[Deravierres] Awangarda


  • Elarid

    I to był plan. Ściągnął na chwilę maskę przeciwgazową, aby odetchnąć i odsapnąć, a potem wziął się za konserwację broni, w razie gdyby do środka naleciała ziemia, podczas ostrzału, albo inne świństwo.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Artyleria wytrwale ostrzeliwała imperialne pozycje obronne, nie robiąc większych szkód żołnierzom skrytych pod żelaznym przeciwodłamkowym parasolem baldachu. W trakcie kolejnych dłużących się w nieskończoność minut nikt nie wpadł do fortyfikacji, co świadczyło o tym, że ocalali znaleźli sobie inne miejsca, gdzie mogliby się skryć lub w najgorszym przypadku, przez który aż włos się jeżył na plecach, a między kręgosłupem jak wąż pełzał nieprzyjemny dreszcz - wszyscy poza nimi nie żyją i są ostatnimi obrońcami. Są pechową, roztrzęsioną trzynastką, która nigdy w życiu nie zatrzymałaby znakomitego, z matematyczną precyzją przeprowadzonego kontraataku wojsk anschreickich. A na taki właśnie się zapowiadał - kompletnie zaskoczyli ich tą artylerią, a otoczenie w postaci wysokich drzew zamieniło ochronę przed odłamkami artyleryjskimi w strefę śmierci. Do tego doszła również gęsty jad roznoszący się w powietrzu. Ciekawe, ilu żołnierzy zginęło przez to, że w wyniku znacznie obniżonej widoczności nie zdążyli znaleźć schronienia na czas, kiedy z niezaburzoną wizją zrobiliby to bezproblemowo.

    Mijały kolejne minuty, a artyleria waliła na zewnątrz w najlepsze, jakby wróg chciał zrównać z ziemią całą linię frontu, nie bacząc na starodawny las, który jeszcze półtora roku temu uważali za miejsce objęte krajową ochroną. Teraz to miejsce wojny, a wszelkie zasady podczas jej panowania przestały obowiązywać. Liczyła się tylko brutalna siła i niszczenie wroga wszelkimi dostępnymi środkami.

    Wraz z dłuższym odstępem czasu, eksplozje zaczęły powoli cichnąć, aż kompletnie przestały się odzywać. Zapanowała wówczas grobowa cisza, jeszcze gorsza w skutkach dla zszarganej nerwami psychiki niż czas ostrzału, gdyż w mózgu pojawił się impuls. Oznaczający strach przed niewiadomą. Komisarz wstał, po czym obojętnie zarządził:
    - Maski na twarz i wychodzimy, ruchy!


  • Elarid

    Cisza już dawno nie dawała Nazarowi upragnionego spokoju, sprawiała jedynie, że był on bardziej niespokojny. Czas spędzony na froncie bardziej przyzwyczaił go do huku ostrzału artyleryjskiego czy szczekania broni maszynowej, do jęków rannych i umierających, do dźwięku gwizdka i wykrzyczanych przez oficera komend, niż do błogiej ciszy. Dlatego wizję wyjścia na zewnątrz i stawienia czoła wrogowi powitał z niemałą radością, zakładając na twarz maskę i wychodząc ze swoją bronią na zewnątrz.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Kiedy wyszedł spod parasola przeciwartyleryjskiego, który wykonał swoją robotę bardzo dobrze, dzielnie wytrzymując bombardowanie, dostrzegł, że… Nic nie dostrzegł. Chmura trujących oparów wciąż wisiała w okopie jak tragiczne fatum nad nieszczęśnikiem. Pole widzenia nie istniało. Kiedy spojrzał w dół nie mógł choćby dostrzec swoich własnych stóp, które kończyły się kilka centymetrów poniżej kolan, jak za sprawą magicznej sztuczki. Reszta żołnierzy szła gęsiego za nim, rozglądając się paranoicznie. Pod jego nogami coś nieprzyjemnie trzaskało, najpewniej pozostałości gałęzi wysokich drzew, które w oka mgnieniu zamieniły się w trociny. Ale poza ich intensywnym łamaniem się pod naporem ludzkiego ciężaru, którego chrupiący dźwięk przypominał odgłos brutalnie gruchotanych kości, nie było słychać zupełnie nic. Tylko głośny szum krwi w skroniach i jego własny spokojny, miarowy oddech, kiedy to nagle kątem oka dostrzegł jakiś ruch, jakby ktoś właśnie przeszedł niemalże przed jego schronioną za grubym kawałem gumy twarzą.


  • Elarid

    Dał reszcie znak gestem, aby się zatrzymali, a sam przyjrzał się kształtowi, jednocześnie celując doń ze swojej broni. Nie chciał zabić przypadkowego żołnierza ze swojej jednostki, ale jeśli będzie musiał, to zastosuje się do zasady, aby najpierw strzelać, a dopiero potem pytać. I opcjonalnie żałować.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Tajemniczy kształt w śmiertelnej mgle rozpłynął się w niej, zanim Nazar w ogóle zdołał unieść karabin i skierować jego zimną, oczekującą na bitewne rozgrzanie lufę w jego stronę. Po chwili ktoś coś wściekle krzyknął, a bębenki uszne Nazara rozdarła niemal jednoczesna salwa z karabinów powtarzalnych, dochodząca z drugiego krańca okopu, dodatkowo oddalona przez grubą warstwę gumy. Wtem z tyłu rozległ się ogłuszający wrzask:
    - Granat! Padnij!


  • Elarid

    A więc padł na ziemię, uprzednio odbiegając jeszcze kilka metrów, jak najdalej od źródła głosu i domniemanego granatu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Imperialista rzucił się gwałtownie na ziemię, znikając niczym cyrkowy magik w najgęstszej połaci gazu, znajdującej się właśnie w okolicach nóg. Sprawca krótkiego zamieszania wydał z siebie głośny, ogłuszający ryk i rozpadł się na małe kawałeczki jak zrzucone z półki naczynie z porcelany, śląc degenerujące ciało odłamki we wszystkie strony świata niczym listy. Nad głową przeleciały mu gorące od eksplozji metalowe drzazgi, które głośno wbiły się w deski okopu. Nazar nie był adresatem wybuchowego nadawcy, ale na tym się nie skończyło. Po krótkiej chwili usłyszał wystrzał i coś z zawrotną prędkością przecięło mu pełne trującego gazu powietrze nad głową. Przez jego pozycję w gęstej jak mleko lotnej truciźnie, która ani trochę nie zrzedła nie był w stanie dostrzec nawet najbardziej rozmazanych konturów sylwetek.


  • Elarid

    Licząc na to, że jest równie niewidoczny dla tamtych, jak i oni dla niego, począł się od razu cofać, wciąż leżąc, aby stanowić mniejszy i trudniejszy do wykrycia cel, szukając lepszej pozycji do obrony, opcjonalnie innych żołnierzy ze swojej jednostki lub w ogóle walczących po jego stronie.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Imperialista usiłował pełzać niczym wąż, trzymając głowę nisko jak tylko się da. Kule gęsto śmigały w powietrzu, z głuchym odgłosem wbijając się w zmasakrowane ostrzałem artyleryjskim i granatami ściany, a następne odgłosy wystrzałów zdawały się do niego zbliżać lub to on sam zbliżał się do nich, czołgając się w gazowej ślepocie, kiedy coś stale łomotało po jego prawej. Po chwili ktoś upadł centralnie przed jego zakrytą przez maskę przeciwgazową twarzą, trąc plecami o gładką deskę, po czym bez ostrzeżenia został dźgnięty bagnetem prosto w klatkę piersiową i zwalił się na bok, przeraźliwie rzężąc.
    - Wyrąbują nas tutaj! - usłyszał za sobą. - Do tyłu, do tyłu!


  • Elarid

    Oczywiste, że takiej komendy nie mógł dać żaden z atakujących, więc ruszył w kierunku tychże okrzyków, licząc na ponowne połączenie z resztą oddziału lub chociaż kimkolwiek w tym samym mundurze, co on.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Odgłosy walki wręcz wciąż nie ustawały, a kiedy się podniósł, dostrzegł kilka rozmazanych, widmowych sylwetek, które zdawały tańczyć ze sobą parami. Był to balet śmierci, jedna osoba z pary na sam koniec musiała skończyć bez głowy. Jeden z gazowych duchów dźgnął swojego fantomowego partnera bagnetem, inny przejechał mu z całej siły saperką po twarzoczaszce, rozrywając skórę i mięśnie tak samo skutecznie jak maskę przeciwgazową, a najmniej widoczna mara dokonała swego żywota ze skręconym karkiem. Upiory były jednak zbyt zajęte sobą, aby jakkolwiek zareagować na wyrośnięcie kolejnego z podłogi. Opuścił tę część, starając się nie wpaść na żadną ze zjaw, by nie przerwać ich krwawych godów.

    Im dalej szedł, tym gaz zdawał się rzednąć. Przez środek przebiegł nagle Imperialista z granatem w ręku, który bezpardonowo odbezpieczył i rzucił w kierunku gęstej chmury. Zauważył go.
    - To pan, podoficerze? - wybełkotał ledwo słyszalnie.


  • Elarid

    Skinął głową.
    - Kapral Nazar Rykow. Gdzie reszta?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Pewnie zginęli - wymamrotał cicho, po czym dodał - albo uciekli. I w naszym przypadku proponuję to samo.
    Żołnierz cofnął się kilka kroków w tył, nie spuszczając z Nazara ukrytych za twardymi szkłami oczu.
    - Można się wrócić na tyły - powiedział po chwili, znacznie wyraźniej, jakby pozbył się guli, która tkwiła w jego gardle jak kawałek ości nieopatrznie połkniętej z rybim mięsem. - W razie czego mogę poprowadzić.


  • Elarid

    - Nie, dopóki ta pozycja nie zostanie uznana za straconą przez wyższą instancję. - odparł. Nie żeby śpieszno mu było umierać, był członkiem elitarnych wojsk Imperium, wymagano od niego więcej, wierzył w sprawę, za którą walczył, a jego oddział zwykł ruszać do ataku pierwszy i wycofywać się ostatni, więc nie w smak było mu porzucenie tych pozycji, które wciąż można było bronić, opóźnić wroga i go nadszarpnąć, a dopiero potem się wycofać. - Czyli mnie. Jeszcze nie pora na odwrót, żołnierzu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Mimo, że kawał śnieżnej gumy zakrywał mu twarz, słysząc to, nie wyglądał na zadowolonego. Oczyma wyobraźni Nazar widział, jak w opozycji do koloru maski przeciwgazowej, facjata za nią robiła się czerwona jak cegła.
    - Przecież my tutaj zginiemy! - burzył się, znacznie zawyżając tłumiony przez ochronę przed gazem spanikowany głos.
    Żołnierz chciał coś jeszcze powiedzieć, kiedy jego iście defetystyczna skarga, od której uszy patriotów więdły, została przerwana miażdżące natężenie decybeli, powstałych w wyniku jakiejś eksplozji w części okopu za jego plecami. Nazar był jeszcze w stanie usłyszeć jakieś siarczyste bluzgi, kiedy to dostrzegł, że Imperialista cofa się coraz bardziej.


  • Elarid

    - Niech Cię szlag! - krzyknął, choć wątpił, żeby go usłyszał. - Jeśli wróg Cię nie zabiję, to ja to zrobię! Nie licz na łagodną karę i pluton egzekucyjny, będziesz zdychać powoli, jak każdy tchórz!
    Chciał się wyżyć, dlatego do niego nie strzelał, jeszcze mógłby za to beknąć. Niech idzie, Nazar go kiedyś dopadnie. Teraz ruszył w kierunku ostatniej bitwy, nie było czasu do stracenia, gdy kilku wrogów wciąż można było zabić.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Tchórzliwy żołnierz rozpłynął się w oparach, a bluzgi i okazjonalne strzały stawały się coraz głośniejsze. Z rozrzedzonej gazowej chmury wychyliło się kilku żołnierzy w ciemnozielonych mundurach i białych maskach przeciwgazowych, z czego jeden z nich nosił charakterystyczną oficerską czapkę z twardym czarnym denkiem i dwoma ciemnoniebieskimi rombami na ciemnofioletowych pagonach, okalanych złotymi tasiemkami.
    - Wycofujemy się! - ryknął podczas wymijania oficer, a kawał gumy na twarzy ani trochę nie ściszył jego donośnego komunikatu.


  • Elarid

    Oficerska szarża dodawała mu powagi na tyle, żeby Nazar nie zareagował odpowiednio ostro, tak jak wcześniej.
    - Kto wydał taki rozkaz? Czy tej pozycji nie da się już utrzymać?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Postój tu chwilę, to zaraz zobaczysz! - ryknął na odchodne, nie oglądając się nawet za siebie i zniknął za jednym z najbliższych zakrętów, kierując się prosto do wyjścia z tej pułapki.
    Nazar usłyszał głośny świst, kiedy coś z lewej odnogi okopu buchnęło kopcącym czerwonożółtym ogniem, przylepiającym się do okopowych desek.


  • Elarid

    Kolejny odpowiedni argument, który sprawił, że Nazar rzeczywiście ruszył biegiem za tamtymi, uznając porażkę, ale i poprzysięgając, że tu jeszcze wróci.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Po chwili i on zniknął za zakrętem, który okazał się być drogą wiodącą do wyzwolenia z pierwszej linii. I ścieżką do obserwacji, co z lasem zrobiła nagła nawała. Rozbite, rozkawałkowane drzewa leżały zwalone na cuchnącej prochem ziemi, a ich szczątki przypominały zdewastowane konstrukcje wsporcze do prowadzenia przewodów linii napowietrznych, aniżeli obiekty stworzone przez naturę. Niektóre z nich zostały wyrwane z korzeniami, zaś inne nadal dzielnie trzymały się w gruncie, ale już bez swoich rozłożystych zielonych koron. Głębokie leje artyleryjskie, z których nadal unosił się czarny dym, w połączeniu z metrami kwadratowymi wypalonej trawy i zniszczonych drzew tworzyły martwy, obcy krajobraz, jakby nie z tej planety. Pomyśleć, że jeszcze pół godziny temu ten pozbawiony jakiegokolwiek życia kawałek był gęsto zamieszkany przez liczne skupiska traw i naturalne wieżowce z żywego drewna i łagodnie zielonych liści…

    Niektórych upadłych drzew można było użyć jako całkiem porządnej osłony, która w połączeniu z mnogimi dziurami po bombach, tworzyła martwy obszar stronniczy atakującym. Nazar dostrzegł uciekającą w popłochu grupę obrońców, którzy jak na złamanie karku pędzili do głębiej położonych linii, by powiadomić ich o nagłym ataku, ale duszący, czarny jak smoła dym unoszący się nad w pośpiechu wykopanymi przez frontowców płytkimi rowami przeciwodłamkowymi wskazywał, że doskonale o tym wiedzą. Dobrze znana mu symfonia wojny okalała go całkowicie. Świetnie słyszał nieustający terkot kilku karabinów maszynowych, prujących kulami gdzieś w oddali i dogrywające eksplozje granatów. Wszechobecny rumor tylko utwierdzał go w przekonaniu, że to nie jest zwykły atak.

    Zmasakrowana, porozrzucana po całym polu, jak poćwiartowana ofiara seryjnego mordercy, natura stanowiła barierę, przez którą ciężko było przejść. Połamane gałęzie może i nie wydawały się najgroźniejszymi przeszkodami, ale gdyby ktoś na nie upadł, nadziałby się na nie jak na włócznię. Aczkolwiek nie miał z nimi żadnego zbyt bliskiego spotkania, jednak te charakterystyczne ciernie rozerwały mu prawy rękaw, gdy przeczołgiwał się pod wyrwanym z gleby dębem. Przebiegł kawałek slalomem, omijając puste w środku pnie, wpadał i wychodził z kilku kolejnych lejów i omal nie wszedł na w połowie zanurzony w ziemi niewybuch, ale ostatecznie udało mu się doczłapać do jednego silniej ufortyfikowanych posterunków, które jakoś przetrwały bombardowanie.

    Ów punkt obronny miał formę zamkniętego okopu w kształcie koła, z wbudowanym na środku niemal nietkniętym blaszanym baldachem przeciwartyleryjskim i dwoma uszkodzonymi ciężkimi karabinami maszynowymi, których wygięte lufy wciąż były skierowane przed siebie. Jednakże Wnętrze zagłębienia, podobnie jak na pierwszej linii, tonęło w gałęziach i połowicznie zwęglonym igliwiu. Zszedł do niego i spostrzegł, że obrońcy wyparowali. Był tutaj zupełnie sam.


  • Elarid

    Spędził chwilę na tym, aby odsapnąć, a później naładować broń i ocenić, czy może pozbyć się już maski przeciwgazowej. Mógłby się tutaj dłużej bronić, więc postanowił sprawdzić, czy któryś z karabinów maszynowych działa.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Karabin nie wymagał przeładowania. Wyglądało również na to, że gęsta, wręcz możliwa do cięcia nożem, chmura trujących oparów nie pokryła całego obszaru - w końcu pas ziemi, przez który przeszedł miał czyste powietrze, podobnie jak i ta porzucona(?) pozycja. Ale gdy wyściubiał lekko nos zza parapet okopu, widział, że dalej położone tereny, jak i część znacznie dalej położonej drugiej linii, nie miały tyle szczęścia i gaz wciąż nie uległ tam rozrzedzeniu. Skala zniszczeń i rozległość mgły śmierci wskazywały na to, że nawet cały sektor mógł ulec ostrzałowi.

    Natomiast karabiny maszynowe zaliczyły bardzo bliskie spotkanie z eksplozjami - jednemu w ogóle brakowało tylnej części, a lufa drugiego była tak mocno wykrzywiona, że równie dobrze mogłaby służyć jako drogowskaz. Nadają się one co najwyżej na złom.


  • Elarid

    Obrona tej pozycji bez broni maszynowej raczej nie da wiele, więc jak najszybciej ruszył w dalszą drogę do własnych pozycji, ciesząc się tylko z tego, że nic nie wpadnie w ręce wroga.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Drugi pas ziemi był mniej zniszczony niż pierwszy, ale wciąż był cmentarzem natury. Z tą różnicą, że jej szczątków, jak i kraterów, było mniej. Ogólnie tą zdewastowaną połać ziemi można przyrównać do pozaszkolnego toru przeszkód - pełno czołgania się, przeskakiwania, wpadania do dziur i omijania co gorszych barier, które wydłużyłyby czas jego pokonania.

    Dość mocno zmęczył się przemarszem i mógłby mieć spory problem, gdyby przez całą drogę ktoś do niego strzelał. Gdy w końcu wyszedł z blokujących wizję zwalonych drzew i gałęzi, byłby bardzo łatwym celem. Ale nikt nie strzelał. To w sumie tylko pokazuje, że zawsze mogło być gorzej. Od razu po jego przejściu skierował się do prostego rowu przeciwodłamkowego, którego prawy bok zwieńczony był sporej wielkości kraterem po wybuchu, który nadał całej pozaliniowej fortyfikacji iście zdewastowany wygląd. Wskoczył do środka. Rów nie był w żadnym aspekcie imponujący - by uchronić swoje ciało przed kulami i wzrokiem wroga, należało cały czas chodzić pochylonym do przodu i z lekko ugiętymi kolanami, nie miał żadnego wewnętrznego obicia, całość stanowiła wilgotna ziemia, która tylko czekała, by dostać się do otwartych ran, a jedyną formą sztucznej osłony były hałdy na parapecie, wykonane z samotnej linii worków z piaskiem z wąskimi lukami, które stanowiły wyszczególnione pozycje strzeleckie. Mimo kiepskich warunków sanitarnych i obronnych fortyfikacji, Nazar napotkał w końcu jakieś żywe dusze, które nie pałały ani żądzą ucieczki, ani palącą chęcią przemienienia go w sito.

    Jeden z żołnierzy siedział oparty o ziemną ścianę, opatrywany przez sanitariusza, który w pośpiechu bandażował mu lewe ramię. Oprócz nich było tutaj siedmiu żołnierzy uzbrojonych w karabiny powtarzalne Szczerniakowa M1891, którzy przez chwilę wpatrywali się w niego w milczeniu, by po kilkunastu dłużących się sekundach powrócić do obserwacji przedpola. Odezwał się tylko jeden:
    - Jak wygląda sytuacja na pierwszej linii?


  • Elarid

    - Aktualnie to jest pierwsza linia. - mruknął pod nosem. - Wszystko, co było dalej, zniszczył ostrzał artyleryjski i gaz bojowy, a wszędzie roi się od żołnierzy wroga. Nasi albo uciekli, albo zginęli.
    //Pirat? Wilkołak? Cokolwiek?//


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Żołnierz pokręcił głową z niedowierzaniem.
    - Tego nawet nie da się nawet nazwać linią - skwitował. - Mieliśmy być odwodem tej pełnoprawnej, ale zaskoczył nas ostrzał. Jeden z pocisków pierdolnął w rów i straciłem radiotelegrafistę. Odłamek poharatał mu rękę a drugi rozwalił radio. Gdyby nie miał go na plecach, to pewnie już by nie żył. Tak czy siak, jesteśmy odcięci od dalszych linii obrony i nie ma chuja, że przetrzymamy tutaj jakikolwiek atak. Musimy się wycofać głębiej.

    Jeszcze za nim wojskowy skończył, Nazar usłyszał charakterystyczny świst pocisku artyleryjskiego przecinającego powietrze - kilka z nich zaryło w przedpole i uwolniło mlecznobiały dym, który zasłonił sporą część obszaru.
    - Musimy się wycofać - powtórzył jak mantrę, która jeszcze przez chwilę brzmiała Nazarowi w głowie.


  • Elarid

    - Daj mi dwóch swoich ludzi. Zostanę z nimi i będziemy osłaniać Wasz odwrót. Potem sami się wycofamy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Tamarkin, Gniazew! - skrzyknął dwóch żołnierzy, którzy opuścili swoje pozycje. Przed dowódcą rowu stanęli dwaj niewysocy, szczupli mężczyźni. Jeden z nich dzierżył karabin Szczerniakowa, natomiast drugi dźwigniówkę od Helthera. - Razem z ocalałym z linii pierwszej będziecie osłaniać nasz odwrót, wycofacie się dopiero po nas. Zrozumiano?

    Żołnierze spojrzeli na siebie w milczeniu, po czym posłusznie pokiwali głowami, jakby mentalnie nastawili się na to, co za chwilę ich czeka. I na to, że wykonując ten rozkaz mogą nie wrócić w jednym kawałku.
    - Oddział, wycofujemy się! - rozkazał.
    Przez chwilę wewnątrz fortyfikacji zapanowało poruszenie, a jeszcze później była ona prawie pusta. Dwaj strzelcy ustawili się po jego bokach, oczekując na instrukcje od samego Nazara i przeciwnika, który lada moment może wyłonić się z zasłony dymnej.

    Żołdak po jego lewej co jakiś czas wychylał głowę zza parapetu, po chwili ją chowając, jak kret.
    - Dziwne, wciąż nie wyłażą - skomentował.
    - Nie wystawiaj tak swojego pustego łba, Rodion, bo nawet się nie obejrzysz, a będziesz po drugiej stronie! - skarcił go kolega z oddziału.
    - Nie bój żaby, Daniła! Na moje oko to strzelają całkiem chujowo.
    - Żebyś się z czasem nie zdziwił.
    Rodion tylko ignorancko machnął ręką.

    Wychylił się jeszcze kilka razy, ale nic nie mówił, co wskazywało na to, że faktycznie żaden anschreicki szczur nie próbował atakować, gdy nagle wyłonił się lekko i gwałtownie ją opuścił, przyklejając się do ścianki.
    - Ktoś się przemieszcza po prawej, koło drzew bez koron - powiedział z powagą.


  • Elarid

    - Strzelamy na mój rozkaz. - odparł i odwrócił się jeszcze do tego po lewej: - Obserwuj drugą stronę, żeby nas nie zaszli.
    Następnie przygotował się do walki, odetchnął głębiej kilka razy i wycelował swoją broń tam, gdzie mieli zbliżać się wrodzy żołnierze, starając się ocenić odległość i to, czy naprawdę są oni oponentami, zawsze mogli to być jacyś maruderzy z ich armii.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Żołnierz burknął coś pod nosem i przesunął się nieco w lewo, by mieć lepszy widok na flankę. Nazar nieznacznie wychylił się za parapet, uważnie monitorując tonące w szczątkach zniszczonej roślinności rozległe przedpole. Nic nie dostrzegł, nawet przy wspomnianym przez strzelca skupisku drzew pozbawionych możliwości pobierania materii nieorganicznej, nieuchronnie skazanych na zagładę. Czyżby coś mu się przewidziało? Frontowy stres potrafi płatać nieśmieszne figle, zamieniając leżącą na ziemi gałąź w czołgającego się strzelca, z lufą skierowaną wprost w twoją stronę. Kątem oka zarejestrował jakiś ruch, gdy nagle spod jednego z pni wypełzła jakaś sylwetka w barwie polowej szarości, która nagle wstała i pędem rzuciła się do najbliższego z kraterów, na oko jakieś 75 metrów od ich aktualnej pozycji. Czyli jednak kogoś zauważył i bynajmniej nie był to żart zszarganego wojenną presją umysłu.
    - Na razie nikogo nie widzę - oznajmił wojskowy po lewej.


  • Elarid

    //Jestem już teraz w stanie ocenić czy to moi lub wrogowie?//


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    ///No raczej tak. Kolor mundurów.///


  • Elarid

    Po kolorze munduru rozpoznał w nim wroga i ani myślał dać mu szansy na podejście bliżej czy zajęcie lepszej pozycji, więc od razu wycelował w jego klatkę piersiową i nacisnął spust karabinu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Kiedy tylko klatka piersiowa domniemanego przeciwnika znalazła się na trójkątnej muszce karabinu, Nazar pociągnął za spust, prawie idealnie w momencie, w którym przeciwny żołdak miał wskoczyć do leja W powietrzu rozległ się głośny huk. Wojskowy ostatecznie się w nim znalazł, ale nie zszedł do niego, tylko się stoczył, zostawiając za sobą ledwo widoczną czerwoną smugę.
    - Ewidentnie oberwał - skomentował Imperialista po jego prawej. - Dobry strzał.

    Po trafionym nikt nie ośmielił się wychylić głowy, a przedpole znowu wydawało się puste, kiedy to wtem rozległ się następny wystrzał. Nazar usłyszał głośny dźwięk uderzenia w metal, a następnie krótki brzęk, dochodzący z lewej.
    - Kurwa mać! - ryknął Daniła, chowając głowę za workami z piaskiem.
    Kiedy Nazar spojrzał w swoją lewą, dostrzegł leżącego na ziemi Rodiona, z ziejącą dziurą na środku czoła, z którego z wolna lała się krew, tworząca dopływy szkarłatnej rzeki na śnieżnobiałej gumie maski przeciwgazowej. Gdyby nie ona, to pewnie jego mózg rozbryznąłby się po całej ścianie. Impet był tak mocny, że aż zerwał mu hełm z głowy, który zatoczył się kilkukrotnie parędziesiąt centymetrów od jego ciała.
    - Mamy tu snajpera! - odrzekł Daniła z paniką w głosie.


  • Elarid

    //Czy jeśli przestanę tu odpisywać, to szanse na granie innymi postaciami jakoś się zwiększą?//
    - Na to wychodzi. -mruknął, chowając głowę. - Nie możemy teraz uciekać, bo będzie miał nas jak na dłoni. A jeśli będziemy tu siedzieć, to w końcu jego kumple wpadną i nas zatłuką. Weź karabin Rodiona i osadź na nim jego hełm. Przejdź w inne miejsce okopu i czekaj na sygnał.
    Po tych krótkich instrukcjach sam zaczął przemieszczać się po okopie, szukając dobrego punktu obserwacyjnego. Szukał takiego miejsca, które pozwoli mu wystrzelić do snajpera, gdy ten zdradzi kolejnym wystrzałem swoje miejsce pobytu, a które jednocześnie zapewni mu wystarczającą osłonę, aby nie zginął, nim zdąży wycelować i wystrzelić.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - D-dobra - wyjąkał posłusznie, po czym przeszedł za jego plecami do miejsca, w którym leżał jego kolega z rozwaloną czaszką. - To się dobrze nie skończy - wymamrotał do siebie.
    Gdy podszedł do jego zwłok, wyraźnie zawahał się zrobić cokolwiek. Wpatrywał się w nie i momentalnie zamarł w bezruchu. Położył otwarte dłonie na swojej klatce piersiowej, jak do wehrystowskiej modlitwy i mówił coś niezrozumiale. Nagle zamilkł i sięgnął po karabin, który jeszcze przed chwilą należał do jego kolegi z oddziału. Na orzechowym drewnie widać było kilka małych kropel krwi, które spłynęły po nim leniwie, gdy tylko podniósł go z ziemi. Chwycił też hełm, leżący kawałek obok zwłok jak kopnięta puszka, którym delikatnie zwieńczył lufę broni, jakby nakładał królowi koronę na głowę.

    W międzyczasie Nazar przemierzył kawałek okopu w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do obserwacji, co okazało się być zadaniem nieco trudnym. Rów był obwarowany słabo, kompletnie nie nadawał się do dłuższej obrony i nie udało mu się znaleźć nic lepszego poza większą szparą między warstwami worków z piaskiem. Przerwa była wąska, widać przez nią było jedynie kawałek przedpola, konkretniej kawałek środka i prawą flankę. Ale da się przez nią wystrzelić bez unoszenia głowy za bezpieczną linię parapetu.


  • Elarid

    A więc tam się ustawił, odetchnął głębiej, upewnił się, że broń jest sprawna i go nie zawiedzie, a później dał żołnierzowi znak, aby wystawił hełm nieco wyżej, samemu wypatrując, skąd wystrzeli snajper, aby od razu po jego wystrzale wypalić w okolice tego miejsca wszystkie dostępne w łódce pociski.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Żołnierz wystawił atrapę nieco wyżej i nawet delikatnie pokręcił nią w lewo i prawo, by dać iluzję rozglądania się. Nazar wpatrywał się w przedpole i był przygotowany, by od razu posłać kilka śmiercionośnych kul w miejsce, w którym słońce odbije się od lunety lub na chwilę pojawi się błysk. Był dobrze przygotowany na kolejny huk i metaliczny dźwięk hełmu toczącego kręgi po ziemi. Ryba musi połknąć haczyk. Robak jest zbyt tłusty, by tak po prostu odpuścić.

    Sołdatowi widocznie trzęsły się ręce. Modląc się w duchu, jeszcze bardziej uniósł wabik. Hełm wystawał za parapet okopu przez dobry kawał czasu. I nic. Musiał go przecież zobaczyć. Czemu zrezygnował z oddania strzału? Jednak sam snajper po chwili stał się nieco mniejszym zmartwieniem - Nazar dostrzegł, że po prawej stronie poruszają się jakieś trzy zgarbione sylwetki. Stojąca na samym końcu zamarła nagle w bezruchu i uniosła lekko rękę, jakby chciała przekazać jakąś komendę. Albo czymś rzucić.


  • Elarid

    Ocenił szybko, choćby po kolorze mundurów, z kim ma do czynienia. Zależnie od tego strzelał lub nie, a jeśli nie był pewien, to posłał strzał tak, aby być bliskim trafienia, ale mimo to spudłować.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Władca regularnych odpisów wkracza na rejon. Znowu.///
    Poruszające się jakieś kilkadziesiąt metrów od pozycji strzeleckiej Nazara postacie zdecydowanie nie wyglądały jak ciemnozielone ludziki. Wycelował prędko w postać, która na chwilę się zatrzymała i rzuciła coś podłużnego przed siebie, a palec pociągnął za język spust prawie automatycznie. Sylwetka padła momentalnie na brzuch, ale nie był to spad bezwładny. Wyglądało to bardziej tak, jakby nieprzyjacielski sołdat dobrowolnie rzucił się na brzuch, by zejść strzelcowi z pola ostrzału, a nie z powodu mocy obalającej karabinowej kuli. On, jak i dwie szybciej poruszające się postacie, w oka mgnieniu zniknęły mu z oczu.

    Z kolei rzecz, którą jego cel cisnął przed siebie, wpadła pomiędzy przypominające zgruchotane kości oderwane gałęzie, z których to powoli zaczął wyłaniać się kredowobiały dym. Pojawiająca się chmura zagrodziła mu wgląd na aktywny punkt jak ochroniarz blokujący nieproszonemu gościowi wstęp do ekskluzywnego baru. To zdecydowanie nie ułatwia sytuacji. Nie dość, że mają problem ze snajperem, to jeszcze nie wiadomo, dla ilu wrogów celnie rzucony granat dymny stał się otwartą furtką do wkroczenia na ich pozycję. A było ich przecież tylko dwóch. Z czego drugi jest wyraźnie roztrzęsiony śmiercią kamrata i jego stale drżące ręce nie nadadzą porządnej stabilności karabinowi. Po krótkim czasie ilość bielutkich mgiełek rosła jak grzyby po deszczu, a Nazar nie był nawet w stanie dostrzec, skąd kto w ogóle nimi machnął.

    Sytuacja stawała się tragiczniejsza z każdą sekundą. Jeżeli anschreickie trepy wbiją się do okopu z flank, to są martwi. Obaj. W końcu poddanie się nie wchodziło w rachubę. I wtedy zdarzył się prawdziwy cud. Nazar usłyszał charakterystyczny ostry świst przecinanego powietrza. Nagle na szeroki pas ziemi dzielącej linie frontu w długich odstępach zaczęły spadać odłamkowe pociski artyleryjskie, które posyłały szrapnele we wszystkie strony świata. Raczej nie narobią dużych szkód atakującym, ale pożrą im trochę czasu. I dopóki walą, można to wykorzystać.


  • Elarid

    //Powrót króla.//
    Choć nie miał zamiaru oddać tej pozycji bez walki, to już kogoś ustrzelił, więc uznał, że swoje zadanie wykona, a Imperium przyda się bardziej żywy, tak jak tamten trep. Krzyknął na niego i przekazał krótkie instrukcje, aby uciekać jak najszybciej, najlepiej zakosami, żeby zmniejszyć szanse na trafienie przez snajpera. Potem od razu zerwał się do biegu, gnając w kierunku własnych linii na tyłach.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Do zobaczenia za miesiąc.///
    Gdy tylko Nazar wyskoczył z ubogiego rowu, żołdak podążył za nim. Biegł tuż za nim i zgodnie z przekazanymi przez starszego instrukcjami ucieczki, co i raz kierował się bardziej na lewo i prawo. Druga większa linia okopów nie wydawała się być aż tak daleko, ale połamane i porąbane szczątki drzewa, przypominające połamane ludzkie kości, wszystko utrudniały. Przedarcie się przez nie sprawiło trochę problemów.

    Mężczyzna gnał przed siebie na złamanie karku i pokonywał wszelkie przeszkody w miarę szybko, ale szeregowiec z tyłu nie radził sobie z nimi już tak dobrze i jeszcze bardziej zwiększył się dystans między nimi. Gdzieś po paru minutach nieustannego przeczołgiwania się pod upadłymi konarami, przeskakiwaniem nad większymi gałęziami i biegu zakosami, ostrzał moździerza ucichł. Oznaczało to tylko tyle, że musiał się śpieszyć.

    Nie trzeba było też długo czekać na odpowiedź ze strony przeciwnika, który od razu po zakończeniu ognia osłonowego falą wpadł do rowu i przygotowywał się do dalszego natarcia. Fakt obecności dwóch żołnierzy, którzy desperacko usiłowali wycofać się na drugą linię nie umknął ich uwadze. Bez większych ceregieli rozpoczęli pojedyncze ich odstrzeliwanie.

    Nazarowi dopisało szczęście – najbliższa mu rozwalona pociskiem artyleryjskim pozycja ogniowa była na wyciągnięcie ręki. Wykonał kilka długich susów i skoczył za osłonę. Na pozycji nie było nikogo, ale Nazar słyszał doskonale znane mu siarczyste imperialne przekleństwa i ciężkie wystrzały z karabinów Szczerniakowa, które nie były daleko. Na pewno znajdowały się na tej pozycji.

    Po krótkiej chwili znalazł się za nią i drugi żołnierz, który nie zatrzymał się koło niego, a przeszedł jeszcze kilka metrów, zanim nie zwalił się na ziemię i nie oparł o połowicznie zerwane deski ściany. Strasznie ciężko dyszał, a na jego lewym ramieniu dostrzegł zwiększającą swą objętość ciemnoczerwoną plamę.
    - Oberwałem – oznajmił z dziwacznym spokojem w głosie.


  • Elarid

    //Oj tam, może i szybciej.//
    Nie był oddziałowym medykiem i nie mógł zrobić wiele, ale niezbędne podstawy znał i dysponował odpowiednim ekwipunkiem, więc podwinął jego rękaw i zabrał jedno opakowanie bandaży. Dla pewności przemył nieco ranę wodą z manierki, choć wątpił, żeby była zakażona, a to i tak tylko prowizoryczne rozwiązanie, nim zdołałaby wdać się gangrena żołnierz byłby już albo na bezpiecznych tyłach, albo martwy gdzieś po drodze. Następnie za pomocą bandaży zajął się raną, zakładając opatrunek, który powinien wystarczyć, przynajmniej teraz. Dopiero wtedy wychylił się lekko z okopu z bronią gotową do strzału, właściwie to nawet nie czekał, a pruł od razu, gdy zauważył jakąkolwiek sylwetkę, teraz miał chociaż ten komfort, że mógł strzelać do wszystkiego, co się rusza, nie mając przed tym żadnych moralnych oporów czy aby nie postrzeli przypadkiem jednego z wycofujących się kompanów.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Odpisuję wcześniej, choć nie powinienem tego robić, bo dałem słowo, że widzimy się za miesiąc.///
    Nazar
    Gdy podwinął rękaw, jego oczom ukazała się niewielka rana postrzałowa. Płynął z niej strumień krwi, który niczym rzeka, leniwym tempem przemierzał skórę przedramienia do samych palców, by ostatecznie spaść na twarde, niewygodne deski okopu. Po drugiej stronie okaleczonej kończyny nie było żadnego otworu, więc kula utkwiła. Nie zamierzał jej oczywiście wyjmować, to robota dla polowego chirurga.

    Polał na nią trochę wody i owinął świeżym bandażem. Po jakimś czasie pojawiła się na nim mała czerwona plama. Nie zwiększała jednak swojej objętości.

    Po założeniu żołnierzowi prowizorycznemu opatrunku, wzrok Nazara spoczął na szeroki pas ziemi dzielący drugi okop od rowu przeciwodłamkowego, w którym siedział jeszcze chwilę temu. Nie dostrzegł tam jednak żadnego ruchu. Nieprzyjaciel nie kwapił się, by wyleźć ze świeżo zdobytej pozycji. Bliskie strzały ze Szczerniakowów rzedły z każdą sekundą aż w końcu całkowicie zniknęły.
    - Nie oddamy tej pozycji! – usłyszał nagle głos jakiejś kobiety, gdzieś po swojej lewej. – Ruchy, zajmijcie pozycje!

    Wyglądało na to, że udało im się odeprzeć przeciwnika, który zrobił sobie przerwę w dalszym atakowaniu.


  • Elarid

    //Ale ja napisałem, że może będzie szybciej, więc zwolniłem cię z tego słowa.//
    Pocieszające było tak to, że w końcu tamci zatrzymali się, jak i fakt, że wreszcie Nazar nie był sam. No, technicznie to nigdy nie był sam, mając do pomocy dwóch przygodnie spotkanych jełopów, z czego jeden po drodze zginął, ale we dwóch nie mogli ich zatrzymać, a jedynie spowolnić. Teraz mieli okazję zrobić coś więcej, więc Nazar poszukał lepszej pozycji, zapewniającej dobrą osłonę lub kąt ostrzału, a najlepiej oba, aby w końcu poszukać wzrokiem kobiety, która wydała rozkaz.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Wojskowy podążył krótką odnogą do prawidłowej części okopu. Wychylił się lekko i tuż za rogiem zobaczył grupę imperialnych wojaków tłocznie zebranych na jednym odcinku fortyfikacji. Prawie wszyscy to zwyczajne trepy, które ostrożnie poruszały się wgłąb umocnień z wysoko uniesionymi karabinami, jakby spodziewali się, że znajdzie się tu jakiś anschreicki maruder, który nie zwykł się wycofywać. Za ich plecami stała wcześniej usłyszana przez niego kobieta. Ta wręcz świeciła pojedynczymi detalami na tle reszty – zamiast stalowego hełmu na głowie nosiła sukienną czapkę z twardym jasnozielonym daszkiem, na rękach miała orzechowe rękawiczki ze skóry, a na nogach spodnie z pojedynczymi fioletowymi pasami po bokach oraz czarne niczym noc buty do kolan. W prawej dłoni ściskała rewolwer. Po wyhaftowanych fioletowo-złotych szewronach na prawym ramieniu jej bluzy mundurowej Nazar rozpoznał, że jest ona starszym sierżantem. Dostrzegła go kątem oka i odwróciła głowę w jego stronę. Z większej odległości miała na oko jakieś trzydzieści lat, może trochę więcej.

    - Ty! Do mnie! - przywołała go do siebie zwinnym ruchem wolnej ręki.


  • Elarid

    Niezbyt cieszyło go, że byle kto może rozkazywać jemu, elicie armii Imperium, ale na tym polegało starszeństwo stopnia, toteż posłusznie stawił się na miejsce i zasalutował niedbale.
    - Kapral Nazar Rykow, melduję się na służbę.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Kobieta objęła go badawczym wzrokiem.
    - Nie jesteś z tej linii, musiałeś się tutaj wycofać. Wiaczesłowicz mówił, że po jego grupie z rowu przeciwodłamkowego przyjdzie jeszcze trzech żołnierzy. Pozostali dwaj zginęli?


Log in to reply