Aleksander “Psychol” Łapta [T-6 (Dzień 0)] — Kapuję, szefie. — Osiłek zadumał się na moment, po czym wstał z krzesła i wyszedł, zostawiają Aleksandra samego w klubie. Klub był właściwie, jak na standardy życia po Końcu, całkiem niezły. Wnętrze było czyste, wyłożone biało-siwymi kafelkami. Zniesiono je z powierzchni dawno temu, wiele z nich popękało, ale właściciel dbał, by były na bieżąco klejone. Mrok rozświetlały różnokolorowe światełka choinkowe, nadające temu miejscu szczególnego charakteru. Pod ścianą znajdował się bar, wyposażony w ogromny bukiet alkoholi. Między typowymi dla metra wyrobami z rzadka błyskały butelki przedwojennych alkoholi. Obok baru było miejsce, skąd każdy dysponujący odpowiednim zapasem waluty mógł wybrać sobie pannę do towarzystwa. Stało ich tam tylko kilka, przed sobą postawiły tabliczki z wypisanymi na nich imionami (szczególnie ciekawe wydało się Aleksandrowi imię Ciągutka, należące do tyczkowatej blondynki z lisią twarzą). Wiele innych miejsc pozostawało pustych, a powód nieobecności ich właścicielek jasno określał odwrót tabliczki mówiący; “Zajęte”. Osiłek wrócił po jakimś kwadransie, prowadząc z sobą młodą kobietę. Szal, flektarna kurtka i dresowe spodnie skutecznie ukrywały jej sylwetkę, ale jej pociągająca twarz zdradzała, że reszta też taka jest. Na uwiązanych w kuc włosach o kolorze miąższu brzoskwini nosiła ciemny beret. Zamieniła kilka słów z osiłkiem, a ten wskazał Łaptę palcem, niezbyt kulturalnie. Kiwnęła głową. Dziewczyna bez słowa podeszła do stołu Aleksandra i dosiadła się. — Pan “zależy od tego, o co chodzi”, tak? — Spojrzała na siedzącego po drugiej stronie. Ton jej głosu był raczej chłodny.