[Metro-Koks] Stacja Blok Gazowy


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Ostatnia z zamieszkałych stacji Metro-Koksu i najdalej wysunięty na południe posterunek całego Sojuszu. Na krótkim peronie mieszczą się mizerne baraki i szałasy jej mieszkańców, a w przylegającym do niego magazynie zorganizowano uprawę grzybów i manufakturę produkującą proch strzelniczy oraz węgiel drzewny. W pomieszczeniach socjalnych znajduje się mały posterunek Szarej Gwardii. Zejścia na peron broni wzmocniona brama, a także dwie ziemianki, pełniące rolę prowizorycznych bunkrów. Stacja z roku na rok podupada coraz bardziej. Krótko po Apokalipsie jej strop uszkodził potężny wybuch na powierzchni, przez co zaczęły się okresowe zalania stacji, a poziom radiacji znacznie wzrósł. Na domiar złego, Rdzawi widzą w niej swoją furtkę do reszty metra i co rusz szturmują jej bramy. Bohaterskich obrońców ubywa, ludzie uciekają na północ, z nadzieją na dostanie się do bezpiecznych stacji Metrozetu i znalezienie tam lepszego życia.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Henryk “Pianista” Szatan-Zegierski [T -6 (Dzień 0)]

    — Kontynuując… — Miernicki ponownie zmienił kierunek marszu, nieustannie targając swojego wąsa jedną dłonią, a drugą opierając na ramieniu. — Rzymskie katakumby są ogromnym, bo liczącym co najmniej sto pięćdziesiąt kilometrów długości, podziemnym zespołem, często oddzielonym od piwnic i tuneli zaledwie pojedynczą warstwy cegieł czy cienką, tufową ścianą. Ileż to razy, gdy w mieście siedmiu wzgórz remontowano bądź budowano nowe drogi i sieci kanalizacyjne, dochodziło do odkrycia zapomnianych od wieków lochów, wypełnionych po brzegi paleo…uhm, antycznymi znaleziskami. —

    Chociaż metro wymusiło na Zbyszku szybsze dojrzewanie, niż te przeżywane przez jego rówieśników sprzed wojny, to liczby nie kłamały. Miał tylko szesnaście lat i z błyszczącymi oczyma wysłuchiwał wywodu Jagiełły na temat rozległości i skomplikowania rzymskich katakumb. Sto pięćdziesiąt kilometrów było dla niego konceptem abstrakcyjnym, wyobrażenie takiej odległości musiało być dla niego trudnym zadaniem.

    — I ty myślisz, że Rzymianie przeżyli w nich wojnę? — Ksawery przerwał wywód, patrząc na Piotra z pewną złośliwą pobłażliwością. — Nie ma takiej możliwości, nawet gdyby katakumby były dziesięciokrotnie większe. Zwiedzałem je podczas służbowego wyjazdu. To prymitywne jaskinie, bez wentylacji, bez elektryki, niczego. Mieszkańcy wiecznego miasta przeszli do wieczności razem z nim. — Stwierdził, dorzucając pęk ususzonych łodyg rzepaku do ogniska. Płomień buchnął nieco silniej, a kilka iskierek uniosło się z paszczy beczki-kominka.

    Za to Miernicki poczerwieniał na twarzy i to na tyle, że było to widoczne nawet na jego szkarłatnych od alkoholu policzkach.

    — Panie Iwanowiczu, określenie katakumb rzymskich prymitywnymi jest prymitywne samo w sobie! Zapewne nie widział Pan kaplic ozdobionych niesamowitymi, wczesnochrześcijań…—

    Nie zdążył, na szczęście lub nieszczęście, dokończyć wypowiedzi, bo w blasku ognia ukazał się przełożony całej piątki, Joachim. Wszyscy, poza tymi którzy już stali i Żukiem, wyprostowali się jak cięciwa. Wyraz na twarzy dowódcy był nietęgi, co mogło oznaczać dwie rzeczy: szykuje się bura albo to Górka otrzymał wieści nie dające powodów do szczęścia.

    — Spokojnie, siądźcie. Właśnie jestem po rozmowie z sołtysem. — Powiedział, a niektórzy wrócili do wcześniejszych pozycji. . — Cóż… — Górka westchnął, nie wiedząc jak zacząć. — Kolejna rodzina wynosi się na Blok Koksowniczy. Mają lewe przepustki, ale ja nie będę donosił na moich ludzi Dyktatorowi, cholerna jego mać. — Ostatnie słowa dodał pół-szeptem, po czym kontynuował myśl. — I co z tego wynika, to że ubędzie nam sporej części składek, więc sołtys najprawdopodobniej będzie musiał ukróci nam płacę. O ile, tego jeszcze nie wiemy, ale Orzech (a właśnie takie przezwisko nosił sołtys Bloku Gazowego) już myśli nad jakąś alternatywą dla was. Przydział darmowych grzybów co jakiś czas albo woreczek prochu dla każdego na kwartał, nie pamiętam na czym skończył. W każdym razie mam nadzieję, że sytuacja jest dla was zrozumiała. —


  • ŻBŻP

    Henryk ze spokojem zamknął książkę i odłożył ją do torby. Jakoś nigdy wcześniej nie było okazji, żeby przeczytać książki, które pożyczył od przyjaciela, jeszcze będąc na Szkolnej. Rozważył wcześniej wszystkie możliwości i uznał, że Bułhakow lepszej książki nie napisał, niż “Mistrz i Małgorzata” i aż dziwiło go to, że wiele starszych od jego samego po prostu nie orientowało się przynajmniej, o czym jest ta książka.
    Nie zainteresował się jednak przesadnie informacjami od Joachima. Wykonywał narzuconą mu robotę i nie narzekał. Nigdy nie narzekał, bo nie miało to sensu. A towarzystwo, w jakie obecnie trafił, uświadomiło mu, że znowu nie jest tak źle, jak się mogło wydawać osobie trzeciej. Miał interesujących rozmówców, którzy mieli doświadczenie i umiejętności, a potrzeby samego Pianisty nie należały do znaczących. Jedzenie i miejsce do spania, a przy okazji jedna okazja na jakiś czas, by zająć się własnym zarostem, to było wszystko, czego potrzebował od pracodawcy. Czy stał się gnuśny, odkąd przestał grać na fortepianie? Bynajmniej. Nie koił już ludzkich serc, ale za to zapewniał im bezpieczeństwo. A Stacja Blok Gazowy potrzebowała bezpieczeństwa bardziej, niż samej muzyki.
    Przeanalizował jednak to, o czym mówił Górka i doszedł do jednego, prostego wniosku. Mianowicie, Żukowi będzie ciężej, co niezbyt spodobało się Henrykowi. Będzie trzeba coś wymyślić, żeby do tego nie dopuścić, przez co już wyznaczył sobie, jaki będzie temat rozmowy, jak już Joachim skończy.


  • Metro 2035 Mistrz Gry

    Henryk “Pianista” Szatan-Zegierski [T-6 (Dzień 0)]

    Choć Pianista na razie milczał, to niektórzy z pozostałych wyraźnie chcieli coś powiedzieć na ten temat, ale Joachim uciszył ich gestem dłoni.
    — Jest też druga sprawa. — Mężczyzna podrapał się po ciemnobrunatnym zaroście. — Gwardia odwołuje żołnierzy, których przysłali do obrony stacji od góry, co oznacza, że od teraz my będziemy musieli podzielić się i bronić zejścia. Nie wiem, a może wiem kto podjął taką decyzję, ale podobno gwardziści są bardziej potrzebni do ochrony jakiegoś występu na Perle niż tutaj. W każdym razie, zostawimy mniej straży w tunelach, a czterech, po dwóch z każdego posterunku, poślemy do góry. —

    Siedzący przy ognisku zareagowali na tą wieść różnie. Antoni jedynie sposępniał, spuścił wzrok jeszcze niżej niż zwykle. Kawior pozostał stoicki i wyniosły, wiadomość przyjął z chłodem. Alojzy popadł w zamyślenie, żuł słowa Joachima. Zbyszko wyraźnie chciał o coś zapytać, ale ubiegł go Piotr, który ledwo zdążył ochłonąć z uniesienia, tak znów zalał się złością:
    — Panie Górka, ale Gwardia nie może zabrać nam swoich żołnierzy! Nie damy rady utrzymać zejścia bez ich broni, wyszkolenia i samej obecności! Sam dobrze to wiesz, Joachim! — Jagiełło podniósł głos, dłonią wskazując za siebie, w kierunku stacyjnego posterunku Gwardii.

    — Uspokój się, Miernicki. — Dowódca momentalnie przyjął sroższy ton i wyraz twarzy, a stary historyk pobladł, stracił chwilową zaciętość i skurczył się w sobie. Górka kontynuował. — Wiem dokładnie jaka jest sytuacja i wiem, że jeżeli mądrze podzielimy nasze siły, będziemy w stanie powstrzymać każdego Rdzawca, który tylko zbliży się do Bloku Gazowego. W zamian za żołnierzy, dostaliśmy od rządu olej do generatorów, kule do Burzy i kilka sztuk porządnej broni, więc amunicji nam nie zabraknie. — Joachim mówił spokojnie, ale Henryk wyraźnie zauważył cień wątpliwości przemykający po jego twarzy. Tutaj nie chodziło o zapas pocisków, sprężonego powietrza czy sprawnych strzelb i muszkietów, ale o ilość wytrenowanych rąk, które mogły ich używać. Mieszkańcy Bloku Gazowego, choćby w największej desperacji, nie będą w stanie dorównać poziomem wyszkolenia do gwardzistów, z których wielu przygotowywało się do walki od dziecięcych lat. Wszyscy z zgromadzonych przy ogniu wiedzieli to.

    — Jakieś pytania? — Dopytał na koniec Górka.


Log in to reply