Plantacja Fitzsimmonsów


  • Elarid Mistrz Gry

    Arthur i Laura Fitzsimmonsowie byli niegdyś znanymi plantatorami, którzy hodowali na swej plantacji rozmaite rośliny, od kukurydzy, przez bawełnę, na tytoniu skończywszy. Zatrudniali licznych najemników do ochrony swoich dóbr oraz pracowników, którzy wespół z rolnikami dbali o plony. Dzięki dobrej glebie, dostępie do wody i pieniądzach na zakupy narzędzi, nawozów czy kolejnych niewolników ich majątek rósł z roku na rok. Całe to bogactwo, które w perspektywie dekady mogłoby być jednym z większych w kolonii, miał odziedziczyć jedyny syn i zarazem jedyne dziecko Fitzsimmonsów, Jacob. Ten jednak opuścił rodzinę mając nieco ponad dwadzieścia lat i słuch po nim zaginął. Starzejący się już plantatorzy starali się gospodarzyć tak długo, jak tylko się dało, nie mogli jednak znaleźć nikogo o odpowiednich umiejętnościach i godnego zaufania aby zajął ich miejsce, wciąż liczyli też na powrót syna. A konkurencja ostrzyła sobie zęby na ich ziemie. Pewnego dnia najemnicy pilnujący plantacji w większości opuścili posterunek, a ci, którzy przeżyli, zginęli, nie będąc w stanie odeprzeć ataku sporej, liczącej ponad trzydziestu ludzi, grupy bandytów, którzy bez trudu się z nimi rozprawili. Zdewastowali plantację, złupili wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, niewolników i robotników uprowadzili, aby sprzedać w niewolę, lub zabili, a właścicieli plantacji zamordowali. Po tym odeszli, nie podkładając nawet ognia pod zabudowę. Przez ponad dziesięć lat plantacja stała opustoszała, aż natrafili na nią dwaj rewolwerowcy i łowcy nagród: Hugh Grant i Jimmy Star. Wspólnymi siłami odremontowali część budynków, przynajmniej od wewnątrz, aby z daleka dalej sprawiały wrażenie ruiny, co miało służyć za kamuflaż przed wszystkimi, którzy mogliby się tu zapuścić. Od tej pory plantacja stanowiła ich bazę wypadową, a z czasem zarobili tyle złota, aby mieć środki na jej rzeczywistą odbudowę.
    Plantacja znajduje się na Wielkich Równinach, z dala od większych miast i osad. Otoczona jest zniszczonym już w większości płotem i drewnianą bramą. Pola zarosły chwastami, choć na nielicznych rosną hodowane wcześniej rośliny, ale w niewielkiej ilości, aby nie wzbudzać podejrzeń. Wszystkie budynki wyglądają na zrujnowane, ale rzeczywiście zniszczone są tylko spichlerz, magazyny, większość baraków dla robotników i niewolników, kuźnia i niemalże wszystkie warsztaty. Jeden z nich jest sprawny, podobnie jak stajnia i jeden z magazynów i dwa baraki. Najlepiej zachowany jest położony w centrum plantacji dom rodziny Fitzsimmonsów, który posiada spiżarnię w piwnicy, salon, kuchnie, jadalnię i pomieszczenia dla służby na parterze, balkon i pomieszczenia dla domowników na piętrze oraz lamus na poddaszu.


  • Elarid Mistrz Gry

    Radio:
    Przybyłaś na miejsce, gdziekolwiek było i czymkolwiek było. Na pewno nie była to jednak kopalnia, do której zawitaliście wcześniej, bo nie schodziłaś pod ziemię. Gdy tylko wóz się zatrzymał, a kufer został otwarty, ktoś rozciął więzy na nogach oraz te, które łączyły te na kostkach i te na nadgarstkach. Gdy tylko doszłaś do siebie na tyle, aby móc samodzielnie chodzić, postawiono cię na nogi i z lufą rewolweru przy plecach poprowadzono naprzód. Weszłaś na górę po kilku stopniach, później przeszłaś drzwi, pokonałaś kolejne kilka metrów po drewnianej podłodze i schodami weszłaś przynajmniej dwa piętra wyżej. Wszystko wskazywało na to, że dostałaś się do kryjówki Stara lub nawet tej plantacji czy rancha, o którym mówił. Na miejscu posadzono cię na krześle, do którego cię przywiązano, również nogi przywiązano do nóg mebla. Po tym i upewnieniu się przez kogoś, że pozostałe więzy, knebel i opaska są odpowiednio ciasno zaciśnięte, przynajmniej dwie osoby opuściły pokój, zostawiając cię w nim samą.


  • Metro 2035

    Och, cudownie, dali jej krzesło! Ciekawe czym zasłużyła sobie na takie luksusy. Ale w gruncie rzeczy niezbyt podobało jej się to “ulokowanie” i miała już szczerze dość bycia stale, związywaną, wiązaną, przywiązywaną, zamykaną, kneblowaną, a także całej reszty tych przyjemności. Przynajmniej tutaj nie była ograniczono klaustrofobicznym pomieszczeniem. A skoro mowa o krześle…
    Pociągnęła za sznury na rękach i zakołysała się kilkukrotnie na meblu. Jak solidnie wykonany był?


  • Elarid Mistrz Gry

    Na tyle, aby nie rozpaść się w drzazgi zbyt łatwo i bez problemu cię utrzymać, co nie oznacza, że nie możesz spróbować szczęścia w próbie zniszczenia lub chociaż uszkodzenia go. Z tyłu głowy miałaś wizję siebie, leżącej na podłodze, bo jedyne, co udałoby ci się zrobić, to przewrócić się razem z krzesłem i pogorszyć swoją pozycję, ale z drugiej strony to jak niby możesz ją pogorszyć? Nim jednak zdołałaś rozbujać się czy wymyślić coś innego, co możesz zrobić w tej nieciekawej sytuacji, usłyszałaś kroki na schodach prowadzących do pomieszczenia. Tyle dobrego, że chociaż nie trzymają cię długo w niepewności i dowiesz się w końcu, co to wszystko ma znaczyć. Po chwili drzwi się otworzyły i zamknęły, gdy ktoś wszedł do środka. Ten sam ktoś dostawił sobie krzesło naprzeciwko twojego i ściągnął ci opaskę z oczu, siadając na miejscu. Co ciekawe, nie był to Jimmy i to nie jego kpiarski uśmieszek zobaczyłaś jako pierwsze, gdy odzyskałaś wzrok. Był to David, a na jego twarzy nie było cienia uśmiechu, wręcz przeciwnie: był aż za bardzo poważny i ponury.
    - Tak, to był pomysł Stara. - zaczął, nie ściągając ci knebla. - I powinnaś mu dziękować, że się na niego zgodziłem. Przejąłem dowództwo, gdy on ledwo zipał. Część z nas chciała cię kropnąć. Ale on ma za dobre gadane i przekonał resztę żeby ci darować, przynajmniej na razie. Wiem, że pewnie ci się to wszystko nie podoba, mogłaś chcieć się zemścić… Ale czemu podałaś nas jak na tacy temu skurwielowi, naczelnikowi z więzienia?


  • Metro 2035

    Źrenica Jannet rozszerzyła się w szczerym, boleśnie szczerym zaskoczeniu pomieszanym z przerażeniem. Ona, wydać kogokolwiek Naczelnikowi? Ona?! Myślami powróciła do każdego słowa, jakie wypowiedziała przed Naczelnikiem. Nigdy nie wspominała o Davidzie, Jimmim czy kimkolwiek z ekipy, a co dopiero wydawała kogokolwiek. W ramach zemsty mogłaby zrobić naprawdę wiele, ale nigdy wydać władzy. Zbyt dobrze wiedziała, kim są Ci, którzy egzekwują prawo, by działać na ich korzyść. Ktoś ją wrobił? O co tutaj chodziło?!
    – …Kfhebel. Zdefmij mi khfebel. – Wysapała przez więzadało, chcąc zdobyć szansę na jakiekolwiek wysłowienie się.


  • Elarid Mistrz Gry

    Widocznie się nad tym zastanawiał, ale tylko na chwilę. Zamiast tego jedną ręką złapał cię za policzki, abyś nie mogła odwrócić wzroku od jego twarzy. Mimo to nic nie powiedział, może zabrakło mu słów, ale wyraz jego twarzy wystarczył, jednocześnie wściekły, zawiedziony i nawet smutny. Drugą dłonią ścisnął cię za biust i wyszedł, trzaskając drzwiami.


  • Metro 2035

    Jannet do ostatniej chwili śledziła drżącym wzrokiem jego kroki, jeszcze przez kilkanaście sekund usilnie wgapiając się w zamknięte drzwi. Po jej karku spłynęła pojedyncza kropla zimnego, lodowatego potu. Ciasny knebel momentalnie przestał być najboleśniejszym co czuła, jego miejsca zastąpiła narastająca gdzieś w gardle, ogromna kula duszącego strachu. Nie rozumiała tego, co się stało. Czy pościg Naczelnika jakimś cudem odnalazł ich? Nie, to nie możliwe, słyszałaby strzały. O co mogło chodzić?! Pytania piętrzył się, lecz nie mogły przejść przez jej usta. Strach, paraliżujący i swym chłodem rażący wszystkie tkanki, ekspandował coraz bardziej i bardziej, docierając do płuc, serca i żołądka Jannet. Bolesna mieszanka przerażenia, konfuzji i tuzinów pytań zacisnęła pęta na wnętrznościach dziewczyny. Momentalnie łapczywiej zaciągnęła powietrze. Strach wbił się w nią, rozsiadł okrakiem na piersi i przyduszał swoją obecnością. Ponownie spojrzała na drzwi. David zostawił ją z zbyt wieloma pytaniami, a nielicznymi odpowiedziami i jeżeli on lub ktokolwiek inny nie będzie miał zamiaru wyjaśnienia jej czegokolwiek, to czas spędzony na tym poddaszu będzie dla rudowłosej torturą. Wody, choćby szklankę wody!


  • Elarid Mistrz Gry

    Ku twojemu rozgoryczeniu, spędziłaś tak blisko godzinę, nikt inny przez ten czas się do ciebie nie pofatygował. Miałaś czas, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu, ale nie dało to wiele, poddasze zdawało się pełnić funkcję rupieciarni czy innego składziku, a i tak wszystko, co tu było, popakowano w beczki, skrzynie lub zakryto płachtami materiału. Zresztą, i tak nie mogłaś się na tym zbytnio skupić. Po owej godzinie ktoś wreszcie się pojawił, dokładniej Jimmy. Ale nie zawadiacki czy uśmiechnięty, wciąż był blady i wyraźnie słaby, poruszał się wolniej i bez wigoru, zdawał się być cieniem samego siebie i nie byłaś pewna czy to przez postrzał, czy całą tę aferę.
    - Wiesz, mało i mnie nie chcieli rozwalić, gdy się za tobą wstawiłem… No, nie tylko ja, ale ja byłem pierwszy. I mam wrażenie, że to zrobią, jeśli nie udowodnisz nam, że nie miałaś z tym nic wspólnego.
    Podszedł do ciebie i wyjął ci z ust knebel, rozplątując skórzane paski zaciśnięte za głową. Jakby czytając ci w myślach, choć domyślenie się tego szczególnie trudne nie było, pierwszym, co zrobił, było przystawienie ci do warg manierki z wodą.


  • Metro 2035

    Pociągnęła z niej solidny łyk, jakby nie piła od tygodni. Woda i zdjęty knebel pozwoliły jej uspokoić się odrobinę, ale stukrotnie bardziej ceniła sobie fakt tego, że mogła zamienić kilka słów z osobą, której (chyba) nie zależało na wpakowaniu jej kulki w plecy. Po opróżnieniu manierki odsunęła ją od siebie ruchem ust.
    – Ale z czym?! – Podniosła lekko głos. – Z czym ja nie mam mieć nic wspólnego? – Spojrzała na niego bezsilnie. – Najpierw przychodzi David i mówi, że wydałam was Naczelnikowi, teraz ty… Co się stało?


  • Elarid Mistrz Gry

    - Tak właściwie to nie przyszedłem tu po to, żeby cokolwiek ci wyjaśniać, ale myślę, że zdążę, przynajmniej pokrótce. Pamiętasz tego partyzanta, który miał zabrać wóz i konie i zatrzeć ślady? Nie udało mu się i go złapali, ale nie zastrzelili, przynajmniej nie od razu. Dzięki temu zdołał uciec i do nas dołączyć. Tam nam opowiedział o tym, co usłyszał, a usłyszał sporo. Ludzie naczelnika mówili o szpiegu w naszych szeregach. Jasne, mogli chcieć nas tak poróżnić, ale opowiedzieli zbyt wiele szczegółów o całej naszej grupie, nawet o Starym, którego przecież ludzie naczelnika nawet nie widzieli, oraz planie. No i fakt, że tak łatwo go złapali, bo rzeczywiście jest dobry w tym fachu. Według planu mieliśmy uśpić cię prochami w alkoholu, żebyś nie wiedziała, jaka droga prowadzi do tego miejsca. Uznaliśmy, że więzy, knebel i opaska będą zbędne. Ale te wieści sporo zmieniły, wszyscy uznali właśnie ciebie za kogoś, kto nad podpuścił, żeby się zemścić, bo masz rodziców Szeryfów, bo często przebywałaś w jego gabinecie. Dlatego znowu cię spętaliśmy, choć wielu chciało porzucić cię nieprzytomną na Wielkich Równinach albo zabić na miejscu i dzięki mnie przeforsowali ten pomysł. David jest teraz liderem opozycji przeciwko temu. A, no i coś jeszcze: ludzie naczelnika tu idą. Dopadliby nas prędzej, więc mieliśmy wybór walczyć tu albo na otwartym terenie. Wybór był oczywisty. Jeśli przeżyjemy to zobaczymy co dalej.


  • Metro 2035

    W miarę tego, jak Jimmy mówił, Jannet bledła coraz bardziej.
    — Co… — Wydusiła z siebie w końcu. — Przecież… Jasne, może i kiedyś miałam powody do mszczenia się, ale do cholery, nigdy nie zrobiłabym tego w taki sposób! Moi rodzice… — Jej ton osłabł, spojrzała w oczu siedzącego przed nią chłopaka. — Nienawidzę ich, rozumiesz? I prędzej zdechnę, niż im pomogę. Nie po to uciekłam z domu, by teraz z nimi współpracować. A wiesz czemu chodziłam do Naczelnika? Bo moi starzy zaszli mu za skórę i ja miałam dostarczyć mu argumentów do udupienia ich. Pokazywałam mu blizny i opowiadałam o tym, co robili, ale ani słowem nie pisnęłam o was, o planie czy partyzancie. Cholera, przecież ja nawet… Ja nawet nie znałam do końca planu, no i jak miałam podać im kierunek w którym będzie zwodził ich partyzant, skoro nawet teraz go nie znam, nie wiedziałam że w ogóle ktokolwiek będzie zwodził pościg! — Wyrzuciła z siebie, z każdym słowem wychylając głowę coraz bardziej w kierunku Jimmiego. Zastygła tak, dysząc i z przejęciem taksując spojrzeniem jego twarz. Co powie? Uwierzy?


  • Elarid Mistrz Gry

    Uśmiechnął się lekko, klepiąc cię po policzku jedną ręką, a po biuście drugą.
    - Przecież wiem. W sensie wiem, że jesteś niewinna. Gorzej, że niewielu myśli podobnie jak ja. Nawet nie chcieli żebym tu przyszedł, zgodzili się dopiero, gdy obiecałem, że to będzie na krótko, a jedyne, co zrobię, to dam ci wody i zmienię knebel na mniej uciążliwy. I w sumie za to powinienem się zaraz zabrać, bo nie mamy wiele czasu. - powiedział, wyciągając kilka szmatek z kieszeni. - To czy wędzidło?


  • Metro 2035

    Jimmy jej wierzył. To było dobre. Cień ulgi przebiegł przez jej twarz, choć wciąż daleko było jej od spokoju. Odsunęła głowę.
    — To. — Kiwnęła, odpowiadając głucho.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Postaram się ich jeszcze przekonać albo chociaż zmusić, żeby z tobą porozmawiali i pozwolili ci przedstawić swoją wersję wydarzeń. - powiedział, wpychając ci do ust aż dwie szmaty. - Niedługo zjawią się tu ludzie naczelnika, życz nam szczęścia. Mogę zrobić wiele swoimi gadanymi, ale za nic nie przekonam ich żeby dali ci broń i pomogli w obronie plantacji… Cholera, miałem się tu urządzić, a teraz muszę to zostawić. Dobrze, że niewiele w to zainwestowałem. - dodał, przystawiając ci kolejny pasek tkaniny do ust. - Zagryź.


  • Metro 2035

    Jannet jedynie westchnęła i zagryzła usta na szmacie. Nie dlatego, że pozostawała zakneblowana. O wiele bardziej bolał ją fakt tego, że najprawdopodobniej będzie musiała siedzieć tutaj, podczas gdy Naczelnik poprowadzi ostrzał plantacji. I to, że spora liczba osób, które uważała za sprzymierzeńców, ma ją za zdrajczynię i sprzedawczynię. Cholera. Czy choć raz cokolwiek mogłoby wyjść po jej myśli?


  • Elarid Mistrz Gry

    Jimmy wyszedł od razu po zawiązaniu ciasno knebla, zostawiając cię znów samą. Przynajmniej nie założył ci na powrót opaski, ale to i tak niewielka pociecha. Czas dłużył się niemiłosiernie, nie byłaś pewna czy minęła zaledwie godzina, czy może kilka, ale w końcu padł pierwszy, jakby lekko nieśmiały, strzał, po którym padły kolejne. Ludzie naczelnika zaatakowali i ciężko ci powiedzieć, kto obecnie wygrywa. W pewnym momencie nawet jedna z kul wybiła okno za tobą, na szczęście nieszkodliwie, byłaś zbyt daleko, aby dostać kawałkiem szkła czy czymkolwiek innym.


  • Metro 2035

    Odwróciła głowę, patrząc na okno.
    “Kurna… A jak Naczelnik ściągnie posiłki?” Pochyliła głowę, wściekła na własną bezsilność. "I co, mam tutaj siedzieć i nawet nie kiwnąć palcem, żeby im pomóc? Przecież oni wszyscy myślą, że ich zdradziłam, ale gdyby tylko pokazać im… Muszę chociaż spróbować, do cholery. Później zobaczymy.

    Wzrokiem obiegła swoją sytuację. Raczej nie miała szans na rozerwanie lin. Mogła spróbować strzaskać mebel, ale równie dobrze mogła tylko utrudnić sobie sprawę.
    “Chyba, że…” Pomyślała, czując przeciąg za plecami. “Zobaczymy. Do roboty, dziewczyno.”

    Zacisnęła kończyny na więzach, które trzymały ją na krześle i gwałtownie wybiła się w tył, by zbliżyć się do rozbitego okna.


  • Elarid Mistrz Gry

    Podczas tego manewru obróciłaś się do okna bokiem, ale pokonałaś większość odległości i nie przewróciłaś się, co mogłoby cię kompletnie unieruchomić. Wypatrując odpowiednie kawałka szkła, czy to na podłodze, czy w okiennej ramie, dostrzegłaś w niej coś, czego się zupełnie nie spodziewałaś: ludzką twarz. A przynajmniej jej część, bo była zamaskowana w większości jakąś chustą, a także fragment drabiny. Zdziwienie było chyba obustronne, z czego tego kogoś z drugiej strony bardziej i na chwilę znikł, o mało nie spadając z wrażenia, choć z trudem powstrzymał się od okrzyku strachu, gdy niemalże spadł dobrych dziesięć lub osiem metrów w dół, jak i zdziwienia, gdy cię tam zobaczył.


  • Metro 2035

    "Cholera, jeżeli ludzie Naczelnika dostaną się tutaj górą, to mogą pożegnać się z myślą o wygranej. Do krwioobiegu Jannet dotarła większa dawka adrenaliny. Odszukała wzrokiem jakikolwiek odłamek szkła w jej zasięgu i przejechała po nim więzami. Liczył się czas, nie patrzyła na to czy sama się zatnie w tym procesie, byle by uwolnić choć jedną dłoń lub nogę!


Log in to reply