[Deravierres] Sektor Velmer



  • Hans
    Huh, wychodzi na to, że Reinhardt jest o wiele bardziej…zabobonny, ostrożny? niż spodziewał się tego Hans. Jednakże, by nie drażnić rozmówcy, ruszył za nim, w odpowiednich momentach zniżając głowę.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    – Tak jest! – wrzasnęła entuzjastycznie, aby każdy inny oddział widział jej zapał.
      Sprawdziła sprzęt ten ostatni raz, upewniła się co do naładowania karabinu, poprawiła mundur i ruszyła ku przeznaczeniu. Nie oddalała się zbytnio, nawet trzymała się tyłów. Karabin w gotowości, trzymany jedną ręką, druga przy torbie z samoróbkami i materiałami do nich. Rozglądała się na boki, przed siebie, nad oddziałem nawet za siebie, byleby wypatrzeć obce jej mundury, te szpetne ryje najeźdźców, ostrzec resztę przed rzezią, wykonać ten pierwszy ruch. Nie było to jej rolą, fakt; może byli tu lepsi, fakt; ale nie miała nic lepszego do roboty. Ta energia ją rozpierała, przepełniał ją młodzieńczy entuzjazm.
      Tyle czasu się na to szykowała, tyle czasu ćwiczyła, tyle czasu ślęczała znudzona w tych okopach.Wszystko dla tego jednego dnia, dla tej jednej chwili chwały, dla glorii jaką zostanie otoczona po wygranej wojnie. Chciała wysławić Graischtadtów, chciała wysławić siebie. Po to się zgłosiła, to był jej cel, jej przeznaczenie. Niby znała piekło wojny, ale… ona się nie da, nie jest z tych. Ma świadomość destruktywności tego sportu. Wierzy jednak, że potrzeba tu odpowiednich osób, przygotowań i szczęścia. Póki co miała wszystko.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    ///Odpis ma pewnie parę lub więcej błędów, bo pisałem go będąc ledwo żywym.///

    Hans
    W dalszej części wędrówki po krętym zalanym wodą okopie, bardziej przypominającym zdewastowany rów melioracyjny po bokach głównych dróg na wsiach, poziom faktycznie się zaniżał - cholera wie, czy charakterystyczne wyszczerbienia w ścianach fortyfikacji były od zawsze, czy może złośliwy bóg bagien zaczął działać. Schylił się więc, zgodnie z poleceniami Reinhardta, a dalsza wycieczka przebiegła bez żadnych problemów. Być może imperialny strzelec wyborowy nie był nimi zainteresowany lub nie było go w ogóle.

    Wchodząc do części w kształcie dużego półkola, przeznaczonego na magazyny, ujrzał Heinricha, który rozmawiał właśnie z magazynierem, ale był zbyt daleko, żeby cokolwiek usłyszeć, a ci, widząc zbliżającą się dwójkę, przerwali konwersację i udawali, jakby w ogóle nie miała ona miejsca. Heinrich bez żadnego słowa oddalił się nieco na tyły, gdy podstarzały człowiek odpowiedzialny za logistykę linii bez zwłoki wypalił:
    - Długo się jeszcze ten list ma ode mnie kisić?
    - Właśnie po niego przyszedłem - odrzekł niedbale, z widoczną niechęcią.
    - To świetnie - brudne dłonie magazynowego zanurkowały do głębokich kieszeni, skąd wyjęły pognieciony, w niektórych miejscach przemoczony list i czym prędzej podały go Reinhardtowi. - Już taki był. Poczta nie działa tutaj zbyt efektywnie, jeśli chodzi o zachowanie świstków w stanie nienaruszonym - oznajmił, obawiając się oskarżeń o nienależyte traktowanie pisemnej korespondencji z premedytacją.

    Wojskowy energicznie wyrwał go z łap niemłodego już mężczyzny, który bardzo szybko się oddalił się z miejsca zdarzenia, jakby sądził, że oddając mu ten list uruchomił zapalnik bomby, która miała wybuchnąć lada moment. Czytał go z widocznym przejęciem i co chwilę kręcił głową, od razu sygnalizując Hansowi, że naprawdę nie jest dobrze.
    - Cholera jasna… - bąknął tylko.

    Ines
    Przy obecnym terenie obserwacja nie miała aż tak dużego znaczenia, gdyż znajdowali się jeszcze na terenach znajdujących się w rękach Przymierza, przynajmniej na oficerskich mapach, choć nutka sceptycyzmu w kwestii bezpieczeństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, gdyż sama zauważyła, że niektórzy również czynią obserwacje, ze snajperską precyzją wertując gęsty odcinek lasu, przez który właśnie przechodzili. Gęste rzesze krzaczorów i monumentalne starożytne drzewa, ograniczające widoczność, skupiającą się i tak tylko na wiecznej zieleni czyniły to miejsce wręcz idealnym na zasadzkę, głównie z powodu ciemnozielonych mundurów Imperialistów, które w takim terenie spisywały się znakomicie. Choć gdyby zamierzali coś takiego, już pewnie zaczęliby strzelać. Mimo to nadal czuła na sobie czyiś wzrok i wydawało się jej, że z pobliskich krzaków ktoś co kilka sekund wystawia głowę, co kilka sekund później okazało się być najzwyklejszą w świecie iluzją optyczną, bo były to jedynie liście, muskane delikatnie lekkim wiatrem.

    W pewnym momencie pochód zatrzymał się, a oficer ponownie kazał żołnierzom zebrać się w krąg, po czym ponownie rozpoczął swoją tyradę, tym razem o ciszej i spokojniejszym tonem, który w dalszym ciągu wyrażał ekscytację tym, co stanie się już niebawem.
    - Za krótką chwilę znajdziemy się pod liniami Imperialistów - rzekł. - Ale zanim przejdziemy do pełnoprawnej operacji, musimy dokonać wstępnej penetracji frontu, zanim dojdzie do całkowitego przebicia. Według informacji zwiadowców, Imperialiści mocno osadzili się w niedalekiej sieci leśnych okopów, jakieś 400, może 500 metrów stąd na zachód od naszej obecnej pozycji. Drugą rzeczą, którą musimy się zająć, będzie strażnica, stanowiąca słabiej broniony punkt obserwacyjny Imperialowiku, plus minus pół kilometra na północ, niemalże prostoliniowo. Zajęcie zajętej przez wroga strażnicy ułatwi nam zadanie, bo jeżeli dobrze pójdzie - nie wystrzelą flar sygnałowych i nie wezwą wsparcia, w postaci żołnierzy z sieci okopów. Mają tam mniej żołnierzy, ale jest jeden szkopuł - wywiad donosi o bytności patroli zmechanizowanych, więc musimy być ostrożni. W przypadku ufortyfikowanej pozycji okopowej - mają tam masę żołnierzy i stanowisk ze statyczną bronią maszynową, ale wywiad donosi, że od strony rzeki całość jest mało broniona, w postaci dwóch okrojonych oddziałów rezerwowych, które nie mają ani jednego karabinu maszynowego, więc przedarcie się na tym punkcie powinno być łatwe. W razie wykonania naszych dwóch zadań, połączymy się radiowo ze sobą i z kwaterą główną, gdyż akcja ta doprowadzi do połączenia się z drugim plutonem, wysłanym z sąsiedniej linii. Dalsze instrukcje zostaną przekazane po wykonaniu operacji. Drużyny 1 i 2 - za mną, natomiast drużyny 3, 4 i 5 ruszają za Minverldtem - wskazał na wysokiego szczupłego oficera z dorodnym wąsem. - Który z kolei poprowadzi was okrężną drogą do rzeki. Słuchajcie się swoich dowódców, gdyż ci wyznaczą wam zadania, które macie wykonać. Naprzód!

    Na te słowa wszyscy z żołnierzy zerwali się na równe nogi i w luźnym szyku rozeszli się w wyznaczone strony, a droga, mimo, że była tą okrężną, nie była wcale taka długa - uwinęli się w raptem kilkanaście minut, jednakże, zamiast rozpocząć przez nią przeprawę, oficer rozkazał się nagle zatrzymać i paść na ziemię. Sam natomiast przykucnął przy jednym z większych kamieni, po czym spojrzał przez lornetkę, mówiąc po chwili cicho:
    - Imperialiści rozwinęli swoją linię obrony - wskazał palcem na porośnięte ciernistymi krzakami wzniesienie na drugim brzegu rzeki, gdzie faktycznie stało czterech Imperialistów, siedzących blisko stacjonarnego karabinu maszynowego. - Potrzebuję dwóch ludzi. Czy ktoś jest chętny?



  • Hans
    Młodzieńca bardzo zdziwiło zachowanie Heinricha, jednakże wierzył, że nie jest to nic złego, a… W sumie obecnie nie ma pomysłu co to innego mogłoby być, ale mniejsza o to. Młodzieńca bardzo zaniepokoiła również późniejsze zachowanie Reinhardta. Na pewno nie jest dobrze, a sądząc po zachowaniu magazyniera, pozostanie tu było jednak złym pomysłem, ale kto wie czy gorszym nie byłoby oddalenie się.
    - Co? - Rzucił, trochę z grzeczności, trochę z własnej ciekawości.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    A więc mają plan, dobry plan. Jej jednak bardziej imponuje wywiad i zwiad. Imperium naprawdę jest aż tak słabe, że bezproblemowo można było wyciągnąć aż takie luki? Co jest? Nie byli tego świadomi i nie próbowali tego nawet ukrywać? Eh, mniejsza, grunt że przez ich głupotę zwycięstwo może przyjść o wiele szybciej i prościej. Do tego sama będzie mogła się do niego przysłużyć, jednak przez wgląd na ilość drużyn jakie miały z nią pójść, to zadanie będzie ciężkie. Mimo to wolałaby jak najmniejszą ilość osób - mogą zabrać jej chwałę.
      Dalsza droga jej nie przeszkadzała, bo wiedziała że na miejscu będzie się dziać, otrzyma nagrodę za swą cierpliwość. Kiedy przywódca kazał paść, ta położyła się jako jedna z pierwszych, sztywno przylegając do podłoża, sięgając po broń. Odwlecze to jednak na później, a dokładniej na jakieś parę minut. Wyczuwała szansę, możliwość wykazania się. Będzie chętna na wszystko.
       – Zgłaszam się – zakomunikowała żywiołowo i z werwą, jakby nie brakło jej sił i entuzjazmu.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - “W wyniku niskiej aktywności frontowej zluzowanie zostaje przesunięte o dwa tygodnie.” - wyczytał z kartki, po czym z agresją ją zmiął i wrzucił do kieszeni. - Co za pierdolenie! Zawsze na liniach trzymają nas po dwa, nigdy nie było inaczej. A teraz po całym jednym tygodniu będę musiał siedzieć jeszcze dwa. W papierach coś pozmieniali, banda pieprzonych biurokratów? A ilość żołdu pewnie będzie tak samo marna jak za stary termin.
    - Te, Reinhardt - zaczepił go Heinrich, który pojawił się znikąd. - Nie wściekaj się tak. Jest tu bardzo spokojnie, więc masz pewność, że do tego czasu nie odstrzelą ci łba. Jeżeli kojarzysz Dantunga, to wiesz, o co mi chodzi.
    - Taaa - służba w gorących sektorach nigdy nie należała do najprzyjemniejszych.
    - No i znalazłem nam robotę. Gnijemy w tych okopach, więc jakakolwiek czynność jest mile widziana, do tego za dodatkowe aktywności będą na nas lepiej patrzeć pod kątem awansu. Możemy jeszcze wziąć młodego, o ile by chciał - Heinrich spojrzał się na Hansa pytającym wzrokiem.
    - A co to za robota?
    - Idziemy na drugą linię i pomagamy przenieść rannych do głębszych punktów medycznych. Wczoraj wieczorem doszło do jakiejś wymiany ognia z Imperialistami, w której straciliśmy prawie dwa pełne oddziały. Długo w takim brudzie nie wytrzymają, a większość noszowych znajduje się na innych punktach i liniach. Wolą nie ryzykować i formują tymczasową grupę noszową, przynajmniej do momentu aż przestanie być tak spokojnie.

    Ines
    Kilka sekund po niej zgłosił się postawny mężczyzna z charakterystyczną szkarłatną opaską z groźnie szczerzącą się kredowobiałą czaszką, na której czole widniały inicjały “VK”. Oficer przywołał ich do siebie zamaszystym ruchem ręki, po czym zaczął:
    - Rzeka płynie bardzo łagodnie, ale nie jest płytka - sięga do pasa. Ale da się to obejść - wskazał palcem na leżące kilkadziesiąt metrów od nich zwalone grube drzewo, rozpłaszczone na całej szerokości rzeki, tworzące naturalny most. - Jedna osoba, trzymając gotowy do odbezpieczenia granat w ręku, przebiegnie przez to upadłe drzewo, upadnie centralnie pod wrogą pozycją i rzuci do nich granat. Druga natomiast będzie osłaniać pierwszą ogniem z karabinu powtarzalnego - wskazał na duży głaz leżący nieopodal. - Ta formacja skalna zapewni dobrą osłonę i kryjówkę. Po pierwszym strzale pewnie nawet się nie skapują, skąd ktoś do nich strzela. Kto z waszej dwójki umie celnie strzelać, a kto szybko biegać?
    Niezwłocznie odezwał się kawaler:
    - Nie należę do najszybszych osób, ale zostałem obdarzony celnym okiem.
    - Więc będziesz strzelcem. Jak dam ci znak dłonią, odstrzelisz Imperialistę najbliżej stojącego przy kaemie. Natomiast ty - spojrzał na nią. - Jak usłyszysz strzał, z całych sił biegniesz przez “most” i miotasz granatem prosto w ich broń maszynową. W razie przeszkód sam przyłączę się do zabawy. Teraz idźcie, jak najbliżej krzaków i miejcie głowy nisko. Jeżeli zauważą kogoś przedwcześnie, to cały atak będzie zagrożony. Wytężcie wzrok i nadstawiajcie uszu- innej formy sygnałów nie będzie.



  • Hans
    - Ależ oczywiście że pójdę, cokolwiek by jakoś urozmaicić sobie dzień - odparł, ciesząc się ze znalezionego zajęcia. Ta stagnacja powoli zaczyna być irytująca, Hans mógłby się założyć, że praktycznie każdy poparłby jego zdanie. Może nawet po drodze jego koledzy zechcą mu opowiedzieć o tym Dantungu lub zapoznać z jakimikolwiek znanymi wszystkim, oprócz nowych, przypadkami, zawsze to jakiś sposób na zabicie nudy.
    - Wyruszamy natychmiast? - Zapytał się, licząc że odpowiedź będzie pozytywna.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Co prawda nie dano jej dość do głosu, ale tyle dobrego, że udało się ustalić role bez sprzeczek. No i jej pozycja w tym planie jej odpowiadała - strzelać za dobrze nie umie, biegu może też i najlepszego nie ma, ale skoro mają swojego sokoła, to ona musi być gepardem i się mocno postarać. Właściwie najbardziej obawiała się samego dotarcia - niecelnego rzutu nie brała nawet pod uwagę.
      Po odsłuchaniu rozkazów kiwnęła głową i zaczęła kierować się do wskazanego krzaka, dość nisko. Na miejscu była gotowa do nagłego zerwania się do biegu. Czekała na sygnał, nie wychylając się.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Jak to mówi ślepy - nie widzę przeszkód - odrzekł żartobliwie Heinrich, podśmiewając się cicho pod nosem. - To niedaleko, ale przez to błocko może nam się trochę zejść.
    - Nadal nie postawili kładek?
    - Po cholerę mają stawiać kładki na pierwsze linie, w początkowej fazie bitwy? - Heinrich puknął się w czoło. - Pewnie postawią, ale nie teraz. Pamiętaj, że mimo wszystko to nie jest front statyczny i możliwość utracenia linii wraz z wyłożonymi markami na jej luksusy jest bardzo wysoka, a wojna pochłania pieniądze w ilościach hurtowych. Choćby mała bezpowrotna strata jest bolesna.

    Obaj mężczyźni ruszyli, natomiast Hans za nimi. Przez całą drogę po zabłoconych, ciasnych jak gorset transzejach, w których woda sięgała kostek, bezlitośnie zalewając wnętrza niedostatecznie wysokich butów, nadal ze sobą rozmawiali, a dzięki im rozmowom droga nie dłużyła się aż tak.
    - Słyszałeś o “Upiorach”? - zagaił Reinhardt.
    - Tak, średnio wierzę w te bajeczki o tutejszej magii.
    - Ale nie o takich.
    - To o jakich?
    - 742 Dywizja Piechoty “Fritz Berndorf”, zwana “Upiorami”.
    - Co jest w nich takiego ciekawego, że mnie o nich pytasz? Nigdy o nich nie słyszałem.
    - Nic dziwnego - oznajmił, wyjmując papierosa z kieszeni. - Dopiero zdobywają popularność, wysławili się w Fallernes, a teraz przenoszą ich do nas. Mówią, że to elita.
    - Sytuacja musi być patowa, jeśli wysyłają elitę na tak bierny odcinek frontu.
    - A cholera tam wie naszą generalicję - powiedział beznamiętne, podpalając papierosa zapalniczką. - Ale ponoć to ciekawe indywidua. W całej dywizji panuje kult przodków, nawiązania do dawnych symboli, a także wszechobecna atmosfera śmierci. O ile w całej naszej armii występuje jej symbolika, to nie w takich ilościach jak u nich - na hełmach i maskach przeciwgazowych kredą malują czaszki, co ma oznaczać ich zażyłość z jej metafizycznością. Ponoć modlą się przed każdą walką, przyjmując śmierć w otwarte ramiona. Swoją czy wroga - jest im to obojętne.
    - Doprawdy, ciekawi osobnicy.
    Rozmowa o niejakich “Upiorach” trwała aż do samego końca relokacji. Kiedy tylko zauważyli, że dochodzą pod okopy drugiej linii, natychmiastowo ucięli rozmowę nożyczkami i weszli na nią w ciszy.

    W okopie było znacznie czyściej niż w tym, w którym stacjonują - wody nie było prawie wcale, a błocko kleiło się mniej i buty aż tak się w nim nie zapadały. Część fortyfikacji, w której się znajdowali, miała kształt dużego półokręgu, rozdzielonego na samym środku kolistą kupą nieruszonej, zabitej dechami wilgotnej ziemi. Wydawało się, że między przerwami ciurkiem przepływa zabrudzona woda, która błyskawicznie mieszała się z ziemią. Faktycznie, nie były to zbyt optymalne warunki do trzymania rannych.
    - Gdzie są ci ranni? - zapytał Reinhardt.
    - W bunkrach - wskazał palcem na wysoki betonowy blok znacznie przewyższający okop. - Trzymanie rannych gdzie indziej prędko doprowadziłoby do ich śmierci, więc zajęli stanowiska karabinów maszynowych i wolnych wiliżerów. Na obecny moment i tak nikt nie atakuje. Chodźcie za mną.

    Heinrich poprowadził ich wewnątrz betonowego kloca, w którym od samego wejścia śmierdziało krwią i ziołowymi lekami przeciwbólowymi, których zapach wywoływał zawroty głowy. Kiedy weszli, przywitał ich widok pięciu osób leżących na improwizowanych legowiskach z koców, a jeden z nich był opatrywany przez felczerów. Stale powiększająca się pod nim plama krwi nie świadczyła dobrze. Ujrzał także krępego, niskiego oficera medycznego z białą opaską z czerwonym sakhrem, który błyskawicznie przywołał ich do siebie ruchem ręki.
    - Wy dwaj - wskazał na Heinricha i Reinhardta. - Przed bunkrem są nosze, weźcie je i bierzcie rannych po kolei, będziecie musieli przejść pod samą trzecią linię, gdzie odbierze ich inna grupa noszowa. Natomiast młody niech pomoże felczerom - rozkazał.



  • Hans
    Mimowolnie, Hans uśmiechnął się na żart Heinrichia, widać było, miał równie proste poczucie humoru co on. W sumie to przez całą drogę, młodzieniec zamiast próbować włączyć się do rozmowy, tylko się jej przysłuchiwał, bo w sumie nie wiedział za bardzo jak się włączyć. Na szczęście, obaj żołnierze nie rozmawiali o niczym nudnym, więc młodzian miał o czym słuchać przez całą drogę.
    Po drodze, Hans starał się unikać co większych kałuż, jeśli szerokość okopu pozwalała mu choć nieco zmodyfikować swą trasę. Na każdą wodę w bucie mruczał coś do siebie, niby przekleństwa, choć ciężko było zrozumieć, co miał konkretnie na myśli.
    Same “Upiory” mocno pobudziły Hansa, o podobnych oddziałach opowiadano czasem w rodzinie, ale nigdy o tak wyjątkowych, dziwnych i… Nierealnych? Ten cały kult przodków, te całe nawiązania do śmierci, mimo iż wydawało się to ciekawe, Hans niezbyt chciał wierzyć w istnienie takich ludzi. Ta, na pewno opowieści o nich są mocno przesadzone, zwłaszcza pod tym względem.
    Po usłyszeniu polecenia, mina Hansowi nieco zrzedła. Nie spodziewał się, że zamiast nosić rannych, będzie musiał ich opatrywać… Rzucił na nich wszystkich okiem i podszedł do tych, którzy wydawali się najbardziej potrzebować dodatkowej pary rąk. Zlustrował dokładniej rannego, po czym wypalił:
    - Jak się mogę przydać?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Imperialiści operujący przy stanowisku kaemu nie dostrzegli niczego, co bardziej niż zwykle zwróciłoby ich uwagę. Ot, przeciętna warta na flance. Cisza jak makiem zasiał, brak jakiegokolwiek żołnierza nieprzyjaciela w zasięgu wzroku. Człowiek aż sam chciałby funkcjonować w takim spokoju, jak ta czwórka, kiedy to frontową idyllę przerwał wystrzał z karabinu. Z karabinu położonego na przeciwnym brzegu rzeki. Ktoś z precyzją snajpera ululał do wiecznego snu imperialnego żołnierza sprawdzającego taśmę z amunicją, trafiając go prosto w sam środek czoła. Jego ciało w kilka chwil zwiotczało i oparło się o karabin maszynowy, w taki sposób, jakby znikąd dorwał go Piaskowy Dziadek i zesłał na niego twardy jak kamień sen. To był sygnał, na który właśnie czekała.

    Hans
    Ranny opatrywany przez trzech felczerów był młody - miał pewnie tyle samo lat co Hans, może trochę więcej. Jego nieostre rysy twarzy i modnie zaczesane na bok włosy wydawały mu się niedojrzałe, wyglądał na ucznia kończącego szkołę średnią, który postanowił pójść na front. Tak bardzo skojarzył mu się z nim samym. Był nieprzytomny - jego skóra przybrała trupioblady kolor, a jego oddech był płytki jak większość okopowych kałuż. Śmierć wyciągała po niego swoje kościste szpony, a trójca medyków usiłowała je odpędzić. Rosły mężczyzna o kwadratowej szczęce i krótkim blond zaroście usiłował zatrzymać krwotok z jego uda, ale ze znikomym skutkiem. Uciskał ranę, a między jego palcami płynęło coraz więcej krwi. Życie rozlewało się po podłodze w szaleńczym tempie, a kałuża jasnej cieczy stale zwiększała swoją objętość. Inna felczerka o krótkich, sięgających ramion ognistych włosach, zielonych dużych oczach i bardzo delikatnej, młodej twarzyczce stała wyprostowana a w prawej dłoni trzymała foliowy zbiornik z hemoglobiną, natomiast trzecia aplikowała młodzikowi jakiś przezroczysty lek w strzykawce, którą to wbiła w żyłę łokciową. Ta była nieco starsza od drugiej, rysy jej twarzy były ostrzejsze, a kręcone czarne jak smoła włosy sięgały jej bioder.
    - Roztwór na krzepliwość krwi podany - powiedziała beznamiętnie, jakby tego typu sytuacje były rutyną, do której zdążyła przywyknąć.

    Słysząc pytanie Hansa, odezwał się tamujący krwawienie wielkolud:
    - Na drewnianym stoliku po lewej leżą czyste bandaże i gaza. Podaj mi je, szybko! - polecił agresywnym tonem, a w jego głosie czuć było stres.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Teraz! Rzuciła się pędem, nie patrząc nawet na wroga, nie odwracając wzroku. Tylko przed siebie, byle prędko, do celu, do zwycięstwa! Jeśli słyszałaby świsty, pochyliłaby się nieco. Kiedy tylko znalazła się dostatecznie blisko, rzuciła swojego bydlaka do środka, aby ubić ich jak najwięcej, możliwie zniszczyć fortyfikację i samej nie oberwać. Potem rzuciła się gdzieś na ziemię i zatkała uszy. Za chwilę się zacznie!



  • Hans
    Młodzieniec szykował się psychicznie na tego typu widoki, w końcu już od dawna wiedział że chce na wojnę ruszyć, a w domu był raczony różnego rodzaju opowieściami. Cóż, dzisiaj Hans przekonał się, jak bardzo wszystkie opowieści i wyobrażenia, nie przygotowały go na to, co dzisiaj ujrzał. Może nie byłoby z tym tak źle, gdyby nie fakt, jak bardzo poszkodowany przypomina samego Hansa. Przez chwilę tak stał, przerażony widokiem, a jego umysł zaczęły nawiedzać najróżniejsze myśli. Przecież ten młodzieniec dobrze nie rozpoczął swego życia, a już teraz stoi na krawędzi śmierci, podobnie może wkrótce skończyć sam Hans. Tylko, czy poszkodowany był gotów oddać życie, prawdopodobnie podobnie co Hans? Tego póki co nie ma jak się dowiedzieć, ale może ten stan rzeczy zmienić. Chwilę po pytaniu, młodzian odciął się od świata, jednak szybko do rzeczywistości powrócił go głos mężczyzny, wyrywając go z tych wszystkich okropnych myśli. Szybko rzucił się w stronę stołka, zgarniając z niego wszystko, co na nim leżało, umieszczając to w rękach mężczyzny i czekając na dalsze polecenia czy instrukcje.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Zerwała się jak oparzona i migiem znalazła się na niestabilnie wyglądającym pniu drzewa, a biegnąc przez nie na złamanie karku, nie opuszczało jej wrażenie, że zbutwiała od wody kora i przegniła, nieznośnie cuchnąca wilgocią miazga drzewna puści pod jej ciężarem, a powstały rumor zwróci na nią uwagę kaemistów, którzy podziurawią ją jak sito. Myśli o tym odpuściły dopiero, gdy po kilku skokach znalazła się na brzegu. Kątem oka zauważyła, że jakiś wojskowy ściąga z broni bezwładnego trupa o twarzy tak bardzo zalanej krwią, że przybrała ona barwę silnego szkarłatu, a z daleka wydawało się, że jest ona pomalowana czerwoną farbą. Kolejny strzał ryjący w worku z piaskiem go od tego powstrzymał i odruchowo zanurkował głową za linię osłony, jednocześnie ściągając nadal ciepłe ciało z ich głównej formy obrony.

    Od defensywnego stanowiska dzieliło ją tylko kilkanaście metrów, a masywna wiązka granatów ciążyła w jej dłoni, sumiennie ciągnąc ją w dół. Metalowa klamra, którą spięte były ich walcowate główki, szczękała cicho, dając jej do zrozumienia, że oręż zagłady, który właśnie dzierży w dłoni, jest spragniony krwi i nie może się doczekać kontaktu z żywym mięsem. Przebiegła kilka metrów dalej, po czym dostrzegła, że zza worków z piaskiem powoli, jak peryskop łodzi podwodnej, wynurza się pomalowany na kolor jasnozielony hełm, a chwilę później patrzące wprost w nią z prymitywną wściekłością oczy. Czuła na sobie jego wzrok, czuła, jak z pożądaniem wpatrują się w nią puste oczodoły śmierci.

    Gotowy do puszczenia celnej serii w jej ciało, która rozdarłaby ją na strzępy, miał już pociągać za spust, kiedy to ponownie zza głazu odezwał się strzelec-duch, który trafił go w ramię, odrzucając lekko żołdaka w bok. Ines słyszała, jak ryknął z bólu. Po chwili zza osłony wychyliła się inna ciemnozielona postura, która tym razem oddała ślepy strzał w kierunku ukrytego za skałami żołnierza i dostrzegła biegnącą na ich pozycję kobietę z granatem. Wrogi sołdat ponownie się schylił i zniknął z jej pola widzenia, w celu odryglowania.

    Była dosłownie pod nimi. Błyskawicznie padła na ziemię i pociągnęła do siebie biały jak mleko sznurek, czemu towarzyszyło charakterystyczne kliknięcie. Dźwięk śmiertelnego odliczenia, sygnał przyciągający śmierć jak krew w wodzie rekiny. Cisnęła wiązką granatu z całej siły pod ostrym kątem, niczym moździerz, a dużo ważący kawał drewna i żelaza spadł na nich jak asteroid.
    - Ja pierdolę, granat! - usłyszała wykrzyczane w panice zdanie, kilka sekund przed eksplozją.

    Karabin maszynowy, jak i część worków z piaskiem zostały porwane w górę jak strzępy ubrań na wietrze, a do jej uszu dobiegł rozrywający bębenki uszne huk wybuchu, przez którego brutalną moc na chwilę straciła kontakt z rzeczywistością, a czas jakby uległ spowolnieniu, czuła się tak, jakby w ogóle nie należała do tego świata, ale to dziwaczne uczucie po chwili ustąpiło, ale nadal niemiłosiernie dzwoniło jej w uszach. Pozycja została prawie doszczętnie zniszczona. Leżąc, zobaczyła komendanta, który nieśmiało wychyla się z krzaków, a następnie kilkukrotnie machnął lekko bokiem otwartej broni, co oznaczało polecenie wdarcia się na pozycję, a raczej na jej szczątki i jej zajęcie.

    Hans
    Felczer, nie spuszczając wzroku z rannego i uciskania stale krwawiącej ranny, ponownie polecił:
    - Daj bandaże Heldze, klęczy obok mnie. Rozpakuj gazę, przybliż się do mnie i na mój znak, jak wezmę ręce, przyciśniesz gazę do rany. Rozumiesz?



  • Hans
    Młodzieniec prędko przystąpił do realizacji poleceń Felczera, natychmiast wręczając bandaże klęczącej obok bandaże, samemu rozpakowując pospiesznie gazę. Kiedy tylko mu się udało, opadł na podłogę, obok mężczyzny i czekał w gotowości na sygnał od niego.
    - Gotowy - odparł, wyczekując, cały spięty, sygnału od Felczera.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Przyciskaj! - niemalże ryknął, szybko odrywając trzęsące się zakrwawione z ręce od rany.
    Stale lejąca się krew, pozbawiona przeszkody blokującej jej śmiertelny rajd, wystrzeliła z rany jak wulkan, uwalniając na zewnątrz dziesiątki więzionych mililitrów hemoglobiny, które w szybkim tempie, niczym maratończycy, spłynęły po bladej skórze jak na spływie, dołączając do kałużowych zwycięzców.



  • Hans
    Natychmiast zbliżył swe ręce do rany, mocno na nią naciskając, przy okazji przymykając oczy, by widzieć jak najmniej tej rany. Cóż, bardzo interesujący i niezbyt miły początek z wojną, przynajmniej dla samego Hansa. W końcu, poznaje ją od chyba niezbyt właściwej strony, który w końcu żołnierz, jeszcze przed pierwszym starciem ochoczo szedłby w bój, kiedy chwilę temu opatrywał chyba jedną z paskudniejszych ran, jakie można dostać? Śmierć pacjenta na pewno sprawiłaby, że zerowe morale u takiego żołnierza to byłby pewnik.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Krwi lało się zbyt dużo, aby młodzieniec mógł ją zobaczyć. Mógł tylko ocenić, gdzie się znajduje, biorąc pod uwagę skąd stale przybywa lejącej się jasnoczerwonej juchy. Przyłożył ją szybko do miejsca gwałtownego krwotoku, po czym niejaka Helga beznamiętnie zaczęła obwiązywać miejsce rany wraz bandażem, na tyle ciasno, aby opatrunek przylegał jak najmocniej do rany, aby chociaż zminimalizować dalszy tragiczny w skutkach upływ krwi. W ciągu kilkunastu krótkich sekund, na oczach Hansa, biała jak mleko gaza przybrała kolor posoki. Wpatrywał się w nią tępo jeszcze przez chwilę, dopóki całkowicie nie przykryły jej bandaże, ratując jego oczy od tego widoku.
    - Trzeba go teraz jak najszybciej przetransportować do pełnoprawnego szpitala polowego - powiedział oficer medyczny podniosłym tonem. - Jego stan jest krytyczny i jeżeli dojdzie do kolejnego tak ostrego krwawienia, to pożegna się z tym światem.
    - Helgo, wypisz mu “bilet” z natychmiastowym poleceniem prześwietlenia lewego uda i dalszej transfuzji krwi - polecił felczer odrętwiałym głosem, stojąc do nich tyłem i wycierając zakrwawione ręce o szmatę, jakby obawiał się z ich strony ostracyzmu z powodu przejęcia się losem rannego.

    Kobieta wstała żywo i podeszła do niewielkiego stołka okupowanego przez wszelkie dokumenty i twarde zawieszki o różnych kolorach z wyznaczonym miejscem na wstępną diagnostykę i dalszymi poleceniami. Wzięła do ręki czerwoną zawieszkę i zaczęła na niej pisać czarnym jak noc flamastrem, który wyjęła z kieszeni.
    - Zawołaj tych dwóch zapasowych noszowych z zewnątrz - niski komendant zwrócił się wprost do Hansa, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Niech przetransportują go na drugą linię najszybciej, jak to tylko możliwe.



  • Hans
    Młodzieniec niby przygotowywał się do wojny psychicznie, niby o niej marzył, jednak nie spodziewał się, że zapozna się z nią od tej gorszej strony. Kiedy było po wszystkim, zresztą na razie, klęczał jeszcze chwilę, wpatrując się tępo w poszkodowanego, wciąż rozmyślając o tym, jakaż młoda to osoba. Po chwili w końcu podniósł się na nogi, spoglądając na swe, zapewne całe umazane w czerwieni, ręce, po czym drętwo i powoli wyszedł z namiotu, kiwając po drodze głową, że usłyszał słowa Felczera. Na zewnątrz rozglądnął się za Heinrichem i Reinhardtem, by następnie, już nieco szybciej i zdecydowanie normalniej do nich podejść.
    - W namiocie leży młody chłopak, z raną nogi, macie go jak najszybciej przenieść na drugą linię - mówił nieco martwym i pustym głosem, zapewne wciąż nieco zszokowany tym co widział, ale już mu to powoli przechodziło.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Właściwie nawet zaczęłaby się martwić tym jednym imperialistą co ją zauważył, ale strzelec dał jej na to za mało czasu. Jak to dobrze mieć wsparcie ogniowe… i wykonać całość bez wykrycia. Oj, jak oni się tam musieli zdziwić! Aż żałowała, że nie widziała ich min! Podniosła się, krzycząc zwycięsko i unosząc ręce do góry. Nie widziała sensu w dalszym zachowaniu ciszy, zapewne niemal każdy to słyszał… poza nią, przez pewien czas.
      Kiedy nacieszyła się z sukcesu, wzięła ponownie karabin i czekała na resztę drużyny, jak i na rozkazy. Przy okazji wypatrywała jakiegoś wsparcia nieprzyjaciela. Jak wspomniała wcześniej, pewnie każdy słyszał eksplozję, a wątpiła aby takie coś uszło bez echa w postaci paru żołnierzy na odstrzał.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Dobra, dawaj! - Heinrich ryknął do Reinhardta, po czym obaj szybko podnieśli leżące pod drewnianą ścianą okopu nosze ze zgniłozieloną płachtą i zniknęli za rogiem bunkra.
    Kiedy Hans sam miał zamiar tam wracać, usłyszał głośny świst, a na niebie pojawiła się krwawa łuna, która jeszcze długo trzymała się w powietrzu, leniwie opadając. Wystrzelił ją ktoś z pierwszej linii.
    - Alarm! Jesteśmy atakowani! - wykrzyknął ktoś z głębi okopu. - Wszyscy do zbiórki!

    Ines
    Pod wodzą komendanta, pierwsze grupki żołnierzy zaczęły szybko przemieszczać się na drugą stronę, nie obawiając się, że ktoś zacznie do nich strzelać z karabinu maszynowego. Wydawało się, że przez chwilę będzie jeszcze spokojnie, kiedy z krzaków oddalonych kilka metrów po jej prawej wychylił się zdziwiony żołnierz imperialny, zwabiony eksplozją. Rzucił okiem na to, co zostało z pozycji karabinu maszynowego. W oka mgnieniu cofnął się i ponownie zniknął za krzakami, uciekając. Nie dostrzegł jej, ale z całą pewnością ściągnie tutaj kolegów, którzy z całą pewnością nie są daleko.
    - Ktoś przeżył? - usłyszała za sobą oficera.



  • Hans
    Młodzieniec nieco spanikował widząc jak niebo pokrywa się czerwienią, chwycił mocno za broń i szybko udał się na miejsce zbiórki. Młodzieniec nie wiedział, czy się cieszyć że chwilę przed atakiem opuścił pierwszą linię, chociaż z drugiej strony, zostali tam jego towarzysze broni.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Ściskając mocniej karabin, przez jego palce przeszedł arktyczny chłód, który rozszedł się po całym ciele, przeszywając je aż do kości, ruchem okrężnym powracając do palców, trzymających zimne drewno karabinu. W przeciągu dwóch minut do zbiórki na samym środku okopu zebrało się razem z nim jakieś piętnaście osób, stojących na baczność w szeregu, nawet nie drgając, przez co przypominali kamienne posągi. To mało. To bardzo mało. Kiedy ustawił się po jednym brzegu, do jego uszu dobiegł oddalony ciągły terkot karabinu maszynowego i pojedyncze wystrzały. Wzdrygnął się. Nikt więcej już nie doszedł.
    - Przechodzimy na pierwszą linię - zaczął szybko wysoki oficer. - Nie wychylajcie się poza okopy i miejcie oczy dookoła głowy. Równie dobrze Imperialiści mogą już znajdować się na linii. Przejdźcie środkiem i zejdźcie do lewej odnogi. Dzięki temu znajdziemy się na flance i unikniemy wzięcia w kleszcze, o ile przeciwnik już tam jest.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Szlag. Naprawdę? Już wolałaby, aby ten gość ją zauważył… fart w niefarcie.
       – Z tych tu nikt, ale jeden z tyłu nas widział. Wbiegł w tamte krzaki, zaraz go dorwę – odpowiedziała szybko, zrywając się do biegu.
      Jeżeli nikt jej nie zatrzymał lub nie kazał, biegła dalej za podejrzanym. Starała się go dogonić za wszelką cenę, najlepiej na tym gruncie, gdzie będą sami, niż w akompaniamencie wrogich karabinów i pocisków. Nie próbowała celować w biegu, bo wiedziała że za dobra w tym nie jest, a sama czynność pewnie nie należy do najprostszych.



  • Hans
    Młodzian również nieruchomo stał na baczność, kątem oka szukając jeszcze kogoś, kto mógłby dołączyć się do zbiórki. Z czego wynikała tak mała liczba ludzi? Zbyt mało ludzi specjalizuje się w walce, stchórzyli i uciekli na tyły, czy może rannych jest tak wielu, że wpierw trzeba zajmować się nimi? Nie mniej, obserwował dookoła, do momentu aż oficer przestał wydawać polecenia. Teraz tylko czekał na wymarsz wojsk lub potwierdzenie otrzymania rozkazów i można ruszać na bój. Na pierwszy w życiu bój.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Oficer nie zdążył powiedzieć nic, kiedy zerwała się jak strzała, ale kątem oka zauważyła, że oficer daje ruch ręką do dalszego posunięcia się wprzód. Podczas biegu obecność mnogich zarośli, rosnących w nierównomiernych odstępach skutecznie ograniczała pole widzenia. Uciekinier mógł równie dobrze schować się za którymś z nich i spokojnie poczekać, aż go minie, a następnie pobiec dalej pod osłoną zielonego płaszcza. Biegła dalej, ale nie widziała nikogo. Zgubił ją, najpewniej w ogóle nie wiedząc, że ktoś go ściga.

    Hans
    Oficer sięgnął trzęsącą się ze strachu ręką po gwizdek i dmuchnął w niego z całych sił, dając wycisk płucom. Rozległ się nieprzyjemny dla uszu gwizd, oznaczający tylko jedno - naprzód!



  • Hans
    Żołnierz znowu ścisnął swą broń mocniej, licząc że doda mu to jakkolwiek otuchy. Pierwsza walka, pierwsze starcie, pierwsza potyczka. Jakby tego nie określić, Hans cały się stresował, może nie na tyle mocno by nie dać rady iść, ale z pewnością delikatnie trzęsły mu się ręce i nogi. Kiedy tylko usłyszał sygnał, ruszył w stronę miejsca, gdzie za niedługo przeleje swą pierwszą krew.


Log in to reply