[Deravierres] Awangarda


  • Elarid

    //Czy jeśli przestanę tu odpisywać, to szanse na granie innymi postaciami jakoś się zwiększą?//
    - Na to wychodzi. -mruknął, chowając głowę. - Nie możemy teraz uciekać, bo będzie miał nas jak na dłoni. A jeśli będziemy tu siedzieć, to w końcu jego kumple wpadną i nas zatłuką. Weź karabin Rodiona i osadź na nim jego hełm. Przejdź w inne miejsce okopu i czekaj na sygnał.
    Po tych krótkich instrukcjach sam zaczął przemieszczać się po okopie, szukając dobrego punktu obserwacyjnego. Szukał takiego miejsca, które pozwoli mu wystrzelić do snajpera, gdy ten zdradzi kolejnym wystrzałem swoje miejsce pobytu, a które jednocześnie zapewni mu wystarczającą osłonę, aby nie zginął, nim zdąży wycelować i wystrzelić.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - D-dobra - wyjąkał posłusznie, po czym przeszedł za jego plecami do miejsca, w którym leżał jego kolega z rozwaloną czaszką. - To się dobrze nie skończy - wymamrotał do siebie.
    Gdy podszedł do jego zwłok, wyraźnie zawahał się zrobić cokolwiek. Wpatrywał się w nie i momentalnie zamarł w bezruchu. Położył otwarte dłonie na swojej klatce piersiowej, jak do wehrystowskiej modlitwy i mówił coś niezrozumiale. Nagle zamilkł i sięgnął po karabin, który jeszcze przed chwilą należał do jego kolegi z oddziału. Na orzechowym drewnie widać było kilka małych kropel krwi, które spłynęły po nim leniwie, gdy tylko podniósł go z ziemi. Chwycił też hełm, leżący kawałek obok zwłok jak kopnięta puszka, którym delikatnie zwieńczył lufę broni, jakby nakładał królowi koronę na głowę.

    W międzyczasie Nazar przemierzył kawałek okopu w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do obserwacji, co okazało się być zadaniem nieco trudnym. Rów był obwarowany słabo, kompletnie nie nadawał się do dłuższej obrony i nie udało mu się znaleźć nic lepszego poza większą szparą między warstwami worków z piaskiem. Przerwa była wąska, widać przez nią było jedynie kawałek przedpola, konkretniej kawałek środka i prawą flankę. Ale da się przez nią wystrzelić bez unoszenia głowy za bezpieczną linię parapetu.


  • Elarid

    A więc tam się ustawił, odetchnął głębiej, upewnił się, że broń jest sprawna i go nie zawiedzie, a później dał żołnierzowi znak, aby wystawił hełm nieco wyżej, samemu wypatrując, skąd wystrzeli snajper, aby od razu po jego wystrzale wypalić w okolice tego miejsca wszystkie dostępne w łódce pociski.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Żołnierz wystawił atrapę nieco wyżej i nawet delikatnie pokręcił nią w lewo i prawo, by dać iluzję rozglądania się. Nazar wpatrywał się w przedpole i był przygotowany, by od razu posłać kilka śmiercionośnych kul w miejsce, w którym słońce odbije się od lunety lub na chwilę pojawi się błysk. Był dobrze przygotowany na kolejny huk i metaliczny dźwięk hełmu toczącego kręgi po ziemi. Ryba musi połknąć haczyk. Robak jest zbyt tłusty, by tak po prostu odpuścić.

    Sołdatowi widocznie trzęsły się ręce. Modląc się w duchu, jeszcze bardziej uniósł wabik. Hełm wystawał za parapet okopu przez dobry kawał czasu. I nic. Musiał go przecież zobaczyć. Czemu zrezygnował z oddania strzału? Jednak sam snajper po chwili stał się nieco mniejszym zmartwieniem - Nazar dostrzegł, że po prawej stronie poruszają się jakieś trzy zgarbione sylwetki. Stojąca na samym końcu zamarła nagle w bezruchu i uniosła lekko rękę, jakby chciała przekazać jakąś komendę. Albo czymś rzucić.


  • Elarid

    Ocenił szybko, choćby po kolorze mundurów, z kim ma do czynienia. Zależnie od tego strzelał lub nie, a jeśli nie był pewien, to posłał strzał tak, aby być bliskim trafienia, ale mimo to spudłować.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Władca regularnych odpisów wkracza na rejon. Znowu.///
    Poruszające się jakieś kilkadziesiąt metrów od pozycji strzeleckiej Nazara postacie zdecydowanie nie wyglądały jak ciemnozielone ludziki. Wycelował prędko w postać, która na chwilę się zatrzymała i rzuciła coś podłużnego przed siebie, a palec pociągnął za język spust prawie automatycznie. Sylwetka padła momentalnie na brzuch, ale nie był to spad bezwładny. Wyglądało to bardziej tak, jakby nieprzyjacielski sołdat dobrowolnie rzucił się na brzuch, by zejść strzelcowi z pola ostrzału, a nie z powodu mocy obalającej karabinowej kuli. On, jak i dwie szybciej poruszające się postacie, w oka mgnieniu zniknęły mu z oczu.

    Z kolei rzecz, którą jego cel cisnął przed siebie, wpadła pomiędzy przypominające zgruchotane kości oderwane gałęzie, z których to powoli zaczął wyłaniać się kredowobiały dym. Pojawiająca się chmura zagrodziła mu wgląd na aktywny punkt jak ochroniarz blokujący nieproszonemu gościowi wstęp do ekskluzywnego baru. To zdecydowanie nie ułatwia sytuacji. Nie dość, że mają problem ze snajperem, to jeszcze nie wiadomo, dla ilu wrogów celnie rzucony granat dymny stał się otwartą furtką do wkroczenia na ich pozycję. A było ich przecież tylko dwóch. Z czego drugi jest wyraźnie roztrzęsiony śmiercią kamrata i jego stale drżące ręce nie nadadzą porządnej stabilności karabinowi. Po krótkim czasie ilość bielutkich mgiełek rosła jak grzyby po deszczu, a Nazar nie był nawet w stanie dostrzec, skąd kto w ogóle nimi machnął.

    Sytuacja stawała się tragiczniejsza z każdą sekundą. Jeżeli anschreickie trepy wbiją się do okopu z flank, to są martwi. Obaj. W końcu poddanie się nie wchodziło w rachubę. I wtedy zdarzył się prawdziwy cud. Nazar usłyszał charakterystyczny ostry świst przecinanego powietrza. Nagle na szeroki pas ziemi dzielącej linie frontu w długich odstępach zaczęły spadać odłamkowe pociski artyleryjskie, które posyłały szrapnele we wszystkie strony świata. Raczej nie narobią dużych szkód atakującym, ale pożrą im trochę czasu. I dopóki walą, można to wykorzystać.


  • Elarid

    //Powrót króla.//
    Choć nie miał zamiaru oddać tej pozycji bez walki, to już kogoś ustrzelił, więc uznał, że swoje zadanie wykona, a Imperium przyda się bardziej żywy, tak jak tamten trep. Krzyknął na niego i przekazał krótkie instrukcje, aby uciekać jak najszybciej, najlepiej zakosami, żeby zmniejszyć szanse na trafienie przez snajpera. Potem od razu zerwał się do biegu, gnając w kierunku własnych linii na tyłach.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Do zobaczenia za miesiąc.///
    Gdy tylko Nazar wyskoczył z ubogiego rowu, żołdak podążył za nim. Biegł tuż za nim i zgodnie z przekazanymi przez starszego instrukcjami ucieczki, co i raz kierował się bardziej na lewo i prawo. Druga większa linia okopów nie wydawała się być aż tak daleko, ale połamane i porąbane szczątki drzewa, przypominające połamane ludzkie kości, wszystko utrudniały. Przedarcie się przez nie sprawiło trochę problemów.

    Mężczyzna gnał przed siebie na złamanie karku i pokonywał wszelkie przeszkody w miarę szybko, ale szeregowiec z tyłu nie radził sobie z nimi już tak dobrze i jeszcze bardziej zwiększył się dystans między nimi. Gdzieś po paru minutach nieustannego przeczołgiwania się pod upadłymi konarami, przeskakiwaniem nad większymi gałęziami i biegu zakosami, ostrzał moździerza ucichł. Oznaczało to tylko tyle, że musiał się śpieszyć.

    Nie trzeba było też długo czekać na odpowiedź ze strony przeciwnika, który od razu po zakończeniu ognia osłonowego falą wpadł do rowu i przygotowywał się do dalszego natarcia. Fakt obecności dwóch żołnierzy, którzy desperacko usiłowali wycofać się na drugą linię nie umknął ich uwadze. Bez większych ceregieli rozpoczęli pojedyncze ich odstrzeliwanie.

    Nazarowi dopisało szczęście – najbliższa mu rozwalona pociskiem artyleryjskim pozycja ogniowa była na wyciągnięcie ręki. Wykonał kilka długich susów i skoczył za osłonę. Na pozycji nie było nikogo, ale Nazar słyszał doskonale znane mu siarczyste imperialne przekleństwa i ciężkie wystrzały z karabinów Szczerniakowa, które nie były daleko. Na pewno znajdowały się na tej pozycji.

    Po krótkiej chwili znalazł się za nią i drugi żołnierz, który nie zatrzymał się koło niego, a przeszedł jeszcze kilka metrów, zanim nie zwalił się na ziemię i nie oparł o połowicznie zerwane deski ściany. Strasznie ciężko dyszał, a na jego lewym ramieniu dostrzegł zwiększającą swą objętość ciemnoczerwoną plamę.
    - Oberwałem – oznajmił z dziwacznym spokojem w głosie.


  • Elarid

    //Oj tam, może i szybciej.//
    Nie był oddziałowym medykiem i nie mógł zrobić wiele, ale niezbędne podstawy znał i dysponował odpowiednim ekwipunkiem, więc podwinął jego rękaw i zabrał jedno opakowanie bandaży. Dla pewności przemył nieco ranę wodą z manierki, choć wątpił, żeby była zakażona, a to i tak tylko prowizoryczne rozwiązanie, nim zdołałaby wdać się gangrena żołnierz byłby już albo na bezpiecznych tyłach, albo martwy gdzieś po drodze. Następnie za pomocą bandaży zajął się raną, zakładając opatrunek, który powinien wystarczyć, przynajmniej teraz. Dopiero wtedy wychylił się lekko z okopu z bronią gotową do strzału, właściwie to nawet nie czekał, a pruł od razu, gdy zauważył jakąkolwiek sylwetkę, teraz miał chociaż ten komfort, że mógł strzelać do wszystkiego, co się rusza, nie mając przed tym żadnych moralnych oporów czy aby nie postrzeli przypadkiem jednego z wycofujących się kompanów.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    ///Odpisuję wcześniej, choć nie powinienem tego robić, bo dałem słowo, że widzimy się za miesiąc.///
    Nazar
    Gdy podwinął rękaw, jego oczom ukazała się niewielka rana postrzałowa. Płynął z niej strumień krwi, który niczym rzeka, leniwym tempem przemierzał skórę przedramienia do samych palców, by ostatecznie spaść na twarde, niewygodne deski okopu. Po drugiej stronie okaleczonej kończyny nie było żadnego otworu, więc kula utkwiła. Nie zamierzał jej oczywiście wyjmować, to robota dla polowego chirurga.

    Polał na nią trochę wody i owinął świeżym bandażem. Po jakimś czasie pojawiła się na nim mała czerwona plama. Nie zwiększała jednak swojej objętości.

    Po założeniu żołnierzowi prowizorycznemu opatrunku, wzrok Nazara spoczął na szeroki pas ziemi dzielący drugi okop od rowu przeciwodłamkowego, w którym siedział jeszcze chwilę temu. Nie dostrzegł tam jednak żadnego ruchu. Nieprzyjaciel nie kwapił się, by wyleźć ze świeżo zdobytej pozycji. Bliskie strzały ze Szczerniakowów rzedły z każdą sekundą aż w końcu całkowicie zniknęły.
    - Nie oddamy tej pozycji! – usłyszał nagle głos jakiejś kobiety, gdzieś po swojej lewej. – Ruchy, zajmijcie pozycje!

    Wyglądało na to, że udało im się odeprzeć przeciwnika, który zrobił sobie przerwę w dalszym atakowaniu.


  • Elarid

    //Ale ja napisałem, że może będzie szybciej, więc zwolniłem cię z tego słowa.//
    Pocieszające było tak to, że w końcu tamci zatrzymali się, jak i fakt, że wreszcie Nazar nie był sam. No, technicznie to nigdy nie był sam, mając do pomocy dwóch przygodnie spotkanych jełopów, z czego jeden po drodze zginął, ale we dwóch nie mogli ich zatrzymać, a jedynie spowolnić. Teraz mieli okazję zrobić coś więcej, więc Nazar poszukał lepszej pozycji, zapewniającej dobrą osłonę lub kąt ostrzału, a najlepiej oba, aby w końcu poszukać wzrokiem kobiety, która wydała rozkaz.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Wojskowy podążył krótką odnogą do prawidłowej części okopu. Wychylił się lekko i tuż za rogiem zobaczył grupę imperialnych wojaków tłocznie zebranych na jednym odcinku fortyfikacji. Prawie wszyscy to zwyczajne trepy, które ostrożnie poruszały się wgłąb umocnień z wysoko uniesionymi karabinami, jakby spodziewali się, że znajdzie się tu jakiś anschreicki maruder, który nie zwykł się wycofywać. Za ich plecami stała wcześniej usłyszana przez niego kobieta. Ta wręcz świeciła pojedynczymi detalami na tle reszty – zamiast stalowego hełmu na głowie nosiła sukienną czapkę z twardym jasnozielonym daszkiem, na rękach miała orzechowe rękawiczki ze skóry, a na nogach spodnie z pojedynczymi fioletowymi pasami po bokach oraz czarne niczym noc buty do kolan. W prawej dłoni ściskała rewolwer. Po wyhaftowanych fioletowo-złotych szewronach na prawym ramieniu jej bluzy mundurowej Nazar rozpoznał, że jest ona starszym sierżantem. Dostrzegła go kątem oka i odwróciła głowę w jego stronę. Z większej odległości miała na oko jakieś trzydzieści lat, może trochę więcej.

    - Ty! Do mnie! - przywołała go do siebie zwinnym ruchem wolnej ręki.


  • Elarid

    Niezbyt cieszyło go, że byle kto może rozkazywać jemu, elicie armii Imperium, ale na tym polegało starszeństwo stopnia, toteż posłusznie stawił się na miejsce i zasalutował niedbale.
    - Kapral Nazar Rykow, melduję się na służbę.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Kobieta objęła go badawczym wzrokiem.
    - Nie jesteś z tej linii, musiałeś się tutaj wycofać. Wiaczesłowicz mówił, że po jego grupie z rowu przeciwodłamkowego przyjdzie jeszcze trzech żołnierzy. Pozostali dwaj zginęli?


  • Elarid

    - Jeden, drugi dotarł tu ze mną. Zabiliśmy kilku napastników, ale długo nie dało się tam wytrzymać. Tutaj jestem gotów stawiać opór dalej.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Kiwnęła głową ze zrozumieniem.
    - Czyli będą próbowali otworzyć kolejną drogę ze wzgórza. Jest jeszcze coś, co powinnam wiedzieć?


  • Elarid

    - Mieli snajpera, zabił jednego z towarzyszących mi żołnierzy. Po strzale zniknął albo nie był tak głupi, żeby nabrać się na sztuczkę z hełmem na karabinie i nie wystrzelił, więc nie dał się zabić. Bezpieczniej założyć, że wciąż kręci się w pobliżu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Cholera - zaklęła, po czym splunęła na ziemię z pogardą. - Tylko tchórza z lunetą nam tu teraz brakowało. Rosną teraz jak grzyby po deszczu. I gdzie jest ten drugi żołnierz? Dodatkowej siły ognia nigdy za wiele.


  • Elarid

    Pokiwał głową i wrócił po swojego kompana od siedmiu boleści, żeby zaprowadzić go do kobiety.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Ranny nigdzie się nie wybierał. Leżał oparty o ścianę tam, gdzie Nazar poprzednio go zostawił. Widać po nim było, że nadal jest zamroczony stresem, bo w ogóle nie zareagował, kiedy żołnierz do niego podszedł… Miał półprzymknięte oczy i ciężko oddychał, a bandaż na jego rannym ramieniu był prawie cały czerwony. Gdyby nie udzielenie pierwszej pomocy, doszłoby do wstrząsu krwotocznego i byłby już stygnącym, bladym trupem.

    Nazar złapał go za zdrową rękę i przyciągnął do siebie. Ustawił bokiem i przerzucił jego nienaruszoną rękę przez szyję i objął swoją lewą. Ranny ledwo powłóczył nogami, ale zaciągnięcie go przed podoficer nie było aż takie trudne. W końcu nie ważył dużo, był w zasadzie cherlakiem, niemalże bezwładną marionetką, którą musiał prowadzić jak dziecko. Kobieta rzuciła na niego wzrokiem i zrobiła skwaszoną minę.
    - Powinien jak najszybciej znaleźć się w najbliższym punkcie medycznym. Jest tak zszokowany, że nawet nie wie, co się dzieje wokół niego. Ułóż go pod ścianą – rozkazała, biorąc do ręki srebrny gwizdek, w który dmuchnęła z całej siły.

    Nad całym okopem rozległ się przeciągły gwizd, będący niewerbalną komendą na zbiórkę. Wkrótce pole przed nimi prawie po brzegi zapełniło się żołnierzami, którzy nie ustawili się w szeregu, a w bezkształtną, okrągłą masę, blokującą przejście do dalszej części rowu. Patrzyli na dowódczynię z widocznym w oczach respektem, zaś na Nazara z nutą podejrzliwości. Nie dostrzegł wśród nich dowódcy z rowu przeciwodłamkowego, może wtopił się w tłum. Albo zginął tuż przed jego przybyciem.

    - Serpen – rzuciła do tłumu, z którego wychylił się szpakowaty mężczyzna z szarą opaską z pomarańczowym symbolem, przypominającym dwa ścierające się bokami romby, z których jeden był położony niżej od drugiego. Symbol imperialnej medycyny. Runa rewitalizacji. Odsunęła się w bok, ukazując rannego żołnierza. – Zajmij się nim.

    Kiwnął porozumiewawczo głową i ukląkł koło niego, kładąc dużą torbę z brązowej skóry przy swojej prawej nodze.
    - Na pozycje ogniowe! Żaden anschreicki pies nie ma prawa choćby znaleźć się w tym okopie!
    Wykrzyknęła podniośle, unosząc swój rewolwer do góry. Zebrani żołnierze odpowiedzieli jej wykrzyknięciem „Impera”, będącej oficjalnym okrzykiem bojowym całego Imperialowiku, po czym rozeszli się w oka mgnieniu.
    - Za mną – po raz kolejny poleciła Nazarowi.


  • Elarid

    Pffffy. Na ich spojrzenie odpowiedział swoim, równie zimnym i pogardliwym, wzrokiem, ukazując im wszelkie symbole na mundurze, które potwierdzały, że należy do elity armii Imperium i mogą go cmoknąć. Jednak nie zrobił nic więcej, i gdy usłyszał krótką komendę, wykonał ją, idąc za kobietą.
    - Jaką karkołomną misję masz dla mnie? - zagadnął po drodze.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    - Będziemy bronić lewej flanki. Poprzednim razem to właśnie tam się wdarli i trochę przerzedzili nam stan osobowy. Zepchnęli nas do niemalże połowy okopu, ale ich atak się w końcu załamał. Straciliśmy ośmiu ludzi i trochę brakuje rąk, żeby to wszystko gęsto pokryć. Części przeznaczonego stanu osobowego nawet nie ma na tej linii, bo nikt nie spodziewał się ataku. Moi radiotelegrafiści będą próbowali połączyć się z dowództwem i innymi liniami, ale musimy kupić im wystarczająco dużo czasu. Potrzebujemy natychmiastowego wsparcia, a wycofanie się nie wchodzi w grę. Nie będę trzymać się z tyłu, tylko walczyć z resztą.
    Zaprowadziła go na na najbardziej wysunięty na lewo punkt strzelecki.

    Ich obecną pozycję stanowił wysunięty punkt prowadzenia ognia w kształcie koła, który z okopem łączył obszerny korytarz z improwizowanym zadaszeniem z dwóch cienkich, kwadratowych metalowych płyt. Nie wyglądały porządnie. Ustawiono je tutaj, by chroniły zebranych strzelców przed odłamkowymi opadami i niczym więcej. Gdyby pocisk z moździerza trafił w tę nieimponującą konstrukcję, rozdarłby ją niczym kartkę papieru, w gorszym przypadku przebiłby się na wylot i eksplodował przy zbitych w kupie żołnierzach, których szczątki rozrzuciłby w promieniu kilku dobrych metrów. Wciąż lepsze to niż jej brak.

    Lepiej wyglądało już bezpośrednie obwarowanie fragmentu. Parapet został wzmocniony aż potrójną linią worków z piaskiem z pięcioma szerokimi szczelinami ogniowymi. Przy jednym z nich okno na szeroki pas ziemi mogło mieć dwóch strzelców, którzy mieli wystarczająco dużo miejsca, by sobie wzajemnie nie przeszkadzać. I mieć wizję na spory kawał terenu. Pod uwagę warto jeszcze wziąć tarczę snajperską, ustawioną na prawym boku środkowego otworu. Uniemożliwiała ostrzał na większej połaci jak i jego obserwację, ale odporność na kule karabinowe wroga zdawała się to rekompensować. Pod nimi znajdował się niewysoki, wygodny podest, na którym ktoś ustawił w połowie opróżnioną zieloną skrzyneczkę z długim jak wąż pasem amunicji do cekaemu. Choć tego akurat tu nie ma.

    Na pozycji było pięciu strzelców, nie licząc Nazara i podoficer, z czego jeden z nich rozstawił się na samym środku z erkaemem. Było jeszcze trochę miejsca koło niego, więc mógłby tam ustać i prowadzić ostrzał. Jeśli to mu nie pasowało, mógł skorzystać jeszcze z osłony jednej z grubych tarcz strzeleckich, której nikt nie obstawił.
    - Ostrzeliwują przedpole dymem! - odezwał się erkaemista.
    - Poczekaj jeszcze chwilę i poślij im tam pełny magazynek na ślepo. Może trochę ich opóźni. Strzelcy mają czekać, aż nie wydam odpowiedniego rozkazu.


  • Elarid

    Postanowił powstrzymać się od komentarza, nie chcąc jej podpaść nie tylko z powodu starszeństwa stopniem… Wybrał drugą opcję i zabunkrował się przy tarczy strzeleckiej, ceniąc swoje życie nieco bardziej niż zalety wynikające z braku posiadania owej tarczy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Tarcza zmniejszała ryzyko zamienienia jego czaszki w przypominające niekształtne puzzle strzępy przez kulę wroga, ale znacznie ograniczała możliwości strzeleckie, wszak jedynym oknem na świat była wąziutka szczelina po prawej stronie. Na tyle duża, by wsunąć do nań lufę karabinu i deczko nim manewrować, ale nic poza tym. I tak nie miało to teraz znaczenia. Okolicę spowijała ściana sztucznej mgły, która kryła ruchy wroga.

    Najciekawszą rzeczą była względna cisza. Nie było słychać nawet artyleryjskiej orkiestry, która jeszcze niedawno pogrzmiewała hucznie w oddali. Erkaemista po jego lewej ledwo słyszalnie chrząknął i pociągnął do siebie rygiel swojej broni. Przesunął się z lekkim oporem, wydając przyjemny dla ucha chrzęst i wrócił na swoje miejsce z metalowym trzaśnięciem, wsuwając długi nabój do komory. Westchnął ciężko, zgarbił się i przystawił kolbę erkaemu do ramienia. Z naciskiem spustu posłał w dym krótką serię.

    Towarzyszył mu terkot innego karabinu maszynowego z innej pozycji.
    - Rzućcie w nich granatami – rozkazała oschle podoficer.


  • Elarid

    Wyjął granat, odbezpieczył i odczekał sekundę czy dwie, dopiero wtedy rzucając go z zamachem w dym, aby eksplodował idealnie w chwili upadku, co sprawiało, że wróg nie zdąży go odrzucić ani zrobić nic więcej, poza zostaniem rozerwanym na strzępy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Nazar
    Wróg pewnie i tak nie zobaczyłby go w tej chmurze dymu, ale przezorność nie zaszkodzi. Reszta żołnierzy również poczekała chwilę z rzuceniem swojego ładunku. Nazar zrobił to jako pierwszy. Tuż po nim reszta. Zdawały się wybuchać w rzędzie, po kolei. Tak, jak zostały rzucone. Jeśli ktokolwiek znalazł się w strefie ich rażenia, z pewnością szczęśliwie się to dla niego nie skończyło.

    Po ich eksplozjach nastała nagła cisza. Karabin maszynowy z drugiego krańca okopu też przestał terkotać. Wtem prawie przed twarzą Nazara przeturlał się podłużny kształt. Granat przeciwnika! Nie wpadł do ich pozycji, a turlał się przed nią.
    - Za osłonę!


  • Elarid

    Choć i tak chroniła go sporych rozmiarów tarcza, to jednak zawsze była szansa, że odłamki się przez nią przebiją lub nieszczęśliwie przelecą w jej otworze strzelniczym, więc od razu opuścił pozycję i skrył się głębiej w okopie, wracając od razu, jak tylko usłyszał dźwięk eksplozji.


Log in to reply