[Deravierres] Sektor Velmer



  • Hans
    Natychmiast zbliżył swe ręce do rany, mocno na nią naciskając, przy okazji przymykając oczy, by widzieć jak najmniej tej rany. Cóż, bardzo interesujący i niezbyt miły początek z wojną, przynajmniej dla samego Hansa. W końcu, poznaje ją od chyba niezbyt właściwej strony, który w końcu żołnierz, jeszcze przed pierwszym starciem ochoczo szedłby w bój, kiedy chwilę temu opatrywał chyba jedną z paskudniejszych ran, jakie można dostać? Śmierć pacjenta na pewno sprawiłaby, że zerowe morale u takiego żołnierza to byłby pewnik.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Krwi lało się zbyt dużo, aby młodzieniec mógł ją zobaczyć. Mógł tylko ocenić, gdzie się znajduje, biorąc pod uwagę skąd stale przybywa lejącej się jasnoczerwonej juchy. Przyłożył ją szybko do miejsca gwałtownego krwotoku, po czym niejaka Helga beznamiętnie zaczęła obwiązywać miejsce rany wraz bandażem, na tyle ciasno, aby opatrunek przylegał jak najmocniej do rany, aby chociaż zminimalizować dalszy tragiczny w skutkach upływ krwi. W ciągu kilkunastu krótkich sekund, na oczach Hansa, biała jak mleko gaza przybrała kolor posoki. Wpatrywał się w nią tępo jeszcze przez chwilę, dopóki całkowicie nie przykryły jej bandaże, ratując jego oczy od tego widoku.
    - Trzeba go teraz jak najszybciej przetransportować do pełnoprawnego szpitala polowego - powiedział oficer medyczny podniosłym tonem. - Jego stan jest krytyczny i jeżeli dojdzie do kolejnego tak ostrego krwawienia, to pożegna się z tym światem.
    - Helgo, wypisz mu “bilet” z natychmiastowym poleceniem prześwietlenia lewego uda i dalszej transfuzji krwi - polecił felczer odrętwiałym głosem, stojąc do nich tyłem i wycierając zakrwawione ręce o szmatę, jakby obawiał się z ich strony ostracyzmu z powodu przejęcia się losem rannego.

    Kobieta wstała żywo i podeszła do niewielkiego stołka okupowanego przez wszelkie dokumenty i twarde zawieszki o różnych kolorach z wyznaczonym miejscem na wstępną diagnostykę i dalszymi poleceniami. Wzięła do ręki czerwoną zawieszkę i zaczęła na niej pisać czarnym jak noc flamastrem, który wyjęła z kieszeni.
    - Zawołaj tych dwóch zapasowych noszowych z zewnątrz - niski komendant zwrócił się wprost do Hansa, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Niech przetransportują go na drugą linię najszybciej, jak to tylko możliwe.



  • Hans
    Młodzieniec niby przygotowywał się do wojny psychicznie, niby o niej marzył, jednak nie spodziewał się, że zapozna się z nią od tej gorszej strony. Kiedy było po wszystkim, zresztą na razie, klęczał jeszcze chwilę, wpatrując się tępo w poszkodowanego, wciąż rozmyślając o tym, jakaż młoda to osoba. Po chwili w końcu podniósł się na nogi, spoglądając na swe, zapewne całe umazane w czerwieni, ręce, po czym drętwo i powoli wyszedł z namiotu, kiwając po drodze głową, że usłyszał słowa Felczera. Na zewnątrz rozglądnął się za Heinrichem i Reinhardtem, by następnie, już nieco szybciej i zdecydowanie normalniej do nich podejść.
    - W namiocie leży młody chłopak, z raną nogi, macie go jak najszybciej przenieść na drugą linię - mówił nieco martwym i pustym głosem, zapewne wciąż nieco zszokowany tym co widział, ale już mu to powoli przechodziło.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Właściwie nawet zaczęłaby się martwić tym jednym imperialistą co ją zauważył, ale strzelec dał jej na to za mało czasu. Jak to dobrze mieć wsparcie ogniowe… i wykonać całość bez wykrycia. Oj, jak oni się tam musieli zdziwić! Aż żałowała, że nie widziała ich min! Podniosła się, krzycząc zwycięsko i unosząc ręce do góry. Nie widziała sensu w dalszym zachowaniu ciszy, zapewne niemal każdy to słyszał… poza nią, przez pewien czas.
      Kiedy nacieszyła się z sukcesu, wzięła ponownie karabin i czekała na resztę drużyny, jak i na rozkazy. Przy okazji wypatrywała jakiegoś wsparcia nieprzyjaciela. Jak wspomniała wcześniej, pewnie każdy słyszał eksplozję, a wątpiła aby takie coś uszło bez echa w postaci paru żołnierzy na odstrzał.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Dobra, dawaj! - Heinrich ryknął do Reinhardta, po czym obaj szybko podnieśli leżące pod drewnianą ścianą okopu nosze ze zgniłozieloną płachtą i zniknęli za rogiem bunkra.
    Kiedy Hans sam miał zamiar tam wracać, usłyszał głośny świst, a na niebie pojawiła się krwawa łuna, która jeszcze długo trzymała się w powietrzu, leniwie opadając. Wystrzelił ją ktoś z pierwszej linii.
    - Alarm! Jesteśmy atakowani! - wykrzyknął ktoś z głębi okopu. - Wszyscy do zbiórki!

    Ines
    Pod wodzą komendanta, pierwsze grupki żołnierzy zaczęły szybko przemieszczać się na drugą stronę, nie obawiając się, że ktoś zacznie do nich strzelać z karabinu maszynowego. Wydawało się, że przez chwilę będzie jeszcze spokojnie, kiedy z krzaków oddalonych kilka metrów po jej prawej wychylił się zdziwiony żołnierz imperialny, zwabiony eksplozją. Rzucił okiem na to, co zostało z pozycji karabinu maszynowego. W oka mgnieniu cofnął się i ponownie zniknął za krzakami, uciekając. Nie dostrzegł jej, ale z całą pewnością ściągnie tutaj kolegów, którzy z całą pewnością nie są daleko.
    - Ktoś przeżył? - usłyszała za sobą oficera.



  • Hans
    Młodzieniec nieco spanikował widząc jak niebo pokrywa się czerwienią, chwycił mocno za broń i szybko udał się na miejsce zbiórki. Młodzieniec nie wiedział, czy się cieszyć że chwilę przed atakiem opuścił pierwszą linię, chociaż z drugiej strony, zostali tam jego towarzysze broni.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Ściskając mocniej karabin, przez jego palce przeszedł arktyczny chłód, który rozszedł się po całym ciele, przeszywając je aż do kości, ruchem okrężnym powracając do palców, trzymających zimne drewno karabinu. W przeciągu dwóch minut do zbiórki na samym środku okopu zebrało się razem z nim jakieś piętnaście osób, stojących na baczność w szeregu, nawet nie drgając, przez co przypominali kamienne posągi. To mało. To bardzo mało. Kiedy ustawił się po jednym brzegu, do jego uszu dobiegł oddalony ciągły terkot karabinu maszynowego i pojedyncze wystrzały. Wzdrygnął się. Nikt więcej już nie doszedł.
    - Przechodzimy na pierwszą linię - zaczął szybko wysoki oficer. - Nie wychylajcie się poza okopy i miejcie oczy dookoła głowy. Równie dobrze Imperialiści mogą już znajdować się na linii. Przejdźcie środkiem i zejdźcie do lewej odnogi. Dzięki temu znajdziemy się na flance i unikniemy wzięcia w kleszcze, o ile przeciwnik już tam jest.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Szlag. Naprawdę? Już wolałaby, aby ten gość ją zauważył… fart w niefarcie.
       – Z tych tu nikt, ale jeden z tyłu nas widział. Wbiegł w tamte krzaki, zaraz go dorwę – odpowiedziała szybko, zrywając się do biegu.
      Jeżeli nikt jej nie zatrzymał lub nie kazał, biegła dalej za podejrzanym. Starała się go dogonić za wszelką cenę, najlepiej na tym gruncie, gdzie będą sami, niż w akompaniamencie wrogich karabinów i pocisków. Nie próbowała celować w biegu, bo wiedziała że za dobra w tym nie jest, a sama czynność pewnie nie należy do najprostszych.



  • Hans
    Młodzian również nieruchomo stał na baczność, kątem oka szukając jeszcze kogoś, kto mógłby dołączyć się do zbiórki. Z czego wynikała tak mała liczba ludzi? Zbyt mało ludzi specjalizuje się w walce, stchórzyli i uciekli na tyły, czy może rannych jest tak wielu, że wpierw trzeba zajmować się nimi? Nie mniej, obserwował dookoła, do momentu aż oficer przestał wydawać polecenia. Teraz tylko czekał na wymarsz wojsk lub potwierdzenie otrzymania rozkazów i można ruszać na bój. Na pierwszy w życiu bój.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Oficer nie zdążył powiedzieć nic, kiedy zerwała się jak strzała, ale kątem oka zauważyła, że oficer daje ruch ręką do dalszego posunięcia się wprzód. Podczas biegu obecność mnogich zarośli, rosnących w nierównomiernych odstępach skutecznie ograniczała pole widzenia. Uciekinier mógł równie dobrze schować się za którymś z nich i spokojnie poczekać, aż go minie, a następnie pobiec dalej pod osłoną zielonego płaszcza. Biegła dalej, ale nie widziała nikogo. Zgubił ją, najpewniej w ogóle nie wiedząc, że ktoś go ściga.

    Hans
    Oficer sięgnął trzęsącą się ze strachu ręką po gwizdek i dmuchnął w niego z całych sił, dając wycisk płucom. Rozległ się nieprzyjemny dla uszu gwizd, oznaczający tylko jedno - naprzód!



  • Hans
    Żołnierz znowu ścisnął swą broń mocniej, licząc że doda mu to jakkolwiek otuchy. Pierwsza walka, pierwsze starcie, pierwsza potyczka. Jakby tego nie określić, Hans cały się stresował, może nie na tyle mocno by nie dać rady iść, ale z pewnością delikatnie trzęsły mu się ręce i nogi. Kiedy tylko usłyszał sygnał, ruszył w stronę miejsca, gdzie za niedługo przeleje swą pierwszą krew.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Przeprawa przez wypełnione po brzegi błotem głębokie rowy komunikacyjne, łączące ze sobą zalane mętną, brudną wodą linie okopów, nie była najprzyjemniejsza i przypominała odrażającą podróż po wnętrzu jelita grubego. W pośpiechu idący na linię żołnierze brodzili w przepastnym, przypominającym żarłoczne ruchome piaski błocku po pachy, kilkukrotnie nawet sam Hans wpadał w sidła tego bajora, zatapiając w nim swe nogi do połowy łydki. Zimna jak lód woda bez pardonu wlewała mu się do butów, nie szczędząc ani ciepłego, przyjemnego wnętrza obuwia, ani skarpet, zamieniając je w powodziowe więzienie, z którego nie można było się wydostać. Z każdym mozolnym krokiem symfonia wojny stawała się coraz głośniejsza, a serie z karabinu maszynowego, żnącego piechotę niczym zboże, mieszały się z hukami wystrzałów karabinów powtarzalnych i broni krótkiej oraz doprowadzającymi do szaleństwa eksplozjami granatów, tworząc śmiercionośny akord. Już niedługo.

    Żołnierze biegnący z odsieczą skręcili po raz kolejny w lewą stronę, co zrobił też Hans, a jego oczom ukazało się wejście do okopu, wokół którego nie było nikogo. Zrobili kilka kroków naprzód, kiedy to zza rogu wychyliła się postać w charakterystycznym ciemnozielonym mundurze i szarej papasze i krótkim karabinie dźwigniowym w szarych od wszechobecnego błocka dłoniach. Odwrócił się momentalnie w ich stronę, a jego wzrok ugrzązł na Hansie. Dostrzegł jego pełne przestrachu oczy, kiedy dostrzegł wrogich żołnierzy maszerujących wprost na niego. Ktoś wystrzelił w jego stronę, ale pocisk zrykoszetował od metalu, tworzącego ścianę fortyfikacji, dając mu czas na skrycie się.
    - Nadchodzą wraże posiłki! - wykrzyknął.

    - Rzut infiltracyjny! - rozkazał oficer, wyjmując zza pasa podłużny granat, swym kształtem przypominający tłuczek do ziemniaków. - Na moją komendę…
    Rzut infiltracyjny był niczym innym jak grupowym rzuceniem ręcznymi ładunkami wybuchowymi w tym samym momencie na pozycje przeciwnika. Oddział zatrzymał się, a czterech żołnierzy przed Hansem powtórzyło ruch feldkomendanta, wyjmując i zdejmując z ich spodu osłony, wypuszczając na wolność kredowobiały sznurek, gotowy do wyrwania i uruchomienia zapalnika.



  • Hans
    Młodzieńcowi długa i mozolna droga przez zabłocone okopy z pewnością była nie w smak, jednak o dziwo, mogła mieć jakieś swe pozytywne strony. W końcu skupiał całą swą uwagę na tym, by nie zapaść się pod ziemię, a to już coś lepszego niż skupianie się na ciągłym terkocie karabinów, a co za tym idzie, na nadchodzącej w jego stronę śmierci. Co prawda mógł wpaść raz czy dwa, pozbawiając się reszty komfortu w postaci suchej części garderoby, ale wciąż było to lepsze od tego co go czekało na końcu trasy, o czym zresztą nie myślał obecnie za bardzo. Szybko jednak się to zmieniło, kiedy tylko dotarł na miejsce.Sprawy przybrały dla młodzieńca jeszcze gorszy obrót. Tak jak na początku podróży myślał że będzie w stanie zabić, tak widok przerażonego żołnierza. W końcu aż do pewnego momentu każdy żołnierz widzi w swoim przeciwniku rozszalałe bestie rządne krwi, prawda? A taki widok kompletnie zaprzecza takiemu wizerunkowi… Na nieszczęście żołnierza, uprzedził on swoich ludzi, przez co Hans miał już nieco mniej oporów. Na rozkaż sięgnął po swój granat i przygotował go do odbezpieczenia i rzucenia.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Oficer w milczeniu wyrwał sznurek szybkim ruchem dłoni, po czym reszta żołdaków zrobiła to samo. Odczekał jednak sekundę czy dwie przed rzutem, zanim w końcu krzyknął:
    - Dalej, rzucać!
    Za jego samotnym, pojedynczym granatem, który bez pompy wpadł wprost do okopu, pofrunęło trio innych, które zniknęły za parapetem okopu, rażąc dotychczasowo bezpieczną strefę atakujących Imperialistów. Ktoś zaczął głośno wrzeszczeć z doskonale słyszalnym prymitywnym strachem, kiedy pierwsza eksplozja, a za nimi kolejne trzy, ucięły mu język, dusząc dalszą część krzyku wewnątrz trzewi i nim ktokolwiek zdążył zareagować, wprost do błotnistego wnętrza rowu poszybowało następne duo.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Cholera, nie może sobie pozwolić na błąd, nie teraz. Przystanęła, wytężając zmysły. Nie były jej atutem, fakt, ale jednak w takiej gęstwinie nie trzeba się starać, aby wydawać jakieś głośne szelesty i liczyła, że natura stanie po właściwej stronie barykady, czyli tej Anschreitu.
      Sięgnęła również po karabin, dość ostrożnie, sprawdzając stan magazynku. No dalej, wychodź wychodź, podły Imperialisto… jeśli nic by nie usłyszała, nawet najmniejszego szmeru liści, ruszyłaby ostrożnie dalej, stale nasłuchując, samej zważając na kroki. Bywa narwana, racja, postąpiła lekkomyślnie zrywając się w tę pogoń, racja, ale potrafi się jednak opanować, kiedy w grę wchodzi możliwość popełnienia jakiegokolwiek błędu i zawiedzenia jej kraju. Taka sytuacja była na przykład teraz.



  • Hans
    Nie ma co zwlekać. Chwilę po okrzyku oficera, również wyrwał sznurek ze swojego granatu, czekając kilka sekund, z perspektywy Hansa, trwających typową całą wieczność. Dopiero kiedy ujrzał dwa kolejne granaty, dorzucił do nich swój, w końcu nie ma czasu do stracenia. Zaraz po rzucie, chwycił w swe wciąż trzęsące się ręce karabin, czekając na dalsze rozkazy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Zielone ściany krzaków poruszały się łagodnie, smagane delikatnymi powiewami chłodnego wiosennego wiatru, który lekko świszczał w uszach, w akompaniamencie bicia jej serca. Na tron ponownie wspięła się martwa cisza, jeszcze parę chwil temu zrzucona z niego przez ogromny hałas zakończonego w oka mgnieniu starcia z Imperialistami. Chyba naprawdę ją zgubił. Albo tylko czeka na odpowiedni moment, jak cierpliwy drapieżnik. Obserwuje ją zza któregoś krzaka, nie spuszczając z niej wzroku choćby na ułamek sekundy i rzuci się na nią jak wygłodniały zwierz, kiedy tylko spostrzeże, że poczuła się zbyt bezpiecznie i wystawiła się na atak. A któż wie, co się stanie, gdy dojdzie do takiej sytuacji. Imperialiści mieli, mimo wszystko, dobrą renomę, jeśli chodzi o zachowanie się żołnierzy. Najpoważniejszymi zbrodniami, jakie popełnili, były serie skoordynowanych działań rabunkowych na rolniczych terenach Hellere, które zostały porwane w złodziejski wir na ponad tydzień. Ale któż wie, czy wojskowy, za którym rzuciła się w pogoń, nie był podłym odstępem od poprawnie zachowujących się Imperialistów? Czy nie był tym przysłowiowym wilkiem w owczej skórze, wykonanej z raportów o rycerskości Imperialowiku, a kiedy uda mu się ją podejść, zabije ją z zimną krwią albo zrobi coś jeszcze gorszego? Coś po chwili wyrwało ją z postawy godnej łowczego. Chyba dostrzegła jakiś gwałtowny ruch za grupą krzaków po jej prawej stronie…

    Hans
    I młody rzucił swym granatem, który nie poleciał już tak finezyjnie jak poprzednie, dwukrotnie ociężale odbijając się od parapetu, jakby do trzonka przywiązane były dwie ciężkie cegły i ślamazarnie się przeturlał, po czym wybuchł prawie równomiernie z resztą, nawet nie wpadając do wnętrza okopu.
    - Do ataku! - ryknął groźnie oficer, rzucając się naprzód z pistoletem, kiedy reszta oddziału zrobiła to samo.

    Oficer zastopował gwałtownie przy samym wejściu, wpuszczając dwóch innych żołdaków, wchodząc dopiero za ich plecami, rozpoczynając wymianę ognia z Imperialistami, którzy jakkolwiek uniknęli niszczycielskiej siły rażenia granatów trzonkowych, kierując się na lewą stronę okopu, ignorując prawą.



  • Hans
    No cóż, młodzieniec starał się nie przejmować swoim słabym rzutem, z pewnością jeszcze nabierze wprawy! Oby były te następne razy, bo trochę głupio ginąć zaraz po tak marnym rzucie bez szansy na poprawę, choćby dla swojej własnej satysfakcji. Z tych jakże ciekawych, pasjonujących rozmyślań, dziwne że w ogniu wojny miał na nie w ogóle czas, ale cóż, mózg ludzki zdolny jest do wielkich rzeczy, wyrwał go okrzyk oficera. Szybko powrócił do tej ponurej rzeczywistości. Ponownie, setny już chyba raz, ach cudownie będzie wyglądać wnętrze jego dłoni po bitwie, ścisnął swą broń i ruszył do okopu za pozostałymi, zachowując czujność i na jakikolwiek widok żywego przeciwnika otwierając ogień. Starał się wyłączyć myślenie o tym że są to ludzie, tak będzie łatwiej jeśli jakaś kula sięgnie celu kiedy ten będzie jeszcze żywy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Wpadł do okopu jak bomba, od razu odbijając w lewo, za resztą. Przed nim wbiegło dwóch żołnierzy, którzy na jego oczach zostali w kilka sekund ścięci przez ustanowiony na podłodze imperialny rkm, którego operator leżał na samym środku, skutecznie przyszpilając atakujących. Jeden z nieszczęśników został prawie przecięty wpół, a jego ziemistoszara kurtka polowa intensywnie zaczęła się czerwienić w okolicach przeszytego przez kilka rozpędzonych kawałków metalu podbrzusza. Drugi natomiast padł na bezwładnie na twarz jak worek cegieł, a pod jego torsem zaczął tworzyć się staw gorącej krwi, mieszającej się z mętną wodą. Hans pewnie skończyłby ponownie, gdyby nie atak wręcz jednego z żołnierzy, kryjącego się za wcięciem, który wbił leżącemu statycznie jak kłoda Imperialiście nóż w skroń, nim ten w ogóle zdążył drugi raz pociągnąć za spust, posyłając kolejną serię, po czym ponownie skrył się w głębi wcięcia, przylegając do niego plecami.

    Skraj lewej części okopu wyglądał jak wymyślna sala tortur, która już skończyła z kilkoma klientami, pozostawiając ich w przerażającym stanie, jak i nią samą. Przez kilkukrotne, anihilujące życie eksplozje granatów ściany rozpadły się w proch, odsłaniając w pół płynną, mulistą ziemię, która zdawała się przechylać do jego wnętrza, usiłując pogrzebać je w błocie. Na pozostałościach kładek leżały szczątki desek, przypominające teraz połamane sztachety, aż szare od nieciekawej zawartości tutejszego bajora. Jeżeli deski nie zostały rozerwane, to wyglądały teraz jak jeże, ze sterczącymi z nich odłamkami. W kącie leżały porozwalane krzesła i przełamany na środku stół. Jedną nienaruszoną częścią były charakterystyczne wcięcia po bokach, stanowiące prowizoryczne osłony, umożliwiające ataki z zaskoczenia na adwersarzy wewnątrz. Jednak to niegdysiejsza część żywa była najgorsza.

    Za zabitym klingą operatorem erkaemu leżało kilka innych zwłok, z czego większość była poszatkowana jak na tarce - na schodku strzelniczym leżał trup w ciemnozielonym płaszczu z dziurą na samym środku klatki piersiowej wielkości pięści dorosłego człowieka, z poplamioną posoką szarą papachą, która zasłoniła zmarłemu patrzące w otchłań oczy. W prawej dłoni wciąż trzymał swój karabin dźwigniowy, którego nie puścił nawet wtedy, gdy jego serce i żebra zostały przeżarte przez kawał żelaza. Na kładce leżał wojskowy bez głowy, z którego szyi nadal lała się jasna jucha, lejąca się wprost w kałużę, kiedy po jego boku na wznak leżało ciało kobiety bez połowy twarzy. Prawa strona trzewioczaszki po prostu zniknęła, razem z nosem i gałką oczną. Jedynym, do złudzenia żywym okiem zdawała się wpatrywać wprost w Hansa. Na jej nogach zalegał sołdat pozbawiony obu nóg na wysokości kolan. Strzępy jego spodni były czerwone od krwi.

    Gdy Hans ujrzał niesamowicie brutalne skutki rzutu infiltracyjnego, poczuł okropny ucisk w żołądku, kuląc się pod jego naporem. Czuł, jak wymiociny podchodzą mu do gardła, kiedy dostrzegł imperialnego żołnierza, wychylającego się zza ściany. Chwycił karabin mocniej i spróbował pozbyć się obezwładniającego uczucia, unosząc go i przyłożył do ramienia, oddając strzał.

    Wróg od razu skrył się za nią ponownie, aczkolwiek Hans widział, jak z czubka jego głowy odlatuje charakterystyczna imperialna czapka z daszkiem, która uniosła się kilka metrów w górę, jakby miała skrzydła i zniknęła z jego pola widzenia. Wtem usłyszał:
    - Schroń się za wcięciem, a nie stoisz na samym środku!


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Miło, że natura była tu nieskalana wojną i walkami, ale obecnie wolałaby spaloną i gołą glebę, łatwiej o odstrzelenie uciekiniera. No, w dosłownie obecnej sytuacji to ona byłaby na odstrzał, ale chyba wiadomo o co chodzi…
      Na Stwórcę! Skup się, Ines! Nie daj się rozproszyć, nie daj się zajść! Broń w gotowości, wycelowana przed siebie, załadowana. Oglądaj się we wszystkie strony, stąpaj cicho, nasłuchuj. Cholerny, partyzantki mu się zachciało. Nie przyjmowała w ogóle do świadomości faktu, że mógł zwyczajnie uciec. O nie. Pół biedy, że to nie wydaje się możliwe dla imperialnych, bardziej ją obchodzi jej własna duma. Sama się na niego rzuciła, wzięła go na siebie i co? Nic! I to jest problem! Nic, do cholery! Łazi tu i łazi, jak durna celując w puste krzaki. Może czas sobie dar…
      Zaraz, co to? Ruch? Oooo, zaczyna robić się ciekawie! Nie wypali jednak od razu. Nie chodzi tu o zerową dokładność strzału, co możliwość zranienia lub chociaż oddania strzału w kierunku sojusznika, co wydawało jej się o wiele gorsze, niż wpadnięcie w zasadzkę. Wtedy by przynajmniej umarła, a tak to żyłaby z tą hańbą. Z tego powodu ostrożnie podchodziła do miejsca ruchu, uważając na co stąpa. Rzecz jasna miała tam wycelowany karabin z palcem na spuście. Starała się podejść z takiej strony, aby mniej więcej zobaczyć kto mógł się tam poruszyć. Patrzyła też czasami w kierunku możliwej dalszej drogi owego ruchu, jakby chciał ją zaskoczyć.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Dziewicze zarośla zaszeleściły głośno, jakby próbowały ją przed czymś ostrzec. Imperialista ewidentnie kopał sobie grób hałasem i chyba zdawał sobie z tego sprawę. Przez chwilę wyglądało to tak, jakby specjalnie chciał zwrócić jej uwagę, bo czeka, ukryty jak skrytobójca, a za plecami ma gromadkę swoich dzielnych kolegów, których zdążył ostrzec, a teraz wszyscy mają ją na muszce. Krzaki ponowiły swój skryty apel, kiedy jakiś ciemnozielony kształt wychylił się lekko spomiędzy nich.

    Z roślinnej peleryny coś wychyliło swój długi pysk, do złudzenia przypominający krokodyli, z obnażonymi, przypominającymi stożki ostrymi jak brzytwa zębami. Stworzenie zrobiło dwa kroki do przodu, przy pomocy swoich długich, umięśnionych czteropalczastych łap, zakończonych długimi pazurami, odsłaniając smukłe ciało i trzy rzędy stojących na baczność kostnych wyrostków, długich na jakieś dziesięć centymetrów i przypominających żywe ciernie. Istota zatrzymała się nagle, widząc, jak coś pojawiło się na jego drodze. Ines poczuła na sobie nieprzyjemny wzrok dużych błyszczących, bladożółtych gadzich ślepi, przypominających tarcze księżyca z czarnymi bruzdami na środku. Stworzenie na czterech nogach było niewiele niższe od niej. Gdyby nagle ustało na tylnych, z łatwością osiągnęłoby prawie trzy metry.

    Zwierzę wydało jej się dziwnie znajome. Cholera, to symarys! Lądowo-wodny drapieżnik podobny nieco do krokodyla. Widywała takie na zdjęciach, a teraz ta zwinna bestia wyrosła zupełnie znikąd i stała teraz kilka kroków przed nią, nie ruszając się, jakby zamieniła się w kamień. Drapieżnik obserwował ją uważnie, ale nie atakował. Stwórca wie, czy ocenia swoje szanse, czy liczy na to, że zejdzie mu z drogi. Symarysy rzadko rzucają się na ludzi. Muszą być albo bardzo głodne, albo ktoś nieproszony wszedł na ich teren i zignorował ostrzeżenia. Ten jednak nie wyglądał na rozjuszonego, ale obnażone zęby, odrywające pokaźne kawały mięsa jednym kłapnięciem i miażdżące kości jak cienkie patyki nie wyglądały zachęcająco.



  • Hans

    Z pewnością widok nie był dla młodzieńca jednym z tych przyjemniejszych, zresztą świadczy chyba o tym to jak zareagowało na to jego ciało, które też go omal nie zabiło, wystawiając go na wrogi ostrzał. Na szczęście zdążył w porę zareagować i odeprzeć przeciwnika, ale nie wątpił w to, że odparł go na krótko. Szybko wykonał wydane mu polecenie, przylegając do najbliższego niego wcięcia, jeśli oczywiście jakieś znajdowało się w jego polu widzenia.
    Dobra, jest już bezpieczny, więc w końcu jego mózg może zacząć analizować ujrzany wcześniej obraz, w końcu wcześniej nie miał na to czasu, bo był za bardzo skupiony na przetrwaniu, ocierając się przy tym o śmierć. I dopiero teraz, we w miarę bezpiecznym miejscu, doszło do niego, jaką masakrę ujrzał. Co prawda mógłby to jeszcze jakoś znieść, uspokajając się myślą, że przecież Ci ludzie nie wahaliby się robić z niego podobną sieczkę, o czym przekonał się już dwukrotnie w tym okopie. Ale najgorsze jego było to jedno oko patrzące się wprost na niego, zupełnie tak jakby to on zabił, w co mocno wątpił. I chyba to ono będzie jego koszmarem przez najbliższe noce, jeśli w ogóle dane mu będzie zasnąć, w co w obecnej sytuacji wątpił.
    Teraz pozostało mu oczekiwać dalszych ruchów, zarówno sojuszników jak i wrogów.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Hans wpadł do wcięcia, w którym schronił się nożownik, ciągle ukradkiem wystawiający głowę zza osłony. Poza nim był jeszcze oficer, który jeszcze kilka minut temu dzielnie prowadził ich do walki, a teraz leżał, zdruzgotany pod ścianą. Czerwonymi od krwi silnie drgającymi dłońmi trzymał się za prawą stronę klatki piersiowej. Dyszał ciężko, a zaczerpnięcie kolejnego oddechu sprawiało mu ból. Jego twarz, wykrzywiona przez więzy cierpienia, była biała jak ściana.
    - Sanitariusza… - wycharczał nieprzytomnie, coraz mocniej uciskając zranione miejsce. - Sanitariusza…

    Do okopu wpadła kolejna część na szybko zwołanej drużyny uderzeniowej, która, wnioskując po niedalekich wystrzałach i krzykach, wpadła w sam środek imperialnej odsieczy z prawej części okopu. Głuche odgłosy kul rwących deski i potępieńcze krzyki rozniosły się migiem po okopie, trafiając wprost do jego uszu. Wtem do tego samego wcięcia wpadł inny sołdat i wnet przykleił się do ściany, pod którą siedział ranny feldkomendant, ale klej przestał działać, gdy tylko usłyszał jego świszczący oddech i zobaczył w jakim jest stanie. Po chwili Hans dostrzegł kolejną dwójkę, która wpadła do wcięcia położonego po drugiej stronie. Jeden nie zdążył skryć się w porę i oberwał w ramię. Szkarłat bryznął na ścianę, zostawiając na niej podłużną plamę, jak za pociągnięciem malarskiego pędzla. Upadł na deski, wrzeszcząc opętańczo, kiedy drugi wciągnął go za nogi do wnętrza kryjówki.

    - Wzięli nas w dwa ognie! - powiedział niewyraźnie żołnierz, który przed chwilą wpadł we wnękę. - Reszta jest nadal w okopie komunikacyjnym, Imperialiści nie pozwalają im się wbić!
    - Cholera… - wysapał posępnie nożownik. - Zbyt wielu Imperialistów się tutaj wdarło. Trzeba przebić się dalej. Zostań z oficerem. - rozkazał mu, po czym spojrzał się na Hansa. - Masz jeszcze jeszcze jakiś granat?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      A więc tam się kryjesz podły imperialisto? Niech no tylko cię kropn… Chwila, co on tak głośno? Czyżby zasadzka? Hmm… szkoda, że nie wie jak są tu rozłożone ich posterunki… chociaż czy naprawdę byłby w stanie tak bezszelestnie się zakraść wraz z jakąś grupą na jedną, samotną dziewczynę? I skąd by wiedział, że tu jest, skoro poruszała się tak samo jak on? Coś tu nie gra…
      To coś w krzakach najpewniej wyczuło podejrzliwość dziewczyny, bo postanowiło wyskoczyć z krzaków. Do tego, jak się szybko okazało, nie było to byle co. No no, nie spodziewała się, że w wojsku są też praktyki przyrodnicze… Żałowała, że nie wiedziała jakoś wybitnie wiele o symarysach - dodatkowa wiedza bardzo by jej pomogła w tej sytuacji. No dobra, pozostaje więc improwizorka.
      Oczywiście kiedy wyskoczył, wycelowała w niego odruchowo, ale teraz zjechała trochę na bok. Niezbyt daleko oczywiście, żeby w razie czego wykonać krótki ruch ręką i strzelić. Wycofywała się ostrożnie przodem do stworzenia, we wspomnianej wcześniej pozycji licząc, że taktyka jak na psy zadziała. Miała nadzieję, że nie weszła za głęboko na jego teren, a wszelkie pogonienia z jego strony będą subtelniejsze i możliwie nie do pomylenia z próbą ataku… Ciekawe ile pocisków położy to monstrum…



  • Hans
    Tyle się zadziało w tej jednej chwili, że zanim Hans w ogóle przysporzył zaistniałą sytuację, ta natychmiast się zmieniała, ciężko więc mówić o jakiejkolwiek reakcji z jego strony, przynajmniej na początku… Co i rusz ktoś wpadał we wcięcia, całkowicie odmieniając jego pogląd na zaistniałą sytuację, utrudniając mu jakiekolwiek podjęcie działania. Ale po kolei, jak nie reakcje, to można zawsze przedstawić myśli na zaistniałe sytuacje, prawda?

    Młodzian od razu po skryciu się, nieco pożałował obranej kryjówki, kiedy ujrzał kogoś zdecydowanie bardziej doświadczonego od niego, kto właśnie umierał, w tym zdawałoby się, bezpiecznym miejscu. Zdecydowanie jego morale poszybowały skutecznie w dół, zwłaszcza, że nie miał czasu nawet na pomoc oficerowi, bo do okopu wdarli się kolejni goście, przynosząc ze sobą jedynie potępieńcze krzyki i jęki, czyli nic dobrego i szczególnie miłego dla początkującego żołnierza, kto wie czy nawet dla tych nieco bardziej doświadczonych? Czy mogło być coś jeszcze gorszego, co równie skutecznie zaatakowałoby jego ducha walki?

    Zdecydowanie! W końcu nie ma nic lepszego, niż dwóch żołnierzy, jeden ucieka, a drugi obrywa i musi być wciągany, prawda? Jedynie po to, by nauczyć Hansa jaka to ruletka panuje w tym cudownym środowisku. Zwłaszcza, że przecież z nim równie dobrze mogło być podobnie. Zależy to w końcu tylko i wyłącznie od szczęścia, z rzadka od umiejętności. Do takich zresztą wniosków zaczął dochodzić młody żołnierz. Żołdak, który wybrał zdecydowanie najbardziej pechowe miejsce na odpoczynek, co prawda nie wyglądał źle, ale przyniósł ze sobą niezbyt radosne wieści… No cóż, nie było to nic dobrego.

    W odpowiedzi na pytanie nożownika, jego twarz wykrzywiła się w przerażeniu, w końcu nie miał żadnego… Ale szybko rzucił się w stronę oficera, by przeszukać i jego. Zważywszy na jego stan, nie zrobiłby z niego zbytniego użytku…
    - Jeszcze nie - odparł tylko, podczas nurkowania w stronę ciała. Że też sam wyposażył się tylko w jeden… Liczył że chociaż oficer lepiej się wyposażył na ewentualny bój.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Symarys dyszał lekko i wciąż stał w tym samym miejscu, jakby go ktoś przykleił do mokrego podłoża. Obserwował podejrzliwymi, drapieżnymi oczami każdy jej ruch, choćby najmniejsze drgnięcie ciała, gotowy, by nagle przełamać impas i bez ostrzeżenia rzucić się na nią. Gdyby tak ruszył, jej szanse byłyby małe, jeśli nie minimalne. Ale kiedy odsunęła się kilka kroków w tył, uśpił nieco swą czujność i nareszcie wycofał się. W kilka sekund zniknął za zielonym płaszczem krzewów, machając jej nerwowo grubym ogonem na pożegnanie. Któż wie, czemu ten wielki gad nagle się tutaj zjawił. Zwierzęta wolą unikać kontaktów z ludźmi, a co dopiero, kiedy jest on posłańcem wojny. Być może ściągnęły go tutaj strzały i eksplozja znad rzeki i niesiony lekkim letnim wiaterkiem metaliczny zapach krwi? Kto wie.

    Może jednak powinna złożyć i broń i wrócić do swoich? I tak głęboko się już zapuściła, a Imperialista jakby wyparował. Nagłe spotkanie z Symarysem dało mu jeszcze więcej czasu i z całą pewnością siedzi u swoich kumpli, pośpiesznie zdając im raport, o mało nie umierając ze zmęczenia? Bądź wykrwawia się za którymś z krzaków, bo miał mniej szczęścia do Symarysów niż Ines? To wielka niewiadoma. Może nawet zbyt wielka…

    Hans
    Oficer chyba zdawał sobie sprawę z tego, co Hans chciał zrobić. Odsunął się lekko w bok, jakby chciał nieco utrudnić mu zadanie, ale nie stawiał żadnej zakrojonej formy oporu. Uniósł tylko lekko w głowę i spojrzał mu prosto w oczy smutnym, mętnym wzrokiem, z którego uciekało życie. Widać było, że jedną nogą znajduje się już na tamtym świecie. Suchymi ustami wyszeptał tylko cicho:
    - Pomóżcie… mi…

    Otworzył lekko usta, z których gwałtownie wypłynęła cienka strużka ciemnej posoki. Jęknął jeszcze nieprzytomnie, zanim opuścił bladą głowę i całkowicie zwiotczał. Martwy już oficer nie miał przy sobie żadnego ładunku wybuchowego. Swój jedyny musiał rzucić podczas manewru rozpoczynającego walkę. Jasny szlag. Nagle poczuł uderzenie w boczną część hełmu i kątem oka dostrzegł turlający się leniwie podłużny kształt, którego jeden koniec zakończony był sporej wielkości szarym, chropowatym zgrubieniem. Czy to naprawdę to, co mu się zdaje, czy może tylko jakiś odłamek? Nie, nic mu się nie zdaje, to cholerny imperialny granat!
    - Ja pierdolę! - krzyknął jeden z żołnierzy w przestrachu. - Wypierdalać stąd!


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      O, udało się. Może jeśli ją teraz wywalą za jej niepowodzenie, znajdzie pracę jako pogromczyni symarysów?
      .
      .
      .
      Nawet o tym nie myśl, głupia! Nie stracisz tej fuchy, nie ma co! Dobrze się spisałaś z tym granatem i podejściem! Do tego, skoro tak długo Cię nie ma, mogli już założyć niepowodzenie i się przygotować. Do tego zawsze możesz powiedzieć, że symarys wyskoczył dużo wcześniej i o wiele dłużej się z nim męczyłaś. Nikt poza tobą nie musi znać prawdy, racja? No, to teraz do roboty.
      Zaczęła powrót, dalej mając się na baczności. Nie była w żaden sposób zła, a już na pewno nie po ustaleniu w głowie wersji zdarzeń. Jeden żołnierzyk jej uciekł, wielkie halo - to jedyna ujma na honorze. Zmaże ją krwią imperialistów, tak jak powinno się to zrobić. Pięciu powinno starczyć, aby wyrównać szalę. No, nie tyle wyrównać, co przechylić ją w kierunku szanowanego żołnierza, a nie nieudaczniczki, co nie potrafi jednego tchórza dorw… Ugh, po prostu idź, nie myśl już o tym.



  • Hans
    Cóż, jeśli chce się walczyć na froncie trzeba sobie wyrobić pewnego rodzaju znieczulicę, czy się tego chce czy nie. Inaczej po prostu w pewnym momencie oszalejesz. I chyba powoli ta znieczulica zaczęła dotykać już młodego Anschreita. Zwyczajnie nie chciał patrze mu w oczy, by nie ten nie prześladował go każdej nocy. I tak już dorobił się wystarczającej liczby sennych koszmarów, po co mu więcej?
    Przeklął w myślach nie znajdując przy podoficerze niczego ciekawego, starając się zignorować jego błagalny i przykry ton. To już byłoby dla niego za wiele. Na szczęście, bądź nie, z rozmyślań wyrwało go uderzenie w głowę. W końcu coś innego na czym mógłby zawiesić swoje myśli, ciekawe co to… Szlag, granat! Natychmiast zerwał się na równe nogi, chwytając swoją broń, jeśli nie miał jej przy sobie. Skoczyłby za swoimi kompanami nawet i w ogień, bo w takich chwilach nie myśli się zbyt jasno, liczy się tylko przetrwanie. A jeśli oni nigdzie nie skakali, celem było przeciwległe wcięcie.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Jak to niekiedy mówią, czasami trzeba przegrać bitwę, żeby wygrać wojnę. Zawróciła i przeszła kawałek, gdy do jej uszu wdarł się charakterystyczny dźwięk - gdzieś w oddali ochoczo pohukiwała artyleria, ale na jej szczęście, nie zsyłała deszczu żelaza w okolice jej pozycji. A przynajmniej tak jej się wydawało… Nie licząc uroków frontowej orkiestry, co chwilę coraz bardziej dogorywającej, jakby od tego występu zależało jej życie, na swojej drodze nie spotkała ani symarysów, ani uciekających Imperialistów, którzy mogli znikać w krzakach jak duchy. Szła, dopóki jej uwagi nie przykuła mała grupa pięciu żołnierzy po jej lewej, z prawdopodobnie jej grupy, czyhająca pod jednym z drzew z rozłożonym i gotowym do oddania precyzyjnych serii przestarzałym ręcznym karabinem maszynowym wz.1903/1912. Wyglądało to tak, jakby zakładali tutaj wysunięty posterunek ogniowy.

    Hans
    Nożownik wyskoczył jako pierwszy, zaraz po nim wyszedł przybyły i Hans, tuż za jego plecami. Imperialiści tylko na to czekali. Kiedy tylko pająk poczuł, że mucha desperacko próbuje wyrwać się z jego sieci, wbił w nią swoje jadowe kły. Nożownik najpierw oberwał w łydkę a w ułamku następnej sekundy w klatkę piersiową. Bryznęła krew. Żołnierz zwalił się na deski jak ścięte drzewo, zanim w ogóle zdążył wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, otwarcie sygnalizujący trafienie. Gdy postrzelony upadł, Hans ujrzał dwóch nieprzyjacielskich strzelców, którzy wystrzelili ponownie, ale pociski nie trafiły nikogo.

    Drugi piechur w połowie drogi do przeciwległego wcięcia dosłownie rzucił się na brzuch i w oka mgnieniu znalazł się za osłoną. Zanim zrobił to Hans, Imperialiści zdążyli już zaryglować swoje karabiny i wycelowali wprost w niego. Zaklął w duchu, kiedy któryś w końcu wystrzelił… I jeden z nich oparł się o ścianę okopu z dobrze widoczną dziurą między oczami, z której zaczęły wypływać strugi juchy. Drugi strzelec próbował wstać i rzucił się do ucieczki, ale i jego dosięgnął pocisk, który posłał go na ziemię. Rzucił swój karabin i upadł boleśnie. Ale nie zginął od razu - gdy zetknął się z ziemią, zaczął się czołgać w stronę zakrętu, zostawiając za sobą smugę świeżego szkarłatu.

    - Oddział, ruchy! - usłyszał nagle za swoimi plecami. - Czyścimy te imperialne brudy!



  • Hans
    Widząc pierwszego trupa, Hans odkrył jak bardzo nienawidzi Imperium. Zabawne, że to postrzeganie zmieniło się tak nagle w ciągu chwili? A to głównie za sprawą tej jakże, jego zdaniem, chamskiej zagrywki. Skoro oni tak grają, to on będzie równie niemiły i dla nich! Żałował tylko, że był zdany na ich celne oko… Albo i nie, najwyraźniej całą wojnę przeżyje ślepym fartem… Szkoda tylko, że nie miał szans im odpłacić. Chociaż, ten czołgający się, wydaje się całkiem ciekawym celem. Nabuzowany złością, wstaje z ziemi i chwyta swój karabina, za cel obierając tylko i wyłącznie rannego imperialistę, nie zważając na otaczający go świat. Liczy się obecnie zemsta, za ten chwyt. Skoro chcieli ich tak pozabijać, czas odwrócić role.
    - Tak jest! - Krzyknął tylko i ruszył za śladem krwi.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    - Odsuń się, gołowąsie! - ryknął wściekle mężczyzna za nim. - Wjebaliście się prosto z odnogi na imperialny erkaem, i to jeszcze masą. Niczego się nie nauczyłeś, dzieciaku?
    Ranny Imperialista zdążył się znaleźć za zakrętem, gdy jeden z potencjalnych wybawców Hansa odepchnął go lekko do tyłu i przywarł do czerwonych od krwi, zabłoconych desek ściany przy zakręcie. Nie był umundurowany i wyposażony jak zwykły żołnierz Ansheeru - jego bluza polowa była wyraźnie ciemniejsza, nosił szaroniebieskie bandoliery z amunicją do karabinu, do lewego boku miał przytroczoną parcianą torbę na granaty, z kolei w rękach dzierżył niepospolity karabinek powtarzalny Wz.1899(L). Jego hełm również był godny uwagi, wszak był on pomalowany w nieregularne brązowe, jasnożółte i szarozielone czworoboki, tworzące niebanalną kompozycję, której nie powstydziłby się żaden malarz abstrakcyjny. Patka kołnierzowa, oznaczająca przynależność dywizjonalną, przedstawiała skrzyżowany granat i bagnet w kolorze białym na czarnym tyle, co nieco budziłło skojarzenie z atypową flagą piracką.

    Żołnierz wychylił się lekko zza osłony i schował się po sekundzie, po czym powiedział z triumfem:
    - Czysto! Imperialiści się wycofali!
    Gdy pałający żądzą mordu Hans poszedł po rannego Imperialistę, nie zatrzymał go ani mężczyzna z tyłu, ani niezwykły żołnierz, który przykleił się do desek okopu i nie opuścił ich nawet wtedy, gdy Imperialistów już w tym okopie nie było. Odbił na prawą i dostrzegł swój cel. Imperialiści uciekali w takim popłochu, że zostawili swojego na pastwę Anschreitów. Czołgał się z wyraźnym trudem. Lewa strona jego bluzy mundurowej była prawie czerwona od krwi, a jego ręce były aż czarne od wszechobecnego błocka. Dopiero, kiedy jeszcze bardziej skrócił dystans, dostrzegł, że to kobieta.
    - Nie zostawiajcie mnie tutaj! - krzyknęła ponuro, z wyraźnym smutkiem w głosie. - Przyjaciół się nie zostawia, wy parszywi, podli kłamcy! Nie wybaczę wam tego nigdy!

    Nie przestawała się wić i rzucać na wiatr bluzgami nawet wtedy, gdy padł na nią cień Hansa. Ta wciąż parła do przodu, z desperacką zaciętością. W końcu wyjście z okopu było na wyciągnięcie ręki, tak blisko…


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Słysząc artylerię, od razu chwyciła pewniej za broń, kucnęła na jedno kolano i wycelowała w miejsce, skąd dochodziły dźwięki. Kiedy zdała sobie sprawę, że jest obecnie bezpieczna, nieco się rozluźniła i ruszyła dalej. Przynajmniej jest pewna, że odruchy działają jak należy.
      Kiedy w końcu spotkała swój oddział, odetchnęła. Żyją, a skoro nie walczą, to i ten imperialista jakoś niewiele zdziałał. Od razu stanęła przed odpowiednią osobą na baczność, zdając raport.
       – Niestety, ale nie dogoniłam go. Przeszkodził mi symarys. Udał mi się mu umknąć, ale zgubiłam jednocześnie cel. Czekam na nowe rozkazy – dodała na koniec.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Żołnierze odwrócili się nagle, gdy tylko usłyszeli, że ktoś coś do nich mówi. Ku jej nieszczęściu, nie byli to żołnierze z jej oddziału. Były to zupełnie inne twarze, których Ines jeszcze nie widziała - cztery młode kobiety, prawdopodobnie w takim samym wieku co ona i wysoki, barczysty mężczyzna z podłużną szramą na prawym policzku. Nie przykuli większej uwagi do jej raportu i zajęli się swoimi własnymi sprawami, poza jedną z wojskowych, którą była niewysoka, szczupła szatynka z prostymi włosami, które dosięgały ramion i z szarymi, smutnymi oczami skrytymi za prostokątnymi okularami korekcyjnymi o smoliście czarnych oprawkach. Słuchała jej z uwagą.

    - Spocznij - powiedziała z powagą, gdy raport dobiegł końca. - Nastała zmiana planów. Nie atakujemy już imperialnych fortyfikacji. Do naszego dowódcy przyszła wiadomość z kwatery głównej, która mówiła, że nasza linia została przydzielona do wsparcia operacji ofensywnej 120 Batalionu Szturmowego. Trochę potrwa, zanim się tu pojawią, dlatego kazano nam umocnić zajęte pozycje. Minverldt wydzielił dwie mniejsze grupy i polecił ustawić wysunięte punkty obronne, bo znając życie, Imperialiści będą chcieli dokonać kontrataku, a że ten Imperialista ci uciekł, to zrobią tak prawie na pewno. Jeśli chcesz przejść do pełnoprawnej linii defensywnej, nie będę cię zatrzymywać. Uważaj tylko, żeby przez przypadek nie odstrzelili ci głowy. Ale możesz też zostać z nami. Dodatkowy karabin to większa siła ognia - uśmiechnęła się lekko.



  • Hans
    Nie odpowiedział, ani nijak nie zareagował na reprymendę od tego nieznajomego. W końcu miał rację, niepotrzebnie się pchali wprost na nich, w dodatku jeszcze dali się złapać w pułapkę, gdzie do wyboru mieli śmierć od granatu lub od kul. Oj, już on pokaże tym podłym imperialistom, że nie warto stosować tego typu sztuczki.
    Gry tylko został utwierdzony w przekonaniu, że droga jest czysta, ruszył nią bez wahania, skupiając całą swą uwagę na czołgającym się imperialiście. Widząc jego stan postanowił się ponapawać tym, że to on wyszedł z tego starcia zwycięsko.
    Odkrycie płci oponenta nieco zbiło go z tropu, szybko jednak wziął się w garść, przypominając sobie, że to równie dobrze ta babka mogła zadać mu śmiertelny cios. Podszedł do niej, nadeptując jej na dłoń, mocno wgniatając ją w ziemię. Wycelował karabinem prosto w twarz i strzelił, jeśli oczywiście nikt i nic by mu nie przeszkodziło. Dokona zemsty i poczuje się lepiej, w takim zresztą żył w przekonaniu, nabuzowany jeszcze tymi pierwotnymi emocjami i uczuciami. Chwila robi swoje jeśli chodzi o postrzeganie rzeczywistości, dobra i zła. Poznęcałby się jeszcze na niej, gdyby chciał czemuś takiemu poświęcać swój czas.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Spisane w “Kodeksie Prowadzenia Wojny” prawa uznawały dobijanie rannych, którzy mają szansę na rewitalizację i kontynuowanie normalnego życia jako zbrodnię wojenną. Podobnie zresztą jak zabijanie żołnierzy, którzy się poddali lub nie mają broni w rękach i nie stanowią żadnego zagrożenia. To samo tyczy się cywilów. Ale czym są one wobec piekła? Czy ktokolwiek jest w stanie ich przestrzegać?

    Gdy Hans z całej siły nastąpił na jej brudną od błota dłoń, ta zawyła przeraźliwie, jakby była obdzierana ze skóry. Rozejrzał się jeszcze na moment, by upewnić się, że nikt nie został tutaj przyciągnięty tymi opętańczymi wrzaskami. Poza nią i nim, w tym segmencie nie było nikogo. Pewnie próbują ogarnąć sprawę z rannymi. Zanim strzelił rannej prosto w twarz, ukradkiem spojrzał prosto w jej przestraszone oczy, wyraźnie błagające o litość.
    - Ni… - wyjęczała, zanim strzał nagle przyćmił wszystko.

    Kula trafiła prosto w nasadę nosa, z taką siłą, że niemal kompletnie go oderwała, a następnie wyszła tyłem głowy na wylot. Padła resztkami jej twarzy na deski, a spod jej głowy zaczęła powoli tworzyć się kałuża krwi, zmieszana z przejrzystym płynem. Potem nastała już tylko cisza.



  • Hans
    “Kodeks Prowadzenia Wojny” to chyba ostatnia rzecz o jakiej pomyślałby Hans, zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy przepełniony był tymi prymitywnymi emocjami, wciąż wściekły na żołnierzy Imperium za tę sztuczkę. Tak się pechowo jednak złożyło, że swój gniew mógł wyładować tylko na tej biednej kobiecie. Kiedy już zacznie trzeźwo myśleć i w końcu pomyśli o “Kodeksie”, to zapewne wtedy zacznie się tego bać. Może nawet będzie się pocieszać tym, że nikt tegoż czynu nie widział. Ale to dopiero w odległej przyszłości.
    Jej krzyk przepełnił jego ciało dumą i satysfakcją, niech pocierpi jeszcze chwilę przed swą marną śmiercią, niech popieści jego uszy, dumę i żądzę mordu jeszcze chwilę.
    Na chwilę chciał się od strzału wstrzymać, szybko jednak przypomniał sobie czemu właściwie chce się tej zbrodni dopuścić i strzelił. Co go powstrzymało? Chyba to błaganie o litość, jednak czy ona by posłuchała, gdyby ktoś błagał ją? Szczerze w to zwątpił.
    Po udanej i satysfakcjonującej akcji ruszył dalej do przodu, jak gdyby nigdy nic. No, może nie ruszył tak od razu, stojąc jeszcze chwilę nad ciałem. Wolał obecnie nie myśleć o tym, czego się dopuścił.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      O, zmiana zadania. Pewnie coś poważniejszego. Dobrze, będzie mogła się wykazać. Gorzej tylko, że nie wie co robić… Powinna się wrócić na linię, ale powinna też odpokutować zawalenie zadania, na które nawet sama się porwała… Co może się jej bardziej opłacić? Tfu, nie jej, a państwu! Jest tu w końcu aby bronić swego kraju, racja? Ale też z drugiej strony chce tu zabłysnąć, zapisać się, nie przynieść wstydu ojcu i rodzinie, a to czasami może kolidować z interesami kraju, bo może być szarym żołnierzem, co to był na wojnie i tyle, ale druga opcja to zostanie bohaterką, podejmując się brawurowych i niezwykłych akcji… Ale co ostatecznie robić?! Co wybrać… Uh, dobra, niech straci!
       – Wolę zostać i pomagać. Jestem winna za niezłapanie go. Przywódcy wyjaśni się potem. Liczę, że zrozumie…


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Żołnierze unikają popełniania zbrodni wojennych z trzech powodów - karalności, moralności i tego, że przeciwnik później też zacznie łamać te zasady, w ramach zemsty. Ale jednym z dwóch świadków był on sam, z kolei mózg drugiego właśnie rozpływa się w błocie, więc czemu powinno go to obchodzić? Za jakiś czas rzucą jej zwłoki na stos, potem przyjdą grupy pogrzebowe i zakopią je w oznakowanych grobach daleko od linii frontu, gdzie spocznie razem z innymi, bezimiennymi. Zabierając wiedzę brutalnego aktu, jaki się tu wydarzył, ze sobą, do zimnej, mrocznej mogiły, na tamten świat.

    Postał jeszcze chwilę nad ciepłym jeszcze trupem. Jeszcze chwilę temu denatka oddychała, ba, próbowała go błagać, by jednak ją oszczędził! I wszystko diametralnie zmieniło się za tak prozaiczną czynnością, jaką było pociągnięcie za spust. Dusza w ułamek sekundy opuściła ciało przez ziejącą dziurę w twarzy. Czyż to nie zabawne? Wystarczy tylko wycelować i wystrzelić, a metalowa kula stanie się pogardą dla cyklu życia. To przecież takie proste!

    Opuścił tę część okopu, kierując się do poprzedniej. I faktycznie. Bywalcy okopu zajmowali się swoimi rannymi, których właśnie opatrywali sanitariusze w charakterystycznych, z daleka rzucających się w oczy białych hełmach. Z kolei ci, którym udało się przetrwać tę walkę powracali do swoich spraw, ewentualnie klapnęli pod ścianą, by nieco odpocząć, jakby zupełnie nic się tutaj nie wydarzyło. Tylko kilka spośród wielu twarzy wyrażało nieopisywalny szok, znaczna większość objawiała pustkę. Jakby już zaakceptowali ciągłą obecność śmierci. Niektórzy, jak na przykład żołnierze z hełmami z namalowanymi abstrakcyjnymi figurami geometrycznymi, zbijali się w co mniejsze grupy i rozmawiali.
    - Żeby dać się rozjebać imperialnej jednostce rezerwowej, to trzeba być wojennym tumanem - usłyszał od jednego. - Nie dziwota, że tylu ludzi tutaj zginęło.
    - Mają, kurwa, szczęście, że przygotowujemy operację ofensywną, bo jeszcze by to zdobyli! - zarechotał drugi.

    Po kilku minutach pojawili się również noszowi, którzy zaczęli przenosić poranionych na tyły, do szpitali. Wśród jednych z nich Hans rozpoznał twarze Heinricha i Reinhardta, którzy byli tak bardzo zaabsorbowani pracą, że nawet go nie dostrzegli. Po prostu położyli jednego z postrzelonych na noszach i zniknęli, nic nie mówiąc. Trochę im zajęło, nim zgarnęli wszystkich.

    Gdy następnie przeszli do zbierania trupów i układania ich na stos, który czekał na żałobników, wszyscy powrócili do zwykłego życia w okopach. Wcześniej wspomniani żołnierze z dziwacznie pomalowanymi hełmami nagle zaczęli się śmiać i ukradkiem na niego spoglądać.
    - E, ty! - zwrócił się do Hansa nieogolony piechur z ich grupy. - Coś zrobił z tamtą Imperialistką?

    Ines
    - No dobrze - powiedziała. - Umiesz się wspinać po drzewach?



  • Hans
    Ano, odebranie komuś życia faktycznie nie należy do zbyt trudnych czynności, nie licząc oczywiście zdrowia psychicznego, w końcu to zwykłe pociągnięcie za spust. Śmieszne, że za to ocalenie komuś życia wiąże się z o wiele trudniejszą robotą… Nie mniej, postał tak chwilę, nabierając ochoty na filozoficzne rozmyślania i w końcu wyszedł, wypadałoby to kiedyś uczynić, prawda?
    Mocno zdziwił go zastany spokój, jeśli można takiego określenia oczywiście użyć. Spodziewał się bardziej jakiegoś kontrnatarcia albo większego przejęcia się tym co przed chwilą zaszło. No cóż, nie pozostało mu chyba nic innego, oprócz zaadaptowania się to zastanej sytuacji.
    Już miał sobie gdzieś usiąść, kiedy ujrzał swych starych znajomych. Chciał im pomachać, nawet już prawie uniósł rękę, kiedy to spostrzegł, że ci go nie widzą. Cóż, za bardzo zaangażowali się w pracę, nie zamierza więc im przeszkadzać.
    Z upływem czasu coraz bardziej zaczęło docierać do niego okropieństwo, którego się dopuścił. Tego typu myśli zostały tylko spotęgowane przez tych dziwnych żołnierzy, formację, czy jak ich tam nazwać, bo zapytali się go o ten czyn wprost. Dało się ujrzeć jak się momentalnie spiął i zaczął błądzić wzrokiem gdzieś w bok, wyraźnie zestresowany. No właśnie, cóż to on z nią zrobił? Zwlekał nieco z odpowiedzią, zastanawiając się nad wybrnięciem z sytuacji… Jak mówił kodeks? Dobić można tych, którzy nie mieli szans na przeżycie? Tak, chyba to właśnie powie. Podszedł do nich chwiejnie i powoli, z gotowym w głowie planie, z gotową odpowiedzią, która na pewno nie zabrzmi naturalnie.
    - Nie… Nie miała szans na przeżycie - głos się załamał. - Strzeliłem. - Przyznał się do popełnionego czynu, nadając mu tylko usprawiedliwienie, chcąc bardzo w nie uwierzyć. I kto wie, może jeśli ci się go posłuchają, to faktycznie uda mu się zakłamać rzeczywistość?


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Czy umie? Za dzieciaka dosyć często się wspinała wraz ze swoim rodzeństwem!
    - Umiem. Mam wypatrywać z góry zagrożenia? - próbowała odgadnąć cel pytania.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Dziwne zachowanie młodego od razu wzbudziło ich czujność. Jeden z nich pokręcił głową z dezaprobatą a jeszcze inny mruknął coś prześmiewczo pod nosem, na co część z nich parsknęła złowrogim śmiechem.
    - Obyś mówił, kurwa, prawdę - pogroził mu lekceważąco palcem ten, który zadał mu wcześniej pytanie. - Nie przepadamy tutaj za strzelcami, którzy nie potrafią trafić w pełni niebezpiecznego przeciwnika nawet wtedy, kiedy stoi nieruchomo, więc wyładowują swoją frustrację na tych, którzy bronić się już nie mogą. To współczesna armia, nie banda otumanionych patologiczną nienawiścią chłopków z nieregularnych watah.

    Hans ma obecnie dużo szczęścia, że nikt nie ma jak zaprzeczyć i potwierdzić jego zeznań, więc był bezpieczny. A przynajmniej tak to wyglądało. Z kolei żołnierze z niespotkanym wcześniej oporządzeniem i malowaniem na hełmy w ogóle nie sprawiali wrażenia, jakby dali wiarę jego słowom. Ale postanowili to zostawić, mimo wszystko. Na razie.

    Kiedy wojacy zaczęli traktować go jak powietrze, nie posyłając nawet luźnych, pełnych niezadowolenia spojrzeń, do okopu wszedł jeszcze jakiś inny żołnierz, do złudzenia prawie tak samo umundurowany jak tamci, z tą różnicą, że nosił elegancki płaszcz i skórzane rękawiczki w kolorze smoły. Podszedł do rozmawiającej grupy, która widząc go, stanęła od razu na baczność i zasalutowała mu. Po czterech srebrzystych rombach, tworzących wierzchołki kwadratu pozbawionego boków i po małym naszytym trójkąciku zwróconym do dołu w samym środku figury, Hans rozpoznał, że jest to żołdak o stopniu plutonowego.

    - Na razie odwołali nas z głównego natarcia - powiedział podoficer. - Do czasu nadejścia głównych posiłków do tej części sektora, mamy pomóc w jego obsadzeniu i obronie. Znając życie - nuda będzie naszym wiernym kompanem do samej nocy. Spocznij!
    Gdy dowódca obecnej tutaj specjalnej formacji odszedł od nich i zniknął za jednym z zakrętów, oddzielających część środkową okopu od lewej flanki, sołdaci powrócili do dalszej rozmowy. Wówczas Hans usłyszał przytłumione eksplozje z oddali, bardzo daleko anschreickiej linii frontu co wskazywało, że artyleria ostrzeliwała pozycje imperialne, które trwały jeszcze kilka dobrych minut, nim ucichły i ponownie nastała grobowa cisza, co i raz przerywana tylko pogadanką obecnych w tej części okopu wojaków.

    Po jakimś czasie do fortyfikacji wszedł następny oddział, należący do tej samej grupy, który poszedł tą samą drogą, co wcześniej ich podoficer. Zaraz za nimi weszli dobrze znani mu frontowcy - Reinhardt i Heinrich, którzy zauważyli stojącego na uboczu Hansa niemal od razu.
    - Żyjesz! - zauważył Heinrich z uśmiechem.
    - Bałagan to się tutaj niezły zrobił - skomentował Reinhardt. - Ponoć takie straty wyrządziły nam imperialne siły rezerwowe.
    - Z tego, co mówiła ta ranna, to dali się zaskoczyć. Kaemista zauważył kogoś na środku, zaczął pruć, w międzyczasie jakiś oddział zaszedł z flanki i po robocie.

    Ines
    Przywódczyni grupy wskazała palcem na jedno z wyższych drzew, którym okazał się być tropen, z rozłożystą koroną nieprzepuszczającą prawie żadnego światła słonecznego, popielatą, pokrytą bruzdami korą i sporymi liśćmi w kształcie ludzkiej dłoni. Jeden z najpospolitszych i najstarszych gatunków roślin w tej kniei. Nie będzie łatwo się na niego wspiąć.
    - Wejdź na którąś z wyższych gałęzi i obserwuj przedpole. Jeżeli kogoś zauważysz, to od razu złaź. I nie daj im się zobaczyć, bo będziesz jak na widelcu - sięgnęła dłonią do skórzanego pudełka przytroczonego do jej prawego boku i wręczyła jej zieloną lornetkę. - Trzymaj, oddasz po akcji.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Zasalutowała, chwyciła lornetkę i poczęła się wspinać. Szła w miarę szybko, chwytając się przede wszystkim tych wytrzymalszych, przynajmniej na pierwszy rzut oka, gałęzi. Nie opierała się też o żadną jakoś długo, aby nie nadużyć jej gościnności i wytrzymałości. W końcu jednak była dość wysoko. Starała się przy tym wybrać najlepiej zasłoniętą gałąź i na niej pozostać. Widziała to przedpole?



  • Hans
    Młodzieniec zląkł się nieco na słowa żołnierza, czując że było to skierowane bezpośrednio do niego. Z jednej strony tamten żołdak miał rację, z drugiej, należało jej się. No ale cóż, stało się, nie mają jak zbadać jego prawdomówności, dali mu spokój. Mógł więc skupić się na czymkolwiek innym, byle nie zabijaniu, strzelaniu czy czymkolwiek innym. Odpoczynek wydaje się tu najlepszą opcją, tak zresztą podpowiadał mu organizm, zmęczony się tym, zdawałoby się krótkim odpieraniem ataku. Zabawne, że aż tak mocno go to wykończyło. Znalazł więc sobie jakieś wygodne i osamotnione miejsce i usiadł sobie tam beztrosko, obserwując okolicę, ciesząc się chwilą spokoju. Po tym ataku przeczuwał, że w przyszłości może nastąpić ich więcej i mogą okazać się dla niego gorsze w skutkach, w końcu szansa że zostanie uratowany przez nieznany mu oddział była niska i przed chwilą wykorzystana.
    Po dosłyszeniu słów, sądząc po odznaczeniach podoficera, utwierdził się w przekonaniu, że następne ataki Imperialnych psów nastąpią za niedługo.
    Pomachał do znajomych na powitanie.
    - Wbiłem tam dopiero pod koniec, i skończyłbym tak samo jak tamci przede mną, gdyby ktoś nie wbił mu noża w głowę. W zasadzie to uratowali nas Ci z tamtego oddziału - wskazał głową dziwnie ubranych żołnierzy.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    Gdy znalazła się centralnie pod tropenem, drzewo wydawało się być przeogromne, mogło mieć nawet czternaście metrów wysokości, jeśli nie więcej, gdyż wyższą część rośliny dokładnie zasłaniała nieprzepuszczająca żadnego światła rozłożysta korona. Pień o szarej jak popiół korze, pokrytej głębokimi bruzdami, jakby ktoś przejechał po nim bronami oraz licznymi sękami, przypominającymi szczątkowe, chude kończyny,był gruby jak beczka, może nawet i dwie. Przytłaczało ją swym ogromem i długością, jaką musi przebyć, by dostać się do choć trochę liściastej gałęzi, która da jej osłonę przed uważnymi oczami Imperialistów, którzy już mogli kierować się w tę stronę.

    Dolna połowa, najeżona patykowatymi gałązkami, które desperacko nie pozwalały jej przejść, dopóki ich nie złamała, nie napawała wielkim optymizmem, a już na pewno nie można było polegać na kruchych jak lód wadliwych wypustkach, które odrywały się bez żadnego oporu przy małym nakładzie siły. Jedyna nadzieja w podłużnych zagłębieniach, które zdawały się tworzyć mały naturalny labirynt. Były one na tyle głębokie, że bez problemu mogły znaleźć się w nich palce. Gorzej było z umiejscowieniem stóp, ale i niektóre wyrwy okazywały się być na tyle pojemne, że i dla nich znalazło się miejsce. Do wspinania się używała również pełnego zgrubień układu okrywającego, który z początku nie wyglądał na najtwardszy, ale dzielnie podtrzymywał jej ciężar.

    Wspinała się w miarę szybko. W końcu to dla niej nie pierwszyzna, a im bliżej celu, tym łatwiej, gdyż zdeformowane sęki zaczęły się zamieniać w wytrzymalsze gałęzie. Gdy znalazła na tyle silną, która bezproblemowo utrzymałaby jej ciężar i na tyle mocno ulistowioną, by nikt tak łatwo jej nie zobaczył, znajdowała się jakieś dobre trzy metry nad poziomem morza. Gromada silnie zielonych liści skutecznie zasłaniała jej pole widzenia, ale ją również. Wedle starej zasady – im mniej widzisz ty, tym mniej widzą ciebie. Aczkolwiek obecność nierównomiernych rzędów krzaczorów na dole nie była już większym problemem dla jej oczu, które na chwilę obecną nie zauważyły nikogo, kto akurat w tym momencie buszowałby w bujnej roślinności.

    Hans
    Jeden z niespotykanie umundurowanych żołdaków usłyszał jego słowa i złowrogo łypnął na niego okiem, po czym wrócił do rozmowy ze swoimi.
    - Ta, szturmowcy – zauważył Reinhardt. – Widocznie są tak samo skuteczni w szturmowaniu swoich okopów jak i wroga. Oni się nie cackają. Elita.
    - Jak tyły się dowiedzą o bałaganie, jaki tutaj zaszedł, to ktoś chyba spadnie z rowerka – burknął Heinrich, sięgając po papierosa. – Dopóki nie zrotują nowych, to wszyscy jesteśmy uziemieni w tym okopie. Jak zwykle.
    - Myślisz, że będą chcieli jeszcze zaatakować?
    - Nie wiem – odparł. – Sporo ludzi tutaj wytracili, więc wątpię. To do nich niepodobne. Ale z doświadczenia pewnie będą chcieli uprzykrzyć nam życie w inny sposób.
    - Coś się tutaj jeszcze działo? – zapytał Reinhardt.



  • Hans
    Słuchał rozmowy starszych, bardziej doświadczonych i lepiej obytych znajomych. W sumie to nie miałby nic do dodania, gdyby nie zadane mu pytanie. Utknięcie w tym okopie mu nie przeszkadzało, pod warunkiem że wróg nie zaatakuje przed otrzymaniem przez nich wsparcia.
    - Przybyłem raczej późno, widziałem tylko tę akcję w okopie z kaemistą. Po tym przeszliśmy do ofensywy i chyba tyle - wzruszył ramionami. Nie wiedział w sumie co jeszcze ważnego mógłby dodać.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Bała się przez cały czas, bo bądź co bądź dawno tego nie robiła. Jak się potem okazało, niesłusznie. Skoro sprawność dobra, to wszystko jest łatwiejsze, nie? Szkoda tylko, że nie było tak samo ze wzrokiem - te liście nieco ją irytowały. Tyle dobrego, że mimo to miała dobry widok na sytuację przed osobą, a przynajmniej na miejsca skąd mogą wyleźć Imperialiści.
      Próbowała ułożyć się jakoś wygodniej, najlepiej tak, aby mieć obie ręce sprawne. Póki co jednak obserwowała wszystko przez lornetkę. Nie żeby coś, ale natknięcie się na jakiegoś ptaszka nie będzie złym pomysłem - swojej nie miała, to przynajmniej teraz mogłaby skorzystać. Rzecz jasna nie jakoś długo, w końcu ma zadanie!


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Hans
    Powietrze bez żadnego ostrzeżenia zostało przeszyte przez wyraźne pohukiwanie artylerii, która rozbrzmiewała gdzieś w oddali. Po krótkiej chwili wraz ze śpiewem niekwestionowanej królowej bitwy pojawił się również mniej znaczący, ale równie ważny chór złożony z altów pojedynczych wystrzałów karabinów powtarzalnych i wysokim, nieustającym trajkotem kaemów, co chwilę przyćmiewanych przez donośność głosu samej artylerii.

    - Ostro walą – skomentował mimochodem jeden ze szturmowców, ukradkiem patrząc w górę.
    - Nienawidzę artylerii - burknął inny. – Nie obawiam się ani starć na zupełnie gołym polu, ani walk wręcz w okopach, ale już sam jej dźwięk, nieważne jak daleki, przyprawia mnie o zawroty głowy. Do nieustającego harmidru zdolnego trząść ziemią nie da się przyzwyczaić.
    - No, chłopaki. Plan „Huragan” już się rozpoczął, a nas przygwożdżono do jakiegoś miernego okopiku na bagnach.
    - Aż tak bardzo kochasz adrenalinę, Lott? Ciesz się tą chwilą spokoju, bo jeśli nam się uda, będziemy wkurwiać Imperialistów na pierwszej linii przez kilka dni!

    Wtem prostokątna szara krótkofalówka, przypięta do głębokiej kieszeni ziemistoszarej bluzy mundurowej szturmowca stojącego najbliżej Hansa zaczęła niewyraźnie trzeszczeć. Odpiął ją w wyraźnym pośpiechu, klnąc niezrozumiale.
    - Odbiór – zagrzmiało urządzenie.
    - Tu kapral Gerd Blecher, dowódca drużyny jedenastej z Piątego Batalionu Szturmowego – wymamrotał szybko do krótkofalówki. – Kto na częstotliwości?
    - Plutonowy Max Segert z Piątego Batalionu Szturmowego – przedstawił się czysto głos z urządzenia. – Normalnie przyszedłbym do was i wydał rozkazy twarzą w twarz, ale obecnie nie jest to możliwe. Boneheim nie przyjmuje do wiadomości żadnych informacji o zastopowaniu działań na naszym odcinku i każe nam brać dupy w troki, bo nie zamierza pokrywać większej linii swoją brygadą, a Hassler z sektora sąsiadującego musiał zatrzymać atak, bo był zbyt mocno rozciągnięty. Mamy 20 minut do rozpoczęcia przedstawienia, więc każ swoim ludziom sprawdzić sprzęt i amunicję. Za chwilę do okopu wparują uzupełnienia regularnej piechoty, jak i kolejne dwie drużyny szturmowe i sekcja Pionierów. Ale dla ciebie mam zadanie specjalne – jak przybędą, skrzyknij paru swoich ludzi, każ jakiemuś regularnemu rozstawić karabin maszynowy na całe pole i zróbcie zwiad na ziemi niczyjej. Będziecie ich w ten sposób prowadzić dalej. I nie angażujcie się w możliwe do uniknięcia wymiany ognia. Zwiad donosi, że stosunkowo niedaleko, na wprost od tego okopu Imperialiści postawili kilka posterunków, które osłaniają rejon trzęsawiska. Wywiad nie był szczegółowy, więc nie mamy pojęcia o liczebności wroga jak i jego uzbrojeniu, ale granaty dymne na pewno się przydadzą. Będę utrzymywał z całymi trzema drużynami dalszy kontakt radiowy. Bez odbioru.

    Wojskowy ponownie zaczepił krótkofalówkę o kieszeń bluzy i widocznie spochmurniał.
    - Siegel, Weber i Schwender, idziecie razem ze mną. Będziemy bawić się w pasterzy prowadzących ślepe owieczki.
    Wówczas w oddziale szturmowym zapanowało małe poruszenie. Czterech mężczyzn widocznie wyszło z grupy i ustawiło się po bokach odnogi. Po paru minutach do okopu zaczęły napływać wspomniane przez plutonowego uzupełnienia. Pierwszą falę stanowiła regularna piechota, która wkrótce rozlała się po całym okopie. Blecher dostrzegł wśród nich erkaemistę dzierżącego czarny karabin maszynowy z długą, lufą osłoniętą chłodnicą w romboidalne figury. Najbardziej w oczy rzucał się szarawy magazynek łukowy, sterczący z góry broni, a także mała wajcha po prawym boku oręża oraz niepasująca do pomalowanej jakby smołą blachy drewniana kolba. Dowódca drużyny szturmowej po krótce kazał mu się rozstawić na jednej z pozycji strzeleckich oraz obserwować teren, co żołdak zrobił bez wahania.

    Drugą falę stanowiły obiecane kolejne drużyny szturmowe, nieróżniące się niemal niczym od tej już stacjonującej w okopie, poza jedną szturmowiec, która na plecach nosiła dotychczas niespotykaną wcześniej konstrukcję – niedługą, zgrabną broń z łożem z jasnego drewna o krótkiej lufie, osłoniętej cienką chłodnicą i rzucającym się w oczy okrągłym, ślimakowym magazynkiem, skierowanym ukośnie do tyłu.

    Zaraz za nimi weszli osławieni Pionierzy, w swoich musztardowych spodniach i szarych pokrowcach na hełmy. Byli uzbrojeni po zęby tak samo jak szturmowcy. Trzech z nich nosiło krótkie karabinki powtarzalne Wz.1899(L) jak i potężne wiązki granatów w specjalnych bladożółtych torbach, czwarty z kolei z dumą dzierżył skonwertowany pistolet samopowtarzalny od Lambdy, konkretniej Wz.1908 ze znacznie wydłużoną lufą, dołączaną drewnianą kolbą oraz magazynkiem ślimakowym, takim samym jak u świeżego konstruktu na plecach jednej ze szturmowców. Najbardziej godnym uwagi był jednak piąty rosły, barczysty pionier z maską przeciwgazową na twarzy, który w rękach trzymał coś przypominającego długą stalową rurę z zaworem w kształcie dźwigni, połączonej z kolistym srebrzystym zbiornikiem przypominającym oponę, który to nosił na plecach.

    Blecher zamienił parę słów z każdym z innych dowódców tych drużyn, po czym widocznie niepocieszony całym zamieszaniem spojrzał na trójkę stojących nieopodal odnogi żołnierzy, w tym na samego Hansa.
    - Macie jakiś ważniejszy przydział w tym okopie?
    - Nie – odezwał się od razu Reinhardt, niewiele myśląc.
    - No to w takim razie to jest wasz szczęśliwy dzień! – ogłosił z udawaną radością. – Idziecie za nami i nas osłaniacie. Jakby zrobiło się gorąco, strzelajcie do wszystkiego co się rusza. I trzymajcie głowy nisko.
    - Po cholerę bierzemy ich ze sobą? – oburzył się jakiś zarośnięty żołdak. – Będą nam jedynie przeszkadzać!
    - Wolę mieć osłoniętą dupę w czasie przechodzenia przez nagie jak ślimak bez skorupy pole niż mieć ją tak samo gołą jak ono.
    - Jak uważasz – westchnął z rezygnacją.

    Czterech infiltratorów bez żadnych dalszych słów ruszyło ku wyjściu z okopu. Hans i Reinhardt spojrzeli na siebie w milczeniu i pokręcili głowami, po czym ruszyli za nimi.

    Ines
    Ptaków w tym lesie było dosyć sporo. W cichszych epizodach działań wojennych można nawet usłyszeć, jak rozkosznie śpiewają w koronach drzew. Ich słodkie świergotanie kończyło się jednak zazwyczaj bardzo szybko. Stalowa burza po prostu musi być głośna, a skrzydlaci przyjaciele, często umilający czas pobytu w piekle, nie znosili hałasów i w mig znikali, jakby w ogóle ich nie było. Widocznie teraz również nieustająca wojenna symfonia nie przypadła im do gustu, bo Ines nie była w stanie dopatrzeć się żadnego przez szkła lornetki.

    Gdy jej poszukiwania spełzły na niczym, okrągłe okulary przyrządu optycznego spoczęły nieco niżej. Na nieprzejrzyste z dołu gęstwiny. Obserwacja wciąż była utrudniona z powodu dużych liści, które obecnie stały się największym problemem, ale nie było aż tak tragicznie. Przez długi czas nie była w stanie dostrzec żadnego ruchu w zielonych krzaczorach, poza delikatnym tańcem liści, muskanych lekkim wiaterkiem. Okolica wydawała się być spokojna i gdyby zastąpić destrukcyjny dla uszu koncert artylerii naturalną operą opierzonych istot, byłoby tutaj całkiem miło.

    Dokładnie przeleciała po możliwym do dostrzeżenia z korony drzewa obszarze jeszcze dwukrotnie, z takim samym skutkiem – nie widać ani leśnych śpiewaków, ani żądnych krwi Imperialistów. Gdy nagle w oczy rzucił jej się jakiś widmowy kształt, który pojawił się na skraju możliwego do zaobserwowania przez nią obszaru. Przyjrzała się mu bardziej. Postać chodziła stosunkowo prosto i przez ziemistoszary kolor munduru, charakterystyczny dla armii anschreickiej, nie zauważyła jej od razu. W żołnierzu było coś dziwnego. Pierwsze, co wpadło jej w oczy, to obecność szerokich zaschniętych plam krwi na bluzie mundurowej, dzięki którym w zasadzie go zauważyła. Do tego nie nosił żadnej broni. Był do niej ustawiony bokiem i wpatrywał się w ziemię, co w połączeniu z szerokim daszkiem hełmu uniemożliwiło dostrzeżenie jego twarzy. Wyglądał na poważnie rannego, a mimo to poruszał się stosunkowo szybko. Wykonywał skoordynowane ruchy i bardzo prędko zniknął za kolejnym krzakiem. Nie kierował się wprost na pozycję ogniową.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

      Właśnie dostrzegła pierwszy minus wojny - brak ptactwa. Szkoda, bo tak bardzo lubiła je oglądać. No, dobrze z perspektywy zadania, bo miała przynajmniej jeden, konkretny cel - wypatrywać Imperialistów. Jednak tych również nie uświadczyła, jak w zasadzie czegokolwiek innego poza wojenną zawieruchą. To dobrze, bo najwyraźniej nikt nie planował odwetu czy ataku. Jeśli nic nie wypatrzy w najbliższym czasie, to poszuka innej pozycji, a nuż przez nią nic nie widzi. Imperialiści potrafią być jednak cwani i mogą szykować atak z innej strony.
      Wtedy, jakby w odpowiedzi na jej marudzenie, coś zauważyła - rannego sojusznika - ale… jakim cudem mimo ran tak sprawnie i dobrze chodził? A do tego gdzie? Do medyka? Warto o tym informować? Hm, w sumie póki co nie, bo po co. Skupi się bardziej na próbie ponownego dostrzeżenia rannego; jak będzie zmierzać w ich kierunku to poinformuje resztę, aby nie strzelali. Wypatrywała go w okolicy krzaków do których wlazł, aby móc dojrzeć jego ewentualny ruch. Oczywiście w dalszym ciągu większą uwagę poświęcała lustrowaniu okolicy za Imperialistami. No, poza tym jednym momentem, kiedy faktycznie ten obcy był ważniejszy. Zabije się, jeśli akurat w tym czasie przeszedł jej przed nosem cały jeden batalion…



  • Hans
    Chłopak odruchowo odwrócił się w stronę skąd dochodziły huki. Faktycznie ostro walili, przyznał rację w myślach losowemu szturmowcowi. Bardzo nie chciałby być bliżej źródła dźwięków oraz miejsca docelowego pocisków. Póki co może sobie tyko wyobrażać co się dzieje w obu miejscach i obok artylerii i w kraterach po wybuchu. Oby nigdy nie skonsultował swych wyobrażeń z rzeczywistością. Reszty rozmowy szturmowców za bardzo nie słuchał, pogrążony we wcześniej wspomnianych rozmyślaniach.
    Krótkofalówka jednak, skutecznie wyrwała go ze sfery marzeń do rzeczywistości, skupiając na sobie uwagę młodego. Początkowo rozumiał niewiele, ale nie znaczy to że nic. Na wspomnienie o którymś regularnym, przełknął nerwowo ślinę, modląc się by to nie był on. Miał na dzisiaj zdecydowanie dużo wrażeń, niepotrzebne jest mu mieszanie się w kolejne przygody i strzelaniny, cudem przeżył tę jedną.
    I ponownie jego rozmyślania zostały przerwane, nagłym nadejściem uzupełnienia, w sumie dla Hansa niewiele ciekawego, może z wyjątkiem tych ludzi z wyraźnie innym wyposażeniem i chyba dosyć wysoką funkcją. Ależ dużo się zadziało w tak krótkim czasie.
    Oj, zwrócono na nich uwagę, może akurat zdąży odpowiedzieć, że tak… A niech Cię Reinhardt, po coś się odzywał? Po usłyszeniu co mają zrobić, wolałby już chyba rozstawiać ten karabin maszynowy. No nic, bez słowa sprzeciwu, no bo jak mógłby go wyrazić, ruszył za żołnierzami. Nie dane mu było odpocząć dłuższą chwilę i już musiał zostać wplątany w dziejący się dookoła incydent…


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Ines
    ///Batalion to ok. 300-700 żołnierzy, więc bardzo ciężko, żeby taka jednostka przeszła niezauważona przez tak wąską połać terenu.///

    Ines co raz spoglądała przez lornetkę na krzaki, za którymi zniknął ranny oraz resztę przedpola. I nie była w stanie dostrzec zupełnie niczego. Ani Imperialistów, ani chociażby miejscowej fauny. Ta mała część sektora, nie biorąc pod uwagę bardzo bujnej roślinności i kilku żołdaków, sprawiała wrażenie nienaturalnie martwej. Wszystkie zwierzęta mogły się pochować w swych ciemnych kryjówkach pod wpływem hałasu, ale od ostatniego bliskiego wystrzału minęło już trochę czasu. Na samym drzewie nie uświadczyła nawet smukłej, szarawej jaszczurki drzewnej, które powinny być tutaj widokiem pospolitym. Ba, nie uświadczyła nawet tłustych gąsienic o bogatej gamie kolorów, pasących się na rozłożystych liściach.

    Do tego jeszcze widok szybko kroczącego rannego. Widok zakrwawionych sylwetek z całą pewnością nie należy na froncie do rzadkości, ale wyglądało to trochę niepokojąco. W tym wszystkim nie pomagało również to, że w ogóle nie widziała, by w jakikolwiek sposób wychodził z krzaków, w których to chwilę temu zniknął. Rozpłynął się w powietrzu? Zasłabł z powodu odniesionych ran? Przysiadł na chwilę, by odpocząć? W każdym razie, na pewno nie zaobserwowała, by je opuszczał.

    Te dwie rzeczy nie zwiastowały niczego dobrego. Ale były niczym w porównaniu z tym, co miało za chwilę nadejść.

    Wtem bez jakiegokolwiek ostrzeżenia las został wstrząśnięty krzykiem, który swym brzmieniem przyćmił nawet walącą w oddali artylerię. Nie był to jednak zwykły wrzask. Był wyjęty wprost z najgorszych sennych mar. Na początku brzmiał stosunkowo ludzko, jak przeraźliwie podnoszący głos mężczyzna, by z czasem przejść w coś, co w ogóle nie mogłoby wyjść z ludzkiego gardła. W jeżący włos na głowie przeciągły, niski ryk, który w mig rozniósł się między drzewami. Nie przypominał on niczego, co młoda kobieta kiedykolwiek w życiu słyszała. Brzmiało to tak obco, nierealnie, że przez chwilę miała wrażenie, że to, co wydało ten mrożący krew w żyłach dźwięk, w ogóle nie należało do tego świata. Że jest całkowicie spoza niego, ale jednak się w nim znalazło.

    Potworny wrzask niósł się jeszcze donośnym echem przez dobry kawałek czasu, aż w końcu ucichł, zostawiając wszystkich, którzy go słyszeli w osłupieniu. Czy to, co zostało zarejestrowane przez ich uszy było na jawie? Mimo swej obezwładniającej głośności obserwująca z gałęzi Ines nie była w stanie dokładniej oszacować, z której strony on pochodził. Ale raczej nie był blisko. Raczej. Tak czy siak na pewno nie dostrzeże tego w szkłach lornetki.

    - Zejdź – usłyszała z dołu. –Musimy iść.

    Hans
    - Po co się odzywałeś, baranie? – Heinrich cicho skarcił swojego kompana. – Życie ci do reszty zbrzydło?
    - Odruchowo – usiłował się tłumaczyć.
    - Nie odstawajcie za bardzo z tyłu – wtrącił się jakiś szturmowiec. – Jedyne, czego nam teraz brakuje to wolniejsze przenikanie.

    Oddział awangardowy po chwili znalazł się przy wyjściu z okopu. Przedpole faktycznie było nagie jak ślimak pozbawiony swojej muszli, ale nie było całkowicie równe. Znajdowało się tam sporo całkiem głębokich dołów, przede wszystkim po prawej stronie, których można użyć jako chwilowych punktów spoczynku przed następnym ruchem. Najbliższy z nich był jakieś dziesięć, może dwanaście kroków od wyjścia i jeżeli się w nim położy, to mniej więcej da osłonę całego ciała. Dalej jednak nie było już tak bogato – teren zdawał się być bardziej spłaszczony. Ale tu na pomoc przyszły wgłębienia po ostrzale artyleryjskim. Jedyną ich wadą było to, że były położone dość daleko od siebie i by w miarę szybko używać ich jako osłony, trzeba się nieco nabiegać. A wszechobecne błocko w tym nie pomoże.

    Środek z kolei wyglądał na świetną strefę śmierci – był niemalże idealnie płaski. Miejsce nadające się w sam raz na bycie skoszonym przez ukryty kaem wroga. Z drugiej strony, jego przebycie zajmie najmniej czasu.

    Oraz lewa strona, wyglądająca znacznie bardziej obiecująco w kwestii osłon. Parę metrów od wyjścia znajdował się płytki rowek, po którym można się przeczołgać, by dotrzeć do głębokiego rowu melioracyjnego wypełnionego wodą, rozciągającego się prawie do samego krańca, będącego szerokim pasmem roślinności. Prawdopodobnie to przez właśnie tę pozycję Imperialistom udało się przejść przez większość czasu niezauważonymi. Ale od zimnej wody z łatwością można było się pochorować. Samo jego przebycie też zajmie trochę czasu, a sam osłonowy dar może stać się śmiertelną pułapką, jeśli ktoś po drugiej stronie zauważy, że kilku piechociarzy próbuje przeczołgać się i go przekroczyć.

    - Unikajcie przechodzenia środkiem, chyba, że chcecie zostać skasowani – dowódca drużyny splunął na błotnistą ziemię. – Idziemy rozproszeni, nie stójcie zaraz obok siebie. Musimy przedostać się do tych krzaków po przeciwległej stronie. Łby nisko i lepiej dobrze planujcie swoje ruchy. Nie wystawiajcie swoich ciał za osłony zbyt długo, to może uda wam się przeżyć. Ruszamy!


Log in to reply