Zielona Zatoka


  • Elarid Mistrz Gry

    Nazwa może i nie jest zbyt kreatywna, ale nie ma co się temu dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, jakie to miejsce i przede wszystkim kto tu mieszka. Ale po kolei…
    Blurg to znany w pewnych kręgach Goblin, pirat o wielu przydomkach, takich jak Komandero Goblinero czy Kapitan Zielonoskóry, który w życiu miał niewiarygodnego farta, unikając podrzędnego losu na ziemiach orczego państwa, gdzie się urodził, a choć nie osiągnął sukcesu od razu, to i tak dość szybko stał się oficerem, a później nawet kapitanem na pirackiej łajbie, nazwanej przez niego z typowo goblińskim rozmachem “Zielonym Chujem”. Na tym to okręcie rabował statki kupieckie, czasem przyjmował zlecenia kaperskie, ale większość kariery przeżył jako pirat, choć zawsze w porcie w Gilgasz przedstawiał się jako kaper, jego załoga podtrzymywała tę wersję wydarzeń, a z zaatakowanych statków nie przeżył nikt, kto mógłby wyjawić prawdę, więc to w największym porcie Verden miał swoją siedzibę. Do czasu gdy wpadł i cudem ratował się ucieczką. Choć ocalił życie, okręt i większość załogi, to jednak stracił miejsce, w którym mógłby najmować nowych chętnych do tego fachu, dokonywać niezbędnych napraw czy uzupełniać zapasy, a w żadnym innym większym verdeńskim porcie nie miał nawet szans na powtórzenie bajeczki z Gilgasz. W międzyczasie musiał uciekać przed zakontraktowanymi przez władze Gilgasz najemnikami i łowcami piratów, podczas pościgu rozpętał się sztorm, okręty tamtych zostały uszkodzone lub musiały przerwać pościg, a “Zielony Chuj” zawinął do niewielkiej zatoczki, gdzie planowano przeczekać burzę. Gdy się to stało, wysłano na ląd zwiadowców, ci zaś odkryli, że wgłębi zatoki znajduje się grota, na tyle duża, aby pomieścić kilka okrętów podobnych rozmiarami do tego należącego do Blurga. Kapitan nie zastanawiał się zbytnio nad tym, że wygląda to jak pułapka ani jakim cudem jest to takie wielkie, kazał jedynie zacumować w środku. Lądem rozesłał część załogi po zapasy i wieści i tak zaczęła się historia tego miejsca, nazwana przez Kapitana Zielonoskórego właśnie Zieloną Zatoką.
    Sama zatoka to raczej nic wielkiego czy osobliwego, trzeba tam zacumować i dobrze się naszukać, aby znaleźć przejście do groty. Tam zaś, po kilku miesiącach pracy i zarabiania na łupieniu statków kupieckich, powstała mała piracka osada, dokuje tam kilka okrętów załóg, których kapitanowie współpracują z Blurgiem, a w samej grocie jest miejsce na niewielki targ, kilka karczm i burdeli oraz kwatery mieszkalne. Wszystko rzecz jasna dość prowizoryczne, ale to dopiero początki tego miejsca, które Kapitan Zielonoskóry pragnie przemienić w stolicę verdeńskiego piractwa, a następnie, kto wie? Może nawet rzucić wyzwanie Braciom Wybrzeża? O ile uda mu się rozbudować swoją szajkę, sama grota nie zostanie zbyt szybko lub najlepiej w ogóle odkryta, a także zdoła się uporać z kilkoma lokalnymi problemami, jak choćby mieszkańcy kilku pobliskich wiosek, którzy mogą być zbyt ciekawscy, lokalni lądowi bandyci oraz grupka kilku Ogrów, które nie wiedzieć czemu też zaszyły się w pobliżu.


  • Elarid Mistrz Gry

    Radio:
    Musiałaś przyznać, że podróż Żywiołakiem Wody nie była czymś wygodnym, ale też nie było tak źle. No, chociaż mogłoby być lepiej, cały czas musiałaś uważać na Drowa, obawiając się nie bez powodu, że za byle co wyrzuci Cię do morza, Mag też za przyjemny nie był, a na dodatek nie mieliście zbyt wiele prowiantu czy słodkiej wody, tą ostatnią jednak pozyskiwał Mag, oddzielając od wody morskiej sól, choć w smaku zbyt przyjemna nie była. Fakt, że poza posiłkami całą podróż spędzałaś związana i zakneblowana też nie umilał podróży, ale w końcu wypatrzyłaś suchy ląd. Żywiołak, kierowany wolą Maga, wpłynął do niewielkiej zatoki, a później jeszcze dalej. Ze zdziwieniem zdałaś sobie sprawę, że kierujecie się do jakiejś podziemnej groty. Tym większe było Twoje zdziwienie, gdy zobaczyłaś, co jest w środku: Niemalże ukryte miasteczko lub chociaż osada, mająca kilkadziesiąt różnych budynków, nie tylko mieszkalnych, było tu również targowisko, coś jakby stocznie, warsztaty, kuźnie, zapewne też karczmy i burdele. No i okręty, kilka różnych, żaden niepodobny do drugiego. Biorąc pod uwagę czym zajmowali się Twoi nowi znajomi, to trafiłaś chyba właśnie do jakiegoś pirackiego miasteczka…


  • Terrible stench Soviet Dust

    //@Kubeł1001 napisał w Zielona Zatoka:

    Komandero Goblinero

    Nawiązanie do Kapitana Bomby?//


  • Elarid Mistrz Gry

    //No ba.//


  • Metro 2035

    Tissaen nie była pewna, co wolała: Niewolę u niewydarzonych stróżów prawa czy u piratów. Nie lubiła obu, w końcu siedzenie w linach i więzach nie leżało w jej guście. Jednak piraci dawali jej okruch nadziei na to, że uda jej się uwolnić. W końcu ich rutyna opierała się w 50% na śnie, a w drugich 50% na piciu, od nich będzie jej łatwiej uciec. Ale być może Mag i Drow rozwiną swoją ofertę współpracy na tyle, że nie trzeba będzie myśleć o alternatywach…


  • Elarid Mistrz Gry

    Coś w tym jest, ale miałaś wrażenie, że byłabyś w stanie przechytrzyć wszystkich zebranych tu piratów i uciec im, ale czułaś też, że ten Drow mógłby i tak Cię wyśledzić, a potem w najlepszym wypadku od razu zgładzić… Tak czy siak, to właśnie on ponownie przerzucił sobie Ciebie przez ramię, gdy Żywiołak zbliżył się do brzegu. Szybko zeskoczył na stały ląd, czy stałą skałę, i odszedł, nie czekając na Maga, który mruczał pod nosem inkantację odsyłającą Żywiołaka ani na tłum piratów zbierający się wokół. Wasze przybycie pewnie nie byłoby tak rozchwytywane, gdyby nie fakt, na czym przybyliście. W sumie to i dobrze, wszyscy, którzy nie byli zajęci, bardziej skupili się na Magu i jego kreaturze niż na Tobie czy Mrocznym Elfie. Lub po prostu mało ich obchodziło kim byłaś i czemu Cię porwał. Niemniej, Drow nie udał się od razu do zabudowań, aby odpocząć czy zameldować komuś o porażce, w wyniku której stracono okręt i całą załogę poza nim i Magiem, ale wprost na jeden ze stojących w tym dziwnym porcie okrętów. Na pokładzie trwała gorączkowa praca, najwidoczniej sam okręt szykował się do wypłynięcia, załoga w pośpiechu sprawdzała olinowanie i żagle, znosiła do ładowni zapasy prowiantu, wody czy rumu, myła pokład, śpiewała szanty i tak dalej. Najdziwniejsze było jednak to, jak wyglądała ta załoga, bo może i dostrzegłaś nieco Orków czy ludzi, ale był to ledwie ułamek całej załogi. Na pokładzie najliczniej roili się Twoi pobratymcy, Gobliny.


  • Metro 2035

    Choć przed tygodniem taka myśl nawet nie przeszłaby przez umysł Tissaen, tak teraz chyba nie mogła być bardziej szczęśliwa na widok jej rodzimych, zielonych mord! Normalnie jak w domu. Ciekawe czy kapitan także jest goblinem? Jeśli tak, to może zdoła znaleźć z nim wspólny język, który nie będzie opierał się na zapieprzonym siedzeniu w linach albo klatce.


  • Elarid Mistrz Gry

    Gobliny zdawały się nie zwracać na Ciebie większej uwagi, ale miałaś wrażenie, że przychodziło im to z trudem i tylko obecność Mrocznego Elfa oraz aura strachu, jaką wokół siebie rozprowadzał, sprawiała, że tamci nie zaczęli krzyczeć czegoś na Twój temat i tak dalej. Mroczny Elf zdawał się znać rozkład pomieszczeń na okręcie na pamięć, bo szybko kluczył korytarzami, aż w końcu dotarł pod jedne drzwi, których strzegło dwóch goblińskich wartowników, z czego jeden chyba spał, bo drugi musiał trącić go włócznią, aby wypiął klatkę piersiową, stając przed Drowem na baczność. Gdy Mroczny Elf wszedł z Tobą do środka, musiałaś zastanowić się, co to w ogóle jest. Właściwie gdyby nie wielkie łóżko, oraz kufry, szafki i tym podobne meble, myślałabyś, że to jakiś osobliwy skansen czy rupieciarnia. Dopiero po chwili zrozumiałaś, ile to wszystko tu było warte, więc prędzej byłby to skarbiec: rozmiata broń, często bogato zdobiona, niekiedy może nawet zaklęta, rozmaite rzeźby, obrazy, dywany, gobeliny, wspaniałe meble i wiele, wiele więcej, w tym szkatułki, zapewne wypełnione złotem, srebrem czy klejnotami. Coś wspaniałego. Mogłabyś to wszystko spieniężyć i żyć bez konieczności ruszania palcem do końca życia, a i tak musiałbyś się postarać, żeby to wszystko wydać. Zauważyłaś też duży, wyściełany fotel stojący naprzeciw drugiego, pomiędzy którymi był drewniany stolik z wykonaną z bursztynu szachownicą, ze złotymi figurami. Drow podszedł i usadził Cię na jednym z foteli, odsuwając się o kilka kroków, Ty zaś dostrzegłaś tego, kto siedział naprzeciwko, czyli bez wątpienia kapitana. Był to Goblin, obwieszony rozmaitą bronią, do tego pochodzącą, tak jak łupy zgromadzone w tej kajucie, z całego świata: długi, ząbkowany nóż to oręż typowy dla Nordów, jednoręczny mieczyk był produkcji Goblinów, szabla przypominała oręż ludzkich szlachciców, noże do rzucania w przewieszonych ukośnie przez pierś bandoletach to za to elficka robota. Sam Goblin ubrany był raczej normalnie, w proste buty, spodnie, pas, koszulę i skórzaną kamizelkę, niedaleko fotela spoczywał też jego kapelusz z piórem i szerokim rondem. Gębę miał typowo goblińską, czyli szpetną, choć Tobie udało się ugrać od losu nieco urody, to musiałaś przyznać, że ta pośród Twoich pobratymców występowała rzadko. Szpeciły go też liczne blizny i szramy, różnej wielkości, niektóre stare, inne świeże, czasem nawet jakby zadane kilka dni temu. No i biżuteria. Na palcach miał pierścienie, w uszach kolczyki, na szyi wisior, wszystko ze złota, często inkrustowane drogimi kamieniami, bursztynem czy Akwamarynem. Pykał właśnie fajkę i uważnie przyglądał się jednemu z pionków zabranych z szachownicy, obracając go w dłoniach. Nawet nie zareagował, gdy Drow wszedł do kajuty, pewnie wiedział, że to on, może tylko on mógł tak tu po prostu wejść, a widać, że nie spodziewał się po nim żadnych wrogich zamiarów. Dopiero po chwili podniósł na niego wzrok, spojrzał ze znużeniem na Ciebie i znów odwrócił się do Drowa. Miał już coś powiedzieć, kiedy ponownie spojrzał na Ciebie, widocznie zdziwiony, ale po chwili na jego szpetnej mordzie pojawił się szeroki uśmiech.
    - No, no, czerwonooka mendo, Ty to jednak wiesz jak kapitanka rozweselić. - powiedział do Drowa, choć nie spuszczał wzroku z Ciebie.
    - Powiedzmy, że to w ramach… przeprosin. - odparł tamten, a Goblin na to znów się na niego spojrzał.
    - Przeprosin? Przeprasza? Ty? Mnie? Coś żeś zjebał?
    - Ja? Nic. Nie dałem rady wykraść czaszki, ale znalazłem ją. Sama próbowała okraść kapitana zanim zaatakowaliśmy, ale jej się nie udało. Uznałem, że warto ją zabrać.
    - Oj tak, warto, warto. - odparł Goblin, znów się na Ciebie patrząc i oblizując usta, ale po chwili wściekłość wróciła na jego oblicze. - Jebany Handur, pierdolony Krasnolud, kurwa jego brodata mać! Wszystkie włosy mu wyrwem z tej brody, chujec zajebany. A jak odrosną to znowu wyrwem! Gdzie on?
    - Obawiam się, że zginął. Tak jak cała załoga. Przeżyłem tylko ja i Montolin, gdyby nie jego Żywiołak to też bylibyśmy martwi.
    - Ech, kurwa. Pojebane to. Jak ja żem zaczynał piracić to trza było mieć trochę oleju we łbie. A tera to co? Wystarczy albo jebnąć ze łba albo znaleźć kogo, kto w nim Magię będzie miał.
    Po tych słowach zamyślił się i znów zaciągnął się dymem. Po chwili machnął na Drowa, aby ten odszedł, a gdy drzwi się za nim zamknęły, zostałaś z Goblinem sam na sam.


  • Metro 2035

    Tissaen niespokojnie spojrzała na “kapitanka”. Zupełnie nie podobał jej się sposób, w jaki na nią patrzył… Jeszcze raz spróbowała chociaż trochę poluźnić więzy.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nic to nie dało, a Goblin zaskoczył ze swojego fotela, podchodząc bliżej do Ciebie. Złapał Cię jedną dłonią za policzki, obracając głowę tak, aby przyjrzeć Ci się dokładniej, co jednak nie było zbyt przyjemne, choćby przez szmatę w ustach, a drugą przez chwilę obmacywał Twoje piersi. Widocznie zadowolony, poklepał Cię po policzku i wziął do dłoni nóż.
    - Zaciukam Ciem szybciej niż byś spróbowała, żeby mnie zaciukać, jasne? - powiedział, a Ty nie miałaś w sumie powodów, żeby mu nie wierzyć. On zaś przeciął więzy na Twoich nogach i rękach, schował nóż i wrócił na swoje miejsce w fotelu.


  • Metro 2035

    // Czy mogę mieć jakąkolwiek postać żeńską, która przeżyje 10 postów bez bycia molestowaną i związaną? //

    Argument z zaciukaniem zdecydowanie do niej trafił, w szczególności widząc ile broni tacha z sobą jej pobratymiec.
    Od razu wyciągnęła knebel z swoich ust i rozmasowała sobie szczękę, dobrze było wreszcie być pozbawionym szmaty w ustach.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Nie lubiem go. - mruknął Goblin, w czasie gdy Ty byłaś zajęta sobą, wskazując ruchem głowy na drzwi, którymi wszedł Drow. - Chujec, mondrala, w dupie ma lojalność i jak zrobi swoje, to spierdoli, a chuj wie, czy nie będzie chciał mnie zaciukać przy okazji… Ale lepszego nie mam. Zakradnie się wszędzie, zrobi co trza i wróci. Z czachą zjebał, ale jak Ty mnie z nią pomożesz, to siem możemy dogadać… A jak nie to i tak nie narzekiam, jak złodziejka z Ciebie kiepska, to i inne zajęcie znajdem.


  • Metro 2035

    Odpowiedziała, gdy tylko zdołała pozbawić się knebla:
    — Dogadamy się. — Rozłożyła się na krześle. — Mogę dostarczyć Ci wszystko, co ten chujek kapitanek trzyma w swojej kajucie. — Postarała się przybrać dobrą minę do tej gry.


  • Elarid Mistrz Gry

    - To wszystko i inne wszystko też. - odparł i zarechotał, zacierając ręce. - Opowiadaj no tera, jak to wszystko było, tamten czerwonooki to powie tyle, co kto naszcza, i siem chuja z tego dowiedzieć można.


  • Metro 2035

    — No dobra. — Podrapała się za uchem. — Bo ta kajuta, jeżeli byś to zobaczył, to cholera, kapitanek nieźle się obłowił! Całe skrzynie pełne złotych monet, w jednej takiej mogłabym urządzić se pierdzieloną kąpiel, alee żeby to było wszystko! Dalej miał pełno jakichś marynarskich kurwidełek i one wszystkie też złote, srebrne, a do tego wysadzane kryształami, jakby nie mógł jak normalny cieć wziąć se normalnych. Co to w ogóle za kapitanek? Wiesz czemu mu tak odwala na punkcie tego Ponurego Napoju, co miał być krasnoludem? Cały czas upierał się, że pracuję dla niego, ale co ja, tania dziwka jestem? Od początku mu gadałam, że dla nikogo nie pracuję, tylko sam mnie zmusił do wejścia na pokład, bo jakby te dupki z jego załogi umiały zaakceptować, że przegrały i nie kradły mi mojego złota, to nie byłoby tej całej draki, nie?


  • Elarid Mistrz Gry

    Kapitan mniej więcej w połowie Twojego wywodu wyjął zza paska sztylet i zaczął nim dłubać sobie między zębami. Splunął na bok i schował go, gdy skończyłeś.
    - Słuchej no, lala: złota i innych to ja mam tak. A zresztą rozejrzyj siem dobrze: Tyle skarbów to Ty nigdy nie widziałaś. Mnie chodzi tylko o czaszkie. Daj czaszkie, a dostaniesz swoje albo z kajuty tamtego chujka, albo z mojej, że Ci kurwa go bogactwo zbrzydnie. Stoi?
    Widocznie nie miał zamiaru wtajemniczać Cię w żadne szczegóły, choć pewnie opowie więcej, jeśli uzna, że warto wtajemniczyć Cię w te szczegóły, a i może uda Ci się coś z niego wyciągnąć innymi sposobami.


  • Metro 2035

    Oczy Tissaen zaświeciły się.
    — Stoi. A czemu tak właściwie ta czaszka taka ważna, hę?


  • Elarid Mistrz Gry

    Machnął ręką.
    - Im mniej wisz, tym lepiej śpisz, dobres? - odparł, co dla Ciebie było dość oczywiste, że kapitan ot tak Ci się nie wygada. I jednocześnie wiedziałaś już, że skoro nie była to tylko zwykła ozdoba, to musiało kryć się za tym coś więcej, zwłaszcza jeśli Goblin był w stanie poświęcić bez mrugnięcia okiem cały okręt z załogą, aby postawić na swoim i zdobyć tajemniczy przedmiot.


  • Metro 2035

    — Dobra, no. Kiedy mnie dostarczycie na tamtą łódkę? Bo chyba nie mam się sama dostarczyć, nie?


  • Elarid Mistrz Gry

    Goblin machnął lekceważąco ręką.
    - Ni ma siem co spieszyć. Popłynął do Archipelagu Sztormu, tam som setki takich małych wysepek i chuja wiemy, na którą on se popłynoł, także trza czekać. Machniem zasadzkie i tyle, dziebniem go, jak bendzie wracać… Jak na moje, to wróci gdzie za miesiąc, może i dwa.


  • Metro 2035

    — No, brzmi to mądro. A ja będę tutaj ten miesiąc, może i dwa siedziała, ta? —


  • Metro 2035

    — No, brzmi to mądro. A ja będę tutaj ten miesiąc, może i dwa siedziała, ta? —


  • Elarid Mistrz Gry

    - Ze mnom siem pienkna nudzić nie bendziesz. - odparł i zarechotał, mrugając do ciebie okiem. - A jak mi siem spodobasz i dobrze sprawisz, to może i jakomś robotem dostaniesz, żeby siem wykazać.


  • Metro 2035

    Przewróciła oczami, ale mimo tego odpowiedziała:
    — Ehe. — I powiedziawszy to, rozejrzała się po kajucie. — Masz coś dobrego? Napiłabym się, strasznie mnie suszy. No i ten, wypadałoby na początek dobrej współpracy? — Spojrzała na swojego nowego przełożonego pytająco.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Wcześniej rozciął wszystkie, więc jest wolna, a post do edycji, żeby się wszystko zgadzało.//


  • Elarid Mistrz Gry

    - Pienkna, o początku współpracy to my se tam możem pogadać. - odparł i zarechotał, wskazując kciukiem na kapitańskie łoże. - Ładniutka jesteś, a mnie siem już nudzi ostatnio… A jak siem dobrze sprawisz, to i może dostaniesz jakie zadania czy nagrody.


  • Metro 2035

    Tissaen dobrze wiedziała, o co chodzi kapitanowi, ale starała się to jak najdalej odroczyć w czasie, a jak dobrze pójdzie to całkowicie uniknąć.
    — No ta, ta… — Zsunęła się z krzesła, wciąż opierając się o nie.

    // Zapomniałeś o Jannet 😠


  • Elarid Mistrz Gry

    //Nie martw się, nie zapomniałem.//
    Goblin prychnął coś pod nosem i również zszedł z fotela. Nie udał się jednak do łóżka, ale do jednej z szafek, która musiała być barkiem, z którego to wyjął butelkę jakiegoś krwistoczerwonego trunku i dwa kieliszki. Szybko i sprawnie odkorkował ją, nalewając płynu do obu kieliszków, z czego jeden zabrał, a drugi postawił przed tobą.
    - Elfy. - powiedział, niemalże wypluwając to słowo ze wzgardą. - Nie lubiem, bardziej niż Drówów. Gupie, pizdowate, ciongle tylko o muzyce, sztuce i lasach by pierdoliły, drzewojeby jedne. Ale winko robią zajebiste. - dodał i pierwszy upił łyk ze swojego kieliszka. - Zrabowalim żem kiedyś z chłopami statek Elfów, co tylko to miał w ładowniach. Chłopy uznały, że szczyny, oni by to tylko rum i grog, ale zanim wszystko wylali za burtem, zabrałem kilka butelek dla siebie, a resztę żem opchnął w Gilgasz. No, zanim mnie stamtąd wyjebali.


  • Metro 2035

    — A wyjebali Cie z Gilgasz, bo co? — Zapytała, starając się o to, by zaciągnąć goblina do rozmowy.
    Wzięła swój kieliszek i podniosła do twarzy, po czym powąchała i bez większych oporów wypiła.


  • Elarid Mistrz Gry

    Przy pierwszym łyku w ogóle ciężko było wyczuć alkohol, trunek był łagodny i dość przyjemny w smaku, pachniał kwiatami, a smakował jakimiś nieznanymi ci, słodkimi owocami. Zdecydowania najdroższa i najbardziej wykwintna rzecz jakaś w życiu piłaś, ale czy najsmaczniejsza. Kapitan zaś machnął ręką.
    - A długo by gadać, a ni ma co ryja strzempić, jak i ciekawsze rzeczy som do roboty, ni?


  • Metro 2035

    — Ale ja bardzo chętnie posłucham! — Wzięła kolejny, nieco bardziej nerwowy łyk. — No, to co żeś w Gilgasz robił?


  • Elarid Mistrz Gry

    Kapitan widocznie zastanawiał się czy powinnaś poznać prawdę, ale uznał, że nie jest to nic, czym chciałby dzielić się z kimś, kto dopiero co dołączył do jego bandy, a właściwie nawet nie to, byłaś bardziej kimś w rodzaju najemnej złodziejki, wynajętej do jednego zadania, a nie członkinią jego pirackiej zgrai. Minie pewnie wiele czasu nim obdarzy cię zaufaniem, o ile w ogóle to zrobi. Nie mając najwidoczniej ochotę na odpowiadanie na to czy jakiejkolwiek inne pytanie dopił jednym haustem swój trunek i wstał, zacierając ręce. Ponownie wskazał na kapitańskie łoże, tym razem bardziej natarczywie.


  • Metro 2035

    A Tissaen jeszcze bardziej odsunęła się od niego, szukając panikującym wzrokiem dróg ucieczki z kajuty.


  • Elarid Mistrz Gry

    Było tu co prawda kilka bulai, ale były zamknięte, a wątpiłaś, czy dałabyś radę się przez nie przebić, otworzenie zaś zajęłoby zbyt dużo czasu. Zawsze mogłaś wyjść drzwiami, po prostu, ale tu z kolei problemem było dwóch strażników. Z tego, co widziałaś, raczej nie za bardzo przykładali się do swojej roboty, ale pewnie zmieniłoby się to, gdyby zmotywował ich tym odpowiednio sam kapitan. A nawet gdybyś i im uciekła, to prosto na pokład pełen załogantów Goblina, a dalej do czegoś na kształt pirackiej wioski lub przystani, gdzie było jeszcze więcej jego podwładnych lub kompanów.


  • Metro 2035

    W takim razie skupiła się na tym, by po prostu nie dopuszczać kapitanka do siebie tak długo, aż temu się znudzi i zrezygnuje z swoich łóżkowych zamiarów. Mogła być złodziejką, ale ta druga rola już nie pasowała jej tak bardzo.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Słuchej no. - powiedział w końcu, nie tyle znudzony, co bardziej zirytowany. - Masz dwie opcje, ta? Albo ja, albo cała załoga, każdy, ile bendzie chciał, kiedy bendzie chciał i jak bendzie chciał. A jak rzucem im hasło, to siem nawet nie zorientujesz, jak ciem złapio i zaciągno pod pokład, żeby siem zabawić. Mnie to ryba, tobie już chyba mniej, ni? Ostatnia szansa.


  • Metro 2035

    // Ja, widzący jak Kuba przygotowuje się do regulaminowego gwałtu na mojej żeńskiej postaci:
    To już jest nudne.


  • Metro 2035

    // Serio, razem z Tissaen będziesz miał średnią 100%. Chcesz jakiś medal? //


  • ŻBŻP

    ///Ty się ciesz, że zrobi to NPC, który jest w miarę twojej wielkości.///


  • Metro 2035

    // A ja się nie cieszę, bo to się robi o tyle niesmaczne, co i nudne. Widocznie wybredny jestem. //


  • Metro 2035

    – Dobra, no. – Odpuściła w tej sytuacji. – Ale szybko.

    // Może narzekam, ale naginania fabuły nie lubię jeszcze bardziej. Po prostu to przewiń.


  • Elarid Mistrz Gry

    //Od początku nie miałem zamiaru opisywać tego krok po kroku, bo to zbędne.//
    Było szybko, tak jak chciałaś. No i przy okazji przyjemnie, więc kilka razy, a nie tylko raz. Obudziłaś się obok kapitana, jeszcze naga, okryta tylko skórami z jego łoża. On już nie spał, był ubrany od pasa w górę i zapalał właśnie fajkę, najwidoczniej przygotowując się do wyjścia. Usiadł z powrotem, przerywając ubieranie, gdy zauważył, że się ocknęłaś.
    - No, no… Tak dobrze to dawno żem nie miał. Także od dziś jak mam na łajbie pierwszego oficera, tak ty bendziesz mojo pierwszo kochanką. O, fajnie nawet brzmi, nie? Mam sprawy, moje jełopy zara przyniosą ci coś do żarcia, wina, a potem oprowadzą po przystani, jak chce. A później… No, później pogadamy o innych sprawach, bo siem mnie spodobałaś i tak myślem, że znalazłoby siem dla ciebie takie jedno zadanko, żebyś se mogła dorobić, bo i tak za szybko czachy dla tamtego jebańca-kapitańca nie podjebiesz, za jakie miesiąc albo dwa wróci. Pasi?


  • Metro 2035

    – Pasi. – Odpowiedziała krótko, przewracając się na drugi bok i bardziej zakopując w skórach.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie miał zamiaru cię stamtąd wyciągać, jedynie dopalił fajkę, ubrał się i opuścił kajutę, a już kilka minut później do środka weszły kolejne trzy Gobliny, stawiając na stole, przy którym ostatniej nocy rozmawialiście, metalowe i drewniane tacki oraz sztućce, a na nich chleb, sery, rozmaite mięso, ryby, a nawet owoce i warzywa, znak, że kapitanowi rzeczywiście się powodzi, bo na morzu są one niezwykle cenne, pozwalając uniknąć wielu chorób, choćby szkorbutu. Do tego dzbanki, zapewne z wodą czy winem, i kubki. Jeden z Goblinów, który to przyniósł i rozstawił, właśnie wyszedł, na straży zostało dwóch innych, jeden w ubraniach, które musiał ukraść jakimś marynarzom, żołnierzom lub milicjantom z Cesarstwa i szlachcicom, co po spreparowaniu do jego rozmiarów dawało efekt równie komiczny, co nieelegancki, ale kilka wiszących ukośnie przez pierś noży, miecz jednoręczny i sztylet przy pasie znaczyły, że lepiej z nim nie zadzierać. Drugi był ubrany na typowo piracką, obdrapaną, modłę, ale za to na palcach miał wiele pierścieni, na szyi wisior ze złota, a przy pasie posrebrzaną, wyłożoną kamieniami szlachetnymi pochwę na szablę ze złotą rękojeścią z rubinem w środku. Kapitan nie ufał ci najwidoczniej aż tak, aby zostawić cię tu samą zbyt długo, więc przysyłał swoich dwóch załogantów, pewnie dość zaufanych, aby mieli na ciebie oko, choć zgodnie z obietnicą przynieśli ci też jedzenie, napoje i mieli później oprowadzić po przystani.


  • Metro 2035

    Cóż… Choć pewne aspekty współpracy z kapitankiem nie przypadły do gustu Tissaen, tak to, co pojawiło się w kajucie zdecydowanie należało do milszych stron tego układu. Już sam zapach tak szerokiego wachlarzu przysmaków rozbudził wyobraźnię niewysokiej goblinki, która przecież nie raz i nie dwa przymierała głodem na zabłoconych ulicach miast, gdy ubywało jej szczęścia w przekrętach. Teraz miała tyle na wyciągnięcie dłoni… Ubrała się i z apetytem wgryzła się wpierw w sery i mięsa, nie żałując sobie wina.


  • Elarid Mistrz Gry

    Nie miałaś wątpliwości, że w Zielonej Zatoce nie jadło tak wiele osób, a wręcz przeciwnie, dieta zwykłych piratów pewnie była niewiele lepsza od tej, którą musieli znosić podczas długich rejsów. Ty jednak, jako pierwsza kochanka, jak cię sam nazwał, kapitana, mogłeś jeść i żyć niemalże tak dobrze, jak on. Niemalże, bo choćby wino było zwykłe, a nie elfickie. Jednak ciężko było ci na to narzekać, w końcu mogłaś zjeść nie tylko do syta, ale i smacznie. Gdy skończyłaś, strażnicy skrzyknęli służbę, a ci zabrali resztki oraz to, czego nie zjadłaś w ogóle. Pozostały tylko dwa Gobliny, twoi strażnicy, ochroniarze przed zakusami innych piratów, o ile słowa samego kapitana nie podziałają oraz przewodnicy po tym pirackim przybytku.


  • Metro 2035

    Nie wstała od razu, jeszcze kilka chwil spędziła leżąc, zadowolona z samej siebie (na fakt tego, że właściwie to nie ona zapewniła sobie takie przyjemności, nie zważała). Dopiero po tym leniwie uniosła głowę i spojrzała na strażników:
    — No to co? Oprowadzicie mnie po tej przystani? — Zapytała z lekko wrednym uśmiechem na ustach.


  • Elarid Mistrz Gry

    - Jak kapitano kazał. - odparł jeden z Goblinów, obojętnie wzruszając ramionami.


  • Metro 2035

    — No, to na co czekamy? — Zeskoczyła z leża, stając przed strażnikami. — Mam ochotę pozwiedzać.


  • Elarid Mistrz Gry

    Pokiwali głowami i jeden z nich prowadził cię, idąc przodem, drugi zaś szedł za tobą. Opuściliście flagowy okręt kapitana, który ochrzcił go mianem “Zielonego Chuja”, wykazując się typowo goblińską fantazją. Przy okazji dowiedziałaś się też, że całe to miejsce nazywa się Zieloną Zatoką i próżno szukać go na jakichkolwiek mapach. Było schronieniem dla Blurga, czyli Kapitanka, i jego wspólników, którymi byli kapitanowie pozostałych pirackich okrętów, choć o nich nie opowiadali ci wiele. Sama zatoka miała być schronieniem, a więc zastawiona była barakami dla załogantów, raczej niezbyt wygodnymi, ale i tak ciepłe łóżka z sianem i skórami były czymś lepszym, niż ciągłe bujanie się na hamaku. Tylko kapitanowie, pierwsi oficerowie, kwatermistrzowie i im podobni, co ważniejsi z załóg, mogli wynajmować pokoje w kilku lokalnych karczmach, najwidoczniej nie mając w swoich kajutach takich wygód, jak Kapitan Zielonoskóry. Wracając do karczm, można było tam spędzić czas na grze w karty i kości, słuchaniu muzyki i opowieści, a przede wszystkim przy dobrym jedzeniu i rozmaitych trunkach, bo choć wszystko wydaje się smaczne po odżywianiu się rybami, sucharami i suszonym mięsem przez kilka tygodni, to tutaj spiżarnie były pełne i można było syto i smacznie zjeść niezależnie od wielkości sakiewki. Poza karczmami były tu też burdele, typowe przybytki tego typu, o których raczej nie można było wiele ciekawego powiedzieć. Do tego też warsztaty, kuźnie, tartaki, suche doki i tym podobne miejsca, które może nie były pełnoprawną stocznią, ale nie musiały nią być, bo nie miały wodować nowych jednostek, ale naprawiać tu obecne.
    - Coś jeszcze? - zapytał jeden z Goblinów, gdy skończyliście zwiedzanie. Nie było to wiele, choć pewnie coś ciekawego kryło się też na lądzie i w okolicy, ale chyba Kapitan nie uznał za konieczne puszczenie cię tam, nawet ze strażą. I rzeczywiście, chyba nie pozostało nic, może poza powrotem do kajuty i oczekiwaniem na kapitana. Jednak wtedy coś przykuło twoją uwagę, bowiem kolejny okręt wchodził do portu w zatoce. Spędziłaś sporo czasu w Gilgasz, gdzie widziałaś setki okrętów, ale ten różnił się od pozostałych tak swoim nieco upiornym wyglądem, jak i kunsztem wykonania, niepodobnym do innych pirackich kryp. Było zbyt daleko, abyś mogła dokładnie przyjrzeć się załodze, choć już teraz wychwyciłaś, że byli odziani w czerń, z kapturami na głowach, często też w maskach.
    - Wracajta do kapitano, szybko. - usłyszałaś nagle. Tak zapatrzyłaś się na okręt i jego załogę, że nie dostrzegłaś kolejnego Goblina, jakiegoś posłańca, który podbiegł do waszej trójki przekazać wiadomość. Tym lepiej, że dostałaś takie polecenie, bo jeśli ktoś wiedział coś o tym okręcie i jego załodze oraz celu przybycia tutaj, to właśnie kapitan. I mogłaś się też zastanawiać, czy przybycie posłańca z takim poleceniem akurat teraz było dziełem przypadku czy może wywołało je przybycie okrętu?


Log in to reply