Nowy Asgard



  • Czarna
    Tylko inni widząc ją użyją najcięższych dział, by ją tylko powstrzymać. Inni mają więcrj szczęścia.
    “Sorrow… Jesteś?”
    Vergis
    -Tak się składa, że nie… Zaraz… Łańcuchów nie da się rozerwać… A gdyby je wyrwać ze ściany?


  • Mistrz Gry

    Czarna:
    To już jest jej wina, że tak prezentowała się wszechświatowi, że tak ją teraz postrzegają.
    “Jestem… Już myślałem, że się do mnie nigdy nie odezwiesz. Samotnie mi się zrobiło i poczułem się niepotrzebną istotą, którą może zastąpić każdy inny symbiont. Myślałem też, że się do mnie nie odzywasz, bo uznałaś mnie za bezużytecznego.”
    Vergis:
    -Oczekujesz ode mnie chodzenia z grubymi łańcuchami na nogach i rękach, mającymi kilkanaście metrów długości?



  • Vergis
    -A widzisz jakieś inne wyjście?
    Czarna
    “O bezużyteczności mogę ja mówić. Czuję sięz jakby ktoś wysysał ze mnie energię. Jakby pasożyt Galaktusa postanowił się do mnie przyssać. I będę potrzebowała pomocy.”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    -Powiedz mi, ja mam uwolnić Ciebie, czy Ty mnie? To ty masz znaleźć wyjście, nie ja. Ugh, masz szczęście, że jesteś dzieckiem, to jedyne co Cię usprawiedliwia. - odpowiedziała pasywno agresywnym tonem głosu, spoglądając gniewnie na swojego bratanka.
    Czarna:
    “Och… Ok. Dziękuję. W czym Ci mogę pomóc, przyjaciółko? I uwierz mi, w porównaniu ze mną jesteś najbardziej użyteczną istotą wszechświata.”



  • Czarna
    “Chodzi o poruszanie się. I upewnij się, czy na zbroi nie pozostało ani trochę zarodników. Tak na wszelki.”
    Vergis
    Położył gniewnie uszy.
    -Przepraszam, że próbuję Ci jakoś pomóc, wiesz? Nie jestem Freją ani Odynem, jestem mną i niewiele wiem o świecie.


  • Mistrz Gry

    Czarna:
    “Której zbroi, przyjaciółko? Przepraszam, że pytam. Po prostu… Jestem taki beznadziejny, że nie mogę się nawet domyślić takich prostych rzeczy. Proszę, sprecyzuj o którą zbroję chodzi.”
    Vergis:
    Hela westchnęła, po czym odezwała się, tym razem już łagodniej, choć wciąż z dość słyszalnym nerwem w głosie.
    -Ech… Po prostu, wszystko mnie denerwuje. Wiem, że nie powinnam się na tobie wyładowywać, ale cholera jasna, ja już dłużej nie mogę wytrzymać!



  • Vergis
    Pomyślał przez chwilę.
    -Hm… Zaklęcie… Pewnie je zakładał tata… Ciociu, znasz lepiej tatę. Jakie hasło mógłby dać, by zabezpieczyć kogoś takiego jak ty?
    Czarna
    “Taka cza… Nie, wszystkie są czarne. Taka najnowsza z lekko świecącym się okręgiem na wysokości mostka.”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    -Nie wiem. Naprawdę, nie wiem. Ostatni raz jak go widziałam na przyjaznych warunkach był zanim Thor skończył 14 Asgardzkich lat. Już chyba ty lepiej wiesz co on lubi. - odpowiedziała niepewnie
    Czarna:
    “W porządku… Daj mi chwilę, ok?”



  • Czarna
    “Wyjścia wielkiego nie mam”
    Vergis
    -Hmmm… Żólta Diament, Thor, Vergis, Mój syn, Hel, Siostra, Siorka, Mama… A, Biała Diament.


  • Mistrz Gry

    Czarna:
    “Dziękuję za zrozumienie. Chwila. Mmmm… Taka czarna ze złotymi wstawkami i pod względem designu podobna do tych pana Starka, moja przyjaciółko?”
    Vergis:
    Żadne z tych haseł nie zadziałało… Poza ostatnim. Przy wypowiedzeniu ostatniego hasła jakie przyszło do głowy Vergisa, łańcuchy jakby magicznie zostały rozkute z Heli, która po tym od razu upadła na podłogę i zaczęła sobie rozcierać nadgarstki
    -…Dziękuję baardzo… - odpowiedziała dosłownie uniżona, bo leżąca u łapek Vergisa.



  • Czarna
    “Zgadłeś. I jak z nią?”
    Vergis
    Nic nie powiedział, tylko nieco znieżył łeb i liznął ją porządnie po twarzy.


  • Mistrz Gry

    Czarna:
    “Przykro mi to powiedzieć, ale twoje mniejsze wersje, moja przyjaciółko, zostawiły z niej tylko rękawice i napierśnik. Przykro mi.”
    Vergis:
    Lekko zachichotała, po czym zaczęła się powoli podnosić z podłogi.
    -Nie wierzę, że moją jedyną zaufaną osobą po tych wszystkich latach został mój bratanek, którego matką jest mój brat.



  • Vergis
    -Sam nie wiem, jakiej jestem płci właściwie. - po czym spróbowqł jej jakoś pomóc.
    Czarna
    “… Powiedziałabym coś, ale to zwykle przynosi dokładnie to, czego się nie chciało. Eh… Ta, tracę ponownie nad sobą kontrolę.”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    -Masz to po ojcu. - powiedziała, po czym lekko się nim wsparła i powoli zaczęła wstawać - Dasz mi coś do podpierania się? - zadała pytanie.
    Czarna:
    “Ech, przepraszam. Mogłem po prostu powiedzieć, że nie znalazłem zbroi i Cię nie dołować. Przepraszam.”



  • Vergis
    -A, tak, przepraszam. - po czym zmienił się w swoją zeykłą humanoidalną formę.
    -Na razie tak może być?
    Czarna
    “Potrzebowałam potwierdzenia swoich odczuci. I to tyle.”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    -… Tak, może być. Tylko uważaj, żeby mnie nie upuścić. Prowadź. - odpowiedziała stanowczo, po czym zaczęła się trzymać ręki Vergisa. Jak się okazało, jest dość… Cięższa, niż mógłby się spodziewać. Ale jakoś powinien dać sobie z tym radę.
    Czarna:
    “To… Będziemy tu tak siedzieć aż wszyscy umrą i będziemy mieli w końcu spokój?”



  • Vergis
    Stęknął lekko, ale szedł twardo.
    -Cioci, z całym szacunkiem, ale… Chcesz walczyć w tym stanie?
    Czarna
    “Nie, właściwie to chciał…” - tutaj jest wielce znacząca cisza, a także odgłos spadnia kogś w oddali. Po chwili odezwał się znacznie mniej uprzejmy, a także gorszy głos.
    “No nareszcie ta stara kurwa wyszła. Miałam dość tej jego moralizarostkiego w dupę jebaną tonu. A ty co robisz w tym klejnocie, co?”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    Odpowiedziała zdziwiona.
    -Walczyć? Oczywiście, że nie. Zaprowadź mnie tam gdzie się działy te wszystkie dziwactwa. A potem sobie po prostu odpocznę.
    Czarna:
    “Przepraszam, że zajmuję miejsce. Sam nie wiem co w nim robię. Ja w ogóle nie wiem co ja robię w tym świecie i dlaczego istota wyższa uznała, że zasługuję na życie.”



  • Vergis
    Westchnął uspokojony i prowadzi ją do ogrodu spokojnie.
    Czarna
    “No ja myślę. Na razie, glutku, to Ci pozwolę być tutaj. Na razie. A ten szczyl… Niech zostanie. No to dawaj, pomagaj mi chodzić.”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    -Chwila. Wyczuwam przejście… Skrót, w sensie. To specjalność twojego ojca, iluzje. Skręć w lewo i wejdź prosto w ścianę.
    Czarna:
    “Rozumiem. Nie rozumiem natomiast w jaki sposób mam pomóc Ci chodzić, skoro sama to potrafisz.”



  • Czarna
    “A tak, że wolę, byś ty mi pomagał. Proste?”
    Vergis
    -Ja się dopiero uczę je rozpoznawać… - i skręcił w lewo.


  • Mistrz Gry

    Czarna:
    “Przepraszam za bycie tak irytującym, ale w jaki sposób mam pomóc Ci chodzić?”
    Vergis:
    -Masz jeszcze na to czas. - odpowiedziała. Po chwili oboje przeszli przez ścianę, której praktycznie rzecz biorąc nigdy naprawdę nie było. Teraz wchodzą schodami na gorę.



  • Vergis
    -Ciekawe, gdzie idziemy…
    Czarna
    “Nie gadaj tylko właź na nogi.”


  • Mistrz Gry

    Vergis:
    -Chyba raczej… Przez jaką trasę idziemy. Bo to dość oczywiste, że idziemy teraz do ogrodu… Prawda? - spytała się dość surowo
    Czarna:
    “Jak sobie życzysz…”
    Biało-błękitny symbiont po chwili zaczął formować się dookoła nóg Czarnego Diamentu, aż były one nim pokryte w całości aż do pasa.



  • Czarna
    “No i miło.” Odpowiedziała nieco oschle i spróbowała powstać.
    Vergis
    Lekko położył po sobie uszy, jakby wtydząc się gafy, jaką rzekł.


Log in to reply