Formularze


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Inauguracja do właściwej rozgrywki.

    Imię: Chyba tutaj nic nie muszę pisać.
    Nazwisko: Podobnie jak tutaj.
    Pseudonim: Rubryka nieobowiązkowa. To po prostu przezwisko.
    Płeć: Można wybrać kobietę lub mężczyznę.
    Rasa: Tutaj nie ma zbyt dużego wyboru, bo większość ras wyginęła dawno temu, ale i tak odsyłam do tematu z rasami
    Wiek Zakres wyboru wieku od lat 18 do lat 40, choć to nie tyczy Anteinthów - w ich przypadku to od lat 18 do 800.
    Narodowość: Państwa imperialne i państwa Przymierza. Narodowość nie definiuje strony konfliktu.
    Przynależność: To miejsce na frakcję, po której stronie walczy postać.
    Typ armii i pełniona funkcja: Odsyłam tutaj.
    Ranga: Na starcie macie wybór rang z zakresu szeregowego do kaprala.
    Oddział: To miejsce na rozpiskę osób walczących w tym samym oddziale. Przyrównać można to do rubryki z towarzyszami. Minimalny rozmiar oddziału to 5 osób, a maksymalny - 15.
    Charakter: Druga rubryka nieobowiązkowa. W przypadku wypisania charakteru należy go bezwzględnie przestrzegać, ale można go również ukazać w grze.
    Biografia: To historia danego rekruta. Jeżeli uważacie, że nie wykrzeszecie z niej zbyt wiele, to uwzględnijcie co ważniejsze rzeczy i ją skróćcie, bo nie ma co lać niepotrzebnie wody. Choć nie ukrywam, że preferuję postacie z dłuższą historią.
    Rodzina: To dane o żyjącej lub nieżyjącej już rodzinie z uwzględnionymi informacjami, jak ich wiek i zawód.
    Mocne strony: Najzwyklejsze w świecie zalety.
    Słabe strony: I najzwyklejsze w świecie ich przeciwieństwo.
    Specyfikacje: Choroby, alergie i inne tego typu rzeczy, których nie da się zamieścić nigdzie indziej.
    Ilość żołdu: Każdy żołnierz otrzymuje na kupienie sobie uzbrojenia 5 tysięcy lokalnej waluty, ale nie warto jej wydawać od razu, gdyż na pewno się jeszcze przyda. Tutaj jedynie wpisujecie, ile wam jej z tych “zakupów” zostało.
    Wyposażenie: Tutaj poprosiłbym o widoczne rozdzielenie między uzbrojeniem i resztą rzeczy, jak racje żywnościowe czy przedmioty użytku osobistego. Poprosiłbym również o wymienianie przedmiotów od nowej linijki z myślnika. Wypadałoby nakreślić jeszcze pewne zasady - limit amunicji do broni głównej to 40 nabojów w łódkach, do broni bocznej to 4 magazynki, dla klas niebędących grenadierami limit granatów to 1, podczas gdy dla nich samych ich limit to 3. W razie wzięcia bagnetu do karabinu i jeżeli bagnet ten nie jest tulejowy, wzięcie innej broni do walki wręcz jest na starcie zabronione.
    Umundurowanie: To rozpiska umundurowania, ale jeżeli ktoś nie chce się z tym długo chrzanić, to może lakonicznie napisać, że “typowy dla ich klasy”.
    Wygląd: Zdjęcie, rysunek albo opis.

    Wzór do przekopiowania:

    
    **Imię:**
    **Nazwisko:**
    **Pseudonim:**
    **Płeć:**
    **Rasa:**
    **Wiek:**
    **Narodowość:**
    **Przynależność:**
    **Typ armii i pełniona funkcja:**
    **Ranga:**
    **Oddział:**
    **Charakter:**
    **Biografia:**
    **Rodzina:**
    **Mocne strony:**
    **Słabe strony:**
    **Specyfikacje:**
    **Ilość żołdu:**
    **Wyposażenie:**
    **Umundurowanie:**
    **Wygląd:**

  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Imię: Dmitrij
    Nazwisko: Bulhakov
    Pseudonim: Ciota, beztalencie czarna owca
    Płeć: Niby facet, chociaż twarz ma nieco kobiecą
    Rasa: Ludina
    Wiek: 18
    Narodowość: Imperium, bo nie ma innej
    Przynależność: Imperium, bo nie ma innej
    Rola i armia: Strelok
    Ranga: Kapral, jak skończy tę szkołę
    Oddział: Jeszcze brak. Dopiero się uczy w szkole wojskowej
    Charakter: Wolę w grze
    Biografia: Dmitrij miał tego pecha, że urodził się w rodzinie zagorzałych imperialistów, którzy na domiar złego od lat służą w wojsku dla swojego Imperatora. Żeby dopełnić ten stan beznadziejności, należy dodać, że w większości byli oni bohaterami wojennymi, z masą medali i bohaterskich czynów. Z tego też powodu ich nazwisko jest dość dobrze znane w armii.
       I tu pojawia się Dmitrij. Czarna owca, ciota. Już od małego było wiadome, że nie wyrośnie z niego nic dobrego. Przez swój brak umiejętności był odrzucany przez rodzinę, która mimo wszystko próbowała coś z niego wykrzesać. Bezskutecznie, nawet jeżeli sam strasznie tego chciał, zawsze chybiał, zawsze powalało go młodsze rodzeństwo, zawsze babcia sprawniej wywijała nożem niż on.
      Kiedy jednak przyszła wojna, całego jego starsze rodzeństwo ruszyło na front, a on został w domu, bo się nie nadawał. Nazajutrz w gazetach pojawiło się wiele pochlebnych artykułów mówiących o oddaniu tejże rodziny i oczywiście pojawił się krótki wywiad z rodzicami, którzy szykowali się na pójście na front. Ostatecznie został sam w domu. To była jego okazja.
      Zbiegł po roku i zapisał się do szkoły wojskowej. Chce udowodnić rodzinie, że jest coś wart, że podoła temu wyzwaniu, jednak wpierw chce ukończyć tę szkołę. Sądził bowiem, że może metody wychowawcze jego rodziców nie są dla niego za dobre i może zmiana nauczycieli pomoże.
    Rodzina:
    Sasza Bulvakoh (45) zajmuje się obecnie zaopatrzeniem amunicji
    Natasza Bulhakov (42) zajmuje się obecnie zaopatrzeniem żywności
    Reszta rodzeństwa obecnie walczy i raczej niezbyt warto nadawać im tu imiona, ewentualnie potem GM jakieś nada.
    Mocne strony:

    • Determinacja. Ogromna, aż za duża, nie poddaje się po jednej porażce
    • Spostrzegawczy. Jest w stanie dość sprawnie i szybko przeanalizować wiele rzeczy oraz dość szybko w teorii uczy się poprzez obserwowanie innych. Problem leży w wykorzystaniu tej wiedzy…
    • Dość sprawny słuch. Nieźle i szybko chwyta nawet najmniejsze dźwięki i różnie, a nawet potrafi wymienić wszystkie instrumenty, jakie musiały zostać użyte, aby skomponować dany utwór
    • Dość nieźle w dzieciństwie szła mu gra na pianinie, ale zaprzestał lekcji, bo ojciec mówił, że muzyka to zajęcie dla słabych

    Słabe strony:

    • Właściwie wszystko inne. Dmitrij jest nieudacznikiem do potęgi. Nie umie poprawnie trzymać broni, strzelać, celować, gotować, walczyć, sprzątać, uczyć się też niezbyt

    Specyfikacje:

    • Nazwisko. Jest dość znane, szczególnie w wojsku, jak i w podręcznikach parę razy pada, kiedy mowa o bitwach i generałach. Z tego też powodu najpewniej wielu ludzi będzie na niego patrzeć właśnie przez ten pryzmat

    Ilość żołdu: 5000 - 750 - 80 = 4 170
    Wyposażenie:

    • Karabin Szczerniakow M1891 z bagnetem i 40 nabojów w łódkach
    • Torba ze wszystkimi ubraniami na zmianę

    Umundurowanie: Typowe dla ucznia szkoły wojskowej
    Wygląd:


  • Zapomniany Front Mistrz Gry



  • Imię: Hans
    Nazwisko: Hohwald
    Pseudonim: Brak
    Płeć: Męska
    Rasa: Ludzka
    Wiek: 18 lat
    Narodowość: Anschreit
    Przynależność: Wojskowe Przymierze Zachodnioveleradzkie
    Typ armii i pełniona funkcja:
    Ansheer jako Wiliżer
    Ranga: Szeregowy
    Oddział: -
    Charakter:
    W grze
    Biografia:
    Hans urodził się w bardzo rasistowskiej rodzinie. Już jego dziadek pokazywał to światu najlepiej jak umiał, dołączając najpierw do nielegalnej milicji Mecktera a potem i przyłączając się do wojny domowej, wraz ze swym synem. Niestety, tak się nieszczęśliwie złożyło, że właśnie podczas trwania konfliktu zbrojnego, dziadek Hansa dokonał żywota. Po tej tragedii jego ojciec zaczął pałać jeszcze większą nienawiścią do Anteinthów, wpajając ją również swojemu jedynemu dziecku. W związku z tym Hans bardzo często bił się ze swoimi jaszczurzymi rówieśnikami, wyzywając zarówno ich jak i ich rodziców i ogólnie całą rasę. W związku z tym bardzo często był gościem psychologa szkolnego i dyrektora, jednak nikt nie zdołał wyplewić z niego ziarna nienawiści, zasianego i pielęgnowanego przez ojca. Młodzian wmawiał sobie, zresztą podobnie jak i jego ojciec, że kiedyś pości swojego dziadka. Na okazję długo czekać nie musiał, bowiem właśnie zbliżała się wojna i osiemnaste urodziny Hansa, czyli szansa na zaciągnięcie się do wojska i być może pomszczenie swego dziadka. Ten heroiczny gest niekoniecznie musi przejawiać się wyrzynaniem Anteinthów, bowiem Hans wiedział że senior był też wielkim patriotą, który walczył z jaszczurami dla dobra swojej ojczyzny. Kiedy tylko młodzian zyskał pełnoletność i ukończył szkołę, zapisał się do wojska i po ukończonym szkoleniu ruszył na front.
    Rodzina:
    Ojciec: Gilbert Hohwald 48 lat, spawacz
    Matka: Gerdruda Hohwald 46 lat, nauczycielka matematyki
    Mocne strony:

    • Dosyć silny i sprawny fizycznie, regularnie odwiedzał siłownię i uczęszczał do klubów sportowych
    • Potrafi pływać
    • Podstawowa umiejętność obsługi broni palnej
    • Na szkoleniu okazało się, że posiada całkiem niezłego cela
      Słabe strony:
    • Nie jest zbyt gibki czy zręczny, więc czasem przeładowanie może mu trochę czasu zająć
    • Chorobliwy wręcz rasizm
    • Powolny czas reakcji
      Specyfikacje:
    • Boi się wysokości
    • Arachnofobia, choć nigdy przed nikim się do niej nie przyznał
      Ilość żołdu:
      1 190 marek
      Wyposażenie:
    Typ uzbrojenia: Nazwa Koszt Amunicja:
    Broń główna: Lammer 1898 z bagnetem 1600+200 8 łódek
    Broń boczna: Practer 1896 “Lambda” 500+40+40 4 do połowy pełne łódki i dwie pełne
    Granat: M1915 100 -
    Maska przeciwgazowa: GM-1915 “Gumiak” 300+200 2 filtry
    Medykamenty: Bandaże 20 2
    Medykamenty: Tabletki odtruwające 20 1 opakowanie(12 sztuk)
    Medykamenty: Morfina 50 1
    Prowiant: Racje żywnościowe z zapasem wody 240 3
    Hełm HP-15 “Villigehelm” 400 1

    Umundurowanie:
    Klasyczne
    Wygląd:


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Formularz nawet dobry, ale muszę złożyć co do niego reklamację.

    • W rubryce Przynależność, miast kopiować nazwę kraju, należy wpisać nazwę frakcji, którą jest Wojskowe Przymierze Zachodnioveleradzkie.
    • Co do rodziców - prosiłbym uprzejmie o podanie ich wieku i zawodu, chyba, że są już na emeryturze, ale i o tym wypadałoby wspomnieć.
    • Jako, że twoja postać jest już frontowcem, to do rubryki “Wyposażenie” zalecałbym wrzucić jeszcze prowiant. Oczywiście, może dostać racje i wodę za trzy dni w grze, ale kto wie, czy aby na pewno je otrzyma?
    • I punkt o największej wadze, na samiusieńkim końcu - te dwie wady widziałbym bardziej w rubryce “Specyfikacje” i zamieniłbym je z jego chorobliwym rasizmem, gdyż może on przeszkadzać w pewnych relacjach społecznych. Zalecałbym również dodanie jeszcze jednej wady.

    Jeżeli to poprawisz, to otrzymasz z marszu akceptację.


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Jako, że wszystko poprawiłeś, to witam na froncie. Lokację założę w dzień.

    Chwała ludzkości jeszcze nie zginęła!
    Red Orchestra 2 Heroes of Stalingrad - Main Theme – 03:11
    — Maverick41


  • Elarid

    Imię: Jack.
    Nazwisko: Kandrils.
    Pseudonim: Uśmiechnięty Jack, Jack Kordelas, Kapitan Jack. Nie ma tego wiele, nie jest w końcu Goblinem, bo gdyby był, lista pirackich przydomków byłaby o wiele dłuższa.
    Płeć: Mężczyzna.
    Rasa: Człowiek.
    Wiek: 32 lata.
    Narodowość: Leder.
    Przynależność: Czarna Bandera, czyli piraci. Nie ma Goblinów, ale i tak jest zajebiście.
    Typ armii i pełniona funkcja: Brak, przynajmniej jeśli patrzeć na rozpiskę. To po prostu kapitan pirackiej łajby.
    Ranga: Kapitan. Tak zwracają się do niego wszyscy załoganci i tak każe sam siebie tytułować, acz do prawdziwego kapitana marynarki wojennej dowolnego kraju sporo mu brakuje.
    Oddział: Ma swoją piracką załogę, niezbędną do obsadzenia jego okrętu i dokonania abordażu. To łącznie czterdziestu pięciu ludzi. Ich wyposażenie, jak przystało na piratów, jest naprawdę różnorodne, ale to głównie rozmaita broń biała, często kombinowana, pistolety, rewolwery, karabiny, strzelby i obrzyny. Chłopaki mają w czym wybierać, gdy w ich pirackim państewku kwitnie handel bronią.
    Charakter: Połączenie wielkiego poczucia humoru, skłonności do sadyzmu i bujnej wyobraźni nie może dać niczego dobrego. Reszta w grze.
    Biografia: Jack urodził się na wybrzeże Lederu, w małej rybackiej mieścinie. I choć na papierze ludziom tak w kraju, jak i na całym kontynencie, żyło się świetnie, to nie jemu i jego rodzinie. Byli zwyczajnie biedni i ledwo wiązali koniec z końcem. Dlatego mały Jack ukończył wtedy tylko podstawówkę, nie kształcił się dalej, mimo że powinien. Rodzice wiązali to z prostą kalkulacją: Skoro podrósł, to może zarabiać, a te marne pieniądze, które zarobi, są lepsze, niż bezproduktywne siedzenie w szkolnej ławie. Dlatego, gdy inne dzieciaki bawiły się lub uczyły, on pracował. Wtedy powoli rodził się w nim gniew na to, że wszystkim innym żyje się lepiej, niż jemu i jego rodzinie, a mimo usilnych starań, aby to zmienić, nic się nie zmienia na lepsze. Mimo to, Jack poszedł do pracy chętnie, był młody i głupi, naprawdę myślał, że jego śmieszna wypłata da coś rodzinie. Przynajmniej nikt nie szkalował go z powodu tego, że chodził w starych i połatanych ubraniach, nie miał porządnych książek i z reguły chodził głodny czy brudny. Dlatego nigdy nie myślał o kontynuowaniu edukacji, szkołę zapamiętał zbyt źle, aby się do tego przymusić. Jeśli chodzi o pracę, to spędził najmłodsze lata swojego życia jako gazeciarz, roznosił ulotki, zamiatał ulice, wywoził śmieci i tym podobne, niezbyt chwalebne zadania, którymi ktoś musiał się zająć. Gdy był już niemalże dorosły, jego rodzice wpadli w pułapkę. Nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Dostali się w sidła pewnego bankiera, który sprawnie wmówił im, że ma dla nich wspaniałą ofertę, pożyczkę, którą spłacą dopiero za rok, a gdy to się stanie, kwota do zapłaty będzie o jedną trzecią mniejsza, niż ta, jaką pożyczyli. Każdemu coś by zaśmierdziało w tej ofercie. Nawet Jackowi, temu nieukowi i głąbowi po podstawówce. Ale nie jego rodzicom, równie niedouczonym, co naiwnym i zdesperowanym. Gdy minął rok, całe dobre życie, jakie wiedli, posypało się jako domek z kart, bo pojawiły się nagle monstrualne odsetki, których miało nie być. I w ten sposób Jack wrócił do pracy, rodzice harowali na kilka etatów, byleby tylko spłacać kolejne raty, często nie mając co włożyć do garnka. W końcu ojciec miał dość i pewnego dnia powiesił się, a zrozpaczona matka wpadła w histerię, która przerodziła się w szaleństwo. Zabrano ją co prawda do szpitala i usiłowano leczyć, ale skończyło się tym, że i ona odebrała sobie życie kilka tygodni później. Jack został sam. No, nie do końca sam, miał przecież długi i tych krwiopijców, bankierów. Ostatecznie nie spłacił długów, czego można było się spodziewać, i wylądował na ulicy, gdy zabrano mu dom. Nie miał innych perspektyw, więc skapował cały dobytek, jaki mu pozostał, do jednej walizki, której i tak nie zapełnił, a potem ruszył do Nowego Ilhinu. Miasto było największym portem Lederu, z którego dziennie odpływało i przypływało tyle statków handlowych, ile z całego kraju. Jednak było to też miasto o złej sławie, kręcili się tu handlarze bronią i narkotykami, ćpuni, prostytutki i ich alfonsi, zabójcy do wynajęcia, przemytnicy, skorumpowani stróże prawa. Ale Jack nie miał wyboru. Znaczy się miał, ale wolał zaryzykować, słyszał w końcu, że tutaj można z nikogo stać się kimś nawet w jeden dzień. Albo zginąć, ale jemu nie robiło różnicy, czy zdechnie w rynsztoku w swoim rodzimym miasteczku, czy tutaj, liczyło się dla niego to, że spróbował. I się udało. Może nie tak, jak planował, ani nie w jeden dzień, ale się udało. Przez te kilka lat pracował w różnych zawodach, ale szczególnie spodobały mu się fuchy barmana i wykidajły, ponieważ miał gdzie spać, co jeść, dostawał wypłatę, a gdy szef nie patrzył, buchnął dla siebie jedną flaszkę czy dwie. Jednak jego kariera skończyła się, gdy zadarł nie z tymi, co trzeba. Był wtedy wykidajłą w karczmie portowej “Kordelas”, gdzie postanowił uspokoić kilku podpitych klientów, którzy zaczepiali niemalże wszystkie osoby w gospodzie, zwłaszcza kobiety. Było ich trzech, ale Jack znał się na swoim fachu i nie był jakimś chuchrem, więc sprał ich i wywalił z karczmy. Gorzej, że chwilę później zjawili się nie tylko oni, ale cała ich banda, z czego kilku było uzbrojonych w podrzędne, ale wciąż groźne, rewolwery, inni mieli bardziej konwencjonalne noże, pałki, kastety i tym podobne. Wiedział, że z tyloma wrogami nie wygra, a na pomoc innych ludzi nie ma co liczyć, więc wziął nogi za pas i czmychnął tylnym wejściem. Tamci jednak pobiegli za nim i wciąż miał ich na ogonie. Wiedząc, że nie da rady, spróbował ostatniej, dość desperackiej, próby uratowania życia: Wbiegł na komisariat. Kiepski pomysł, skoro spora część policjantów była tutaj skorumpowana, niektórzy mogli nawet siedzieć w gangu tych, którzy gonili Jacka, ale ten się tym nie przejmował. Od dyżurnego nie uzyskał pomocy, a gdy spędził kilka minut na komisariacie, bandyci widocznie stracili cierpliwość i weszli tam za nim. Jack czmychnął dalej, wpadł do pierwszego pokoju, który był otwarty i słyszał dobiegające stamtąd głosy. W środku zastał trzy osoby: Komendanta policji i dwóch innych ludzi, jeden był przeciętnej budowy, z licznymi bliznami na twarzy i przepaską na prawym oku, a drugi największym kabanem, jakiego Jack w życiu widział. Próbował tłumaczyć się komendantowi, ratować skórę, ale ten miał go gdzieś i już miał kazać wyprowadzić go na zewnątrz, gdzie tamci by go zaszlachtowali, gdyby nie interwencja tego bliznowatego bez oka. Podał on Jackowi dokument do podpisania, a ten niewiele się zastanawiał, choć przez myśl mu przeszło, że w podobny sposób jego ojciec podpisał na siebie wyrok. Tak się jednak nie stało, a Jack wyszedł w asyście tych dwóch cały i zdrowy, większość czmychnęła na widok bliznowatego, a kilku upartych ten drugi sprał tak bardzo, że odchodząc, słyszeli syreny samochodów pogotowia. Jednooki zaprowadził Jacka do nadbrzeża, gdzie czekał jakiś okręt. Wyjaśnił mu, że podpisał kontrakt na zostanie członkiem załogi najemników specjalizujących się w ochronie konwojów przed piratami. Na papierze. Bo w rzeczywistości, o czym przekonał się już podczas pierwszej misji, sama załoga była piratami, którzy tylko korzystali ze swojej reputacji, aby bez trudu wabić do siebie statki handlowe i pasażerskie. Przykrywka jednak w końcu zawiodła. Stało się to, gdy Jack miał dwadzieścia osiem lat i był starym wyjadaczem na okręcie piratów. Wymiana kadr następowała dość dynamicznie, więc szybko został pierwszym oficerem kapitana, czyli tego bliznowatego. Był nim od blisko roku, gdy konwój trzech niewielkich frachtowców, jaki mieli uprowadzić do wysp Czarnej Bandery, okazał się tak naprawdę jednostkami lokalnych służb porządkowych, którzy wyciągnęli ukryte działa i karabiny maszynowe, aby pozbyć się wreszcie groźnych piratów, których mechanizm działania udało im się rozpracować. Uciekać nie było szans, więc walczyli, mieli w ten sposób szanse, a choć niewielkie, to lepsze takie, niż żadne. Śmierć w walce też była lepsza od upokarzającego procesu i stryczka. Dlatego walczyli, a jeden z okrętów posłali nawet na dno. Jednak dwa pozostałe zrujnowały napęd i mostek pirata, przez co ten został z dwóch stron zaatakowany przez oddziały abordażowe. Niby nie byli w te klocki tak dobrzy, jak piraci, ale było ich więcej, byli też lepiej uzbrojeni. Większość piratów zginęła, w tym kapitan, jego wielki ochroniarz, drugi oficer i wielu innych. Jack pewnie dołączyłby do trupów, w ten czy inny sposób, gdyby nie nieoczekiwana odsiecz w postaci kilku innych okrętów pirackich, które to z kolei dały łupnia tamtym i posłali ich na dno, a wziętych do niewoli okrutnie zaszlachtowali, w czym prym wiódł Jack. Jak się okazało, okręt był uszkodzony, ale na holu dobił do terytorium piratów. Z całej załogi, poza Jackiem, przeżyło dwudziestu ludzi, ale w większości byli to ranni, część umarła później, a inni nie byli zdolni do służby, więc wraz z nim pozostało ostatecznie tylko siedmiu marynarzy. Ale nie poddali się. Obrali Jacka za kapitana, był najwyższy rangą i miał wszystko, czego potrzebował prawdziwy piracki dowódca. Zostawili swoją łajbę w doku i przeszło dwa lata zajmowali się różnymi fachami, służyli nawet na innych okrętach, aby uzbierać sumę niezbędną do naprawy i generalnego remontu ich łajby. Później tylko znaleźli załogę gotowych na wszystko straceńców i wypłynęli na morze, nie ryzykując już z patentem najemników, ale skupiając się na klasycznym piraceniu, co wychodzi im nader dobrze, są w końcu dość bogaci, jak na standardy piratów, więc wszystko idzie w jak najlepszym porządku dla Jacka, jego załogi i ich okrętu “Czarnego Kormorana”.
    Rodzina: Jak można wyczytać z rubryki wyżej, Jack nie ma już nikogo na tym świecie, a przynajmniej o nikim nie wie. Teraz jego załoga i cała piracka brać jest mu rodziną.
    Mocne strony: Świetny pływak, a do tego osoba obdarzona sokolim wzorkiem. Doskonały nawigator, a że większość życia spędził na morzu, to i z innymi zadaniami, jakie zwykle stawia się przed kapitanem, potrafi sobie poradzić. Gdy trzeba, potrafi przeżyć na absolutnym minimum, spać na gołym pokładzie, pić stęchłą wodę i jeść stare suchary przez dni i tygodnie, ale nie jest żadnym ascetą, bynajmniej… Różne fachy, jakich podejmował się w życiu, nigdy nie były miłą pracą za biurkiem czy nawet w fabryce, ale ciężką pracą, w której mógł polegać tylko i wyłącznie na swoich mięśniach, stąd wyrobił sobie niezłą krzepę. Jest też dość wytrzymały, tu również pomogło życie, które doświadczało go na wiele sposobów. Dobrze walczy nożami i sieczną bronią białą, tymi pierwszymi też całkiem nieźle rzuca do celu, czym uwielbia się popisywać. Dość dobrze opanował strzelanie ze swojego karabinku i pistoletów.
    Słabe strony: Nie jest zbyt szybki czy zwinny, to na pewno. Jeśli chodzi o walkę za pomocą broni palnej, to inną, niż ta w ekwipunku, ciężko mu się będzie posługiwać. Nawet walka tą, na której się zna, nie dorównuje umiejętnościom zawodowego żołnierza, to w końcu tylko pirat, a co najważniejsze - samouk. Walka bronią białą wygląda podobnie, choć ma fizyczne predyspozycje do walki jebitnym toporem, to zwyczajnie z takiego nie korzysta, bo i po co? Na materiałach wybuchowych też się nie zna, granaty widział tylko u pasów kilku starszych stażem piratów na wyspach Czarnej Bandery, ale jego nigdy nie korciło, żeby upierdolić sobie takim łapsko. Posiada tylko podstawowe wykształcenie, co pewnie się kiedyś na nim zemści. Jest piratem, taki to ma świetne, zabawne i pełne przygód życie, ale krótkie, w końcu o napatoczenie się konkurencji w pirackiej braci ciężko, ale są rozmaite siły porządkowe, najemnicy wynajęci do ochrony statków handlowych, regularne marynarki wojenne i tym podobni, którzy z radością posłaliby jego łajbę na dno, a Jacka wraz z nim. Ewentualnie odstawiliby na ląd, a potem na szubienicę. Lata życia w biedzie sprawiły, że teraz, gdy może pozwolić sobie na lepsze życie, nie żałuje pieniędzy na hazard, trunki, kobiety i tym podobne przyjemności, co negatywnie odbija się na jego portfelu, a z czasem poskutkuje też utratą zdrowia. Ale piraci nie dożywają późnej starości, więc Jack się tym za cholerę nie przejmuje, bo i po co?
    Specyfikacje: Chyba nic ciekawego.
    Ilość żołdu: Nie jest żołnierzem, nie mieści się w typowych normach, żołd to dla niego zrabowane pieniądze i inne dobra, które można spieniężyć. Ale że ostatnio nieźle zabalował, to ma przy sobie tylko osiemset sztuk różnej waluty, w końcu rabuje, co popadnie i kogo popadnie, a Czarna Bandera nie ma ustalonej jednej konkretnej, więc posiada pieniądze bite przez mennice wielu różnych krajów świata.
    Wyposażenie: Sam nigdy nie był żołnierzem, ale zdobył sporo sprzętu z różnych zakątków świata, zabierając je martwym wrogom, z ładowni statków lub kupując na pirackim czarnym rynku. A więc:
    - Dwa długie noże, przeznaczone do walki w zwarciu.
    - Bandolier przewieszony przez pierś.
    - Osiem noży, krótszych niż te dwa wymienione wcześniej, przeznaczonych do rzucania.
    - Skórzany, zdobny pas, jeden z ulubionych łupów Jacka.
    - Kordelas, broń od której wziął sobie swój przydomek, jeden z wielu, a także skórzana pochwa, aby broń nie została uszkodzona przez wodę czy sól morską.
    - Kupiony na czarnym rynku karabinek Helther M1895.
    - Amunicja do powyższego, czterdzieści naboi w łódkach, choć zwykle nosi przy sobie o wiele mniej.
    - Dwa pistolety: Hex-13 i Practer 1896 “Lambda”.
    - Amunicja do powyższych, łącznie cztery magazynki, czyli po dwa na jeden pistolet.
    - Kompas.
    - Busola.
    - Lornetka.
    - Pudełko zapałek.
    - Zapalniczka.
    - Paczka papierosów.
    - Piersiówka rumu.
    - Awaryjna butelka rumu.
    - Jeszcze bardziej awaryjna butelka grogu.
    Umundurowanie: Jakie umundurowanie? U pirata? Nosi się on prosto, czyli w zwykłe buty, spodnie, koszulę i skórzaną kamizelkę. Ma kilka różnych sztuk i par tych ubrań w kufrze w swojej kajucie, które zmienia, gdy jeden zestaw zbytnio przesiąknie solą morską, wodą, potem, a czasem i krwią.
    Wygląd:
    d02994fda6df7471d5420433fad9c9bf.jpg


  • Elarid

    Imię: Thomas.
    Nazwisko: Kemp.
    Pseudonim: Wszyscy, rodzice, koledzy, nauczyciele czy towarzysze broni, mówili na niego Tom, ale teraz nie ma nikogo, kto by się tak do niego zwracał. Za to wiele pseudonimów nadali mu inni. W imperialnych meldunkach określają go mianem Ducha lub Zjawy, prości wieśniacy z okolicy wolą takie określenia jak Potwór z Lasu, Duch Lasu, Monstrum z Lasu, Mgielny Upiór i tym podobne.
    Płeć: Mężczyzna.
    Rasa: Człowiek.
    Wiek: Trzydzieści lat.
    Narodowość: Belgavar.
    Przynależność: Teoretycznie wciąż Belgavar, ale możliwe, że po wojnie za swoje zasługi zostanie rozstrzelany przez swoich ziomków.
    Typ armii i pełniona funkcja:
    Ranga: Nigdy nie awansował ze stopnia szeregowego, a obecnie nie ma to dla niego znaczenia.
    Oddział: Kiedyś kilkunastu innych partyzantów, obecnie działa sam.
    Charakter: Dobrze wiesz, że zagram tutaj jak ostatni zwyrodnialec. Ale i tak w grze, bo postać będzie też ambiwalentna.
    Biografia: Thomas urodził się na belgavarskiej prowincji. Choć był prostym człowiekiem, a zawsze ciągnęło go bardziej do lasów otaczających jego wieś, ojciec był bowiem drwalem, a i większość innych mieszkańców osady zajmowała się przemysłem drzewnym, to jednak odebrał niezbędne wykształcenie, pracą trudniąc się tylko w czasie wolnym od szkoły. Mimo to, gdy obowiązek nauki przystał go obowiązywać, wybrał pracę w ojcowskim zawodzie. Świat go nie nęcił, był prostym człowiekiem, co już powiedziałem, las, jego dobra, siekiera i chata z bali mu wystarczały. Swoje życie wiódł dość beztrosko, miał nawet plany na przyszłość, kilka dziewczyn na oku, możliwość zatrudnienia się w wielkiej firmie potrzebującej takich solidnych drwali jak on, ale wtedy przyszła wojna. No, może nie tak od razu, ale w kraju wiedziano, na co trzeba się szykować, więc prowadzono pobór. Nie interesowano się tylko ochotnikami, ale każdym, kto miał odpowiednie predyspozycje zdrowotne i fizyczne. Pech chciał, że padło też na zdrowego i sprawnego Thomasa, który poszedł w kamasze, chociaż niezbyt tego pragnął. Spędził na szkoleniu początek wojny i większość zawieszenia broni, wtedy trwały też manewry, a pod koniec pozornego pokoju przerzucono go na front wraz z resztą oddziału. Gdy wojna wróciła, walczyli dzielnie, choć większość oddziału Thomasa stanowili oddani sprawie patrioci, on zaś strzelał, zabijał i wykonywał rozkazy, bo chciał przeżyć i wrócić do domu, gdy to wszystko się skończy. Ostatecznie ich pozycje upadły, mogli spowolnić marsz Imperium, ale nie go zatrzymać. Większość belgavarskich żołnierzy zginęła, a innych wzięto do niewoli. Thomas uniknął tego losu, bo zwyczajnie uciekł. Zdezerterował. Nie chciał zginąć ani trafić do imperialnej niewoli, więc tuż przed końcem kampanii uciekł do lasu, gdzie liczył, że zdoła trochę przeczekać, a później na własną rękę wrócić do niezajętych ziem Belgavaru, ukryć się pośród lasów, w domu na prowincji, i tam przeczekać resztę wojny. Oczywiście, chciał, aby jego kraj wygrał, ale po tym, czego się naoglądał, wolał, aby zrobił to bez niego. Podczas swojej podróży do domu natrafił przypadkiem na niedobitków ze swojego plutonu, łącznie z dowodzącym porucznikiem, i kilku innych oddziałów, łącznie około trzydziestu chłopa, wszyscy uzbrojeni. Początkowo się ucieszył, im było ich więcej, tym bezpieczniej, nie groziły ataki wilków czy innych drapieżników, a w razie spotkania imperialnego patrolu łatwiej było się obronić… Tak, szkoda tylko, że tamci, a zwłaszcza charyzmatyczny porucznik, chcieli zostać. Wierzyli, że ofensywa Imperium lada dzień się załamie, a ich kraj oraz jego sojusznicy ruszą do potężnego kontrataku, który przywróci te ziemie macierzy. A oni chcieli pozostać, aby przejść do partyzantki i walczyć z okupantem do rychłego wyzwolenia tych ziem. Thomas nie miał na to najmniejszej ochoty, nie chciał nadstawiać karku, bo sprawę uznawał za straconą, ale dołączył do tamtych. Nie żeby poglądy mu się nagle zmieniły, wiedział, że gdyby odmówił, mogliby go rozstrzelać za zdradę czy coś w tym guście. Działali tak kilka miesięcy, a on nawet polubił to życie: W lesie, których tak kochał, z daleka od okopów i huku dział. Potyczki były rzadkie, krótkie i z reguły zwycięskie, a większość czasu i tak spędzał na odpoczynku. Żyło mu się dobrze też przez lokalnych chłopów, których nie wysiedlono, a którzy też nie chcieli mieć nad sobą okupanta. Nikt co prawda nie odważył się na dołączenie do partyzantów, którzy mieli zapas broni i mogli wyszkolić takiego chłopka, ale oferowali nocleg, ciepłe jedzenie, ubrania, a wiele lokalnych dziewcząt patrzyło na nich jak na bohaterów i wybawców… Taaak, tamten czas nie był dla Thomasa wcale taki zły. Zmieniło się to jednak po upływie tych kilku nieszczęsnych miesięcy. Partyzanci stali się zbyt leniwi, opieszali i, co najważniejsze, nieostrożni. Z tego powodu, gdy pojawiła się imperialna nagonka, z trzydziestu ludzi zostało kilkunastu, a ocaleli, w tym Thomas i dowodzący porucznik, musieli uciekać z oblężonej kryjówki. Zbliżała się noc, a im po piętach deptali imperialcy, więc potrzebowali nowego schronienia. Thomas był jednym z tych, którzy ruszyli na poszukiwania. Kryjówkę znalazł przypadkiem, gdy przechodził obok wielkiego dęba. Było tam ukryte przejście, drewniana zapadnia pokryta liśćmi, ukazująca wejście do tunelu. Jednak nie była używana od dawna, przez co drewno zbutwiało i zgniło, więc gdy Thomas na nie stanął, nawet o tym nie wiedząc, wpadł przez tunel do środka. Posiłkując się latarką, odnalazł niewielkie pomieszczenie, wielkości może chłopskiej izby, jakby wydrążone w ziemi, a jego sklepienie i ściany stanowiły korzenie starego drzewa. Musiał tu kiedyś ktoś mieszkać, Thomas odnalazł obgryzione do cna kości, resztki glinianych lub drewnianych naczyń i sztućców, przegniłe meble, jak stół, krzesło czy kufer, a także poprzedniego właściciela tego miejsca, którego skulony, kompletny i objedzony do czysta przez robactwo i gryzonie, szkielet leżał nieopodal. Na jego szyi partyzant odnalazł dziwny amulet. Zdawał się go przyciągać jakąś dziwną aurą, a nawet gdyby nie, to i tak był cenny, a Thomas wciąż wierzył, że da radę uciec z tego piekła i choćby tym wykupi sobie przejście przez granicę czy kryjówkę. Założył amulet na szyję, schował starannie pod ubraniem, obawiając się chciwości reszty partyzantów, i odszedł z tego miejsca tunelem, którym się tu dostał, a wejście ponownie zamaskował. Nie mówił nikomu o tej kryjówce, inni też nic nie znaleźli, więc rozbili obóz w niewielkim jarze, bez ogniska, z bronią w ręku, obawiając się imperialnego pościgu. Tej nocy miała miejsce pełnia księżyca, a gdy ten świecił wysoko na niebie, Thomas poczuł się bardzo dziwnie. Odszedł w pobliskie krzaki, aby zwymiotować, a po opróżnieniu żołądka stracił przytomność. Obudził się w zaroślach nieopodal jaru. Bolała go głowa, ale nie licząc tego, czuł się jak młody bóg, a może i lepiej. Ale euforia trwała tylko kilka sekund. Później zauważył, że jest nagi, ma na sobie jedynie amulet, a pod jego paznokciami znajduje się dużo brudu. Na domiar złego dłonie, twarz i klatkę piersiową pokrywała gruba warstwa zakrzepłej krwi. Przerażony partyzant umył się w najbliższym strumieniu. Wtedy ze zdziwieniem zdał sobie sprawę, że krew nie może być jego, bo nie znalazł na ciele żadnej odpowiednio dużej rany. Jeszcze bardziej zdziwiony wrócił na miejsce obozowania swoich towarzyszy broni, licząc na to, że oni, po szykanach na temat jego braków w garderobie, powiedzą mu, co się stało. Ogromnie się zawiódł, bo nikt nie mógł mu udzielić odpowiedzi. Ku jego przerażeniu, wszyscy byli martwi. Ale to nie mogła być robota imperialnych, ich nie zabiły kule czy bagnety, ani nawet eksplozje lub odłamki granatów, tylko jakaś dzika i impulsywna bestia: Ciała były zmasakrowane, ze śladami po kłach i pazurach, często wybebeszone, pozbawione głów czy kończyn lub częściowo zjedzone. Ledwo żywy ze strachu, zebrał ekwipunek po poległych, części munduru, które były kompletne i najmniej brudne we krwi, a potem uciekł, nie urządzając nawet pogrzebu tamtym, za bardzo się bał. Przypadkiem lub celowo, wrócił pod wielki dąb, więc postanowił ukryć się w kryjówce pod jego korzeniami. Próbując się uspokoić, zaczął ponownie przetrząsać kryjówkę. Okazało się, że szkieletu, który był tu wczoraj, już nie było, pozostał tylko zmieszany z ziemią pył. W kufrze odnalazł on stary dziennik, pozbawiony wielu kartek, zapisany wyblakłym pismem. Musiał pochodzić sprzed wielu lat, ale Thomas musiał się na czymś skupić, czymś zająć, w świetle latarki zabierając się do lektury. Kimkolwiek był właściciel tego dziennika, musiał być szaleńcem, a tak przynajmniej myślał Thomas, gdy skończył czytać. Otóż, z tego co wyczytał to poprzedni właściciel amuletu był Wilkołakiem. Była to rodowa klątwa przechodząca z ojca na syna w postaci naszyjnika. Jego założenie nie warunkowało przemiany, chyba że miało się go na sobie podczas pełni, wtedy nie można już było odczynić klątwy. Pierwsza przemiana była niekontrolowana, ale kolejne pozwalały już na zachowanie świadomości, o ile miało się naszyjnik na sobie przez cały czas. Ten konkretny mężczyzna nie chciał przekazać klątwy swoim potomkom, więc na stare lata uciekł daleko od swego miejsca zamieszkania, aż tutaj, i wybudował tę kryjówkę, aby dożyć tu swoich dni bez amuletu, który ukrył, aby nikt inny nie był prześladowany tą klątwą. Na koniec przestrzegał tego, kto znalazł amulet, aby go nie zakładał i zostawił na miejscu lub w jakiś sposób zniszczył. Thomas pomyślał z przekąsem, że ten mężczyzna mógł ukryć naszyjnik pod dziennikiem, aby ewentualny zainteresowany go przeczytał, a nie na dnie kufra, gdzie nie zauważył go po raz pierwszy pośród zwykłych śmieci. Jednak i tak nie uwierzył w tę bajkę i ukrywał się w kryjówce przed Imperium. Zmieniło się to, gdy zaczął słyszeć głos w głowie. Nazwał go Bestią. Ta kazała my wyjść spod ziemi na powierzchnię w czasie nocy, niekoniecznie podczas pełni, i zobaczyć, co się stanie. Pewien, że wariuje, że to przez wszystko, co zobaczył i przeżył w ciągu ostatnich dni, opierał się, ale w końcu miał dość i spełnił życzenie Bestii. I wtedy stało się coś niesamowitego, bo rzeczywiście przemienił się we włochatego potwora. Był równie zdziwiony, co przerażony i zafascynowany, znał wiele legend i opowieści o Wilkołakach, ale nigdy nie brał ich na poważnie, nawet jako dziecko. Teraz sam był jednym z nich. Podczas swojej nocnej przechadzki trafił na przerażony patrol Imperium. On chciał uciec, oni pewnie też, ale jeden wystrzelił i kula musnęła Thomasa w policzek. Ból wyzwolił w nim zwierzęcy instynkt, warknął, obnażając długie kły, i rzucił się do na trzech ludzi. Byli bez szans, on ich rozszarpał, częściowo pożarł, a gdy bitewny szał zniknął, zdał sobie sprawę, co zrobił. Był żołnierzem, przyzwyczaił się do zabijania, a podczas uprawiania partyzantki również do nieczystych zagrań, jak strzał w plecy czy poderżnięcie gardła, ale to było dla niego za wiele. Postanowił dalej czekać w kryjówce, czasem tylko udawał się do okolicznych chłopów, aby prosić i prowiant. Wreszcie postanowił, że musi uciekać, że obława minęła. Uciekł wieczorem, a nocą wpadł w okrążenie. Jakiś patrol go zauważył, przekazał informacje kilku innym i teraz kilkunastu uzbrojonych żołnierzy Imperium otaczało samotnego partyzanta. Wtedy znów odezwała się Bestia, mówiąc Thomasowi, że przemiana to jedyny sposób na uratowanie skóry. Wzbraniał się, ale w końcu ukrył w krzakach swój ekwipunek i ubranie, zostając w samym amulecie na szyi, aby się przemienić. Bestia miała rację. Wyrżnął większość pechowców w ciągu niecałej minuty, byli zaskoczeni, przerażeni i nie widzieli w ciemności tak dobrze jak on. Kilku niedobitków dognał i zabił, nim zdołali przekazać wieści o masakrze do jakiegoś lokalnego garnizonu czy posterunku. Dopiero wtedy zaczął przekonywać się do nowej formy. Zrozumiał, że jako człowiek nigdy by tego nie dokonał, ale jako Bestia był silniejszy, potężniejszy niż ktokolwiek, kto stanie mu na drodze. No i polubił też zabijanie oraz okrucieństwo. Amulet podczas przemiany gwarantował mu wolną wolę, ale i tak wpływał na psychikę, powoli zmieniając umysł człowieka w umysł potwora. Thomas znalazł głęboko w lesie przytulną jaskinię, którą urządził na swoją kryjówkę, i został, dalej walcząc jako partyzant. Dziś, po kilku miesiącach takich działań, stał się lokalnym potworem, zgubą dla żołnierzy wroga, ale i w gruncie rzeczy niewinnych wieśniaków również, a jego krwawy mord, podobno w imię słusznej sprawy, wciąż trwa, tak długo, jak długo Bestia będzie żyć. Już nie w sensie przenośnym, jako głos w jaźni Thomasa, ale jako on sam. Bo to on z czasem stał się Bestią.
    Rodzina: Ma matkę, Elizabeth, i ojca, Arthura, oboje są już w wieku sześćdziesięciu lat. Nie ma od nich wieści, a oni od niego, odkąd wysłano go na front, nie wie nawet, czy w ogóle żyją, oni też pogodzili się już pewnie z najgorszym.
    Mocne strony: Chłop jak dąb. Dosłownie. Wielki, silny i wytrzymały, tak jak ktoś, kto większość dorosłego życia pracował jako drwal. Za to większość życia w ogóle spędził w lesie, zna się więc na wszelkich zwierzętach, roślinach czy grzybach, wie, co jest jadalne, co nie, co ma jakieś ciekawe właściwości, co lepiej unikać, jakich zwierząt nie należy drażnić, gdzie można je spotkać i tak dalej. Poza tym przeszedł podstawowe szkolenie wojskowe. W walce stawia na swoje przymioty fizyczne i użycie broni, która najlepiej leży mu w ręce, a więc wielkiej siekiery, którą równie dobrze może ścinać tak łby, jak drzewa. Z czasem opanował też walkę nożem, potrafi więc i poderżnąć gardło śpiącemu wartownikowi, jak i wbić mu go prosto w serce po samą rękojeść. Poza bronią białą, doskonale też walczy własnymi pięściami, a i strzelanie z broni palnej opanował dość dobrze, ale tylko, jeśli chodzi o karabiny, karabinki i pistolety. Doskonale opanował to wszystko, co związane z partyzanckim fachem, od skradania się, przez sabotaż, na dywersji skończywszy. Zna się na tworzeniu prostych ziołowych leków, dalece ustępujących zwykłym medykamentom, ale jednak, a także na zakładaniu pułapek i wnyków, tropieniu, polowaniu, skórowaniu, oprawianiu ofiary i przygotowaniu mięsa do spożycia.
    Słabe strony: Jakakolwiek inna broń biała i palna to dla niego czarna magia, podobnie jak materiały wybuchowe, może z wyłączeniem granatów. Szybki czy zwinny to on nie jest. Jego życie to ciągła walka o przetrwanie, jest teraz skazany na samego siebie, wieśniacy się go boją i nienawidzą, a żołnierze Imperium polują na niego, niezależnie czy byłby Wilkołakiem czy zwykłym człowiekiem. Choroba konkretnie pomieszała mu w głowie, ubzdurał sobie choćby to, że wszyscy okoliczni wieśniacy to obywatele Imperium lub kolaboranci, a jego prawdziwych rodaków zabito lub gdzieś wywieziono, co nie jest prawdą (choroba nie oznacza, że ma jakieś zwidy czy coś, ale potrafi sobie coś ubzdurać i uznać to za prawdę, możemy pobawić się też w słyszenie głosu Wilkołaka w głowie, jeśli Cię to kręci, ale bez tego też przeżyję, ewentualnie sam o to zadbam, jeśli będę mieć zielone światło). Choć przeszedł pełny wojskowy trening, umiejętności niebojowe zapomniał, a inne, jak prowadzenia ognia z broni maszynowej, również, bo nie miał na to okazji poza szkoleniem. Z tego powodu musi uważać na rany, sam może je sobie tylko zabandażować i obłożyć maścią z ziół, o których wie, że są lecznicze, a to i tak da niewiele, gdyby wdała mu się gangrena. Choć jest aktywnym partyzantem i walczy w służbie Belgavaru, jego metody najpewniej zagwarantują mu nie odznaczenie i awans, ale ściankę i pluton egzekucyjny za popełnione zbrodnie, więc póki co wykonuje są powinność, ale później będzie musiał wykombinować coś, aby uciec przed sprawiedliwością.
    Specyfikacje: Likantropia, czyli wilkołactwo. To, jak się jej nabawił, wyjaśniono wyżej. Poza zmianą postaci choroba nie daje wiele, acz trzeba przyznać, że drugie ja Thomasa jest wtedy o wiele szybsze, zwinniejsze, wytrzymalsze i silniejsze niż zwykły człowiek, wyostrzeniu ulegają wszystkie zmysły, a zwłaszcza wzrok, słuch i węch. Nie może wtedy używać broni, ze względu na inną budowę dłoni, ale jego siła, w połączeniu z ostrymi kłami i pazurami, doskonale to rekompensuje. Wbrew obiegowej opinii, nie może on w tej postaci kontrolować okolicznych wilków ani przemieniać zwykłych ludzi poprzez ugryzienie i pozostawienie ich przy życiu (mógłby, gdyby nie to, że Kavaller jest smutny i nie pozwolił). Poza tym jest kanibalem. Wielokrotnie pożywiał się ludzkim mięsem jako Wilkołak, a zachowywał wtedy pełną świadomość, więc uznał, że czemu nie miałby smażyć i suszyć ludziny jako prowiantu na drogę?
    Ilość żołdu: To, co mu zostało, szybko wydał, aby u miejscowych chłopów kupić żywność czy ubrania, podobnie jak inni żołnierze z jego oddziału, a resztę zakopał, na lepsze czasy, gdyby udało mu się przeżyć, a na tereny, gdzie obecnie działa, wróciłaby belgavarska władza. Obecnie ma w swojej kryjówce sto imperialików, zrabowanych wrogim żołnierzom czy cywilom, bowiem na ziemiach okupowanych przez Imperium do użycia weszła nowa, typowo imperialna, waluta.
    Wyposażenie:
    - Dwuręczna siekiera.
    - Długi, ząbkowany nóż myśliwski.
    - Osełka.
    - Lornetka.
    - Długi na osiem metrów zwój liny (blisko dwadzieścia kolejnych metrów ma w kryjówce).
    - Szmatki do czyszczenia broni i kneblowania ofiar, których nie chce zabić od razu, ale wziąć z jakiegoś powodu żywcem.
    - Bukłak, a w nim dwa litry wody.
    - Płócienny worek na rozmaite fanty (gdy zmienia postać, zwykle chowa do niego resztę ekwipunku i ubrania).
    - Skórzany worek z zapasami jedzenia: Pół kilograma suszonych grzybów, pół kilograma sucharów, pół kilograma suszonego mięsa. W swojej kryjówce ma kilka kilogramów prowiantu więcej, a zawsze może zaopatrzyć się w coś innego, niż powyższe jedzenie, na wieśniakach, żołnierzach czy świeżej zwierzynie. Żywy się tym, co da mu las i ewentualne wyprawy do cywilizacji, bo racji żywnościowych, chyba że zdobytych na imperialnych, nie widział od dawna.
    - Hełm HP-15 “Villigehelm”.
    - Trzy opakowania bandaży.
    - Dwie strzykawki z morfiną.
    - Rewolwer Tarnoszew M1893.
    - Ładownik do powyższego.
    - Kabura.
    - Osiemnaście naboi.
    - Karabin Szczerniakow M1891.
    - 40 nabojów w łódkach.
    - Granat RFPF-1914 “Botilijka”.
    - Wielokrotnie wspomniany w biografii i innych rubrykach formularza amulet
    Jako działający dość długo na jednym terenie i odnoszący sukcesy, najpierw z oddziałem, później sam, ma też sporo innego wyposażenia, zdobytego na wrogu. W różnych skrytkach w lesie (nie we własnej kryjówce, bo gdyby ta została spalona, miałby jeszcze możliwość pobierania broni i amunicji z innych miejsc) ma łącznie jeszcze dwa rewolwery Tarnoszewa, trzydzieści sześć nabojów do nich, dwa ładowniki, pistolet Hex-13, trzy magazynki do niego, dodatkowy karabin Szczerniakowa, kolejnych czterdzieści naboi w łódkach, cztery granaty Botolijka i trzy granaty Latarniew. Wszystko to, powtórzę jeszcze raz, zdobył na wrogach, stąd fakt posiadania broni, której nie miałby jako normalny żołnierz. O schowany oręż dba, bo ukrył go tak, aby się nie zniszczył, regularnie znosi go do kryjówki w celu konserwacji, a korzysta tylko wtedy, gdy to niezbędne. A w swojej głównej kryjówce pozostawia zwykle większość ekwipunku, przykładowo, gdy idzie na krótki patrol, zostawia cały prowiant i wodę, medykamentów też stale ze sobą nie nosi. Ma też pułapki i wnyki, ale te zwykle rozstawia i sprawdza po kilku dniach, więc nie wpisywałem ich od myślnika, a tylko nadmieniam o tym tutaj.
    Umundurowanie: Niegdyś nosił typowy dla belgavarskiego piechura mundur, ale z czasem, przez charakter jego działań, a także podczas pierwszej przemiany, zniszczył on się na tyle, że zostały mu w sumie tylko porządne buty i pas. Choć mógłby wyposażyć się na zabitych członkach oddziału, to wolał cywilne ubrania, aby mniej rzucać się w oczy i poniekąd zerwać z pewnym etapem w swoim życiu. Dlatego reszta ubioru jest rozmaita, ale to głównie zwykła koszula, proste spodnie, futrzany kożuch i płaszcz podbity futrem, w swojej kryjówce ma też nieco więcej zapasowych ubrań, gdyby te noszone obecnie całkiem się zniszczyły lub byłaby konieczność ich wyprania.
    Wygląd:
    Jako człowiek:
    324fbb4f0f1c7f1e8112d83bb147759e.jpg
    I jako Wilkołak:
    64959.jpg


  • Elarid

    Imię: Nazar.
    Nazwisko: Rykow.
    Pseudonim: Jeszcze się żadnego nie dosłużył.
    Płeć: Czy naprawdę zagrałem kiedyś kobietą?
    Rasa: Człowiek.
    Wiek: Dwadzieścia siedem lat.
    Narodowość: Imperium.
    Przynależność: Imperium.
    Typ armii i pełniona funkcja: Imperialowik. Giejder
    Ranga: Kapral.
    Oddział: Piętnastu wyposażonych podobnie lub identycznie co on żołnierzy, dowodzących przez starszego sierżanta Władimira Iwanowicza Bułganina, weterana, który spędził wiele lat w armii, a mimo to nie dosłużył się wyższej rangi, co jest przedmiotem plotek i zakładów szerzących się po oddziale.
    Charakter: Gra.
    Biografia: Chcecie pasjonującej i porywającej historii pełnej miłości, dynamicznej akcji, humoru, nagich piersi, eksplozji i dobrego zakończenia? Cóż, w takim razie sprawdźcie jakąś inną Kartę, bo ta nie opływa w żaden z wymienionych wcześniej elementów.
    A na serio: Nazar urodził się w rodzinie z tradycjami, bowiem praktycznie każdy męski potomek rodziny Rykowów służył w armii Imperium, jego ocjeci wciąż pozostawał ważną personą, generałem w stanie spoczynku, który nie mógł już wrócić do pracy w armii, ale wciąż miał liczne kontakty, przyjaciół i inne znajomości. Oczywiście Nazar nie miał zamiaru przynieść rodzinie hańby, więc również wstąpił do wojska na krótko przed wybuchem wojny. Już wtedy wykazywał się nadzwyczajnymi umiejętnościami, które nie przeszły bez echa. Pozwoliło mu to uniknąć szykan ze strony innych, a ojcowi skandalu, bo rzeczywiście miał powód do zostania Giejderem. No, ale nie tak od razu. Do czasu rozejmu był zwykłym piechurem, Ale już wtedy wyróżniał się zdolnościami strzeleckimi, wyczuciem czasu eksplozji granatu czy niesamowitą odwagą, gdy poprowadził swój oddział do ataku na wrogie pozycje, mimo że połowa żołnierzy, w tym dowódca, zginęli. Z tych, którzy przeżyli i nie zostali konkretnymi kalekami, wybrano najlepszych, w tym Nazara, którego awansowano na kaprala, a następnie przeniesiono ich do jednostki Gejderów, gdzie przez prawie cały rozejm, nie licząc miesiąca na odpoczynek, intensywnie szkolili się w nowych technikach walki, odpowiednich dla danej formacji. Później znów rozpętał się konflikt, a oddział Nazara, tak jak i pozostałe jednostki Gejderów z jego dywizji, rzucono jako szpicę do kolejnych natarć na belgavarskie pozycje.
    Rodzina: Ojciec, Iwan, lat pięćdziesiąt siedem, i matka, Aleksandra, pięćdziesiąt sześć lat. Ma też brata, Rodiona, porucznika w wywiadzie, starszego o dwa lata.
    Mocne strony: Doskonale wyszkolony szturmowiec i grenadier, potrafi zdobywać każdy okop czy umocnienie, a że wie jak je zdobywać, to potrafi ich również bronić. Tyczy się to tak zdobytych transzei wroga, jak i własnych, które są właśnie zagrożone wrogim szturmem. Już jako nastolatek był uczony obsługi broni palnej, więc obecnie jest mistrzem w celnym i szybkim strzelaniu z pistoletów i karabinów, a przy odrobinie treningu poradziłby sobie i z inną bronią palną, bardzo szybko się uczy. Jest też silny i wytrzymały, aby zdobywać okopy w walce wręcz, w której sprawdza się dość dobrze, mimo że nie ma gabarytów trzydrzwiowej szafy, to pięściami, kolbą karabinu i bagnetem walczy bardzo dobrze. To samo tyczy się obrzucania granatami oponentów, tak w ataku, jak i obronie.
    Słabe strony: Nie potrafi kierować żadnym pojazdem ani go naprawić, a choć obsługa każdej broni palnej po treningu brzmi nieźle, to nie oznacza, że po godzinie będzie tłukł do wrogów z ciężkiego karabinu maszynowego. Każdy ma jakieś ograniczenia. Inną bronią białą nawet nie próbuje walczyć, użycie saperki jako oręża wydaje mu się czymś abstrakcyjnym, tak jak rozmaite maczugi i inna broń okopowa wszelkiej maści. Nie jest zbyt szybki czy zwinny, co w unikaniu ognia raczej nie pomaga. Nie potrafi pływać i ma lęk wysokości.
    Specyfikacje: Nic szczególnego.
    Ilość żołdu: 695 (cenę wszystkich, przynajmniej tych wypisanych w odpowiednich tematach, przedmiotów, podałem niżej i chyba się nie jebnąłem, ale nie jestem pewien, więc możesz przeliczyć jeszcze raz).
    Wyposażenie:
    - Maska przeciwgazowa TLR-15 (400 Imperialików).
    - Dwa filtry do niej (100 Imperialików).
    - Latarka (30 Imperialików).
    - Opakowanie baterii (5 Imperialików).
    - Awaryjna racja żywnościowa i zapas wody (80 Imperialików).
    - Dwa opakowania bandaży (20 Imperialików).
    - Jedno opakowanie tabletek odtruwających (20 Imperialików).
    - Strzykawka morfiny (50 Imperialików).
    - Hełm CH-1915 “Kierenyj” (100 Imperialików).
    - Bagnet NDWW-10 (20 Imperialików).
    - Karabin Szczerniakow M1907 (2000 Imperialików).
    - 40 nabojów w łódkach (80 Imperialiów).
    - Pistolet Hex-13 (400 Imperialików).
    - Dwa magazynki do pistoletu (50 Imperialików).
    - Cztery granaty RFPF-1914 “Botilijka” (200 Imperialików).
    - Trzy granaty RFPF-1912 “Latarniew” (750 Imperialików).
    - Pudełko zapałek.
    - Paczka papierosów.
    - Notes.
    - Długopis.
    - Ołówek.
    - Osełka do bagnetu.
    - Kabura na pistolet.
    - Pochwa na bagnet.
    Umundurowanie: Typowe dla danej klasy.
    Wygląd:
    ca391f71188e58860097b926ba9a7e95.jpg


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Pirata akceptuję, a z wilkołakiem jeszcze zaczekam. Dostaniesz informacje na pw. A co do Giejdera - jego rodzina nosi imiona niemiecko brzmiące, kiedy to w Imperium dominuje Cardenhaard, u którego imiona brzmią rosyjsko. To jacyś emigranci z Anschreitu?


  • Elarid

    Kurwa, znowu mi Wilkołaka szkalują, no nie wytrzymie. A gdyby byli to co wtedy?


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Po szkalowaniu, wilkołak i chłopiec-okopowiec dostają akcepta.


  • Miasto Nieszczęść Wiek Pary

    Imię: Ines
    Nazwisko: Graischtadt
    Pseudonim: Brak
    Płeć: Arystokracja nie uznaje tego przyziemnego określenia!
    Rasa: Arystokracka, czyli krótko mówiąc jest nadczłowiekiem.
    Wiek: 19
    Narodowość: Anschreit
    Przynależność: Przymierze Zachodnioveleradzkie
    Typ armii i pełniona funkcja: Ansheer, Grenadier
    Ranga: Szeregowiec
    Oddział: W grze
    Charakter: W grze
    Biografia: Ines pochodzi z, jak można się domyślić czytając poprzednie rubryki, rodziny arystokratycznej w Anschreicie. Nie jest ona jednak jakoś typowa, a na pewno nie teraz, kiedy głową rodu jest Heinrich Graischtadt - patriota jakich mało, wychowujący swoje pociechy własnie w tym duchu. Do tego ze względu na to, że ma parę dość biegłych w przedsiębiorczości synów, nie musi się martwić o brak gotówki spowodowanego wojną i w spokoju nawołuje do poboru lub postawienia się Imperium. Sam jest niestety dość stary i przez to sam nie może walczyć. Nie znaczy to, że zostawi swoją kochaną ojczyznę samą sobie. Posłał do woja parę swoich dzieci, które tak mocno jak on kochają ten kraj, a nawet w jakiś sposób się tym interesowały. W ten sposób Ines trafiła na front, ale od początku.
    Od młodu można było zobaczyć, że mocno miłuje swój kraj. Czy to przez wielką radość, jaką okazywała podczas różnych świąt narodowych. Do tego widać było, że małą coś ciągnęło do pirotechniki. Zaczęło się niewinnie, od zainteresowania chemią, jednak w wieku nastoletnim tworzyła już pierwsze fajerwerki i materiały wybuchowe. Kiedy wojna się zakończy, to planuje ją studiować. Jednak obowiązki ją wezwały. Kiedy ojciec powiedział, że chce część z nich posłać do wojska, zgodziła się. Co prawda z lekkim lękiem, bo część jej znajomych już została zwolniona przez poważne obrażenia i nagadali jej co nieco, ale wierzyła że jej się może poszczęści, bo w porównaniu do nich trenowała od paru lat. Właściwie ojciec ją szkolił wraz ze znajomym wojskowym, jakby przeczuwali nadejście tej wojny.
    Rodzina: Podam ojca i tych, co też poszli do woja, ale na inne pozycje

    • Heinrich Graischtadt (56)
    • Halina Graischtadt (50)
    • Heinz Graischtadt (21) - Szeregowy
    • Gertruda Graischtadt (24) - Szeregowy
    • Klaus Graischtadt (18) - Szeregowy

    Mocne strony:

    • Dobrze obeznana w chemii, pirotechnice i własnoręcznej produkcji granatów -ani razu jej się nie powiodło!
    • Podstawowe szkolenie wojskowe, w tym obsługa karabinu i granatów
    • Dość mocny i pewny rzut, który potrafi dobrze odmierzyć, jakby miała miarkę w głowie
    • Niemalże machinalnie odbezpiecza granaty, nawet pod silnym stresem

    Słabe strony:

    • Nie jest dość silna, zwinna, ani przystosowana do walki wręcz. Ledwo co uniesie swój granat, ale i tak może nim dość dobrze rzucić
    • To, że zna się na obsłudze broni nie znaczy, że strzelanie idzie jej to jakoś nad wyraz dobrze, podobnie jak i celowanie

    Specyfikacje: Brak
    Ilość żołdu: 1 685 marek anschreickich
    Wyposażenie:

    • Jeden M1915 Ferion Ladung 6x
    • Lammer 1898 i cztery magazynki do niego
    • Maska przeciwgazowa GM-1915 "Gumiak"z jednym filtrem
    • Dwa opakowania bandaży
    • Jedno opakowanie tabletek odtruwających
    • Jedna strzykawka morfiny
    • Latarka i opakowanie baterii
    • Pięć" zestawów", z których może zrobić własnoręcznie robione granaty
    • HP-15 “Villigehelm”
    • Racje żywnościowe na trzy dni

    Umundurowanie: Klasyczne
    Wygląd:


  • Zapomniany Front Mistrz Gry

    Po omówieniu paru spraw na pw, akceptuję.

    Jedna kula - jeden Imperialista!
    Der Leuthener [Prussian march] – 03:23
    — Dr. Ludwig's archive


  • Elarid

    W tym tempie będziemy mieli więcej postaci niż odpisów :V


Log in to reply