Karty postaci


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Imię:
    Nazwisko:
    Pseudonim:
    Wiek: (13-59 lat)
    Powód pojawienia się w Krainie: (sprawdź podstawowe informacje)
    Statystyki: (patrz system)
    Charakter: (można ukazać w grze, ale raz wybrany nie można zmienić bez powodu)
    Historia: (Krótki opis, kim postać była w Świecie)
    Zainteresowania:
    Ubiór:
    Wygląd:
    Kilka słów od siebie: (To, co się nie wcisnęło powyżej)



  • Nazwisko: Kim
    Imię: Dokja
    Pseudonim: Białas (Przez to, iż ma typową urodę europejską)
    Wiek: 25 lat
    Powód pojawienia się w Krainie: Pocisk karabinu przebił jego serce, gdy zbierał się do powrotu. Został wystrzelony przez dawnego Jokera, który zdołał powrócić.
    Statystyki: Morfologia: 1 Reakcja: 1 Kognicja: 1 HP: 10
    Charakter: W grze.
    Historia:
    Zatraciłem się w świecie hazardu.
    Odwróciłem się od mojej rodziny i porzuciłem swoją ukochaną.
    Zmarnowałem każdy dzień mojego życia.
    Życia śmiercia.
    Otoczenie powtarzało - Cokolwiek nie zrobisz, nie będzie to miało wartości.
    By zmienić moje mizerne życie, zostałem szeregowym.
    Ale historia zatoczyła koło.
    Zastanawiałem się, czy na końcu tej długiej drogi, zaznam w końcu zbawienia.
    Ale zostałem pokonany przez niesprzyjający mi świat.
    Wieża, którą wytrwale budowałem, obróciła się w proch.
    Chociaż raz, chciałbym poznać prawdę o samym sobie.
    “Jesteś tu nowy, co?”
    Tym razem, już się nie zawaham.
    Zainteresowania: Niegdyś karty, książki i broń palna. Teraz… Chęć doznawania.
    Ubiór:
    Poniżej
    Wygląd:
    text alternatywny
    Kilka słów od siebie: Tym razem będę się trzymał linii fabularnej. No i ma bliznę na czole po kuli, mimo iż normalnie Jokerom rany nie zostają.



  • Imię: Natasha.
    Nazwisko: Tretiakova.
    Pseudonim: Rodzice czasami nazywali ją Natashenka, co sama dziewczyna uznawała za dość bezsensowne. Czemu zdrobnienie miałoby być dłuższe od normalnego imienia? Czy to nie mija się kompletnie z celem, mamo? Natashenka ma aż ponad 42% więcej liter od Natashy! Czy nie możesz w końcu nauczyć się używać mojego imienia?
    Kumple nazywają ją zazwyczaj Nat. To jest sensowne przezwisko. Krótsze od imienia. Tak powinno być.
    Wiek: 17 lat, jej urodziny były zaledwie dwa tygodnie temu.
    Powód pojawienia się w Krainie: Wpadła tutaj kompletnie przez przypadek udając się na dość zwyczajny dla niej spacer do pobliskiego parku.
    Statystyki:
    Morfologia: 0
    Reakcja: 1
    Kognicja: 2
    Hp: 10
    Charakter: Natasha spędza większość swego życia chodząc na rave’y, paląc pety z kumplami za swoim blokiem lub rozbijając dla zabawy szklane przedmioty o drzewa w pobliskim parku. Łącznie straciła pewnie więcej czasu na każdej z tych rzeczy z osobna, niż na uczęszczaniu do szkoły, którą uznaje za kompletnie zbędną. Nie, żeby Natasha była jakoś specjalnie głupia lub miała problemy z nauką. Wręcz przeciwnie, jest ona dość inteligentna i radzi sobie bez problemu z większością omawianych przez nauczycieli tematów. Zdaje sobie jednak sprawę z sytuacji finansowej swej rodziny oraz wynikającym z niej braku szansy na jakąkolwiek edukację wyższą. A po co ma się starać, skoro i tak pewnie skończy jako kasjerka w warzywniaku?
    Po krótkiej rozmowie z Natashą można stwierdzić tyle, że dziewczynie brakuje jakiegokolwiek filtra. Mówi wszystko, co tylko przychodzi jej na myśl, przez co wydaje się dość złośliwa. Często zachowuje się także dość lekceważąco względem jakichkolwiek autorytetów takich jak jej nauczyciele lub policja. Jedyne osoby, które wydaje się szanować, to swoja rodzina (stale na nich narzeka, ale ostatecznie jest dobrą córką i, gdy akurat nie jest zajęta marnowaniem czasu z znajomymi, robi wszystko, by pomóc swym rodzicom) oraz pracownicy sklepów oraz różnych restauracji (jebać kapitalizm, znajdujący się nisko pracownicy są dla Natashy jak bracia, joł).
    Mimo budowania wokół siebie aury złośliwego dupka, Natasha jest tak naprawdę dość troskliwa oraz miła, jeśli pozna się ją lepiej. To znaczy, wciąż obraża każdego przez swój brak filtra, ale, gdy przyjdzie co do czego, byłaby gotowa oddać życie za swoich znajomych lub rodzinę.
    Historia: Najstarsza córka biednej rosyjskiej rodziny mieszkającej pośrodku jakiegoś zadupia nazwanego Vsevny (totalnie fikcyjne miejsce, nie chciałam bawić się w szukanie prawdziwych wiosek, które pasowałyby do postaci). Ma dwie młodsze siostry oraz brata, którzy są, jej zdaniem, najbardziej wkurzającymi istotami na tej planecie. Jej ojciec pracuje na czarno na budowlance a matka jest bezrobotna, bo ktoś musi pilnować, by jej trzy najmłodsze gobliny z waginy się nie pozabijały.
    Natasha nie miała zbyt interesującego życia. Radziła sobie wyśmienicie z nauką w podstawówce, ale przestała interesować się nią niedługo po swoich 14 urodzinach. Od tamtego czasu jej życie jest dość powtarzalne. Rave za ravem, fajka za fajką, rozbita o drzewo butelka za rozbitą o drzewo butelką. W tym czasie znalazła dość dużą grupę pobliskiej młodzieży o równie pesymistycznych wizjach na temat przyszłości, nienawiści do kapitalizmu oraz miłości do rave’ów
    Do Krainy trafiła przez przypadek, gdy udała się na zwykły spacer do pobliskiego parku. No cóż, wszyscy nazywają to parkiem, ale wygląda on bardziej jak las z jedną kamienną ścieżką idącą przez środek. Mama Natashy zawsze mówiła, że dziewczyna pewnego dnia się w nim zgubi, jeśli będzie tam ciągle łaziła samemu. I, no cóż, wygląda na to, że miała ona trochę racji
    Zainteresowania: Poza rave’ami i spędzaniem czasu z znajomymi, o których napisałam już całkiem dużo powyżej, Natasha lubi słuchać muzyki. Jako dziecko chciała nawet przez jakiś czas zostać piosenkarką, jednak porzuciła ten plan mniej więcej w tym samym czasie, co edukację. Mimo to wciąż kocha słuchać muzykę. Jej ulubione gatunki to punk rock, garage rock, alternatywny rap oraz post rock.
    Ubiór: Początkowo planowałam pójść full rosyjska dziewczyna lubiąca rave’y i dać jej dres, ale uwiódł mnie obrazek z wyglądu, przez co zmieniłam plany. Natasha ma więc na sobie czarny, dość cienki sweter; stary, jednak wciąż sprawny brązowy płaszcz; zielony szalik w paski; jeansy z dziurami na kolanach i podwiniętymi nogawkami (trudno stwierdzić, czy są takie z wyboru, czy Natasha po prostu nosi uszkodzone spodnie, które są na nią odrobinę za długie) oraz nieco zniszczone czarne trampki.
    Wygląd:

    Kilka słów od siebie: Natasha jest naturalnie blondynką o bardzo jasnych włosach, ale rozjaśnia je, by uzyskać biały kolor, bo czemu by nie? Wygląda fajniej niż zwykły blond.
    Tak, dodałam to, bo poczułam, że moja postać nie może mieć białych włosów bez wyjaśnienia, a na osobę z albinizmem nie wygląda, co triggerowało u mnie sesję główkowania dłuższą, niż cokolwiek innego w tej karcie postaci.



  • // *Włosów nie farbuje się na biało, tylko je się rozjaśnia.



  • //Dang, masz rację. Sorki memorki, ale włosy to dla mnie czarna magia. Już poprawiam



  • // Właśnie podzieliłem się z tobą większością mojej wiedzy, więc nie jestem dużo wyżej.


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Akcepcik



  • Imię: Lawrence Junior
    Nazwisko: Norrys
    Pseudonim: L. J.
    Wiek: 27
    Powód pojawienia się w Krainie: Wypadek z pewnym tajemniczym obrazem
    Statystyki:
    Morfologia: -1
    Reakcja: 2
    Kognicja: 2
    Hp: 10
    Charakter: Można by powiedzieć, ze wdał się w ojca
    Historia: Dzieciństwo miał niejako burzliwe. Jego ojciec był szefem dużego gangu złodziei, działającego na całym wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jego matka umarła gdy miał dwanaście lat, przez co to on musiał zajmować się młodszym rodzeństwem, kiedy jego ojciec zarabiał na życie cudzym kosztem. A jako że specjalizował się przede wszystkim w kradzieżach dzieł sztuki, w domu nie brakowało pięknych rzeźb i obrazów. Budziły one fascynacje Juniora w sztukę i tym samym w zawód ojca, choć temu udało się w czas naprostować syna. Nie mniej jednak nauczył go kilku sztuczek, od tak na wszelki wypadek.
    Lata mijały. Ojciec starzał się coraz bardziej. Co raz częściej mówił o “ostatnim skoku”, po którym mieli się wyprowadzić do jego wymarzonej rezydencji na Barbados. Kiedy rano po napadzie ojciec nie wrócił, LJ był zaniepokojony, a jego strach rósł wprost proporcjonalnie do upływających dni i miejsc które odwiedził podczas szukania go. Strach przerodził się w zdziwienie kiedy jego ojciec pewnego dnia wrócił tak po prostu. Ubrany był dokładnie tak samo jak w dniu jego zniknięcia, ale jego ubrania wciąż były czyste. Wyglądał tak samo, ale wydawał się odmieniony. No i towarzyszyła mu pewna młoda i nienaturalnie blada dziewczyna o nader ciętym języku. Opowiedział mu niezwykłą historię o świecie pełnym magii, elfów, dziwnych zmiennokształtnych stworzeń i talli kart której zebranie miało zagwarantować mu wolność. Przyjął tę opowieść z lekkim sceptycyzmem; cieszył się że jego ojciec wrócił i ostatecznie skończył z gangsterkom i spełnił sen o domu na Barbados.

    Od tego czasu minęło kilka lat. L.J w międzyczasie rzucił studia biologiczne na rzecz historii sztuki którą ukończył z wyróżnieniem a dzięki znajomościom (i pieniądzom) jego ojca dostał po nich pracę jako asystent kustosza największej galerii sztuki w Miami. Pracował tam trochę czasu i na prawdę lubił swoją pracę. Pewnego dnia został po godzinach by skatalogować dzieła sztuki w magazynie. Kiedy już miał kończyć, w głębi pomieszczenia znalazł nieznany mu obraz. Nigdy wcześniej go nie widział i nie było go w dokumentach galerii. Podszedł do obrazu by go dokładniej zbadać, a wtedy…
    Zainteresowania:
    Wszelkiej maści dzieła sztuki i literatura, a po części także i biologia
    Ubiór: v
    Wygląd: text alternatywny
    (Nie udało mi się znaleźć odpowiedniego arta, ale ogólnie z wyglądu jest bardzo podobny do Lawrence’a. Ma też brodę i czarne włosy.)
    Kilka słów od siebie: ;3


  • Black Wonderland

    Imię: Eva
    Nazwisko: Bondevik
    Pseudonim:
    Wiek: 23
    Powód pojawienia się w Krainie: Samobójstwo.
    Statystyki:
    Morfologia 0
    Reakcja 2
    Kognicja 1
    HP 10
    Charakter: Spokojna, zdystansowana dziewczyna. Nigdy nie nauczona okazywania emocji ani stania w centrum zainteresowania. Za to nihilizm wręcz się z niej wylewa - każdy kto z Evą rozmawiał podejrzewał że jej samobójstwo to tylko kwestia czasu. Niezbyt ceni życie, biorąc je garściami i dusząc się konsekwencjami. Dzięki temu utworzyła sobie wzory bezpiecznych zachowań, do których sięga za każdym razem gdy nie wie jak zareagować. Nie jest pewna czy potrafi utrzymywać relacje; szczególnie te na dłużej, ani czy potrafiłaby się dla kogoś poświęcić.
    Historia: Rodzice Evy podobno zginęli, gdy ta była zbyt mała by to zapamiętać. Wychowana więc została w domu dziecka, leżącego gdzieś na przedmieściach Oslo. Nigdy się nie wybijała ponad grupę, nigdy też nie zwracała na siebie uwagi. Cicha, posłuszna - dziecko ideał, nigdy nie sprawiające problemów.
    Wszystko zmieniło się, gdy Eva zaczęła stawać się nastolatką. Wciąż, co prawda, była spokojna w porównaniu do swoich rówieśników, ale jednocześnie jej zachowania stawały się coraz bardziej skrajne. Uciekanie z ośrodka, libacje alkoholowe, narkotyki brane gdzieś po kryjomu, a jak się nie udało uciec to problemy z policją. Nie wydawała się martwić o swoją przyszłość, bo już za młodu wiedziała, że jej nie będzie.
    Skończyła szkołę, opuściła dom dziecka, zaczęła pracować. Nie zmieniło to jednak jej podejścia, ani samobójczych planów.
    Niedługo po swoich 23 urodzinach zawiesiła swój ulubiony pasek na klamce w wynajmowanym pokoju.
    Zainteresowania: Imprezy, alkohol, szybkie samochody i niebezpieczne życie.
    A tak naprawdę; Eva lubi historię oraz kulturę Francji. Interesuje ją także sam francuski, którego nauczyła się w dość młodym wieku. Przepada za muzyką klasyczną, miło spędza jej się czas gotując oraz piekąc, a od czasu do czasu polowała na aukcjach internetowych na kryształy górskie i inne kamienie.
    Ubiór:
    Brązowa, luźna koszula z krótkimi rękawami bezpardonowo wsadzona w białe, materiałowe szorty. Posiada również złoty łańcuszek z medalikiem w kształcie monety.
    Wygląd:
    bd259823-0cd8-4dad-8d09-bc68d1ee923a-image.png
    Kilka słów od siebie:


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Akcept



  • Imię: Angelika
    Nazwisko: Windfield
    Pseudonim: Brak
    Wiek: 19 lat
    Powód pojawienia się w Krainie:
    Przeszła przez przejście w ogrodzie
    Statystyki:
    Morfologia - 0
    Reakcja - 1
    Kognicja - 2
    Charakter:
    Wesoła, pełna wigoru dziewuszka. Mimo bogatych rodziców, nie zachowuje się w ogóle jak rozpieszczona, nieznośna dziewczynka. Mało tego, bardzo lubi dzielić się z innymi! Stale się uśmiecha i rzadko traci pozytywne nastawienie.
    Historia:
    Angelika urodziła się w bogatej, nieco snobistycznej rodzinie w Londynie. Od małego była szkolona by zostać damą i godnie prezentować. W tym też celu rodzice wynajęli dla niej nauczycielkę, której Angelika szczerze nie lubiła i chyba ta niechęć była odwzajemniana. Jeszcze w obecności rodziców dziewczynka się starała i prezentowała w miarę dobrze, trudno by po tylu latach ćwiczeń tego nie robić, ale kiedy tylko odchodzili… Już odzywała się w niej jej dziecięca natura. Broiła, niszczyła, wszędzie było jej pełno. Służba nie miała z nią lekko, ale i tak ją kochali, bo nie była przy tym wredna, a zwyczajnie była dzieckiem. Znała nawet kilka normalnych dzieci, mimo tego iż w okolicy było kilka bogatych domów. Prawdopodobnie dzięki poznaniu ich, ostatecznie nie wyrosła na snobkę.

    W sumie to reszta jej życia właśnie tak wyglądała. Chodziło na snobistyczne bale pełne snobistycznych dzieci snobistycznych rodzin, uczyła się pod czujnym okien nielubianej, jak zaczęła ją potem nazywać, niani i wymykała się z domu na spotkania z normalnymi przyjaciółmi. Co było łatwe, bo całą służbę miała po swojej stronie, któż mógłby oprzeć się jej cudownemu urokowi? Ale w końcu nadszedł przełomowy moment w jej życiu, dzień do którego przygotowywała się tyle lat. Jej pierwszy, poważny bal w towarzystwie poważnych dorosłych.

    W domu od rana panowało poruszenie i wrzawa, wszyscy byli podekscytowani pierwszym balem Angeliki, który miał się odbyć już dziś! Niania chyba najmocniej zadziwiła Angelikę, uśmiechając się po swoim szpakowatym nosem. Dziewczyna mogła przysiąc, że pierwszy razi widzi na jej twarzy coś, co nie wygląda jak grymas zniesmaczenia faktem, że musi ją dalej oglądać. Wszyscy jej gratulowali. Potem pojechała kupić suknię, zjeść obiad i w końcu trafiła na bal. Nie spodziewała się, że będzie się tam aż tak nudzić, na tyle, że postanowiła pozwiedzać okoliczny ogród, który wydawał się istnym lasem. Ruszyła do niego, uważając by nie uszkodzić sobie sukni. Szybko znalazła z niego wyjście, jednakże nie spodziewała się tego, co zastanie po drugiej stronie.
    Zainteresowania:
    Chcąc nie chcąc to savoir vivre
    Książki wszelkiej maści
    Filmy
    Ubiór:

    Wygląd:

    Kilka słów od siebie:
    Charakter skąpy, ale to dlatego że nie wiem ile z jego zamysłu będę ostatecznie odgrywał, a ile mi się zmieni po kilku postach.
    A i wyglądu bez tego gówno tła nie mogłem znaleźć


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Akcept


  • Metro 2035

    Imię: Adahy
    Nazwisko: Holback
    Pseudonim: Drago, Szeregowa
    Wiek: 20 lat
    Powód pojawienia się w Krainie: Samobójstwo, a dokładniej postrzał szczęki, naruszenie tkanek mózgu i krwotok wewnętrzny.
    Statystyki:
    - Morfologia: 3
    - Reakcja: 2
    - Kognicja: -2
    Charakter: Adahy jest osobą niezwykle upartą i zawziętą. Potrafi poświęcić naprawdę wiele, by osiągnąć swoje cele. Nie jest ufna wobec innych, szczególnie tych posiadających władzę nad nią. Wierzy, iż wszystkie jednostki nieustannie walczą o dominację nad innymi i tylko wygrana w tej walce jest w stanie zapewnić szczęście i egzystencjonalną satysfakcję. Przez to Adahy ma wielkie trudności z uznaniem własnego błędu i przyznaniem się do niego. Często działa wbrew rozsądkowi i wybiera trudniejsze rozwiązania, by zachować pozór swojej racji. Nosi w sobie podświadomy strach wobec otaczających ją ludzi, wręcz paranoidalnie bojąc się o swoją pozycję, dlatego nigdy nie udało jej się zdobyć szerokiego grona znajomych, a wobec nieznanych jej osób jest wrogo nastawiona, chyba że te szybko poddadzą się jej woli. Szybko traci spokój i nawet niewielkie rzeczy mogą doprowadzić ją do gniewu. Nie ma oporów przed obscenicznym wyrażaniem tego, co myśli. Jednak dziewczyna ma także silne poczucie odpowiedzialności za grupę, nad którą ma kontrolę. Szczerze zależy jej na ich szczęśliwym prosperowaniu, widzi siebie jako przywódczynię.
    Historia: Adahy nigdy nie zdołała poznać swoich biologicznych rodziców, co szybko okazało się jedną z najbardziej trapiących ją bolączek, szczególnie w okresie późnego dzieciństwa i nastoletniego życia. O swoich pierwszych latach nie mogła powiedzieć wielu rzeczy. Krótko po urodzeniu została adoptowana przez silnie religijną rodzinę, która po kilku latach popadła w srogie tarapaty finansowe i zdecydowała się na oddanie jej z powrotem do domu dziecka. Tam, po kilku miesiącach samotności, została ponownie adoptowana, tym razem przez kobietę cierpiącą na bezpłodność, Mary Holback.

    Mary Holback nie wiodła szczęśliwego życia. Jej relacja z mężem, Adamem, została zdewastowana po otrzymaniu wyników od lekarza. W ciągu kilku kwartałów ich małżeńskie życie zamieniło się w smutną marę. Adam nie mógł pogodzić się z brakiem biologicznego dziecka, a winą za to obarczał Mary, nierzadko wyżywając na niej swoją frustrację. W desperackiej próbie ratowania swojej rzeczywistości, Mary postanowiła zaadoptować dziecko, myśląc, że mąż potraktuje je jak swoje. Sfałszowała jego podpisy i w dwójkę stali się prawnymi opiekunami dziewczynki, jednak już po przekroczeniu progu mieszkania zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo się pomyliła.

    Pierwszym, czego Adahy doświadczyła w nowym domu, to huczna kłótnia jej nowych opiekunów, podczas której Adam wyrzucił ją za próg mieszkania. Prawie dosłownie. Między nim, a małżonką przetoczyła się kawalkada słów, chwilę później w powietrzu zaświszczała zastawa stołowa, a finałem całego zdarzenia były rękoczyny. Adahy oglądała to wszystko przez szybę, wspiąwszy się na parapet. Z przejęciem przylgnęła do szkła, chłonąc każdy krzyk i każdy cios. Nie rozumiała dlaczego pani Mary siedziała w kącie, podczas gdy pan Adam wygłaszał swoją tyradę, co raz unosząc dłonie. Adahy bała się pana Adama, ale w miarę tego, jak obserwowała jego czyny, czuła do niego coraz większy… podziw. Tak, pan Adam potrafił zapanować nad ludźmi wokół niego, nie mogła mu tego odmówić.

    W końcu małżeństwo przystało na kompromis. Adahy będzie córką, ale Mary Holback. Adam nie miał zamiaru mieć z tą “poplamioną beksą” nic do czynienia. Kobieta musiała przystać na te warunki, ale gdzieś w głębi jej serca tliła się także nadzieja na to, że być może jej małżonek z czasem przemyśli swoje błędy i zobaczy w Adahy dziecko, którego nie mogli mieć.

    Myliła się. Adahy stała się dla Adama jedynie kolejnym obiektem, na którym mógł bez przeszkód wyładowywać swoje frustracje. I choć Mary próbowała jej bronić, to zwykle kończyło się to tragicznie dla ich obojga. Za każdym razem, gdy to się działo, Adahy patrzyła na przybraną matkę z żalem. W końcu dlaczego była słaba? Powinna postawić się panu Adamowi. Oddać mu silniejszym ciosem. Pan Adam dzięki temu wygrywał i rządził. Dlaczego pani Mary nie mogła tak samo? Czasami Adahy pytała o to. Najczęściej w odpowiedzi dostawała bezsilne milczenie i smutny wzrok. Nie ustępowała. W końcu jej odpowiedzią stał się cios otwartej dłoni w policzek.

    Adahy wspomina ten dzień jako moment, w którym udało jej się przejrzeć na oczy. Mary jej nie pomoże. Sąsiedzi zatykali uszy. Była sama.

    Dlatego sama musiała zadbać o siebie. W wieku dziewięciu lat zaczęła planować najróżniejsze sposoby na to, jak zemścić się na silnym ojczymie i bezsilnej macosze. Na swym poddaszu wieczorami ćwiczyła widowiskowe ciosy i kopnięcia, kopiowane z starych filmów. Każdego dnia przygotowywała się do tego, by pokonać dorosłych w walce i gdy już nadszedł na to czas… Zdołała trzy razy uderzyć pana Adama. Pan Adam uderzył ją raz i posłał z krwawiącym nosem z powrotem na poddasze.

    Kolejną próbę podjęła tydzień później. Tym razem była lepiej przygotowana. Znacznie lepiej, bo wykradła z pick-upa ojca jego myśliwską strzelbę. Choć i wtedy musiała przyznać, że przeceniła swoje siły. Do stolika, przy którym jej przybrani rodzicie spożywali kolację, podeszła rozdygotana i zapłakana. Oboje spojrzeli na trzymaną w jej dłoni broń. Mary zbladła na tyle, by jej skóra przybrała barwę papieru. Pan Adam zdążył wstać i wypowiedzieć kilka słów. Były najłagodniejszymi słowami, jakie kiedykolwiek skierował Adahy. Dziewczyna wystrzeliła, gdy jeszcze mówił.

    Śruciny zaorały całe udo pana Adama, posyłając go w głębię pokoju. Siła odrzutu wytrąciła strzelbę z rok dziewięciolatki, zostawiając ją w oszołomieniu, a wręcz odurzeniu. Zapach krwi, prochu i ogłuszenie po wystrzale. Mieszanka, którą zapamiętała na resztę życia. To, co zrobiła, zupełnie ją sparaliżowało, w osłupieniu przyglądała się krwawiącemu ojczymowi. Pani Mary zerwała się z krzesła i powaliła dziewczynkę. Policja przybyła na miejsce kilkanaście minut później.

    Sprawa sądowa była krótka i cicha. Wyrokiem sędziego Adahy została skazana na pobyt w ośrodku poprawczym dla młodzieży – czas nieokreślony. Adam nie spojrzał na nią, a pani Mary tylko raz, płacząc.

    W ośrodku pojawiła się tylko z tym, co miała na sobie i plecakiem ubrań. Dano jej osobny pokój, miało tak być do czasu, aż nie znajdą jej współlokatorów. Na początku polubiła to miejsce. To tutaj po raz pierwszy zamieściła wpis w swym “dzienniku”.

    Jej początkowy optymizm wobec ośrodka szybko stopniał, a dokładniej po pierwszych zajęciach z rówieśnikami, choć do końca nie można było nadać im takiej nazwy. Większość lokatorów placówki było o przynajmniej rok, dwa starszych od Adahy, nie wspominając o tym, że przeważnie byli to chłopcy. Na domiar złego dziewczynka odróżniała się od wszystkich przez swoją chorobę, nadającą jej skórze niecodziennego wyglądu. Lekcje, prowadzone przez niepanujących nad hołotą belfrów były koszmarem, a czas wolny i przerwy - walką o przetrwanie. Nie raz Adahy w panice zamykała drzwi swojego pokoju, tylko po to by przez kwadranse nasłuchiwać walących w nie dręczycieli. Często się odgrażała, ale nie przynosiło to dobrego skutku. Azyl znajdowała tylko w jeszcze jednym miejscu - klasie profesora Jaskółki.

    Profesor Jaskółka był kościstym, siwiuteńkim człowiekiem w podeszłym wieku. Zawsze ubierał nienagannie schludny, zamszowy garnitur i nie pasujące do niego okulary w krzywych, drucianych oprawkach. Chodził powolnym, żebraczym chodem, w dłoniach splecionych za plecami trzymając czarną teczkę. Był nauczycielem muzyki.

    Adahy poznała go zupełnym przypadkiem, gdy zatrzasnęła się w jego klasie w obawie przed innymi. Dopiero po szczęknięciu zamka okazało się, że nie jest sama w pomieszczeniu. Atmosfera zgęstniała jeszcze bardziej, gdy okazało się, że zamek zaciął się od silnego uderzenia i oboje musieli czekać na pomoc techniczną. Chcąc, niechcąc, Adahy została skazana na towarzystwo belfra.

    Jaskółka podzielił się nią herbatą i zagaił rozmowę. Sprawie manipulując jej przebiegiem w krótkim czasie dowiedział się wszystkiego o siedzącej przed nim dziewczynce. O tym, dlaczego tu trafiła, mając na myśli nie tylko klasę, ale i ośrodek. Po wielu minutach zapełnionych słowami i kiwaniem głową, pałeczkę dyskusji przejął profesor. Wierzył i chciał wierzyć w swoich podopiecznych. Z przejęciem opowiadał o jasności ukrytej w każdym z wychowanków oraz o ich działaniach, kierowanych nie złośliwością, a frustracją i bólem. Po długich kwadransach tej rozmowy, Adahy zaczęła poddawać się temu, co mówił. Też chciała wierzyć w jego teorie i była na to gotowa. Będzie lepiej, prawda? Musi tylko z nimi wszystkimi porozmawiać i nie dać się im, być “asełtywną”.

    Po półtorej godziny drzwi do klasy profesora Jaskółki otworzyły się i oboje opuścili pomieszczenie. Siwy człowiek poklepał ją po ramieniu i zaprosił na kolejną herbatę z blaszanego termosu. Oboje rozeszli się w swoje strony. Dziewczynka czuła się lekko jak nigdy.

    Tak było do momentu, w którym jeden z starszych chłopców nie napotkał jej tuż za rogiem i rzucił o ścianę. Twierdzenia profesora Jaskółki momentalnie straciły swoją wartość i rozsypały się po jej całym ciele wraz z piekącym bólem. Uciekła z powrotem do swego pokoju.

    Od tego czasu Adahy utwierdziła się w jednym - w życiu jest się samemu sobie. Inni nie mogą Ci pomóc. Tylko ona sama mogła to zrobić.

    Z wypchanych prześcieradłami ubrań stworzyła prowizoryczny worek treningowy. W wieku dwunastu lat zaczęła ćwiczyć siebie i swoje ciało. Czasami pomagały jej w tym poszarpane książki, skrzętnie wynajdywane w ośrodkowej bibliotece. Czasem pomagał w tym profesor Jaskółka, przemycający dla niej poradniki oraz zbiory reżimów treningów. Tak, Adahy wciąż utrzymywała z nim kontakt. Mimo tego co stało się w krótki czas po ich spotkaniu, w pracowni profesora mogła liczyć na ciszę, spokój i wnikliwą rozmowę, a jak wkrótce zdała sobie z tego sprawę, także o wiele praktyczniejsze korzyści płynące z znajomości z belfrem. Narzucona sobie surowa dyscyplina, ciągła walka z otoczeniem i pragnienie zdobycia siły powoli rzeźbiły glinę, jaką stała się mała Adahy Holback w rosłą, silną nastolatkę, jaką powoli stawała się Adahy Drago. Ona nie miała prezentów na gwiazdkę od rodziny i wizji rychłego powrotu do domu przed sobą. Liczyło się to, kim była teraz i w ośrodku.

    Na jej korzyść działał jeden z wielu czynników, jaki odróżniał ją od reszty osób osadzonych w placówce. Podczas gdy inni kończyli swoje wyroki i powracali, lub dopiero co przyjeżdżali jako świeże osoby, Adahy była stałą rezydentką. Była tym, co inni zastawali, gdy po raz pierwszy przekraczali mury budynku. Pamiętając to, co sama przeżywała podczas swoich początków w nowej rzeczywistości, każdego dnia starała się o to, by to właśnie ona była dla “nowych” powodem do strachu. Nie mogli jej skrzywdzić, jeżeli była tym, kto rządził. Pan tłum nie mógł oddać Pani Adahy. Gdy już wyznaczyła swoją pozycję wśród młodszych, zajęła się powolnym, acz ustawicznym eliminowaniem starszych i potężniejszych przeciwników. Ci byli pewni siebie, żaden z nich nie spędzał na siłowni nawet połowy czasu, który spędzała tam dziewczyna. Co jakiś czas na korytarzach niosło się echem “Adahy pobiła Malcolma” czy “Drago wyrzuciła z stołówki Denvera”. Pomocnym w tym procederze okazał się Profesor Jaskółka, który z syzyfowym uporem ukrywał jej wybryki przed gremium pedagogicznym. Sam starzec był załamanym tym, na jaką osobę wyrastała nastolatka, ale Adahy miała dobry argument ku temu, by nauczyciel dalej stanowił jej alibi: w końcu co stało by się z jego posadą, gdyby na jaw wyszło, że przemycał nielegalne czasopisma i lektury do ośrodka, na dodatek takie, które jeszcze bardziej deprawowały młodych? Wykorzystywała staruszka w zupełności. Często bolało ją to, ale uznawała to za coś koniecznego dla swego własnego przetrwania.

    Jednak równolegle do czasu, w którym Adahy walczyła o swoją pozycję w placówkowym społeczeństwie, w jej świadomości zaczęły rozwijać się głębsze ambicje i pragnienia, poniekąd rozbudzone także przez profesora, który wciąż wierzył, że dziewczynę można wyprowadzić na prostą. Adahy miała swoich idoli. Niektórymi z nich byli wojskowi, inni zaś mieli za sobą kryminalne tło, jeszcze inni dumnie wypinali pierś pokrytą medalami za bohaterstwo. Czytane książki zaszczepiły w niej pasję do wojskowości, militarnych zmagań i szczery podziw dla ludzi, którzy przetrwali w nieludzkich warunkach, pokonali najbardziej nieprzyjazne okoliczności i zachlastali stosy wrogów. Adahy ciągnęło do tego. Pierwszy raz w życiu poczuła się zdolna do bycia kimś większym. Bohater, to słowo jej odpowiadało. Pewniej nocy, zwierzając się samej sobie na kartach dziennika, wyraźnymi literami zapisała swój cel: Akademia West Point.

    Z czasem każda minuta, którą poświęcała siłowni bądź workowi treningowemu, stała się wysiłkiem mającym zapewnić jej stypendium West Point. Pragnęła tego jak niczego innego, ale fizyczne starania szybko stanęły w sprzeczności z inną kwestią: utrzymanie dominacji nad innymi nie było osiągnięciem, a stale trwającym procesem, zaś do jego podtrzymania kluczowe było wyłamywanie się spod zasad ośrodka. Adahy, na swoje własne nieszczęście, ignorowała te sprzeczności. Wiedziała o nich, zapisując swe przemyślenia na ten temat w dzienniku, lecz sama bała się utracenia pozycji w ośrodku, powrotu do tego, co spotkało ją na początku. Dlatego wciąż wdawała się w bójki, wciąż używała marniejącego w oczach profesora Jaskółki za swoją tarczę, a jeszcze zaczęła zaznawać namiastki wolności, jaką dawały jej nielegalne ucieczki poza ośrodek. Mała pomoc w postaci podrobionego dowodu dawała jej wiele możliwości. Alkohol, zabawa, przenoszenie towarów na jedną i drugą stronę muru. Wszystko układało się świetnie, a Adahy z niecierpliwością oczekiwała dwudziestych pierwszych urodzin i opuszczenia ośrodka. I na parę miesięcy przed tą datą wszystko runęło.

    Adahy na jednym z swych wypadów kupiła broń. Pistolet pół-automatyczny Colt 1911, o jakim marzyła od długiego, długiego czasu. Wróciła z nim do ośrodka, nie chwaląc się nikomu, poza jedną, jedyną osobą. Profesorem Jaskółką.

    Podczas rozmowy z nim nie dość, że pochwaliła się zakupem, to jeszcze pokazała broń belfrowi. Twarz Jaskółki stężała. Milczał. W końcu stwierdził, że musi wyjść do toalety. Adahy w tym czasie oglądała uważnie broń, z nabożnością polerując korpus szmatką. Była pewna siebie i pewna tego, jak słabym człowiekiem jest Jaskółka, jednak… W pewnym momencie refleks błyszczącego metalu uświadomił jej mniej przyjemną myśl. Czy naprawdę zaimponowała Jaskółce pistoletem? Wystraszyła go? Przecież już dawno manipulowała nim, a w końcu on… Nie chciał jej krzywdy prawda? Lodowata kula urosła w jej gardle. Szybko wstała, odkopnęła krzesło i zebrała się do wyjścia. Rozmowa z Jaskółką była błędem, mogła tutaj nie przychodzić.

    Otwierając drzwi, zastała w nich samego profesora. Jego twarz była dziwnie silna, emanowało z niej coś nowego, niepodobnego do zmarniałego belfra.

    — Adahy. — Zaczął. Jego ton był zimny.
    — Ta?
    — Przykro mi. Możesz zostać w sali. Policja już tutaj jedzie.

    Źrenicy Adahy Drago w jednej milisekundzie rozszerzyły się, a jej nozdrza łapczywiej zaczerpnęły powietrza. Jaskółka. Jaskółka wezwał policję. Jadą tu. Zabiorą jej broń. Aresztują ją.

    Trudno określić słowami to, co czuła wtedy dziewczyna. Jednym ciosem powaliła cherlawego staruszka i gdy ten jeszcze osuwał się w oszołomieniu pod ścianę, z kieszeni jego zamszowej marynarki wyrwała pęk kluczy. Pobiegła w dół korytarzy, wszystkie wydawały się teraz na złość długie i tłoczne. Rozbijała motłoch tych, których utrapieniem była przez tyle lat, lecąc szaleńczym pędem. Z hukiem przekroczyła frontowe drzwi, przesadziła bramę i już znalazła się na parkingu. Szybkie kliknięcie kluczem, zlokalizowanie samochodu Jaskółki, chwila siłowania się z ruszeniem, ucieczka.

    W tyle zostawiła ośrodek, nauczycieli, wycie zbliżających się syren i całe swoje życie.

    Nie uciekała długo. Zjechała w jedną z leśnych dróg, ale przez kilka godzin ukrywania się w aucie czuła, że służba prawa nie jest daleko. Wręcz przeciwnie. Zbliża się coraz bardziej i bardziej… Było kwestią czasu, zanim znajdzie swój cel.

    Adahy myślała wtedy, głównie o tym, co teraz mogło ją czekać. Złamało prawo. Poważne prawo. Przekreśliła wszystko, o co starała się przez te wszystkie lata. Akademia West Point w jednej sekundzie stała się dla niej miejscem równie odległym co raj, piekło czy czyściec. Nie. Nie. Nie… Przekreśliła całą swoją przeszłość i jedyne co ją teraz czekało to areszt i więzienie. Tyle lat spędziła czekając na wolność i teraz właśnie podpisała swój wyrok.

    Ale… Ale… Może to nie wszystko, co zostało. Może da radę uniknąć zimnych ścian, wykańczającej psychicznie walki o dominację, może po prostu mogłaby mieć chwilę… spokoju. Taką chwilę na swoich warunkach, której nie może zabrać jej nikt, policja, pan i pani Holback, starsi, która jest od niej i tylko dla niej…

    Chwilka spokoju.

    Chwileczka.

    Drżącą dłonią wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni swojej kurtki błyszczącego Colta. W samochodzie Jaskółki znajdował się szyberdach. Spojrzała ku niemu, widząc korony iglastych drzew. Szumiały w zadumie, przyglądając się człowiekowi na dole. Metal lufy chłodził skórę.

    — Na świecie jestem sama… — Powtórzyła cicho swą mantrę, tą samą, która przez tyle lat pomagała jej w najtrudniejszych chwilach. — I nikt innym tylko ja… — Spojrzała na drzewa. Z jej oczu spłynęły pojedyncze łzy. — Mogę sobie pomóc.

    Zainteresowania:
    - Sztuka Wojenna.
    - Różnorakie sztuki walki.
    - Survival.
    - Gimnastyka oraz atletyka.
    - Boks.
    - Futbol amerykański.
    - O dziwo także rzeźbiarstwo w drewnie, ale Adahy prędzej połknie cegłę, niż przyzna się do tego przed kimkolwiek.
    - W pewnym sensie pisarstwo, Adahy prowadziła dziennik, w którym spisywała to, co mogła wyznać tylko przed samą sobą, ale także pisała krótkie opowiadania, po części obrazujące jej pragnienia, ale także będące formą obrony przed zastaną rzeczywistością.
    Ubiór:
    - Kurtka khaki
    - Prosty, czarny T-Shirt
    - Przycięte tak jak w wyglądzie, jeansowe spodenki utrzymywane parcianym pasem.
    - Bielizna
    - Buty
    Wygląd:

    img

    Kilka słów od siebie:
    - Adahy cierpi na vitiligo nabyte (bielactwo skóry).
    - Mierzy dokładnie dwieście cztery centymetry wzrostu.
    - Tak, Beryl uciekła do tego PBFa aż z Dzielnicy Świtu.


  • Metro 2035

    Hmm, ta biografia wyszła mi deczko dłuższa niż chciałem, a obrazek wyglądu też jakiś dziwnie mały, nie wiem czemu.


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Karta z grubsza akcept, ale coś ci się rymsło przy liczeniu statystyk
    Suma punktów powinna wynosić 3, u ciebie jest dwa


  • Metro 2035

    Hmm, poprawione.


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Akcept


  • Metro 2035

    Post startowy wystawiamy sobie sami czy robisz to ty?


  • Black Wonderland Mistrz Gry

    Sorki, zamyśliłam się


  • Akademia Magów

    Imię
    Rafiel

    Nazwisko
    Sappas

    Pseudonim:
    Rafi

    Wiek
    21 lat

    Powód pojawienia się w Krainie
    Rafiel mimo braku śmierci samobójczej tak bardzo pragnęła śmierci oraz ucieczki, że zdołała spełnić swój cel z małą anomalią. Umarła na ziemi na przewlekłe stwardnienie zanikowe boczne, a konkretniej na zaprzestanie pracy mięśni oddechowych prowadzacych do długotrwałego, okrutnego uduszenia się z braku powietrza.

    Statystyki
    Morfologia - 1
    Reakcja - 1
    Kognicja - 1
    Punkty Życia - 10

    Charakter
    W grze. Może i bym rozpisał, ale jakoś w grze mi… wygodniej.

    Historia
    To nie będzie wielka, porywająca historia. Nie dlatego, że jestem leniwą osobą, albo że jestem miernym pisarzem. Nie. Po prostu ludziom nieuleczalnie chorym przeważnie nie jest dane interesujące życie. Ani też przesadnie długie. Może to dla nich i lepiej? W końcu skoro cały swój żywot spędzają niemalże tylko na cierpieniu, to oszczędzi im to męk? Taką osobą była Rafiel. Młoda dziewczynka, której dzieciństwo było równie szczęśliwe co krótkie, bo już w okolicach piątego roku życia otrzymała swe piętno, jakie nie odpuściło do końca.

    Zaczęło się niewinnie i dosyć niemrawo, bo fakt trudności z przełykaniem oraz niewyraźną mowę zrzucano po prostu na trudności z dorastaniem. Z czasem jednak stało się to wystarczająco niepokojące dla rodziców małej, by Ci zabrali ją do szpitala. Tam prawda przyszła nieoczekiwanie druzgocąca - u Rafi wykryto stwardnienie zanikowe boczne, czyli nieuleczalną chorobę degradującą układ nerwowy. Lekarze, nawet najlepsi na jakich było stać rodziców dziewczynki, zważywszy na jej wątłe ciało i mikry wiek, dawali jej góra rok.

    Przeżyła szesnaście…

    Szesnaście okrutnych lat, podczas których bardzo szybko przez swój własny organizm została przykuta do łóżka. Zostało jej odebrane normalne dzieciństwo. Zostały jej odebrane marzenia o dorosłości. Była mała, więc nie do końca to rozumiała. Ale w końcu kiedyś musiała. Złudne nadzieje, którymi karmiła ją rodzina były brutalnie miażdżone przez realia, aż w końcu dziewczynka zaskakująco szybko dojrzała, zdając sobie sprawę ze swojej sytuacji.

    Miała ciało, którego nie mogła kontrolować. Miała wzrok, który ograniczał się tylko do białego sufitu na którym wiecznie drażniły ją plamy i widoczne zabrudzenia. Niestety nikt o tym nie wiedział. Dlaczego? Bo nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Nie, nie bała się. Po prostu nie mogła ruszyć ustami. A tym bardziej napisać tego na kartce. Karmiła ją sonda; życie wspierała, a potem podtrzymywała aparatura medyczna; o sikaniu innym niż za pomocą cewnika mogła zapomnieć. Czy było to upokorzenie? Teoretycznie patrząc po paraliżu… Nie. Ale… Rafi czuła wnętrze swego ciała. Nienawidziła swej niemocy. Nienawidziła cewnika. Nienawidziła sondy. Nienawidziła wszystkiego w co w nią wtykano. Nienawidziła bezruchu… Nie mogła nawet płakać.

    Była rośliną… Na te szesnaście lat ani razu nie zaznała szczęścia. Sam ból, rozpacz, strach… Wizyty rodziny szybko przestały ją cieszyć. Jak była mała pragnęła ich, ale zrozumiała, że swoim widokiem doprowadza ich do cierpienia. Pojęła, że nikt nie chce mieć niepełnosprawnego, dogorywającego dziecka. Wiedziała, że nie spełni ani własnych, ani tym bardziej ich oczekiwań. Ani jednego. Nie zda studiów. Nie zostanie nikim znaczącym. Nie założy rodziny. Nie wstanie… Nie złapie ich za rękę… Nawet się do nich nie uśmiechnie… Czuła. Miała tego pełną świadomość. Ale nie mogła nawet płakać. Tylko przeżywać. Stopniowo przywykała do wszystkiego co znosiła. Aż odechciało jej się nawet czuć. Czekała tylko na tę jedną, jedyną drogę wybawienia jaka dla niej istniała.

    Na okrutną śmierć przez samouduszenie…

    Zainteresowania
    • Testowanie i przekraczanie granic dobrego smaku, przyzwoitości albo tabu.
    • Przeżywanie wszystkiego. Wszystkiego czego do tej pory nie mogła, albo nie mogłaby gdyby nie trafienie tutaj.

    Ubiór

    Zasadniczo ten co niżej, ale jako że mam zadziwiające zamiłowanie do rozpisywania strojów to sobie nie odpuszczę.

    • Asymetryczne skórzane spodnie z jedną nogawką.
    • Krótki biały top odkrywający ramiona i brzuch.
    • Biała koronkowa bielizna (biustonosz i majtki, w ogonku nosi zakolanówki z pasem do nich oraz zapasowy drugi zestaw bielizny w czarnym kolorze).
    • Czarna skórzana kurtka.
    • Wygodne, czarne, skórzane kozaki pod kolano.
    • Klapki z futerkiem schowane w ogonku.
    • Czarny choker z kłódką, do której dziewczyna nie ma kluczyka.
    Czarno-białe wstążki do włosów

    Wygląd
    Rafiel

    Kilka słów od siebie
    • Jej dusza przeniosła się do Black Wonderland ale ciało już nie do końca. To znaczy jej dawne ciało było tak słabe i wymęczone chorobą, że dosłownie rozsypało się w pył przy przenosinach, przez co stworzyła swoistą anomalię, na którą uniwersum mogło zareagować tylko na dwa sposoby. O dziwo Czarnej Krainie Czarów żal było odrzucać okrutnie skrzywdzoną przez dotychczasowy świat istotę więc postanowiło nadać jej nowe ciało i tak umieścić w swojej krainie, co odbiło się mocno na wyglądzie Rafi, który zyskał nadnaturalne jak na człowieka zwierzęce atrybuty, ale przede wszystkim… ku jej ogromnej radości jej nowe wcielenie jest zdrowe. Dziewczyna nie ma już paraliżu… Nie jest chora… Może w końcu żyć jak człowiek.
    • Tak, ma dwie pary uszu. W pełni kompatybilne z jej mózgiem, który potrafi bez problemów łączyć zakresy i pola słyszalności każdego z czwórki organów słuchowych.
    • Ogonek jest jak na razie jeden, ale w końcu doskonale znane są legendy, że im mądrzejsza oraz potężniejsza Kitsune tym więcej rośnie jej ogonków więc… Ten stan może jeszcze w przyszłości ulec zmianie, prawda?
    Ps. Ogonek do tego jest pojebany, ponieważ ma zadziwiającą zdolność do przechowywania wszystkiego co się do niego włoży bez tracenia swych puchatych zdolności. Oczywiście jeśli wsadzi się w niego za wiele rzeczy, albo za duży przedmiot to przestanie mieć te pojebaną właściwość, ale na ten moment to taki jej mięciusi odpowiednik damskiej torebki.
    • Jak była w szpitalu to przez lata irytowały ją zabrudzenia na suficie więc ma teraz delikatne (lekko ujmując) zboczenie ku sprzątaniu. W sumie teraz zboczeń ma o wiele więcej chcąc nadrobić wszystko to co straciła, albo czego nigdy nie mogła zrealizować w poprzednim życiu.
    • Już naprawdę od siebie - ostrzegam, że mogę być zjebany na tej postaci i z góry za to przepraszam i Ciebie i każdego z obecnych tutaj.

    Byłam rośliną… Zostałam zwierzęciem… Chcę być… nie, nie człowiekiem. Chcę być istotą, która po prostu może żyć jak chce.

    Istotą, która po prostu może żyć…



  • //Dobra, pomijając fakt że to catgirl. Powiedz mi, czemu użyłeś NSFW arta do swojej postaci?


  • Metro 2035

    // why not tho


  • Akademia Magów

    // Pomijając, że to nie catgirl - czy istnieje jakiś problem, że to art NSFW? Nie jest to widoczne dopóki się nie zna przeznaczenia różowych kabelków więc o co chodzi?


  • Metro 2035

    //Dobra, teraz rozumiem co Gulasz miał na myśli. Mogłeś o tym nie wspominać, Rafałku.


  • Akademia Magów

    // I dlatego nie rozumiem o co chodzi, skoro i tak domyślić się idzie tylko wiedząc czego się szuka.


Log in to reply