Popielna Grań



  • - Dużo mrocznych elfów, Stalowych i wody. Do tego wrócę z kimś. Tyle mogę ci powiedzieć, by nie zdradzić tajemnicy służbowej. A wyruszam tylko ja, bo to cholernie niebezpieczne, Pani najpewniej nie chce was narażać, jako nowicjuszy. - Wyrzekł kolorując rzeczywistość, po czym uznając, że wypełnił swój obowiązek informacyjny wobec podwładnych i ruszył do swej Pani. by odebrać nagrodę.


  • Elarid Mistrz Gry

    Ten jedynie prychnął, a reszta nie miała zamiaru Cię zatrzymać. Ty zaś otrzymałeś dokładnie to, czego pragnąłeś, słowo w słowo. Moce Twej Pani, jak i innych Demonów, były naprawdę niezmierzone. Czasu na podziękowania jednak nie było, bo kazała Ci się spieszyć.



  • Skinął tylko głową przyjmując prezent. - Przyniosę ci chwałę. - Wyrzekł tylko i ruszył razem z elfami. Uznał, że w sumie dobrze zagaić rozmowę. - Te, tak w teorii, Upadły mógłby się nauczyć Waszej Magii? Były jakieś próby? - Zapytał Admirała.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Ile masz do niego pytań? Tak mniej więcej? Bo miałem w planie od razu robić zmianę tematu.//



  • // Tylko te dwa i możesz zmieniac od razu po odpowiedzi.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Nie jestem Magiem. - odparł Drow, wzruszając ramionami. Wyniosła kreatura, nawet w tym pozornie nieznacznym ruchu widziałeś coś jakby pogardę, którą do Ciebie czuł. Albo tylko to sobie wyobrażałeś, bo nie lubiłeś Mrocznych Elfów. Nikt nie lubił. - Ale słyszałem o jednym takim. Było to dawno temu, ja przebywałem wówczas na morzu i słyszałem historię od kogoś, kto ponoć przy tym był, ale nie mam powodów mu nie wierzyć. Ponoć próba była bardzo… hm, efektowna, ale i krótka, ostatecznie nieudana i przy okazji śmiertelna.
    //Zmiana tematu. Stworzę go i zacznę, gdy będziesz na miejscu, czyli pewnie jutro, bo dziś nie mam tyle czasu.//


  • Elarid Mistrz Gry

    Bulwa:
    Trzeba ze smutkiem przyznać, że nie było to największe zwycięstwo w Twoim życiu, mogło być większe, nad czym często myślałeś podczas drogi powrotnej na pokładzie Czarnej Arki, ale zdobyłeś łupy, świtę i… jego. Wciąż nie wiedziałeś o nim wiele więcej, niż gdy opuszczaliście Światło Świtu, nie dał Ci też zbytnio okazji, bo otrzymał osobną kajutę, w której zamknął się na całą podróż. Nie żeby mu to nie służyło, gdy opuściliście pokład wyglądał równie dobrze, jak po wyssaniu życia z bandy Mrocznych Elfów i ludzi. Teraz jednak wróciliście do Grani, witani jako zdobywcy, bo choć sam Zakon otrząśnie się po porażce najpóźniej za kilka tygodni lub miesięcy, to trzeba przyznać, że wcześniej nikt z Popielnej Grani nie odniósł takiego sukcesu. Przypatrywano się głównie Tobie, a także nowym Demonom, zwłaszcza temu, który świat widział niczym wielką partię szachów.



  • Przed opuszczeniem statku, pożegnał się z magiem Mroku i spytał się o dane do wysłania gońca w razie czego. Chciał parsknąć i odwrócić głowę, ale przypomniał sobie o swojej aktualnej pozycji. Jesteś Hetmanem. Zachowuj się z honorem generała. Uniósł lekko głowę, tak by jego wzrok był skierowany powyżej horyzontu, naprężył się i wyprostował. Wydał ręką kilka komend ustawiając demony w szyk, tak by eksponowały łupy. Zaprowadził… Jego do pałacu, po części ze strachu przed bestią, po części z tęsknoty za ?właścicielką?, ale największy udział miała w tym ciekawość, co się tam odpierdoli.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie było potrzeby, aby do pałacu wchodziła cała zgraja, więc poza Demonem i Tobą reszta odeszła, aby odnieść łupy czy odpocząć w swoich nowych kwaterach. W środku czekała już Twoja pani, a wraz z nią wszyscy pozostali Upadli na jej usługach.
    - Cieszę się, że Ci się udało, Sendemirze. - powiedziała, podnosząc się z tronu, a Ty miałeś wrażenie, że były to naprawdę szczere słowa. - Nagroda Cię nie minie. - dodała jeszcze i zwróciła oczy na Twojego kompana. - Cieszę się, że mogę gościć Cię w moich skromnych progach, Lordzie Catur. Witaj w Popielnej Grani.
    - Dobrze się spisałaś. - odparł krótko tamten. - Straciłem w tych lochach wiele czasu, ale dzięki temu zyskałem wiele nowych pionków. I mojego nowego Hetmana.



  • Skrzywił się niezręcznie i rozłożył ręce. - Normalnie bym uklęknął i odpowiedział na gratulacje, ale teraz, ktoś kto widocznie stoi nad moją aktualną Panią i tym samym demonem z którym podpisałem Pakt uznał mnie za swojego Hetmana, gdyż odmówiłem pozycji Króla i nie wiem czy mogę chociaż uklęknąć. Wyjaśni mi ktoś jaka jest teraz moja pozycja, w co zostałem wplątany, kto jest moim zwierzchnikiem i jakie są moje obowiązki? Przepraszam, że tak nagle, ale lubię wiedzieć na czym stoję. Oczywiście jest to tylko prośba niższej istoty, moja słowa nie mają żadnej mocy, są tylko prośbą uniżonego sługi… Jeszcze nie wiem kogo aktualnie, ale na pewno kogoś tu obecnego. - Wyłożył na ławę wszystko co leżało mu na sercu. Gówno uderzyło w wiatrak i zasmrodziło mu jego prosty świat, gdzie musiał tylko wykonywać rozkazy i niańczyć kliku słabeuszy. Musiał wiedzieć w jakich ramach teraz musi pracować, żeby być efektywnym. Najbardziej na świecie nienawidził nie dopowiedzeń.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Możesz mieć tylko jednego pana. - syknął cicho Demon, a głośniej dodał: - Wszyscy możecie mieć tylko jednego pana. I to od Was zależy, czy postawicie na tego właściwego.



  • Sendemir długo milczał. W jego głowie zderzały się niezliczone zbiory planów, hipotez i możliwych opcji wraz z ich skutkami. W końcu się odezwał. - Panienko, Panienka wie, że jest moim całym światem i kocham ją bezgranicznie. Jednak dalej idąc drogą twojego niewolnika, nigdy nie stanę się ciebie godny, świat nigdy nie pozwoli nam być razem, ty nigdy mnie do siebie nie dopuścisz. Dlatego… Wybieram Demonicznego Lorda Catura na swojego Pana. Jest Lordem i posiada wielką moc, wie jak taką pozyskać. Podążając za nim, mogę zebrać jej chociaż trochę. Będę wykonywał rozkazy, będę się rozwijał i kształcił, wszystko po to, by pewnego dnia stać się na tyle potężnym, by móc pojąć się za żonę, Panienko Azer’Khalit! Wybacz mi! - Wygłosił swój monolog z rzeczywistym bólem w sercu. Musiał ją zranić, musiał być samolubny, by pewnego dnia móc ją uszczęśliwić. Złożył pokłon na jedno kolano przed Demonicznym Lordem. - Proszę, zostań Panem swojego Hetmana. - Wygłosił odczuwając coraz większą skruchę. Nie wiedział, czy to wina Paktu, demonicznej magii czy resztek jego sumienia, ale odczuwa wyrzuty. Jednak nie może się wycofać. Nie teraz, kiedy jego marzenia stały na wyciągnięcie ręki.


  • Elarid Mistrz Gry

    Ta skinęła krótko głową, jakby godząc się z tym, co powiedziałeś, ale jej twarz tylko z pozoru była spokojna, bo z czasem pojawił się na niej paskudny grymas… gniewu? Nienawiści? Strachu?
    - Dobrze wybrałeś, mój Hetmanie. - odparł Demon i zacisnął dłoń w pięść, wbijając ostre pazury w dłoń. Gdy krew zaczęła kapać z niej na posadzkę, otworzył ją i położył na Twojej głowie. Nie czułeś nic szczególnego, rzecz jasna poza ciężarem ręki Demona i jego lepką krwią na głowie, ale po chwili coś zaczęło się dziać. Czułeś się słaby. Jakby z każdą sekundą życia przybywało Ci ponad dziesięć lat. I to nie było tylko wrażenie, ale coś rzeczywistego, bowiem gdy spojrzałeś na swoje ręce, te stawały się suche i pomarszczone. Mięśnie zanikały, kości stawały się kruche, włosy siwiały, a zmysły tępiły. Umierałeś. Przed oczyma przeleciał Ci cały żywot, mogłeś w pełni przypomnieć sobie nie tylko całe to nowe życie, ale i poprzednie. A gdy doszedłeś ze wspomnieniami do momentu, w którym poddałeś się nowemu władcy, zobaczyłeś ciemność. Ciemność, która Cię otoczyła. Upadłeś na twardą posadzkę, ale już tego nie czułeś. Miałeś wrażenie, że pływasz, a dokładniej unosisz się na wodzie.
    Czego pragniesz, Sendemirze? - rozległo się wołanie głosu, który słyszałeś po raz pierwszy w życiu, ale jednocześnie wydawał Ci się tak znajomy, jakby słyszany na co dzień. - Władzy? Potęgi? Niewyobrażalnej mocy? Ekwipunku godnego zabójcy Smoków? Armii pionków na swe zawołanie? Własnego królestwa? Tabunu ukochanych? Czego pragniesz, Sendemirze?



  • - Ja… To trudne. - Odrzekł, a raczej pomyślał czy urzeczywistnił Upadły. - Byłem kiedyś wysoko w hierarchii, z władzą jest często więcej problemów niż korzyści, z moim charakterem nie przychodzi z tym radość i siła, a odpowiedzialność. Widziałem potęgę. Widziałem potęgę Lorda Catura, widziałem po potrafi zrobić panienka Azer’Khalit. I wiem, że istnieją byty od nich potężniejsze, zawsze to tak działa. Moc? Czym byłaby dla mnie moc, jeśli nie potrafiłbym jej wykorzystać? Broń? Co mi z niej jeśli nie potrafiłbym jej unieść? Na co mi pionki, skoro nie potrafię ich rozstawić? Na co mi królestwo, skoro nie jestem królem? Po co mi ukochani, skoro nie umiem kochać? Ja… Skoro nie ma już żadnych łańcuchów… - Jego oczy, a raczej zwierciadła jego duszy zrobiły się zimne, ciemne i puste. - Chcę nadać temu co zrobiłem przed chwilą znacznie. Chcę móc negować. Negować władzę, potęgę, moc. Usuwać nierówności związane z wyposażeniem i inwentarzem. Chcę negować znaczenie przewagi liczebnej. Chcę, by nie było żadnego królestwa. Chcę, by to mnie kochano, jednak ja odrzucał każde z tych uczuć. Ja chcę… móc negować. Albo nie? Może chcę zrozumieć? Zrozumieć jak czerpać z władzy? Jak zdobyć niewyobrażalną moc? Jak stworzyć taki ekwipunek? Jak zebrać tak wiele potężnych pionków? Jak zostać królem? Jak rozkochać w sobie tyle kobiet? Ja… Nie wiem. Czemu miałbym wiedzieć? Nie jestem nawet pewien czym teraz jestem i co mnie spotkało, więc jak miałbym wiedzieć, czego pragnę, skoro nawet nie wiem kim jestem? Jak miałbym wybrać cel, skoro nie wiem gdzie jestem? Skoro nie wiem, jest tylko jedna odpowiedź. Chcę iść do przodu. Chcę się rozwijać i zdobywać powoli każdy z tych atrybutów. Mogę na razie być nędznym sierżantem, mogę być słaby i nie mieć talentu magicznego. Mogę mieć ledwie jeden artefakt i dwa pionki nędznej jakości. Mogę być tylko paziem na dworze cesarza. Mogę mieć jedno nieodwzajemnione uczucie… Ale chcę tego wszystkiego na raz. Nawet jeśli musiałbym ciężko pracować, nawet jeśli oddawałbym za to i oddawał wszystko, chcę mieć możliwość rozwoju. Nie chcę mieć nad sobą ograniczeń związanych z rozwojem. Chcę mieć większe predyspozycję do rozwoju niż ktokolwiek. Może kiedy się rozwinę, dowiem się kim jestem i co powinienem wybrać. - Podjął ostateczną decyzję, szukając źródła głosu, jeśli to w ogóle istniało.



  • //?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Rozwiniesz się, Sendemirze. - odparł po chwili głos. - Twemu życzeniu stanie się zadość.
    Gdy wybrzmiało ostatnie słowo, a Ty nie byłeś pewien, co do końca miało to oznaczać, otworzyłeś oczy. Miałeś wrażenie, jakbyś wybudził się z długiego snu. Czułeś ból, bolało Cię dosłownie wszystko. Miałeś wrażenie, że stoisz na granicy śmierci, lecz nie tej chwalebnej, w boju, ale jako zwyciężony przez śmierć starzec. Ale nim zdołałeś pomyśleć czy poczuć cokolwiek więcej, ból stopniowo zanikał. Potem również słabość. Zacząłeś czuć energię, niewyobrażalną moc, która przechodziła przez każdy fragment Twojego ciała. Stałeś się znów tym, kim byłeś wcześniej, czułeś i widziałeś, jak powraca młodość i wigor. A gdy wróciłeś do stanu sprzed tej dziwnej transformacji, poczułeś coś jeszcze. Więcej mocy, więcej potęgi, więcej siły. Stanąłeś znów na nogach pewnie, mając wrażenie, że jeśli zechcesz, to nawet setka Rogatych Demonów nie przepchnie Cię z miejsca. Czułeś, jakby to wszystko trwało przez godziny lub dłużej, a pewnie zajęło nie więcej, niż kilka sekund. Patrząc na swoją panią poczułeś coś… Coś, czego nigdy nie czułeś. A właściwie to nie: Coś, co czułeś zawsze, przywiązanie i wierność wobec niej, zniknęło. Patrzyłeś na nią tak samo obojętnie, jak zgromadzonych wokół Upadłych. Ale wtedy znów poczułeś ból, ból na głowie, w miejscu, gdzie dotknęła Cię zakrwawiona dłoń Demona. Miałeś wrażenie, że znów do Ciebie przywarła, ale teraz naznaczony krwią ślad zdawał się wypalać skórę, choć w swej nowej potędze zniosłeś i to bez padania na kolana z bólu. Wtedy dopiero zrozumiałeś, co się stało. Świadomie czy nie, zmieniłeś właściciela i pana. Teraz był nim ten Demon.



  • Zniósł ból w ciszy, pustym wzrokiem świdrując kobietę, która niegdyś była dla niego wszystkim. - To była tylko iluzja, Azer. Cóż, nie czuję potrzeby zemsty za to oszustwo i używanie mnie jako przedmiotu, w końcu tym jestem, tylko pionkiem w rękach wielkich tego świata. - Wyrzekł głosem pozbawionym wszelkich emocji, gładkim, zimnym, bez żadnej skazy. - Teraz chciałem powiedzieć coś wam, moi byli podwładni. Kobieto, która uniosła się pychą w moim towarzystwie. Mężczyzno, który knuł za moimi plecami. I ty orku, który był na tyle mądry, by tylko wykonywać rozkazy. Gdy następnym razem się spotkamy, będziecie klękali bez przymuszenia. Od was zależy, czy z błaganiem o możliwość bycia moim pionkiem, czy o oszczędzenie. - Wygłosił orędzie tym samym tonie, po czym jego twarz wykrzywiła się w nienaturalny grymas uśmiechu. Stanął po lewej stronie Lorda Catura, prawa była zarezerwowana dla Króla. - Proszę, nadaj mi nowe imię. Nie chce być dalej nazywany imieniem wymyślonym po pijaku i liczbą, jak bydło. - Zwrócił się w kierunku swojego nowego Pana.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Od teraz zwać się będziesz… - zaczął Demon i urwał. Nie byłeś pewien czy ta pauza miała dodać dramaturgii, czy też rzeczywiście zastanawiał się chwilę nad imieniem, kiedy w końcu powiedział: - Alamar.
    - Ty zaś byłaś wiernym sługą, za co Ci dziękuję. - powiedział, zwracając się do Demonicy. - I chętnie obdaruję Cię nagrodą, którą obiecałem: Możesz zachować resztę swoich pionków i nędzne włości. I nie skoml o więcej, to akt łaski, z jakiej nie jestem znany.
    Kończąc swój wywód, Demon odwrócił się na pięcie i postąpił kilka kroków w kierunku wyjścia. Dziwiło Cię, że pozwolił zebrać armię i łupy, aby to wszystko stracić, ale może to tylko element planu? Lub było to dla niego tak nieistotne, że nawet o tym nie myślał…



  • Alamar ruszył obok swojego Pana, szukając wzrokiem sukkuba, który nie chciał się przed nim pokłonić. Czuł się bardziej wolny, niż wcześniej. - Jakie pole planszy chciałbyś teraz zobaczyć, Panie? Gdzie znajdziemy Króla? - Spytał, towarzysząc demonowi.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nim Ty zdążyłeś wypatrzeć Demona lub Twój nowy Pan zdążył odpowiedzieć, usłyszałeś głośny, jadowity i pełen władczego tonu głos Twojej dawnej pani:
    - Stać!
    Nie musiałeś słuchać, nie byłeś jej własnością, jej Upadłym. Ale nowego pana miałeś od zaledwie chwili, lata na służbie sprawiły, że odruchowo zatrzymałeś się, a gdy to zrobiłeś, po kilku krokach zatrzymał się i odwrócił również Cetur.
    Azer siedziała na tronie w niemalże takiej samej pozycji, jak wcześniej, ale coś się zmieniło. Wyraz twarzy. Tak wielkiego gniewu na jej obliczu jeszcze nie wiedziałeś.
    - Zabić. - wykrztusiła w końcu, dziwnie cicho i słabo, ale szybko odzyskała dawny ton, patrząc na pozostałych Upadłych: - Zabić ich obu!
    Ci niespiesznie ruszyli naprzód, oceniając możliwości Demona, bo Twoje już znali, choćby ze wspólnej walki w Trzewiach.
    - Czy któregoś z nich pragniesz zgładzić? Czy któregoś uważasz za wartościowy nabytek? - zapytał zupełnie spokojnie stojący obok Demon.



  • - Ork jest rzadki, ale nie jest niczym ponad wielką kupę mięsa z wielką siłą. Tamten Upadły miał zostać Heroldem, ale patrząc na to, że skończył tu i na to co widziałem w Trzewiach, jest po prostu nieudacznikiem. Tamta ma talent magiczny, ale jest cholernie butna i nie chce się rozwijać, nie ma nawyku ciężkiej pracy. Nie uznałbym nikogo z nich za wartościowego. Nie mam do nich żadnego żalu, ale nie będę ich opłakiwał. Są teraz dla mnie jak przechodnie na targu. - Dał krótkie sprawozdanie. Znając życie, demon wyciągnie z nich całą energię, jak to zrobił w forcie. - Panienko, na prawdę sądzisz, że dwóch świeżomianowanych i jeden weteran-nieudacznik będą w stanie pokonać mnie w nowej formie, a co dopiero Lorda? Nie rzuca się pionów w obszarze bicia, mogłaś wykonać Roszadę i żyć bezpiecznie dalej. - Przyjął metafory szachowe swojego nowego Pana. Jako jeszcze Gryfita, grywał trochę.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Zachowaj Orka. - powiedział po chwili namysłu. - Resztę zabij, jeśli chcesz. Nie są mi potrzebni.
    Nie wiedziałeś, czy był to losowy wybór, czy może Orka uratowała jego wyjątkowość i Demon nie mógł odmówić sobie posiadania takiej dziwnej kreatury w swojej kolekcji. Twoja poprzednia pani nie odpowiedziała, wpatrywała się w Demona, w on w nią. Jakby toczyli jakiś pojedynek, ale przy użyciu siły woli, potęgi większej, niż oręż, kły, pazury i Magia. Tobie jednak przyjdzie zmierzyć się z tym wszystkim, bowiem Lartah i Melechis już atakowali, a Leari zaczęła inkantację jakiegoś zaklęcia.
    //Tak naprawdę przeżyje tylko dlatego, że jego art cholernie mi się podoba.//



  • - Eh. Daremne. - Odrzekł znudzony. Wybił się w powietrze przy pomocy magii ognia, by przelecieć nad orkiem tuż pod sufitem i wylądować tuż koło Learii. Przyzwał swoją włócznię, z tępym grotem, by jej nie zranić i wymierzył potężny cios w jej brzuch, by przerwać zaklęcie i wyłączyć ją z walki. Nie jest zbyt silna, ale jest ładna. Będzie dobrą pokojówką. Skoro i tak miał wyrzucić na śmieci tych upadłych, wolał już coś z tego uzyskać, po chwili namysłu.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie była wojowniczką, nie nosiła nawet zbroi, która nie była jej potrzebna, gdy polegała na Magii, ale miała skrzydła i jedno ich machnięcie sprawiło, że odleciała około półtora metra do tyłu. Nie trafiłeś jej, ale osiągnąłeś zamierzony efekt, bo przerwała przez to inkantację. Upadli otrzymali rozkaz, aby zabić Was obu, nie tylko Ciebie, więc gdy Melechis zawrócił, aby skrócić Cię o głowę, o czym pewnie od dawna marzył i knuł podczas Twojej nieobecności, Lartah gnał dalej, chcąc zapewne dopaść Demona.



  • - Lartah, w Szachach nie możesz zaatakować sędziego, bo zostaniesz zdyskwalifikowanych. - Rzucił do orka, po czym doskoczył z maksymalną prędkością do pseudosukkuba i zdzielił ją w potylicę drzewcem włóczni, jak kijem czy pałką. Chciał ją ogłuszyć, nie zabić, ale jeśli przez przypadek to zrobi, nie będzie mu przykro.


  • Elarid Mistrz Gry

    Udało Ci się, wojowniczką nigdy nie była, więc i wytrzymałość była u niej znikoma. Upadłym Orkiem nie masz co się martwić, widziałeś, jak wzniósł swój miecz, aby ciosem znad głowy uderzyć w Demona, znając jego siłę, mógłby go nawet zmiażdżyć lub przeciąć na pół, ale zamiast tego ostrze jego broni trafiło na niewidzialną dla niego barierę, którą próbował przełamać z typowym dla swojej dawnej rasy uporem i głupotą, tłukąc weń raz za razem. Dopiero po kilku uderzeniach Demon zwrócił na niego uwagę. Nie musiał go nawet dotykać, wydawało Ci się, jakby poskromił go krótkim spojrzeniem i po tym jednym rzuceniu okiem Upadły opuścił broń i stał obok, nie pomagając Tobie czy jemu, ale i nie atakując.
    - Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem. - powiedział zza Twoich pleców Melechis, który podszedł, gdy wpatrywałeś się w dzieło Demona. - Odkąd tylko opuściliśmy Trzewia zastanawiałem się, jak Cię zabić. Nie marzyłem, że trafi mi się lepsza okazja: Najpierw Ty, potem ten uzurpator. Dzięki temu stanę się wreszcie Heroldem, a Twój łeb zatknę przy siodle swojej Zmory!
    Z ostatnimi, wykrzyczanymi wręcz, słowami rzucił się do ataku, a choć przepełniał go gniew, nie atakował w ślepym szale i furii, wymachując bronią na oślep. Rzeczywiście był doświadczony i zasłużony i być może będzie stanowić największe wyzwanie, z jakim przyszło Ci się dotychczas zmierzyć.



  • - Jest tylko jedno lekarstwo na głupotę… - Przekształcił włócznię w tą formę, jakiej używał podczas wyżynania sobie drogi do drzwi w Świetle Świtu. Przyzwał także swoją tarczę i zbroję, jeśli wcześniej tego nie zrobił. Melechis na pewno był zagrożeniem. Jego precyzja i zdolności osądu były na pewno do pozazdroszczenia, ale… Było, to kluczowe słowo. Sendemir, może i miałby problemy z walką z nim, ba, może nawet by przegrał. Ale nawet wtedy go przewyższał. Natomiast teraz, nie walczył z Sendemirem. Przeciw niemu stawał Alamar, Hetman Lorda Catura, a nie nędzny czempion Trzewi. Przyjął kolejne kilka ataków na swoją tarczę i nawet nie czekał na błąd w pozycji wroga. Wpadł w samozapłon i razem z najpotężniejszym pchnięciem włóczni w kierunku wroga, wypuścił wybuchową kulę ognia. - Pokażę ci przepaść, jaka jest między pretendentem, a kimś kto obrał znacznie lepszą drogę. Ucz się, nawet jeśli to ostatnie chwile twojego życia, ucz się. Rozwój jest wszystkim. - Mówił chłodno wymierzając ten cios.


  • Elarid Mistrz Gry

    Choć tak wygadany tuż przed walką, teraz nie miał już zamiaru odpowiedzieć na Twoje słowne zaczepki, ale na ataki już jak najbardziej, robiąc skuteczne uniki czy bloki, choć kulę ognia przyjął z dosłownie szeroko otwartymi ramionami, jak każdy Upadły nabył po przemianie odporność na ogień, magiczny i nie, choć cios włóczni już jak najbardziej sparował tarczą. Jednak impet ciosu sprawił, że grot przebił się przez nią, jednak wojownik nie miał zamiaru porzucać tarczy, zamiast tego swoim toporem machnął tak, aby pozbyć się włóczni. Normalnej przeciąłby drzewiec i na tym by się skończyło, w tym wypadku postanowił pozbawić Cię trzymającej ją ręki.



  • Czas wykorzystać pełnię potencjału jego artefaktu. Zamiast puścić włócznię i odskoczyć, postanowił pociągnąć ją do góry i naprzeć na nią z całej siły. Przeciwnik pewnie pomyślał, że Sendemir chce dźwignią pozbyć się jego tarczy, ale… Sendemir, gdy uzyskał maksymalne naprężenie, po prostu odesłał włócznię i wykorzystał siłę z jaką napierał na włóćznię, by po prostu wykonać cios prosto w ryj wojownika, a następnie poprawić drugą ręką z tarczą. Broń dwuręczna ma tą wadę, iż na cholernie bliskim dystansie jest znacznie mniej użyteczna.


  • Elarid Mistrz Gry

    Udało się, ale na chronionej hełmie głowie nie wyrządziło to większych szkód. Jasne, na pewno zabolało i poczuł to dotkliwie, ale nie byłeś go w stanie tym powalić. Korzystając z okazji, również naparł na ciebie swoją tarczą i ponownie ciął toporem znad głowy, czym bez dwóch zdań mógłby rozpłatać twoją czaszkę.



  • Odskoczył w prawy bok, gdyż wtedy przeciwnik nie może przedłużyć ataku i zasłonił się tarczą na wypadek jakby jednak próbował, jednocześnie przyzywając włócznię. Natychmiast po sparowaniu czy uniknięcie ciosu, wyprowadził pchnięcie w kierunku Upadłego, zmuszając włócznię, by wydłużyła się w trakcie ciosu, dla większego efektu. Jeśli tylko poczuł wbicie się włóczni z zbroję, zmusił jej grot do rozrostu we wszystkie strony, by rozsadzić ranę.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie udało ci się go w ten sposób zabić, ale atak ten okazał się skuteczny na tyle, że zniszczył tarczę Melechisa, którą ten się zasłonił w ostatniej chwili. Pozbawiony jej, zaczął się powoli wycofywać, najwidoczniej uznając, że tego pojedynku nie wygra.
    - Jeśli zwyciężysz to laury powinny przypaść magicznemu orężowi, nie tobie! - krzyknął twój oponent, a musiałeś przyznać mu trochę racji, choć była to widoczna gołym okiem próba pozbawienia cię na własne życzenie tego, co dawało ci przewagę w boju.



  • - Gdyby legendarni herosi na łamach dziejów myśleli tak, jak ty teraz, żaden nie zabiłby smoka. - Przekształcił włócznię w formę do rzucania i wykonał rzut w oddalającego się wroga, celował w korpus i nie oszczędzał się przy tym rzucie. W pierwszej chwili chciał rzeczywiście porzucić tę broń na czas walki, ale uświadomił sobie, że zapracował na nią, a o tym wydarzeniu będzie wiadomo tylko ze skutków, żaden z jego świadków, którzy przeżyją, nie zechce się podzielić opowieścią o ich walce, tym bardziej, że jest tylko nic nieznaczącą potyczką, w obliczu nadchodzącej śmierci lorda.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie miał zamiaru dalej z tobą rozmawiać, uznając to za bezcelowe. Jednak znowu udowodnił, że był kimś więcej, niż szeregowym Upadłym, gdy jednocześnie wykonał unik i ciął toporem w rzuconą włócznię, dzięki czemu uniknął trafienia. Szybko podniósł twój oręż, najwidoczniej nie znając w pełni jego możliwości, szybkim ruchem zwracając ci włócznię z grotem wymierzonym w twoją stronę.



  • Po prostu ją odesłał i stworzył nową w swojej ręce, ponawiając rzut w tym samym momencie, czego wróg się pewnie nie spodziewa. Jego twarz była zimna, pusta i znudzona, nie czuł iż upadły jest dla niego wyzwaniem, jednak musiał walczyć z chłodną precyzją, jego Pan i była Pani obserwowali.


  • Elarid Mistrz Gry

    Wątpliwe, aby w swoim dziwnym pojedynku, nie używając klasycznego oręża, siły, Magii czy innej broni w ogóle zwracali uwagę na twoje wysiłki. A w sumie szkoda, bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy zobaczyłeś, jak twój plan podziałał, a Melechis zwalił się na kolana z włócznią sterczącą z piersi. Żył, ale nie potrwa to długo, jeśli go nie dobijesz, sam umrze w ciągu kilku minut, jeśli nie szybciej.
    - Pionki? - zapytał i zakasłał, a ty pożałowałeś, że ma hełm, bo chciałbyś zobaczyć wyraz jego twarzy teraz, gdy był pokonany, i wcześniej, całe to zdziwienie i niedowierzanie. - Jesteś głupi, Sednemirze. Ty, ja, Lartah. Jesteśmy pionkami w rękach każdego z Demonów. Nie byłem mu potrzebny, więc kazał mnie zabić. Ty też zginiesz. Prędzej czy później. Znajdzie sobie nowego czempiona, którym cię zastąpi. I on… pomści… nas…
    Nie byłeś pewien czemu użył właśnie liczby mnogiej, ale nigdy go o to nie zapytasz, bo ostatnie słowa powiedział coraz słabiej i ciszej, aż w końcu zamilknął i wydał ostatnie tchnienie, upadając na bok.



  • - Chodzi ci o tego nieśmiertelnego demona, on według ciebie cię pomści, ciebie i Keriona, jestem tego na 50% pewny. - Powiedział zimnym głosem, odsyłając włócznię z piersi Upadłego i przyzywając nową, bardziej na kształt glewii. Zamaszystym i dokładnym ruchem uciął łeb Melechisa i gdy ten upadł na ziemię, poszedł wycierając włócznię, która przybrała tym razem formę bliższą znakowi do wypalania, w kierunku kobiety. Jak ona miała? Leari? Nie ważne, od teraz będzie jego własnością. Stanął nad nią, wpatrując w nieprzytomną swój pusty wzrok. Wyzbędziesz się wszelkiej dumy pod moją władzą, tak jak wyzbyłaś się honoru przy transformacji. Poszukał miejsca, gdzie miała Znak, i mocnym uderzeniem przyłożył tam znak do oznaczania bydła, który kiedyś był włócznią, znak w kształcie krzyża wpisanego w okrąg. Korzystając z aktualnej nieuwagi pierwotnej właścicielki, spróbował wymusić Pakt na nieprzytomnej, zastępując, lub nadpisując poprzedni.


Log in to reply