz dobrze wiedział, że będąc Wizjonerem nie należy wciskać nosa w nie swoje sprawy tylko robić swoje. I tego zamierzał się trzymać. Niech “Nathan” ma swoje tajemnice, kiedy już się rozstaną nie zatęskni za tym człowiekiem. Czekał aż przyniosą mu obiad, który zamówił, potem położy się spać.


  • Elarid Mistrz Gry

    Trzeba przyznać, że nie zostałeś zmuszony, aby długo czekać, bo krótko po tym, jak skończyłeś powierzchowną toaletę, usłyszałeś pukanie do drzwi. Jedna z tych skąpo odzianych kobiet wręczyła Ci bez słowa metalowa tacę z pokrywką i kompletem sztućców, od razu odwracając się na pięcie.



  • Ciekawe jaką potrawę serwowali. Choć po prawdzie nie miało to większego znaczenia, po kilku dniach diety składającej się z suszonego mięsa, zjadłby cokolwiek odmiennego. Po skończonym posiłku, położył się spać.


  • Elarid Mistrz Gry

    Kasza, smażone kawałki mięsa i wszystko to oblane obficie sosem z lokalnymi grzybami i ziołami. Faktycznie, wykwintne to nie było, ale nie musiało, miało sycić i swoje zadanie spełniło. Zasnąłeś dość szybko, budząc się pod wieczór, tego samego dnia.



  • //Huh? Przez cały czas myślałem że już jest wieczór, a obudzi się rano następnego dnia. Nie mam pomysłu co mogę robić wieczorem, więc uznajmy że jest rano//
    Obudził się i przetarł oczy. Wstawał kolejny dzień i trzeba było brać się do pracy, by jak najszybciej wyjechać z tego miasta. Zanim wybierze się na targ niewolników, powinien zaciągnać najemników do eskorty. Cóż, wraz z Nathanem mogliby podzielić się obowiązkami. Tylko gdzie on był? Na pewno w ty samym saloonie, ale nie zwrócił uwagii jaki wziął pokój. Może właściel mu powie. Ubrał się i zszedł do głownego pomieszczenia


  • Elarid Mistrz Gry

    //No teraz to mnie zasmuciłeś, ale niech będzie.//
    Rankiem ruch był tam o wiele mniejszy, był co prawda barman i kelnerki, ale klienci dopiero co opuszczali swoje pokoje czy wracali do nich po nocy spędzonej przy piwie, kartach i kościach. Wśród maruderów lub też rannych ptaszków, zależnie jak to interpretować, zauważyłeś i swojego znajomego, siedzącego plecami do ściany przy niewielkim stoliku dla maksymalnie trzech osób. Czytał niewielką, oprawioną w skórę, książkę, a na blacie przed nim stała puste talerzyki ze sztućcami i filiżanka. Najwidoczniej wstał o wiele szybciej niż Ty. Lub w ogóle nie spał. W jego wypadku chyba wszystko jest możliwe.



  • Podszedł do stolika.
    - Dzień dobry Nathan - powiedział nonszalancko po czym przysiadł się do stolika. Po upewnieniu się, że wokół nie ma osób postronnych, oparł głowę na dłoni i powiedział udając obojętny ton. - Wygląda na to, że dzisiaj powinniśmy zacząć działać. Chcesz zrobić to wspólnie czy możemy się rozdzielić? - Nachylił się i zniżył głos - Nie jestem biegły w zaciąganiu eskorty, dasz radę się tym zająć? Ja mógłbym w tym czasie zająć się zakupem Mivotów. Już kilka razy to robiłem, więc wiem jakich konkretnych sztuk szukać.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Aż tak mi ufasz? - zapytał, równie obojętnym tonem, nawet nie odrywając wzroku od stron książki.



  • Zmrużył oczy i przyjrzał mu się. Po chwili jednak powiedział pogodnym tonem.
    - Dlaczego miałbym tego nie robić? Oboje jedziemy na tym samy wózku…chciałem powiedzieć mamy taki sam cel, należmy do jednej grupy. No i uratowałeś mnie. Czy mam jakiś powód aby podejrzewać cie o coś złego?


  • Elarid Mistrz Gry

    Uśmiechnął się lekko i zamknął gwałtownie książkę, którą schował do jednej z kieszeni, wstając od stołu.
    - Niech będzie. Nie ma sensu tracić tu więcej czasu niż potrzeba. - powiedział, najwidoczniej gotowy do wyjścia. Nie zrobił tego tylko dlatego, że pewnie czekał na ewentualne pytania z Twojej strony.



  • - Świetnie. Życzę powodzenia. Powinniśmy się spotkał tutaj po południu, jeśli żadnego z nas nic nie zatrzyma. - Uniósł dłoń w pożegnalnym geście i wyszedł z saloonu. Skierował się na osławiony targ niewolników.


  • Elarid Mistrz Gry

    Osławiony nie bez przyczyny. Miejsce to było równie dzikie i nieokrzesane jak samo miasto, jego mieszkańcy i okolica. Składało się ze stojących bliżej i dalej od siebie drewnianych platform, wyższych i niższych, na których to stali rzędami niewolnicy, przede wszystkim Mivvoci, ale nie tylko, było też kilku Pirkhów, Amaksjan i tym podobnych, jednak rasy te były albo trudniejsze do schwytania lub bardziej niebezpieczne, dlatego przeważali szaroskórzy, obu płci, przeważnie młodzi i zdrowi, nie brakowało też nastolatków i dzieci, ale nie ma co się dziwić, nikt nie kupiłby starca. Stojący na platformach lub niżej kupcy zachwalali swój skuty, spętany, skąpo odziany, a czasem nawet zupełnie nagi, towar, usiłując przekrzyczeć konkurencję, choć mogłeś być pewien, że tu nikt nie kończył dnia z pustymi rękoma, tak wielki był popyt na dziwki w burdelach czy pracowników w kopalniach, na plantacjach, w kamieniołomach i na ranchach.



  • Na nieszczęście to właśnie starcy byli najbardziej pożądanym przez Wizjonerów towarem. Wynikało to z tego, że jako najstarsi z plemienia posiadali największą wiedzę na temat magii, a niska cena pozwalał ograniczać wydatki. I to właśnie tych wyglądających na najstarszych zaczął wypatrywać w tłumie. Oprócz tego przydadzą się przedstawiciele obu płci do badań anatomicznych, ci mogą być pierwsi lepsi, byle nie bachory. Zaraz, czy to Pirkhowie?! Ich widok był rzadkością, więc to niepowtarzalna okazja, ale z drugiej strony mówiono mu tylko o Mivotach. No nic, jak już zakupi co trzeba, podejdzie i zapyta, jeśli cena będzie dobra to chyba się skusi.


  • Elarid Mistrz Gry

    //To były plany i teraz będziesz chodzić od handlarza do handlarza czy w tym poście zamieściłeś całe targowanie i kupowanie?//



  • //Nie, rozmowa o kupno dopiero się zacznie. Na razie napisałem czego konkretnie szuka//


  • Elarid Mistrz Gry

    //Okej.//
    Chodząc pośród straganów, znalazłeś jeden, od którego odchodzili właśnie jacyś mężczyźni, poza najemnikami mogli to być jacyś plantatorzy lub im podobni, zabierając ze sobą ponad dwudziestu szaroskórych tubylców. Jednak to nic straconego, a wręcz świetna okazja, bo do sprzedania zostało aż pięciu starców, dwoje dzieci, dwóch mężczyzn i kobieta, czyli to, co mniej więcej odpowiadało Twoim potrzebom, i co mogłeś zakupić za jednym zamachem.



  • - Witam - powitał właściciela niewolników uchyleniem kapelusza. - Byłbym zainteresowany kupnem. Tych pięciu starszych, jeden młody samiec i jedna samica. - Wskazał wszystkich palcem - Ile pan za nich chcę? Czy wie pan o nich coś więcej. Któryś z nich mówi po naszemu?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Starych? - zapytał, gdy w pierwszym odruchu zdziwienie zwyciężyło nad chęcią zysku, ale szybko się opamiętał i pokiwał usłużnie głową. - Ma się rozumieć. Starzy, ale ludzie i oni inaczej się starzeją, jeszcze wiele, wiele lat będą panu służyć, wykonując nawet najcięższą robotę. A tamci? Jeszcze lepsi, młodzi i silni, a przy tym posłuszni, można zrobić z nimi co się chce, haha. - powiedział, gdy wdrapał się po schodkach na platformę, zachwalając kolejno swoje towary, a wywód kończąc przy kobiecie, którą zamaszyście klepnął, a ta nawet się nie skrzywiła, w ogóle nie zareagowała. - Próbowałem coś do nich gadać i zdaje się, że rozumieją, ale nie wiem ile w tym rozumienia mowy ciała i gestów, a ile języka. Niewiele się odzywali, odkąd ich mam, ale łatwo wbić im do łbów proste komendy, żeby na ranchu, plantacji czy innej kopalni robili, co trzeba… Za młodych po sztuce złota, najlepszy towar, jaki jest na rynku. A za starych będzie po dwie sztuki srebra od łebka.



  • - Wydają się w porządku. Nie lubię kiedy są zbyt hardzi, trzeba takich siłą przyprowadzać do porządku, a to może się kończyć zmarnowaniem towaru. Z nimi nie powinno być tego problemu. - Głośno myślał. - Pozwoli pan że spróbuje porozumieć się w ich języku, znam go trochę. - Nie czekając na rzeczywiste przyzwolenie zapytał w jężuku Mivotów jednego ze starców. - Umiesz czarować?


  • Elarid Mistrz Gry

    Handlarz zdziwił się, że znasz mowę dzikusów, ale wymyślanie Ci teraz od dziwaków i odszczepieńców pozbawiłoby go ładnego zarobku, więc zachował wszelkie uwagi dla siebie, milcząc. Starzec również był zdziwiony, widziałeś to po jego szeroko otwartych oczach i wyrazie twarzy, ale szybko się opanował, oczy zaś zwęziły się w wąskie szparki, pełne nienawiści, której wyraz dał, gdy splunął Ci prosto w twarz, ale spudłował, trafiając w ubranie na klatce piersiowej.



  • - Hej! - Odsunął się i zaczął ścierać z siebie ślinę za pomocą chusteczki - Mówił pan, że łatwo wbić im do głowy proste komendy. Więc może warto by było nauczyć ich nie pluć na klientów! - powiedział wzburzony.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Nigdy wcześniej tak nie robili! - bronił się handlarz, a zdumienie na jego twarzy i w tonie głosu były jak najbardziej autentyczne, więc raczej ciężko, żeby kłamał, chyba że tak dobrze grał. - Ale też nigdy wcześniej nikt nigdy nie gadał do nich w ich języku. Ja tam nie wiem co im pan nagadał, ale musiało ich to wkurwić bardziej, niż wszystko inne, co mówili albo robili inni klienci.



  • - Spróbuję jeszcze raz. - Stanął tym razem w odpowiedniej odległości i ponownie zapytał. - Umiesz czarować? Tylko tak się mi przydasz. Ze mną masz opiekę i bezpieczeństwo w zamian za magię. Inaczej kopalnia. - Powiedział mocno łamanym językiem Mivotów. Nadal nie mówił nim płynnie.


  • Elarid Mistrz Gry

    Tubylec nie splunął ponownie tylko dlatego, że nie zdołałby Cię trafić przez odległość. Na jego twarzy wciąż malował się widok pogardy. Powiedział coś, choć nie zrozumiałeś całego zdania, ale w sumie nie musiałeś, kilka słów i ogólny ton wypowiedzi oznaczały odmowę, do tego dość niewybrednym językiem. Nim zdążyłeś jakoś na to zareagować, ku nie tylko Twojemu, ale i handlarza oraz innych tubylców, kobieta wystąpiła krok do przodu. Głos się jej nieco łamał, ale uniosła przy tym hardo podbródek. Zgadzała się na Twoje warunki, twierdząc, że odbywała praktyki u szamana w ich wiosce, których jednak nie ukończyła, przez napad łowców niewolników. Mówiła coś później o innych talentach, posłuszeństwu, oddaniu i tym podobnych, dla Ciebie było to jednak mniej ważne.



  • Dobrze, był pewien że starzec nawet pomimo jego uporu, jest uzdolniony magicznie. Podobnie jak pozostali. Był zadowolony, że kobieta już teraz deklaruje chęć współpracy. Zanim pójdzie na badania, przysłuży się poznaniu magii.
    - Biorę wszystkich których wymieniłem. Tylko jest pewien problem, jeszcze nie załatwiłem transportu, a nie mam ich gdzie tymczasowo ulokować. Mogą zostać na ten czas tutaj? Obiecuję, że wrócę i wykupię ich.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Nie będę prezentować tutaj towaru, który nie jest na sprzedaż, ale zamknę ich gdzieś na uboczu. I chcę dostać połowę pieniędzy teraz. - zastrzegł szybko handlarz, widocznie wietrząc jakiś podstęp. - Albo możesz też zapłacić z góry.



  • - Ale…dlaczego? Nie ma mowy o tym, żebym chciał pana oszukać. Zresztą nawet jeśli to jak? Jeśli nie wrócę z pieniędzmi, po prostu sprzeda ich pan komu innemu. Nic pan nie ryzykuje.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Jesteś pierwszym, który potrzebuje tych staruchów… Dobra, zrobimy tak: Zapłać mi teraz tylko za nich, za resztę może być później. A jak będzie trzeba zrobić coś dodatkowo, jakieś łańcuchy, znakowanie gorącym żelazem i tak dalej, to też się tym zajmę, gdy ciebie nie będzie. Za darmo. Zgoda?



  • - Nie, nie nie. - Powiedział delikatnie. - Obstaje przy swojej propozycji. Za niedługo wrócę i ich wszystkich wykupię na raz. Sam pan powiedział, że jestem pierwszy który chce ich kupić. Być może nikt po za mną, już nie będzie zainteresowany. Nie, dziękuję ale znakowanie nie będzie konieczne. Powiedział pan łańcuchy, tak te mogą się przydać.


  • Elarid Mistrz Gry

    - To będzie dwadzieścia miedziaków od łebka. - odparł, w końcu kapitulując, choć nie odmówił sobie przy tym wyłudzenia od ciebie kolejnych pieniędzy za coś, co wcześniej miało być darmowe.



  • - No i świetnie. Powinienem wrócić po południu. - Odszedł od stoiska. Gładko poszło, teraz trzeba kupić wóz i… A miałem jeszcze sprawdzić Pirkhów. Tylko czy wystarczy pieniędzy. 3 złota za Mivotów plus łańcuchy, trzeba odłożyć na wóz z końmi zaraz… Przeliczył to w głowie i sprawdził ile mu zostanie. Postanowił na razie tylko podejść i zapytać o cenę.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie musiałeś właściwie pytać, a dokładniej to kupiec nie dał ci nawet okazji, od razu zachwalając swój towar jako twardych, pracowitych, wytrzymałych i silnych robotników, którzy mogli tak wykonywać nieskomplikowane i wymagające sporej siły prace fizyczne, jak i, po krótkim przyuczeniu, polecić im zająć się czymś lepszym, bowiem nawet dopiero co nauczeni, byli lepsi niż wielu pracujących od dawna w swoim zawodzie rzemieślników. Wiązało się to, według handlarza, z tym, że mieli niezwykły nałóg poznawania nowej wiedzy i umiejętności, czym można ich było obłaskawiać w niewoli, dostając porządnych i solidnych robotników, których szansa buntu była naprawdę niewielka.



  • A więc mieli ze sobą coś wspólnego - byli głodni wiedzy. Ciekawa cecha dla zwierząt. Jednak głównym czynnikiem który sprawiał że są tak cenni, był ich potencjał magiczny. Według opowieści jako jedyni potrafią tworzyć podległe sobie niezniszczalne żywiołowe stwory.
    - To niezwykłe, że tak proste stworzenia przejawiają takie ludzkie odruchy. A jaka jest cena za jednego, jeśli można spytać?


  • Elarid Mistrz Gry

    - To nie byle jacy robole! - odparł podniesionym głosem handlarz, jakbyś go obraził. - Są o wiele cenniejsi i rzadsi. Jeden taki w dłuższej perspektywie równa się przynajmniej kilku Mivotom, więc i cena musi być jak za kilku. Proponuję pięć sztuk złota za jednego.


Log in to reply