Los Angeles



  • Mając teraz pewność, że nic mu nie grozi, wpadł do środka celując do jednego z techników.
    - Nie ruszać się! Gdzie trzymacie kartotekę?! - krzyknął


  • Elarid Mistrz Gry

    Wbrew rozkazom, ruszyli się, mianowicie unieśli ręce do góry, choć za to chyba nie wypada Ci ich kropnąć, a przynajmniej nie teraz. Jeremi dołączył do Ciebie, również celując do techników, a pozostali zabezpieczyli wejście, aby nikt nagle nie wpadł i nie strzelił Wam w plecy.
    - Kartotekę? - powtórzył jeden z techników, mężczyzna w średnim wieku, z połamanymi i sklejonymi taśmą okularami na nosie.



  • - Tak, kartotekę. Nie wiesz co to jest? Takie papiery gdzie zapisujecie historie każdego kolesia w waszych szeregach. - Podszedł bliżej - Gdzie to jest?! - był coraz bardziej nerwowy, bo nie widział co dzieje się na zewnątrz. Chciał jak najszybciej wziąć co trzeba i wynieść się stąd. Przeciągająca się sytuacja, tylko rozstrajała jego już i tak niepełne zdrowie psychiczne, a to nie mogło się dobrze skończyć. Przynajmniej nie dla tych, którzy wejdą mu w drogę.


  • Elarid Mistrz Gry

    Perswazja zadziałała, a mężczyzna, z którym rozmawiałeś, powoli się odwrócił, wskazując na odpowiednią szafkę.
    - Są tam wszyscy, od A do Z. Bierzcie co chcecie. - odparł, a Ty domyśliłeś się, że znalezienie jednego konkretnego nazwiska trochę zajmie, nawet jeśli te są poszeregowane alfabetycznie. Zwłaszcza, że możliwość zabrania większej ilości danych może być pochwalona przez Twoich przełożonych.



  • Opuściła pistolet, licząc że pozostali będą trzymać techników na muszce. Bez słowa podszedł do szafki i zaczął przerzucać kartoteki. Próbował znaleźć pod B jak “Bonaventura” lub C jak “Christ”.


  • Elarid Mistrz Gry

    Teczki układane były alfabetycznie i tyczyło się to nazwisk, więc powinieneś szukać pod C. Niestety, akt było sporo, Ty brnąłeś przez nie z mozołem, żeby nie przeoczyć odpowiedniej postaci, więc gdy udało Ci się znaleźć teczkę komandosa, jeden z Twoich ludzi zakomunikował o zbliżającym się towarzystwie i po chwili w ścianę zabębniły pociski z broni Milicjantów.



  • Wziął odnalezioną teczkę oraz stos losowych i wepchnął wszystkie razem do plecaka.
    Jeśli zauważyliby brak jednej, od razu wiedzieliby kogo szukamy. To powinno zmylić trop - pomyślał. Wrócił jednak do rzeczywistości i zapytał:
    - Dużo ich tam przyszło? Blokują wejście którym przyszliśmy?


  • Elarid Mistrz Gry

    Nikt nie znał odpowiedzi na pytanie, woleli się kryć, podobnie jak cywilni technicy, gdy wrodzy żołnierze położyli ogień zaporowy, którego pociski uniemożliwiały Wam choćby wyściubienie nosa za ramę drzwi.



  • Chciał coś sprawdzić. Lewym ramieniem objął szyje technika i przyłożył mu pistolet do boku. W ten sposób zaczął go prowadzić do wyjścia:
    - Ciesz się. Miałem zamiar was wszystkich wytłuc, ale jednak zwracam wam wolność. Wynocha! - Siłą wypchnął go za drzwi, po czym gwałtownie odskoczył i zamknął je z powrotem. Nasłuchiwał reakcji.


  • Elarid Mistrz Gry

    Usłyszałeś kolejne strzały, z pewnością celne, bo nastąpił po nich jęk bólu, ale technik najwidoczniej przeżył, a ludzie go ostrzeliwujący zdali sobie sprawę z błędu, jaki popełnili, zapewne ciesząc się, że zdecydowali się celować tak, aby zranić, a nie zabić.
    - Rzućcie broń i wyjdźcie z rękoma w górze! - krzyknął do Was ktoś z drugiej strony. - Nie ma stamtąd innego wyjścia, a nas jest więcej. Wasi kompani się wycofali, zostaliście sami, bez żadnych szans! Poddajcie się, a darujemy Wam życie!



  • - Już całkiem wam odbiło?! Zastrzeliliście swojego! Załatwiliśmy tych który tu wleźli, ale paru z nas też dostało, więc może przyślijcie tu lekarza, zanim zgłoszę wszystko do komendy głównej. Chcesz zawisnąć za masakrę służby technicznej? - odkrzyknął do głosu na zewnątrz, naiwnie myśląc, że się nabiorą.


  • Elarid Mistrz Gry

    Naiwnie to dobre określenie, bo musieli mieć świadomość, że to Fanatycy wdarli się do środka i że to z Fanatykami rozmawiają, więc nie było żadnego odzewu.



  • On także zaprzestał dalszej rozmowy i wrócił do głównego pomieszczenia. Sytuacja nie była najlepsza. Pierwsze co przyszło mu do głowy to zostać na miejscu i trwać tu aż do śmierci, tak jak zwykle to robili, jednak przypomniał sobie, że przecież muszą stąd wyjść i dostarczyć dokumenty. Z tego co mówili wrogowie na zewnątrz, to otoczyli ich i przytłoczyli przewagą liczebną. Równie dobrze mogli blefować, ale z drugiej strony nie miał jak tego sprawdzić. Chociaż zaraz. Na pewno? Całe to miejsce jest obwieszone kamerami, a oni znajdują się w centrum monitoringu! Usiadł przy jednym z komputerów i zaczął sprawdzać widok z kamer.


  • Elarid Mistrz Gry

    Rzecz jasna, że blefowali, posterunek nie był duży, a większość żołnierzy przetrzebiło Wasze wsparcie, na kamerach widziałeś więcej martwych, rannych i dogorywających niż żywych, a do tego będących w stanie nosić broń i utrzymać się z nią na nogach. Niestety, nie miałeś bezpośredniego widoku na wejście do tego budynku, kamera najwidoczniej została uszkodzona podczas strzelniany, więc musiałeś polegać na obrazach z okolicy, które dawały szczątkowe informacje. Na ich podstawie mogłeś ocenić liczebność swoich oponentów na około jeden oddział, czyli przynajmniej pięciu żołnierzy, może więcej.



  • Odwrócił się od komputera i zapatrzył w nieokreślony punkt. Opanował go dziwna apatia. Najchętniej po prostu by się stąd nie ruszał i czekał z obojętnością na niewiadome. Po kilku minutach, ocknął się wreszcie i rozejrzał po pokoju, jakby przypominając sobie gdzie się znajduje. Westchnął i powiedział:
    - Wychodzimy. - Wskazał na pozostałych techników - Wy! Stańcie przy drzwiach, gdy powiem, wyjdziecie wolnym krokiem przed budynek z rękami w górze. Jeśli przeżyjecie, jesteście wolni. - Potem zwrócił się do swoich ludzi - Póki będziemy mieć…eee…“osłonę” - niedbałym ruchem zaznaczył jeńców - w miarę możliwości odpowiadajcie ogniem, ale bądźcie gotowi do nagłego zrywy. Uciekamy w lewą stronę budynku. - Wstał z krzesła i przeciągnął się - I najważniejsza rzecz, przyjrzyjcie się dobrze - pokazał zdobytą teczkę po czym obwiązał ją bandaną, tworząc tobołek i uwiązał przy ramieniu, w taki sposób aby łatwo dało się odpiąć - te dane MUSZĄ się stąd wydostać. Jeśli polegnę, ktoś podniesie to z mojego ciała i poniesie dalej, jeśli on polegnie, kolejny podniesie i tak dalej… W porządku, pora na ostatni wysiłek, wytrzymajmy jeszcze trochę. - Wyciągnął pistolet i zebrał drużynę przy drzwiach. - Otwierać drzwi! Już! Naprzód!


  • Elarid Mistrz Gry

    Wszyscy posłusznie wykonali polecenia, a Twoi ludzie osłonili się jeńcami nie tylko z przodu, ale i po bokach oraz z tyłu, aby mieć pewność, że wróg nie otworzy ognia jak tylko tamci uciekną. Wyszliście na zewnątrz, gdzie zastaliście rzeczywiście niewielu oponentów, ale wszyscy do Was celowali, zdeterminowani, aby pozabijać Was wszystkich, gdy tylko technicy nie będą zasłaniać im linii strzału. Jednak ci wciąż są na swoich miejscach, więc gdzie się udacie? Do którego wyjścia?



  • Podszedł nieco do przodu, wciąż mając przed sobą jeńców. Zasłaniając się ciałem, wyciągnął granat dymny, odbezpieczył go i cisnął w grupę napastników.Liczył, że wywoła tym dodatkowy chaos, bo póki granat nie zacznie wydzielać dymu, mogą pomyśleć, że jest odłamkowy. Aby jeszcze bardziej ich do tego przekonać, wrzasnął, niby do swoich ludzi:
    - Uwaga, granat! - po czym wyszarpnął pistolet, oddał trzy strzały i w pochylonej pozycji zaczął biec w lewą stronę budynku. Byle dobiec za węgieł.Byle skryć się poza zasięg pocisków.


  • Elarid Mistrz Gry

    //A te trzy strzały to w kogo?//



  • //Tam gdzie stali Milcjanci//


  • Elarid Mistrz Gry

    Granat skutecznie rozproszył Milicjantów, a strzały, choć chybione, wywołały panikę pośród techników, co jeszcze bardziej ułatwiło Wam ucieczkę i ukrycie się za pierwszym budynkiem. Jednak wtedy Milicjanci otworzyli ogień, jak na razie z pistoletów, rewolwerów i kusz, ale cholera wie, co mogą jeszcze na Was ściągnąć.



  • Póki byli daleko i schowani za budynkiem nie obawiał się strzałów. Bardziej martwił się tym jak się stąd wydostać. Miejsce okalał płot, a ponowne przejście nad nim zajęłoby zbyt dużo czasu, dlatego potraktował to jako ostateczność. Czy w tym miejscu była jakaś brama lub furtka? Bo jakaś przecież musiała być.


  • Elarid Mistrz Gry

    Oczywiście, że była, to z niej skorzystał też drugi oddział, który miał Was wspierać. Przedarcie się tam, korzystając z obrony budynków, nie powinno być ciężkie, chyba że Milicja ma jeszcze coś w zanadrzu.



  • Hehe, mam dobre przeczucia co do tego. Ostatnia prosta i opuszczamy to pobojowisko. A na dodatek wciąż żyję. Dzięki ci Panie. - pomyślał, uważając w swym ograniczonym umyślę, że opuszczenie posterunku oznacza kres wszelkich problemów i ratunek. Poprawił zawiniątko z teczką i poszedł w kierunku bramy, nie zważając czy reszta idzie za nim.


  • Elarid Mistrz Gry

    Budynki zapewniały należytą ochronę, więc zdołaliście opuścić teren posterunku, choć to nie koniec zmartwień, musicie teraz jak najszybciej uciec i zgubić ewentualny pościg, aby odwetowa wyprawa Milicji czy Z-Com nie dotarła pod samą bazę, co mogłoby skończyć się dla Was katastrofą.



  • Przypomniało mu się coś innego. Pojazd którym przyjechali, miał ich stąd zabrać. Nie był pewien czy zdołali odjechać, nie było ich w pobliżu. Może zauważy ich w dalszej drodze. Szedł dalej, chaotycznie skręcając w uliczki, próbując przypomnieć sobie drogę do bazy.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie musiałeś, bo choć pojazdu ani jego załogi nie było w pobliżu, to pewnie mieli powód, żeby odjechać. Finalnie go odnaleźliście, wraz z resztą pomagających Wam żołnierzy, a przynajmniej częścią z nich, bo oddział był definitywnie przetrzebiony, a na dodatek kilku ludzi wciąż opatrywało rannych.



  • Podszedł bliżej.
    - Jesteśmy. - było to jedyne słowo jakie wypowiedział. Owszem był zdołowany poniesionymi stratami, bo czuł wieź z każdym członkiem religijnej społeczności, ale nie był lekarzem więc nie miał jak pomóc w opatrywaniu rannych. Zamiast tego wyciągnął i zaczął ją przeglądać, Nie mógł się powstrzymać przed sprawdzeniem czy ta misja była warta tego zachodu.


  • Elarid Mistrz Gry

    O ile informacje zawarte tutaj były rzeczywiście prawdziwe, to jak najbardziej, masz w dłoniach życiorysy i najważniejsze informacje o przynajmniej kilkunastu ważniejszych postaciach należących do Z-Com, Milicji i Armii Światowej w mieście i jego okolicy oraz dane jeszcze większej liczby osób, już nie tak istotnych.



  • Poszukał informacji o jedynym człowieku jaki go w tej chwili interesował - niesławnym komandosie Bonaventurze Chrisie


  • Elarid Mistrz Gry

    Teczki większości osób były cienkie, liczyły kilka kartek maksimum, ale nie ta, tutaj doliczyłeś się ich łącznie kilkunastu, odliczając niemalże puste strony tytułowe. Miałeś przed sobą sporo lektury, a czasu niewiele, niedługo będziecie się zapewne zbierać, więc pozwolić sobie możesz tylko na przeczytanie suchych faktów i informacji na jego temat umieszczonych w tabeli bądź na przestudiowanie któregoś z etapów życia, od dzieciństwa do chwili obecnej, choć musisz mieć świadomość, że chwila obecna przedstawiona w dokumentach oznacza zapewne czas sprzed kilku miesięcy, a może i dłużej.



  • Tak, to nie była dobra chwila na skupianie się na lekturze. W końcu to on miał dowodzić całą tą akcją. Zdusił więc w sobie chęć poznania bliżej wroga i zamknął teczkę. Zwrócił się do kierowcy:
    - Czy możemy już stąd odjechać?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Jakby to ode mnie zależało, to już dawno by mnie tu nie było. Ty tu dowodzisz, więc powiedz: Możemy?



  • Na usta już cisnęła mu kwestia, która miał okazać swoją dominacje nad człowiekiem, który wydał mu się trochę zbyt arogancki jak na pozycje jaką zajmował. Postanowił jednak odpuścić i powiedział jedynie:
    - Tak, możemy. Wracajmy do domu.


  • Elarid Mistrz Gry

    Niedbale zasalutował i wrócił za kierownicę swojego samochodu, czekając, aż wszyscy się załadują. Gdy tak się stało, jego pojazd popędził znanymi tylko Fanatykom ścieżkami pośród zrujnowanego miasta, wprost do Waszej bazy.



  • Skoro teraz na pewno byli już bezpieczni, nic nie stało na przeszkodzie przejrzenia teczki tak na poważnie. Nie wysiadając z auta, zaczął dokładnie studiować posiadany tekst.


  • Elarid Mistrz Gry

    @Kubeł1001 napisał w Los Angeles:

    przeczytanie suchych faktów i informacji na jego temat umieszczonych w tabeli bądź na przestudiowanie któregoś z etapów życia, od dzieciństwa do chwili obecnej, choć musisz mieć świadomość, że chwila obecna przedstawiona w dokumentach oznacza zapewne czas sprzed kilku miesięcy, a może i dłużej.

    //Nie odbierz tego tak, że celowo opóźniam Ci postęp, ale chcę odkrywać tajemnice tego NPC powoli, żeby zbudować napięcie i doprowadzić przy okazji do rozwiązania kilku wątków fabularnych, dlatego wolałbym, żebyś na razie przeczytał tylko jeden z podanych wyżej fragmentów całej teczki.//



  • Postanowił zacząć od początku, czyli od historii jego dzieciństwa. Na przeczytanie praktyczniejszych informacji jeszcze znajdzie czas, a poznanie życiorysu pozwoli lepiej mu poznać, zrozumieć, zżyć się z wrogiem i da jeszcze większą satysfakcję kiedy osobiście zatopi ostrze swej sztucznej ręki w jego pieprzonym, czarnym, grzesznym sercu! Hmm, chyba zaczynam odbierać tę sprawę zbyt osobiście. - pomyślał. W każdym razie zaczął czytać.


  • Elarid Mistrz Gry

    Bonawentura urodził się tutaj, w Los Angeles, co tłumaczyło jego znajomość miasta, pozwalającą mu nagle znikać i pojawiać się, korzystając ze ścieżek, których znajomość opanował już w dzieciństwie, a w młodości miał sporo czasu na wałęsanie się po domu, notorycznie urywał się ze szkoły, spędzając czas z kolegami ze szkolnej ławy na wagarach. Co ciekawe, większość z nich trafiła wraz z nim do Z-Com. Wracając jednak do młodości, zdołał zapewnić sobie dalsze wykształcenie jedynie dzięki sportowi, swego czasu był najlepszym zawodnikiem w baseballu w szkole i jednym z lepszych w mieście. To stypendia sportowe pozwoliły mu na rozpoczęcie nauki wyższej, tej jednak nie ukończył, z nieznanych nawet tutaj przyczyn. Po dwóch latach męczenia się na campusie poszedł w kamasze.



  • No proszę, mamy ze sobą coś wspólnego. On też olał szkołę.
    Sprawdził czy opisali przebieg jego służby wojskowej.


  • Elarid Mistrz Gry

    Opisali, jednak dojechaliście już do bazy, gdzie nie witano Was co prawda jak bohaterów, ale miałeś pewność, że wszyscy zostaniecie nagrodzeni, gdy tylko dokumenty trafią do Twojego przełożonego, a spośród wszystkich to najpewniej Tobie przypadnie najwięcej.



  • //To sygnał, że mam nie czytać dalej tak?//
    Poszedł odnieść zdobyte dokumenty do dowódcy.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Niestety tak, ale będziesz jeszcze mieć szansę, aby doczytać wszystko.//
    Nikt Cię nie zatrzymywał, choć pewnie niejeden miał jakieś pytania na temat całej akcji, choć na to przyjdzie jeszcze pora. Dotarłeś do kwatery swojego przełożonego szybko i sprawnie, nie musiałeś nawet pukać czy czekać, od razu otworzono Ci drzwi prowadzącego do środka, co tylko świadczy o tym, jak ważna była to misja. Może nawet ważniejsza, niż Ci się do tej pory wydawało.



  • Skłonił się dowódcy i położył teczkę na jego biurku.
    - Udało nam się zdobyć te dokumenty.


  • Elarid Mistrz Gry

    Przejrzał je tylko pobieżnie, ale wiedziałeś, że zabierze się za to od razu, gdy tylko opuścisz jego lokum.
    - Jak wielkie straty ponieśliśmy?



  • - Kilku chłopaków z załogi wozu bojowego. Z mojego oddziału nie poległ nie nikt.


  • Elarid Mistrz Gry

    Pokiwał głową.
    - Pomodlę się dziś o ich dusze, choć nie wątpię, że trafili do nieba, ginąc w tak słusznej sprawie. - powiedział i usiadł wygodniej, układając palce dłoni w piramidkę. - Zajrzałeś do nich, prawda?



  • Zaczerwienił się lekko, jakby przyłapano go na czymś wstydliwym.
    - Cóż… zerknąłem odrobinę.


  • Elarid Mistrz Gry

    - W pełni rozumiem Twoje zainteresowanie tym bezbożnikiem, ale pamiętaj, że ciekawość to też pierwszy stopień do piekła. Jeśli uznam to za stosowne, pozwolę Ci się zapoznać z resztą informacji. A teraz możesz odejść.



  • Skłonił się i wyszedł. Stał teraz na zewnątrz nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić.


  • Elarid Mistrz Gry

    Od większych rozterek wybawił Cię dźwięk dzwonu, wzywający na modlitwę. To zawsze można było cenić w strukturach Fanatyków: Nie sposób się tam nudzić, społeczność dba o to, żebyś zawsze miał jakieś zajęcie i nie trwonił bezczynnie czasu.


Log in to reply